• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[31.10.1965r.] Ministerstwo Magii, Archiwum || Eden & Erik

[31.10.1965r.] Ministerstwo Magii, Archiwum || Eden & Erik
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#11
22.11.2022, 21:28  ✶  
Śmiech urwał się nagle; ucichł tak, jakby jego właścicielka nie była zadowolona z bycia rozrywką dla zamieszkujących archiwum pająków. Skosiła wzrokiem chłopaka, a potem omiotła spojrzeniem pomieszczenie, jakby faktycznie przez krótką chwilę doszukiwała się ośmionożnych słuchaczy.
- Grupa docelowa odbiorców mojego poczucia humoru, czyli ja, już została osiągnięta. Cała reszta publiki to tylko osoby postronne, które uczestniczą w moim przedstawieniu na gapę - oświadczyła prawie że poważnie, lecz jedno spojrzenie na zlękniętą twarz Erika wystarczyło, by zaśmiała się ponownie. - Niemniej masz rację, dziękuję. I właśnie z tej wdzięczności nie powiem ci, co takiego złego powiedziałeś, zaś ze względu na sympatię nie wykorzystam tego przeciwko tobie. - Składając tę obietnicę poklepała Longbottoma po udzie, delikatnie i ledwie dwukrotnie, żeby nie wystraszyć go czasem na dobre. Bawiła się pysznie ze świadomością, iż własnoręcznie wprowadziła go w stan, w którym dopatrywał się drugiego dna we wszystkim, co robiła i mówiła. Niemniej nie chciała, żeby wynieśli go z Departamentu nogami do przodu lub, co gorsza, prosto do Lecznicy Dusz.
- Nigdy nie moczyłam ani mojej papeterii, ani tym bardziej siebie w herbacie, ale zobaczę, co da się zrobić. - Uśmiech nie schodził z twarzy panny Malfoy, choć przysięgi, które mu składała, wydawały się nie tyle ironiczne, ile zupełnie absurdalne. Brzmiała tak, jakby flirt był językiem ojczystym, którym operowała sprawniej niż angielskim. Kipiała pewnością siebie, co sprawiało, że każde słowo opuszczające jej usta brzmiało przekonująco. Prawdopodobnie nie zdołałaby wmówić mu, że białe jest czarne, ale na pewno udałoby się jej sprawić, że zwątpiłby w swój osąd choćby na sekundę lub dwie.
- Makabryczne? Może i tak, ale rzeczywistość już taka jest - wyznała z wymuszonym smutkiem w głosie, kręcąc głową z dezaprobatą wobec świata. - Wszyscy jesteśmy zdolni do bestialstwa, a to czy się do niego posuniemy, to dwie różne kwestie. - Ni stąd, ni zowąd, w środek fantazjowania o domniemanych przestępstwach wrzuciła prawdę objawioną; słowa uleciały z Eden tak nonszalancko, jakby oświadczyła mu, że zaraz będzie padać, po czym bez większego przejęcia wróciła do wypełniania krzyżówki. Wyraz twarzy miała przy tym dość enigmatyczny, więc niełatwo było ocenić, czy mówiła to na poważnie, czy nie. Malfoyówna była osobą pełną niedopowiedzeń i urwanych myśli.
- Myślę, że nawet jeśli by się jej śpieszyło, odstraszyłaby wszystkich swoim wiekuistym gadaniem - przyznała bez pardonu, gdy wspomniał o zamążpójściu swojej siostry. - Całe szczęście jest dosyć ładna - dodała, bardziej pod nosem niż na głos, ale też wcale nie wydawała się tym speszona. Podrapała się po karku, wyglądając tak, jakby nie powiedziała nic dziwnego, po czym wróciła do gapienia się na zdjęcie skazanego mężczyzny.
- Nie będziesz mi żałował? - zapytała, unosząc brew. Zadziorny uśmiech ponownie wrócił na twarz Eden, jakby szykowała się na drugą rundę zabawy w kotka i myszkę. - Wiesz, że znowu to robisz? Znowu używasz słów bez pokrycia przy kimś, kto może go nie tylko zażądać, a i zwyczajnie je od ciebie wyciągnąć. - Przybliżyła się do niego, spojrzała na niego od dołu; mimo wysokiego wzrostu Eden, Longbottom wciąż nad nią górował, więc nie było tu mowy o patrzeniu nań z góry. Uśmiechnęła się rozbawiona, świdrując go wzrokiem tak, jakby chciała siłą woli wyczytać jego prawdziwe intencje. Może nie był taki niewinny? Może świetnie grał nieświadomego, głupiego brygadzistę? A jeśli nie, to może był pijany? Niespełna rozumu?
- Jak już się jej dorobię, czuj się zaproszony - rzuciła, odsuwając się wreszcie na tyle, by nie czuł się już niekomfortowo. - W końcu też jesteś ode mnie młodszy, prawda? - zapytała, zaciskając usta; jakby próbowała nie parsknąć śmiechem.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#12
24.11.2022, 00:19  ✶  

Widząc, że rozbawienie wstąpiło na twarz Eden, poczuł się zobowiązany, aby odpowiedzieć podobnym gestem. W jego przypadku jednak z lekka wymuszony uśmiech ustępował raz po raz zatroskanej minie, jak gdyby dalej nie wiedział, czy w tej wymianie zdań jest partnerem kobiety, czy też z każdym wypowiedzianym przez siebie słowem, coraz bardziej traci w jej oczach. Ciężko było ją odczytać. Niektórzy ludzie byli niczym otwarte księgi, które można było swobodnie kartkować, ale panna Malfoy przypominała raczej wolumin, do którego nikt nie miał pełnego dostępu i potencjalny czytelnik mógł jedynie zapoznać się z kilkoma rozdziałami i to na dodatek w losowej kolejności.

— Celujesz w bardzo konkretną publikę w tym stand-upie. Nadzwyczaj wymagającą. Aczkolwiek rozumiem chęć stawiania sobie wyzwań. W końcu najtrudniej zadowolić samego siebie czyż nie? Każde zwycięstwo sprawia, że człowiek pragnie piąć się coraz wyżej. Dąży do perfekcji, do maksymalizacji potencjału przy jednoczesnej minimalizacji efektów ubocznych, a samą myśl o obniżeniu oczekiwań względem samego siebie uznaje za słabość. — Uniósł prawy kącik ust w krzywym uśmiechu. — Gdy już osiągniesz biegłość w tym fachu, wątpię, aby ktokolwiek był w stanie poddać w wątpliwości Twoje umiejętności komediowe. Tym bardziej doceniam to, że pozwoliłaś mi obserwować swoje wyczyny. Jestem przekonany, że będę nie raz nie dwa wracał myślami do tej chwili.

Zastygł w bezruchu, gdy poczuł delikatną dłoń Eden na swoim udzie. Przejechał wzrokiem po jej palcach, a następnie kontynuował podróż przez jej nadgarstek, przedramię, bark oraz szyję, aby koniec końców zatrzymać się na jej oczach. Przekrzywił czubek głowy w bok, marszcząc przy tym dramatycznie brwi, zupełnie nie rozumiejąc, czemu kobieta tak się zachowuje w stosunku do niego. Z tego wszystkiego aż nie zarejestrował jej słów odnośnie do herbacianej papeterii. A szkoda. Pokręcił powoli głową, starając się wyrwać z zamyślenia.

— Ciężko się nie zgodzić. Każdy ma potencjał ku temu, aby w pewnym momencie oddać się swojej mrocznej naturze. To nawet nie kwestia czarnej magii, gdyż w takim przypadku służyłaby ona jedynie jako narzędzie ułatwiające ekspresję — przyznał Erik, rozkładając teoretyczny scenariusz zaprezentowany przez kobietę na czynniki pierwsze. — Taka jest po prostu ludzka natura. Na szczęście mamy jedną przydatną umiejętność w arsenale... Samokontrolę. Ta to dopiero bywa przydatna, jeśli ktoś nie chce ulegać tego typu ciągotom przy pierwszej lepszej okazji.

Zamrugał, gdy blondynka tak brutalnie podsumowała postać jego siostry. Niby można było się zgodzić z pewnymi aspektami jej opinii, jednak chyba nieco się zapędziła w swoim osądzie. Nie, po prostu jej jeszcze wystarczająco dobrze nie poznała, pomyślał, postanawiając wybaczyć tę zniewagę. Co Eden mogła wiedzieć o gadulstwie Brenny, skoro ani razu nie uczestniczyła w rodzinnym obiedzie u Longbottomów? Dopiero po takim wydarzeniu można było poddać sprawiedliwej ocenie nieprawdopodobną wręcz elokwencję młodej BUMerki i pasję, jaką okazywała przy niemalże każdej rozmowie.

— Cóż, to też jest swego rodzaju sztuka, nie sądzisz? Potrzeba nie lata talentu, aby przegadać co poniektóre osoby. Akurat w tej kwestii sprawdza się wyśmienicie. — Erik strzelił kostkami palców obu dłoni. — Dobrze wiedzieć. Przekażę jej Twój komplement. Na pewno wybrzmi lepiej, gdy powiem, że jest od Ciebie. I tak nawiasem mówiąc, ponadprzeciętna aparycja jest u nas rodzinna. I chyba nie tylko u nas z tego, co się orientuję.

Uśmiechnął się półgębkiem do swej towarzyszki, chociaż ze świecą było szukać w jego oczach jakichkolwiek oznak tego, że próbuje z nią otwarcie flirtować. Jeśli już to rzucał drobnymi sugestiami, ale starał się je wykorzystać w taki sposób, aby w nieco bardziej wyszukany sposób przekazać koleżeński komplement. Żadnych dwuznaczności. Był święcie przekonany, że kobieta odbierze jego słowa w odpowiedni sposób. Skoro tak dobrze operowała słowem, to na pewno nie będzie miała z tym najmniejszych problemów.

— Głodnemu chleb na myśli, panno Malfoy — sprecyzował zręcznie, czując, że jest łapany za każde słówko, które chociaż trochę odstaje od szeregu. Cóż, była to lekcja, którą planował nie tylko zapamiętać, ale i przyswoić. Wprawdzie wątpił, aby operował tego typu metodami na takim poziomie, jak Eden, jednak warto by było poznać ogólniki. — Jeśli chodzi o mnie, moje intencje były i pozostają całkowicie czyste. Przykro mi, że rozczarowuję, jednak wszelkiego rodzaju możliwe insynuacje są produktem ubocznym prób dorównania Tobie w sztuce konwersacji.

Pokiwał z godnością głową, ciesząc się, że Eden postanowiła dać mu trochę miejsca, wracając na swoją poprzednią pozycję. Przez chwilę bił się z myślami, jak też powinien zareagować na tego typu propozycję. Rozchylił lekko wargi, jednak z jego ust nie wydobył się żaden dźwięk. Zmarszczył brwi, ale po chwili wykrzywił usta w pogodnym uśmiechu, jakby właśnie mu powiedziano, że po pracy kobieta kupi mu placek dyniowy.

— W takim razie jestem zobowiązany odwdzięczyć się tym samym. Wspólny niedzielny obiad w Dolinie Godryka brzmi zachęcająco, czyż nie? Ty, ja, Brenna zagadująca cię w każdej możliwej chwili, pomiędzy jednym kęsem pieczeni a drugim. — Westchnął rozanielony tkanym właśnie scenariuszem. — Oczywiście, rozumiem, że obcowanie z dwójką Longbottomów naraz może być nieco traumatyczne, więc z radością przyjmiemy też Twojego brata lub inną osobę towarzyszącą, jeśli dzięki temu będziesz się nas mniej bać.

Nie każdy potrafił znieść towarzystwo Erika i Brenny, zwłaszcza jeśli byli zamknięci na małym obszarze. Przykucie do stołu na co najmniej dwie lub trzy godziny mogło się wydawać co poniektórym niemałą torturą. Całkowicie by zrozumiał, gdyby Eden stwierdziła, że wolałaby spasować. Po prostu mało kto miał odpowiednią wytrzymałość, aby stanąć w szranki z takim wyzwaniem.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#13
14.12.2022, 01:29  ✶  
- To dobrze - odparła pokrótce, słysząc, że wspomnienie tego wieczoru będzie nawiedzać go raz po raz. - W innym wypadku poczułabym się urażona. -
Malfoy miała w zwyczaju nie dokańczać wypowiedzianych myśli; urywała zdania w kluczowym momencie, pozostawiając je w dwuznacznej pozycji, zawieszone między jej enigmatycznym uśmiechem a rozmówcą. Brakujące elementy pozostawiała domysłom, choć zwykle nie dawała ludziom zbyt wielkiego pola do popisu. Mówiła rzeczy, które zdawały się mieć tylko jedno poprawne zakończenie, lecz bywało ono w odczuciu na tyle kontrowersyjne i zuchwałe, by ofiara kwestionowała swoją ocenę. Ludzie głowili się, czy Eden naprawdę posunęła się w retoryce aż tak daleko, by otrzeć się o granice dobrego smaku, czy po prostu byli zbyt głupi i przeoczali oczywistość, jakąś uprzejmą odpowiedź. Nie mogła opisać słowami, jak wielką przynosiło jej to satysfakcję; zwłaszcza kiedy zasiane ziarno niepewności przynosiło owoce w postaci skonsternowanej mimiki i wystraszonego spojrzenia.
- Samokontrolę - powtórzyła po Longbottomie, spoglądając na chłopaka z iskrą dzikości w oczach. Zupełnie tak, jakby niczym wampir wyssała z niego energię chwilą dotyku, zebrawszy siły na dalsze droczenie się. - A co jeśli sprawiasz, że ludzie ją przy tobie tracą? - Zapytała niewinnie, unosząc brwi tak, jakby wcale nie wchodziła na grząski grunt niejednoznacznych aluzji.
Tematu Brenny nie miała zamiaru więcej poruszać. Wiedziała, że mało kto miał równie patologiczną relację z rodzeństwem co ona, toteż nie spodziewała się, że Erik będzie zadowolony, gdy usłyszy opinię Eden na temat swojej siostry w pełnej, nieocenzurowanej krasie. Malfoy nie potrafiła po prostu nie mieć opinii na czyjś temat, a ze względu na swoje niebotyczne wymagania, zwykle taka opinia była niezwykle krytyczna. Co za tym idzie, niestety większość z nich była też niepochlebna. Biorąc to wszystko pod uwagę, zdecydowała się ugryźć w język, bo nie chciała zyskać nowego wroga.
Przynajmniej nie z tak błahego powodu.
Uśmiechnęła się uprzejmie, słysząc komplement dotyczący urody. Wiedziała doskonale, że swoją aparycją trafia w gusta płci przeciwnej częściej niż przeciętna kobieta. Choć kwestia wyglądu nigdy nie spędzała jej snu z powiek, Eden zawsze dbała, by w miarę możliwości prezentować się nienagannie. Nie chodziło o próżność oczywiście - robiła to dla utrzymania renomy. Przecież nie mogła wyglądać byle jak: jeszcze, nie daj Merlinie, ktoś sobie by pomyślał, że nie jest taka idealna, jak się wydaje.
- Głodny głodnemu wypomni. - Odbiła piłeczkę bez zająknięcia się, bez jakiejkolwiek przerwy na oddech. Zupełnie jakby słyszała taki komentarz na porządku dziennym i wyuczyła się sprytnej odpowiedzi jak amen w pacierzu. Miała tylko nadzieję, że Longbottom nie zna dalszej części tej wymiany o głodujących, bo ta była nader sugestywna i faktycznie Eden mogłaby udać głupią, a następnie wziąć ją na poważnie. - Umywaj ręce, skoro taka twoja wola. Nie wiesz, co tracisz - rzuciła z uśmiechem, przymykając oczy i kręcąc głową w pozornej dezaprobacie. Skoro twierdził, iż w jego słowach nie było w żadnym momencie jakiegokolwiek podtekstu, nie miała zamiaru dowodzić, że jest inaczej. Niech mu będzie; niech zachowa swoje tajemnice.
- Och... - wydała z siebie dźwięk zawodu, kiedy wymienił w propozycji nie tylko swoją siostrę, ale również Elliotta. Wyglądała w tym momencie tak, jakby ktoś dziecku odebrał marzenia. - Już wymyślałam wymówkę w związku z Brenną, wiesz, że mam alergię na kobiety siedzące przy stole czy coś, ale potem wspomniałeś o moim bliźniaku i dosłownie poczułam, jak cofa mi się do gardła zeszłoroczna świąteczna pieczeń - oświadczyła bez pardonu, przykładając dłoń do dekoltu, jakby faktycznie próbowała opanować narastającą zgagę. Nie sądziła, że kiedykolwiek od czyichkolwiek słów nabawi się refluksu. 
- Jesteś pewien, że nie możemy po prostu gdzieś wyjść sam na sam? Bez rodzeństwa? - zaproponowała, przechylając błagalnie głowę. - Nie potrzebujesz przyzwoitki. Przysięgam na wszystkie trzy komórki mózgowe mojego bliźniaka, że nie będę próbowała cię zbałamucić - dodała z ręką na piersi, wyglądając przy tym nader przekonująco. Już nawet nie miała siły się bawić we flirt; po prostu nie chciała nigdzie iść z Elliottem, nawet jeśli kosztowałoby to ją przelotny romans.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#14
16.12.2022, 02:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2023, 15:26 przez Morgana le Fay.)  

Nie ma co gadać, jest dosyć oszczędna w słowach, pomyślał, zerkając badawczo na kobietę. Do tej pory nie rzucało mu się to tak mocno w oczy, jednak teraz dostrzegał, jak wielkim talentem była obdarzona. Sam zasypywał ją długimi wywodami, starając się wyjaśnić swój punkt widzenia, niewykluczone, że do niezdrowej przesady, a ona odpowiadała mu półsłówkami lub krótkimi zdaniami. Jednakże, jak to mówią, nie liczy się długość, a ich jakość, a pod tym względem nie miał Eden nic do zarzucenia.

Nie byłby zaskoczony, gdyby potrafiła w mniej niż dziesięciu słowach podsumować wypowiedź nawet najbardziej rozgadanego rozmówcy, a i tak wprawić go w osłupienie. Czy było to coś, co wyniosła z rodzinnego domu, a może naturalny instynkt i wyczucie słowa, które nabywała w ciągu swojego życia? Jaka nie byłaby prawda, tak z całą pewnością działało to na jej korzyść. W połączeniu ze stanowczością, która w jej przypadku wedle co poniektórych zakrawała na bezczelność, jeszcze pewnie daleko zajdzie.

Zerknął kątem oka na Eden, gdy ta powtórzyła po nim to jedno wypowiedziane wcześniej słowo. Wyśmieje mnie, nie wiedzieć czemu, była to pierwsza myśl, która przyszła mu do głowy. Jak gdyby zaledwie sugestia, że człowiek być może powinien hamować pewne odruchy, wydawała jej się abstrakcyjna i godna natychmiastowego potępienia. Erik szykował się już na bezpośredni cios, ten jednak nie nadszedł, a zamiast tego został zaatakowany od boku. Otworzył speszony usta, przez moment nie wiedząc, co powinien odpowiedzieć.

— Kiedyś to było częste zjawisko. Wynikało z nadmiernego punktowania niedociągnięć w czyimś zachowaniu z mojej strony. Wtedy co poniektórym puszczały nerwy. Nie wiedzieć czemu, ludzie nienawidzą, kiedy wytyka się im błędy. — Parsknął cichym śmiechem. — I to, nawet gdy robi się to dla ich dobra, żeby mogli stać się lepsi, w tym, co robią. — Wydął lekko dolną wargę, wracając do szkolnych wspomnień, kiedy to starał się zaszczepić swoim przyjaciołom i znajomym iskrę perfekcjonizmu. — Zazwyczaj wtedy podnosili głos, krzyczeli albo grozili. Szantaż emocjonalny był najbardziej efektywny.

Gdzieś z tyłu głowy zamajaczyła mu myśl, że kobieta mogła oczekiwać odpowiedzi innego typu. Takiej, która bardziej odnosiła się do przesadnego zainteresowania czy zafascynowania jego osobą. Doszedł jednak do wniosku, że wolał udzielić szczerej odpowiedzi, która faktycznie miała odzwierciedlenie w rzeczywistości i pozwalała poznać go lepiej jako osobę. Czy był to dobry ruch? A może Eden zachowa sobie tę ciekawostkę w jednej z szufladek w swoim umyśle i dzięki temu będzie miała na niego przysłowiowego haka?

— Czy to oznacza, że perspektywa spotkania z moją siostrą nagle wydała Ci się bardziej atrakcyjna? Ciekawa zmiana priorytetów. — Uniósł niepewnie brew w górę. Nie wiedział zbytnio, jak obecnie wyglądały relację bliźniąt, jednak wnioskując po słowach blondynki, nie były one raczej wybitnie. Chyba że wyolbrzymiała.

Chociaż pomysł kolacji we czwórkę raczej nie byłby najprostszy do zrealizowania z uwagi na niechęć Eden do tej koncepcji, tak w głowie Erik jawiło się to, jakie wydarzenie niemożliwe do podrobienia i jedyne w swoim rodzaju. Mogłoby się okazać jedną z największych porażek towarzyskich ostatnich miesięcy lub wielkim sukcesem, gdyby wyszło na jaw, że w ich grupie zapanowałaby swego rodzaju pozytywna synergia.

— Nie potrzebuję? — Zmarszczył brwi, jakby był to pierwszy raz, kiedy ktoś zaproponował mu wyjście bez dodatkowej opiekunki w formie młodszej siostry. — Skoro tak stawiasz sprawę... I na dodatek przysięgasz na szare komórki swojego brata, to chyba nie mam innego wyboru, jak tylko się zgodzić. Chociaż myślę, że zanim wyjdziemy na wspólny obiad, to wypadałoby zacząć od czegoś prostszego. Małe kroki i tak dalej.

Zsunął się z regału i wylądował zręcznie na podłogę, na szczęście nie padając na kolana. Zapewne Eden nie szczędziłaby mu komentarzy na temat tego, że nie musi od razu przed nią klękać. Erik otrzepał spodnie z kurzu, który zebrał podczas posiadówki pod sufitem. Otaksował Eden uważnym spojrzeniem i zbliżył się do niej, podając jej niemalże teatralnym gestem dłoń, co by pomóc jej zejść na ziemię.

— Dasz się zaprosić do kantyny na herbatę drugiego sortu? — spytał z rozbrajającą szczerością, prezentując jakość napitków dostępnych dla personelu Ministerstwa Magii. Pracowali w tej placówce już od jakiegoś czasu, więc znajomość tutejszego zaopatrzenia raczej nie powinna być dużym zaskoczeniem. Po chwili dodał:— Potem nawet odprowadzę cię do biura.

Kto mógłby odmówić, skoro proponował tak rozległą ofertę? Skoro panna Malfoy była taka chętna do spędzenia razem czasu w bardziej cywilizowanych warunkach, to spodziewał się, że nie będzie jakoś specjalnie oponować. Bądź co bądź, co tutaj miała więcej do roboty? Pająki już się pewnie z nią oswoiły, więc raczej dużego wrażenia już na nich nie wywrze. A tak, jeśli z nim pójdzie, to przynajmniej napije się czegoś ciepłego.

Kiedy już doszli do porozumienia względem planów na resztę zmiany w pracy, opuścili wspólnie archiwum, podążając tylko w sobie znanym kierunku. Kto wie, może faktycznie kręte ministerialne korytarze pokierowały ich do pobliskiej stołówki?


Koniec sesji


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eden Lestrange (4437), Erik Longbottom (5203)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa