31.12.2023, 18:18 ✶
The beauty of silence
Flynn & Arya Bell
Flynn & Arya Bell
Flynn Bell - imię i nazwisko przeplatało się przed historię cyrku przez ostatnie lata kilkakrotnie, ale niemal nigdy pozytywnie. Wspomnienie chłopca mogło przykuć uwagę swojej siostry jednym, istotnym elementem - opisywany był jako niemowa. Flynn nie mówił, co najwyżej szeptał coś na ucho Alexandra, nigdy do nikogo ze starszych cyrkowców. Coś ich więc łączyło - może nie identyczne doświadczenie, bo czym innym było nie mówić z przymusu i czym innym z wyboru, ale elementy wspólne sprawiały, że łatwiej nam było zapamiętać czyjeś historie. Jakie to jednak miało znaczenie w obliczu tego, że Flynna już w cyrku nie było?
Żadne.
Był tylko i aż tym - anegdotką rzuconą w żartach przy stole w Yule któregoś z minionych lat. Od jego zniknięcia minęło już tyle czasu, że jego cyrkowi rówieśnicy byli już dorośli, nikt już jego zniknięcia nie przeżywał, żadne historie o Flynnie nie wywoływały większych emocji. Gdzie był i kim był - tego nie widział nikt. Aż pewnego dnia po Fantasmagorii poniosły się słowa: „Flynn wrócił! Alexander dał mu w mordę!” i nagle tych emocji było tak wiele, że nadrobiły za te wszystkie pozbawione ich wspomnienia. Tylko że Flynn nie był już niemową. Pierwszego dnia krzyczał na całe gardło kłócąc się z Laylą, robiąc scenę, jaką reszta Bellów miała zapamiętać na długo. Problematyczny, dziki, inny. Zmienił się na jeszcze gorsze. A jednak Alexander przyjął go, pozwolił spać na podłodze w swoim wozie i wszystko wskazywało na to, że naprawdę miał do nich dołączyć.
I nie krzyczał już nigdy więcej. Po tym felernym pierwszym dniu nie otworzył ust do nikogo. Spędzał czas z Alexandrem, do innych nie odzywał się wcale, nie odpowiadał na pytania, wszelkie prośby i wymuszone reakcje przekazywał na migi, skinieniami głowy, karteczkami pozostawionymi w losowych miejscach. Mijali się więc z Aryą cały czas, nie mieli okazji spędzić ze sobą czasu od tygodnia, głównie przez to jak często znikał głęboko w lesie i nie dawał znaków życia, a później wracał spity albo śmierdzący obrzydliwym, gryzącym w gardło, papierosowym dymem.
Ich pierwszą interakcję wymusili Bellowie zajmujący się kuchnią.
- Ariusia, weź mu to zanieś, pewnie znowu pali nad strumieniem. Alek się ciągle o niego martwi, a idiota nie jadł nic od wczoraj.
W ten właśnie sposób skończyła trzymając w rękach talerz i sztućce, wysłana na misję donikąd, bo kto go wiedział, czy on tam na pewno był, czy zabłądził gdzieś dalej?
Na jej szczęście - siedział tam.
Wsparty o drzewo, z wykształtowanym źródłem światła, bo lato się kończyło i późną porą nie widział już nic dokładnie, leżał na ziemi ze stosem żelastwa. Skręcał śrubokrętem jakiś maleńki obiekt przypominający ptaszka. Obok, jak zawsze - dymiąca się fajka i manierka z czymś, co na pewno nie było wodą. Wyglądał tak krawędziowo jak się tylko dało, szczególnie z tymi nierówno odrastającymi włosami. W dodatku udawał, że jej nie widzi i miał zbyt zamknięty umysł na odebranie fal.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.