• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[1969; Marsz Praw Charłaków; The Bang, The Little Fox & The Friendzone]

[1969; Marsz Praw Charłaków; The Bang, The Little Fox & The Friendzone]
Milo Bell
The one that brings a gun, to a wand fight!
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki na 178 cm młody mężczyzna, o ciemnej karnacji i przystrzyżonych krótko czarnych włosach. Zwykle ubrany w mugolskie ciuchy - jeansowe kurtki, proste znoszone spodnie, kraciaste koszule i T-shirty ulubionych zespołów. W okolicy cyrku nosi dumnie pas z dwoma rewolwerami, kiedy jest poza nim broń nosi schowaną w kaburze pod ramieniem. Kiedy czyta, na nosie ma okulary. Dużo się uśmiecha, mówi trochę tak jakby ciągle był na haju, przeciągając niektóre zgłoski.

The Bang
#1
16.12.2023, 23:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.12.2023, 23:26 przez The Bang.)  


[Obrazek: protest-rally.gif]
Nothing you can take from me
was ever worth keepin'


Uczestnicy:
@The Bang
@The Little Fox
@Felix Bell


Do trzeciej nad ranem siedzieliśmy w mojej przyczepie, która kiedyś należała właściwie do Jima, malując na dużym prześcieradle ogromny transparent. Podstawą były skołowane przeze mnie farby w puszkach, do których Elaine dodała jakieś magii dzięki której napis mienił się różnymi kolorami. Arya pozwoliła nam też zabrać trochę ścinków materiałów, które Felix - lepiej lub gorzej - doszywał do materiału, żeby uczynić go jeszcze wyraźniejszym. Czułem niesamowitą ekscytację na myśl o kolejnym dniu, kiedy to miał się odbyć pierwszy w historii Marsz Praw Charłaków. A ja miałem w nim uczestniczyć - czułem siłę sprawczą, która miała odmienić oblicze świata i przyznać podobnym mi osobom wreszcie prawo do istnienia, do bycia częścią społeczności magicznej, która do tej pory się nas wypierała. Powietrze pachniało wypalonymi przeze mnie papierosami, propan-butanem i zmianą. W końcu wszyscy rozeszliśmy się, obiecując sobie spotkanie następnego dnia rano i wyruszenie wspólnie na protest.


Obudził mnie zapach jajecznicy, dochodzący zza okna. Przetarłem twarz dłonią, poprawiłem bieliznę i narzuciłem na siebie wzorzysty ale bardzo powycierany szlafrok. Tak odziany, w bosych stopach wyszedłem z przyczepy i dołączyłem do Jima robiącego śniadanie w zaimprowizowanej jadalni pod chmurką. Nie byłem pewny czy Elaine i Felix już wstali, ale domyślałem się, że było na tyle wcześnie, że jeszcze siedzieli w swoich przyczepach. Podziękowałem Jimowi za jajecznicę, odwdzięczając się papierosem, sam odpalając jednego i w głowie planując wydarzenia dzisiejszego dnia. Część mnie obawiała się konsekwencji tego co mieliśmy zrobić, a druga część bardzo chciała, żeby to miało jakieś konsekwencje. Żyłem otoczony magią odkąd skończyłem dziesięć lat i naprawdę dość miałem już stanowiska Ministerstwa Magii jakoby charłacy byli zupełnie nieistotnym promilem i nie wymagali żadnej legislacji ani oficjalnego uznania z ich strony, bo przecież byli praktycznie mugolami. Wiedziałem, że nie jestem czarodziejem - przez wiele lat budziłem się z tą myślą i z nią zasypiałem - ale zupełnie nie czułem się mugolem.


Czy mogłem oczekiwać, że dwójka przyjaciół - praktycznie rodzeństwa - podąży za mną, skoro oni mieli potencjalnie o wiele więcej do stracenia? Może powinienem po prostu wstać, zabrać transparent i pójść na protest sam, pozostawiając ich w zaciszu i bezpieczeństwie cyrku. Alexander z pewnością nie pochwaliłby tego, że narażam tamtą dwójkę na niebezpieczeństwo. Czy będzie wściekły, kiedy się dowie? Podejrzewałem, że raczej bardzo zawiedziony - Tully po prostu sprałby nas na kwaśne jabłko za coś takiego, co z jakiegoś powodu wydawało mi się nawet lepsze, niż poważna rozmowa, która czekała nas ze strony Overseera. Z takimi czarnymi myślami odprowadziłem wzrokiem Jima, odchodzącego gdzieś na bok, żeby zjeść i jadłem śniadanie, zaciągając się papierosem. Musiałem pamiętać, żeby zabrać broń. Nie chciałem jej używać, ale bez różdżki byłbym kompletnie bezbronny.

Sztafaż
"Gówno, nic nie zrobiłem, gówno"
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki na jakieś 175 cm, szczupły, wiecznie uśmiechnięty. Czarne włosy często sterczą w nieładzie, każdy w inną stronę, ma niebieskie, roześmiane oczy. Ubrany zazwyczaj bylejak, w niepasujące do siebie ciuchy.

Felix Bell
#2
17.12.2023, 12:36  ✶  
Felix doskonale wiedział, jak to jest być wykluczonym. Jako sierota doświadczał tego na każdym kroku - i chociaż Hogwart się przed nim otworzył i wziął go pod swoje skrzydła, tak nigdy nie udało się mu uzyskać tego, co w cyrku Bellów. To ci ludzie przyjęli go jak swojego, może dzięki Elaine, a może dzięki temu, że po prostu byli, jacy byli? Ciepli, otwarci, trochę patologiczni, ale mieli dobre serca. Tak ich przynajmniej postrzegał - tworzyli jedną, wielką rodzinę. I, co najważniejsze, rodzinę z wyboru, nie z przymusu. W swoich najskrytszych snach nie marzył o tym, by mieć aż takie szczęście.

Gdy usłyszał o marszu praw charłaków, gdy The Bang wspomniał o chęci wzięcia udziału w nim - zgodził się bez wahania. Przecież charłacy byli częścią magicznej społeczności, jej integralną częścią. Widział, jak ludzie na nich patrzą, słyszał co o nich mówią - w zasadzie najpewniej nie znając ani jednego przedstawiciela tej społeczności. Bo przecież gdyby poznali bliżej Milo czy innych pracowników cyrku, to zmieniliby zdanie. Felixowi bardzo nie podobała się wrogość, którą kierowano w stronę tej części magicznej społeczności. Jeśli więc miał wyrazić swoje poparcie dla nich: chciał to zrobić.

Ale nie zależało mu aż tak, żeby zerwać się z łóżka przed świtem. Felix lubił sprawiedliwość, ale istniały pewne granice, a jedną z nich był sen, a potem śniadanie. Gdy Bang kończył już jajecznicę, to młody Bell dopiero przewracał się na drugi bok i otwierał oczy. Gdy Bang już po sobie sprzątnął, to Felix dopiero narzucił na siebie koszulkę, włożył buty bez skarpetek i wyczłapał z przyczepy. Lisiczka pewnie już wstała, więc zwabiony zapachami poszedł coś zjeść.
- O rany, ty w ogóle coś spałeś? - zapytał, czochrając dłonią zmierzwione, nieuczesany włosy. Miał lekko zapuchniętą twarz, w tym oczy, a na policzku widniał odciśnięty szew od poszewki poduszki. Literalnie wstał trzy minuty temu i dokładnie tak wyglądał. Sięgnął po chleb, bo bez chleba się człowiek nie naje, i złapał za talerz. Brudny, nie brudny - bez znaczenia, bo właśnie zaczął nakładać sobie ogromną porcję jajecznicy. - Gdzie ruda? Jeszcze śpi?
Zdziwiła go jej nieobecność. Na pewno by się nie wycofała. Ale może zaspała? Albo gdzieś się tu kręci. Siedzieli do późna w przyczepie Milo, mogła nie wstać na czas. Sam ledwo się zwlókł z wyra.
Kobieta Guma
I won't go down you're blushing bride
Under the water I'll be sharpening my knife
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka widzisz ogrom rudych i niesfornych włosów. Potem dostrzegasz, że dziewczyna ma jasną, bladą cerę i niebieskie oczy. Jest dosyć niska (154 cm) i to pomaga jej w wykonywaniu większości zadań związanych z jej elastycznością. Na co dzień ubiera się w zwiewne, lekkie i dziewczęce sukienki, a podczas występów ubiera obcisły kostium, w którym łatwiej jej pracować.

The Little Fox
#3
04.01.2024, 21:02  ✶  

Cel! Gdy Milo wspomniał o marszu bez wahania zgodziła się w nim uczestniczyć. Przede wszystkim dlatego, że uważała iż magiczna społeczność powinna szanować każdego obywatela – nawet jeśli nie posługiwali się magią. Wiedzieli o niej, znali jej podstawy, więc nie powinno im się ograniczać dostępu do świata, w którym żyły ich rodziny, czy też przyjaciele. Była całkowicie podekscytowana, że będzie mogła zrobić coś dobrego, będzie mogła wesprzeć swojego przyjaciela i jednocześnie brata, bo tak właśnie go traktowała. Z zadowoleniem dodawała magii do transparentów i pomagała Felixowi zszywać materiały.

Gdy wróciła do swojej przyczepy padła na łóżko delikatnie wykończona. Spała zaledwie trzy godziny, bo mimo wszystko podniecenie wydarzeniem, które było tak blisko było silniejsze, więc nic dziwnego, że dziewczyna od rana krzątała się po swojej kuchni i szykowała jedzenia jak dla wojska. Narobiła kanapek, ciast i przede wszystkim zrobiła ogrom zimnej lemoniady do termosów chłodzących. Napakowała to do swojego koszyka bez dna i wyszła poszukać chłopaków. Ubrała na siebie żółtą, zwiewną sukienkę w kwiaty. Miała cienkie ramiączka i sięgała wyżej kolan. Do tego w podobnym kolorze ubrała trampki, aby było jej wygodnie iść na marszu. Włosy spięła w wysokiego kucyka, który podrygiwał rytmicznie, gdy tylko poruszała się w ten swój skoczny wesoły sposób.

Z daleka machała już do nich, gdy tylko ich dostrzegła.

– Hej, wybaczcie, że tak późno jestem. Zrobiłam nam trochę jedzenia, kanapek i ciast. Zrobiłam też trzy termosy zimnej lemoniady. W razie czego będzie można poczęstować też inne osoby, które będą na marszu – wyrzuciła z siebie i podeszła do Felixa natychmiast poprawiając mu włosy, bo były w okropnym nieładzie. – Dopiero wstałeś?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Felix Bell (375), The Bang (452), The Little Fox (265)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa