• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[26.06.1970, Paryż] Strangers are just friends waiting to happen - Bell & Philip

[26.06.1970, Paryż] Strangers are just friends waiting to happen - Bell & Philip
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#1
18.08.2023, 23:17  ✶  

Zdaniem Philipa czerwiec stanowił doskonały miesiąc na krótkie wakacje poza granicami Wielkiej Brytanii. Zdecydował się na pobyt w stolicy Francji. Tak się złożyło, że od dawien dawna był zapraszany do położonego pod Paryżem niewielkiego dworku należącego do rodziny Dupont.

Przebywając w pobliżu, w końcu mógł przyjąć to zaproszenie i zaanonsować swoją wizytę u pana Duponta. Nie pożałował podjęcia tej decyzji, bo takich widoków na bezkres lawendowych łąk nie oferuje nawet najdroższy hotel. Drugą dobrą decyzją było zabranie aparatu fotograficznego, który wykorzysta do uchwycenia tego jakże malowniczego krajobrazu przy pierwszej nadarzającej się okazji.

Po pierwszej nocy we wskazanym mu pokoju, który spełniał jego wymagania (był zbliżony do warunków panujących w jego sypialni), kolacji i pierwszym posiłku następnego dnia dowiedział się, że dane będzie mu uświetnić swoją obecnością organizowany przez gospodarza bankiecie. Z tego wiedział, na tym wystawnym przyjęciu miała być część paryskiej śmietanki towarzyskiej. Wraz z rozpoczęciem tego bankietu, pojawił się w sali pełnej wpływowych czarownic i czarodziejów.

Podobnie, jak przebywający na sali mężczyźni, przywdział elegancką szatę wyjściową. Trzymając w dłoni kieliszek szampana, w pierwszej kolejności szukał wzrokiem gospodarza, który już wcześniej zapowiedział mu, że chce go komuś przedstawić. Zapewne to będzie jeden z równie wpływowych czarodziejów, może nawet będzie on fanem Quidditcha.

Mając już za sobą parę pierwszych rozmów z gośćmi pana Duponta, dostrzegł w końcu tego czarodzieja stojącego w towarzystwie znacznie młodszego mężczyzny. Po tym jak został zauważony przez gospodarza tego bankietu, zaczęli zmierzać w jego stronę. Wszystko wskazywało na to, że tą osobą, którą miał poznać, idący po prawicy pana Duponta młodszy czarodziej. Przy odrobinie szczęścia nie będzie skazany na towarzystwo starszych od siebie osób.

Widmo
just forget he ever existed
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ciemne włosy sięgające ramion, niebieskie oczy i blada karnacja. Bellamy mierzy około 178 centymetrów i waży około 70 kilogramów. Nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ubrany najczęściej w ciemne rzeczy, które również nie wyróżniają go z tłumu, gdzie czuje się najlepiej. Jedyną oznaką tego, że pochodzi z arystokratycznej rodziny, jest ilość biżuterii, którą lubi nosić.

Bell Dupont
#2
24.09.2023, 17:20  ✶  
Powroty do Francji zawsze były dla niego bolesne. Był to jego dom, chociaż znacznie częściej myślał o Londynie, jako o swoim prawdziwym miejscu na ziemi. Jednakże za każdym razem, kiedy już stawiał swoją stopę w dworku, czuł, jak na powrót staje się częścią tej posiadłości. Nie dało się wyplenić wpływu tego miejsca, jakie miało na życie Bellamy’ego, chociaż nie zawsze było pięknie i przyjemnie.
   W środku nic się nie zmieniło. Czas się zatrzymał, a przynajmniej można było odnieść takie wrażenie. Nic dziwnego, jego rodzina lubiła porządek i tradycję. Dworek należał do Dupontów od dawna, gdy Francja miała jeszcze swoją monarchię i zapewne wyglądał dokładnie tak samo jak obecnie, być może z pewnymi zmianami. Drewniane podłogi i schody dalej skrzypiały, gdy tylko postawiło się stopy na odpowiednich deskach. Bell cały czas pamiętał, jak miał chodzić, żeby nie wydawać żadnych dźwięków. Było to przydane szczególnie wtedy, gdy wykradał się stąd w środku nocy, żeby poprzebywać na zewnątrz. Mało przyjazne wnętrze budynku potrafiło zniechęcić, zwłaszcza gdy się tutaj mieszkało, jednak wystarczyło cierpliwie poczekać do lata, a wtedy wszystkie odczucia związane z tym miejscem zmieniały się diametralnie.
   Pola lawendy były chyba najbardziej urokliwym miejscem całej posiadłości. Rodzina Dupont szczyciła się tym, że co roku w wakacje ich otoczenie przybiera piękne, fioletowe odcienie. I do tego ten zapach… oczywiście nie każdy za nim przepadał, jednak Bellamy’emu zawsze kojarzył się z ciepłymi wieczorami i orzeźwiającym powietrzem. Swojego rodzaju spokojem i stabilizacją, której potrzebował.
   Dlatego właśnie, pomimo tego, że nie mieszkał we Francji już od wielu lat, to lubił tutaj wracać. Z rodziną miał napięte relacje, wiedział, że go kochają, bo inaczej odcięliby się całkowicie, jednak nie mógł oprzeć się wrażeniu, że był przez nich jedynie tolerowany i zapraszany do dworku tylko dlatego, że tak należało zrobić, zwłaszcza gdy zbliżał się organizowany przez Dupontów bankiet.
   Bellamy zawsze wiedział, że dla swojej rodziny jest dość niewygodną osobą. Tolerowało się go, gdy była taka potrzeba, a później odsyłało ponownie do Londynu. Można było powiedzieć, żeby był pewnego rodzaju ozdobą, którą należało pokazać, że z rodziną wszystko jest w porządku. W końcu to było łatwiejsze niż tłumaczenie się z jego nieobecności. Czego to się nie robi, żeby zachować dobrą twarz. I chociaż Bell powinien być zły za takie traktowanie, to cieszył się, że mógł wrócić i ponownie nacieszyć swoje oczy widokiem lawendowych pól.
   Gdy już nadszedł wyczekiwany przez wszystkich dzień bankietu, Bell ubrał na siebie odpowiedni garnitur, w którym pojawił się w sali. Ogrom zaproszonych gości nieco go przytłoczył, jednak całe to napięcie rozładował już pierwszy kieliszek szampana. Nie przepadał za piciem alkoholu, jednak nie widział innego wyjścia. Nie chciał bowiem wyglądać zbyt sztywno. Musiał się jednak pilnować, że nie rozluźnić się zbyt mocno. Po drugim kieliszku zaczęło mu się robić gorąco, więc zdjął marynarkę, którą przewiesił przez oparcie krzesła. Pozostał już w samej koszuli i kamizelce. Przy trzecim kieliszku zaczepił go ojciec, który surowym i karcącym wzrokiem spojrzał najpierw na niego, a później na trzymane naczynie. Ojciec skinął lekko głową, dając chłopakowi do zrozumienia, żeby za nim poszedł, co Bellamy posłusznie uczynił.
   W drodze szybko zrozumiał, gdzie się udają. Ojciec Bellamy’ego był wielkim fanem Quidditcha, więc na bankiecie można było odnaleźć kilku zawodników. Oczywiście Bellamy znał większość z nich z widzenia, jednak on sam nie podzielał ojcowskich pasji, a Quidditcha traktował jako bezsensowne latanie za piłeczkami. Nie było w tym nic emocjonującego, dopóki któryś z zawodników nie spadał z miotły.
   – Mam nadzieję, że udało się panu odpocząć – powiedział, zachowując jeszcze resztki dobrego wychowania, którego nie wypłukał z niego wypity alkohol. Jego ojciec załatwił wszystkie uprzejmości za niego, i gdy tylko udało mu się przedstawić syna z Philipem oraz podyskutować chwilę o nowych modelach mioteł, po prostu zaszył się w tłumie. – I że widoki się podobają – dodał po chwili, wypijając szampana w całości.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#3
25.09.2023, 01:10  ✶  

Quidditch stanowił naprawdę odpowiedni temat do prowadzenia męskich rozmów, począwszy od ostatnich dokonań poszczególnych drużyn, przez wyczyny zawodników, obstawianie wyników meczów i próbach ich ustawiania, modele mioteł a skończywszy na omawianiu życia prywatnego sportowców, wymianie plotek i obyczajowych skandalach, które rozegrały się w obrębie loży honorowej. Jak widać w tym szlachetnym sporcie każdy znajdzie coś dla siebie. Oczywiście, o większości tych rzeczy Philip był w stanie rozprawiać dłużej, niż przez trzydzieści minut. Dopasowywał się do sytuacji, nawet jeśli czasem nie miał ochoty na dłuższe rozmowy o większości z tych rzeczy.

Zawsze wiedział jak skomentować dokonania rywali Zjednoczonych z ostatniego meczu, jak odpowiednio docenić wyczyny poszczególnych zawodników, jak odnieść się do zadawanych mu pytań odnośnie zakładów (obstawiajcie zawsze Zjednoczonych z Puddlemere, nie zawiedziecie się) i ustawianych meczów. Quidditch to wiekowy, szlachetny sport. Unikał za to omawiania życia prywatnego swoich kolegów po fachu i wypowiadania się o skandalach.

Sam bardzo często był na ustach wszystkich poprzez swoje liczne romanse z kobietami, z którymi nigdy przesadnie się nie krył. Bardziej się pilnował w kwestii swojego zainteresowania innymi mężczyznami przez to, że żyli w bardzo nieprzyjaznych czasach. Ujawnienie światu tego rodzaju ekscesów, których się dopuszczał co jakiś czas, nie wpłynęłoby dobrze na wypracowywaną przez lata reputację gwiazdy sportu, legendarnego szukającego Zjednoczonych z Puddlemere i na jego dalsze perspektywy zawodowe.

Doskonale wiedział, że jego spektakularna kariera sportowa nie będzie trwała przez całe życie i może ją zakończyć kontuzja, ale również nieubłagany upływ czasu. Po zakończeniu sportowej kariery, które zawsze będzie na niego czekać, zamierzał zająć się trenowaniem zawodników grających w barwach jakiejkolwiek drużyny. Ze swoją reputacją, pozycją i zgromadzonym bogactwem mógłby z powodzeniem cieszyć się swoją wcześniejszą, sportową emeryturą, jednak potrzebował celu w życiu. To wciąż była jego pasja i praca. A także uwielbiał sławę, bycie szeroko rozpoznawalnym, blask reflektorów i to nawet pomimo tego, że sława to nie tylko blaski, ale również i cienie.

