• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[1969] Marsz praw charłaków | Tim & Cecylka

[1969] Marsz praw charłaków | Tim & Cecylka
Czarodziejska legenda
She should be sure in her soul that the most terrifying thing in the forest was her.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiedźma, która mieszkała w domku stojącym na kurzych nogach. Jadła dzieci na śniadanie — i prawdopodobnie na obiad i do herbaty.

Baba Jaga
#1
18.11.2022, 02:22  ✶  
Coś mu mówiło w kościach, gdzieś głęboko w środeczku, że dzisiaj był dobry dzień. Wstał, ubrał się, dolał do kawy goblińskiego bimbru i od razu świat stał się bardziej kolorowy, ciesząc oczy i pozwalając jakby z nowym zapałem spojrzeć na malującą się przed nim perspektywę spędzenia dnia w warsztacie. Miał na dzisiaj parę umówionych klientów, z czego dwóch z nich miało odebrać wcześniej oddane do naprawy przedmioty, a to oznaczało gotówkę. Zawsze na myśl o galeonach uśmiechało się jego wewnętrzne dziecko, a teraz nawet, stojąc w oknie i wyglądając na ulicę przez brudną zasłonkę, pozwolił sobie na lekki, błogi uśmieszek.
Odetchnął z zadowoleniem, kiedy upił ostatni łyk kawy i zebrał się do wyjścia.
Jedyne co mu pozostawało, to kupienie paczki papierosów. Ostatniego właśnie trzymał między palcami i zaciągając się papierosianym dymem, który dawno nie smakował mu tak dobrze. Musiał tylko dojść do końca ulicy, skręcić w prawo, przejść przez ukryte podwórko, gdzie zawsze ktoś zostawiał otwartą bramę, a tam za winklem czekał na niego sklep. Wyszedł właśnie z bramy, skręcił za róg... i dostał zaklęciem.
Aż nim zakręciło. Co prawda nigdy nie uczył się baletu, ale czuł że za ten piruet dostałby owacje na stojąco, nawet na scenie międzynarodowej klasy. Na moment też przestraszył się, że oto właśnie dokonało się - stracił źródło utrzymania i pozostanie mu granie smętnych piosenek na grzebieniu po spożywczakiem na Horyzontalnej, bo pociemniało mu na moment przed oczami. Krzyknął, ryknął, a może warknął, albo wszystko to na raz, co sprowadziło się do nieartykułowalnego brzmienia zakończonego chrumknięciem, bo się zatchnął.
Może to po prostu magimilicja? Wreszcie znaleźli na niego dowody. Ktoś z szajki znowu chlapnął jęzorem. Po tylu latach życia w spokoju. Tyle uczciwej pracy oszusta na marne. Niech on się tylko dowie, który to, jak już go wypuszczą, a zaraz trafi tam z powrotem.
Jego wewnętrzne biadolenie zostało przerwane ukłuciem paniki, kiedy uświadomił sobie, że osunąwszy się po powierzchni półkolumny, która zdobiła wejście do bramy, zaczęło mu się robić tak jakoś zimno. Za zimno.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#2
23.11.2022, 16:54  ✶  
Stała w witrynie rodzinnej apteki opatulona ciemnobrązowym swetrem, zawinąwszy go dookoła siebie tak szczelnie, że niechybnie rozciągnęła materiał na amen. Wyglądała na zewnątrz jednocześnie z ekscytacją, jak i z niepewnością; oczekiwała momentu, kiedy uczestniczy marszu przejdą ulicą.
Cecily wspierała wszelakie grupy uciśnione, dążąc do równouprawnienia na każdym szczeblu i płaszczyźnie. Niestety, mimo iż bardzo chciała dołączyć do protestujących i iść z nimi ramię w ramię, akurat dzisiaj nie mogła. Będąc sobą, czyli roztrzepaną i niebywale zapominalską, pomyliła daty i wcześniej zobligowała się do zaopiekowania się apteką. Niemniej nie zamierzała zupełnie zrezygnować z kibicowania; nie poddawała się tak łatwo.
Wciąż jednak martwiła się, że coś pójdzie nie tak. Nastał czas społecznego niepokoju - jeszcze nie tak dawno była świadkiem wybrania nowej Ministry Magii tylko dlatego, iż jej poprzednik, pierwszy Minister mugolskiej krwi, w tajemniczych okolicznościach podupadł na zdrowiu. Nie chciała snuć teorii spiskowych, ale wydawało się to jej niebywale wygodnie dla konserwatystów, którzy w momencie rozpoczęcia jego kadencji tłumnie opuszczali stanowiska w Ministerstwie w ramach pokazu swej dezaprobaty. Nie była głupia, umiała połączyć ze sobą kropki, ale tak długo, jak nikt nie był w stanie zebrać na to dowodów, publiczne rozgłaszanie takich podejrzeń mogło się skończyć dla niej tragicznie. Mimo wszystko Cecily nie mogła poświęcać się dla idei bezmyślnie - miała bliskich, których musiała stawiać ponad swoimi poglądami politycznymi.
Nim jeszcze pełna gama protestujących zdążyła wkroczyć na ulicę przed apteką, zaczęło dziać się coś niedobrego. Nastał dziwaczny harmider, gdzieś podniosły się krzyki i zawołania; te drugie nie przypominały skandowanych haseł, a raczej wezwania o pomoc. Ktoś zaczął biec ile sił chodnikiem, inni szukali schronienia w okolicznych sklepach. Wpuściła dwie zdyszane osoby do środka apteki, po czym wychyliła się na chwilę z otwartych drzwi, próbując dojrzeć, co się właściwie dzieje.
Wtedy właśnie usłyszała świst; odwróciła oczy w tym kierunku, aby ujrzeć w jego okolicy, jak jakiś mężczyzna koncertowo wywija piruet, a następnie orła. 
Puściła drzwi, które po strzeliły głośno za nią, kiedy puściła się biegiem na pomoc. Okulary prawie zleciały jej z nosa, kiedy wyhamowywała przed zsuwającym się na chodnik nieznajomym.
- Halo, proszę pana? - zapytała, kiedy przycupnęła tuż obok. - Słyszy mnie pan? Wszystko w porządku? - Objęła delikatnie jego twarz dłońmi, próbując wyprostować jego głowę i nawiązać kontakt wzrokowy. Nie zdołała dostrzec, czym oberwał, więc próbowała ocenić ewentualne szkody i uszczerbki na zdrowiu. Na szczęście widziała, że wciąż oddychał, więc nie decydowała się na żadne zaklęcie, bo a nuż się bez niego obejdzie.
Czarodziejska legenda
She should be sure in her soul that the most terrifying thing in the forest was her.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiedźma, która mieszkała w domku stojącym na kurzych nogach. Jadła dzieci na śniadanie — i prawdopodobnie na obiad i do herbaty.

Baba Jaga
#3
24.03.2023, 03:49  ✶  
Ciężko było powiedzieć, czy Tim faktycznie bardzo przejmował się tym, co działo się w ministerstwie. Oczywiście, z ważniejszymi wiadomościami bywał na bieżąco, będąc świadomym tego, kto aktualnie znajduje się na najważniejszym stanowisku i jakie w ostatnim czasie panowały trendy wśród społeczności, jeśli chodziło o to, czy była to osoba szanowana, czy też nie. Obowiązkowo też, kiedy siadał z kolegami do piwa w najbardziej obskurnej spelunie na Nokturnie, nigdy nie omieszkał podzielić się z nimi swoim brakiem zainteresowania. Oczywiście, w jak najbardziej zaangażowany sposób. Powtarzanie nagłówków gazet i spekulowanie na ich temat, a także gniewne uderzanie pięścią w brudny stół i grożenie innym, celując im palcem prosto w twarz, wychodziło mu całkiem dobrze. Prawda jednak była taka, że do momentu kiedy któryś z Ministrów nie zalegalizuje nielegalnego obrotu dobrami wartościowymi o niepewnym pochodzeniu, nie zamierzał nikomu bić brawa, ani twardo stawać po jego stronie. Jego świat był mały. Ciasny, ale własny, jak to się mówiło, zwykle z lekkim uśmieszkiem na ustach. Jako żart, tylko że dla niego to wcale nie było śmieszne, a prawdziwe jak wnętrze pracowni i dwójka gówniarzy, którą nazywał swoim rodzeństwem. I cała braterską miłością, oczywiście.
Było mu zimno i słyszał też głosy. Kobiece, żeby być precyzyjnym, a które wybijały się nieco na tle całego harmidru, który dział się gdzieś w tyle. Był wciąż jeszcze trochę zamroczony, bardziej przestraszony już faktem, że robiło się całkiem nieprzyjemnie mroźno, jak tym że ktoś zwyczajnie rzucił w niego jakieś okropne zaklęcie.
- Czy to anioł? - zapytał słabym głosem, woląc chyba być już w niebie, niż w tej obskurnej bramie z tłumem ludzi obok, którzy niby walczyli o jakąś szlachetną (w swoim mniemaniu) sprawę, ale zdaniem Fletchera mogli być w tym wszystkim nieco mniej zauważalni. To ludzie, którzy w takich momentach chcieli prowadzić dalej swoje zwykłe szare życie, którzy wychodzili do sklepu po zakupy, którzy cierpieli przy tego typu wydarzeniach. I on był tego znakomitym przykładem. - Ciemność widzę. Czy to już koniec? - zapytał jej, czując jej dłonie na swojej twarzy i w końcu też widząc ją przed sobą. Tak sobie właśnie wyobrażał zawsze istoty niebiańskie. Nie olśniewająco piękne, których sama istota zapierała dech w piersiach, a o urodzie szczególnej w nieszczególny sposób. Takiej, która była jak powrót do domu. Uspokajająca... prosta... Jego dłonie podniosły się, by złapać ją za jej, ciężko mu jednak wciąż jakoś konkretniej zebrać się w sobie, więc złapał ją za to, o miał pod ręką, za ubranie. Tylko po to, żeby wydusić z siebie słowa średnio pasujące do tego, że właśnie ją trzymał.
- Nie dotykaj mnie - powiedział, jakby zdradzał jej właśnie największą tajemnicę wszechświata. Mimo tego, że złapał za materiał, Cecily mogła poczuć zimno, które wspięło się po tkaninie i prześlizgnęło po skórze. Na nim samym natomiast, powoli, bardzo powoli, zaczęły pojawiać się cieniutkie kryształki lodu.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baba Jaga (792), Bard Beedle (404)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa