Wzdrygnęła się lekko, kiedy Erik zapytał, czy nigdy do nich nie zaglądała.
- Żeby na mnie wrzeszczał? Poza tym ja wcale nie chcę wiedzieć, co oni tam robią. Zamyka się z tym Bobbym Dylanem w tej łazience regularnie, ja wolę się nawet nie zastanawiać, co tam we dwóch robią - powiedziała. Najwyraźniej to, że chłopcy dokonują tam jakiś transakcji nielegalnych substancji do głowy jej nie przyszło, za to wyobrażała sobie zupełnie inne rzeczy i wolała nie wnikać. Erik jednak tak oto zdobył imię i nazwisko potencjalnego "stałego klienta". - Jak coś wysadzą, to może wreszcie matka się zorientuje, że powinna pilnować syna - burknęła jeszcze.
W tym momencie Brenna, która tym razem nie utopiła się w toalecie - chociaż przez ułamek sekundy błądząc pomiędzy echami przebrzmiałych dźwięków, jakie rozbrzmiewały w kręgu widmowidza zapewne to rozważała - stanęła w drzwiach korytarza, wiodącego z łazienki. Nie podeszła jednak od razu, podparła się tylko o framugę i intensywnie wpatrywała w brata, chcąc pochwycić jego spojrzenie, najpierw unieść kciuk do góry, by zasygnalizować, że coś tam wyłapała i potem niemo spytać "już?". Kto wie, może Mister Magii był właśnie w kluczowym momencie zdobywania ważnych informacji. Ewentualnie w tej chwili zapraszał dziewczynę na randkę. A Brenna nie chciała popsuć mu szyków, przysiadając się do niego w nieodpowiednim momencie.