• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »
[08.06.1972] It's not rocket science. | Nora & Neil

[08.06.1972] It's not rocket science. | Nora & Neil
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#1
10.01.2024, 19:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2024, 13:12 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Nora Figg - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Dzień zbliżał się powoli ku końcowi, jednak wcale nie równało się to z przyjemnością, a jedynie z kolejnym stresem, czy wszystko uda się tak, jak założyła. Była to jedna z pierwszych rezerwacji, którą przyjęła. Zależało jej więc na tym, aby dopiąć wszystko na ostatni guzik. Ważne dla niej było to, aby dobra opinia poszła dalej w świat, aby opowiadali o tym, jak pięknie przygotowała dla nich tę uroczystość. Nieco panikowała, a kiedy Nora panikowała zaczynała kompulsywnie objadać się ciastkami. Trzymała więc w dłoni niewielką miseczkę pełną najzwyczajniejszych ciastek maślanych i patrzyła na swoje dzieło.

Klubokawiarnia była zamknięta, znaczy nie do końca zamknięta. Nie wpuszczali już po prostu do środka żadnych gości. Stoły były ułożone inaczej niż zazwyczaj, wnętrze pełne było kolorowych kwiatów, świec, niektóre z nich unosiły się nad sufitem. To wszystko było stworzone po to, aby godnie uczcić dziesiątą rocznicę ślubu państwa McGonagall. Fred był jakimś dalekim znajomym jej ojca z ministerstwa, postanowił więc mu zaufać i poprosił Norkę o przygotowanie tej uroczystości. Niby nie miała być wielka, bo raptem na czterdzieści osób, jednak dla niej już to wiązało się ze stresem. Bardzo chciała, żeby wszystko wypadło idealnie.

Mieli pojawić się tutaj za jakieś dwie godziny. Tak naprawdę praktycznie wszystko było przygotowane, pozostawało jedynie wypolerować szkło i ustawić je na stolikach, przetransportować jedzenie z kuchni i to by było na tyle. Później będzie już jedynie doglądała, czy gościom niczego nie brakuje.

Za chwilę miało pojawić się jej wsparcie, liczyła na to, że razem pójdzie im sprawniej, szczególnie, że Neil okazał się być całkiem zwinny. Na pewno w porównaniu do niej, bo wszyscy wiedzieli, że miała dwie lewe ręce i często coś jej z nich wypadało. Poprawiła swoją różową kieckę, bo nieco jej się podwinęła do góry, gdy zeskakiwała z wysokiego krzesła. Ciągle miała w drugiej ręce miseczkę z ciastkami, nadal nie przestała ich jeść, robiła to mechanicznie. Wtedy usłyszała też dźwięk dzwonka, który zabrzmiał, gdy drzwi się otworzyły. - Jak dobrze, że jesteś! - Przywitała go całkiem entuzjastycznie, jak na stres który coraz bardziej ją ogarniał.

Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#2
10.01.2024, 20:22  ✶  
Wyjście z domu było ciężkie, choć nie tak trudne, jak wyjście z łóżka. Pobudka przyszła zdecydowanie zbyt szybko po zamknięciu oczu, a dzisiaj świece i olejki niespecjalnie mi coś dawały. Jednak przyzwyczajenie się do takich warunków życia sprawiało, że wyszedłem z kamienicy w jakiej mieszkam w stanie niemalże nienagannym, jedynie włosy mi trochę sterczały kilkoma kosmkami na różne strony, zwłaszcza po potknięciu się, bo sprawdzałem godzinę. Zdążę, na spokojnie.
Kawiarnię było widać już z daleka, szczególnie światło z zewnątrz, a jak bliżej się podeszło, to pustki w środku. Nie robiło to jednak złego wrażenia, w końcu wiele osób wiedziało o tym jaki dzisiaj wieczór. Plotki niosą się szybko, a rezerwacja, to rezerwacja, chociaż z dawnych prac pamiętam jakie osoby, co by pomimo rezerwacji chciały wejść i usiąść na samym środku.
Przeciągnąłem się i po kilku krokach chwyciłem klamkę, wchodząc do środka. Pierwszy niestety nie przywitał mnie pies, a dzwonek, czy raczej obwieścił wszystkim obecnym, że przybyłem. Może przydałoby się go jakoś zablokować na czas imprezy, w końcu głowy im popękają jak czterdzieści osób będzie wchodzić, wychodzić, ciągle dzwonić.
Uśmiechnąłem się do szefowej, co wyglądała słodko, jak cukierek przez kolorystykę jaką dobrała, a dodając do tego ciastka, to już w ogóle.
-Jest aż tak ciężko?-Zaśmiałem się do niej. Nie to, że siebie nie doceniałem, nie wydawało mi się specjalnie żebym był mocno potrzebnym członkiem ekipy, ale teraz chyba każda rąk się przyda. Sięgnąłem po ciastko z jej miski.-Za barem też wszystko uzupełnione, o ile nikt mi tam nic nie pomieszał. Swoją drogą to raczej towarzystwo pełnego alkoholu, a nie rozcieńczanych drinków, prawda?-ciekaw byłem jak dzisiaj mnie praca pochłonie ile będzie mieszania, a ile zwykłego otwierania butelek.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#3
10.01.2024, 21:11  ✶  

Tutaj nie było żadnych psów, wręcz przeciwnie Klubokawiarnia była oazą dla kotów. Mieszkały w niej bowiem na stałe trzy, każdy należał do innego Figga. Nora postanowiła je jednak na czas przyjęcia zamknąć w części mieszkalnej, bo kto wie, co za pomysły mogły im przyjść do głowy. W szczególności Lady, która była jej kotem, a zarazem kocim dzieciakiem, więc trzeba było ją jeszcze nieco ułożyć. Nie to co Salem - jak się okazało wspaniały przedsiębiorca, zabawiacz gości, zwierzę wielu talentów, który był jej towarzyszem do czasu Beltane, gdzie zginął śmiercią tragiczną.

Dzwonek zapewne zostanie przed Norkę wyciszony, tuż przed samym przyjęciem. Wiedziała, że może być dość irytujący, jednak przydawał się w sytuacjach, kiedy była tutaj sama i niknęła na zapleczu, gdzie dekorowała ciastka. Nie miała jeszcze tylu pracowników, że mogła sobie pozwolić na dłuższe przerwy i niestety musiała czuwać nad tym biznesem. Zresztą nie zakładała, że to miejsce okaże się być aż takim popularnym, przerosło to jej oczekiwania, oby tak dalej. Między innymi dlatego ciągle szukała nowych pracowników, powoli udawało jej się formować zespół, co ogromnie ją cieszyło. Czuła bowiem, że znajdzie prawdziwe perełki, które tak jak ona pokochają to miejsce. Zresztą jedną już znalazła.

- Ciężko to dopiero będzie. - Wolała założyć najgorsze. Wiadomo, jak to jest, przynajmniej nie było sporego rozczarowania, kiedy przychodziło niepowodzenie.

Przysunęła miskę bliżej chłopaka, kiedy sięgał w jej stronę. - Raczej pełny alkohol, chociaż z tego co słyszałam kobiety mogą być zainteresowane koktajlami, później pewnie będzie im wszystko jedno, ale na początku trzeba będzie się skupić. - Wiadomo, jak to jest wraz z wypitą ilością alkoholu ludzie przestawiali się przejmować, co jest im dolewane do szklanek, najważniejsze, aby znajdowało się to tam szybko.

- Trzeba będzie przynieść jedzenie z kuchni, ale na to trochę za szybko. Rozstawić szkło i wyciszyć ten cholerny dzwonek. - Powiedziała przenosząc spojrzenie na drzwi.

Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#4
10.01.2024, 22:05  ✶  
Podobno zwierzęta przypominają swoich właścicieli i uważam, że jest w tym wiele racji, choć na pewno nie wiem wszystkiego zarówno o kotach właścicielki kawiarni, jak i o samej kobiecie. W świecie mugoli wiele dało się ukryć, a co dopiero w naszym.
Czarnowidzenie kobiecie nerwy poszarga, ale niektórzy po prostu tacy byli i z bardzo się wszystkim przejmowali. Z drugiej strony biznes dalej był dość świeży i w niepełnym jeszcze składzie, a sukcesu niejeden lokal w okolicy mógł zazdrościć. Wysoka pozycja Nory w świecie kawiarnianym była jeszcze nieustabilizowana.
Pochwycone ciasto szybko zostało przeze mnie zamordowane szybkimi ugryzieniami. Jedno jednak ciasto musiało mi starczyć, na więcej pozwalać sobie nie powinienem.
Słuchałem jej i faktycznie niby nie było dużo do roboty, ale jednak dość ciężkie.
-To doniosę jeszcze kilka butelek wina.-pokiwałem głową do siebie. Tak na wszelki wypadek lepiej je mieć pod ręką niż później biegać i szukać.-I zajmę się szkłem.-bo szkło ciężkie... Aj, po takim skakaniu z życia mugoli do życia czarodziejów, czasami zapominałem, że waga przedmiotu nieraz nie ma znaczenia.
Wciągnąłem z opuszek palców okruszki po ciastku i ruszyłem za ladę, żeby tam przemyć dłonie, coby nie dotykać czystych naczyń ocukrzonymi i zatłuszczonymi palcami.
-Mam nadzieję, że wszyscy przyjdą w miarę jednocześnie, a nie, że zaczną się już schodzić za godzinę.-chwyciłem zmiotkę i podszedłem do kobiety, zaraz, zgarniając na szufelkę kilka zagubionych okruszków po cieście. W czasie imprezy nikt się nimi nie przejmie, ale po co syfić.-No i nie jedz ich tyle, brzuch cię rozboli, a musisz być w formie.-upomniałem ją delikatnie, wracając za bar, wyrzucając okruszki i jeszcze raz myjąc pazurzaste ręce.-Prosili cię o jakieś przemówienie?-rzuciłem głośno pytanie uciekając na zaplecze po naczynia. Wyniesienie i przetarcie ich chwilę zajmie.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#5
11.01.2024, 20:55  ✶  

To ciekawe rozmyślenia, bo czy właściwie właściciele przypominali swoje zwierzęta, czy one je? Nie było to istotne, ale na pewno miało jakiś sens. Nowa kotka Nory wydawała się być idealnym odwzorowaniem jej w kocim ciele. Była malutka, słodziutka niczym lukier. Sama Figg miała zielone, kocie oczy, więc również coś poza sympatią łączyło ją z tymi stworzeniami.

Jeśli chodzi o sprawy klubokawiarni to Norka bardzo mocno się nimi przejmowała. Wiele lat pracowała na to, by otworzyć to miejsce, musiało więc być idealne. Nie ukrywała wcale, że bardzo jej zależało na tym, aby wszystko działało jak w zegarku, chociaż ogólnie była naprawdę wyrozumiałą szefową i na wiele rzeczy przymykała oko. Czasem jednak nie potrafiła ukryć swojego zdenerwowania, dzisiaj był właśnie jeden z takich dni. Przez to również zajadała się tymi ciastkami, normalnie raczej rzadko kiedy można było zobaczyć ją jedzącą słodycze.

- Dziękuję, w takim wypadku, ja zajmę się dzwonkiem i zaraz zacznę przynosić jedzenie. - Podzielenie się zadaniami było dość istotne, bowiem dobrze było mieć wszystko zaplanowane, właściwie to chyba w każdej dziedzinie życia lubiła planować, chociaż nie zawsze jej to wychodziło, mimo to nadal starała się to robić.

- Najlepiej by było, wtedy od razu zajęliby się sobą i nie trzeba będzie ich zabawiać. - Lubiła rozmawiać z ludźmi, jednak czasem nie umiała sobie poradzić z tym, aby zabawiać wszystkich równocześnie, dlatego prościej by było, gdyby sami zajęli się sobą.

Kiedy wspomniał, żeby tyle nie jadła zatrzymała w locie swoją rękę, w której trzymała ciastko. Nie zauważyła tego wcześniej, był to zwyczajny odruch nad którym nie panowała. Miała jednak świadomość, że nasila się u niej w stresowych sytuacjach, także zrozumiała skąd się jej to wzięło. - Możesz mieć rację. - Nie bała się tego, że rozboli ją brzuch, a tego, że pójdzie jej to w biodra, bo miała tendencje do tycia, wolałaby uniknąć zostania małą, turlającą się kulką.

- Na całe szczęście mnie nie prosili, chyba sami mają coś do powiedzenia, to dziesiąta rocznica ślubu, ponoć zleciało im całkiem szybko. - Sama nie do końca potrafiła sobie wyobrazić, jak można być z kimś tyle lat, zresztą nigdy nie była w żadnym związku, nie licząc tego krótkiego wakacyjnego, po którym została jej pamiątka w postaci Mabel, od tego czasu trzymała się od mężczyzn z daleka i bała się nawiązać jakąkolwiek relację.

- Nie ma co gadać, zróbmy swoje, to będziemy mogli siedzieć i na nich czekać. - Ruszyła w stronę tego dzwonka przy drzwiach, machnęła różdżką, żeby go wyciszyć, aby ich nie denerwował.

Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#6
11.01.2024, 21:31  ✶  
Nora faktycznie wiele wybaczała, co szczególnie pomagało w początkowym okresie zadamawiania się w kawiarni. Nowe otoczenie, nowi ludzie i sprzęt, a do tego magia wszędzie dookoła i historia niepowodzeń zawodowych i życiowych. Niezłoszczenie się o każdą pierdołę było też zwyczajnie miłe i rozsądne.
Wielka impreza była przyjemnością dla jednych, a wielkim zmartwieniem dla innych, ale nie byliśmy w tym sami, na szczęście. Ktoś zrobi coś jednego, ktoś drugiego i jakoś to pójdzie.
Ze swojej tendencji do tycia mogłaby trochę oddać mi. Skórą i kośćmi nie jestem, ale zimą lekka otoczka z tłuszczu może by mi pomogła nie wymrażać sobie tyłka.
-Życie ogólnie szybko leci.-odpowiedziałem jej
Skinąłem jej głową i zniknąłem po szkło. Pierwsza partia wylądowała na stole. Zniknąłem jeszcze na zaplecze, zgarnąłem wino, rzeczy do przecierania naczyń i wróciłem na salę. Alkohol wylądował w bezpiecznym miejscu, a ja wylądowałem na krześle przecierając każdy talerzyk i każdy kieliszek z największą dokładnością, ale oczywiście z zachowaniem pośpiechu. Można było użyć do tego magii, jednak tłuczenie ważnych naczyń w tej chwili byłoby okropieństwem, choć Nora na pewno ma kilka sztuk szkiełek w zapasie na wszelki wypadek.
-Oby nie zjedli wszystkiego. Nie mam nic w lodówce.-rzuciłem głupio, nie do końca wiedząc czy przy szefowej powinienem mówić takie rzeczy. Cóż, jedzenie byłoby opłacone, ale jest dalej ich. Z drugiej strony nie będą chyba brać na wynos, prawda? Chociaż tyle osób... Kto ich wie, może i opędzlują wszystko.
Odchrząknąłem i ruszyłem po kolejną partię do wyczyszczenia. Głupio mi było z jakiegoś powodu, trochę mnie ten temat jedzenia męczył. Może myślę za dużo przez niewyspanie.
-A ty męża nie szukasz?-rzuciłem z głupia frant, tak w temacie ślubów, związków, trwałości i szybkiego mijania.-Bo mam kilku znajomych... z Akademii, ale... mieszkają za granicą.-już zaczynając mówić wiedziałem, że nie do końca w dobra stronę to idzie.-Znaczy no wiesz o co mi chodzi. Po prostu każdy na jakimś etapie kogoś szuka.-rzuciłem zakończenie i podsumowanie mojego paplania. Coś tam o niej słyszałem, coś tam się domyślałem, większość to były mugolskie plotki. W końcu kobieta, sama z kotem i biznesem? Podejrzane.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#7
11.01.2024, 21:59  ✶  

Nie była w stanie być za bardzo wymagającą szefową. Na pewno od siebie samej wymagała więcej, niż od wszystkich pracowników razem wziętych, była krytyczna przede wszystkim wobec siebie. Nie było to do końca zdrowym podejściem, ale tak już miała. Od zawsze brała odpowiedzialność na swoje barki. Najpierw opiekowała się swoim młodszym rodzeństwem, wyręczając przy tym swoich rodziców, później zajmowała się pierwszakami w Hogwarcie, aż, gdy ledwie zakończyła edukację musiała zająć się swoją własną córką, zupełnie sama, bez żadnej pomocy. Nauczyło ją to odpowiedzialności, przyzwyczaiło do tego, że musi radzić sobie sama, zawsze, chociaż miała obok siebie przyjaciół, nigdy sama nie prosiła o pomoc. Nie chciała być niczyim problemem, przez to też, nieco lekko podchodziła do tematu swoich pracowników. Może też trochę uważała, że sama wszystko zrobi najlepiej i mimo, że im płaciła, to zazwyczaj była gdzieś obok, aby móc na wszystko patrzeć i mieć pod kontrolą.

- Oj tak, za szybko. - Wiele by dała, żeby zatrzymać czas i móc się nacieszyć tym wszystkim na spokojnie, no ale się nie dało. Dni mijały, okropnie szybko, jeden za drugim i nic nie mogła z tym zrobić.

Udało jej się zaczarować dzwonek, sprawdziła to jeszcze otwierając i zamykając drzwi, zamilknął na czas imprezy. Jeden problem z głowy. Mogła się zająć kolejnym zadaniem.

Przystanęła w miejscu, gdy usłyszała kolejne słowa padające z jego ust. Nie miał nic w lodówce. Okropnie ją to zmartwiło, bo nie mogła dopuścić do tego, aby ktokolwiek chodził głodny, to nie mieściło się w jej głowie. - Wiesz, że możesz zawsze zjeść tutaj i zabrać coś do domu. - Nie dopuści do tego, aby ktokolwiek z tego miejsca wychodził głodny. - Zawsze przygotowuję zamówienia z nadwyżką, także się nie krępuj, oczywiście z rozsądkiem, bo nie mogę pozwolić sobie na to, żeby zabrakło jedzenia dla gości. - Wolała to podkreślić, bo wiedziała, że młodzi mężczyźni mają spore możliwości, jeśli chodzi o ilość pożywienia, które są w stanie pochłonąć.

Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, gdy zadał dosyć niewygodne dla niej pytanie. Nie miała pojęcia, jak na nie odpowiedzieć. - Da się w ogóle szukać męża? - W końcu to nie było takie proste, nie było sklepów, w których można było sobie kupić jakiś idealny model. Zresztą Norka nie była w stanie do siebie nikogo dopuścić, uważała, że jest skazana na samotność, przynajmniej jeśli chodzi o relacje miłosne. - Przypomnę ci tylko, że nie jestem atrakcyjną partią, mam ośmioletnie dziecko, które wychowuję sama, jest to idealny odstraszacz dla ewentualnych kandydatów, zresztą świetnie sobie radzę sama. - Dodała jeszcze, żeby nie było, że narzeka na swój los, przywykła do tego, pewnie trudno byłoby jej zmienić tok myślenia, chociaż ostatnio czasem zastanawiała się, jakby to było, i czy jest jeszcze dla niej nadzieja. Nie miała jednak czasu na takie głupoty.

Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#8
11.01.2024, 22:57  ✶  
Chyba to co powiedziałem źle zabrzmiało. To nie tak, że głoduję, po prostu zapomniałem zrobić zakupów. Jeżdżenie to tu to tam, mieszkanie, dom, praca. Zamotałem się zwyczajnie i zgubiłem w dniach tygodnia.
-Nie no nie będę aż taki.-zaśmiałem się lekko niezręcznie. Nie chciałem, żeby aż taką łaskę mi dawała i musiała upominać o zostawieniu czegoś dla gości. Dziwnie mi się zrobiło.
Zaraz kolejny idiotyzm wyciekł z moich usta, ale jej pytanie było...
-Chyba tak...-zmarszczyłem brwi w namyśle.-Ludzie szukają.-chciałem podać siebie za przykład, ale czy ja szukam? Zaraz, jak męża ja, jasne. Tak czy inaczej się chyba da szukać? Teraz jednym pytaniem kobieta zburzyła mi całą filozofię życia. Zaraz też dodała kolejne wytłumaczenia. Dziecko niby tak, ale ma też udany biznes, choć to też niektórzy mężczyźni mogliby uznać za zagrożenie dla ich godności.
-W to nie wątpię.-uśmiechnąłem się do niej i wróciłem do naczyń trochę też żeby i ratować siebie od kompromitacji.
Szkło zabłysło krzywo w jednym z kieliszków. Złapałem go w dłoń, przyjrzałem mu się, przetarłem ścierką, raz, drugi, trzeci, przesunąłem paznokciem, czując jak ten wpada w niewielką rysę na szkle, blokuje się na niej i leci dalej gdy w końcu z niej uciekł.
Obmacałem się po bokach, ale no tak... Spojrzałem znużonym spojrzeniem na bar z myślą, że gdzieś tam jest moja torba i różdżka.
-Jeden jest nadpęknięty.-poinformowałem ją, odstawiając naczynie na bok. Zwykłe Reparo powinno podziałać, w końcu nie takie rzeczy to zaklęcie potrafi składać w całość.-Inne chyba są w porządku.-dodałem, przyglądając się kolejnym elementom zastawy.
-W sumie... Masz jakieś plany dla kawiarni za dwa tygodnie? Planowałem pojechać do rodziny. Nic pilnego, więc jak potrzebujesz mnie tu, to zostanę.-zagadałem. Przyszykowałem ojcu nowe mazidła i świece, testowałem je już na sobie i dają sporą ulgę przy bólach głowy, więc może i jemu pomogą. Nie chciałem się jednak aż tak tym wszystkim chwalić, w końcu to rodzinne sprawy, ale kobieta wiedziała, że mam rodzinę nie aż tak daleko i czasami muszę im pomagać.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#9
12.01.2024, 21:16  ✶  

Nie miała pojęcia z czego wynikało to, że ma pustą lodówkę, tak czy siak, ją to zmartwiło. Szczególnie, że pracował w miejscu, w którym pożywienia nie brakowało, a ona nie zabraniała przecież wynosić go ze sobą do domu. Uważała, że jej pracownicy nie powinni chodzić głodni, jeszcze by to ktoś nie daj Merlinie usłyszał, co by sobie o niej pomyśleli, jako o właścicielce tego miejsca? Na pewno nic dobrego.

- Po prostu spotykałam na swojej drodze różnych ludzi, nie bierz tego do siebie. - Nie chciała go osądzać, po prostu wolała ostrzec, pamiętała jak kiedyś jeden z kelnerów babci zjadł wszystkie babeczki, które był przygotowane na niewielką posiadówkę, musieli na szybko coś wymyślić, aby uszczęśliwić gości. Wolała uniknąć takich sytuacji u siebie.

- Może inni szukają, ja sobie to raczej odpuszczę. - Była z nim zupełnie szczera, bo dlaczego nie miałaby? Sam pomysł szukania męża wydawał jej się dość kontrowersyjny, bo świadczyłby o desperacji, a ona zdecydowanie wolałaby nie zostać wziętą za desperatkę. Może kiedyś los postanowi jej splatać figla, ale póki co, wszyscy mężczyźni, którymi wydawała się kiedykolwiek interesować znikali z jej życia równie szybko, jak się w nim pojawiali. Nie miała im tego za złe, chcieli więcej od życia, niżeli siedzenie w Londynie i zabawa w rodzinę. Rozumiała, że każdy ma inne potrzeby, szkoda tylko, że zawsze trafiała na tych, którzy chcieli zdobywać świat, kiedy ona sama była raczej ciepłą kluską, która bardzo rzadko opuszczała cukiernię.

- Cieszę się. - Miała nadzieję, że w żaden sposób go nie uraziła, tylko zwyczajnie chciała postawić sprawę jasno, nie wiedziała też właściwie dlaczego o to pytał, może był po prostu ciekawy. Spędzali tu ze sobą sporo czasu, więc dobrze by było się poznać, dowiedzieć czegoś o sobie. Nie miała problemu, żeby odpowiadać mu na zadawane przez niego pytania, bo tak naprawdę nie miała nic do ukrycia, no prawie nic, ale to nie było teraz istotne.

- Możesz go wyrzucić, jak jest pęknięty. - Bez sensu było łatać każde szkło, bo traciło wtedy na jakości, a wolałaby jednak uniknąć sytuacji, w której klientowi szklanka pęka w dłoni, lub jeszcze gorzej w ustach.

Panna Figg skierowała się na zaplecze, aby przynieść patery ze słodkościami, które miały być ustawione na stołach. Uwinęła się całkiem szybko, wróciła na salę a za nią w powietrzu unosiły się pięknie przyozdobione ciastka, torty, babeczki. Mieniły się najróżniejszymi kolorami. Pozostawiała odpowiednią ilość na każdym stole, tak, aby wyglądał on na bardzo obficie wypełniony. Idealnie wpasowywało się to w kwiatową kompozycję, którą wcześniej na nich ułożyła. Widać było uśmiech na jej twarzy, chyba stres powoli z niej schodził. Zadowolona była z efektu, który osiągnęła.

Zmrużyła oczy, gdy usłyszała kolejne pytanie chłopaka. Policzyła w głowie, jaka to właściwie będzie data, żeby przypadkiem nie rzucić słów na wiatr. - Tak się składa, że mam plany, ale kawiarnia będzie zamknięta dla obcych, także możesz jechać. - Idealnie się złożyło, bo właśnie wtedy chciała zorganizować przyjęcie urodzinowe dla swoich przyjaciół, skromne, bo skromne, jednak musiało się odbyć.

Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#10
12.01.2024, 23:19  ✶  
Na bogów, tłumaczenie niezręcznej sytuacji trwało dalej, więc tylko uśmiechnąłem się i pokiwałem jej głową. Jasne, rozumiem, nie ma co jednak drążyć tematu. Dzisiaj tak wyszło, ale nie zjem wszystkiego, na spokojnie, nie musi się martwić. Przyjąłem do wiadomości. Muszę pamiętać, żeby następnym razem ostrożniej rzucać słowami.
Zaraz znów musiałem jej pokiwać głową, bo miała rację. Nie będę jej zmuszać do męża, szczególnie, że może własne pragnienia na nią przelewam. W końcu miała kiedyś miłość, bo miała dziecko, chyba tak to działa, sam już nie wiem. Po prostu niech się jej dobrze żyje, takie moje życzenie od niej i przy okazji postanowienie ode mnie dla mnie. Za bardzo się napalam na te rzeczy. Jestem jeszcze młody i piękny powinienem korzystać z życia, a nie osiadać już gdzieś w jednym miejscu, chociaż dokładnie to w tej chwili robię. Okolice Londynu od zawsze, teraz od jakiegoś czasu Londyn to już moje miasto i tak to tylko jadę do ciotki, albo jechałem do szkoły i od to całe moje podróże. Kiedyś się gdzieś wybiorę, nie wiem gdzie, nie wiem z kim i za co, ale się wybiorę.
Spojrzałem na kieliszek ze współczuciem dla niego. Cóż, rysa nie była aż taka tragiczna, ale żeby od razu wywalać. Wstałem i zaniosłem je na bar, stawiając w bezpiecznym miejscu jakie zapamiętam. Skoro i tak ma być do wywalenia, to Nora się pewnie nie obrazi, jak zabiorę je go do domu i zmienię na doniczkę. Mógłbym jeszcze ewentualnie zrobić z tego pojemnik na świecę, ale nie ufam aż tak temu szkłu, może gdyby to był kubek do herbaty to jeszcze, bo wiem, że na pewno wytrzyma wysoką temperaturę, ale kieliszek do wina? Nie ma szans.
Wyczyszczone naczynia zacząłem roznosić na swoje miejsca, co zaraz szefowa zaczęła robić z jedzeniem, które wyglądało oszałamiająco, a pachniało jeszcze lepiej. Aż ślina zaczęła mi się zbierać w ustach. Nie, nie mogę ulec pokusie, muszę poczekać, dokładnie tak.
Po usłyszeniu odpowiedzi o termin natychmiast się uśmiechnąłem. Czyli mogę już sobie kupić bilety na pociąg. Rodzice się ucieszą to na pewno, a może powinienem zrobić im niespodziankę? Zastanowię się. Na pewno będę musiał się porządnie spakować, żebym nie zapomniał niczego, w końcu nie poto się tak męczyłem ze zrobieniem wszystkich prezentów dla taty, żeby teraz mu ich nie zawieźć.
-Czemu będzie zamknięta? Też gdzieś wyjeżdżasz? W sumie sezon akurat na wakacje. Sam się nie mogę doczekać jeziora u ciotki.-rozmarzyłem się na chwilę, wracając za bar, żeby zająć się ostatecznym sprawdzaniem czy jest tam wszystko, czego potrzebuję.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Neil Enfer (1926), Nora Figg (2729)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa