10.06.1972
Parc Mawr, Walia
Pojawienie się nieopodal miasteczka Llechwedd było tą najłatwiejszą częścią zadania, teraz już nic nie będzie im szło tak łatwo. Na szczęście pogoda im dopisywała, na tyle na ile mogła na Wsypach Brytyjskich - było pochmurno ale za to nie padało, więc nie musieli zabezpieczać się przed deszczem, jeszcze.
Ollie był przygotowany na wszystko. Miał plecak, w którym przechowywał namiot, trochę prowiantu, wodę, a nawet najpopularniejsze eliksiry lecznicze. Tak w razie czego, strzeżonego i Merlin strzeże, więc wolał mieć rzeczy, których nie użyje nigdy niż nie mieć ich i potrzebować. rozejrzał się po okolicy, anie nie zauważał tu nic nadzwyczajnego, poza ładnymi widokami. Uwielbiał naturę i przebywanie na jej łonie było dla niego zawsze przyjemnym odczucie. Ahh jakże swędziało go żeby zmienić się w swoją ani magiczną postać i uciec w las, do którego zmierzali. Przemierzać leśne ostępy nie jako człowiek, ale czworonożny kocur. Westchnął tylko i zapatrzył się na swoją towarzyszkę.
- To jaki jest plan? - to było bardzo dobre pytanie, bo poza domostwami tworzącymi pobliską wioskę nie było tu widać, żadnej bytności ludzkiej. I w tym oto gąszczu musieli oni teraz odnaleźć chatę ukrytą przez maga.