— Proszę, przejdźmy na "ty". Wystarczy Philip. Mogę mówić Ci po imieniu? Bellamy czy Bell? — Od tego należało zacząć, że Philip nieszczególnie przepadał za stosowaniem oficjalnych zwrotów i unikał ich, jak tylko mógł. W stosunku do gospodarza tego bankietu odnosił się oficjalnie, bo tego od niego oczekiwano. To był przejaw dobrego wychowania z jego strony. — Wyjątkowo mi się udało. — Dodał ze szczerym uśmiechem, podkreślającym dołeczki w jego policzkach.

— Bardzo. Następnego dnia zamierzam się wybrać na dłuższy spacer. Pozostałe widoki są bardzo obiecujące. — Potrafił docenić piękno krajobrazu, nadal podtrzymując to, że takich widoków nie oferował nawet najdroższy hotel. Nie był jednak sobą, gdyby choćby nie napomknął o zupełnie nowych perspektywach na spędzenie tego wieczoru.

— Jesteś synem gospodarza, a mam wrażenie, że nie widziałem Cię wcześniej. Jestem tutaj od wczoraj. Nie uczestniczyłeś w naszej rozmowie odnośnie mioteł, więc raczej Quidditch nie jest twoim hobby. Masz jakieś? Moim jest chociażby fotografia. — Popijając małymi łyczkami szampana starał się podtrzymywać rozmowę, skoro nadarzyła się ku niej okazja i może ten bankiet okaże się nieco ciekawszy.

Widmo
just forget he ever existed
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ciemne włosy sięgające ramion, niebieskie oczy i blada karnacja. Bellamy mierzy około 178 centymetrów i waży około 70 kilogramów. Nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ubrany najczęściej w ciemne rzeczy, które również nie wyróżniają go z tłumu, gdzie czuje się najlepiej. Jedyną oznaką tego, że pochodzi z arystokratycznej rodziny, jest ilość biżuterii, którą lubi nosić.

Bell Dupont
#4
25.09.2023, 14:14  ✶  
Męskie tematy nie były nigdy mocną stroną Bellamy’ego. Ogólnie nie przepadał za żadnymi tematami, które kojarzyły mu się z ojcem. Na szczęście Bell nigdy nie był zmuszany do uczestnictwa w tego typu konwersacjach, bo jako najmłodszy z synów państwa Dupont, miał najmniej do gadania. I bardzo mu to odpowiadało. Mógł zając się sprawami, które naprawdę go interesowały. Jak właśnie rośliny. Zielarstwo było jego największą pasją, której nie mógł się w żaden sposób wyzbyć. Jego wiedza na temat roślin okazała się również przydatna do eliksirów, z którymi radził sobie całkiem nieźle. W Londynie na szczęście mógł w całości oddać się swojej pasji, gdy pracował w sklepiku swojej babki.
   Wracając jednak do Quidditcha… jedyną przyjemność, jaką osiągał, oglądając mecze, to widok przystojnych panów na miotłach. Ciężko było jednak dobrze im się przyjrzeć, więc przez większość czasu siedział, wpatrując się na latających w jedną i drugą stronę zawodników. Od czasu do czasu wykazując się udawaną ekscytacją. Czasami ktoś spadał, wtedy nie trzeba było niczego udawać.
   Philipa oczywiście kojarzył, głównie z opowieści ojca, bo chociaż nie był on fanem żadnej brytyjskiej drużyny, to obserwował poszczególnych zawodników. No i pomimo poznania tożsamości mężczyzny i kilku zdawkowych informacji, które zdążył o nim usłyszeć, nie miał zielonego pojęcia, z kim miał do czynienia. A lubił znać osoby, z którymi rozmawia, głównie z tego powodu, że nie ufał każdemu, a to powodowało, że czuł się wyjątkowo skrępowany. Zaczął się również zastanawiać, czemu ojciec postanowił pozostawić go w tej sytuacji, wiedząc, do czego Bell był zdolny.
   – Może być Bell – powiedział, uśmiechając się kącikiem ust. Co prawda określenie to było zarezerwowane jedynie dla najbliższych przyjaciół, ale tych nie miał za dużo. Dodatkowo on sam również nie przepadał za stosowaniem zbyt oficjalnego języka. Był dla niego niezwykle sztuczny, bo wymagał grzeczności nawet względem osób, którymi się gardziło. – Cieszę się, słyszałem o twoich wyjątkowych wymaganiach, i zastanawiałem się, czy aby na pewno wszystko zostało przygotowane tak, jak oczekiwałeś – powiedział. Wymagania jak wymagania, każdy miał swoje dziwactwa i Bell jak najbardziej to rozumiał. Bardziej interesowało go to, czy rzeczywiście wszystko było przygotowane tak, jak powinno, skoro on sam miał nadzorować przygotowania pokoi dla gości. Na szczęście Dupontowie nie zaprosili do dworku zbyt wiele osób, a jedynie nieliczne grono szczęśliwców. Nie było więc dużo pracy, by wszystkiego przypilnować. Bellamy cieszył się jednak, że miał coś do zrobienia.
   – Koniecznie zarezerwuj czas na spacer po polach lawendy, widok na pewno cię nie rozczaruje – zaproponował. Był przekonany, że Philipowi się to spodoba. Ogólnie jeśli chodzi o naturę i piękne widoki, to dworek nie mógł zostać zbudowany w lepszym miejscu. Ciężko było o znalezienie bardziej urokliwej lokalizacji.
   – Całkiem nieźle się ukrywam, lubię spokój – powiedział, chociaż nie było to do końca prawdą. Owszem lubił spokój, ale nie ukrywał się. To jego rodzina decydowała, że lepiej będzie, jak chłopak pozostanie w ukryciu, żeby nie narobić problemów. Nie winił ich. Wiedział przecież, co mogłoby się stać i jakie konsekwencje mogłoby to przynieść nie tylko rodzinie, ale i jemu samemu. – Nie jestem typem sportowca, ale fotografia brzmi już dużo ciekawiej… koniecznie musisz udać się na nasze łąki, na pewno się nie zawiedziesz. Co lubisz fotografować najbardziej? – zapytał, odstawiając pusty kieliszek na stolik. Znacznie się ożywił, gdy tylko została wspomniana fotografia. – Lubię zielarstwo – odpowiedział szybko. – Jutro mam zamiar udać się na spacer i zebrać kilka lokalnych roślin, zapraszam, jeśli zechcesz mi towarzyszyć – zaproponował.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#5
03.10.2023, 16:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.10.2023, 03:48 przez Philip Nott.)  

Dla Philipa było to trochę... niepojęte, że ktoś mógłby nie wykazywać choćby minimalnego zainteresowania tym szlachetnym sportem. Ilość osób, jaka zasiadała na trybunach podczas meczów, pozwalała mu tkwić w przekonaniu, że wszyscy kochali Quidditch. Jednostki, które wyłamywały się z tego schematu, były jego zdaniem nieliczne. Nie miał pełnego obrazu sytuacji, ponieważ nie miał wglądu w statystyki prowadzone przez Departament Magicznych Gier Sportów. Nawet gdyby miał to nieszczególnie go to interesowało. Nie przepadał za tą całą biurokracją. O wiele bardziej do niego przemawiały wiwatujące tłumy i brak wolnych miejsc na trybunach. Najbardziej mu zależało na tego typu rzeczach w przypadku meczów z udziałem swojej drużyny, Zjednoczonych z Puddlemere. Nie było nic lepszego jak tłum czarodziejów i czarownic śpiewa na całe gardło ich hymn.

Może być Bell. Doskonale. Chciał aby prowadzona przez nich rozmowa cechowała się względną prostotą. Nie należało tego mylić z prostactwem. W towarzystwie tak wielu znanych i wpływowych osób nie wypadało zachowywać się niczym prostak, nawet jeśli większości z nich się zwyczajnie nie lubiło. Często z wzajemnością. Wywodzący się z arystokracji Philip doskonale znał wszystkie przywary przedstawicieli socjety. Sam nie był od nich wolny i co gorsza, nie był w stanie się ich wyzbyć.

— Otrzymałem prawdziwie królewską sypialnię, która na samego mnie wydaje się nawet za duża. — Pochwalił starania swoich gospodarzy, sprytnie wplatając w swoje słowa subtelną aluzję odnośnie braku odpowiedniego towarzystwa do aktywnego spędzania czasu w tak ogromnym łóżku. Tego gospodarze nie mogli mu zagwarantować i o to sam musiałby zadbać.

— Bardzo chętnie przespaceruję się po polach lawendy. Zwłaszcza po takiej rekomendacji. — Przyznał ze szczerym uśmiechem. Przeczuwał, że tego nie pożałuje. Będąc tutaj powinien skorzystać z tego wszystkiego, co oferował ten bajeczny zakątek świata. Powinien przywieźć stąd masę zdjęć krajobrazów.

— Niepotrzebnie się ukrywasz. Czasami ja również potrzebuję chwili spokoju, najczęściej kiedy potrzebuję odetchnąć od magicznego Londynu. Przenoszę się wtedy na wieś albo wybieram się na wycieczkę. — Nie posiadał pewnego obrazu relacji Bella i jego rodziny, jednak nie uważał, że powinien się on ukrywać. Zmiana otoczenia pozwalała na złapanie oddechu. Życie w samym sercu magicznego Londynu było momentami zbyt przytłaczające. Zwłaszcza kiedy było się celebrytą.

— A fanem? Bardzo chętnie się udam. Może pójdziesz ze mną i pokażesz mi, co warto sfotografować? Ponieważ dużo podróżuję to krajobrazy i ludzi, których spotykam. — Zadając to pytanie rozumiał, że ktoś może nie być typem sportowca i nie uprawiać żadnego sportu, ale może być fanem i obserwować sportowe rozgrywki z trybun. Zapowiadało się na to, że nie będzie się nudzić podczas pobytu tutaj. Zaproponowanie tego było powiązane z tym, że Bell wydawał się dobrze znać okoliczne łąki i gdyby się zgodził to jemu również mógłby zrobić zdjęcie.

— Intrygujące. Ja nie mam ręki do roślin. Za to lubię zwierzęta. Mam konie i dwa psidwaki. — Wyraził swoje zainteresowanie. Uprawianie roślin wydawało mu się znacznie trudniejsze, niż opieka na zwierzętami. Posiadanymi przez niego końmi zajmował się zatrudniony przez niego zarządca. Konie potrzebowały odpowiedniej opieki, ciągłego kontaktu z człowiekiem a on nie mieszkał w Dolinie Godryka na stałe. Bycie bogatym pozwalało mu na posiadanie tylu nieruchomości, na ile było go stać.

— Bardzo chętnie będzie Ci towarzyszyć. Przyjdź po mnie jak będziesz wybierać się na ten spacer. — Bez wahania się na to zgodził. Będzie mógł poznać lepiej syna gospodarza i zobaczyć jak sobie radzi ze zbieraniem roślin. Możliwe, że dowie się czegoś ciekawego o tych roślinach. W Hogwarcie uczył się na tyle dobrze, aby przechodzić z roku na rok, jednak poświęcił się sportowi.

Widmo
just forget he ever existed
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ciemne włosy sięgające ramion, niebieskie oczy i blada karnacja. Bellamy mierzy około 178 centymetrów i waży około 70 kilogramów. Nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ubrany najczęściej w ciemne rzeczy, które również nie wyróżniają go z tłumu, gdzie czuje się najlepiej. Jedyną oznaką tego, że pochodzi z arystokratycznej rodziny, jest ilość biżuterii, którą lubi nosić.

Bell Dupont
#6
03.10.2023, 17:03  ✶  
Bellamy lubił i doceniał prostotę we wszystkim. Wychowując się wśród arystokracji, cały czas było mu wpajane, jak powinien się zachowywać, co robić i mówić, by sprawiać dobre wrażenie. Bo tylko to się tak naprawdę liczyło. Dupont był przekonany, że większość z zaproszonych tutaj gości nie była przyjaciółmi rodziny. Jego ojciec o wielu osobach nie miał najlepszego zdania, ale zaprosił ich tutaj, bo tak wypadało zrobić. Wszystko to było fałszywe, nawet ta cała kurtuazja. Było to jednak coś, co znał i z czym czuł się pewnie. Społeczeństwo w Londynie było jednak inne. Wiele osób go tam nie znało, a jeśli już to znało go od strony sprzedawcy ziółek, a nie francuskiego arystokraty, więc zachowywali się przy nim normalnie. Tak jak zachowywałoby się przy każdym innym człowieku. Bez wyuczonych uprzejmości i fałszywych uśmiechów. Było to świeże, normalne i przyjemne. Czasami jednak miło było znaleźć się wśród tego całego fałszu.
   – Bardzo mnie to cieszy, gdybyś jednak czegoś potrzebował, to nie wahaj się z powiedzeniem mi o tym – powiedział, uśmiechając się lekko. Do uszu Bellamy’ego dotarły plotki o romantycznych uniesieniach Philipa i był przekonany, że jeśli mężczyzna by sobie tego życzył, to z pewnością udałoby mu się znaleźć jakąś towarzyszkę. Bo wtedy nie wiedział jeszcze, że Nott raczył się również męskim towarzystwem.
   – A masz jakieś godne polecenia miejsca na ten odpoczynek? – zapytał z ciekawością. On sam również lubił podróżować. Najczęściej robił to w miejsca, które cechowały się wyjątkową roślinnością, jednak nie gardził również pięknymi widokami. Odpoczynek był przecież równie potrzebny, co praca. Nie należało o tym zapominać. Bell uwielbiał oddawać się swojej pracy w sklepie babki. Uwielbiał rośliny i czasami, grzebiąc dłońmi z wilgotnej ziemi, miał wrażenie, że staje się jej częścią. Jakby sama natura chciała go pochłonąć lub obdarzyć cząstką siebie. Pracując w ogrodzie, zapominał o całym świecie i o problemach, jakie miał i jakie mogły go spotkać. Było to wyzwalającym przeżyciem.
   – Jestem fanem widoku zawodników spadających z mioteł, jednak wy profesjonaliści robicie to wyjątkowo rzadko – zaśmiał się, mając nadzieję, że mężczyzna dobrze odbierze ten żart. Bell nie życzył nikomu źle, jednak ciężko było ukryć mu fakt, że nie widział nic ciekawego w lataniu na miotłach za piłeczkami w jedną i drugą stronę. Upadki rzeczywiście stanowiły wtedy coś interesującego.
   – Wydaje mi się, że bardzo ci się tutaj spodoba, zwłaszcza o tej porze roku – pokiwał głową, jakby chciał dodać swoim słowom prawdy i większej pewności. Uważał jednak, że podobnie jak on, Philip odnajdzie w tym miejscu niemały urok. Zresztą każdy, kto się tutaj pojawiał, na długo nie był w stanie zapomnieć tego miejsca. I wspomnienia te nie miały nic wspólnego z ludźmi, którzy tutaj mieszkali.
   – Oprowadzę cię, o ile później pokażesz mi swoje zdjęcia – odparł. Taka wymiana wydawała mu się odpowiednia. Zwłaszcza że im więcej zdań zamieniał z Philipem, tym bardziej przekonywał się, że nie miał do czynienia z typowym sportowcem, ale z człowiekiem, który miał coś ciekawego do zaoferowania. To, że był atrakcyjnym mężczyzną, było dodatkowym atutem.
   – Przyjdę, muszę cię jednak ostrzec, że moja wyprawa zaczyna się wyjątkowo wcześnie. Uwielbiam obserwować, jak pierwsze promienie słoneczne rozświetlają lawendę – uprzedził, bo jeśli Philip lubił się wysypiać, to albo powinien wcześniej położyć się spać, albo zmienić zdanie, póki mógł to zrobić. Bo Bellamy rzadko nie robił czegoś, co powiedział.
   – Nie trzeba mieć specjalnych zdolności do uprawiania roślin, wystarczy cierpliwość i systematyka, ale jesteś sportowcem, więc z całą pewnością posiadasz i jedno i drugie – uśmiechnął się nieco szerzej, zbliżając do mężczyzny.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#7
13.10.2023, 21:26  ✶  

Philip pod wieloma względami był zwyczajnie prostym człowiekiem, ceniącym sobie proste życie i proste przyjemności. Nie był prostakiem. Nie oznaczało to, że nie był wyszczekany. Potrafił komuś tak przygadać, aż mu w pięty poszło. Nie przebierał wtedy w ostrych słowach, jednak unikał stosowania wulgaryzmów. Z swojego uczestnictwa w różnych bankietach organizowanych przez przez swojego ojca i matkę zdołał wywnioskować, że na tego typu przyjęcia nie zaprasza się każdego, kto liczył się w socjecie. Nie trzeba było wszystkich lubić. Sam tak robił, jeśli organizował wystawne przyjęcie dla większego grona osób. Stanowiło to dla niego element dbania o swoją reputację i miejsce w odpowiednich kręgach. Przyjęcia organizowane dla najbliższych przyjaciół były bardzo kameralne.

— Właściwie jest coś takiego. Grywasz w szachy czarodziejów? Moglibyśmy zagrać jutro wieczorem. — Skoro Bell wyraził chęć spełnienia jego życzeń, to postanowił z tego korzystać. Towarzystwo znajdował sobie zawsze sam, zgodnie ze swoimi potrzebami. Nie zakładał od razu, że Bell spędzi noc w jego łóżku, ale że raczej nie odmówi mu rozegrania partii czarodziejskich szachów, jeśli oczywiście w nie grywał. W czasach, kiedy część preferencji odnośnie wyboru kochanków, nie była społecznie akceptowana zwłaszcza wyższych sferach i kiedy było dbało się o swoją reputację oraz karierę, należało być ostrożnym. Liczne przelotne związki z kobietami nie miały takiego wpływu na jego karierę i reputację, jak mogłyby mieć okazyjne sypianie z mężczyznami.

— Staram się wybierać ciepłe kraje, z malowniczymi plażami ze złotym piaskiem i lazurowym morzem. Jest ich sporo, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Na terenie Wielkiej Brytanii staram się wybierać te blisko natury... blisko lasu albo nad jeziorem. — Odpowiedział na pytanie swojego rozmówcy. Mógłby o tym rozmawiać godzinami, zwłaszcza, że zwiedził już kawał świata. Nie był na to właściwy moment, biorąc pod uwagę branie udziału w tym bankiecie i to, że ktoś w każdej chwili może im przeszkodzić. Jeśli Bellamy zgodzi się przyjąć jego zaproszenie na partyjkę szachów to może opowie mu o kilku swoich podróżach bez obawy, że ktoś postanowi im przeszkodzić. — Samemu podróżujesz? — Postanowił dopytać, ze szczerym zainteresowaniem. Wspólne zainteresowania stanowiły doskonały temat do rozmów podczas nudnych przyjęć.

— Wiedziałem, że w Quidditchu każdy znajdzie coś dla siebie. — Zażartował w odpowiedzi. Nie miał tego za złe Bellowi, który nie zachowywał się jak ktoś, kto życzyłby wszystkiego najgorszego profesjonalnym zawodnikom. Same upadki się jednak zdarzały i nie należały do najprzyjemniejszych doświadczeń, tak samo jak faule. Tłuczki natomiast nikogo nie oszczędzały.

— Z pewnością tak będzie. — Zapewnił go z lekkim uśmiechem, podkreślającym dołeczki w policzkach. Jego kilkudniowy pobyt w tym zakątku mógł okazać się nad wyraz udany i zabierze stąd dobre wspomnienia.

— Musiałbym je wywołać, a nie zabrałem ze sobą eliksiru wywołującego zdjęcia... tego, żeby się poruszały. Jeśli taki posiadasz albo wiesz, gdzie mogę go dostać to tak. W przeciwnym razie mogę Ci je wysłać po powrocie do magicznego Londynu. — Zastanowił się nad tym chwilę, przez co mógł znaleźć zadowalający obie strony kompromis. Miał nadzieję. Zabierane w podróż eliksiry często nie lubiły się z ubraniami, powodując w nich trwałe straty. Wyjeżdżając w podróż chciał mieć wszystko pod kontrolą, aby pobyt w danym miejscu przebiegał bez zarzutu. Niektórzy mogli posiadać zapas różnego rodzaju eliksirów w swoich domach albo wiedzieli, gdzie takowe dostać. On tutaj był wyłącznie gościem.

— Kawa powinna postawić mnie na nogi o tak wczesnej porze. Z pewnością to wspaniałe widoki, dla których warto wstawać skoro świt. — Stwierdził, mając nadzieję, że Bell pojawi się z kubkiem gorącej kawy. Warto było to zobaczyć na własne oczy. Lubił się wysypiać, a z łóżka wyciągały go głównie wyczerpujące treningi i spacery z psidwakami.

— Załóżmy... gdybym chciał spróbować swoich sił w uprawianiu roślin to jaką poleciłbyś mi na początek? Cierpliwość i systematyka są bardzo istotne w sporcie — Uśmiech nie schodził mu z ust. Tak osiągało się sukcesy. Napił się szampana.

Widmo
just forget he ever existed
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ciemne włosy sięgające ramion, niebieskie oczy i blada karnacja. Bellamy mierzy około 178 centymetrów i waży około 70 kilogramów. Nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ubrany najczęściej w ciemne rzeczy, które również nie wyróżniają go z tłumu, gdzie czuje się najlepiej. Jedyną oznaką tego, że pochodzi z arystokratycznej rodziny, jest ilość biżuterii, którą lubi nosić.

Bell Dupont
#8
02.11.2023, 15:57  ✶  
Prostota nie była zła. Wielu osobom wydawało się, że bycie prostym człowiekiem nie było komplementem. Nikt nie chciał usłyszeć takiego określenia wymierzonego we własną osobę. Bellamy uważał jednak przeciwnie. Doceniał prostotę w każdym aspekcie swojego życia. Nie chciał żadnych komplikacji i miał nadzieję, że jego życie nie zmieni się w przyszłości. Było mu dobrze tak, jak było. Wiedział jednak, że w oczach innych osób wydawał się dość złożoną postacią. Był cichy, nie wyróżniał się zbytnio spośród tłumu, bo właśnie tego od niego oczekiwano. Jeśli już ktoś poznał go bliżej, to wiedział, jaki naprawdę był jego charakter.
   – Nie jestem najlepszym strategiem – zaśmiał się, spoglądając na Philipa. W szachy nie grał zbyt często, nie było to jego ulubione zajęcie i zdecydowanie bardziej wolał oddawać się botanice, która zajmowała większość jego czasu. Nie znaczyło to jednak, że nie potrafił grać w szachy. Nauczył go tego ojciec i obecnie często grywał w nie, gdy spędzał czas z babką. – Nie odmówię jednak partyjki – powiedział. W końcu gościom się nie odmawia. Zresztą już powiedział, że jeśli Nott będzie od niego coś chciał, to postara się to spełnić, jeśli tylko prośba nie będzie wykraczać poza jego możliwości. Poza tym nie było chyba przyjemniejszej pory na grę w szachy niż wieczory, które o tej porze roku zaczynały się robić już coraz cieplejsze.
   – Nie udało mi się znaleźć odpowiedniego towarzystwa do podróżowania – powiedział. Nigdy jednak nie szukał sobie towarzystwa. Nauczył się już spędzać czas samemu, więc doceniał te chwile spokoju, w których mógł pobyć sam ze sobą. Podróżowanie samemu nauczyło go również wielu rzeczy. Samodzielność była chyba najbardziej przydatną cechą jego charakteru, chociaż czasami było ciężko. – Uwielbiam przebywać na łonie natury. Im dalej od ludzi, tym czuję się lepiej. Zwłaszcza jeśli okolica znana jest ze swojej roślinności. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się wyruszyć w podróż po lasach tropikalnych, bo tamtejsza flora jest naprawdę fascynująca – oznajmił. Za zwierzętami nie przepadał, jednak skłamałby, jeśli nie powiedziałby, że bardzo chciałby zwiedzić cały równik. Znaczna część roślin, która istnieje na ziemi, znajduje się właśnie w lasach tropikalnych. Tętniło tam życie, o którym ciągle mało było wiadomo. Miał nadzieję, że kiedyś uda mu się tam zawitać i odkryć coś nawet jeśli wiedza ta miałaby być przeznaczona jedynie dla niego. Uśmiechnął się nawet lekko na tę myśl.
   – Nie wyglądasz jednak na kogoś, kto często spada z miotły – zauważył. Miała to być lekka aluzja do tego, że Philip był dość przystojnym facetem. Bellamy jednak uważnie i ostrożnie rzucał komplementami. Nie były one mile widziane, jeśli wymieniane były między dwoma przedstawicielami tej samej płci. Zwłaszcza w towarzystwie. Teraz wydawało mu się, że jego komplement może zostać odebrany jako pochwała umiejętności sportowych, niż samego wyglądu. Był więc spokojny o to, że nie zostanie źle odebrany.
   – Bardzo lubię zdjęcia, nawet te, które się nie ruszają – zaśmiał się cicho. Musiał przyznać, że o ile świat magii oferował coś takiego, jak ruszające się zdjęcia, to właśnie te, które się nie poruszały były dla niego znacznie bardziej fascynujące. Przedstawiały one bowiem jedną chwilę, świadczyły o jej ulotności, co było jednocześnie piękne i martwiące. Przemijanie było bowiem czymś, co budziło trwogę. Przypominało o śmiertelności.
   – Och, poleciłbym kilka – powiedział, kiwając głową. Znał wiele roślin, które nadawały się dla początkujących. Sam uważał jednak, że największym ograniczeniem w uprawie roślin był brak systematyczności. – Jeśli chcesz, to w szklarni posiadamy kilka interesujących okazów, może któryś ci się spodoba – uśmiechnął się. W sumie był gotowy zaprowadzić Philipa do szklarni już w tej chwili, jednak nie chciał się narzucać. Zgarnął więc ze stolika kolejny kieliszek szampana.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#9
23.01.2024, 15:41  ✶  

Zawtórował śmiechem temu mężczyźnie. Jeśli nie chciał zagrać z nim w szachy to mogli wybrać jedną z wielu gier znanych w świecie czarodziejów albo po prostu znajdą inny sposób na spędzenie czasu. Kreatywności mu pod tym względem nie brakowało.

— Nie musisz być. Będziemy grać, a nie toczyć wojnę. Jeśli nie odpowiadają ci szachy czarodziejów to możemy zagrać w karty. Możemy też siedzieć i rozmawiać z kieliszkiem wina w dłoni. — Zaproponował z miejsca kilka wartych rozważenia alternatyw na wieczorne spędzanie czasu. Zakładał, że potem będą mieli znacznie ciekawsze rzeczy do roboty, niż granie w cokolwiek. Jeśli wszystko pójdzie z jego planem. — To jak nie odmówisz partyjki przyjdź do mnie wieczorem. — Wypowiadając te słowa uśmiechnął się zachęcająco. W jego oczach Bellamy stawał się idealnym gospodarzem przez swoją nad wyraz uprzejmą postawę - gościom się nie odmawia. Co prawda w tym momencie nie miał pewności, że to nie będzie wykraczać poza możliwości tego przystojnego mężczyzny.

— Samotne podróże również mogą być fascynujące. Odpowiednie towarzystwo można znaleźć podczas podróży. W Anglii funkcjonuje klub zrzeszający podróżników "Cutty Sark". Jestem jego członkiem. Macie podobne stowarzyszenia we Francji? Podróżuję równie chętnie samodzielnie, co z większymi grupami ludzi. Organizowane w ramach tego klubu wojaże dotąd mnie nie rozczarowały. — Podzielił się z nim swoim spostrzeżeniem odnośnie odbywania samotnych podróży po świecie - wysnuty przez niego wniosek został oparty o wszystkie jego doświadczenia. Zagadanie do innych ludzi przychodziło mu zawsze z łatwością. Cechująca go popularność również ułatwiała pozyskanie odpowiedniego towarzystwa podczas podróży. Przynależność do tego klubu ułatwiała podróżowanie pod względem organizacji wycieczek. Dopilnowanie wszystkich formalności zawsze pochłaniało sporo czasu. On sam w tym miał sporo wprawy. Nie miał pewności co do tego, że Bell będzie zorientowany w kwestii funkcjonowania podobnych stowarzyszeń na terenie Francji.

— Nawet ja czasem potrzebuję chwili samotności, wytchnienia od innych ludzi. Powinieneś to zrobić w niedalekiej przyszłości. Jestem jednak przekonany, że to nie powinna być samodzielna podróż i rozsądnie byłoby zapewnić sobie wsparcie magizoologa. — Philip bardziej określiłby siebie samego jako ekstrawertyka, do którego zwykle lgnęli ludzie przez jego charakter, sposób bycia i oczywiście posiadaną sławę oraz pieniądze. Odbywane przez niego podróże nawet jak obfitujące w możliwości pobytu na łonie natury uchodziły za bezpieczne. Nigdy nie wybrałby się w podróż po lasach tropikalnych celem badania lokalnej flory. Posiadał przyzwoitą kondycję fizyczną, jednak brak znajomości egzotycznej flory i fauny skończyłby się dla niego bardzo źle - na przykład pożarciem przez jakąś mięsożerną roślinę albo stałby się ofiarą drapieżnego magicznego stworzenia.

— W końcu jestem zawodowcem. — Przyznał z pełnym zadowolenia uśmiechem, szelmowskim uśmiechem połączonym z błyskiem w oku. Nie odebrał tego jako komplement. Przy nim należało być bardziej bezpośrednim. Nie przeszkadzała mu również wulgarność. W towarzystwie więcej, niż jednej osoby tego typu zachowanie było faktycznie niepożądane.

— Dlatego zainteresowałem się fotografią. Czasem chodzę oglądać nieruszające się zdjęcia w mugolskich galeriach. — Posiadanie innych pasji, niż sport czyniło z niego nieco ciekawszego człowieka. Wszystkie zrobione przez siebie zdjęcia pokazywał wyłącznie nielicznym.

— Opowiesz mi o nich później... teraz ich zdecydowanie nie spamiętam a tak to sobie napiszę ich nazwy. — Poprosił swojego rozmówcę z ciepłym uśmiechem. Philip rzadko zapamiętywał tego typu rzeczy, tak jak zdarzało mu się zapominać imiona i twarze niektórych osób. Okazało się to przydatne przy posiadaniu tak wielu kochanków. — Chętnie udam się z tobą do szklarni i pooglądam te rośliny, o których mówisz. — Ta propozycja bardzo przypadła mu do gustu. Powoli dopijał swojego szampana. Na tym kieliszku zdecydowanie się nie skończy.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bell Dupont (2388), Philip Nott (2532)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa