• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[01.07.72] Szumiało morze

[01.07.72] Szumiało morze
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#1
14.01.2024, 11:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2024, 13:15 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Rozliczono - Nora Figg - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Florence obiecała, że nie będzie zadawała pytań.
Zwykle chciała wiedzieć. Utrzymywanie w błogiej nieświadomości uważała za gorsze niż najpaskudniejsza prawda. W tym wypadku jednak przyjęła do wiadomości wszystko: że Patrick wiedziała o Beltane więcej niż Ministerstwo, że jedną z jej ciotek trafiła paskudna klątwa, i nie trafiła do szpitala, że niektóre działania pozostawały w cieniu. I nie pytała. Pewnych rzeczy mogła się domyślić, jak tego, że Ministerstwo było zinfiltrowane, i że gdyby Arabella pojawiła się w Mungu, śmierciożercy za wcześnie dowiedzieliby się, że przeżyła. Nad innymi wolała nie rozmyślać, bo ostatecznie wyglądało na to, że walka zamieniła się w prawdziwą wojnę, a na takiej tylko ktoś, kto spogląda z góry na szachownicę ma pełne informacje.
Nie pytała więc, dlaczego ma zbadać kogoś po cichu, nie w szpitalu, przyjmując po prostu do wiadomości, że nikt nie powinien dowiedzieć się o obrażeniach, jakie odniósł. Nie zastanawiała się nawet, dlaczego leczenie miało nastąpić w jakimś zapomnianym przez Merlina i ludzi zakątku. Nie dopytywała, kim był mężczyzna, któremu miała pomóc. I nie wnikało w to, kim była kobieta, która wyłoniła się z kominka ledwo minutę po samej Florence: zadowoliła się informacją, że ta dostarczy eliksiry.
Nie wiedziała nawet, gdzie dokładnie się znalazły, poza tym, że gdzieś nad morzem. Ledwo wyszła z płomieni (i odruchowo sięgnęła po różdżkę, by oczyścić ubranie i podłogę, gest, którego nie umiała zwalczyć) usłyszała charakterystyczny szum, a chwilę później krzyk mew, dźwięki, które znała całkiem dobrze, ze wszystkich odwiedzin u Laurenta w New Forest. Spojrzenie jasnych oczu przesunęło się po wnętrzu. Jak szybko zauważyła, niezbyt dużym, nie obskurnym, ale dość zaniedbanym, wyglądającym tak, jakby przez jakiś czas nikt tu nie mieszkał: na drewnianych meblach ostała się warstwa kurzu, w powietrzu zaś unosił się nieprzyjemny zapach.
Na łóżku tymczasem usiadł mężczyzna, na oko gdzieś koło pięćdziesiątego roku życia. Skórę miał ciemną, ogorzałą od słońca i wiatru, włosy kompletnie posiwiałe, twarz tu i ówdzie pobrużdżoną zmarszczkami, mimo tego, że sama sylwetka była krzepka, wskazująca na to, że nie mają do czynienia z jakimś staruszkiem. Na jednym z odsłoniętych przedramion malował się tatuaż, dość stary już, wyblakły od słońca, przedstawiający kotwicę. Drugie niesprawnie owinięto bandażem. W dłoni trzymał różdżkę i natychmiast wycelował we Florence.
– Od Patricka – powiedziała natychmiast, unosząc dłonie lekko w górę.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#2
14.01.2024, 20:08  ✶  

Bardzo cieszyło ją, że nadal od czasu do czasu mogła się wykazać. Zazwyczaj po prostu przygotowywała eliksiry u siebie, jednak były momenty, jak te, kiedy potrzebowali jej do czegoś więcej. Czuła się potrzebna, co mocno podnosiło ją duchu, mimo, że nie ryzykowała życia jak większość członków Zakonu, to mogła pomóc w inny sposób. Razem walczyli o to, aby wszystko wróciło do normalności. Wierzyła, że stanie się to niebawem, że już niedługo będą mogli świętować sukces bez patrzenia za plecy i martwienia się o to, że ktoś może ich zabić. Problematyczne było to, że większość jej najbliższych ciągle ryzykowała życia, okropnie ją to martwiło, wiedziała jednak, że mają ku temu powody, kto jeśli nie oni będzie się martwił o tych niewinnych? Ministerstwo zupełnie sobie z tym nie radziło, musieli wziąć sprawy w swoje ręce. Miała jedynie nadzieję, że nikt z jej najbliższych nie umrze przy tej walce, miała gdzieś z tyłu głowy, że może się tak wydarzyć, jednak zakładała ślepo, że do tego nie dojdzie.

Wczoraj przygotowała eliksiry, które miała przekazać jakiejś kompetentnej osobie, która będzie potrafiła podać lekarstwa, które ona przygotowała. Wiedziała, że Zakonowi są potrzebni uzdrowiciele, sama zastanawiała się nad tym, czy nie powinna w najbliższym czasie trochę poduczyć się tej dziedziny, aby być bardziej przydatna swoim przyjaciołom. Póki co jednak, trudno jej było na to znaleźć czas. Miała go naprawdę niewiele przez to, że klubokawiarnia okazała się być miejscem, które każdy chciał odwiedzić. Oczywiście bardzo ją to cieszyło, jednak nie do końca było spodziewane, nie przygotowała się, aż na taki sukces.

Skorzystała z kominka, aby znaleźć się na miejscu, w które miała dostarczyć eliksiry. Kiedy wyłoniła się w pomieszczeniu kobieta, o której wspominał Patrick była już na miejscu. Przywitała ją uśmiechem, a później zajęła się doprowadzeniem swojej fioletowej sukienki do porządku. Nie znosiła w tym sposobie transportu tego, że proszek zostawał na ubraniu, tyle, że niestety nie miała szczególnie wielkiego wyboru, bo ani nie potrafiła się teleportować, ani latać na miotle - pozostawały jej więc jedynie kominki i świstokliki.

Nie wypytywała dokąd ją wysyłają. Szum fal dochodzący z zewnątrz uświadomiły ją o tym, że znajdują się niedaleko morza. Chętnie wybrałaby się tam na spacer, dawno bowiem nie miała możliwości odpocząć w takim pięknym miejscu, jednak nie był to odpowiedni czas.

Nie odzywała się do kobiety ani słowem, bo właściwie nie wiedziała, o czym miałyby rozmawiać. Rozejrzała się po pomieszczeniu, w którym się znajdowały, nie wyglądało na szczególnie atrakcyjne miejsce do rekonwalescencji, ale wiedziała, że ranny znalazł się tutaj z konkretnego powodu. Ukrywali go, nie mogli go przenieść do szpitala, bo ktoś mógłby zechcieć do dobić, tak było bezpieczniej.

Zauważyła mężczyznę, który podniósł się na łóżku. Zareagował odruchowo i wycelował w nie, a raczej w tę drugą kobietę różdżką. Nie ma się, co dziwić, że bał się o swoje życie. - Jesteśmy tutaj, żeby panu pomóc. - Powiedziała bardzo spokojnym tonem głosu.

Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#3
15.01.2024, 09:51  ✶  
Domyślała się tyle, że pewnie ten człowiek był marynarzem, jego wygląd, strój i tatuaż właśnie na coś takiego by wskazywały. Kobiety, która pojawiła się w kominku, Florence nie znała i ten raz zrezygnowała z dobrych manier, ani się jej nie przedstawiając, ani nie pytając o jej imię.
Czy musieli go ukrywać? A może tylko, skoro był tutaj sam, bez ochrony, robił coś, czego robić oficjalnie nie powinien i nie chcieli tłumaczyć w Klinice, skąd wzięły się jego obrażenia, bo mógłby wpaść w kłopoty z Ministerstwem Magii? Florence nie wiedziała. Mogłaby spróbować spojrzeć w jego przyszłość, zobaczyć intencje i plany, ale świadomie zrezygnowała z tego, co było dla niej równie naturalne jak oddychanie.
Nie czuła się z tym dobrze. A jednak była pewna: lepiej dla wszystkich, by nie wiedziała. Choćby po to, by móc odpowiedzieć szczerze "nie wiem", gdyby ktoś zaczął zadawać zbyt wiele pytań. Zwłaszcza gdyby tym kimś był ojciec albo któryś z braci: nie cierpiała ich okłamywać i jak daleko sięgała pamięcią, nie mogła sobie nawet przypomnieć, by kiedykolwiek usłyszeli z jej ust jakieś kłamstwo. Tak, odmawiała niekiedy odpowiedzi wprost lub ich zbywała, ale nie łgała. Florence oferując wsparcie Patrickowi była świadoma, jak będzie to wyglądać, i zaproponowała pomoc spodziewając się właśnie takiego obrotu sytuacji.
A jednak nie czyniło to sytuacji ani odrobinę łatwiejszą.
- Wreszcie - odetchnął mężczyzna, opuszczając różdżkę. - Boli jakby sam kraken ją poszarpał. Wiggenowy nie działa, jak nic klątwa, jedna z tych, co się nimi straszy majtków, a samemu nie wierzy, dopóki cię nie dopadną...
- Rozumiem, że chodzi o rękę? Proszę zdjąć bandaż - powiedziała Florence. Zawiesiła w powietrzu za pomocą zaklęcia torbę i wyciągnęła z niej rękawiczki, zanim zbliżyła się do rannego. Kiedy zdjął bandaż, ukazała się skóra gęsto pokryta łuską, błękitną, wrastającą w skórę i zostawiająca w niej rany. Florence uniosła lekko brwi i wyciągnęła różdżkę, chociaż już przeczuwała, że zwykłe finite nie wystarczy. I rzeczywiście, Rozproszenie nie podziałało, go nie był prosty przypadek transmutacji. To była klątwa i to z gatunku dość paskudnych, bo nietypowych.
- Rozprzestrzenia się? – spytała, pochylając się nieco i przyświecając sobie różdżką. Niektóre łuski zdawały się twardsze, w pełni ukształtowane, a rany wokół nich babrały się. Inne, te na brzegach, były niewielkie, jeszcze delikatne, a zranienia wyglądały na świeżo powstałe.
- Taaak, najpierw to była jedna łuska, a teraz...
- Na pewno będziemy potrzebować eliksiru odkażającego, przeciwbólowego, a potem wiggenowego, ma je pani? – spytała. Zwracała się oczywiście do Nory, chociaż nie popatrzyła na nią: nie uniosła wzroku znad tej skóry, powoli ginącej pod błękitnymi łuskami.
- Mówiłem, że wiggenowy nie działa...
- Działa i pogarsza sytuację, bo leczy rany powstałe od łusek i sprawia, że te wrastają głębiej. Po ich usunięciu trzeba będzie go zaaplikować. I niestety, muszę spytać, jeśli mam to skutecznie wyleczyć. Jak to się stało, że dotknęła pana ta klątwa?
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#4
15.01.2024, 11:00  ✶  

Sama Figg zakładała, że po prostu nikt nie może się dowiedzieć o tym, co robił. Nie do końca zamierzała o to wypytywać, w końcu nie po to się tutaj znalazła. Miała tylko przekazać eliksiry, dla Zakonu była trochę niczym łączniczka. Przygotowywała co mogła w swojej kuchni, aby później przekazać to dalej. Odpowiadało jej to, też czuła się dzięki temu bezpieczniej, im mniej wiedziała tym mniej mogła zaszkodzić Zakonowi, gdyby ktoś domyśli się, że z nimi współpracuje. O to jej chodziło najbardziej, nie szkodzić tym, którzy próbowali poradzić sobie z problemem jakim byli śmierciożercy. Wiedziała, że jest łatwym celem - bo w zasadzie zupełnie nie mogła się bronić, nie była wojowniczką.

Przyglądała się mężczyźnie, gdy wspomniał o klątwie. Nie domyślała się, co mogło mu się przytrafić, bo nie znała się na tym zupełnie. Umiała jedynie tworzyć eliksiry, które były w stanie zdziałać cuda, to, decyzje o tym, co zostanie mu podane nie należały do niej. Ta obca kobieta miała się tym zająć, Norka zakładała, że jest uzdrowicielką, w końcu nie wysłałi by tu kogoś niekompetentnego.

Sama stała z tyłu. Nie uważała, że powinna podchodzić bliżej. W rękach miała pakunek z eliksirami, który wczoraj przygotowała. Jej spiżarnia była pełna mikstur, gotowych do użycia. Na biężąco uzupełniała zapasy, żeby w każdej chwili być gotową na to, aby przekazać je potrzebującym. Nigdy nie wiadomo, kiedy coś będzie potrzebne, a niektóre z eliksirów potrzebowały więcej czasu na to, aby zostać stworzone. Wolała uniknąć sytuacji, w której nie ma tego, czego akurat potrzebują. Niemalże codziennie coś warzyła w kociołku, aby niczego im nie zabrakło. Trochę, jakby pracowała na dwa etaty, tylko ten drugi zupełnie charytatywnie - wcale jej to nie przeszkadzało, wystarczała sama świadomość, że może komuś pomóc, czy uratować życie.

Przełknęła głośno ślinę, gdy usłyszała ich rozmowę między soba. Łuska, pod bandażem, na ręku. Dobrze, że na to nie spoglądała, bo na samą myśl robiło jej się niedobrze. Mogła przygotowywać maści, leki, jednak wolała unikać widoku ran.

- Mam wszystkie, zabrałam też maść, jedną z łagodzących ból, bardzo delikatną.- Odpowiedziała na zadane jej pytanie. Zmrużyła oczy, żeby tylko nie spoglądać na rękę mężczyzny i wręczyła pakunek Florence, po czym cofnęła sie o krok. - Czy potrzebuje pani mojej pomocy? - Wolała się upewnić, liczyła jednak na to, że nie.

Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#5
15.01.2024, 13:02  ✶  
Florence nie miała problemu z widokiem ran i najpaskudniejszych obrażeń. Przywykła do nich już dawno, dlatego ani krew, ani żółć, ani śluz, otaczające wrastające w skórę, błękitne blaszki, nie zdawały się robić na niej wrażenia. Wyraz bladej twarzy o delikatnych rysach pozostawał niewzruszony, gdy poddawała rękę uważnym oględzinom.
- Jeśli mogłaby pani poszukać jakiejś miski i napełnić ją gorącą wodą, to będzie przydatne - powiedziała, przyjmując pakunek. Wyciągnęła potrzebne fiolki i starannie, zadziwiająco wręcz równo, ustawiła je w rządku na stoliku w pobliżu łóżka. - Jakieś alergie?
- Nie.
- W takim razie jedna łyżka eliksiru przeciwbólowego - poinformowała, wydobywając łyżkę w specjalnym opakowaniu z torby i wręczając ją mężczyźnie, a potem starannie odmierzyła parę kropel mikstury. Krzesło przysunęła sobie bliżej łóżka za pomocą zaklęcia, a potem, kolejnym czarem, oczyściła je: może nie było to zbyt grzeczne, ale Florence po prostu nie potrafiła się powstrzymać. - A co do przyczyn klątwy... nie potrzebuję wiedzieć, gdzie dokładnie pan był, kto za to odpowiada i dlaczego, ale okoliczności samego pojawienia się tych łusek mogą być ważne.
Mężczyzna wygiął usta w uśmiechu: niezbyt wesołym, nie sięgającym ciemnym oczu.
- Jest taka morska opowieść. O człowieku, co zakochał się w syrenie, która wyratowała go z morskich odmętów. Tak bardzo pragnął być razem z nią, że udał się do morskiej wiedźmy i poprosił o syreni ogon - mruknął. Florence usiadła na krześle i czekała bardzo cierpliwie na ciąg dalszy, choć zmarszczyła lekko brwi. Miała nadzieję, że historia do czegoś zmierza, a nie jest jedynie przejawem gadatliwości mężczyzny. - Dała mu naszyjnik, co go przemienił w morską istotę. I ja chyba czegoś takiego dotknąłem...
- Zaklęcie przenoszone przez przedmiot - podsumowała Florence z odrobiną zastanowienia. W niektórych wypadkach konieczne było posiadanie samego przedmiotu, aby zdjąć klątwę, ale na całe szczęście, wyglądało na to, że nie jest to ten przypadek. - Najpierw zapobiegniemy rozprzestrzenianiu, a potem usuniemy łuski. Proszę powiedzieć, kiedy ta ręka przestanie boleć. Poza tym nie ruszać się, nie odzywać i przede wszystkim trzymać tę rękę nieruchomo - zarządziła kobieta, po czym przesunęła różdżką nad skórą, znikającą pod blaszkami, i wyszeptała kolejne kilka zaklęć rozpraszających. Nie mogły same w sobie sprawdzić, czy łuski znikną trwale, ale miały za zadanie przerwanie czaru i zagwarantowanie, że gdy łuski zostaną usunięte, nie pojawiają się już kolejne.
Druga część operacji miała być już znacznie mniej przyjemna.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#6
15.01.2024, 13:16  ✶  

Nora w przeciwieństwie do Florence przywykła raczej do zupełnie innych widoków. Zazwyczaj przyglądała się słodkim ciastkom oblanym przepięknym lukrem, a nie ranom które były obrzydliwe. Być może niektóre z komponentów, z których korzystała przy tworzeniu eliksirów nie należały do naprzyjemniejszych kiedy się je oglądało, ale były martwe. Nie były to części żywych istot.

Kiwnęła głową, gdy usłyszała prośbę Florence, rozejrzała się po pomieszczeniu w poszukiwaniu miski. Swoją drogą to miejsce naprawdę prosiło się o rzucenie na niego szybkiego Chłoszczyść. Figg lubiła porządek, a tutaj było pełno kurzu, chętnie by się tym zajęła, gdyby miała więcej czasu. Znalazła miskę, przy pomocy różdżki napełniła ją wodą, którą również przy pomocy magii podgrzała tak, aby była ciepła, a nie gorąca. Po chwili znalazła się ponownie przy pozostałej dwójce z miską w rękach.

Wsłuchiwała się przy tym w historię mężczyzny, póki co trzymała się z boku, aby mu nie przeszkadzać. Opowieść o nieszczęśliwej miłości, jak zwykle. Dlaczego te historie zawsze zaczynały się od tego samego? Dlaczego jedna ze stron musiała ryzykować i oddawać wszystko, aby móc być z tą osobą, którą kochała? Nie miała pojęcia. W jej oczach miłość była beznadziejna i zawsze kończyła się nieszczęśliwe, to co przed chwilą usłyszała tylko ją w tym utwierdziło.

Może ten mężczyzna, który przed nimi leżał nie był osobą, która ucierpiała przez nieszczęśliwą miłość, chociaż, jakby nie patrzeć był ofiarą, na którą miały wpływ wydarzenia z przeszłości, nie miała pojęcia ile w tym było prawdy, bowiem ten naszyjnik mógł być spowodowany inną klątwą, chociaż coś jej mówiło, że było dokładnie tak, jak powiedział.

Dopiero, kiedy przestał opowiadać podeszła z tą miską bliżej Bulstrode i postawiła ją przed nią. Zupełnie przypadkowo spojrzała na rękę mężczyzny i oddaliła się szybko o kilka kroków. Zdecydowanie nie chciała na to patrzeć, próbowała też ukryć swoje obrzydzenie, bo nie chciała, żeby było mu przykro, że zareagowała właśnie w ten sposób, ale nie było to wcale takie proste dla takiego laika jak ona. Wbiła wzrok w szybę, żeby zająć czymś myśli i nie wracać do tego, co widziała przed chwilą.

Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#7
15.01.2024, 18:34  ✶  
Gdyby Florence znała myśli Nory, zapewne pokiwałaby głową z aprobatą. Sama świadomość tego, ile kurzu poniewierało się po półkach i podłodze, działała na Bulstrode drażniąco. Przywykła do różnych paskudnych widoków, owszem, ale to było jednak zupełnie coś innego. Rany, wysypki, skutki klątw i zaklęć, niemal oderwane kończyny, ropa, nieudana transmutacja, to wszystko nie było w stanie poruszyć Florence. Za to brud, zalegający w kątach mieszkania, wywoływał irytację.
Kiedy Nora szykowała miskę, ona sama skupiła się na przełamaniu klątwy, szepcąc cicho zaklęcia nad ręką marynarza, przeklętego syrenią klątwą. Gdy skończyła, z łusek uniósł się siny dym - ale one same pozostały, wciąż wrośnięte w rękę. Florence była już jednak pewna, że teraz nie ma szans, aby „zaraziła” się klątwą, a gdy ręka zostanie wyleczona, nie powinien nastąpić nawrót.
- Prawdopodobnie pomoże, jeśli nie będzie pan patrzył - powiedziała Bulstrode spokojnie, przyjmując miskę od Nory. Wyszeptała nad wodą kolejne zaklęcie, i ustawiła naczynie tuż obok fiolek.
A potem zabrała się do pracy.
W domku zapadła cisza: a raczej milczenie, bo samą ciszę zakłócał szum fal, dobiegający zza okna. Sądząc po dźwiękach, znajdowali się chyba przy jakichś klifach, zresztą wystarczyło wyjrzeć na zewnątrz, by przekonać się, że faktycznie znajdują się na skalistym wybrzeżu i doskonale widać stąd morze. Florence zaś w skupieniu usuwała kolejne łuski z ręki mężczyzny. Proces był o tyle trudny, że były wrośnięte w skórę - ale magia na całe szczęście sporo rzeczy ułatwiała i dzięki temu nie trzeba było ich wycinać.
Każdą usuniętą łuskę uzdrowicielka przerzucała do miski, w której rozpływały się z sykiem. Zostawienie którejkolwiek z nich mogłoby skutkować dalszym rozprzestrzenieniem klątwy, a chociaż szanse na to Florence oceniała na mniej więcej jeden procent… to wolała zredukować je do zera.
– Proszę wypić wiggenowy – poinstruowała, podając mężczyźnie fiolkę. Zerknął na swoją rękę i nieomal natychmiast odwrócił wzrok. Była wciąż pokryta krwawiącymi ranami, a z niektórych z nich dalej wypływały jeszcze śluz oraz ropa. Florence sięgnęła więc najpierw po oczyszczający eliksir, by ostrożnie przemyć za jego pomocą obrażenia, a na koniec zaleczyła je zaklęciem: efekt może nie miał być trwały, ale akurat dawał szansę wiggenowemu na utrwalenie skutków.
– Używane bandaże spalić, zarówno te, jak i te, które zaraz założę. Użyć tej maści, gdyby bolało, nie nadwyrężać ręki przez najbliższą dobę. Jeżeli wystąpią jakiekolwiek efekty uboczne, konieczna będzie ponowna konsultacja – oświadczyła rzeczowym tonem, za pomocą różdżki nakładając bandaż na przedramię mężczyzny. A potem podniosła się z krzesła, spojrzała na Norę i kiwnęła jej lekko głową, jakby w ten sposób dając znać, że „dobra robota”. Nie wdawała się jednak w konwersacje, choćby po to, by w razie czego móc szczerze powiedzieć: nie znam jej.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#8
15.01.2024, 21:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2024, 13:48 przez Nora Figg.)  

Zapatrzyła się przez okno, gdzie w oddali było widać morze, do tego dochodziły dźwięki fal, które uderzały o okoliczne klify. Odpłynęła na krótką chwilę, co było całkiem dobre - zupełnie ignorowała to, co robiła Florence, jakby wcale nie odbywał się właśnie przy niej jakiś zabieg uzdrowicielski. Im mniej widziała tym lepiej, i tak na pewno będzie do niej powracał widok tych łusek na ciele mężczyzny. Powinna przywyknąć do podobnych widoków, jednak chyba póki co nie była na to gotowa. Trwała wojna, na pewno jeszcze zobaczy coś gorszego. Prędzej, czy później - wypadałoby się na to przygotować.

Szum fal był usypiający. Panna Figg na chwilę zmrużyła oczy, walczyła z tym, żeby nie zasnąć na stojąco. Nie przywykła do takiego stania z boku, w tej sytuacji jednak nie mogła zrobić nic więcej, nie była specjalistką od magicznych urazów. Pozostawało jej więc czekać, a nie znosiła takiej bezczynności. W pewnej chwili zaczęła stukać palcami o parapet, o który się oparła.

Usłyszała, że kobieta poprosiła mężczyznę, aby wypił eliksir wiggenowy, z tego, co mówiła wcześniej miało to sens w momencie w którym oczyszczą ranę. Najwyraźniej zbliżali się już do końca leczenia. Przynajmniej tak się jej zdawało, a było to tylko wrażenie, gdyż prawie wcale nie znała się na medycynie. Potrafiła jedynie przygotować substancje, które mógły pomóc ukoić ból. Może powinna się zainteresować też tym, w jaki sposób je podawać, nigdy nie wiadomo, kiedy mogą się przydać takie umiejętności. Zakon potrzebował kompetentych osób, wszechstronnych, dało jej to do myślenia.

Dalsze instrukcje skierowane ku mężczyźnie świadczyły o tym, że uzdrowicielka skończyła swoje zadanie. Pomogły mężczyźnie, będzie żył, oby jeszcze jak najdłużej, miała nadzieję, że go więcej nie zobaczą, w sensie, że nie będą musiały pojawić się tutaj ponownie i że to, co zrobiły wystarczy, aby pomóc mu na dłużej. Mogły stąd odejść. Kiedy Flo na nią spojrzała posłała jej jedynie ciepły uśmiech, świetnie sobie poradziła, ale miała wrażenie, że o tym wie, nie musiała o tym głośno mówić. Nim weszła do kominka pożegnała się jeszcze z mężczyzną i życzyła mu dużo zdrowia. Później skorzystała z proszku Fiuu i weszła do kominka, tego samego, z którego wyszła jakiś czas temu. Zniknęła w zielonym dymie. Bulstrode zrobiła to samo chwilę później. Nie pozostawiły po sobie żadnych śladów, jakby ich tu wcale nie było.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (1681), Nora Figg (1559)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa