• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »
[27.07.1972] Too much | Laurent & Philip

[27.07.1972] Too much | Laurent & Philip
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#41
10.01.2024, 13:10  ✶  

Och tak, zasypiać w czułych objęciach i budzić się w nich na drugi dzień. Życie nie było bajką i zawsze zgotowywało trudne chwile. Takie, w których niekoniecznie zasypialiście w zgodzie, czasem po dwóch różnych stronach łóżka, czasami to było tak mocne zmęczenie, że nużyło was od razu i nie było potrzeby bliskości. W końcu każda miłość przygasała w intensywności i stawała się przyjaźnią, która związana była czerwoną wstążką między palcami u tych, którzy naprawdę szczęśliwie trafili. Bo przecież ilu było takich szczęśliwców tak na dobrą sprawę? Niewielu. Znalezienie drugiej połówki, twojego anam cara, trafiało się raczej pojedynczym osobom, nie każdej parze, która postanowiła założyć obrączki. W tych czasach to... to wszystko było naprawdę trudne.

- Niestety nie mam luksusu sezonowych wyjazdów do pracy. Moja praca trwa przez wszystkie sezony. - Nawet jeśli, tak jak mówił, starał się od tego jak najbardziej odsunąć, żeby zyskać więcej przestrzeni i przede wszystkim czasu na zajmowanie się wszystkimi innymi rzeczami. Nie chciał jednak, żeby Philip zaczął marudzić, że może by został, a może by z nim i psami na spacer poszedł, a może obiad..? Albo jeszcze by przyszedł jednak dzisiaj na kolację? To wszystko zawróciłoby na bardzo, bardzo dziwny tor. Szczególnie, że nadal nie wiedział, jak miał się czuć z tym, że Philip tak hardo mówił, żeby Laurent czasem nie liczył na seks i nie próbował go uwodzić, a potem... potem... Cóż, oto są. Nawet nie wiedział, czy powinien w ogóle się jakkolwiek z tym czuć. Czy nie łatwiej byłoby po prostu przejść nad tym jednym dużym krokiem do porządku dziennego. Coś, przed czym nawet Edward go przestrzegał. Tak przecież nie można było żyć, bo to, co tak omijałeś w końcu cię dopadało i łapało za gardło.

Skierował się do kuchni, skinąwszy głową Philipowi na znak zgody. Niech spokojnie zajmie się swoimi porannymi czynnościami, nie zamierzał mu wchodzić z tym pod nogi. Jego poranne rutyny i tak były od dawna wywrócone do góry nogami i gdyby miał teraz powiedzieć, od czego zaczynał dzień, to tylko jedno mógłby powiedzieć z całą stanowczością - kawy. Nawet niekoniecznie śniadania. Od kawy.

- Dzień dobry. - Przywitał się z Błyskiem, spoglądając przez moment na Philipa witającego się z psiakami, które odprowadziły swojego pana kawałek, zanim zawróciły do niego, machając z radości ogonami. Przecież nie mógłby nie przysiąść i nie pomiziać ich za uszami, nie wytarmosić na powitanie. Nie poprosił jednak Błyska o kawę, czując przyjemny zapach kiełbasek roznoszący się w powietrzu. Kawę wypije... później. Ze swoim gościem, który miał się pojawić w New Forest dzisiejszego dnia. - Dziękuję za odświeżenie ubrań. - Zgadza się, skrzaty były niesamowitymi istotami i potrafiły wiedzieć dużo. Przerażająco dużo. Laurent strasznie ufał Migotkowi, chciał mu podarować nawet ubrania, ale... skończyło się to naprawdę tragicznie. Migotek, biedny, twierdził, że to dlatego, że jest już niechciany i... ach, nawet nie chciał do tego wracać myślami, bo niepotrzebnie to kochane stworzenie się krzywdziło. I to był jego błąd - powinien to przewidzieć, zastanowić się nad tym. Jeden z wielu błędów, które przyniósł na istoty dookoła siebie. Przypomniało mu się to, gdy się podniósł i zobaczył ten fartuszek.

Poprawił nieco koszulę na sobie i spojrzał w kierunku szkatułki w salonie. Podszedł do niej, żeby ją zabrać na stół jadalniany i tam odczynić zaklęcie i ubrać na siebie z powrotem biżuterię. Wolał teraz, bo jeszcze by się okazało, że zaklęcie się zakończyło przedwcześnie i psidwakom naprawdę coś złego by się stało.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#42
11.01.2024, 22:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.01.2024, 00:56 przez Philip Nott.)  

Philip z pewnym trudem powstrzymał cisnące mu się na usta westchnięcie i nie z mniejszym trudem ugryzł się ugryzł się w język. Niektórym mogło wydawać się, że cała jego praca to jeżdżenie od meczu do meczu, ale oni mogli nie zdawać sobie sprawy z tego, że jej istotnym elementem były regularne i wyczerpujące treningi. Im bliżej meczu, tym praktycznie trenował codziennie wraz z całą drużyną. Trener ich nie oszczędzał. Bezpośrednio przed meczem mógł wypocząć, tak aby nie brać w nim udziału wykończonym. Do tego szukający byli najczęściej faulowanymi zawodnikami, których zawsze starano wyeliminować się jak najwcześniej z gry. Nic więc dziwnego, że starał się jak najwięcej wycisnąć ze swojej kariery sportowej, gdyż nie będzie do końca życia grać w barwach Zjednoczonych z Puddlemere. Przy dobrych układach, jeśli nie zostanie wcześniej poważnie kontuzjowany, zostało mu jakieś dziesięć lat jako profesjonalny zawodnik a później chciał skupić się na karierze trenera.

— Nie umniejszam twojej pracy. — Odpowiedział jedynie, uznając że będzie lepiej nie poruszać tego tematu. Philip również miał swoje życie i chociaż spędzenie z Laurentem reszty tego dnia mogłoby być miłe, tak on również potrzebował czasu dla siebie. Zresztą, nie on jeden. Nie zmieni tego, co i tym razem zaszło między nimi. W tym momencie niczego tak naprawdę nie żałował. Teraz nie musiał mierzyć się z samym sobą i ze wszystkimi konsekwencjami swoich decyzji.

— Panicz jest miły dla Błyska, który postanowił się odwdzięczyć. — Zapiszczał skrzat domowy, wypowiadając się o sobie w ten sposób. Gościom nie wypadało źle traktować służby swoich gospodarzy, jednak nie wszyscy zdawali się to respektować. Jeśli chodzi o skrzaty domowe to Philipowi zdawało się, że one wszystkie znają się ze sobą. Pozostawał jedynie pewien, że nie plotkują pomiędzy sobą o swoich panach albo o swoich całych rodzinach.

Jak tylko zajął miejsce na jednym z krzeseł, skrzat domowy nałożył na jego talerz pełne śniadanie angielskie. Pozostawił jednak Laurentowi decyzję co tego co chce zjeść podczas tego posiłku. Byłoby co wybierać. Błysk przygotował dla nich tyle jedzenia, że mogłoby go wystarczyć dla nich samych i dla jednej albo nawet dwóch dodatkowych osób. Philip był przyzwyczajony do takiego standardu.

Niezależnie od tego, co Laurent wybrał dla siebie, to nie spożywali tego śniadania w nieznośnej ciszy. Wypełnili ją rozmową na stosunkowo trywialne tematy, jak chociażby plany na resztę dnia albo dyskusje dotyczące wydarzeń kulturalnych w świecie czarodziejów. Starannie omijali kwestie powiązane z działaniem popleczników Lorda Voldemorta przez wzgląd na to, co spotkało samego Laurenta, który padł ofiarą ataku ze strony tych przeklętych śmierciożerców i to wszystko przez tego parszywego pisarzynę, który tak paskudnie poprzekręcał jego słowa. Merlin mu świadkiem, że gdyby wiedział, że tak się skończy to by uderzył tego dziennikarza prosto w nos i może wtedy ten artykuł nie pojawiłby się. Celebryci łamiący nosy wścibskim pismakom stanowili pewną normę i już nikogo to nie dziwiło.

Po skończonym posiłku Błysk sprawnie posprzątał to, czego nie zjedli i pozmywał wszystkie naczynia. Sami za to mogli się ubrać. Laurent przez wzgląd na konieczność powrotu do New Forest i to jemu skrzat przyniósł wyprane, wyprasowane ubrania. Natomiast Philip przez wzgląd na konieczność i zarazem chęć zabrania swoich zwierzaków na długi spacer po zatłoczonej Ulicy Pokątnej. Nie zamierzał jednak popędzać samego Laurenta do wyjścia. Nigdy tego nie robił. Podczas spaceru zamierzał wstąpić w kilka miejsc.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (10275), Philip Nott (10172)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa