• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[16 lipca 1972r.] Kawiarnia na Pokątnej - Laurent & Nicholas

[16 lipca 1972r.] Kawiarnia na Pokątnej - Laurent & Nicholas
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#11
05.11.2023, 17:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2023, 21:34 przez Nicholas Travers.)  

Słuszna uwaga, że zamiast udawać rozpoczęcie nowej znajomości, wyjaśniają sobie przeszłość, aby później móc do niej nie wracać. Przynajmniej dla dobra Laurenta, który chciał zapomnieć kim był parę lat temu i gdzie przetrzymywany. Uzależniony od prochów, widział świat inaczej.

Czy Nicholas miał plecy, aby w razie nieprzyjemnej sytuacji wyjawienia prawdy, przekupić mediów? Winnego rozpowiadanych informacji, nie trudno odnaleźć i uciszyć. Zaś prasę i tak byłaby konieczność przekupić, aby rozgłaszali to, co chcemy aby było mówione, pisane. Nie chcąc nikogo wciągać w swoje sprawy, zapewne sam próbowałby rozwiązywać problemu. Im mniej osób o nim wie i jego możliwościach, tym lepiej.

Słysząc komplement o uśmiechu, Nicholas od razu spoważniał i skupił na piciu swojej kawy. Uciekając do niej także wzrokiem. Nie był przyzwyczajony do takich komplementów. Nie udzielił odpowiedzi, nie mruknął, nie burknął pod nosem i nie wykonał żadnego gestu. Przyjął do wiadomości, ale nie zamierzał tego komentować. Co Laurent chciał tym osiągnąć?
Yaxley  potrafił być słuchaczem. Wolał, aby to inni się produkowali a on słuchał. Stąd biły od niego cechy spokoju, opanowania i cierpliwości. Pozwalał dokończyć czyjeś refleksje, wypowiedzi dłuższe wymagające przerwy. To także pomagało w jego zawodzie, jako Niewymowny. Nie musiał dużo mówić. Nie musiał mówić nic. W swoich odpowiedziach często bywał konkretny. Ale też tajemniczy. Nie okazywał emocji, a uśmiech rzadko, kiedy się ukazuje na jego twarzy i nie uważał, żeby mu to pasowało. Nie do jego aury i odzieży w czerni.

Odpowiedź w sprawie sumienia, jaką udzielił Nicholas, zmusiła Laurenta do głębszej analizy. Czy on właśnie zaczął filozoficznie do tego podchodzić? Śmierciożerca wpatrywał się w niego, kiedy nastąpiło między nimi dłuższe milczenie. Czy nie takiej odpowiedzi się spodziewał?

- Dość głębokie zadajesz pytania.
Nicholas nie chciał otwarcie udzielać odpowiedzi na temat swojego sumienia, bo jeszcze ulegnie słowom Laurenta i ten za dużo od niego wyciągnie. A nie o to Yaxleyowi chodziło w ich znajomości. Jest zbyt za wcześnie aby tak otwarcie mówił o swoim wnętrzu. I wtedy padło stwierdzenie młodzieńca na temat syreniego śpiewu. Niby żart, ale jakoś Nicholasa nie bawiło. Chyba nic go nie bawiło. Przy ostatnim stwierdzeniu, można byłoby się zachłysnąć kawą.
- Odważne słowa z twojej strony.
Przyznał Nicholas, odstawiając filiżankę w połowie upitej kawy.
- Syreni śpiew omamił mnie już tamtej nocy. W tej chwili myślę, że trwa maskarada picia kawy. I nie sądzę, by druga jego część mogła się ziścić.
Odparł, opierając się plecami o oparcie krzesła i obserwując Laurenta. W swoich słowach Nicholas nie żartował w sumie ani razu. Gdyby nie to miejsce, mógłby zrealizować drugą część jego pytania. Laurent był ostrożny i to bardzo. Nicholas to widział po nim, że gdyby się go nie bał, zaprosiłby go do siebie. Do domu, do salonu, sypialni. Ale nie. On się bał. Przyznał do tego również. Tym razem był wolny i nikt wbrew jego woli nie powinien go nawet dotknąć.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#12
05.11.2023, 18:14  ✶  

Było w nim bardzo, bardzo dużo żalu. Czy Nicholas zasługiwał na to, by na niego go przelewać? Uważał, że nie. I jednocześnie: tak. Wspomnienia przekładały się na teraźniejszość - cóż z tego, że tamtej nocy obaj byli chętni skoczyć sobie w ramiona, skoro był tak odurzony, że ledwo pamiętał co się działo? Tutaj wybielał siebie. Tworzyło to wielkiego, złego potwora, którego nagle miał zogniskować Nicholas... ale on wcale tym potworem nie był. Przekładanie winy i niewiny, próby złapania własnego balansu, niemożność ustanowienia, czy winił bardziej siebie za to wszystko, czy może winił wszystkich, z kim miał do czynienia i kto wyrwał jego cenne lotki ze skrzydeł - tu nic nie było proste. Nie chciał nikogo obwiniać. Nie chciał hodować w sobie samym tej żałości, bo powstawał z niej bardzo brzydki, kolczasty krzew - ognik szkarłatny, który pokazywał te drobiny złości i niesprawiedliwości, jakiej nie chciał pokazywać. Nie chciał zatracać się w brzydkich odczuciach, które tylko niosły ze sobą ból. Chciał się z tym wszystkim pogodzić i wybaczyć... tylko że do tego potrzebował z kimś porozmawiać. Nie miał z kim? Ależ skąd! Florence by go wysłuchała, już to zrobiła, choć opowiedział jej tylko w bardzo szczątkowej ramce, co krył w trupach swojej szafy. Co nim tak mocno dygotało. Problem był taki, że nie miał kogo winić poza samym sobą, dlatego stał pomiędzy rozbitymi fragmentami lustra i mógł tylko płakać nad własną żałością. Zamiast tego więc wolał nie czuć. Nie odczuwał na co dzień żadnego bólu, przecież nawet kilka chwil temu myślał o pogodzeniu, że miał to za sobą, że to przepracował. A potem pojawiał się zapalnik, taki jak teraz, nieodpowiednia myśl, nieodpowiedni żal dotyczący braku docenienia samego siebie. W jego świecie był zwykłym zdjęciem między palcami Nicholasa. To nie mogło znaczyć czegokolwiek więcej - byłoby naiwne. To, że jeszcze nie stał się tylko pustą ramką było niezwykłe.

Chyba Nicholas nie do końca zdawał sobie sprawy z tego, co Laurent robił. A może sobie zdawał, tylko na to po prostu pozwalał..? Nie, chyba nie. Bo reakcja blondyna była jak mały triumf i taka malutka satysfakcja złożona obok filiżanki kawy jak słodkie ciasteczko. Co prawda powiedział to szczerze, ale z każdym kolejnym słowem dla siebie samego selkie przejmował kontrolę. A wręcz ta kontrola była mu składana w dłonie. Może po prostu Yaxleyowi nie zależało - w końcu był lepszym słuchaczem. Tym nie mniej nie mógł liczyć na to, że będą rozmawiali o pogodzie, prawda? Przynajmniej Laurent nawet nie wpadł na opcję, w której mężczyzna właśnie tego by oczekiwał po tym spotkaniu.

- Mogę postawić zaprzeczenie twojej odpowiedzi, jeśli wolisz. - Zamiast pytania. Wkroczył na lekką konfrontację, chociaż nie chciał naruszyć strefy prywatności mężczyzny tam, gdzie sobie tego nie życzył. Natomiast... Laurent miał problem, że czasem kiedy już ktoś pokazał mu czuły punkt to przenikał do niego palcami, by wyciągnąć go na zewnątrz. Jego kuzyn to określił o wiele prostszymi słowami: nie potrafił się zamknąć. - Nie będę dopytywał. - Zapewnił, bo wydawało mu się, że blondyn bynajmniej nie jest zadowolony ze skrobania tego tematu. Jego zdaniem - wrażliwego. Lecz może mu się tylko wydawało, może wyolbrzymiał. Wykluczał manię prześladowczą, ponieważ wtedy Nicholasa widziałby nie raz i nie dwa... a nie, jeśli nie kłamał, raz szukającego go w Rose Noire, a potem przypadkowo trafiającego na niego w New Forest. No więc..? Co to niby było? - Najbardziej ciekawi mnie teraz, czy ty sam znasz odpowiedź na moje pytanie. Człowiek potrafi być mistrzem kłamstw. Oszukiwanie samego siebie to jedno z najbardziej wyrafinowanych kłamstw. - Nie twierdził, że Nicholas kłamał jego, okłamywał samego siebie. Natomiast był ciekaw... czy tak było. Bo jeśli nie to prawda była o wiele bardziej nieprzyjemna. I znaczyła tylko tyle, że musiał się trzymać od niego naprawdę z daleka.

- Nie pytam o to, czy ma szansę się ziścić czy nie ma. Pytam, czego oczekujesz. - Powiedział już wprost, świadom tego, że nastawił się troszkę bojowo, nastroszył te swoje mizerne piórka i znów - nawet niekoniecznie do Nicholasa. Nicholas stawał się, jego zdaniem, trochę ofiarą tego żalu. Sam na siebie spoglądał jak na zwykłą szmatę i ciężko było mu pomyśleć, że ten mężczyzna mógł o tym myśleć inaczej. Bo jak mógłby? Jak mógłby być wart cokolwiek więcej poza tym ciałem? Teraz poznaczonym bliznami.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#13
07.11.2023, 21:49  ✶  
- Zaprzeczenie? Sprawdzasz mnie?
Odparł Nicholas dość chłodno, kiedy usłyszał słowa Laurenta, odnośnie „pozwolenia sobie zaprzeczyć jego odpowiedzi”. Brzmiało to jak faktycznie sprawdzanie swojego rozmówcy, albo kolejna gra, prowadzona przez Prewetta. Pieśń, która miała zostać rozegrana przy kolejnym spotkaniu. Opowieść, opowiedziana przy filiżance kawy. Nicholasowi nie do końca odpowiadała rozmowa o dość głębokich przemyśleniach, kiedy nie byli omamieni amortensją czy prochami.
Laurent go nie znał. I lepiej dla niego, aby jak najmniej wiedział. Nicholasowi nie zależało na tym, aby się przyjaźnili. Ważne, aby się znali i wiedzieli, co ich łączy. A czego Laurent na pewno nie wymaże ze swojej pamięci. Chyba, że pozwoli sobie na modyfikację pamięci.
Jednakże, doszło do Nicholasa, że nawet zachowaniem swoim, reakcją, może coś sugerować Prewettowi. Nie był głupi, z tego co można było wywnioskować. Był ostrożny. Dokładny. Poezją potrafił zakręcić tak pytanie, że nie wiesz, kiedy coś zdradzisz między wierszami.

Zakończyli ten temat, słowami Laurenta, który oznajmił, że nie będzie dopytywać. I słusznie. Nicholas niczego nie potwierdzał, ani nie zaprzeczał. Jednak rozmowa ta nawiązana została do kłamstwa. Słowa, tłumaczonego przez pryzmat osobowości, kogo oszukujemy. Zaznaczając, iż chodzi o nas. Czy Nicholas oszukiwał sam siebie? Czy znał odpowiedź na to pytanie?
Druga część tej rozmowy miała większy priorytet, czego Nicholas oczekiwał od Laurenta. Byli tutaj, aby wypić kawę. Ale młody Prewett musiał zahaczyć o „przyjemności”, gdyby Yaxley miał ochotę to zrobić. Sprawdzał go. Nicholas faktycznie mógł wpaść w jego pułapkę. Nie fizyczną, a choćby umysłową. Mimo iż Yaxley aktywował swoją oklumencję, jakby obawiał jakiegoś wejścia w jego umysł. I odszukiwania odpowiedzi prawdy przez rozmówcę, na swoje pytania. To była delikatnie niebezpieczna gra. Gdyby Nicholas oczekiwał „przelecenia go”, na pewno nie mogliby tego zrobić tutaj. Ryzykowne byłoby także do tego się przyznać, mając przed sobą Laurenta Prewetta a nie Lucrecję.

- Oczekuję, wypicia wspólnie kawy.
Odparł krótko. Czy oszukiwał siebie? Być może. Zapewne oczekiwałby tego drugiego, ale nie chciał, aby ten czarodziej wykorzystał coś przeciwko niemu, na swoją korzyść. To nie jest miejsce, na takie rozmowy.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#14
08.11.2023, 13:20  ✶  

Kiedy i gdzie był sens szukania zaprzeczeń? Oszukiwania siebie i siebie wzajem? Mógłby skłamać, że go nie sprawdza, ale nigdy nie był wybitnym kłamcom. Za to miał ponoć talent do lawirowania słowem. Tak, to była pewnego rodzaju gra. Gra poznania. Nie miała niczego złego na myśli, bo to nie była gra cudzym kosztem. Po chłodniejszej nucie w tonie Nicholasa sądził jednak, że to dla niego nie była gra, w której chciał brać udział. Nie to, żeby się tego spodziewał. Zdystansowanie tego człowieka było widoczne jak na gołej ręce i... to było smutne. Ile złego w życiu człowieka musiało się dziać i ile zimna musiało mu zostać okazane, żeby tak mocno wzbraniać się przed światem zewnętrznym? Laurent spoglądał na filiżankę, na której opierał palce, obracają ją milimetrowymi ruchami dookoła własnej osi. Czarna, niesłodzona kawa bez mleka. Zero słodyczy. Nie przepadał za słodkościami, ale może to nawet było widać po jego niezdrowo chudej sylwetce. Albo i nie. Pojedyncze srebrzyste włosy pałętały się pośród jego jasnych blond włosów. Brzydka blizna na wnętrzu nadgarstka była bardzo sugestywna. I wszystko to przykryte zaklęciem transmutacyjnym, żeby nadal wyglądać i prezentować się idealnie. Chociaż wcale nie chciał. Jak ta sławetna walka dwóch wilków w tobie samym - wygrywa ten, którego dokarmisz. W końcu jednocześnie chciał absolutnie mocno trzymać się swojej doskonałości i perfekcyjnego wyglądu.

- Oczywiście, że tak. - Choć "sprawdzanie kogoś" mogło mieć różny wymiar, a Laurent wcale nie był pewien, jakim zabarwieniem cieszyło się to słowo na krańcu języka Yaxleya. - Na tym polega poznawanie nowej osoby. Nie każdy robi to aktywnie i świadomie. Większość aktów poznania to wymiana płytkimi tematami i zainteresowaniami. - Które w zasadzie Laurenta nie to, że nie interesowały, bo zawsze starał się wyjść rozmówcy naprzeciw i do niego dostosować, ale nie porywały serca ani umysłu. To, by używać tego, czym Bozia go pobłogosławiła - czemu miałby tego nie robić, skoro chciał? Było ku temu milion powodów i zazwyczaj sam je sobie wynajdywał. Tak jak tu i teraz się wycofał, bo przecież nie chciał rozdrażniać Nicholasa. Z jednej strony dlatego, że się obawiał jego reakcji, z drugiej - bo nikogo nie chciał celowo denerwować. - Nie potrafię się nie zastanawiać nad tym, jak wiele zimna i trudów trzeba doświadczyć, żeby otoczyć się takim lodem. - Uniósł na niego morskie oczy. Zgadza się - był dokładny. Bardzo uważny. Spoglądał na każdą zmianę, która tutaj zachodziła, chociaż nie było to takie uważne, jakby się mogło wydawać. To nie była wycena czysto analitycznych odruchów. Bo nie potrafił dokładnie powiedzieć kiedy ktoś kłamie a kiedy nie wnioskując po nerwowym tiku, choć pewne ruchy były istotne, owszem. To był ten instynkt. Empatia. Nastawienie na drugiego człowieka, by odbierać go w pełni.

Zaraz jednak znów opuścił wzrok na stygnącą kawę, której prawie nie ruszył i przesunął paznokciem po porcelanie. Kłamie. Nie dlatego, że naprawdę potrafił to stwierdzić, wręcz przekonywał samego siebie, że to tylko jego umysł wariuje. Że jest niepoważny. Uważał to za kłamstwo, bo nie wierzył sam w to spotkanie ze swojej strony z takich pobudek. Tak jakby wszystko mógł sprowadzać tylko do jednego, jak mu miała jedna osoba w przyszłości wyrzucić. Albo raczej nawet nie było to kłamstwo, bo tu i teraz na pewno tak, ale to była jak pułapka, w której chyba samego siebie zaplątywał. Upił w końcu parę łyków. Lubił tutejszą kawę. Lubił to miejsce. Nie było nadmiernie wyszukane, ale było takie ciche i przytulne.

- Doceniam kunszt wypowiedzi. - Jego minimalizację. Unikanie głównego wątku, jednocześnie odpowiadając na pytanie. Pomijanie pewnych rzeczy. Według Laurenta przynajmniej był to kunszt i przemyślane odpowiedzi, a nie pierwsze co przyszło na myśl. Na taką osobę wypadał Nicholas - analizującą. A teraz również na uważną. Zaczął uważać, nie chcąc dać się poznać - więc i zaczął się wycofywać. Czy nie tak to wyglądało? - Cieszę się w takim razie, że spełniłem to oczekiwanie. Wygląda na to, że po nim nic nas jednak nie będzie łączyło, skoro nie ma oczekiwań, prawda? - Uśmiechnął się delikatnie, spoglądając Nicholasowi w oczy. Powiedział to bardzo łagodnie, ale w jego oczach był wcale nie taki miękki błysk. Jego oczy nie podążyły za uśmiechem.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#15
09.11.2023, 11:37  ✶  

W życiu Nicholasa działo się dużo złego, zimnego. Był kimś innym, niż mógłby sobie to wyobrażać Laurent, który w swoich słowach, potwierdził pytanie Yaxleya. Sprawdzał go. Bo na tym polega poznawanie drugiej osoby, jeżeli mieli zachować znajomości. Zainteresowania? Co on miałby mu powiedzieć? Że interesuje się nekromancją? Że jest śmierciożercą? Że jego pasją jest zabijanie mugoli? Dzieci? Chciałby go poznać od tej strony? Bardzo wątpliwe. Patrząc na to, jak zareagował na niego, kiedy spotkali na jego terenach przy abraksanach. Ten jeden z nich widział w nim znacznie więcej. Stworzenia są na tyle interesujące, że potrafią to dostrzec samym spojrzeniem. Jakby czytały aury. Wyglądało na to, że Nicholas nie był do końca przygotowany na to spotkanie. A może za mało integrował się z istotami z zewnątrz? Istotami. Tak. Bo Laurent był Selkie. I nie musiał go o to pytać, aby to wiedzieć. Lecz takie informacje zachowywał dla siebie. Czy to był główny powód, dla którego zbudził u Yaxleya duże zainteresowanie? Że Nicholas chciałby go mieć dla siebie? Nie wykluczone, że chętnie by poznał go bliżej. Ale jeżeli coś się chce, trzeba też dawać od siebie. Taka chora zasada musiała funkcjonować w społeczeństwie. Ale nie do końca. Możesz wymagać, ale i też nie dawać.
Wychodziło na to, że Nicholas miał chyba inne metody poznawania drugiej osoby, bez kierowania się zasadą poprzez płytkie tematy i zainteresowania.

- Więc mam rozumieć, że kolejne Twoje pytanie będzie o moje zainteresowania?
Zapytał unosząc brew ku górze. Najwyraźniej takich metod poznawania kogoś, Yaxley nie stosował.
Kolejne słowa Prewetta były zastanawiające, względem wnętrza Yaxleya. To zimno, jakim się otaczał. Czy zdawał sobie sprawę z tego, gdzie pracował jego rozmówca? Zakrywanie się pracą, było jednym z dobrych przykładów określenia swojego charakteru. Ale czy wystarczający?
- Nie trzeba doświadczać. Można nawet samemu taki mur zbudować. Wtedy można przetrwać w tych dzisiejszych czasach. 
Oznajmił mu w odpowiedzi, patrząc lodowym spojrzeniem w jego morskie oczy. Niczym góra lodowa wędrująca po morzu, szukając swojej drogi. Po drodze niszcząc przeszkody.
Kłamał. Dla własnego bezpieczeństwa, ukrywając prawdę. Ćwiczył to latami. Nie chcąc zdradzić, kim naprawdę jest. Nie powie mu tutaj, w tej chwili, że chce go przelecieć. To nie było dobre miejsce na to. Zmusił się do powiedzenia tego, że w tej chwili spotkali się po to, aby wypić kawę. Laurent jednak ciągnął swoją grę towarzyską, zmuszając Nicholasa do przyznania, że oczekiwania zostały spełnione. Nie zadowalało to Yaxleya. Na te słowa Nicholas nie odpowiedział. Nie od razu. Na uśmiech, patrzył z powagą. Uciekłby wzrokiem, ale było by zdradą że myśli inaczej. Musiał na to przystać. Najwyżej  w innym, lepszym czasie, przyjdzie do niego po to, co chce.
- Spełniłeś.
Odparł krótko i dość poważnie, nie do końca zadowolony ze swojej odpowiedzi. Ale nie mógł w nim mieć wroga, bo może mu się w przyszłości przydać. Wzrok przeniósł na swoją filiżankę kawy, a po chwili upił z niej kolejnego łyka. Musiał skrywać emocje, udawać że jest dobrze. I tylko prowadzą męską rozmowę.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#16
09.11.2023, 18:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.11.2023, 18:31 przez Laurent Prewett.)  

Niestety wśród ludzi zasada brania i dawania wcale nie była oczywista. Pisana mądrościami sprawiedliwych, bo tak głosiło prawo - pragniesz kupić ten stół? Proszę bardzo, zapłać tyle, ile jest warte. Wymienialiśmy się wartościami i uznawaliśmy, że to właśnie jest sposób na życie w społeczeństwie. Czy to dobra materialne czy te mentalne, których niby nie dało się zliczyć w pieniądzu, a jednak ludzie wokół płacili również za wiedzę. Tak jak można było zapłacić za ciało. Tak, zdecydowanie w tym świecie można wziąć i nie dać niczego w zamian. Czasem należy uważać na to, czego się zapragnie, a w innych przypadkach - uważać na to, czy dostaniesz coś w zamian za spełnienie cudzych pragnień. Do Laurenta nie docierało to, jak bardzo nastawiony na zysk może być umysł mężczyzny naprzeciwko niego. Że ta gra, którą on podejmował, była wynikiem jego irytacji na poczuciu tracenia. Ponieważ to, co oferował selkie to było za mało, albo raczej: nie było tym, czego szukał. Szczególnie, że ten konkretny selkie nie był zainteresowany dawaniem czegokolwiek za bezcen. Nawet jeśli miał tak małe poczucie własnej wartości, to przecież... coś był chyba wart. Prawda?

- Nie. - Odpowiedział po chwilce zastanowienia, bo i zastanowił się - czym mógłby się interesować Nicholas. Yaxley. - Znam przynajmniej jedno twoi zainteresowanie - magiczne stworzenia. Co dalej... gdybym miał zgadywać obstawiłbym książki, może historię... poznawanie jakiś historii? - Przymrużył lekko oczy przypatrując się Nicholasowi z nieco rozbawionym uśmiechem, jakby przynajmniej on się dobrze bawił. Lubił zgadywać. Albo raczej - lubił czynić pewne założenia, z którymi potem konfrontował ludzi, żeby przekonać się, czy miał rację. - Dodałbym do tego coś kolorowego, ale nie angażującego... teatr? Nie jestem przekonany, czy kierunek sztuki jest odpowiedni... - Tym nie mniej nawet o zainteresowaniach można było rozmawiać w sposób interesujący. Tak jak i o tym, czy właśnie pada czy świeci słońce. Magia słów. Magia pejzażu. Słowa i ton były jego barwami, a usta pędzlem, którym mógł malować świat i zamienić największą nudną, szarą rzeczywistość w coś barwnego i pięknego. Tylko dla Nicholasa to było niebezpieczne. Ponieważ obraz za szybko się zmieniał. Dopasowywał do niego samego. Kiedy nie chcesz dać się poznać takie towarzystwo rzeczywiście mogło być tylko niebezpieczne i problematyczne.

- Przetrwać? - Uśmiechnął się półgębkiem z filiżanką przy wargach. Kolejny łyk i oderwał rozkoszny napar od ust. - Ale Nicholasie, to jak smutna egzystencja, a nie życie. - Ostatnim razem na taką bezczelną szczerość pozwalał sobie przy osobie, która otworzyła go... nie, nie siłą. Sposobem. Teraz prowadziła go jakaś linia opętania przez mizerne poczucie choroby. Tego serca, które zatruwało też umysł. - Obyś ochronił tym murem to, na czym ci zależy. - Cokolwiek chciał chronić. Swoje serce? Umysł? Bo skoro wspominał, że można samemu mur wznieść... ach. Oczywiście, że można. Miał przyjaciółkę, która robiła to samo - oklumentka. Ale chronić się murem, a ostrzyć mroźne pazury jak Nicholas to dwie różne rzeczy. Jego mocne spojrzenie teraz parzyło. Wytrzymał je. Szczególnie, że zaraz pojawiła się kolejna odpowiedź.

Padło jedno słowo z ust Nicholasa. Nicholas już widział wcześniej tą mimikę Laurenta. Triumf. Wygrał. Laurent odetchnął i przymknął na moment oczy w zasadzie wcale nie będąc do końca zadowolonym z odpowiedzi, jakie uzyskał. Co było prawdą, co było kłamstwem? Mógł tylko przysłaniać się tym, co chciałby, żeby było kłamstwem. W zasadzie był nawet wdzięczny, że Nicholas nie wyłamał się brakiem cierpliwości. Że to spotkanie potoczyło się właśnie tak. Bo ta wygrana nie do końca była triumfem nad samym Kayem. To było jego własne zwycięstwo, które sprawiło, że poczuł się trochę lżej. Jeden ciężar został zdjęty. Ale miał się pojawić inny - z drugiej strony. Na razie nie zdawał sobie z niego sprawy.

- Cóż, dziękuję w takim razie za bajeczne spotkanie. - Podniósł się ze swojego miejsca. - To była wyjątkowo dobra kawa.  - Wyciągnął dłoń do Nicholasa. - Do widzenia, Nicholasie. - Choć może powinien był powiedzieć "do zobaczenia". Chciał niemal zapytać, czy klątwa nadana na niego kiedyś nadal będzie działała po tym wyczerpującym spotkaniu - bo było wyczerpujące. Mentalnie i uczuciowo. Nie zapytał. Skierował się do kelnerki, żeby zapłacić jej za kawę i skierował się do wyjścia, zostawiając za sobą zapach kawy i swoich piżmowych perfum.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#17
15.11.2023, 16:37  ✶  

Prewett zaskakiwał go tak samo, jak tamtego dnia Lucrecja. Nie zada mu pytań w kwestii zainteresowań, bo był przekonany, że mógłby odgadnąć. Nie da się ukryć, że zainteresował tym Nicholasa, który uniósł brew ku górze, aby usłyszeć jego odpowiedź. Ciekaw był, jak wiele z niego Laurent może wyczytać, ocenić.

I była tutaj niespodzianka. Magiczne stworzenia. Nie były szczerze powiedziawszy jego wielkim zainteresowaniem, co bardziej  pomoc w rodzinie., gdyż ojciec jego kierował organizacją Artemis. Książki? Historia? Nie da się ukryć. Szczególnie te tajemnice i zakazane przykuwały oczy. Uczył się nadal, aby opanować znacznie lepiej nekromancję. Więc tak, odgadł. Jakby był jakimś jasnowidzem czy wróżbitą. Jednakże kolorystyka u Nicholasa nie miała miejsca bytu, jeżeli miała być tęczowa. W niej królowały zimne barwy.

- Zależy jak rozumiemy pojęcie sztuki. Ale nie, tutaj sztuka w stylu teatru nie ma bytu. A już szczególnie, jeżeli chodzi o coś kolorowego. Może bardziej żałobnego.
Wskazówka? Bardziej nawiązująca do jego zawodu w Ministerstwie Magii. W końcu ubierał się jak śmierć. Miał jej spojrzenie. Otaczał się lodowym niewidzialnym murem, stworzonym przez samego siebie, będącego czymś w rodzaju dystansu do niektórych osób.
W poprzednich propozycjach zgadywanki, Nicholas nie odniósł się, jakby uznał że nie to tego warte, lub nie chciał się przyznawać. Ale delikatny uśmiech mógłby sugerować, że nie spodziewałby się tak trafnej odpowiedzi. Kolorami o jakich wspominał Prewett, był on sam w wizji Nicholasa.

- Może taka mi odpowiada.

Odpowiedział ze spokojem. Innej opcji Yaxley nie widział. Ta egzystencja była mu jakby pisana? Może sam do niej dążył. Tematu dalej nie komentował. Ze skinieniem głowy przyjął jego słowa do wiadomości.

Później była walka z myślami, co odpowiedzieć, na wspomniane oczekiwania. Prewett umiejętnie sobie nim zakręcił, czego Yaxley nie był w stanie mu tego teraz darować. Czyżby miał słabość do tego selkie? Laurent sprytnie rozegrał to spotkanie, kończąc je otrzymaniem zadowalającej dla siebie odpowiedzi ze strony rozmówcy. Nicholas wstał dopiero, kiedy Laurent wyciągnął w jego kierunku dłoń, aby uścisnąć na pożegnanie. Uczynił to, bez słowa. Nie zatrzymywał go. Odprowadził go wzrokiem aż do wyjścia, siadając na swoje miejsce z powrotem. Siedział tak przez jakąś chwilę w zamyśleniu. Rozważaniu i analizowaniu jego zachowania. Co przez to spotkanie Laurent chciał uzyskać? Spokój? Miał sumienie? Obawy? Następnym razem, to Nicholas będzie rozdawał karty.
Dopił kawę, zapłacił za swoją, chyba że Laurent dokonał tego i za niego. Zabrał swoje rzeczy i wyszedł.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (5175), Nicholas Travers (3537)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa