• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[13.07,72, ranek] Gdzie niebo łączy się z morzem

[13.07,72, ranek] Gdzie niebo łączy się z morzem
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
29.11.2023, 11:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.11.2023, 11:11 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna stoczyła się po czymś, boleśnie obijając, a potem upadła na twarde, wilgotne podłoże. Jej prawa ręka odruchowo powędrowała ku kieszeni i natychmiast wydobyła różdżkę, usta otworzyły się, by wezwać Olivię... ale ta na szczęście się odezwała: cała, zdrowa, żywa.
- Jestem - powiedziała pośpiesznie. - Ciii - dodała, bo krzyk Quirke odbił się dalekim echem, a chociaż czarodziejka nie miała prawa żyć po takim czasie (czy aby na pewno? Persefona Fawley też powinna być martwa, ale nie, nie chciała myśleć o Persefonie, o statku, o Maddie i o zimnych palcach zaciskających się na jej dłoni), mogły tu być inne pułapki, inne istoty.
Rzuciłaby lumos, ale wstrzymała się, póki słaby płomyk nie zaigrał na końcu zapalniczki, wyciągniętej przez Olivię. Nie poruszała się: siedziała wciąż w tym samym miejscu, nie chcąc ryzykować, że w mroku stanie gdzieś, gdzie nie trzeba. Kiedy pojawił się ogień, uniosła głowę i rozejrzała się, po suficie, po ścianach, tonących w mroku, pośród tańczących cieni. Nigdzie nie było widać wyjścia - musiało zamknąć się za nimi.
Jak za ofiarami mrocznej czarodziejki.
- Moja rodzina wie, że tutaj poszłam. Zostawiłam wiadomość. Za pół godziny powinnam stawić się w biurze. W zależności od tego, na ile czujny będzie mój brat, ktoś pojawi się tutaj w przeciągu od pół do półtorej godziny - powiedziała. Mówiła cicho, bardzo spokojnie, nawet jeżeli serce tłukło się jej szaleńczo. Wolniej i bardziej lakonicznie niż zazwyczaj. Żałowała, że nie zostawiła wiadomości Mav tylko Erikowi: Erik był optymistą, więc w jego przypadku to będzie raczej półtorej godziny.
- Wolałabym jednak, żeby tutaj za nami nie wpadli, bo i tak będziemy musieli znaleźć wyjście - podjęła, po czym podniosła się, bardzo ostrożnie. - Ta zapalniczka to za mało. Musimy sprawdzić czy działa magia – stwierdziła w końcu, unosząc różdżkę. W świetle zapalniczki nie widziała żadnych run ani znaków, liczyła więc, że nic się nie stanie.
Lumos.
Różdżka rozjarzyła się blaskiem, który sięgnął mrocznych kątów. Były po prostu w jaskini – jaskini, która zdawała się zwykła, pozbawiona jakiegokolwiek śladu magii. Przed sobą miały korytarz, zawężający się, prowadzący w dół. Brenna odetchnęła, głęboko wciągając powietrze, szukając w nim charakterystycznych woni, kojarzących się z czarną magią. Ale nie było dymu, siarki, zapachu popiołu. Tylko wilgoć. Zapach wodorostów. Gdzieś w oddali słychać było kapanie wody.
Uniosła różdżkę wyżej, spoglądając w górę, w miejsce, z którego spadły. Wyszeptała kolejną inkantację, zaklęcie rozpraszające, nic to jednak nie dało. Wyglądało na to, że nie mogły wrócić tą samą drogą, którą tu weszły – mogły tylko iść dalej. Spróbowała teleportować się o pół metra, ale czar nie zadziałał.
Brenna powoli podeszła do korytarza, oświetliła go różdżką. A potem przyklękła, sięgnęła po duży kamień, jeden, drugi – oba cisnęła przed siebie, jeden lżej, drugi z całej siły, by odbił się kilka razy od podłogi.
Mogła to być paranoja, mogło być wyszkolenie, ale skoro wpadły tu w ten sposób, chciała sprawdzić, czy na jedynej drodze przed nimi nie czeka jakaś pułapka.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Córka koleżanki twojej starej
Powinni wynaleźć kamizelki ochronne na duszę, nie tylko na ciało.
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Wytwórca eliksirów
Rude proste włosy, obcięte za ramiona, rozwiane. Piegowaty nos. Niebieskie oczy. Drobna, raczej szczupła, wiecznie roześmiana, rozgadana. Niska, mierząca zaledwie 160 cm wzrostu.

Olivia Quirke
#12
29.11.2023, 13:16  ✶  
Krzyk odbił się głośno od wilgotnych ścian, wypełniając grotę echem. Na ten dźwięk Olivia skrzywiła się, ale było już za późno. Nie mogła cofnąć tego, że spanikowała, gdy nie zobaczyła wokół siebie nic. Zasłoniła odruchowo ręką usta, ale trudno, stało się.
- Przepraszam - powiedziała cicho, oświetlając ściany zapalniczką. Nie dostrzegła run czy innych znaków, świadczących o obecności zabezpieczeń, więc gdy tylko Brenna dała im magiczne światło, ona zrobiła to samo i schowała zapalniczkę. - Przynajmniej ty miałaś na tyle oleju w głowie, by powiedzieć innym, gdzie się wybierasz.
Zauważyła dość kwaśno, zła na siebie, że ona nigdy tego nie robiła. Ale na tym to polegało - musiała czasem zniknąć sama, bez możliwości że ktoś ją odnajdzie.

Dała Brennie pracować i szukać wyjścia, ona sama zaś przyglądała się ścianom i posadzce. Wszystko wyglądało na zwykłą grotę, po prostu klasyczną jaskinię, która wciągała swoje ofiary. Na tę myśl po jej plecach przeszedł dreszcz.
- Bren, jeśli cokolwiek z tej książki jest prawdą, to jest jedyny korytarz i będzie miał kilka odnóg. Możliwe że to tylko wyobraźnia autorki, ale pisała że ludzie tu się gubili i błąkają się po dziś dzień jako zjawy, które nigdy nie odnalazły drogi do właściwej komnaty. Tylko jednej osobie się to udało - powiedziała cicho, podchodząc do koleżanki. Zerknęła na to co robi z kamieniami i westchnęła. - Siłą tego miejsca miał być labirynt, który nie wypuszczał, chyba że ktoś nie dał się swoim lękom. Nie wiem dokładnie o co chodziło, ale w książce było tak, że główna bohaterka szła przed siebie z myślą, że chce pomóc czarodziejce bo uważa, że trzeba jej pomóc. Korytarze wybierała losowo, nie było napisane w jaki sposób, ale widziała po drodze szkielety tych, którzy się zgubili.
Czytała tę książkę niedawno i pamiętała z niej naprawdę sporo, z tym że... No właśnie - to była fikcja literacka, a na dodatek sposób krążenia po labiryncie nie był opisany w żaden sposób. Autorka zgrabnie przeskoczyła w następnym rozdziale do tego, by bohaterka znalazła się w głównej jaskini. Olivia naprawdę miała nadzieję, że to była fikcja, bo przecież nie było tu mrocznej atmosfery czarnej magii, tylko ciemność, jak na morzu. Najpewniej resztki magii wyparowały, ale jeżeli to naprawdę był labirynt, to... Dobrze że chociaż magia działała, nawet jeśli w ograniczonym stopniu.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
29.11.2023, 13:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.11.2023, 13:43 przez Brenna Longbottom.)  
rzut na scenariusz

- Nie wiedziałaś, że będziesz coś sprawdzać - powiedziała Brenna... chociaż tak naprawdę chodziło o coś innego. Kiedyś też znikała bez słowa. Teraz nie mogła. Nie, kiedy wszyscy byli w niebezpieczeństwie. I nie, kiedy były osoby, które po prostu zawsze musiały mieć możliwość znalezienia jej.Wysłuchała słów Quirke z pewnym zamyśleniem, spoglądając w mrok korytarza. Nie chciała pomagać żadnej czarodziejce. Chciała wyprowadzić stąd Olivię i upewnić się, że nikt więcej nie skończy w pułapce. Zawahała się, ale po chwili zsunęła plecak z ramion. - My nie zgubimy się i nie skończymy jako szkielety - oświadczyła, bardzo pewnie: tak pewnie, że wydawało się, że naprawdę w to wierzy. Wyciągnęła z plecaka długi nóż i wydrapała znak na ścianie.Jeżeli nawet zgubią drogą, wrócą w najgorszym razie po własnych śladach.Ruszyła korytarzem powoli, co jakiś czas sprawdzając drogę przed nimi czy to rzucając ponownie jakimś kamieniem, czy też szepcąc inkantację revelio. Z początku nic się nie działo i nie natknęły się ani na żaden szkielet, ani na żadne rozgałęzienia. W końcu jednak droga faktycznie rozdwoiła się na dwoje. Brenna na wszelki wypadek oznaczyła korytarz i zaklęciem, i pionowym nacięciem na ścianie, a dodatkowo odnotowała w pamięci, w którą stronę skręciły.
W miarę, jak zagłębiały się w ciemność, w uszach Brenny rozbrzmiewał jednak coraz głośniejszy szum morza. Z początku myślała, że dobiega gdzieś z zewnątrz - ale potem, przez moment, gdy mrugnęła, zdawało się jej, że woda zalewa podłoże. Przesunęła palcami po ścianie i odetchnęła, gdy zdała sobie sprawę z tego, że Olivia mogła mieć rację - że w książce było ziarno prawdy.
Szepty rozbrzmiały gdzieś za nią, dobiegły z jednego z kolejnych odgałęzień korytarzy.
Zawiedziesz ich.
Ponownie nacięła nożem ścianę. Ruch jej ręki był pewny, twarz, widoczna w świetle lumos - które przygasło, drażało, ale wciąż oświetlało im drogę - była poważna, ale spokojna. Przynajmniej pozornie.
Voldemort wygra.
Twoja rodzina zginie.
Poślesz ich na śmierć.

- Obawiam się, że fragment z omamami mógł być prawdziwy - powiedziała cicho, zwracając spojrzenie ku Olivii. Trzymała się jeszcze: nie pozwalała, by głosy wsączyły w umysł truciznę, by wypowiadane przez nie lęki odebrały siłę, ale to wcale nie było łatwe. - W porządku, Livia?
Magia ognia nigdy od ciebie nie odejdzie.
Ale nie wszystko jest dla każdego, prawda?

Pokręciła głową, trochę wstrząśnięta nie tyle samymi słowami, ile tym, że te ostatnie brzmiały, jakby wypowiedział je Frank, syn jej kuzyna. Ale Franka tu nie było. A ona, do cholery, wróci do niego: wróci do rodziny, nie zniknie w tej ciemności, bo może i nie była dla nich niezbędna, ale na pewno była potrzebna.
Czy nie łatwiej usiąść tutaj i zasnąć...?
- Nie - mruknęła z nagłą złością, bo nie, na pewno nie. Miała do kogo wracać. Tak nie było łatwiej. A nawet gdyby było łatwiej, nie mogłaby dokonać takiego wyboru.

Rozproszenie pod edycję posta, na ile te omamy ją dopadną
Rzut Z 1d100 - 40
Slaby sukces...


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Córka koleżanki twojej starej
Powinni wynaleźć kamizelki ochronne na duszę, nie tylko na ciało.
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Wytwórca eliksirów
Rude proste włosy, obcięte za ramiona, rozwiane. Piegowaty nos. Niebieskie oczy. Drobna, raczej szczupła, wiecznie roześmiana, rozgadana. Niska, mierząca zaledwie 160 cm wzrostu.

Olivia Quirke
#14
29.11.2023, 15:00  ✶  
Ta pewność Brenny dodała Olivii odwagi. Przecież pracowała w Brygadzie Uderzeniowej, była szkolona do wychodzenia z beznadziejnych sytuacji. Uśmiechnęła się więc szeroko i postanowiła dodatkowo oznaczać miejsca, w których były. Brenna po prostu rysowała nożem po ścianie, a ona odrywała kawałek książki, z pierwszej strony, i rzucała za siebie. Nie miała przy sobie chleba żeby zrobić to samo z okruszkami, więc książka musiała wystarczyć, bo papierosów za sobą nie zamierzała zostawić. Strasznie jej się chciało palić, ale domyślała się że to nie był najlepszy pomysł w jaskini, dlatego się powstrzymała.

Gdy Brenna się odezwała, Olivia uniosła wzrok. Rozejrzała się, lecz ona nic nie czuła. Nie słyszała głosów, nie miała omamów. Zmarszczyła brwi.
- Skąd wiesz? - może i było to głupie pytanie, ale nie chciała z góry zakładać, że Brenna słyszy głosy. Ale chyba słyszała, bo mówiła do siebie. Co prawda nie jak wariatka, ale odpowiadała komuś i to na pewno nie jej. - Ja nic nie słyszę i nie czuję.
Na chwilę przystanęła i chwyciła Brennę za ramiona. Potrząsnęła nią odrobinę, jakby chciała przywrócić jej trzeźwość umysłu. Bo jeśli Brenna oszaleje, to ona nie będzie w stanie jej ocalić, choćby bardzo chciała. Nie była w stanie nikogo ocalić, nawet siebie.
- Bren, skup się. Widzisz coś? Słyszysz? Czujesz? Powiedz, zatrzymamy się na chwilę i jakoś damy radę. Wiesz jak się wyczarowuje patronusa, prawda? Pomyśl o najszczęśliwszym wspomnieniu, które masz - nie chciała, by Longbottom nagle zaczęła czarować, ale nie tylko w magii szczęśliwe wspomnienia miały ogromną moc. Były ważne też dla psychiki i to właśnie one stanowiły kotwicę między rozpaczą a rzeczywistością. - Sama to powiedziałaś: wyjdziemy. Przyszłyśmy stamtąd, teraz mamy skręcić w lewo. Weź głęboki oddech.
Brenna sobie radziła, ale jakimś cudem Olivii udało się to lepiej. Może miała mniej obaw w sobie? Chociaż wątpiła, by tak było. Może to coś jeszcze? Miała wrażenie, że to niedawne wydarzenia sprzed kilku miesięcy sprawiły, że była otoczona jakby złotą tarczą, która nie dopuszczała posępnych podszeptów do jej umysłu.

rzut na rozproszenie
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#15
29.11.2023, 15:25  ✶  
- Hej, hej, w porządku - zapewniła Brenna, gdy Olivia zaczęła ją potrząsać, jakby w obawie, że zaraz złapie za różdżkę albo pobiegnie gdzieś w ciemność korytarzy. Choć to ona słyszała głosy, zdawało się, że to Quirke jest bardziej przerażona - może dlatego, że bała się o towarzyszkę? Longbottom złapała ją za rękę i uścisnęła uspokajająco. - Słyszę głosy, ale ani myślę ich posłuchać - powiedziała po prostu łagodnie. Nie uderzało jej to wszystko tak mocno: nie na tyle, aby wpadła w panikę. Zresztą... słyszała przecież takie głosy już wielokrotnie, szepty własnego umysłu, przychodzące nocą. - Sprawdzimy jeszcze ten korytarz, a jeżeli nic nie znajdziemy, zawrócimy na początek - dodała, uśmiechając się do niej. Szepty wciąż dobiegały gdzieś z tuneli, ale ostatnią rzeczą, na jaką Brenna miała ochotę, było poddanie się im. - Powiedz na wszelki wypadek, gdybyś coś usłyszała albo zobaczyła. Na pewno działa tu jakaś magia.
Nie miała pojęcia, dlaczego Olivia ich nie słyszy. Może była bardziej odporna, może miała mniej lęków, może chodziło o to, że Brenna szła przodem, a może coś tutaj to ją wybrało sobie za ofiarę. Tak czy inaczej Brenna puściła dłoń Olivii - musiała mieć wolne ręce, bo to miejsce ewidentnie nie było bezpieczne - i ruszyła dalej.

Nic się jednak już nie działo - aż w końcu, gdzieś przed nimi, zalśniło światło. Nie słoneczne: błękitny, przedziwny blask, który sprawił, że Brenna zwolniła jeszcze bardziej i wyciągnęła przed siebie różdżkę, gotowa w każdej chwili rzucić protego. Korytarz wychodził wprost na grotę, wielką, w której ściany wprawiono dziesiątki błękitnych, zaklętych kamieni, świecących magicznym blaskiem. W samym środku znajdowała się spora sadzawka, niebieski blask odbijał się w niej, nadającej jej wrażenie niesamowitości. Jaskinia ciągnęła się i dalej, a tam, gdzie zniżał się jej sufit, Brenna mogłaby przysiąc, że dostrzegała coś, co wyglądało jak pozostałości po bardzo starych sprzętach - nie typowych meblach, ale raczej wnęce, wydrążonej w kamieniu na podobieństwo łóżka, kamienia ukształtowanego na stół...
To było miejsce przedziwne, z jednej strony piękne, z drugiej napawające jakimś niepokojem. Brenna stała więc przy wyjściu z korytarza - musiałaby zeskoczyć metr niżej, by wejść do tej głównej groty - niezdecydowana. Wyobraźnia kogoś, kto lubił historie i kto przeczytał zbyt wiele książek, podsuwała myśli o tych wszystkich opowieściach, kiedy nagle w takich chwilach pojawiali się nieumarli albo uaktywniały się pułapki.
Ale jeżeli gdzieś miało kryć się wyjście albo przynajmniej odpowiedzi, co to za grota - to właśnie w tym miejscu.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Córka koleżanki twojej starej
Powinni wynaleźć kamizelki ochronne na duszę, nie tylko na ciało.
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Wytwórca eliksirów
Rude proste włosy, obcięte za ramiona, rozwiane. Piegowaty nos. Niebieskie oczy. Drobna, raczej szczupła, wiecznie roześmiana, rozgadana. Niska, mierząca zaledwie 160 cm wzrostu.

Olivia Quirke
#16
30.11.2023, 22:58  ✶  
Spojrzała na Brennę podejrzliwie, jakby chciała się upewnić, że za jej słowami stoi faktycznie jasność umysłu. Nawet lekko podniosła różdżkę, by oświetlić jej twarz i sprawdzić, czy poprawnie reaguje na światło. Najwyraźniej to, co Olivia zobaczyła, uspokoiło ją, bo kiwnęła głową.
- Niech ci będzie - ale pokazała dwoma palcami na swoje oczy, a potem na Brennę, żeby pokazać, że ją obserwuje. A potem ruszyła za nią. Ostrożnie stawiała kroki, czasem patrząc pod nogi, a czasem po prostu rozglądając się po korytarzach, szukając jakichś punktów orientacyjnych, charakterystycznych. Niby zostawiały ślady, ale jakoś tak... Może tutaj wcześniej ktoś był? A może też wpadł na pomysł znaczenia swojej ścieżki? Nie zauważyła niczego takiego, ale nie traciła nadziei. No i trochę bała się tych szkieletów, o których przeczytała w książce. Ich też nie widziała i tu wolałaby, by ten stan się nie zmienił.

Od razu zauważyła blask. Olivia zwolniła i schowała książkę do torby.
- Tego tam nie było - powiedziała szeptem do koleżanki, stając obok niej. Ani myślała zeskakiwać pierwsza, podobnie jak Brenna trzymała różdżkę w pogotowiu, ale nic się nie działo. Najpierw rozejrzała się, żeby zobaczyć czy było tutaj jakieś wyjście, ale żadnego nie zauważyła. Musiałaby jednak obejść sadzawkę, a do tego się na razien ie paliła. Olivia schyliła się więc i wzięła kamień do ręki. - Te mugolskie sposoby są czasem przydatne. Bierz drugi, rzucamy.
Ale nie rzucała pierwsza - kulturalnie postanowiła poczekać na koleżankę, zanim zacznie wykonywać nieracjonalne ruchy.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
01.12.2023, 09:30  ✶  
To miejsce z jakichś przyczyn było chronione potężną magią. Dlatego Brenna była ostrożna. Właścicielka groty powinna być martwa od wielu lat, ale nie oznaczało to, że nie zostało po niej więcej niespodzianek niż czary, spowijające labirynt mrocznych korytarzy.
Zgodnie z sugestią sięgnęła po kamień i tak samo jak przy wejściu do korytarzy, rzuciła go, dość blisko, mniej więcej w miejsce, na które by zeskoczyły, wychodząc z korytarza. Nic się jednak nie stało, ani gdy uderzył o ziemię, ani kiedy Olivia cisnęła własnym.
Brenna, choć w pewnych sytuacjach mknęła do przodu bez namysłu, bywała w innych wręcz nadmiernie ostrożna. Zwłaszcza, gdy ktoś jej towarzyszył. Przysiadła więc na skraju korytarza, nogi spuszczając w dół, ale wciąż nie skakała: wyszeptała kilka zaklęć, najpierw rozpraszające, a potem z jej różdżki zsypał się złoty pył, który wypełnił na moment jaskinię światłem, koncentrując się w okolicach zaklętych kamieni.
- Hm - mruknęła z pewnym namysłem, zastanawiając się, czy naprawdę nic tu nie ma, czy też jest, ale ona nie ma dość umiejętności i wiedzy, aby to wykryć. Niestety, obie opcje były równie prawdopodobne. Brenna była śledczą, szkoloną do prowadzenia spraw i do walki: nie do wykrywania pułapek, starożytnej magii, klątw. – Chyba jest względnie bezpiecznie. No to nic, schodzę, jakby coś mnie zeżarło, nie idź za mną - oświadczyła beztrosko i skoczyła na kamienną posadzkę, bez wątpienia wyrównaną albo magią, albo ludzką ręką.
Atmosfera tego miejsca, echa dawnej opowieści, głosy szepczące do niej w korytarzach, to wszystko sprawiało, że podświadomie spodziewała się, że... coś się stanie. A jednak, nie stało się nic. Powoli ruszyła wzdłuż ścian groty, oświetlając je, aż doszła po przeciwnej stronie jaskini do wnęki i przyjrzała się zgromadzonym tam rzeczom.
- Ktoś tutaj mieszkał, ale to było bardzo dawno temu - oceniła, spoglądając na przegniłe rzeczy, które kiedyś były zapewne kocami albo jakimiś ubraniami. Czuła się zresztą w tym miejscu dziwnie nieswojo: a chociaż nie czuła charakterystycznej woni czarnej magii, to przywykła kojarzyć to uczucie właśnie z lokacjami, w których jej użyto. - Myślę, że faktycznie używano tutaj nekromancji - dodała cicho, spoglądając w stronę kamiennego stołu. - Na nasze szczęście... bardzo dawno temu.
Wciąż nie widziała wyjścia. Rzucone zaklęcia nie ujawniły żadnych ukrytych drzwi. A przecież ktoś, kto tutaj mieszkał, musiał jakoś…
Brenna zawahała się i zajrzała do kufra – starego, którego wieko zapadło się.
W środku leżało coś, co wyglądało jak…
…focza skóra.
A przynajmniej było taką kiedyś.
– Selkie. Albo potomkini selkie? Była tu lub zabrała takiej skórę, a w takim razie… może… – wymamrotała Brenna, być może kierując te słowa do Olivii, a może tylko głośno myśląc. Ruszyła ku sadzawce i pochyliła się nad nią, spoglądając w wodę, błyszczącą od świateł. Nie miała pod ręką kamienia – wyczarowała więc taki i patrzyła, jak z pluskiem wpada do środka. – Jak dobrze pływasz, Olivio? – zapytała z pewnym wahaniem, bo kiedy zanurzyła palec w wodzie i wsunęła go do ust, wyczuła słony posmak. Istniała szansa, że ta sadzawka była połączona z morzem. Inna sprawa, że próba wypłynięcia stąd będzie niebezpieczna: bąblogłowa mogła zapewnić im dość powietrza, ale nurkowanie zawsze powoli wysysało z człowieka siły, i nie mogły być pewne, jak daleko od brzegu wypłyną.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Córka koleżanki twojej starej
Powinni wynaleźć kamizelki ochronne na duszę, nie tylko na ciało.
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Wytwórca eliksirów
Rude proste włosy, obcięte za ramiona, rozwiane. Piegowaty nos. Niebieskie oczy. Drobna, raczej szczupła, wiecznie roześmiana, rozgadana. Niska, mierząca zaledwie 160 cm wzrostu.

Olivia Quirke
#18
01.12.2023, 18:34  ✶  
Nic się nie stało, gdy cisnęły kamieniami przed siebie - to jednak nie uspokoiło Olivii. Głównie dlatego, że po prostu dziewczyna nie widziała wyjścia.
- Na pewno jest tu jakieś wyjście - powiedziała pogodnie do Brenny, chociaż tak naprawdę głównie uspokajała samą siebie. Jak nie to przecież nic się nie stanie - ktoś po nich przyjdzie. Erik albo ktoś z BUM. Brenna mądrze zrobiła, mówiąc dokąd idzie. Ale dobrze by było, gdyby jednak znalazły wyjście, bo jeśli utknęły tutaj, to pomoc utknie razem z nimi i w jaskini się zrobi naprawdę tłoczno.

Olivia ześlizgnęła się niezgrabnie na ziemię, chyba tylko cudem nie upadając na tyłek. Sapnęła, bo jeszcze tego by brakowało, żeby stłukła sobie dupę i nie mogła siedzieć. Ani chodzić. Kiedyś spadła z miotły i to było naprawdę bolesne, wolałaby tego nie powtarzać.
- Myślę, że to ta czarownica, o której była książka - powiedziała do koleżanki, ostrożnie oglądając rzeczy pozostawione w grocie. Nie chciała ich dotykać bo mimo że w teorii nic tu nie było, to jednak cała jaskinia dawała naprawdę dziwny vibe, od którego włoski na jej karku stały dęba. Gdy Brenna powiedziała o selkie, Olivia spojrzała w kierunku kufra. - Skąd wiesz?
Nigdy by na to nie wpadła, ale... No tak - foki nie pływały w grotach, nie? A przynajmniej ona o tym nie słyszała. Foki pływały w otwartych wodach, kochały wolność i lubiły wygrzewać tłuste brzuszki na słońcu. Czego by miały szukać w jaskiniach i podwodnych tunelach?
- Eee... No nie utopię się, jeśli ci o to chodzi, ale mam problem z otwieraniem oczu - wyciągnęła papierosa i wcisnęła go do ust. Nie wytrzyma dłużej. - Daj mi chwilę, bo chyba nie chcesz żebym dostała ataku paniki pod wodą.
Odpaliła ćmika mugolską zapalniczką, która będzie już do niczego, jak stąd wyjdą. Podobnie jak fajki. Olivia w zadumie wpatrywała się w dym, który bardzo powoli rozpływał się w powietrzu. Nie było tu żadnego przepływu, więc ta sadzawka to była chyba jedyna opcja, by mogły stąd wyjść. Westchnęła.
- Wyczaruję linę i się nią zwiążemy, co? Jak się zgubię, to umrę, a słona woda szczypie w oczy więc dodaj do tego mnie i masz trupa, z którego musisz się spowiadać w pracy - powiedziała to dość lekkim tonem, lecz glos jej lekko zadrżał. Lubiła wodę, ale ten żywioł potrafił być groźniejszy niż ogień, do którego czasem ją porównywano. Ogrzewał, ale potrafił spalić. Woda dawała życie, ale potrafiła zabić. Tylko słona woda była do dupy, bo nawet się jej napić nie dało. Quirke zgasiła papierosa, wyczarowała linę i schowała różdżkę. Obwiązała się nią w pasie i drugi koniec rzuciła Brennie. - Nie wiem kiedy zniknie, mam nadzieję że nieprędko. To co, hop?
Usiadła na brzegu sadzawki i spuściła nogi do wody.
- Matko, ale zimna - marudziła, bo tak mogła się uspokoić. Rzeczywiście mogła zostać na zewnątrz, na dole. Ale w sumie... Nie zostawiłaby Brenny i wpadła zaraz po niej - pytanie czy jaskinia by ją wpuściła do środka. Nie umiała się też teleportować, więc nie sprowadziłaby szybko pomocy. Więc chyba lepiej, że tu wlazła.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#19
01.12.2023, 19:26  ✶  
– Ta skóra wygląda mi na skórę foki… i to zrzuconą. Mogła jakąś oskórkować, ale jeżeli nawet się mylę, to po prostu dopłyniemy do dna albo jakiegoś przejścia, którego nie pokonamy i się wrócimy?
Przez chwilę Brenna rozważała zaoferowanie, że sprawdzi drogę sama, ale zaraz odrzuciła ten pomysł. Istniała przecież całkiem realna szansa, że pokona trasę z powrotem do brzegu, lecz nie będzie miała siły zrobić tego jeszcze dwa razy – wracając po Olivię i potem płynąć z nią. Poza tym co, jeżeli Olivia zniecierpliwiłaby się i spróbowała płynąć sama? Rozdzielone byłyby w większym niebezpieczeństwie.
– Nie zgubię cię. Na pewno dasz radę i nie ma mowy, żebym cię tu zostawiła, ale lina pomoże – powiedziała Brenna, lekko ściskając przedramię Olivii. Pomysł z liną był dobry, a sama też miała kilka własnych. – Transmutuję buty, ale jeżeli zmienią się z powrotem, kiedy będziemy pod wodą, zrzuć je po prostu – stwierdziła. Porzuciła plecak na brzegu groty: na szczęście nie miała w nim nic tak cennego, by nie mogła tego stracić, a nie chciała ryzykować, że ten niewielki ciężar pociągnie je w dół. Buty pod wodą też mogły ciążyć niemiłosiernie, rozwiązała więc trampki, by w razie czego móc stosunkowo łatwo strącić je z nóg, i kiedy Quirke paliła, transmutowała buty ich obu… w coś zainspirowanego płetwami mugolskich nurków. Nawet jeżeli znikną po trzech czy czterech minutach, ten czas mógł być kluczowy. Zwłaszcza, że i Brenna owszem, była ponadprzeciętnie sprawna fizycznie, ale wcale nie była jakimś zabójczym pływakiem – była świetna we wchodzeniu na drzewa, bardzo dobra w szermierce, ale pływała jednak okazyjnie, a tu porywały się na coś ekstremalnego.
Wolała nie myśleć, co się stanie, jeśli bąblogłowa przestanie działać w chwili, w której będą za daleko aby wrócić do groty, ale też zbyt daleko od powierzchni. A już na pewno nie chciała sugerować czegoś takiego Olivii.
Uśmiechnęła się do niej, i gdy ta wyczarowała linę, sama Brenna machnęła różdżką, i dwa bąble wypełnione powietrzem pojawiły się wokół ich głów. I na słowo „hop” zsunęła się po prostu do wody, wciąż z różdżką w ręku, którą rozpaliła zaklęciem lumos.
Początkowo było jasno i bez tego czaru – błękitne kamienie wprawiono także w ściany wodnej sadzawki i płynęły w niebieskim świetle. Dzięki temu dość łatwo mogły dostrzec dwie rzeczy. Po pierwsze, przy dnie faktycznie znajdował się korytarz, którego kraniec tonął już w mroku, wiodący gdzieś dalej, prawdopodobnie na otwarte morze. Po drugie…
…na dnie tego jeziorka spoczywały kości. Bardzo stare, wrzucane tu zapewne z groty. Ofiary morskiej czarownicy – albo jeszcze kogoś innego, kto ją zamieszkiwał. Brenna obróciła się ku Olivii, i pociągnęła lekko za linę, ku korytarzowi, niepewna, jak ta zareaguje na ten widok. Czy kiedykolwiek już coś takiego widziała? Do licha, najwyraźniej Brenna przynosiła jej pecha, bo już drugi raz wpakowała się w kłopoty po spotkaniu z nią. I tym razem była to w pełni wina Brenny, w końcu Olivia poszła na górę za nią…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Córka koleżanki twojej starej
Powinni wynaleźć kamizelki ochronne na duszę, nie tylko na ciało.
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Wytwórca eliksirów
Rude proste włosy, obcięte za ramiona, rozwiane. Piegowaty nos. Niebieskie oczy. Drobna, raczej szczupła, wiecznie roześmiana, rozgadana. Niska, mierząca zaledwie 160 cm wzrostu.

Olivia Quirke
#20
01.12.2023, 22:48  ✶  
Brenna porzuciła plecak, a Olivia torbę. Wzięła tylko różdżkę i po chwili wahania portfel, który przecież niewiele ważył, a przecież cholernie im się przyda, gdy wyjdą. Jeśli wyjdą. Nie, nie jeśli - na pewno wyjdą. Uda im się przepłynąć w jedną stronę, wydostaną się stąd i zapomną o sprawie. To znaczy ona zapomni, bo Brenna pewnie będzie musiała tu wrócić z kimś, kto specjalizuje się w pieczęciach, czarnej magii i klątwach. Pewnie będzie musiała też zająć się autorką tej nieszczęsnej książki, bo skoro Olivia się tematem zainteresowała, to pewnie pozostawało kwestią czasu, kto jeszcze przyjdzie sprawdzić, czy istnieje takie miejsce. I pal sześć mugoli, ale czarodzieje, wiedzeni ciekawością, byliby tu znacznie bardziej zagrożeni.

Zsunęła się cała do wody, mocno zaciskając palce na rozświetlonej różdżce. W jednej chwili otoczyło je zimno, ale nie ciemność. Olivia z zaskoczeniem rozejrzała się po podwodnej grocie, która emanowała jasnym, błękitnym blaskiem. Z samego początku Olivia nie dostrzegła kości - dopiero po chwili dotarło do niej, co ma pod stopami. Trochę zbladła, co w połączeniu z niebieskim światłem i jej rudymi włosami, teraz niemal czerwonymi pod wodą, wyglądało dość upiornie. Ale nie ruszały się: nic nie płynęło w ich stronę, nie atakowało... Quirke bała się głębiej odetchnąć, żeby przypadkiem nie nadwyrężyć płuc czy własnych sił. Pokazała Brennie uniesiony kciuk, że jest w porządku. To tylko kości, na dodatek zniekształcone przez podwodny obraz. Wyglądały upiornie, ale nie były niebezpiecznie. Korzystając z dziwnych płetw ruszyła za Brenną w stronę ciemnego korytarza.

Tutaj już zrobiło się bardziej przerażająco. Ta nieprzenikniona ciemność, wąski otwór... Ale chyba dadzą radę tam wpłynąć bez konieczności przeciskania się? Olivia podpłynęła bliżej, oświetlając sobie drogę różdżką. Mimo wszystko starała się nie zerkać w kierunku kości. Z obawą ale i z dziwnym uderzeniem adrenaliny oświetliła wejście do chyba podwodnego korytarza. Niewiele to dało, nie była w stanie na tyle go rozświetlić, by ocenić jak głęboki jest, gdzie zakręca i ile razy. Właśnie pakowały się w jedną wielką niewiadomą. Spojrzała na Brennę i pokazała na swój nadgarstek, jakby przypominając, że mają cholernie mało czasu. A i wyjścia nie miały, wiec gdy tylko Longbottom wpłynęła do korytarza pierwsza, za nią ruszyła Olivia, pomagając sobie wolną ręką. Umyślnie puściła Brennę przodem, uważała że w takiej sytuacji nie było co zgrywać bohatera i pchać się przed szereg. Brenna była bardziej doświadczona i szybciej podejmowała decyzje, więc to, kto miał płynąć pierwszy, było sprawą oczywistą. Pozostawało tylko mieć nadzieję, że po drodze nic na nie nie wyskoczy, chociaż sądząc po tym, że nie była to przepastna jama z wodorostami, a korytarz, to nic takiego nie powinno się raczej zdarzyć.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (6217), Olivia Quirke (5053)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa