• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[24.07.1972r.] - Niedokończona gra | Laurent & Nicholas

[24.07.1972r.] - Niedokończona gra | Laurent & Nicholas
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#1
24.11.2023, 14:37  ✶  

24 lipca 1972r.
Aleja Horyzontalna, Mieszkanie Nicholasa Yaxleya


Późny wieczór dnia 20 lipca. Odkąd Nicholas przeczytał artykuł z wywiadem Laurenta Prewetta, nie ukrywał tego rozbawienia. Jak konkretnie jego selkie się wypowiadał o śmierciożercach. Pomyśleć, że nie zdawał sobie sprawy z tego, że Nicholas jest jednym z nich.

- Odważne…
Stwierdził, spoglądając po chwili na swój widoczny mroczny znak, spoczywający na lewym przedramieniu. Było późno, był sam w mieszkaniu. Nikt nie widział. Mówiąc o Laurencie, że jest "jego", wciąż nawiązywał do tamtejszego pierwszego spotkania. Niżeli kolejnego jakie odbyli. To ostatnie nacierało granice cierpliwości Nicholasa, gdzie dał się wciągnąć w jego grę. W miejscu publicznym. Może było warto?

Odłożył gazetę na blat szafki kuchennej. Podparł się jedną ręką o niego, a drugą o swoje biodro. Myślał. Zastanawiał się. Spojrzał znów na zdjęcie Prewetta, przygotowując plan swojej gry. Najchętniej by się z nim spotkał w tej sprawie. Wybadał grunt.
Dnia następnego z samego rana, Nicholas wysłał przed swoją pracę list do Laurenta z zapytaniem o możliwe spotkanie. Brak odpowiedzi danego dnia mógł być znaczącą także odmową. Bał się?

Dopiero kolejnego dnia przyleciała sowa z odpowiedzią. Nicholas uśmiechnął się kącikiem ust. Jednak foczka złapała przynętę. Yaxley dopasował swój grafik wyznaczonego dnia i odesłał potwierdzenie jako również zaproszenie do siebie. Odpowiedź zwrotna była potwierdzająca przybycie.


Tego konkretnego dnia, w godzinie popołudniowej, Nicholas przygotował odpowiedni napój alkoholowy, jeżeli Laurent zechce skosztować. Mógłby nawet podać kawę. Zakupił także przekąski, typowe przysmaki dla selkie, owoce morza. Nie był pewny, czy akurat Laurent je uwielbia, ale mając podstawową wiedzę na temat jego gatunku, powinien być to dobry wybór. Nie była to randka. Spotkanie miało mieć charakter koleżeński, współpracy. Tutaj nikt nie będzie im przeszkadzać.

Mieszkanie Nicholasa nie miało barw. Nie było też jakoś ciepło urządzone. Skromnie. Puste ściany. Kilka konkretnie potrzebnych mebli. Duża skórzana sofa i dębowa ława. Regał na książki, nie zapełniony w całości. Kuchnia i sypialnia też wyglądały skromnie. Podobnie łazienka. To mieszkanie pełniło Nicholasowi jako opcja nocowania i najbliższej lokalizacji dostania się do Ministerstwa. Miejscem, gdzie może zapraszać kogokolwiek. Zaś jego dom w Little Hangleton, pełnił miejsce kryjówki, samotnego życia i mieszkania tam. Gdzie piwnicę wykorzystywał do swoich nielegalnych celów. Zabezpieczając całą posiadłość zaklęciami.
Czekając na Laurenta, ponownie przeglądał jego wywiad. Na sobie miał czarną koszulę rozpiętą pod szyją, z krótkim rękawem i czarne spodnie. Mroczny znak ukrył pod zaklęcie maskujące. Na ławie czekało już wszystko przygotowane. Brakowało tylko jednego elementu. Jednej osoby.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#2
24.11.2023, 17:16  ✶  

Czego mógł się spodziewać po mieszkaniu Nicholasa? Chłodu. Pustki. Przestrzeni doskonale uporządkowanej, która nie będzie zajęta niepotrzebnymi drobnostkami, zbędnymi pamiątkami, może będzie jakieś jedno czy dwa rodzinne zdjęcia. Pewnie bardziej po to, żeby robiły dobre ważenie, że naprawdę jest Yaxleyeym, bo w końcu sam sięgał po argumenty swoich korzeni kiedy rozmawiali przy temacie abraksanów. W gości nie wypadało przychodzić z pustymi rękoma. Kobietom przynosił kwiaty, osobom znajomym przynosił ewentualnie ulubiony trunek, a tutaj? Mógł przyjść z niczym, ale nawet nie wypadało. Łączyło ich w końcu nic. I zarazem łączyła ich historia. Myśląc o tym mieszkaniu i o tym, że nie chce przynosić wina ze słowem "mam nadzieję, że to akurat pijasz" przy chorym wręcz wyborze, jakie winnice wpychały człowiekowi do rąk, postanowił przynieść właśnie to, co przyniósłby kobiecie. Kwiaty. Tylko niekoniecznie w takim wydaniu, jakie kobietom serwował. Wybór odpowiedniego kwiatu zajmował jego myśli. Ciężką, zmęczoną głowę, w której był gdzieś na skraju własnej wytrzymałości i zapadnięcia się w absolutną nicość. Dokładnie tak, jak parę lat temu. Inaczej nie zgodziłby się na spotkanie w jamie samego lwa. Na początku sądził, że powinien postawić na czerwień - coś intensywnego, co przetnie szarość i brąz wnętrza. Czemu szarość i brąz? Jakoś dokładnie tego się spodziewał po Nicholasie. Ewentualnie chłodnego błękitu na ścianie w kuchni czy łazience. Wszystko inne w szarości, bieli czy neutralnym beżu, lub w jakichś prostych tapetach, które klasycznie nalepiało się na ściany. Nawet gotów był stwierdzić, że żadnego większego polotu nie wkładał w to, jak jego mieszkanie wygląda. O ile nie miał żony. Chyba wtedy by go nie zapraszał do swojego mieszkania? To byłoby bardzo niekomfortowe. Oczywiście Laurentowi nigdy nie przeszkadzało, czy ktoś był zamężny, zaręczony, żonaty... cokolwiek. Znalazł jednak kwiat, który wydał mu się wręcz zbyt idealny. I wtedy czerwony pieris wydał mu się wręcz obrzydliwie nietrafiony, kiedy wcześniej o nim myślał. Kalanchoe. Kwiat o grubych, długich liściach, obsypały drobnymi, białymi jak śnieg kwiatkami układającymi się jak gwiazdy na grubszych łodygach w całych dużych grupach. Banalna w utrzymaniu - bo na to też stawiał, takiego szukał. Żeby nie wymagał zdolności, nie wymagał wielce światła, który pozwalał na zapomnieniu o nim na tydzień czy dwa, zanim dolejesz mu trochę wody. A czy zdechnie czy nie - cóż. Laurent w swojej goryczy wręcz przyjąłby za oczywistość to, że przyjdzie mu zdechnąć. I można się było domyślić, czy chodzi o Kalanchoe, czy jednak o niego samego. Rzecz jasna - dobrał do niego czarną, ceramiczną donicę. By delikatna, wrażliwa biel tych kwiatów jaśniała jeszcze bardziej.


Spodziewał się listu. Albo obecności Nicholasa. Bo może Nicholasowi się wydawało, że tamta rozmowa miała na celu odcięcie się od niego zupełne, ale to nie była prawda. Chciał sprawdzić za to, czego chce Nicholas i czy naprawdę zadowoli go jedno spotkanie na kawie, po którym wszystko zniknie. Po tym, co usłyszał, był święcie przekonany, że to go nie zadowoli. Więc grała trwała, tylko Laurent przez to, jak wszystko przyśpieszyło nie miał czasu się na niej skupić i prawdę mówiąc umknęło to w ogóle z jego myśli. Aż do czasu, kiedy otrzymał list, jaki odebrał dopiero następnego dnia. I kiedy spojrzał na siebie w lustrze to zapytał samego siebie, czego oczekuje po tym spotkaniu. Wykiełkowała w nim ta myśl, że chciałby prawdy. Że to mogłaby być jego prawda. Jego kuracja. Przygotowywał się na odrzucenie, albo skończenie na dnie, bo tak to zawsze działało, ale chciał dalej próbować. Nie porzucać swojej wiary w ludzi, nie rezygnować ze swoich snów o możliwościach i o tym, że każdy potrzebował po prostu drugiej szansy. On też jej potrzebował - drugiej szansy na bycie sobą, a nie tym uroczym aniołkiem, za którego się podawał. Nigdy nie dane mu będzie wspiąć się po tym męskim świecie chłodu i dumy, nie sięgnie do tej siły, którą promieniowały charyzmatyczne jednostki, jak chociażby jego ojciec, ale przecież miał też coś swojego z czego próbował korzystać. Pióra na plecach, które dawał sobie wyrywać i już za bardzo bolało - chciał je uchronić. Odnajdywał pocieszenie i satysfakcje we własnej brzydocie. W tym, jak blizny zdobiły jego ciało i w tym, jak niezdrowo zmęczona była jego twarz. I tego dnia postanowił z tym zrobić absolutne nic.

Poinformował Alexandra o tym, gdzie się udaje i że wróci najpóźniej po zmierzchu. Wieczory teraz były długie - to dawało i tak nadmiar czasu. A wcale nie ufał Nicholasowi na tyle, żeby nie podejrzewać go o... coś. Sam nie wiedział, o co.


Laurent stanął przy wyznaczonych drzwiach spóźniony eleganckie 5 minut - bo wręcz wypadało się spóźniać do tych 15, dzięki temu gospodarz miał zapasowy czas na dopracowanie ostatnich rzeczy. Tak go uczono, tak w tym bogackim świecie postępowali, tak i do głowy mu nie przyszło, żeby czynić inaczej. Bardzo niewiele brakowało, żeby ubrał się klasycznie. Ale nie. Założył to, w czym czuł się całkowicie komfortowo, choć wstydziłby się tak pokazać przed większością znajomych. Czarne, skórzane spodnie podkreślające długie nogi, biała koszula z mocno wyciętym dekoltem w kształcie "v" na przedzie, która dość luźno układała się na jego sylwetce, schowana w spodniach i skórzana kurtka leżąca idealnie na wąskich ramionach. Przyprawiłby pewnie większość znajomych osób o zawał, ale nic na to nie poradził - czuł się w tym zwyczajnie atrakcyjnie. Tak jakby pozwalało mu to wywlec trochę tego zepsucia z siebie na zewnątrz, żeby nie musiał już patrzeć na to wszystko, co miało mówić o tym, że kiedyś był aniołem. Och, był nim nadal. Miał w końcu zbyt miękkie i ciepłe serce. Więc ubrany w czerń Laurent, z delikatną, złotą biżuterią i jednym kolczykiem perły w prawym uchu stanął przed odpowiednimi drzwiami. Zapukał, ściągając okulary przeciwsłoneczne z nosa.

- Dzień dobry, Nicholasie. - Przywitał się, uśmiechając delikatnie. - Spodziewałem się, że napiszesz. Choć nie spodziewałem się, że tak szybko. - Nie, to nie była żadna ujma, stwierdzenie faktu. Ale chyba można to było tak odebrać w niektórych przypadkach. - Pomyślałem, że pewnie masz szary i prosty wystrój mieszkania, więc skoro nie wypada przychodzić w gości z pustymi rękoma - mam nadzieję, że ci się spodoba. Nie martw się, nie wymaga nadmiernej opieki. Wystarczy raz na tydzień czy dwa dolać mu trochę wody. - Oczywiście dopiero jak został zaproszony do środka to wręczył mu prezent, inaczej nie wypadało.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#3
25.11.2023, 00:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.11.2023, 01:18 przez Nicholas Travers.)  

Jeśli chodzi o kolorystykę ścian mieszkania Nicholasa, Laurent się nie pomylił. Z jakiegoś powodu posiadał nieokreślony dar czytania z ludzkich zachowań i charakteru, bezbłędnie oceniając ich miejsce zamieszkania, pod względem wnętrza. Ściany pomieszczeń miały najczęściej kolory jasnej szarości i brudnego niebieskiego. Chłodno, jak serce gospodarza.
Nicholas zauważył, że Laurent się spóźniał. Chyba podobnie było w kawiarni, kiedy byli umówieni ostatnim razem. Jeżeli to się w jego przypadku często sprawdza, będzie trzeba przywyknąć.

- Nie spieszy mu się.
Zagadał do siebie z westchnięciem. Odłożył gazetę, zawiniętą tak, że sam wywiad Prewetta był na widoku. Chciał z nim między innymi o tym porozmawiać. Co chciał osiągnąć, takimi odpowiedziami.
Pukanie do drzwi, zaalarmowało Yaxleya o przybyciu gościa. Otworzył drzwi i to co zobaczył Nicholas, chyba nijak mu pasowało pod Prewetta. Rzadko chyba mieli okazję lepiej się poznać, aby widzieć go w takim odzieniu.
- Witaj. Wejdź.
Od razu zaprosił go do środka, słuchając przy okazji tego zaskoczenia zaproszeniem z jego strony.
- Jest ku temu jeden powód, o którym później porozmawiamy.
Zaznaczył, iż pewnie nie byłoby to spotkanie tak szybko planowane, gdyby nie to co wyczytał w Proroku Codziennym.
Nicholas miał już zaprowadzić swojego gościa do salonu, który był połączony z kuchnią, ale ku kolejnemu zaskoczeniu, Laurent zaczął gadać o wystroju jego wnętrza, wręczając prezent w postaci roślinki. "Przynajmniej nie jest to psianka…" - nawiązał sobie w myślach do rośliny, jaką otrzymał w prezencie jego kuzyn miesiąc temu.
- Nie przestajesz zaskakiwać.
Pokręcił głową Nicholas, lekko unosząc kącik ust w uśmiechu. Prezent przyjął. Postawił kwiatka na pustym parapecie w oknie. Jak Laurent mógł się zorientować, nie było tutaj żadnych roślin. Nie było też zdjęć rodzinnych w ramkach. Główne elementy, które uważał, że mogłyby się znajdować w samotnym mieszkaniu jego Kaja. Nie było ich. Jakby mieszkanie pełniło funkcję tylko noclegową. A może Yaxley nie rozpakował wielu rzeczy, jakie zabrał ze sobą z rodzinnego domu? Gdzieś te kartony z rzeczami spoczywając za drzwiami? Za szafą? W szafie?
- Siadaj.
Przeszli do salonu, gdzie Nicholas wskazał miejsca wolne na kanapie i fotelach. Na ławie było wszystko już podane. Napoje, szklanki, talerze i jeden duży z przystawkami owoców morza.
- Czego się napijesz?
Zapytał, jak na gospodarza przystało. Miał wino, trunki, soki. Na co tylko selkie ma ochotę.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#4
25.11.2023, 01:34  ✶  

Dokładnie - nie pasowało. Laurent jakoś nie wierzył, żeby ktokolwiek inny powiedziałby mu coś innego poza "w co ty się ubrałeś"? A co jemu by pozostało? Wstyd. Wstydziłby się tego, że w ogóle szukał w tym ogromie złych myśli i odczuć czegoś, co pozwoli mu się oderwać, że tym samym zawodzi bliskich. Laurent tak nie ufał Nicholasowi, tak się go obawiał i tego, że ciężko było mu zrozumieć ten chłód i ciężko było mu przewidzieć jego słowa, jak zarazem puszczał swoją kontrolę. I czuł się... o zgrozo. Wolny. To chwilowe uczucie było na tyle wyzwalające, że nie brał pod uwagę utrzymania się tego stanu, bo w drodze poznania bardzo wiele rzeczy się zmieniało. Szczególnie, kiedy w zasadzie niczego nie wiedziałeś o drugiej stronie. Bo nawet poświęcając tyle swojej uwagi osobie Nicholasa... to co o nim wiedział prócz snucia swoich domysłów i zgadywania? Lubił zgadywać. Lubił tworzyć założenia wokół ludzi. To była dla niego przyjemność i system obronny. Jeśli odpowiednio wcześnie wyjdziesz naprzeciwko oczekiwaniom... ale z Nicholasem postępował kompletnie na opak. Badał go, żeby wyjść nie naprzeciw jego oczekiwaniom, a swoim własnym. Zgrozo, nawet miał z tego powodu trochę wyrzuty sumienia. Ale przyznał mu to wprost przy tamtej kawie. Był jednym z jego niewyraźnych wspomnień, które chciał przepracować na swój własny sposób. Nawet jeśli to była obca, niepewna i nieznana droga.

- Dobrze. Możemy porozmawiać potem. - Aż się prosiło, żeby zacząć kręcić, szukać zaczepień, ale w zasadzie to nie - skoro Nicholas miał jakiś ewidentnie plan rozmowy to czemu nie. Chciał popłynąć, z czystej ciekawości, z wydarzeniami tego spotkania. Ściągnął z ramion kurtkę, żeby zawiesić ją na wieszaku w korytarzu (o ile był takowy), zostając w czarnych spodniach i białej koszuli. Czy to było dziwne, że jego oczy przesuwały się po szczegółach tego miejsca? Nie przyglądał się chamsko, zachowywał w tym kulturę, nie zaglądał wszędzie. Ale z ciekawością przypatrywał się miejscu, w którym był. Tej pustej, nad wyraz pustej, jaskini lwa. O wiele bardziej nawet pustej, niż to podejrzewał. - Naprawdę? - Uśmiechnął się z lekkim rozbawieniem, spoglądając na Nicholasa. Ach, miał taki piękny uśmiech! Jaka szkoda, że nie uśmiechał się częściej. Ale jeśli ten głupi kwiatuszek spowodował uśmiech to był wart ceny i przede wszystkim czasu włożonego w jego dobranie.

Jego również zaskoczyło. To... przygotowanie. Pomijając pustkę tego domu, która wprawiła go w kolejną niepewność. Myśli błyskawicznie przebiegły po jego umyśle jak wystrzelone z karabinu, szybka, krótka analiza rzeczywistości go otaczającej. Nie, nie spodziewał się tego. W zasadzie czego się spodziewał? Jakby tak się zastanowić... to co najwyżej filiżanki kawy i co najwyżej - ciastek z cukierni. A nie... czegoś takiego. I to zdumienie aż go zatrzymało w pół kroku, jeszcze zanim padło to polecenie zaproszenie. Zareagował więc z opóźnieniem, odcinając maszynę zwaną mózgiem. Zajął, bardziej komfortowo, jeden z foteli, zakładając nogę na nogę. Owoce morza. Bardzo, BARDZO nietypowy dobór jak na angielski podwieczorek. Czy też późny obiad. Szczególnie, kiedy się nie znało upodobań drugiej strony. Chyyyba że się podejrzewało, że ma się do czynienia, na przykład - z selkie, które owoce morza uwielbiały. W przeciwieństwie do samych syren, które potrafiły człowieka zeżreć żywcem.

- Nie przestajesz zaskakiwać. - Sparafrazował go, odrywając oczy od stołu na samego gospodarza. - Skoro wiesz, że selkie mają słabość do owoców morza to pewnie wiesz, że mamy niezwykle słabe głowy do alkoholu. - Uśmiechnął się, ale dość enigmatycznie. - Herbaty, dziękuję. - Nie będzie przecież kazał mężczyźnie zgadywać. Przez moment miał ochotę poprosić o wodę, ale zrezygnował. - Jestem teraz bardzo, bardzo podejrzliwy. - Nowa rozgrywka, karty rozdane. Więc pokazał mu pierwszą ze swoich, rzucając ją po stole w jego kierunku. Zagranie otwartej karty nie było takie głupie, jeśli tylko się wiedziało, co się robi. Przy tym Laurent wcale nie powiedział tego z niezadowoleniem. Właściwie to był zaintrygowany. - Dostaję zaproszenie do... hmm... mieszkania, nie wiem, czy twojego, bo nawet jeśli byłem przekonany, że trzymasz niemal ascetyczny porządek, to tutaj jest aż zbyt pusto... ale powitanie jest iście królewskie i bardzo mi schlebia. A zarazem masz bardzo konkretny powód tego spotkania, od którego nie chcesz zaczynać rozmowy. - Laurent się uśmiechnął ciepło. Był o wiele, wieeele bardziej spokojny niż podczas ich ostatniej rozmowie przy kawie na samym początku. Teraz zachowywał się prawie tak, jak pod koniec tamtej rozmowy. - Moja podejrzliwość idzie w parze z zaintrygowaniem. Ostrzegam, że łatwo mnie spłoszyć. Więc utrzymuj dobry balans.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#5
26.11.2023, 02:34  ✶  

Nicholas nie zamierzał komentować czyjegoś ubioru, gdyż jest to już indywidualna sprawa danej osoby. On sam nie nosił się jakoś inaczej, a tylko zimne barwy i dominująca czerń, która podkreśla jego aurę i charakter. Każdy z nas ma prawo wyboru i jeżeli w tym co miał na sobie Laurent, czuł się dobrze, niech tak pozostanie.

Jeżeli kogoś zaprasza się do siebie, musi być jakiś powód. Choć nie zawsze. Tutaj Nicholasowi chodziło nie tylko o przedyskutowanie sprawy związanej z wywiadem Prewetta w proroku, ale może też dokończyliby tę grę, którą zaczął parę dni temu w kawiarni Laurent. Nicholas również potrafił zaskakiwać. Jako że Selkie należy do stworzeń magicznych, jako inny "półludzki" gatunek, Yaxley posiadał o nich podstawową wiedzę, aby dobrze wykorzystać to w swojej grze. Dodatkowo wyszkolone umiejętności rodzinne, pozwalały rozpoznawać takie osoby w społeczności ludzkiej. Było to na plus dla Nicholasa.

Wracając jednak do tych kwiatów, zauważył ten uśmiech u Laurenta, który aż chyba promieniował zadowolony, że go zaskoczył. Czy to był znak, przełamania bariery lęku a przyjęcia kredytu zaufania? Czy nie czuł się już niekomfortowo w obecności Yaxleya?

Kwiat ostatecznie wylądował na parapecie, a Nicholas zajął się ugoszczeniem swojego gościa. W korytarzu znajdował się wieszak, gdzie można było powiesić kurtkę, płaszcz, cokolwiek miało się wierzchniego. Kręcąc się przy kuchni, Nicholas spoglądał w kierunku Laurenta, rejestrując jego reakcję. Wtedy padły te same słowa. Obaj dzisiejszego dnia zaskoczyli się wzajemnie.

- Wiem. Dlatego pytam, bo mogę przygotować ci nawet bardzo słabego drinka, jeżeli obawiasz się po jednym porządnym odpłynąć.
Wtedy to by Nicholas mógł z nim zrobić, co by tylko chciał. Nie będzie jednak posuwać się do takich czynności, aby coś brać siłą. Przygotował herbatę dla Laurenta, aby czuł się tutaj dobrze ugoszczony. W między czasie, słuchał całej opinii Prewetta, otwarcie przyznającego o swojej podejrzliwości.
- Powiedzmy, że na nowo budujemy kredyt zaufania. Mieszkanie jest moje, ale ze względu na ciągłą pracę w Ministerstwie, traktuje je jedynie jako miejsce noclegowe i gościnne. Nawet jakoś bliżej mam do Ministerstwa.
Wyjaśnił częściowo, podchodząc do ławy i stawiając przygotowaną herbatę dla Laurenta. Wrócił się zaraz do części kuchennej, po sałatkę wyjątkowo warzywną. Wszelka zastawa stołowa także się znajdowała na ławie, aby można było nałożyć sobie poczęstunek i skosztować przysmaki.

Ciekawostka. Nicholas jako wegetarianin, nie kupiłby tych owoców morza i nie przygotowywałby ich. Zrobił tutaj wyjątek tylko dla Laurenta, który jako selkie się w tym lubuje. To jak podać normalną rybę foczce. Stąd ta dodatkowa sałatka, aby jego gość nie pomyślał, że gospodarz niczego nie je.

Stawiając na ławie, Nicholas wrócił się jeszcze po gazetę, siadając w końcu na kanapie, naprzeciwko Laurenta.
- Nie trudno zauważyć, że wzajemnie badamy grunt. Sprawdzałeś mnie ostatnim razem, wyciągając swoje karty, blokując mnie na swojej szachownicy. Pomyślałem, że chyba czas na mój ruch.
Dodał do swojej wcześniejszej wypowiedzi, po czym pokazał mu proroka na stronie z jego wywiadem. Był pod tym względem poważny.
- Bardzo odważne odpowiedzi. Nie boisz się?
Zapytał, nawiązując przede wszystkim do wskazywania winnego zajściu na Beltame śmierciożerców. Był ciekawy, czy Laurent zdawał sobie sprawę z tego, co zrobił. Czy zrobił dobrze. Czy może prowadzący z nim wywiad, wywoływał jakąś presję? Nicholas już przeszedł do konkretnego tematu o jakim chciał z nim porozmawiać.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#6
26.11.2023, 11:27  ✶  

Nie podejrzewał, że Nicholas musi mieć konkretny powód do tego, żeby kogoś zaprosić do swojego domu, co za to podejrzewał to to, że czuł się tutaj pewniej. Jak chyba każdy? Twój teren, twoje miejsce - możesz się czuć jak gospodarz, bo nim byłeś. A to gospodarz wyznaczał wiele rzeczy, do którego gościowi wypadało się dopasować. Rzecz jasna inna sprawa, że z drugiej strony gospodarzowi wypadało zabawić gościa - w końcu gość w dom, Pan w dom. Sądził, że to po prostu... taka chęć. Ciąg dalszy klątwy, której, o zgrozo, Laurent rzucać nie chciał, bo jeśli coś chciałby dać Nicholasowi to co najwyżej odrobinę nadziei i ciepła dla przecięcia tego chłodu, jakim się otaczał. A jednak. Jednak był całkiem zadowolony, że taka klątwa powstała. Czy to będzie absurdem, jeśli powiem, że Nicholas wzbudzał w nim jakąś pewność siebie? Tak, pewność siebie. Przy tej niepewności (huh) i jednocześnie strachu, jaki rządził w pierwszym rzędzie, było tylne miejsce zajęte przez malutką i nieśmiałą pewność tego, kim jest. Tego, że nie musiał być kimś specjalnym. To była bardzo łatwe do zniszczenia miejsce - roślina, która nawet nie wymagała siły przy wyrywaniu, bo nie miała mocnych korzeni. Kilka słów czy gestów mogło ją całkowicie zmiażdżyć i posłać selkie z powrotem do jego otchłani, która go otaczała. A skoro tak, to chyba musiało to być czymś poparte... na przykład nadzieją. Nadzieją na to, że tak odmienny w jego świecie Nicholas rzeczywiście będzie inny niż ludzie, którymi się otaczał na co dzień.

- Znasz się na alkoholach? Na drinkach? - "Drink" posiadało bardzo szerokie spektrum pojęcia. Wódkę z sokiem ludzie potrafili nazywać drinkiem. Whiskey z cytryną i miodem. A z drugiej strony można było postawić takie Malibu czy Margaritę, które już rzeczywiście Laurent by drinkami nazwał. Dlatego zapytał z ciekawości co w zasadzie Nicholas przez to rozumie. Tak, z ciekawości, a nie złośliwości, o którą (Laurent miał nadzieję, że jednak nie) chyba Nicholas mógłby go podejrzewać, przynajmniej tak mu się wydawało. Tak samo z ciekawością przyjął jego kolejne słowa. Wyjaśnienie. Nie spodziewał się również tego, że faktycznie będą sobie coś tutaj... wyjaśniać. Albo raczej, że Nicholas będzie skłonny do wyjaśnień, do powiedzenia paru słów więcej niż "tak", "nie" czy jakieś równie krótkie zdania, jakimi funkcjonował w tamtej kawiarence. Czy mu wierzył? Nie pomyślał, żeby nie wierzyć, nie był paranoikiem, nawet jeśli bał się zdrady i tym, co związane było w jego życiorysie z Notkurnem. - Bardzo dobry wybór w takim razie na gościnę mojej osoby. Mam mniej rzeczy do analizowania. - Powiedział to wesołym tonem, w taki żartobliwy sposób, ale akurat to był fakt, że gdyby go zaprosił tam, gdzie obecność Nicholasa była odciśnięta, nie tak, jak tutaj, to mózg Laurenta byłby wręcz ulem. - Nie obraź się proszę, ale to miejsce wygląda na idealne miejsce zbrodni. - To była chyba jego pierwsza myśl po wejściu tutaj, ale akurat nie traktował tej myśli poważnie - śmiech zatańczył w jego głosie, kiedy to mówił. Był ciekaw - ciekaw reakcji Nicholasa na takie komentarze. Nie mówił ich tylko po to, żeby go prowokować, bo w zasadzie prowokować go nie chciał. Raczej był ciekaw, na ile może sobie pozwolić w byciu... sobą. Ale skoro już przy tym wylądowały jego myśli... - Jestem ci winien przeprosiny. Trochę za daleko niosłem swoje słowa przy ostatnim spotkaniu. - To tak apropo kredytu zaufania. - Co do zaś mieszkania to przyznam, że sam rozważałem zakup takowego na Pokątnej. Nie mam jednak serca do Londynu. - Zabija mnie. Czy była jakakolwiek selkie, która byłaby w stanie żyć w takim miejscu? Kochał ludzi, kochał Londyn, kiedy do niego przychodził na spotkania, przyjęcia czy zakupy. Ale nie mógłby tu mieszkać. Nawet jeśli selkie był tylko (albo aż) w połowie.

Śledził jego ruchy. Jego sylwetkę. Przystojny. Bardzo przystojny. Podobały mu się jego spokojne ruchy, jakby wszystko w jego świecie było doskonale wyważone. Zamrożone? Miał okropną słabość do tej siły, która potrafiła płynąć z mężczyzn. Coś, czego zupełnie nie czuł w kobietach i co sprawiało, że traktował je jak dzieła sztuki - ale to przy męskich ramionach chciał tkwić. I jednocześnie jego absurdalna klątwa, bo to nie były czasy, które by na to pozwalały.

- Dziękuję. - Za herbatę, rzecz jasna. Nie słodził. Nie był fanem słodyczy, chociaż zawsze nosił przy sobie czekoladki. Fuck up? Nie, jedynie lekarstwo ostateczne, kiedy nie radził sobie ze swoimi napadami lęku, które ostatnio za często całkowicie go wyłączały z funkcjonowania. Bardzo chętnie się pochylił po małżę, bo faktycznie - Nicholas trafił. O zgrozo, nawet z sałatką. Bo może i Laurent nie był wegetarianinem, ale jedzenie zieleniny szło mu o wiele lepiej niż mięsa. Chociaż z owoców morza nie był w stanie zjeść niczego, co patrzyło na niego z talerza. Poczęstował się, słuchając z zaintrygowaniem i spojrzał na proroka codziennego. No tak. Ostatnio tylko to było na tapecie. Rozdrażnienie i spadek nastroju był oczywisty na jego twarzy. Odetchnął z roztargnieniem.

- No tak. - Nie powiedział tego jednak ze złością, raczej ze zmęczeniem. - Zastanawiam się, czy chciałbym zobaczyć, jak Śmierciożercy wypowiadają wojnę imperium Prewettów dobierając się do ukochanego synka Edwarda Prewetta. - Czy chciałby to zobaczyć? Nie, absolutnie nie. - Jeśli moja śmierć musiałaby być ofiarą dla tej wojny to mała to ofiara. - Przesunął podkrążone, zmęczone oczy na okno. - Na tym etapie jest mi to obojętne. Powiem ci to, co powtarzam wszystkim - to nie są moje słowa. Nie jestem tak głupi. Rzadko mówię coś przypadkowo, a na pewno nie mówię przypadkowych rzeczy w wywiadach. Autor tego tekstu dostał już mój pozew o zniesławienie. Ale to nie ma żadnego znaczenia. - Bo co poszło w świat to poszło w świat.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#7
28.11.2023, 03:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.11.2023, 03:08 przez Nicholas Travers.)  

Bardzo możliwe, że ta nieświadomie zapewne rzucona klątwa, działała. Sama w sobie wmówiona. Nie trzeba w nią wierzyć, ale można odnieść wrażenie na takiej zasadzie, że słowa mają moc. Z tym bardzo wiele osób mogło się zgodzić.
Jeżeli zaś chodzi o wnętrze mieszkania Nicholasa, być może nie miał gustu, aby je jakoś urządzić? Nie miał głowy do tego, że było pusto i ponuro, bądź jak zauważył Laurent, wyglądało na miejsce idealne na zbrodnię? Kto wie, czy w domem Nicholasa było podobnie.

Tamto spotkanie zakorzeniło w ich obu coś, co sprawiało że pewne cechy ich osobowości, przechodziły na drugi plan. Coś zamieniało się miejscami. Nicholas być może postanowił próbować kogoś wpuścić do swojego wnętrza, ale bardzo ostrożnie. Tak, aby jego lodowy mur, nie został całkowicie rozbity. Stopiony. Ma pozostać na swoim miejscu. Ta gra musiała toczyć się bardzo ostrożnie.

- Średnio, ale ze względu na pozycję w rodzinie, to jakieś podstawowe sprawy w tej dziedzinie znać muszę. Wódka z sokiem? Najprostsze.
Gdy ma się kogoś ugościć z męskiego grona, często poleca się za napój alkohol. Jakaś chora tradycja w tych wszystkich rodzinach wysoko postawionych. No ale cóż. Z tradycją rodzinną idzie się do przodu. Zapodał także przykład, jaki mu do głowy w chwili przyszedł. Nie miał mu za złe, że pytanie Laurent zadał z ciekawości. Miał do tego prawo. Nicholas nie pokazał po sobie, jakby to pytanie w jakimś stopniu miało go urazić? Zostać odebrane złośliwie? Żadnej reakcji nie było. Żadnej wymalowanej emocji. Potraktował to jako zwyczajne pytanie do ich dzisiejszej rozmowy gościnnej.

Miło, że Laurent pochwalił jego mieszkanie, za miejsce gościnne. Ale po chwili Nicholas uniósł brew ku górze, kiedy do jego uszu doszły słowa o porównaniu tego mieszkania jako idealne miejsce zbrodni. Dało mu to sygnał, żeby coś z tym trochę zrobić. Nie może to takiego wrażenia przynosić. Skoro on sam faktycznie jest mordercą.
Nicholas westchnął.

- Chcesz coś zasugerować? Nie znam się na dekorowaniu wnętrza i nie przeszkadza mi jego surowy Klimat.
Odrzekł neutralnie. Dając tym samym możliwość wyprodukowania się Laurentowi na temat jego wnętrza.
- Tylko… Bez tęczy.
Zastrzegł. Bo jeśli zacznie mu niczym Lukrecja słodzić, to zapomni o jakichkolwiek zmianach w tym miejscu. Nie zamknął się co prawda na sugestie, to tutaj zmienić, aby zmniejszyć wrażenie zabijania kogoś i szybkiego sprzątnięcia bałaganu.

I tutaj przy następnym temacie pojawiła się niespodzianka. Laurent przeprosił za ostatnie w kawiarni. Tego się Yaxley po nim nie spodziewał. Jeden zero? Bowiem Nicholas nie przepraszał, chyba nigdy. Musiałby sięgnąć głęboko pamięcią, czy ktoś z jego ust takie słowo kiedykolwiek usłyszał.
Nicholas zmarszczył brwi, kiedy usłyszał kolejne słowa, dotyczące zmiany zamieszkania przez Prewetta.

- Jesteś pewien, że tego chcesz?
Zapytał, gdyż z tego co wiedział ze zbadanych informacji o selkie, chyba nie preferowały takich miejsc zamieszkania w aglomeracji miejskiej. Czy może Laurent chciał spróbować czegoś nowego? Sprawdzić, siebie?

Zadając pytanie w sprawie tego wywiadu, Nicholas zarejestrował, że Laurenta ten temat widocznie już męczy. Zgadnijmy, że był już najprawdopodobniej wypytywany przez rodzinę i swoich znajomych. Co więcej, nie były to widocznie jego słowa a dziennikarz, zadający pytania, zredagował jego odpowiedzi.

- Udzielanie wywiadu musi być poważną udręką. Nie wiesz na jakiego dziennikarza trafisz.
Stwierdził, analizując to po jego słowach. Ale zastanawianie się, czy chciałby widzieć, jak Śmierciożercy atakują rezydencję Prewettów. Wizja w oczach Yaxleya byłaby wspaniała. Dom płonie, a on porywa sobie takiego Laurenta do siebie. Tak daleko się jednak nie posunie. On nie z takich. Marzenia jednak nikt nie zabrania posiadać. A oklumencja wspaniale chroniła umysł.
- O sprostowanie wywiadu też pisałeś?
Zapytał. Jakby z zainteresowania, jak do się w ciągu paru dni zmieniało. Nicholas odłożył gazetę na bok i nałożył sobie trochę sałatki na talerz.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#8
28.11.2023, 11:51  ✶  

Och tak, słowa zdecydowanie miały moc i potrafiły działać jak zaklęcia. Czasem nie zapamiętywałeś samego znaczenia słów, ale zapamiętywałeś wrażenie, jakie przyniosły. Emocje, które w tobie pozostały i kotłowały się w chwilach, kiedy te padały. Tutaj działo się coś... coś znów innego. Znów - bo już sama kawa, na której się spotkali, była inna. Laurent był zbity z toru tymi zmianami, jakich doznawał względem tego mężczyzny. Względem tego, jak się do niego odnosił i tym, jak zderzały się ich światy produkujące te słowa. Dziś nie brakowało ich od strony Nicholasa. Na plus, oczywiście, że na plus! Tylko nie miał pojęcia, co spowodowało tę zmianę. Czy to była jakaś manipulacja? Czy może mężczyźnie brakowało rzeczywiście jego towarzystwa - jego konkretnego? To byłoby bardzo pyszne tak zakładać, a jego mózg nie nadawał się do snucia wysokiego mniemania o sobie samym, więc zaraz zbił tę myśl i poszła ona dalej - że brakuje mu po prostu jakiegokolwiek towarzystwa, przy którym nie musiał udawać zauroczeniem tą samą płcią. Najbardziej nieśmiałą była ta, że może Nicholas się ośmielił..? Że ich ostatnia rozmowa, bardzo dziwna, specyficzna, tknęła go do myśli, że jednak chciałby, żeby coś go łączyło z drugim człowiekiem..? Tak, to była naprawdę cichutka i nieśmiała myśl. Jak mysz w norze, przy której siedział kot - nie miała odwagi się wychylać.

- Czyli nie jesteś fanem alkoholu ani ich przyrządzania, ale zwracasz się w ich kierunku ze względu na normy społeczne. - To zdecydowanie nie brzmiało ze strony Laurenta na pytanie. To był jego kolejny wniosek, albo raczej - strzał. Bo czy tak naprawdę było? Kiedy te słowa wypowiedział to pozwolił sobie na kolejne założenie, którym podzielił się na głos. - Lubisz kontrolować sytuację, a alkohol w tym przeszkadza? Stąd brak sympatii do niego? - Lekko przymrużył oczy z delikatnym, niewinnym wręcz uśmiechem. Z alkoholem można mieć różną relację - może się mylił w tym, co powiedział, bo był bardzo daleki od tego, żeby za nieomylnego się uważać. Gdyby za takiego się miał to by nie pytał i nie stawiał swoich teorii, tylko uznawałby je już za pewniki. Nie byłoby to tym, jak to nazywał - strzelaniem do celu. Analizowaniem i wybieraniem najbardziej prawdopodobnej wersji, która pasowała akurat do tego, co dana osoba sobą prezentowała na podstawie obserwacji wynikającej z dziesiątek innych ludzi.

To, jak naprzemiennie siebie zadziwiali było wręcz rozkładająco urocze. Chociaż to już był wręcz poziom szoku wynikający z tego, że to dość... personalne? Wystrój mieszkania? A tym bardziej mówienie o sugestiach na nie do drugiej osoby. Kiedy to wrażenie opadło, otwierając szerzej oczy Laurenta, przy którym wpatrywał się w Nicholasa, jakby niemal nie był pewien, czy na pewno do niego kierowane jest to pytanie, pojawiła się bieganina myśli. Rozejrzał się bardzo uważnie jeszcze raz po otoczeniu, wyobrażając sobie różne tonacje i różną kolorystykę, różne dodatki, które to miejsce zamieniłyby w... w miłe. Może pytanie Nicholasa było tylko czysto grzecznościowe, tak uznał, żeby podtrzymać temat, ale dla Laurenta to był temat akurat bardzo dobry. Podatny grunt. Zaśmiał się na komentarz o tęczy cicho, ciepło.

- Mugolska moda nawiązuje teraz do barw tęczy, ale nigdy bym jej nie zaproponował akurat tobie na wystrój wnętrza. - Uspokoił mężczyznę. - Najprostszym sposobem na pozbycie się tej surowości to położenie dywanu, paru zielonych roślin, czy zamienienie farby na tapetę o cieplejszym kolorze albo ciepłe drewno, na przykład dąb albo sosnę. Lubisz czerń i szarości... są odcienie beżu, które raczej by ci nie przeszkadzały, a jednak tworzą bardziej przytulną atmosferę. Jakaś poduszka na kanapę czy fotel, świeczka na świeczniku... - Przesuwał wzrokiem po pomieszczeniu, wizualizując sobie to. Wyciągnął nawet różdżkę i przesunął nią w powietrzu, żeby stworzyć iluzję tej przestrzeni. Niewiele się zmieniało per se, ale te drobne dodatki całkowicie odbierały wystrój pomieszczenia. - Nie jestem przekonany do mieszkania w Londynie. Co do zmiany miejsca zamieszkania - tak. Raczej kupię drugi dom nad morzem. Albo jakąś wyspę. - Tak, o tym też myślał. Zgadza się, o kupnie całej wyspy. Tak jak zresztą wykupił teren New Forest, żeby nikt mu tam nie bruździł i nie mógł się wpychać bez jego zezwolenia z budownictwem, niszcząc teren. Na szczęście sam rezerwat był już prawnie chroniony przez Ministerstwo.

- Unikam wywiadów. Ze względu na Rose Noire nie chcę, żeby moja facjata lawirowała wszędzie. Czasem udzielam ich jednak dla tematyki magicznych stworzeń. - Machnął znów różdżką, kończąc iluzję pomieszczenia i ciepłego wnętrza - tak znowu znaleźli się w tym pustym, surowym salonie. Zwrócił oczy znów na Nicholasa. - Nie. Nie chcę prostować tego wywiadu. - Dlatego nawet sam proces toczył się cichutko. Pozostawał błogo nieświadom wizji w głowie Nicholasa. - To byłoby upokarzające. - Szczególnie, że może tego w wywiadzie nie powiedział - ale dokładnie tak myślał.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#9
29.11.2023, 00:54  ✶  

Wyglądało na to, że gra, jaką rozpoczął Nicholas, zadziałała. Zupełnie pokazał się Laurentowi od zupełnie innej strony. Zaprosił do siebie, przygotował posiłek. Co z tego, że kupił w jakiejś dobrej restauracji na wynos. Zaproponował coś do picia i jeszcze chciał usłyszeć jego propozycje dotyczące wprowadzenia zmian we wnętrzu swojego mieszkania. Tego ostatniego trochę pożałował.

Trudno było stwierdzić, co właściwie Nicholas chciał przez tę znajomość osiągnąć. Czy mu zależało? Czy chciał utrzymywać jakiś kontakt z Prewettem? Na pewno ostatnie spotkanie przy kawie, sprawiło, że nie mógł pozwolić sobie na takie zakończenie znajomości tamtego dnia. Musiało ono trwać. Ich figury zaczęły swoją grę na otwartej szachownicy. Czy tym razem to Nicholasowi uda się postawić Laurentowi szacha?

Te psychologiczne analizy Laurenta były cały czas zaskakujące, jak potrafił dobrze ocenić sytuację, słowa swojego odbiorcy. Układając po swojemu słowa, oczekując reakcji, czy dobrze podsumował.

- Powiedzmy.
Odparł Nicholas na pierwszą część wypowiedzi, dotyczącą alkoholu. Krótko jak zawsze. Zaś kolejne, jakie wypowiedział Laurent, brzmiało Yaxleyowi jak analiza detektywistyczna, w mieszkaniu zabójcy. Jakby nie spojrzeć, oboje grali w sobie ukryte role.
- A coś wspomniałem, o braku sympatii?
Zapytał nieco zdziwiony tym stwierdzeniem. Bowiem jak tylko Laurentowi zrobił herbatę, to sobie postawił szklankę z nalanym alkoholem, dobrej whisky, w odpowiedniej ilości. Głowę miał mocną, nie groziło mu upicie się jak w przypadku Laurenta. Yaxley lubił od czasu do czasu wypić coś mocnego, choć nie musiał posiadać nie wiadomo jak obszernej wiedzy na temat rodzaju alkoholu. A już na pewno, nie bawiąc się w mieszanki wybuchowe.

Pytanie o sugestie, dotyczące zmian w jego mieszkaniu, musiało być mocno szokujące dla Laurenta, co Nicholas zauważył na jego twarzy. Czy powiedział coś źle? Czy może nieodpowiedni temat pociągnął na towarzyskie spędzenie czasu, w których Nicholas szczerze powiedziawszy, nie uczestniczył? Bądź rzadko to robił, ze względu na swoje chłodne podejście do wszystkiego.

Mówiąc o tęczy, dopiero Nicholas zrozumiał, o czym poruszył temat. Przecież tak niedawno był jakiś masz równości. Mugole coś takiego organizowali. O ich wzmiance przy tej rozmowie, trochę zmarszczył brwi, jakby nie chciał o nich rozmawiać. Nie pokazywał tego po sobie. Nie wiedział czy Laurent ich toleruje czy nie. Mimo to, wysłuchał jego propozycji dekoracji mieszkania, która… nie podchodziła Yaxleyowi.

Barwy ciepła? To nie w jego stylu. Tapeta? Nad tym może pomyśleć. Roślinność? Jeden kwiatek już stał na parapecie. Zmiana drewna? Nie był pewny. Poza tymi propozycjami przekazywanymi słownie, Laurent postanowił zrobić wizualizację wnętrza za pomocą magii, która nieźle zaskoczyła Nicholasa. W barwach ciepła, to nie był jego styl.

- To jednak… Nie jest mój styl. Ale nad tapetą pomyślę.
Wyszedł z tego dyplomatycznie. Nie wykreślił wszystkich propozycji Prewetta, ale wybrał choć jeden z tych, nad którym mógłby się zastanowić. Mimo iż preferował surowość, zimno i chłód kolorystyczną, to może tapeta w tych barwach trochę inaczej wpłynie na całokształt wnętrza. Choć nadal będzie surowe. Nie było tu żadnych dekoracji, przykuwających uwagę.

Przeszli w temat zamieszkania Laurenta w Londynie. Interesujące snuł marzenia, plany, aby zakupić sobie dom, czy nawet więcej, wyspę.

- Stać Cię to kup.
Zachęcał. Nicholas nie był przesadnie bogaty, aby pozwolić sobie na takie lokalizacje do zamieszkania. Wystarczyło mu to co ma. Co jednak powstrzymywało młodego Laurenta, przed dokonaniem wyboru?
Kwestia wywiadu, kiedy wspomniał o Rose Noire, Nicholas znacznie lepiej zrozumiał, w czym tkwi problem. Dante.
- No tak. Rozumiem.
Stwierdził z przekonaniem. Facjata pięknej Gerdy figurowała już przy tym artykule. Jeżeli wpadło w ręce Dante, mógłby chcieć go odnaleźć? Jeżeli jeszcze był nim zainteresowany. Laurent bał tego mężczyzny, ze względu na przeszłość. Choć z Nicholasem było podobnie, to jednak przełamał swoje lęki, siedząc tutaj i kosztując owoce morza.

Sprostowania wywiadu, Prewett nie chciał. Obawiał się upokorzenia.

- Czy ten cały wywiad, ma w sobie jakąś prawdę?
Zapytał. Podając nawet gazetę, jeżeli Laurent chciał do niej zajrzeć aby coś wskazać. Jeżeli nie, odłoży na bok. Skoro nie wszystko było jego słowami, to co było przekręcone?
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#10
29.11.2023, 01:37  ✶  

Na każdego był odpowiedni sposób. Każdego dało się podejść, nawet tych, którzy byli najbardziej czujni. Czasem była to chwila, czasami odpowiedni uśmiech, a innym razem lata pracy. Gdyby Laurent nie był naiwny, nie miał w sobie skłonności do autodestrukcji, nie upadał tak bezwiednie, jego życie byłoby prostsze. Mógłby być tym idealnym dzieckiem swoich rodziców. Nicholas był intrygujący, bo był prawie jak ślimak - wystarczyło go musnąć palcem, żeby schował się do swojej bezpiecznej przestrzeni. Robił to w kawiarni. Teraz zrobił to znowu. Wystarczyło, żeby Laurent skupił na nim temat. Ta obserwacja poprowadziła go do myśli, że może trzeba inaczej potraktować tego mężczyznę, podejść do niego z innej strony, darować sobie swoją zabawę. Kontrolować rzecz na innej płaszczyźnie. To w końcu było takie prawdziwie męskie, że wydawało im się, że to wszystko ich decyzje, ich wybory, ich zdania, a reszta to geniusz ich poczynań. Choć akurat na tej płaszczyźnie za mało wiedział, żeby dokładnie to wyczuć.

- Smak alkoholu, kiedy podrażnia gardło, jest bardzo przyjemny. - Wycofał się. Albo raczej - wycofał swoje karty. Nie bardzo wiedział, na ile wystarczy mu w tym wszystkim taktu, na ile nie poprowadzi go ciekawość i nie weźmie góry ta chęć... eksploracji tego człowieka. Zależało mu jednak na tym, żeby to spotkanie wyglądało trochę inaczej. Żeby było choć trochę tak dobre jak te pyszności, po które chętnie co jakiś czas sięgał. Że nie były gotowane samemu - oh, Laurent swoich gości częstował mnóstwem różnych rzeczy, nawet trzymał niektóre rzeczy tylko ze względu na to, że wiedział, że ktoś to akurat lubi. Jak trzymał piwo kremowe, którego sam nie pijał, albo poganiał po ulubiony sernik Philipa swojego skrzata, chociaż sam właściwie nie jadł łakoci. Więc tak, Laurent lubił smak alkoholu. Chociaż mówiąc te słowa pomyślał o tym, że chętnie zabrałby kropelkę z warg Nicholasa.

- Rozumiem w pełni. Bo to bardziej mój styl. - Rozbawiło go trochę, w ten uroczy sposób, sposób, iście dyplomatyczny, w jaki ujął to Nicholas. - Nie masz wyobraźni przestrzennej? - Nie każdy ją miał, tak jak zresztą Nicholas powiedział - nie miał do tego wyczucia. Do dekoracji. Laurent Znów przesunął różdżką w powietrzu sprowadzając tapetę. Tylko i wyłącznie. - Tak naprawdę wystarczyłaby. Jakiś jeden obraz do tego na pustej ścianie. Kilka książek na pokaz na półkach. - Dodał je do wizji. I już... surowo, a jednak nagle miejsce to przestawało wyglądać jak miejsce zbrodni. Sam to oglądał i oceniał, ale zaraz znowu różdżką ściągnął wizję. - Pewnie nie przypadnie ci do gustu mój dom. - Znów utknął na nim spojrzeniem, uśmiechając się ciepło. Zawierając w tym właściwie wizję (albo obietnicę) tego, że zaproszenie może się pojawić. Że mu ten dom pokaże. Ten stary. Bo ten nowy... ach, pewnie urządzi go nieco inaczej, ale zamiłowanie do stylu pozostanie. To był misz masz. Jego wspomnień, sentymentów i upominków, jakie otrzymywał, ale wszystko komponowało się w spójnej całości. Raczej przypominało to dom kobiety, nie mężczyzny. - Bardzo mi miło, że w ogóle bierzesz moje zdanie pod uwagę. - To był jakiś taki niepewny grunt, trochę nie wiedział, jak to najładniej ująć. - Podzieliłem się opinią zapytany, a nie dlatego, że naprawdę brałem pod uwagę, że coś cię... zainspiruje. Lubię kolorować świat. We wszystkich kolorach... - tęczy niemal tańczyło na krańcu ust, ale zamiast tego był figlarny, nieco enigmatyczny uśmiech i przeciągłe spojrzenie na Nicholasie.

- Przepraszam. Nie chciałem zabrzmieć... hm... - Odbił wzrokiem w bok, troszkę zakłopotany. Nicholas nie przepraszał prawie wcale, Laurent miał niezdrowy nawyk przepraszania. Obwiniania się o całe zło tego świata. Rzadko widział winy innych - najczęściej widział tylko swoje. Tym nie mniej zdarzało mu się zapominać, że nie każdy śpi na stosie galeonów. Zrobił lekki gest ręką, jakby pokazywał, że nie ważne, że nie warto kontynuować. Bo tak też pomyślał.

- Proszę, przestań już machać tą gazetą, bo mam odruch spalenia jej na miejscu. - Pojawienie się tego artykułu przypomniało mu, że naprawdę można być na coś (albo na kogoś) BARDZO zdenerwowanym. Rozgniewanym. A to uczucie było dla niego bardzo rzadkie i zawsze wprawiało go w dyskomfort. Nie chciał się gniewać i nie chciał na pewno zacząć gniewać się tutaj. Nie chciał znów wystawiać kłów na Nicholasa. - Prowokujesz znowu moje kły jadowe, a bardzo nie chciałbym ich wystawiać. - Chodziło mu oczywiście o to, za co też przepraszał dzisiaj po ich ostatniej rozmowie. - Tak, ten artykuł ma w sobie dużo prawdy. Śmierciożercy to mordercy i terroryści. Nie pojmują, że każda istota zasługuje na życie. Gaszą to, co jest najpiękniejsze i najwspanialsze. Ich przywódca to zwykły kultysta tworzący sektę ślepo w niego wierzącą. Mówi o czystości krwi, a prowadzi go szaleństwo, mania wielkości i pożądanie władzy. - Był jakiś błysk złości w oczach Laurenta, w intensywności jego spojrzenia. Ale była tylko chwilowa. Ledwo przebłysk słońca. - Pod wielkimi hasłami kryje zwykły mord, prowadzą swoją politykę strachu. A to jest... straszne. - Odetchnął ciężko, przymykając oczy i na moment kładąc dłoń na klatce piersiowej. - Strach i ból są przerażające. Nie wiem, jakie piekło musi przejść człowiek, żeby się takim stać. To już nawet nie jest szkiełko lusterka. To całe lustro. - Można się było spodziewać gniewu czy nienawiści, ale koniec końców w jego głosie brzmiał smutek. A w oczach był żal, zmęczenie - i współczucie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (8377), Nicholas Travers (5757)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa