Chyba była w tym niesprawiedliwość - w tej fascynacji, w której między sobą zatańczyli. W tym pragnieniu, żeby się zbliżyć, choć zbliżali się na różne sposoby. Jeden obserwacją, drugi badaniem. Bardzo agresywnym badaniem, bo chociaż nie było tutaj ruchów fizycznych to Laurent był zwyczajnie natrętny, tak po prostu. Starał się taki nie być, ale właściwie Nicholas miał rację, że wiercił, szukał, dociekał. Dopóki nie było odpowiedzi, która by go zadowoliła. Czy dla wszystkich taki był? Blondyn dał mu odrobinę do myślenia na temat własnego egoizmu, który nakrywał wrażeniem, że robi coś dobrze. Miał wrażenie, że nie potrafił tego zmienić. Tej gorączkowej potrzeby zrozumienia niektórych ludzi, którzy byli tacy... specyficzni. Wyjątkowi.
- Obawiam się, że nie byłem elementem stałej sprzedaży. - Ulotny, enigmatyczny uśmiech przyozdobił na jego twarz. Była w nim nuta wdzięczności. Nie oczekiwał, że ktokolwiek zrozumie dziwną relację, jaka połączyła go z Dante, bo on sam jej nie rozumiał tak do końca. Nie pojmował, co ten chory człowiek miał w głowie. Pewny był jednak jednego - Dante by go nie wypuścił. Tak samo jak był pewny tego, że nie wypuści go tak po prostu teraz. I chociaż miał nadzieję, że skończ się na pieniądzach to sam w to nie wierzył. - Dziękuję za dobre chęci. - Teraz mógł się już z tym przywitać bez złości, jaką miał w sobie tamtego dnia w kawiarni i bez żalu. Było minęło. Ciągnęło się nadal, ale... może Crow miał rację. Po prostu ciągle wybierał złych partnerów. Może powinien postarać się o coś... o kogoś... o kogo? Nikt nie chciał być zwierzęciem na wybiegu do podziwiania... prawda? Z tym, że Laurent kochał skradać spojrzenia. Kochał być podziwiany. Więc czy powinien widzieć w tym coś złego?
Ciąg wyjaśnień zamkniętych pytaniem. Ach, Laurent się aż uśmiechnął z delikatnym rozbawieniem, bo to było w zasadzie wytrącające z równowagi. Nicholas był przystojny, pełen arystokratycznej dumy, ale piękno i uroda przemijały. Inteligencja pozostawała. A jego lotność mu się podobała. Nie był tylko przekonany, czy miał wystarczająco siły, żeby rozjaśnić ciemność po drugiej strony muru, gdy ta ciemność nie chciała zostać rozjaśniona.
- Owszem, smakowała. - Potwierdził, przechylając głowę. To było dziwne. Właśnie mu mówił, że nie będzie żadnej miłości, żadnego szczęścia, żadnej czułości. Ale... to wcale nie brzmiało prawdziwie. Przez moment pozwolił nastroić się ciszy między nimi. - Jestem na tyle arogancki, że sądziłem, że jestem w stanie ci pomóc. - Już o tym częściowo rozmawiali. - Teraz jednak uważam, że mógłbym zrobić tym więcej krzywdy niż dobrego. - Ale może to było nadal złe myślenie? Wybór tak naprawdę nie należał do niego. A przyzwolenie było. Leżało tuż przed nim. Laurent podniósł się ze swojego miejsca i powoli obszedł stolik, żeby podejść do Nicholasa i przesunąć sobie wolne krzesło. Tak, że teraz siedział tuż przed nim. - Ciekawe, że mówisz o szczęściu i czułości. - Sięgnął po dłoń Nicholasa, spoglądając na nią. Przesunął po niej delikatnie palcami. - Przecież sam tej czułości szukasz i ją zaoferowałeś. Nawet jeśli było jej tylko odrobinę. - Ostatnie przeciągnięcie palców i Laurent puścił jego rękę, wracając plecami na oparcie krzesła. - Każdy chce być o coś pytany. Nawet jeśli to proste "czy smakowała kolacja". A może nawet taka prostota jest najmilsza. - Nie to, że się tego domagał, bo tak nie było. W końcu celowo dopowiadał sporo rzeczy, żeby dać się poznać i dać się zrozumieć. Szczególnie, kiedy rozmówca był taki intrygujący.
- Coś - zaakcentował to słowo - więcej... - Odbiegł wzrokiem na moment od Nicholasa, zamyślony. - Od pierwszej chwili oczekiwałem czegoś więcej. Tak jak powiedziałem - jesteś dla mnie wyjątkowy. - Całkowicie nieświadomie mu pomógł - zmierzyć się ze swoim największym demonem. - Ale to, na ile naprawdę można liczyć, chyba wynika dopiero z długiego poznania. Prawda?