06.11.2023, 22:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2024, 09:08 przez Mirabella Plunkett.)
adnotacja moderatora
Zazwyczaj po nocnych i wieczornych dyżurach Florence wracała do kamienicy Bulstrodów za pośrednictwem Sieci Fiuu. Tego wieczora jednak, jakieś złe ją chyba podkusiło, i postanowiła urządzić sobie spacer – idąc za poradą, którą tak często dawała swoim pacjentem, a do której sama przed wiosną 72 się nie stosowała, mianowicie „proszę więcej się ruszać”.Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Po dwudziestej drugiej Horyzontalna nieomal już opustoszała i tylko z oddali dochodziły głosy i muzyka dobiegające z Fontanny Szczęśliwego Losu. Po Beltane chętnych do spacerów po zmroku jakby ubyło – a przynajmniej tak zdawało się Florence Bulstrode, wędrującej ulicą, pogrążoną w mroku, rozpraszanym tu i ówdzie przez światło ulicznych latarni.
A jednak, ktoś za nią szedł.
Dostrzegła go kątem oka już wtedy, kiedy wchodziła do Dziurawego Kotła, a potem słyszała, jak przejście na Pokątną otwiera się tuż po tym, jak zamknęło się za nią. Jego kroki ścigały ją, kiedy wędrowała główną ulicą magicznego Londynu, a teraz, na Horyzontalnej, kiedy zerknęła na jedną z witryn, dostrzegła w niej odbicie kogoś podążającego w ślad za nią. I może Florence, z natury bardzo rozsądna, uznałaby to za przypadek, i nie zawracałaby sobie całą sprawą głowy… gdyby nie fakt, że uczucie bycia obserwowaną towarzyszyło jej nie po raz pierwszy, drugi czy nawet trzeci raz. Gdyby nie kilka listów, które ostatnimi czasy dostała.
Zawahała się, ale ostatecznie… chociaż nie była wojowniczką, nie była przecież tchórzem. Nie zamierzała rzucać się do ucieczki. O nie. Florence ani bez powodu nie biegała, ani nie uciekała. Odwróciła się więc nagle, spoglądając prosto na osobę, która do tej pory szła przez cały czas tuż za nią.
– A pan to…? – spytała spokojnie, mierząc go spojrzeniem chłodnych, jasnych oczu. Ollie miał przed sobą osobę jak na kobietę dość wysoką, bo mającą jakieś metr siedemdziesiąt wzrostu, o bladej twarzy i ciemnych włosach, spiętych w nienaganny kok. Ubraną schludnie, w rzeczy utrzymane w neutralnej kolorystyce, za to starannie dobrane do siebie nawzajem, bo Florence Bulstrode nade wszystko umiłowała sobie porządek.