• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Charing Cross Road Lato 1972, 2 lipca // I want that twink obliterated!!

Lato 1972, 2 lipca // I want that twink obliterated!!
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#11
30.12.2023, 19:45  ✶  
- Serce ci wali, ale przeżyjesz. - Zatrzymał te palce na jego szyi, na dłużej niż wypadało, później przesunął dłoń na jego klatkę piersiową. Tak naprawdę nie musiał już tego robić, ale jemu się zawsze wydawało, że drugiej osobie to pomaga. Kiedy ktoś inny cię w taki sposób sprawdzał, kiedy czułeś dotyk obcej ręki, wyobrażałeś sobie to, co ta osoba czuje. Twoje tętno, bicie serca. Zaczynałeś sam odliczać to w głowie. Skupienie na czymś takim, na głupotach, na liczbach, na uderzeniach serca - jego wersja najbardziej irytującej zabawy psychologów i mądralińskich - co czerwonego widzisz w tym pomieszczeniu? Odpowiedź była przecież tylko jedna - twoją twarz, kiedy doleci do niej moja pięść.

Trwało to zbyt długo, żeby się miał tak pochylać nad tym łóżkiem, więc się dosiadł. Na brzegu, z jedną nogą ułożoną na materacu, drugą dotykającą ziemi. Brakowało mu tej fajki, więc teraz nerwowo bawił się palcami wolnej ręki.

- Aaa, nie możesz nikogo przy sobie zatrzymać. Masz pewnie zły gust. Brutalnie szczerze, założyłbym się o trzysta funtów, że rwałeś do niejednego Śmierciożercy. Tacy frajerzy zawsze chodzili wypucowani. - Albo był po prostu za wolny i takie ścierwa jak Crow zabierali mu najlepszych typów spod nosa, zanim zdążył otworzyć gębę. Zarżałby z tego, ale się szybko powstrzymał, bo do niego dotarła prawda - nie, wcale tak nie było, oni mieli pewnie skrajnie przeciwne gusta.

Zaśmiał się dopiero po chwili. No bo przecież takie głupoty najlepiej leczyło się śmiechem.

- Na pocieszenie: lepiej mi niż swojej matce. - Zmodulował głos w dowcipny sposób. Celowo powiedział matce, a nie ojcu, bo tego typu faceci zawsze mieli kompleks tatusia. I o proszę, kilka zdań później pojawił się tatuś. - O kurwa, było ci to obojętne? Powiedz mi jeszcze, że robię słabego loda, to rozważę dociśnięcie ci do mordy tej poduszki.

Wszystko w tym jak się do niego odzywał, wskazywało na to, że żartuje. Kompletny brak powagi miał zabić ciążące nad Prewettem złe myśli. Podstawowy mechanizm obronny - kpienie ze wszystkiego, co go otaczało - mógłby nawet rzucić coś w stylu „pośmiejemy się z Fontaine z pierdół, które tu mówiłeś”, ale bardziej niż na rozluźnieniu atmosfery zależało mu na tym, żeby nie skończyć tej rozmowy na pseudo-obietnicy kolesia, co pewnie pęknie dokładnie w chwili, kiedy ktoś pogrozi mu szalikiem niepasującym mu do spodni.

- Łaskawa z ciebie księżniczka, ale żyłbym pięćdziesiąt razy spokojniej, gdybyś jednak uścisnął mi dłoń, powtarzając to.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#12
31.12.2023, 00:08  ✶  

- Aha. - Pokiwał głową, wydają z siebie ten niepewny dość dźwięk przytaknięcia. Flynn nie był lekarzem, a można by przysiąc, że aktualnie Laurent go tak traktował. Jak lekarza. Jak kogoś, kto jedna ma wiedzę i możliwości do tego, żeby tutaj jakiekolwiek diagnozy wystawiać. Zaraz poprosi go o receptę i skierowanie na dalsze badania. Tak, do tego anioła omyłkowo branego za człowieka, który poił kiedyś Flynna drogim winem, jak pewna legenda głosiła. Nie było jednak skierowania, nie było recepty, nie było dyplomu wiszącego na ścianie, które mówiłoby o tym, że jest wykształcony w kierunku pomagania ludziom ogarniętym panikom. Ale pomagał. I robił to lepiej niż ludzie, którzy naprawdę się na biologii ludzkiej znali. Lepiej niż jego własny medyk, który jednak nie był psychiatrą ani psychologiem. Bo do żadnego z tych Laurent się nie wybrał z tej samej przyczyny, z której nie potrafił do większości rzeczy przyznać się ludziom wokół. Brak zaufania był naprawdę tragiczną przypadłością. Nagle sposobność mówienia wszystkiego, co ci na język ślina przyniosła nie wydawało się wcale takie tragiczne. Może oprócz tego, komu się o tym mówiło. Rzeczy, których nie mówił Florence, nie wspominał o nich Victorii ani Sarze. Nikomu. Przyłożył przedramię do oczu, żeby przysłonić sobie widok na ten świat. Skupił się na tym uczuciu palców na swoim ciele. Już nie tych, które miały mu przypierdolić, a które rzeczywiście przynosiły uspokojenie do jego durnego łba. Odliczał. Ten dotyk pozwolił mu odliczać uderzanie własnego, mizernego serducha w tej wątłej klatce piersiowej. Gdyby Flynn nacisnął trochę mocniej to pewnie by go po prostu połamał jak porcelanową laleczkę.

- To ze mną musi być coś nie tak. - Ciągle żył z tym przekonaniem i miał piekielne skłonności do brania winy za wszystkie zła tego świata na swoje barki. Albo niebiańskie skłonności? Czasami ciężko odróżnić jedno od drugiego stojąc na Ziemi. - Nawet tak nie mów. Nikt nie chce stracić reputacji, skandali i pokazywania palcami za odmienną orientację. Tak sobie to staram tłumaczyć. - Bo czy on sam byłby w stanie żyć z myślą, że jego rodzina mogłaby ucierpieć tylko dlatego, że marzy mu się ślub - tylko niekoniecznie z kobietą? Skandal. Oczywiście - o żadnym ślubie nie było mowy. Ale taki symboliczny. Na wieki wieków - w całej romantyczności, jaką w sobie nosił. Mrzonka. - Ale masz rację. "Frajerzy". - Powtórzył za nim to słowo, które brzmiało tak dziwnie w jego ustach, niemal egzotycznie. Nawet nie był pewien, czy kiedykolwiek wypowiedział temu podobne słowo, co najwyżej za dzieciaka.

Zdecydowanie - w co pan się wpakował, panie Bell? Nie ma pan lepszych zajęć?

- Moja matka nie żyje. - Kolejna rzecz, o której w ogóle nie mówił. A teraz wypływała z niego, jakby to była pogawędka o herbacie, jakby rzeczywiście można było się wręcz z tego pośmiać. - Leżała i gniła, kiedy próbowałem ją obudzić. Wychodziły z niej larwy. Och Boże, czemu ja o tym mówię. Co za tragiczny eliksir. Nie chcę z siebie tego wyrzucać. - Zsunął rękę z oczu i zamrugał. Uspakajał się. Wdychał głęboko w końcu normalne powietrze. I teraz widział nad sobą sufit. Leżał na łóżku Crowa. Tak po prostu. Kiedy ten się śmiał i go rozpraszał. - Nie powiem tego. Chociaż mógłbym spróbować podduszania. - Osz... co. - Było dobrze. Zdecydowani mężczyźni są podniecający. - Błagam, no stop. Przecież to żenujące. Chociaż całkiem prawdziwe. Jak można przejść z tego, że twoja matka gniła w swoim własnym łóżku do rozmowy o seksie? Kurwa!

- Już żyję. Już mi przechodzi. - Spojrzał na tą chusteczkę, czytając jej piękny przekaz. I zaraz ją zwinął, opuszczając dłonie na swój brzuch, trzymając ją w palcach. - Przepraszam. Naprawdę przepraszam.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#13
31.12.2023, 17:24  ✶  
Flynn czuł, jak Laurent powoli się uspokaja, ale jednocześnie (zgodnie z jego przeczuciem) z tego dotyku korzysta. Zatrzymał się więc w tej pozycji, dopiero po kilkunastu kolejnych wdechach ułożył się wygodniej, opierając plecami o ścianę i rozprostowując nogę leżącą na łóżku. Dłoń przeniósł na jego włosy, głaszcząc go po nich leniwymi ruchami. Był wciąż zbyt zirytowany, żeby zrobić to w idealnym rytmie, ale zdecydowanie robił to z wyczuciem. No bo właśnie - Flynn przecież czuł, te przytłaczające uczucia były najbardziej ludzkim elementem sklejającym burzliwą osobowość. Sam dokładnie tego by oczekiwał. Nie zliczyłby, ile razy leżał w tej samej pozycji co Prewett, kiedy uspokajał go Alexander. Jak się takie rzeczy przeanalizowało na trzeźwo, to trochę traciły na swojej magii - wcale nie był wielkim cudotwórcą leczącym z wszelkich trosk jak wprawiony hipnotyzer, tylko tak samo zniszczonym człowiekiem, potrafiącym przelać własne pragnienia na innych.

- Nie rób sobie jaj - a może bardziej - nie oszukuj sam siebie - to właśnie tacy czystokrwiści chłopcy, których bił tatuś, zostają największymi pedałami. Pewnie połowa twoich kolegów ze szkoły klęka przed Lordem Moczymordem, a potem myją zęby po pocałowaniu żonki wybranej im przez dziadka. Uważaj na rękę, która trzyma cię za włosy. - Uniósł w górę brwi, bo dotarło do niego, że sam właśnie wplatał palce pomiędzy te blond kosmyki. Nie miał jak unieść rąk w obronnym geście, więc wzruszył ramionami, uśmiechając się głupio. - Mnie by nie przyjęli. - Parsknął. Dobrze wiedział, że to wcale nie czyniło go lepszym człowiekiem. Co najwyżej brudniejszym.

Kiedy tylko usłyszał „moja matka nie żyje”, od razu wywrócił oczyma i teraz już naprawdę mocno chciał zapalić kolejnego papierosa, ale jak ten idiota miał znowu zacząć się dusić, to nie wyjdzie stąd do końca dnia. No dobrze, spill the tea, pomyślał, przywołując sobie lewą ręką czekoladę. To była ta sama, którą tydzień temu wysypał na podłogę, ale o ile Prewett pewnie umarłby od ilości zarazków, on czuł się w pełni odporny. Tragiczny eliksir? Powiedziałby, że zajebisty, ale to była zdecydowanie za duża porcja na tak okrojoną ilość pytań...

No cóż, miał rację - lepiej zwierzać się jemu, niż gnijącemu trupowi...

- Mroczny jesteś, sprośny. No nieźle. Ale nie podduszam innych typów w łóżkach moich partnerów.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#14
31.12.2023, 18:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.12.2023, 18:15 przez Laurent Prewett.)  

Był chory. Musiał być chory, skoro pieprzył się lata temu z mordercą i mógł powiedzieć, że to było absolutnie ekscytujące. Jakby emocje płynące z granicy doświadczeń były jednak tym, co ciągnęło go od czasów zatonięcia na Ścieżkach i szło za nim śladem. Choć przecież te lata dzielące go od tamtej przeszłości były spokojne. Chaos wkroczył, pojawiła się krew, ból i nagle jego głowa chodziła po dziwnych fantazjach. Jakby normalność to było już za mało, żeby uciekać. Był chory i musiał być chory, skoro uspakajał się pod wpływem gadaniny i dotyku człowieka, który w jego drastycznej wizji gotów był go zabić i co gorsza skrzywdzić Elaine. Przecież dlatego tutaj się zjawił - bo bał się o osobę, którą Crow nazywał siostrą. Tak jak Elaine nazywała tu wszystkich rodziną. Choroba, tak. Nie objawiała się gorączką, ale tłoczyła się wraz z krwinkami czerwonymi przez jego żyły i wnikała do jego mięśni, pobudzała neurony do działania. Flynn siebie samego za cudotwórcę nie uważał, a dla Laurenta... przecież to było jakieś tragikomiczne, ale nikt go tak nie potraktował. Te ataki zdarzały się coraz częściej, choć sam utrzymywał, że nic mu nie jest. Tylko przestawał trochę wierzyć w to, że samo przejdzie.

Nawet prychnął cicho śmiechem na te słowa, które jako następne przepłynęły przez gardło Flynna... ale zaraz znieruchomiał i uśmiech zszedł mu z ust. Ręka, która aktualnie spoczywała na jego włosach była ręką Flynna. Więc to jedno zdanie wcale nie było jednoznaczne. Spojrzał na niego tak kontrolnie, czy to ostrzeżenie odnosiło się do tu i teraz... a jego mózg wybiegł w przód. Ociężały, ciągle spowolniony, ale jak leniwa lokomotywa musiał się rozpalić. Flynn bardzo zręcznie do tego doprowadzał, żeby te jego myśli skupiały się na rozmowie a nie na źródle paniki.

- To twoja zaleta, nie wada. - Powiedział to tak, jakby to była najbardziej oczywista prawda tego świata. Jakby to nie mogło podlegać wątpliwości. - Ci terroryści i ich nienormalny kultysta-przewodnik-owiec są przerażający, ale przedstawiasz ich w bardzo zabawny sposób. Nie... chciałem zapytać, czy się nie boisz. Ale wiem, że boisz. Nie o siebie. O nich. - Albo raczej - bałby się, gdyby któryś z nich się tutaj zakręcił. Strach z zapasem nie był czymś, co było zdrowe, kiedy wkomponowywałeś to do swojego życia. Cóż, tak czy siak to była kolejna rzecz, której raczej by nie powiedział, gdyby nie eliksir. Głównie ze względu na to, że nie chciał go denerwować. A skoro już myślał o tym, że nie chciał go denerwować to znów natknął się na uczucie, które ściskało jego serce. Szybkoszybkoszybko, myśl o czymś innym... Na przykład o...

Aż się zarumienił na to wspomnienie o łóżku partnera i podniósł powoli, oglądając na nowo po przyczepie. Kompletnie inny świat od tego, w którym żył. Czy lepszy? Pewnie nie. Każdy świat rządził się swoimi wadami i zaletami. Nikomu w tym świecie nie było łatwo.

- To najdziwniejszy dzień i najdziwniejsza rozmowa w moim życiu, ale sam chciałeś słuchać tego... pieprzenia. - Może to był też pierwszy raz, kiedy przeklął. Przesunął palcami po swoich ramionach. I miał ochotę znów się położyć. Nie zrobił tego jednak.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#15
01.01.2024, 00:30  ✶  
Nigdy by tego za swoją wadę nie uznał. Mistrzem posiadania wysokiej samooceny nie był, ale czystość krwi miała z tym naprawdę niewiele wspólnego. On tych wszystkich magicznych rasistów nie cierpiał, wyśmiewał ich na każdym kroku i podejrzewał, że nawet gdyby wycelowali swoją niechęć wyłącznie w samych sobie niemagów, a ich uzdolnionych magicznie potomków uznaliby za wartych istnienia, wciąż byłby po stronie tych piszących ukierunkowane w nich, obraźliwe napisy na murach.

W każdym razie - zaśmiał się. I może mina mu od razu po tym zmarniała, bo nie zgłupiał do końca i szybko powiązał fakty, ale wciąż - czuł się lepiej. Czyli ta historia, ich spotkanie po latach - wszystko chyliło się ku końcowi.

- Prewecik lubi kundelki, zanotuję w pamięci. - Nie skomentował tego szerzej. Nie zdenerwował się wytknięcia mu słabości, jaką stała się jego rodzina, ale też nie zamierzał tematu rozwijać. Widział ich wszystkich, zrozumiał już pewnie jego miejsce w tym małym, cyrkowym świecie. Nie było tu zbyt dużego pola na interpretację. Wiedział jednak, że dużego pola na interpretację nie było w tym co mu zrobi, jeżeli nie dotrzyma słowa. Gdyby Fantasmagoria zniknęła, wraz z nią w proch obróciłoby się niemal wszystko, co tworzyło jego szczęśliwą codzienność. Był pewien tego, że by to przeżył. Jak pieprzony karaluch. I zemściłby się za to, bo by już nigdy spokojnie nie zasnął, gdyby ktoś, kto doprowadził do śmierci jego rodziny, miał się jeszcze kiedykolwiek uśmiechnąć. Dopiero po tym zastanowiłby się nad swoimi dalszymi krokami.

- Chciałem to ja mieć pewność, że nie pracujesz dla tej wrednej pizdy. - Brzmiał trochę niewyraźnie, bo miał gębę napchaną czekoladą. Nie ruszył się z miejsca, tylko obserwował Laurenta z tej przyjętej wcześniej pozycji, z ręką w miejscu, gdzie leżała wcześniej jego głowa. Nie był do końca pewny, czy typ teraz wstanie, czy zwymiotuje mu na pościel, więc podświadomie szykował się do rzucenia kolejnego zaklęcia, albo przesunięcia nogi, żeby mógł zejść z łóżka i stanąć na podłodze. - Przeprosiny przyjęte, ale nie będę narzekał jeżeli podczas wycieczki do lasu staniesz na szyszkę sandałem i wbije ci się w stopę, albo zjebiesz się z konia. Pomyśl o mnie, jak cię będzie bolało. - Może zrobi ci się przyjemniej.

Zaśmiał się do tej myśli. Ale Laurent naprawdę powinien już stąd wypierdalać. Dobrze wiedział, że nie powstrzyma się, jeżeli ta rozmowa zajdzie gdziekolwiek dalej, a wtedy Alexander dobije ten parapet. Oh kurwa.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#16
01.01.2024, 00:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.01.2024, 13:31 przez Laurent Prewett.)  

Miał okazję poznać niezwykłego człowieka, który był mugolem. Jego wiersz wisiał na ścianie, oprawiony w ramkę, choć myślał o tym, żeby go ściągnąć, bo to było zbyt smutne. Reakcje tamtego człowieka, jego pragnienie, żeby jego dzieło przetrwało. Musiał walczyć ze sobą, żeby nie odwiedzić go i nie wręczyć mu ich z powrotem. Nie był pewien, czy to byłoby mądre, a nawet wiedział - nie byłoby mądre wcale. Wspominał go z sentymentem, smutkiem i poczuciem, że życie tego człowieka wróciło do smutnej rzeczywistości, gdzie jego wiesze pewnie ginęły w szufladzie, bo nikt o nich nie słyszał. Czym mugole byli gorsi od czarodziei? Bo nie posiadali magii? Czy z takim samym potępieniem powinny ludzi traktować selkie, wile, olbrzymi? Bo są słabsi, bo są gorsi, bo nie mają takich zdolności? Dziwnie układał się ten świat, ale to chyba naturalne. Czarna magia przewracała w głowie, wydzierała duszę i pozwalała już wierzyć tylko w chorobę, którą była dominacja nad "słabszymi". A jednak ci słabsi potrafili sprowadzić tyle zagłady na świat czarodziei i tyle niebezpieczeństw. Tak czy inaczej krew nie definiowała człowieka pod względem tego, kto miał prawo do życia, a kto go nie miał. Człowiek nie był Bogiem, żeby o tym decydować.

- Kundelki? Nie. Lubię basiory. - Duże, silne psy, które mogły cię obronić i które były wielkimi przytulankami na kanapie. Oraz które potrafiły człowiekowi prawie oderwać łeb żywcem jeśli trzeba. Chyba nigdy nie spojrzy na swojego jarczuka tak samo po przygodzie w New Forest, kiedy ten prawie odgryzł rękę napastnikowi. Wzdrygnął się lekko na samo wspomnienie, przesuwając w stronę krańca łóżka, żeby rzeczywiście powoli i ostrożnie wstać. Nieco jeszcze nie ufając swoim własnym nogom, ale cud! Oto stał.

- Ładne określenie na sympatyczną Fontaine. - Tak, to była ironia z tą sympatyczną. - Chcesz, żebym o tobie myślał? Uważaj, czego sobie życzysz. - Przejechał palcami po miękkich, jasnych włosach, starając się je poprawić i spoglądając na objadającego się czekoladą mężczyznę.  - Moja noga tu już nie postanie, możesz być spokojny. A Elaine... możesz się wykazać kreatywnością. Chyba bezpieczniej będzie, jeśli będzie się trzymała ode mnie z daleka w tej sytuacji. - Sytuacji, w której natknęli się na siebie w tym miejscu i łączyło ich to, co łączyło. W sytuacji, w której on miał teraz kłopoty, jakie miał. I które mogły narazić tak Elaine jak i samego Flynna. Nie wymagało to dopowiedzenia. Wyciągnął dłoń do Flynna, pochylając się w jego kierunku.

- Dziękuję. - W końcu chciał i twierdził, że będzie spokojniejszy, kiedy to powie ściskając mu dłoń. - Cieszę się, że nic ci nie jest i udało ci się wyrwać z tamtego miejsca. - Tak po prostu. Przez moment spoglądał na Flynna, zanim wyciągnął różdżkę. - Złożę ci tę przysięgę. - O której mówił. Niekoniecznie uważał to za dobry pomysł. Właściwie nadal uważał to za chujowy pomysł i wcale nie chciał. Chyba umrze z samej presji jej złożenia. Ale może był temu człowiekowi po prostu coś winien. To to głupie poczucie wdzięczności.


Koniec sesji


○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (4602), The Edge (3668)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa