• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Charing Cross Road Lato 1972, 2 lipca // I want that twink obliterated!!

Lato 1972, 2 lipca // I want that twink obliterated!!
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#1
29.12.2023, 02:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 18:43 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono osiągnięcie - The Edge - Piszę więc jestem
Wóz Alexandra Bella
Laurent Prewett & Crow

Irytacja, jaka rozchodziła się po jego ciele, zrobiła się nieco mniej upierdliwa, kiedy Laurent postanowił przestać się z nim bawić i wszedł do środka wskazanego wozu. Flynn wciąż musiał załatwić sprawę swoich sióstr, toteż nie dołączył do niego jeszcze przez kilka długich minut.

Jak i gdzie podziać się w takiej przestrzeni? Mała, ciasna, ale generalnie dobrze mająca się klita z kilkoma niepasującymi elementami - nawet łatwo było domyślić się, że mieszkał tutaj ktoś zajmujący się dokumentacją, jakiś zarządca albo księgowy, bo na biurku i półkach pełno było segregatorów z datami. Wszystko pachniało czystością, poza... tym, co wskazywało na obecność Crowa. Brudna koszulka na niepościelonym łóżku, kartka z obliczeniami zapisana tak koślawo jak tylko się dało, absurdalna liczba noży umieszczonych na stosiku obok półki, sreberka od zjedzonych czekolad leżące obok dzieła jakiegoś mugolskiego pisarza, najpewniej czekające na swoją kolej w byciu opalanymi przy gonieniu smoka... To była jego przestrzeń. Przestrzeń człowieka, który potrafił tworzyć skomplikowane mechanizmy zabezpieczające, więc odpowiadając na to wcześniejsze pytanie - jak więc się w takiej przestrzeni podziać i gdzie... Najlepiej nie dotykać nic, jeżeli nie chciało się stuknąć butem jakiejś pułapki, albo gdyby widok figurki z odpadniętą głową tuż obok zniszczonego w ataku histerii parapetu boleśnie przypominał o czyjejś nieobliczalności.

Może Laurentowi pomogły w tym wspomnienia, może dostatecznie mocny kopniak w bebechy, ale kiedy Flynn przekroczył próg wozu, trzasnął drzwiami i odciął ich od świata zewnętrznego, zaciągając metalową zasuwę, ten siedział na krześle Alexandra i czekał jak na ścięcie. W środku panował straszliwy zaduch, ale nie otworzył okna. Nikt przecież nie miał tego słyszeć. Wyglądało na to, że się uspokoił - prawdę mówiąc, powoli brało go już poczucie winy, ale dusił to w zarodku, póki jeszcze nie był pewny, że ta cholerna foka mówiła prawdę. Szczęście w nieszczęściu, ze względu na kłopoty w raju Bellów, zamówił u Aveliny kilka porcji Veritaserum. I chociaż ten zbieg okoliczności był dla niego całkiem korzystny, to jak zawsze potwornie go irytował. Przeznaczenie? Jedyne, jakie dostrzegał to ciążące nad nim fatum.

- Przesiądź się tam - skinął głową na to nieszczęsne łóżko, a sam przesunął sobie krzesło tak, żeby było odwrócone w kierunku Prewetta. Usiadł plecami do drzwi, bardzo świadomie zajmując przestrzeń pomiędzy nim i wyjściem.

Siedział w rozkroku. Spoglądał na niego niechętnie. Odkaszlnął w ten charakterystyczny sposób, w jaki kaszleli wszyscy nałogowi palacze. I jak każdy nałogowy palacz zaraz po tym wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Nie zważał na duchotę, na to jak mocno piekło lipcowe słońce wpadające przez okno, na to jak go te fajki powoli zabijały - liczył się tylko spokój, jaki mogły mu dać. - Niesamowicie mnie tym wkurwiłeś. - Nim wyciągnął pierwszego z nich, pstryknął palcami. Stojący na blacie sok zaczął nalewać się do szklanki. Ktoś z niej już coś pił, ale to był chyba najmniejszy problem. Większym problemem było to, że kiedy tylko naczynie napełniło się napojem, otworzyła się szufladka biurka, a z niej wyłonił się biały flakon. - Jakbyś nie zauważył idioto, ona ma kilkanaście lat. Wcale nie musiała tego wiedzieć.

@Laurent Prewett


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#2
29.12.2023, 13:02  ✶  

Było mu niedobrze. Niedobrze z wielu powodów. Niedobrze, booo czuł się źle. Bolał go brzuch i nie tylko dlatego, że dostał w niego pełnej irytacji kopniaka (i złości), a z powodu drugiego, przenikającego się "niedobrze". Bolało, bo stres wzrastał w jego wnętrzu i był jak obcy zalęgnięty w żołądku, który właśnie postanowił się wykluć. Gdyby tylko Laurent znał ten "znakomity" film (którego pewnie i tak nie byłby w stanie oglądać) to może przez moment zastanowiłby się jak to możliwe, że jeszcze nie poruszało się coś pod jego skórą. A było tam wszystko widoczne. Był chudy, zbyt chudy, o wiele chudszy niż kiedy się rozstawali z Edgem życząc sobie wszystkiego najlepszego i przynajmniej sto lat życia. Powodzenia na nowej drodze. Nie, nie było takich kochanych pożegnań. Była za to ucieczka w dwie różne strony świata i nadzieja, że już nigdy więcej nie będą musieli się spotkać. Znaczyłoby to w końcu tyle, co znaczyło dla nich dziś, a dla Laurenta wczoraj - że przeszłość ich goniła i nie zamierzała o nich zapomnieć. Było mu więc niedobrze, bo bolał go brzuch od wymierzonej agresji, stresu i z powodu przeszłości, która doprowadzała jego platynowe włosy do siwizny. Było mu niedobrze też dlatego, że został wciśnięty do miejsca, w którym być nie chciał. Dał się tu wcisnąć. Wrzucić jak lalka, nawet nie ta piękna z porcelany, a ta szmaciana, której nie trzeba traktować z szacunkiem. Nie bałeś się, że się potłucze, że straci na swoim pięknie. Nie było w niej czego podziwiać. Ta szmaciana laleczka zasiadła na krześle i pozwalała, żeby mdłości pochłaniały jej jestestwo, mieliło ją i podchodziło do samego gardła. Przeżuwał siebie samego ze swoimi przeżyciami. Rodziło się z tego naturalne pytanie - czy uciec? Uciekać teraz? Z dłonią na brzuchu, poczuciem, że świat się rozmywa i problemami z oddechem. To miejsce nie pachniało jak jego dom - świeżością i kwiatami. Zaduch dokładał do tego "niedobrze". Ta mieszanka go przyćmiewała. Oddychał niespokojnie, głęboko. Spoglądał po tym obcym otoczeniu z myślą, czy w ogóle ucieczka była opcją. Czy Edge wtedy nie pogoniłby za nim, czy... nie byłoby gorzej. A przecież nie miał złych intencji. Kurwa, nigdy nie miał. Poza tym jednym razem, jednym jedynym, żeby uwolnić się ze szponów Dantego, kiedy go zdradził. Wybrukowali Piekło jego dobrymi intencjami i jego naiwnością. Diabły z niego kpiły, a Flynna może klepały po ramieniu. Może.

Spoglądał na ten burdel. Na to otoczenie, nieuporządkowane, brudne. Tu nie tylko trzeba było poukładać rzeczy - to miejsce, w jego standardach, należało odkazić. Najlepiej wyrzucić wszystko, wrzucić przyczepę do jeziora, wyjąć i dopiero wtedy moglibyśmy rozmawiać o porządkowaniu. Ten barłóg, ten chaos. W tym wszystkim znajdowały się perły, które dawały do myślenia. Wkradały się do jego mózgu niby akceptacją, a jednak tworząc analizę. Jak to, że chyba nie mieszkał tu sam Flynn. Jak to, że nie mieszkał tu Flynn z kobietą. I to było całkiem głupie, ale zanim drzwi się otworzyły nawiedziła go myśl: "jak cieszyłbym się, gdybym ja też..."

Wzdrygnął się, naprostował jak struna i po obróceniu głowy na Flynna od razu ją obrócił. Żeby nie nawiązywać z nim kontaktu wzrokowego, bo niekoniecznie miał w pierwszym momencie na to odwagę. Grzecznie jak trusia wstał z krzesła i przesiadł się tam. Na łóżko. Zatrzymał najpierw przed nim niepewnie i równie niepewnie usiadł. Na krańcu. Ostrożnie, jakby się bał, że to łóżko się pod nim zawali, albo że będzie źle, jeśli dotknie na tym łóżku czegoś, czego nie powinien. Tego, że się zawali się nie bał. Tego, że się czymś ubrudzi, albo że będzie problem jak coś przesunie niechcący - już tak. Dopiero wtedy spojrzał na Flynna, badając wszystkie jego ruchy. Serce go wręcz paliło z bólu. Trzymał odruchowo dłoń na jego poziomie od tego nieznośnego uścisku w klatce piersiowej.

- My też nie byliśmy zbyt starzy... u Madame. - Kilkanaście lat... to znaczy ile? Bo na tyle Elain nie znał. Była słodka, kochana, ach, zapomniał jej wręczyć ten prezent - jakby to teraz było istotne, a nie było - młoda na pewno, ale na ile młoda? Obstawiał, że miała 20 lat. - Nie wiem, ile ma lat. - Jakby to było też jakieś usprawiedliwienie. Usprawiedliwienie w sumie... czego? - To był wypadek. - Powtórzył jak mantrę, patrząc na ten sok i miksturę. Po skroni wręcz spłynął mu pot, który nerwowo otarł rękawem koszuli, lekko ją rozpinając pod szyją. Niestety wcale nie ułatwiło to oddychania.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#3
29.12.2023, 15:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.12.2023, 15:50 przez The Edge.)  
I co to mało do rzeczy? Co to zmieniało w tej historii, że sami trafili na Ścieżki, będąc bardzo młodymi? Laurent sprawił tym tekstem, że siedzący naprzeciw niego mężczyzna zmarszczył nos zdenerwowany, bo myśli tego typu nie były szczególnie przyjemne - dobry był z matematyki, umiał policzyć ile dokładnie miał lat kiedy mu ten babsztyl zaczął mówić, że go kocha i widział w tym (delikatnie mówiąc) mocną niestosowność, ale człowiek miał w swojej nieidealności to do siebie, że łatwo sobie takie rzeczy tłumaczył i usprawiedliwiał. A jak żył w kłamstwie, w zbudowanym przez samego siebie świecie ułudy, to jak mu taki Prewecik przypominał smutną prawdę o byciu zwyczajnie wykorzystanym, najszczerszą z możliwych reakcji byłoby zdzielenie go z liścia tak mocno, żeby pisnął. Uchronił go przed tym fakt, że Flynn zdążył wyżyć się chwilę wcześniej.

- No nie byliśmy. Byłem cholernym dzieciakiem. I wyobraź sobie, że niekoniecznie chciałem, żeby moja młodsza siostra musiała dźwigać mój krzyż. - Tylko czy on w ogóle wiedział, co to znaczy dźwigać krzyż? Crow zaśmiał się nerwowo, wyciągając tego papierosa i odpalając go od snopu iskier, powstałego w wyniku pstryknięcia palcami. Aż go pięść zaswędziała, ale ograniczył się do dmuchnięcia w Laurenta dymem.

- Mało. - W gruncie rzeczy to sam nie wiedział ile. Ale wrócił do Fantasmagorii w chwili, kiedy Elaine była dzieciaczkiem, uwierzyła mu w historię o byciu szczurołapem i do tej pory nie potrafiła pisać, bo nikt jej nie potrafił przekonać do tego, że było jej to potrzebne. Była ich malutką, kochanką iskierką radości, kompletnie nierozumiejącą zawiłości i okrucieństwa tego świata - nawet nie mając nic do Laurenta (bo przecież gdyby nie ten incydent, napotkawszy go na ulicy, udawałby przeoczenie go w tłumie, ewentualnie widząc go w rozsypce, zapytałby go, czy nie potrzebuje pomocy), tak czy siak by tego rudego szczeniaka bronił przed typem z rzeczywistości, której nie rozumiała i nie musiała rozumieć.

- Wypadek? - Znów zmarszczył nos, ale tym razem i brew mu zadrżała. Flakon z Veritaserum uniósł się w górę, a do szklanki wpadło kilka dużych kropel. Tyle mu wystarczyło. Podniósł łyżeczkę, którą wczoraj wieczorem wyciągał z kubka fusy od herbaty i użył jej do wymieszania mu tego, niedokładnie, ale też nie wydawało mu się, aby musiał to zrobić bardzo dokładnie. - Przyszła do mnie dzisiaj rano i powiedziała przez zaciśnięte zęby o tym, że podobno mogę zrobić jej krzywdę. Nawet jakby ci się chuju język omsknął, to możesz mi przypomnieć kiedy niby mnie widziałeś krzywdzącego ciebie, ją, albo jakiegokolwiek innego podobnego wam lachona? Dzisiejszy dzień się nie liczy, bo sobie zasłużyłeś. - Opowiadał, wykonując wspomniane wcześniej czynności, papierosa odkładając na moment do doniczki, której używał zamiast popielniczki. - To eliksir prawdy. Bo ci nie wierzę. - Podał mu ten sok. - Pij to i nie każ mi grozić ci nożem, bo mi się nie chce.

@Laurent Prewett


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#4
29.12.2023, 16:19  ✶  

To było przypomnienie jemu jak i sobie samemu. Z tym, że Laurent nigdy nie zapominał. Zawsze pamiętał i nie wypierał z pamięci wszystkiego - ku przestrodze. Żeby nie być już aż takim debilem, jakim był wtedy. Żeby nie być tak głupim. Jeśli pamiętasz to możesz się uchronić przed upadkiem prosto na twarz, a takiego doznali obaj. Czy to coś zmieniało, że byli w duecie? Nie. Nie tworzyła się pomiędzy nimi magiczna więź "przecież też to widziałeś". Ta znajomość, jeśli w ogóle można to tak nazwać, była tak ohydnie praktyczna i niemalże nastawiona na wyzysk, jak tylko mogła. Laurent się go bał - od zawsze. Bał się go też teraz, bo przed Crowem szła jego reputacja. Przed nim stały opowiastki o czynach dokonanych, świecił oczy Madame i rzeczy, które mu szeptała na uszko, żeby zrobił. A Laurent starał się po prostu słodko uśmiechać i dawać głaskać z włosem, albo pod włos. Łapać za te włosy i przylegać do ziemi, albo z dumą i godnością siedzieć na najpiękniejszych fotelach jak rasowy kot, którego nikt nie kupił po to, żeby marudził i plątał się pod nogami. Miał w ciszy wyglądać. Tylko tyle od niego wyczekiwano. Jeśli nie spełniał oczekiwań - wymieniano go na lepszy model. To była porażka - szukać pomocy u ludzi takich jak Madame czy Flynn. "Pomocy". Madame "płaciła" Flynnowi, Laurent "płacił" Madame. Jakaś dziwna kooperacja wcale nie była opatrzona sympatią. Chociaż było mu żal. Zawsze było mu żal. Tych wszystkich straconych dusz - w tym duszy Crowa - które wałęsały się po dnie Nokturna.

Dźwiganie krzyża było dla niego niby znajome, niby niekoniecznie. Bo wiara chrześcijańska obca mu nie była. Wierzył. W Boga, w Piekło, w Niebo. Chociaż jednocześnie wiedział doskonale, że to jedna z tych wiar, która zaliczała się do jego naiwnych wizji utopijnego świata. W nim zaś nie powinno być dusz, które skazywano na Piekło. Wiara pełna bzdur i dobroci... ale to nie było istotne. Ważne, że mniej więcej zrozumiał o co chodziło tutaj mężczyźnie. Temu samemu, który mówił o krzyżach, żeby potem siwy dym trafił prosto do jego płuc. Laurent zakrztusił się, zakaszlał i zamachał dłonią przed sobą, żeby rozgonić to świństwo na boki. Nie znosił dymu palonej nikotyny, a jednocześnie miał ochotę samemu wrócić do palenia. Z nerwów. Popalał wcześniej, kiedyś, dawniej. I potem sam machał różdżką, żeby odgonić ten paskudny zapach, którego nie cierpiał.

Wziął od niego drżącą dłonią szklankę. Chociaż wcale nie chciał. Z tym, że po co byłaby przepychanka? Grożenie nożem, odgrażanie się, siłowe przymuszenia. Przymus i tak był - nie musiał być przy tym fizycznie przytrzymywany. I tak nic dobrego by z tego nie wyniknęło. Prawie płakał nad tym wszystkim. Z żalu, nad sobą samym, nad Flynnm, nad Elaine, nad poczuciem bezsensowności zaufania, nad tym, że w ogóle dał się wciągnąć w tę znajomość. Z Elaine - nie z Flynnem. Przyłożył naczynie do ust - i wypił. Bo bez tego wypicia chyba nie było sensu mówienie czegokolwiek, skoro zostało jasno powiedziane - on nie wierzył. Po prostu nie wierzył.

- Dla ciebie to takie oczywiste. - Skrzywił się i odłożył szklankę równie trzęsącą się rękę. Drugą ciągle trzymał na klatce piersiowej. - Jesteś agresywnym, niebezpiecznym człowiekiem, który pracował z Fontaine i miał do czynienia z Dante. Chłopcy Dantego prawie mnie zabili ostatnio. Spanikowałem. Spanikowałem w pierwszej chwili, że pracujesz nadal z Fontaine, że Elaine jest w tym z tobą, albo że ją skrzywdzisz, kiedy odkryje twoje sekrety. Byłeś nieobliczalny. Kiedy panika mi opadła próbowałem ją przekonać, że może postanowiłeś zmienić swoje życie. Że... - Zatrzymał się na moment, żeby uspokoić bardziej oddech. - Że jeśli cokolwiek ma zostać powiedziane to z twoich ust. Ale powinna uszanować, jeśli nie chcesz o tym mówić. Zadowolony?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#5
30.12.2023, 03:33  ✶  
Cały ten świat, jaki Fleamont tworzył w swojej głowie, był złożony z samych takich oczywistości. Najważniejszą z nich było to, że się mordy nie otwierało kiedy nie trzeba i chociaż u niego urosło to do patologicznego poziomu, bo na pewnych etapach życia funkcjonował jako niemowa, to sama w sobie maksyma głupia nie była - rozważne dobieranie słów było podstawą przetrwania w warunkach, w jakie wrzuciło ich życie. To się zaliczało do niezbędnego minimum wymaganego do przeżycia na ulicy. Ci, którzy kłapali dziobem, niegodni zaufania, oni ginęli pierwsi, bo nikt się za nimi nie wstawiał. Po samym wypaplaniu tych wszystkich pierdół jego siostrze chętnie by go wykasował z dzienniczka znajomości już permanentnie. I tak, oznaczało to, że Prewett wąchałby kwiatki od spodu, ale...

No właśnie ale, to ale niewypowiedziane w myślach blondyna, niezwerbalizowane w żaden sposób - Flynn Bell nie był potworem. Crow był od niego kilka dźgnięć nożem gorszy, ale wciąż - nie był potworem. Zareagował źle, ale zwykle w takich szałach ranił samego siebie, a nie innych. I naprawdę, wbrew wszystkiemu, co można było o nim myśleć, on naprawdę przez te lata bardzo rozważnie dobierał sobie zadania, nawet jeżeli przyczynił się do wielu złych rzeczy tylko dlatego, że za dobrze wykonaną pracę Fontaine oddawała mu siebie.

Słysząc o sobie tak niepochlebne zdania, uśmiechnął się smutno i zaciągnął papierosem raz jeszcze.

- Łał, może pierdolnę sobie z tym tekstem nowy tatuaż. Akurat mam wolne miejsce na dupie. - Nie zamierzał wprowadzać go w meandry swojego pokręconego życiorysu, więc wysłuchał go z lekkim zażenowaniem wypisanym na zmęczonej twarzy i odpowiedział: Nie, w chuju mam to co powiedziałeś. Co łączy cię dalej z Fontaine? I ze Ścieżkami? Zamierzasz tam wrócić?

On by się wcale nieobliczalnym nie nazwał. Wręcz przeciwnie - był aż za bardzo obliczalny. Z drugiej strony, kiedy wszyscy spodziewali się, że po tym jak Fontaine wskaże cię palcem, Crow usunie cię z jej pola widzenia w mniej niż sekundę, a ty jak skończona cipa weryfikowałeś życiorysy swoich potencjalnych ofiar i przewalałeś pieniądze na bilety w jedną stronę do Paryża, te wszystkie testy psychologiczne, jakimi szczycił się Black, stawały się nic niewarte. Musiał więc przyznać samemu sobie - takich jak on ciężko było sklasyfikować w konkretne ramki. No, może w niektóre. Na przykład w to jak śmiertelnie nie lubił Dantego i jak mu się zrobiło niedobrze na myśl, że ten idiota nadal działał i nasyłał na kogoś oprychów. Nie lubił wracać myślami do podziemi - poza oczywistym powodem, działo się tak też przez takich ludzi jak Dante. Wpływowy, biały facet, wzbogacający się na cierpieniu normalnych ludzi, w dodatku atakujący jego wrażliwy punkt - bo Flynn nie lubił żadnego sutenera i reagował źle na krzywdę prostytutek. Gdyby na serio miał kogoś zabić, to typ byłby pewnie pierwszy na liście.

I debilne to było, ale na moment naprawdę zaczął się o nią martwić, ale kiedy myślał o niej, przypominał sobie o powodzie swojego odejścia. Dwie myśli dalej - nawiedzały go wizje jego martwych ukochanych. Na tym tęsknota za Ścieżkami się kończyła.

- Wiesz, jak się składa wieczystą przysięgę? Rozumiesz, jak ona działa? - Miał wrażenie, że tych kilka kropel nie wystarczy na tyle pytań, ale nie miało to większego znaczenia - ostatnią z tych rzeczy mógł mu zwyczajnie wytłumaczyć, jeżeli nie chciał zamienić się w stertę popiołu.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#6
30.12.2023, 10:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.12.2023, 11:38 przez Laurent Prewett.)  

Flynn nie był Crowem, a Laurent nie był Lukrecją. To byli inni ludzie, których zostawili na Nokturnie, których porzucili, od których chcieli się odciąć. Chcieli - a niekoniecznie mogli. Bo nie ważne, jak mocna kreska byłaby stawiana to nadal byli oni sami. Jaki naprawdę był jednak Crow, jaki naprawdę był Flynn Bell - tego nie wiedział ani Laurent ani Lukrecja. I nie ważne, jak bardzo krzywdzące były to słowa, były faktami jemu znanymi. Oczywiście, że nie miał go za absolutnego potwora - było zawsze coś smutnego w tym człowieku. Było to wtedy, kiedy patrzył tymi zakochanymi, pieskimi oczami na Fontaine i było teraz, kiedy zrobił tę dziwną minę. Sam Laurent bardziej spiętym stać się nie mógł, a przynajmniej tak mu się wydawało, żeby wydać reakcję na to, co usłyszał. Wulgarny komentarz, który odnosił się do którychś z jego słów - ale których? Nie zamierzał pytać. Ta sztuka milczenia opanowana przez Fleamonta była prawdziwym zbawieniem - ale tutaj chyba milczenie nie zadziałałoby zbyt dobrze. CHYBA. Lepszy był słowotok? Najlepiej było wybrać precyzyjność odpowiedzi na to, co interesowało na ten moment tego człowieka. A skąd miał tak cenny i trudny do uwarzenia eliksir jak veritaserum - to mogło pozostać całkowitą tajemnicą. Może to nawet nie było veritasrum. Może to była tylko zwykła zagrywka, ściema. Nie miało to znaczenia, bo na pytania, które padały, Laurent wcale nie chciał kłamać.

- Nie podoba jej się to, że ją zostawiłem. Tylko tyle. Uprzykrza mi czasami życie, ale nie mam z nią bezpośredniego kontaktu i nie mam intencji, żeby do niej wracać. Zresztą - wolę mężczyzn. - Albo AŻ tyle, bo czasami urządzane przez nią sceny zazdrości na różny sposób były naprawdę przykre. Czasami zastanawiał się, czy to pasmo porażek w jego życiu uczuciowym można było strącić na ten upiorny, nienawidzący się duet z podziemi. Byłoby to bardzo wygodne, co? Nie szukać winy w sobie samym a demonizować tych, którzy już i tak byli demonami. Niestety Laurent tak nie potrafił. Natomiast czy Fontaine była odpowiedzialna za to, że Kayden po prostu zniknął z jego życia? Przestał się odzywać i z dnia na dzień zerwał z nim kontakt? Chciał to tak sobie tłumaczyć. Chciał myśleć, że ten pierwszy zawód i jego beznadziejnie skrzywdzone serce nie było wynikiem zwykłego... zagrania na jego emocjach. - Zerwałem więzy ze Ścieżkami. Tak mi się wydawało, dopóki Dante się nie pojawił w zeszłym miesiącu. - Pochylał się powolutku do przodu, to było niekontrolowane, automatyczne. Przesuwał się co milimetr, ale w końcu zatrzymał. Zamknął oczy. Oddychał głęboko, bo brakowało tu powietrza. Zaraz zwymiotuję. To byłoby bardzo niekorzystne. Czego bał się Flynn? Że go wyda? Zdradzi? Tak, chyba o to była cała ta... afera. Śmieszne, bo zaczęła się od tego, że Laurent bał się tego samego. Że trafił do jaskini lwa, całkiem przypadkiem, w którą zresztą Elaine mogła być zaplątana. Było nawet ulgą, że tak nie było. Że ten jego strach był nieuzasadniony, że Elaine będzie bezpieczna, że Flynn jednak zmienił swoje życie - i żył dalej. Niestety ta ulga wcale nie pomagała w tym, co działo się tu i teraz. Otworzył oczy i wytężył wzrok, żeby skupić spojrzenie na czarnowłosym, kiedy padło pytanie o przysięgę.

- Wiem. - Głos mu zadrżał. - Nie złożę ci przysięgi. - To była niebezpieczna gra. I nie chciał żyć z myślą o graniu w nią. - To zbyt ryzykowne. Boję się. Nie zamierzam nikomu o tobie mówić, ale jeśli chcesz mnie uciszyć to lepiej mnie zabij. Żadna strata. - Och nie. Nienienie, stop, STOP! - Lepiej by było, gdybym w ogóle nie istniał. - Och nie... Nie chciał tego mówić nigdy, a na pewno nie przed tym człowiekiem. Wystarczyło, że te okropne słowa czasem dźwięczały w jego głowie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#7
30.12.2023, 12:42  ✶  
Może jednak powinien sobie wytatuować na dupie jego następną odpowiedź? Magiczny był ten eliksir, sporo by mu pomogło, gdyby cztery lata temu mógł to sobie zapisać na kartce i przeczytać Alexandrowi w tym wozie przy świecach - ileż to by im oszczędziło trosk, ale Fleamont wolał milczeć. Tak jak teraz, kiedy parsknął po wypowiedzi Laurenta, zupełnie jakby chłopak powiedział coś naprawdę zabawnego, ale nie skomentował tego w żaden bezpośredni sposób. Prawdopodobnie nawet gdyby zrywali mu paznokcie, wybrałby ciszę. Dlatego właśnie perspektywa tego kolesia dzierżącego jego sekrety była aż tak drażniąca. No i w dodatku ten cholerny Dante.

Niby się przed chwilą śmiał, niby jakiś strudzony rechot opuścił jego wargi, ale zniknął tak szybko jak się pojawił. Siedząc w okowach dymu, mężczyzna wyglądał tak niespokojnie, jak chaotyczne było to, co przeżywał teraz w środku. Ależ on będzie dzisiaj źle spał. Spędził w Fantasmagorii wiele spokojnych lat życia, że chyba powoli zaczynał wierzyć w szczęście i spokój, tylko po to, żeby w miesiąc reakcja domina wrzuciła go znowu do miejsca, z którego uciekł. Już teraz nie mógł się od tego oderwać - ciągle zastanawiał się, jak daleko sięgały teraz Ścieżki, kto z jego dawnych znajomych wciąż przebywał na Nokturnie, kto uciekł, kto zginął. Niektóre twarze kojarzył z gazet, z najwyższych stanowisk w Ministerstwie i szpitalach. Ta szachownica się zmieniła, a on przespał najbardziej znaczące ruchy.

Potarł czoło, obserwując jak Prewett się kulił.

- Będziesz mdlał?

W przeciwieństwie do rozmówcy był tą duchotą kompletnie niewzruszony, ale czego spodziewać się można było po kimś, kto połowę życia spędził głęboko pod ziemią?

Niby się na niego gapił, ale wyglądał tragicznie. Nie to, że mu się dziwił. Na jego miejscu rzygałby na ten dywan drugi raz. Słowa o pragnieniu nieistnienia, jakie mu się ulały z gęby zaraz po tym, też go nie zaskoczyły. Wręcz przeciwnie - bardzo się z nimi utożsamiał. I chociaż wciąż wyglądał na zirytowanego, siedział wyprostowany i rozkraczony na tym krześle i palił tego papierosa, natrętnie wydmuchując coraz to większe kłęby gryzącego w gardło dymu, w środku w nim coś jak zawsze zadrżało - bo melodia sytuacji się zmieniła, a on na te wszystkie zmiany reagował jak instrument. Postawa mu złagodniała, ale to wcale nie znaczyło, że zmienił swoje zdanie.

- Przypomniałem ci to dosłownie minutę temu, Laurent, ja nie zabijam niewinnych lachonów. Prześpij się z kimś ładnym, to ci przejdzie, mi zawsze przechodzi. - Wzruszył ramionami. Mógł mu nawet polecić zajebistego terapeutę. Zajebistego nie dlatego, że kiedykolwiek mu pomógł - robił za to zajebistego loda i w gruncie rzeczy im obojgu to pewnie wystarczało, ale no właśnie - ludzie ze Ścieżek nie zdradzali się nawzajem bez powodu, więc jak zawsze zbył tę myśl milczeniem. - Nawet nie wiesz, co mielibyśmy sobie przysiąc. A życie, jak sam się chyba domyślasz, postawiło nas w całkiem podobnej sytuacji.

Nawet mu trochę pomógł tym wyznaniem. Kiedy ci się wydawało, że ktoś coś takiego odwalał, bo bardzo za tobą tęsknił, to serce ludzi pokroju Crowa miękło. No ale skoro Laurenta też ścigała, to cała ta wyjątkowość znikała - wraz z nią nagle znikało poczucie winy po każdym nazwaniu jej babsztylem i kurwą. No bo jednak jej się należało. To znaczy... należało jej się cały czas, była bardzo złym człowiekiem i w ogóle za nią nie tęsknił, zupełnie nie chodziło tu o to, że przestała go kochać i nie czuł się już całym jej światem, haha.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#8
30.12.2023, 14:20  ✶  

Powinno go to cieszyć w jakimś stopniu, że siedzi przed człowiekiem, z którym może podzielić największą tajemnicę swojego życia. Że nie potrzeba tutaj niczego ukrywać i że wszystko może zostać powiedziane. Wyjaśnienia, żale, sekrety. Wszystko. Tymczasem była odrobina śmiechu i gdyby tylko Laurent był w lepszej kondycji to pewnie by się zarumienił, zastanowił bardziej nad tym, co było takiego śmiesznego w tym, co powiedział. Teraz nie zastanawiał się wcale. Mrugnął tylko oczami, zadał w myślach pytanie, które nie szukało odpowiedzi. Co go śmieszy? Temat się na tym wymykał, bo za daleko było mu do danych, które kłębiły się w głowie Flynna. To było takie urocze - myśleć o tym, że wszystkim i każdemu coś takiego można byłoby powiedzieć. Drażniło go, że ma takiego niedołężnego powiernika. Laurenta przerażało, że jego powiernik jest tak gwałtowny.

- Nie wiem. Słabo mi. Bardzo słabo. Mam problemy... z oddychaniem. Z sercem. - Cofnął się bardziej na tym łóżku. W tym momencie zapomniał już o nie dotykaniu niczego, o tym, że tu było po prostu brudno, że mógłby się do czegoś przylepić, albo oberwać w ryj za dotknięcie nie tej koszulki co trzeba. Chciał czuć pod sobą więcej miękkiej przestrzeni, która była bardziej kusząca na ewentualne spotkanie niż podłoga. Przesunął dłonią jakąś koszulkę, przesunął niepościeloną kołdrę. Zakaszlał znowu od drażniącego dymu wlewającego się do płuc i dodatkowo utrudniającego łapanie tlenu. To było nawet dobre - odwrócenie uwagi od tego, kto przed nim siedział i jakie dramatyczne wizje snuła jego napakowana przerażeniem głowa.

- Nie przejdzie. Jestem wart tyle, ile warte jest moje ciało. To mnie unieszczęśliwia... zazdroszczę ci. Tego miejsca. Chciałbym zaprosić kogoś do mojego życia. Przynależeć do kogoś. Czekać na kogoś. - Veritaserum było przekleństwem, zdecydowanie było. Laurent mógł mówić i mówić i mówić... - Wierzę ci. Chcę ci wierzyć. - Tylko kto był winny, a kto był niewinny? I kto to wyceniał? On? Człowiek, który już zabił? Jak działała moralność takiej osoby? - Przysięga jest niebezpieczna w ten czy inny sposób. Mam już dość stresu, ja się... już jestem zepsuty. Nie udźwignę przysięgi, która będzie ciążyć mi w głowie. Nie chcę, nie mogę. - Pochylił głowę, pół leżąc teraz na tym łóżku, opierając się na nim przedramionami. - Mam już dość. Naprawdę się staram. Czemu to wszystko ciągle mi się przytrafia. Próbuję być tylko dobrym człowiekiem. - Który bardzo starał się teraz nie rozpłakać, ale trochę to nie wyszło.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#9
30.12.2023, 15:11  ✶  
- Eh, kurwa. - Zaciągnął się ostatni raz, ale tym razem tak mocno, solidnie, o wiele bardziej niż powinien. Wydychając dym, zgasił papierosa o doniczkę i zostawił go w niej. Zanim odezwał się jeszcze raz, kaszlnął dwa razy, po czym splunął na zbity popiół. Dopiero po tym wstał z krzesła i do niego podszedł.

- Skoro mi tego wszystkiego zazdrościsz, to powinieneś zrozumieć, dlaczego w chuju mam to, że się dusisz. - To było kłamstwo. W dodatku strasznie głupie, bo rzucił tę koszulkę na stos noży, a kołdrę zrolował i wsadził mu pod nogi. Lekarz był z niego żaden, ale kto by pomyślał - miał sporo doświadczenia w ratowaniu samego siebie. - Nie chcę cię stąd wypuszczać bez pewności, że kiedyś nie sprzedasz ludzi, na których mi zależy w zamian za święty spokój. - Kolejne pstryknięcie palcami poskutkowało otworzeniem się znajdującej nad łóżkiem okiennicy. Ale to musiało być też jakieś kształtujące zaklęcie, bo do środka wpadło o wiele więcej świeżego powietrza, niż powinno w lipcowe popołudnie. - Połóż głowę.

Oczywiście nie zawiódł się na swoich przypuszczeniach.

- Finnie skarbie, Arya cię szukała - odezwał się przesłodzonym głosem do dziewczynki uwieszonej drobnymi rączkami na parapecie, podglądającej co działo się w środku. Wskazanie jej Aryi było perfidne - bo Arya nie potrafiła mówić, a Finnie nie potrafiła czytać. Nawet jeżeli jego siostra nie zrozumie aluzji, że chciał mieć dzieci z daleka od wozu, to zanim się dogadają minie jakieś pół godziny. On natomiast się od Laurenta nie odsunął. Przyłożył dwa palce do jego szyi i tak nad nim zawisł.

- Nie mówimy o sobie osobom obcym i podejrzanym. Informujemy się o tym, kiedy ktoś o nas pyta. I nad czym ty się użalasz łachudro, mógłbyś mieć każdego typa, którego wskażesz, a zwijasz się na moim tapczanie i pierdolisz jakieś kocopoły. Nikt z tobą nie chce mieszkać, bo za dużo pierdolisz o kucach, czy o co ci teraz chodzi? - Ale Laurent nie dawał za wygraną. On naprawdę powstrzymywał teraz łzy? - Japierdole, ty beczysz? - Odetchnął głęboko, bo silnie zwątpił w to, w co on się w ogóle wjebał. To nie Prewett miał pecha, tylko on. Wykształtował mu chusteczkę, haftowaną, z urzekającym napisem „pizda” na samym środku. I podał mu ją, unosząc brwi w geście drwiny. - Nie wierzę, że tyle czasu wytrzymałeś na Ścieżkach. Ciesz się, że masz to ciało Laurent, bo już byś kurwa nie żył. - On sam też powinien już nie żyć. Przemknęła mu taka myśl, że mógł nie otwierać tego okna i dać mu się udusić, ale jego obecni partnerzy zachęcali go raczej do podejmowania... mniej radykalnych rozwiązań.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#10
30.12.2023, 16:41  ✶  

Kwiatek, który tkwił tutaj w doniczce musiał być nade wyrozumiały dla tego, jak traktował go Flynn. Albo musiał się uzależnić od tytoniu dokładnie tak samo jak jego właściciel. Niewzruszenie rósł i dawał się traktować niedopałkami i śliną. Czy może właśnie żaden kwiat tutaj nie mógł wytrzymać, a ktoś ciągle podmieniał roślinkę w donicy? Wyrzucali ją razem z momentem, kiedy ta zastępcza popielniczka była pełna.

Kiedy już Flynn podniósł się z oświadczeniem, że w chuju miał jego atak paniki to Laurenta prawie odcięło. Nawet niczego nie powiedział, za bardzo zajęty łapaniem powietrza, chociaż veritaserum próbowało to na nim wymusić. Przedziwne uczucie - chcesz coś mówić, ale nie możesz. To, że kogoś nie zabijesz w końcu zupełnie nie równało się z tym, że niczego mu nie zrobisz. A czego mógł się spodziewać po tym czarodzieju? I chociaż szykował się na najgorsze to... stało się nic. Jego nogi znalazły się wyżej, Flynn - bliżej, a powietrze - najbliżej. Prawie się zachłysnął nim z ulgą, chociaż wcale nie ułagodziło to tego ciężaru, które ściskało go od środka. Nie protestował ani trochę. Położył się. Położył się i modlił, żeby już nic złego się nie stało. Drgał na każdy dotyk, jakby go palił, ale od niego nie uciekał. Bo uciekania też się bał. Oto pułapka, chora i zatrważająca, gdzie nic nie było dobre.

To było dziwne i niepokojące delikatnie rzecz ujmując, kiedy czarnowłosy nad nim wisiał i sprawdzał szalejące tętno. Niepokojące, bo to... nie było to, czego się spodziewał. Nawet nie to, czego oczekiwał, bo nie oczekiwałby na pewno od kogoś pokroju Flynna (jego pokroju - czyli jakiego w zasadzie?) pomocy... takiej pomocy. Żadnej w zasadzie pomocy, a już na pewno nie wskazującej na to, że ten człowiek wiedział, co robi. Właśnie - z własnego doświadczenia. Jakie to wszystko było żałosne i jaki on był żałosny, gdy spoglądał na te piękne, brązowe oczy, która wpatrywały się w niego z tym właśnie pożałowaniem wiedział sam najlepiej. Sięgnął po tą chusteczkę. Śmieszne (albo i nie), ale mógłby powiedzieć to samo w kontraście do tego, jaki był niepewny wszystkiego - że mógłby mieć każdego. Ach, z pewnością przydałby mu się ten terapeuta. Przyszłość miała pokazać, że to miało być całkowicie... inne spotkanie.

- Kto chciałby żyć na marginesie społeczeństwa, skoro można kogoś przelecieć i odejść w swoim kierunku udając świętego? - I co w tym było nie tak? Była w tym jego wina, było w przeszłości i będzie w przyszłości. Chciał to naprawić - naprawić siebie samego. Na własne nieszczęście rozmawiał o tym z nikim innym jak Flynnem. Bo musiał. Bo Flynn pytał, a on musiał odpowiadać. - Jeszcze nie. Niekoniecznie chciałem mówić jakąkolwiek z tych rzeczy na głos komukolwiek. - Rozbrajająca szczerość miała bardzo dużo minusów. Szczególnie, kiedy niekoniecznie dzieliłeś z kimś sympatię, a jednak... a jednak. Gapił się na Flynna tymi wielkimi oczami, które skradły obraz morskich, lazurowych fal. - Gdyby nie to ciało nigdy bym nie skończył na Ścieżkach. - Nie wplątałby się w tę chorą relację z Dante. - W większości byłem naćpany i wszystko było mi obojętne. - Nikogo to nie interesowało, ale cóż - mówił. - Jestem bardziej wytrwały niż ci się wydaje. - Odpowiedział w końcu na to, co naprawdę interesowało Flynna. Przynajmniej jeśli chodziło o dotrzymywanie niektórych tajemnic. Już nie raz i nie dwa to udowodnił, ale Flynn nie musiał o tym wiedzieć, tak jak nie musiał mu wierzyć. Szczególnie kiedy go zbierał z tak mizernego stanu. - Gdyby ktoś pytał - powiem ci. - Mógł to obiecać bez problemu. Teraz zresztą gra toczyła się o coś nieco większego, skoro obaj uciekli. Nie zamierzał się tu więcej kręcić i może mądre było, żeby koło Elaine też się nie pokazywał. - Dziękuję... jestem bardzo wdzięczny. To takie ironiczne. Ojciec czekał w fotelu aż się uduszę. - A człowiek, który powinien go udusić, właśnie mu pomagał. Mógł mieć też w dupie te podziękowania, szczególnie po tym, co mu przez myśli przeszło, ale kiedy Laurent się zaczął uspakajać to ta wdzięczność była prawdziwa. Nawet jeśli była tylko koniecznością. To... była.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (4602), The Edge (3668)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa