• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[24.07.1972r.] - Niedokończona gra | Laurent & Nicholas

[24.07.1972r.] - Niedokończona gra | Laurent & Nicholas
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#21
06.12.2023, 16:44  ✶  

Ta tajemnicza wyjątkowość, przyczyniła się do tego, że Laurent będąc w jego ramionach, pod jego ciałem, pragnął tylko więcej i więcej. Nicholas dał mu tyle, ile sam był wstanie, aby obie strony były zadowolone. Oboje tego potrzebowali. Tym razem nie trzeba było się hamować. Nie trzeba było się ograniczać. Mogli iść na całość. To był ich sekret wspólnie spędzonego czasu w sypialni Nicholasa.

Leżeli przez jakąś chwilę w milczeniu, obejmując wzajemnie. Ich ciała rozgrzane, oddechy przyspieszone. Musieli to uspokoić w sobie. Na prośbę o użyczenie łazienki, Nicholas wskazał drzwi, gdzie Laurent powinien się udać, instruując, gdzie są ręczniki do wzięcia. Było co podziwiać, kiedy Prewett przemierzał kawałek trasy do wyjścia z sypialni, dosłownie nagi. Było co podziwiać. Westchnął, samemu zbierając się po dłuższej chwili z łóżka. Później posprząta. Zaczął ubierać spodnie, na to koszulę i wtedy Laurent wyszedł z łazienki.
Randka. Też coś.

- Potraktuj to spotkanie jako wstęp do randki. Bez świec.
Odparł na jego słowa, choć na żartach się nie znał to jednak można byłoby to spotkanie za takowe uznać. I właśnie, świece. Olśniło Nicholasa, że nie pomyślał o nich, jak i kadzidłach. W ogóle nie brał pod uwagę tego spotkania jako randki. Nigdy na takowych nie był, ani nikogo nie zapraszał. Będzie musiał wybrać się do znanego mu sklepu i dokonać odpowiedniego zakupu. Na czarną godzinę.
- Chciałbym, aby to pozostało między nami. I, jeżeli mamy to kontynuować, musimy ograniczyć się do mojego mieszkania.
Poruszył temat dość istotny dla siebie. Podchodząc do Laurenta, aby zgarnąć mu z oczu mokre kosmyki włosów. Chęć ponownego dotknięcia jego ciała. Oczyszczonego po odbytych łóżkowych przyjemnościach. Czy mógł liczyć na dyskrecję? Czy dla Laurenta byłoby to także do ugadania? Mają coś, co ich wspólnie łączy. Nie chcieliby chyba skandalu publicznego na tle rodzinnym.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#22
06.12.2023, 19:12  ✶  

Prychnął cicho z rozbawienia, kiedy usłyszał o wstępie do randki BEZ ŚWIEC. To bardzo istotne - BEZ ŚWIEC. Czy jego wyznacznikiem randki są świece? Może swoją kobietę na takowe zabiera. Albo ma ona jakieś fioła na punkcie świeczek, ta jego wybranka. Bo jakoś wątpił, żeby on sam świece lubił. To miejsce na pewno kobiecej ręki nie znało, chyba że właściwie cały ten ambaras związany z posiadaniem drugiego mieszkania, bo niby bliżej do pracy, bo łatwiej, bo tylko do spania, związany był z tym, żeby unikać tej złośliwej kobiety, co to czeka w domu niezadowolona i gotowa burdy robić. A może po prostu kobiety żadnej nie miał. Może. Znał zarówno takich, którzy po seksie utrzymywali, że są heteroseksualni, takich, którzy uciekali przed żoną, tych, co zupełnie kryli swoją seksualność i kobiety po prostu nie potrafiły ich ruszyć jak i tych, którzy szczęśliwie hasali z małżonką po różnych przygodach. Na dłoni Yaxleya nie widział obrączki ani nie było odcisku po takowej, więc może nie miał żony, może miał mieć, a może w jego rodzinie był w stanie postawić na swoim - i wzbraniał się przed nieszczęśliwym związkiem. Ewentualnie był takim nikim jak on sam we własnym rodzie. Istnienie nacisku związane było chyba tylko tym, żeby przymusić jego siostrę do małżeństwa. Bo jakoś nie wyobrażał sobie, dlaczego jego macocha miałaby się tym przejmować.

Przyjemne rozluźnienie pląsało po jego skórze i mięśniach. Czasami łatwo było pomylić potrzeby z pogonią za autodestrukcją, choć wydawało się to nieprawdopodobne. A jednak tego chciał. Krążyło gdzieś to w nim z różnych powodów - jakiegoś żalu również. Żalu o to, że jego życie było jednym wielkim burdelem, a on był dziwką w tym burdelu. Złości o to, że to wszystko schowane było w Puszcze Pandory i nie wolno było jej wyciągać i pokazywać. Potrzeby poluzowania tych ram, w które samego siebie wkładał, żeby wyglądać jak ktoś lepszy. Ktoś inny, ktoś, kogo sam chciał oglądać w lustrze, więc i chciał, żeby inni go oglądali. Kłamstwo było łatwą kochanką. Prawda była bardzo wymagająca. Teraz liczyło się to, że czuł się dobrze. Wkroczył do salonu i podniósł swoją koszulę, spoglądając z uśmiechem na tą szklankę whiskey. Wsunął materiał na swoje ciało, ale nie zaczął się poprawiać, żeby wszystko wyglądało na wymuskane, bo Nicholas przełamał odległość między nimi. Nie była zawstydzająca ani wcześniej, ani teraz. Za to spojrzał na niego z zaciekawieniem, zauroczony tym drobnym gestem, dotykiem. Szkoda tylko, że niektóre słowa potrafiły zatopić urok w błocie.

Wszystko się zawsze wokół tego kręciło.

- Oczywiście. - Ten słodki uśmiech zniknął z jego ust, zniknął z jego oczu. Zgasł jak dotknięty palcami knot świecy. Jeszcze przed momentem się tliła, teraz nie został nawet dym. - Nie trzeba mi powtarzać takich... oczywistości. - Odsunął się od tego dotyku i odwrócił od niego wzrok. Zawsze to samo. W kółko i w kółko, jakby utknął w jakimś przeklętym, diabelskim kole, które nie pozwalało mu się z niego wyrwać. Wszystko było na pokaz. Wszystko było jednorazowe. Dobre tak długo, dopóki nie istniały zobowiązania.

Podniósł swoją różdżkę ze stołu i ruszył w kierunku drzwi.

- Dziękuję za gościnę. Było mi bardzo miło.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#23
08.12.2023, 22:42  ✶  

Zarzucając wzmiankę o świecach, Nicholas pewnie naczytał się, nasłuchał albo na patrzył na dziwne tradycje randkowe, w których często bazowały świece. Jako klimat romantyzmu? W jego przypadku randka by tak nie wyglądała. A zwyczajnie jak obecnie. Nie znał w pełni preferencji Laurenta, który może preferował też taki rodzaj spotkań męsko-męskich. Nicholas nie miał żadnej kobiety u swego boku. Siostra się nie liczy. Nie miał żony ani też rozwodnikiem czy wdowcem nie jest. W jego mieszkaniu nie znajdzie się żadnych elementów kobiecych. Już na samo wejście widać, że to typowo męskie mieszkanie. Wzmianka o chęci zakupy świec i kadzideł, niekoniecznie mogłaby być wykorzystywana na ich spotkania. Ewentualnie kupiłby to dla siebie, jako dekoracja? Pewnie te świece weźmie czarne.

Co w sytuacji, gdyby Nicholas musiał mieć żonę i z nią zamieszkać? To problem, nad którym się nie zastanawiał dość poważnie. Zależy jeszcze, kim ona by była. Jakie miałaby podejście do jego pracy, działań i jego samego. W grę wchodziło jedynie to mieszkanie. Dom, wolałby pozostawić dla siebie. Za dużo może mieć w nim rzeczy, które nie chciałby, aby przyrzeczona mu kobieta widziała.

Według myślowych spekulacji Prewetta, Yaxley był tym, który powinien mieć kobietę u swego boku i raczej na zasadzie nacisku. Jako dziedzic. Lecz nie spieszył się z tym. Nawet jeżeli wiedział, że to jest w jego obowiązku, a nie tylko jego braci.
Laurent nagle zmienił ton. Zniknął mu uśmiech, odsunął się zapewniając, że wie o tych oczywistościach. Nicholas westchnął, choć nie uważał aby coś źle powiedział. To było zabezpieczenie. Laurent widocznie chciał już odejść.

Nicholas podszedł do niego, chwycił za rękę i odwrócił go w swoim kierunku. Spojrzał mu w oczy. Zatrzymał go, ale nie potrafił wydusić z siebie słowa. Choć może jego wzrok zdradzał, że nie chciałby kończyć ich znajomości. Tych spotkań. Nie chciał, aby to było jednorazowe. Ta fascynacja mogła się poszerzać. Mogła się utrzymywać. Lecz czy Laurent tego też chciał? Przecież Nicholas brał co chciał. Chwycił jego podbródek i pocałował w usta, jakby w ten sposób, chciał mu również podziękować. Otworzył mu drzwi i pozwolił odejść.

- Mam nadzieję na kolejne spotkanie.
Rzekł cicho. A rysa w jego lodowym murze, okalającym zamrożone serce, zrobiła się odrobinę większa.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#24
10.12.2023, 20:03  ✶  

Czy powinien mieć kobietę? Myślenie stereotypami - dziedzic rodu, tak? Yaxleyowie nie byli rodziną Laurentowi bliską. Może bardziej Vincent, jego kuzyn, bardziej orientowałby się, co dokładnie u nich słychać, a może i nie. W końcu Vincent kręcił się po Nocturnie i tam, gdzie szemrane interesy suszyły gardła spragnionych opium, alkoholu i wolności. Szukali odrętwienia od społecznych norm, a wpadali tylko w kanion ścieków, chorób i zdrad. Takie to życie, wszechświat nie miał prostych dróg. Ta droga, która przecinała życia Laurenta i Nicholasa też prosta nie była. Więc nie - Laurent nie uważał, że Nicholas powinien mieć kobietę. Nie uważał też, że powinien mieć partnera na całe życie, na te "i że cię nie opuszczę aż do śmierci", które tak pięknie brzmiało przed księdzem, gdy biała suknia i czarny garnitur stanowiły idealne zespolenie energii męsko-damskiej. Każdy żył według własnych potrzeb, a wiedział o Nicholasie właściwie nic. Odkopywał pojedyncze skrawki informacji, które gubiły go w zupełnie nowej rzeczywistości. Odpowiedzi rodziły pytania. I tak powinno być. Inaczej druga strona nie byłaby tak interesująca, żeby zatrzymać go na chwilę dłużej. Żeby chciał tych kolejnych spotkań. Czego natomiast uważał, że ten człowiek potrzebował to odrobiny ciepła w swoim zimnym życiu. Tylko kim był, żeby w ogóle snuć takie linie przypuszczeń? Kim był dla Nicholasa. Kimś i nikim jednocześnie. Wydawało mu się, że te słowa Nicholasa o tej jego potrzebie spotkań były raczej bardziej... grzecznościowe, jakoś ciężko było mu im zaufać. Były jednak słodkie. Ta słodycz zaś wytrącała z wrażenia, że to człowiek całkowicie zimny, który szuka tylko fizycznego uniesienia. Bo po takowe wystarczyło wybrać się do odpowiedniego burdelu.

Kropla strachu wpadła do jeziora jego odczuć rozczarowań - nie Nicholasem. Bo to prawda - ten nie powiedział niczego złego. Niczego nieodpowiedniego. Były to słowa bez wyczucia, ale był człowiekiem prowadzonym własną niepewnością. W końcu sam niewiele wiedział o człowieku, którego zaprosił do swojego domu. Więc - coś złego? Zwykłe, proste, ludzkie pragnienie upewniania się, że ta relacja nie wykopie pod nim dołu. Nawet uroczo bezbronna próba upewniania się, bo przecież mogliby tymi sekretami zniszczyć swoje życia wzajem. Nie było to zdrowe. Laurent chciał zniszczyć tylko jednego człowieka w swoim życiu i to nie dlatego, żeby się na nim zemścić. Po to, żeby się od niego uwolnić. To nie była potrzeba niesienia straty, a potrzeba zyskania. Przypomnienia sobie, jak to jest oddychać i nie bać się codziennie.

Ta kropla strachu spowodowana była tym, że Nicholas go złapał. Zamarł w bezruchu, spoglądając w pierwszej chwili w minimalnym napięciu na Nicholasa. Jak łania przed wilkiem, która nie wyraża strachu, by uciekać, ale która jednocześnie bierze pod uwagę, że musi baczyć na piękne stworzenie, które przekroczyło granice jej bezpieczeństwa. To była jednak tylko sekunda, może dwie. Bo coś w spojrzeniu Yaxleya sprawiło, że Laurent się rozluźnił i poczuł... rozczulenie? Nie bardzo wiedział, co się kryło w tym lodowym królestwie, w którym się właśnie przeglądał, a za którym Nicholas skrywał swoją duszę. Nie bardzo wiedział, co działo się teraz, co się zmieniło i dlaczego. Tak jak ten pocałunek wydawał się dotykiem motylich skrzydeł. Podążył za jego ustami, by ucałować go drugi raz.

- Lepiej zastanów się, co następnym razem chcesz dostać w swoje dłonie. Inaczej będziesz skazany na kolejną dziwną roślinę. - W zasadzie mówił całkiem poważnie, chociaż znów się uśmiechnął. Może za którymś razem w końcu wyszedłby z nawyku, że z pustymi rękoma w gościnę się nie przychodzi... a może nie. Cofnął się parę kroków. - Do zobaczenia... Nicholasie. - Zrobił jeszcze dwa kroki tyłem, wychodząc za próg, zanim się obrócił, wsuwając ręce w skórzaną kurtkę.

To było bardzo intensywne spotkanie. I nic nie wskazywało na to, żeby nie miał istnieć apetyt na więcej.


Koniec sesji


○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (8377), Nicholas Travers (5757)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa