• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[10 maja 1972] Rodzinne sprawy

[10 maja 1972] Rodzinne sprawy
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#1
07.01.2024, 14:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.01.2024, 14:10 przez Bard Beedle.)  

10 maja 1972
Rodzinne sprawy | Posiadłość Traversów


Nie odmawiało się Delilah Travers. Nie można było jej tak po prostu zignorować. Mimo ponad 70 lat na karku, pozostawała wciąż tak samo uciążliwa jak dawniej. A także uparta. Przyszło Ci się o tym przekonać na własnej skórze 10 maja, kiedy na Twoim biurku wylądowała charakterystyczna, czerwona koperta. Nie musiałeś nawet sprawdzać nadawcy. Tylko jednej osobie nie robiło różnicy to, w jakim miejscu przyjdzie komuś odebrać wyjca. Tym kimś była Twoja babka. Kobieta równie urocza, co paskudna z charakteru.

Cokolwiek zdecydowałeś, wiadomość nie mogła czekać w nieskończoność. Nie był to pierwszy wyjec w Twoim życiu, Twoje pierwsze rodeo, wiedziałeś jak skończy się odwlekanie wszystkiego w czasie. W pewnym momencie koperta zaczęłaby pulsować, żeby ostatecznie wybuchnąć, ujawniając zarazem treść znajdującej się w środku wiadomości.

Musiałeś znaleźć czas i ze wszystkim się zapoznać.

Choć być może... być może doskonale wiedziałeś o tym, co takiego przyciągnęło uwagę babki do Twojej osoby. Tym konkretnym razem. Mogłeś mieć pewne podejrzenia. Takie, które wiązałyby się z tymi kilkoma listami, jakie znajdywały się na Twojej szafce nocnej. Odczytanymi, ale... zignorowanymi z pełną premedytacją.

Świadomie.


- NICHOLASIE, SKARBIE, ZACZNĘ OD TEGO, ŻE JESTEM OBECNIE BARDZO TOBĄ ROZCZAROWANA. NIE TAK CIEBIE WYCHOWALIŚMY. NIE ODPISAŁEŚ MI NA TRZY OSTATNIE WIADOMOŚCI. SPRAWA JEST NAPRAWDĘ NIECIERPIĄCA ZWŁOKI, DLATEGO JUŻ NAWET CIEBIE NIE PROSZĘ. MASZ JUTRO POJAWIĆ SIĘ W DOMU. CZEKAMY RAZEM Z TWOIM OJCEM.

Mogłeś zachować się kolejny raz w ten sam sposób. Być może zwyczajowy dla Ciebie? Zignorować to. Udawać, że ten wyjec nigdy nie trafił do Twoich rąk. Jaki to jednak miało sens? Skoro Delilah posunęła się tak daleko, jej następnym krokiem mogła być osobista wizyta. Czy aby na pewno chciałeś, żeby staruszka odwiedziła Ciebie w domu, albo miejscu pracy? Czy faktycznie było to lepszym rozwiązaniem niż poświęcenie tych kilku godzin i zainteresowanie się sprawą, która w jej mniemaniu była niecierpiącą zwłoki?


Zgłoszony przełożonemu, jednodniowy urlop, pozwolił Ci przeznaczyć następny dzień na sprawy rodzinne. Dzięki wyuczonej w czasach szkolnych teleportacji, przeniosłeś się na teren posiadłości dobrze Ci znanej. Przez te wszystkie lata, które spędziłeś poza jej murami, niewiele się tutaj zmieniło. Budynek był zadbany. Wciąż robił duże wrażenie. Trawa miała odpowiednią długość. Nawet krzewy były starannie przystrzyżone. Widać było w tym wszystkim rękę osoby, z którą miałeś się spotkać.

Do pokonania miałeś kilka metrów, które dzieliły Ciebie od ciężkich, drewnianych, częściowo przeszklonych drzwi. Prowadziły one do przestronnego holu. Tylko czy aby na pewno chciałeś wejść do środka już teraz? Byłeś gotowy na to spotkania? Relacje, które łączyły Ciebie z rodziną dalekie były od ideału. Więzi nie były równie silne, co przed laty.

Nie dane było Ci podjąć żadnej decyzji.

Ledwie tylko pojawiłeś się na terenie posiadłości, z charakterystycznym odgłosem, jakby materializującego się powietrza, zmaterializowało się przed Tobą znajome stworzenie. Był to skrzat domowy imieniem Ikra, nazwany tak przez wzgląd na swoją energiczność. Cechy charakteru.

- Panie Nicholasie. - skłonił się nisko, na przywitanie, tak jak był tego nauczony. - Babka i ojciec na pana czekają. Pani prosiła, żeby czym prędzej skierować pana do gabinetu.

A więc skrzaty domowe zostały uczulone, żeby oczekiwać pojawienia się wnuka? Nie wyglądało to dobrze. Nie brzmiało również. Nawet, jeśli na wszystko spojrzymy pod kątem tego, z kim Nicholas miał się spotkać. Co takiego się wydarzyło, skoro Delilah działała w taki sposób? Co zaburzyło spokój babki? Tego Travers miał się dowiedzieć niebawem.

Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#2
07.01.2024, 15:41  ✶  

Środek tygodnia. Nicholas pracował w swoim biurze nad kolejnymi badaniami śmierci, tym razem dość niezweryfikowanych. Innych, niewyjaśnionych. Nie spodziewał się otrzymać dzisiaj kolejnego listu od rodziny. Tym razem, nie był on zwyczajny. Widząc sam kolor koperty, na swoim biurku, Nicholas przeklął. Wściekłość i szok wymalowały się mu na twarzy. Jakby coś przegapił?

- Kurwa…
W tym czasie zdążył jeszcze wyjąć różdżkę i rzucić na szybko zaklęcie wyciszające pomieszczenie. Jakim cudem, wyjec babki dodarł na jego biurko? Nie zdążył się nad tym zastanowić, kiedy jej krzyk usłyszał z samej uaktywnionej koperty. Gdyby nie wyciszył pomieszczenia, zapewne koledzy z sąsiednich pomieszczeń, usłyszeliby jej głos.

Gdyby tylko wiedział, jak im ma odpowiedzieć. Gdyby tylko jeszcze poczekali. Tak. Leżały na szafce nocnej i oczekiwały na odpowiedzi. Nie palił się do ich udzielenia. Nie skupił na tym zbyt dużej uwagi. Ta kobieta, nie umiała także być cierpliwa. A może to Nicholas, sprawdzał jej granice? Może specjalnie je zignorował? Może zareagowałby inaczej, gdyby charakter pisma był ojca?

"Kiedyś ją zabije…" - wizja testowania na niej samej avady, była także kusząca. Gdyby to było takie proste. Jak pojawić się w rodzinnym domu jako śmierciożerca.

Jeszcze tego samego dnia, złożył wniosek do swojego przełożonego z prośbą o dzień wolny na jutro, w sprawach rodzinnych. Nie miał wyjścia. Musiał się stawić na z jej polecenia. Wolne, otrzymał.


Dnia następnego, przed południem, dzięki opanowanej umiejętności teleportacji, zjawił się na terenie posiadłości rodzinnej w Szkocji. Odziany w rozpiętą pod szyją czarną koszulę, z podwiniętymi rękawami do łokcia i spodnie. Mroczny znak zakrył zaklęciem maskującym. Wsadził ręce do kieszeni i westchnął. Przy sobie poza dokumentami, miał też różdżkę. Nigdy nie wiadomo co tej starej jędzy odwali. Czemu nie zamknęli jej w sarkofagu faraona w piramidzie egipskiej?

"Miejmy to za sobą." - dodał samemu sobie odwagi, ruszając w kierunku głównych drzwi. Przy okazji rozejrzał się dookoła, nie zauważając jakichś wielkich zmian w otoczeniu. Wszystko było i stało tak samo jak dawniej, jak zawsze. W drodze zatrzymał się, kiedy przed sobą zobaczył skrzata. Zmarszczył brwi. Po usłyszeniu komunikatu, odparł po chwili krótko.
- Prowadź.
Nawet skrzaty uczuliła, aby pilnowały jego pojawienia się. Bądź oddelegowała do tego zadania jednego z nich. Ikrę. Gdyby tego nie zrobił, zapewne miałby jutro u siebie w mieszkaniu, albo co gorsza, w Ministerstwie członka rodziny. Lepiej tego uniknąć i sprawy rodzinne, omówić w domu rodzinnym.

Nie był do końca pewny, o co chodzi. Czy o Theona, czy o coś innego. Dowie się tego, jak tylko przekroczy próg pomieszczenia, do którego zostanie zaprowadzony. Tradycyjne miejsce, gabinet. Nie często uwielbiane miejsce do odwiedzin, które często kończyło się określeniem "miejsca przesłuchań lub osądu". Jak ktoś zrobił coś źle. Nie tylko do załatwiania interesów. Zachowywał ostrożność i czujność, gdyż nawet rodzina potrafiła być nieprzewidywalna. Dość dawno go tutaj nie było. 

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#3
07.01.2024, 16:43  ✶  

Nicholas nie protestował, więc Ikra mógł wypełnić swoje zadanie. Skłonił się raz jeszcze przed wnukiem pani domu, po czym ruszył w stronę drzwi wejściowych. Te zaś otworzyły się przed nimi odpowiednio wcześniej. Magia skrzatów? Możliwe. Wysoce prawdopodobne. Travers mógł dostrzec, jak stworzenie porusza prawą ręką.

Przestronny hol prowadził prosto do sporych rozmiarów, jasnego salonu. Widoczne były stąd również schody, dzięki którym można było dostać się na pierwsze oraz drugie piętro. Nie były to jedyne schody w ogromnej posiadłości, ale na ten moment to właśnie one interesowały Nicholasa oraz towarzyszącego mu skrzata. Przy ich pomocy najszybciej mogli dostać się do gabinetu zajmowanego przez Delilah.

Posiadłość, choć zamieszkiwana przez całkiem sporą grupę krewnych, była cicha. Nikogo nie spotkali po drodze. Nikt Nicholasa nie zatrzymał. Nie próbował zagadywać. Być może wynikało to z prostego faktu - był przecież środek tygodnia. Ludzie pracowali. Zajmowali się swoimi sprawami.

Mogli też po prostu zostać pouczeni, aby nie chodzić Nickowi w drogę.

Kilka minut wystarczyło, żeby znaleźli się przed znajomymi, drewnianymi drzwiami koloru brązowego. Masywnymi, ciężkimi. Porządnie wykonanymi. Ikra otworzył je tym samym sposobem, co drzwi wejściowe. Skłonił się nisko.

- Pan Nicholas już jest. - poinformował, przerywając tym samym Nevanowi i Delilah. Rozmawiali o czymś, ale Nicholasowi nie było dane się zorientować, co było tej rozmowy tematem. Pomieszczenie było odpowiednio zabezpieczone. Wyciszone. Kiedy drzwi zostały otwarte, momentalnie zamilkli.

- Doskonale. Zostaw nas samych. - znajomy głos babki dotarł do uszu Nicka na chwilę przed tym, kiedy dane było mu zobaczyć znajomą twarz. Staruszka trzymała się wciąż całkiem nieźle. Tylko czy było to faktycznie czymś niespotykanym? Czarodzieje żyli dłużej niż mugole, to żadne novum.

Zgodnie z poleceniem pani domu, Ikra wycofał się. Nick natomiast mógł wejść do środka. Pomieszczenie, w którym się znalazł, nie zmieniło się jakoś szczególnie. Na półkach znalazło się kilka nowych pamiątek z licznych podróży oraz książek. Na fotelach leżały nowe poduszki.. albo może tylko zmieniono poszewki? Poza tym na ścianach nadal widniała ta sama tapeta, a na podłodze dywan. Eleganckie, białe biurko niezmiennie stało niemalże na samym środku gabinetu. Ustawione w taki sposób, aby podczas pracy Delilah znajdywała się tyłem do okna.

- Nicholas. - kobieta podniosła się z zajmowanego dotąd miejsca. Ubrana w zieloną bluzkę, z wywiniętym kołnierzykiem, zawiązanym pod szyje kokardą, wyglądała tak samo jak w zeszłym roku. Kiedy widzieliście się przy okazji jej 76 urodzin. Tak samo upięte, siwe włosy. Ten sam uśmiech na twarzy. Prezentowała się tak, jakby o kilka razy za dużo skorzystała z usług Potterów. - Cieszę się, że ostatnia wiadomość poskutkowała. - z tymi słowy ominęła biurko, ruszając w Twoim kierunku. Wyciągnęła ręce, nadstawiła policzek. Oczekiwała takiego samego powitania jak zawsze.

Towarzyszący jej w Nevan, nie ruszył się natomiast z fotela. Po prostu się wam przyglądał, trzymając w ręku białą filiżankę w kwiaty. Popijał na spokojnie herbatę. Czekał?

- Okropnie wyglądasz, jesz ty cokolwiek w tym Londynie? - zapytała, kiedy wreszcie było jej dane cofnąć się o krok. Zmierzyła wnuka krytycznym spojrzeniem. - Zostaniesz dzisiaj na obiedzie. Nie przyjmuje odmowy. - zadecydowała. Nie pytała, po prostu wydała polecenie. Następnie wróciła na swoje dotychczasowe miejsce, wskazując wnukowi jeden z dwóch foteli. Jedyny, który na ten moment pozostawał wolny.

Sięgnęła po filiżankę. Podobnie jak Nevan, upiła łyk herbaty. Jeśli Nicholas miał chęć również się jej napić, na biurku znajdywała się jeszcze jedna filiżanka, talerzyk z kilkoma kostkami cukru, łyżeczka oraz porcelanowy dzbanek.

Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#4
07.01.2024, 17:39  ✶  

Gdyby zaprotestował, babka kazałaby go jeszcze siłą zaciągnąć do gabinetu. Albo nie wiadomo co innego głupiego przyszłoby jej do głowy. Już i tak widocznie nadwyrężył jej cierpliwość, skoro dnia poprzedniego wysłała wyjca.

Wnętrze domu także nie uległo zmianie, jak jego otoczenie na zewnątrz. Wszystko stało na swoich miejscach. Nicholas nie spieszył się za bardzo i szedł za skrzatem, co jakiś czas zerkając gdzieś w bok. Jakby rozglądał się w kierunku pewnych miejsc, postaci, dekoracji, chcąc zarejestrować coś nowego, może i podejrzanego? Na pewno było cicho. Nic dziwnego. Posiadłość jest bardzo duża. Był to dzień pracujący. A kiedy każdy dorósł, udał się w swoją drogę rozwoju w karierze i być może zakładaniu rodziny.

W końcu znaleźli się przed drzwiami wejściowymi do gabinetu. Skrzat korzystając ponownie ze swojej magii, otworzył je i oznajmił o jego przybyciu. Nicholas wchodząc do środka, nawet nie spojrzał na wycofującego się skrzata a chłodne spojrzenie skierował na babkę, która się odezwała dźwiękiem swojego głosu, który dzwonił mu resztę dnia wczorajszego. Przeniósł wzrok na siedzącego na fotelu ojca.

- Ojcze.
Przywitał się z rodzicem, skinąwszy mu także głową. Pewne zasady dobrego wychowania, dyscypliny i szacunku jeszcze posiadał.
- Delilah…
Choć łączyły ich więzi przez ojca, tak nie był dzieckiem aby nazywać ją nadal ”babcią”. To była kobieta, która o ile potrafiła dobrze trzymać ich ród, tak momentami prosiło się o skręcenie jej karku. Okazja się nadarzyła, ale Nicholas nie zrobi tego przed ojcem, który obserwował.
Widząc, że wstaje i obchodzi biurko, już wyjął rękę w geście.
- Nie wstawaj…
Niby to z troski, ale raczej nie chciał się zniżać do całowania ją w policzek na powitanie. Kobieta to jednak uczyniła i oczekiwała należytego przywitania. A że Nicholas był znacznie wyższy… Musiał się pochylić. Pocałować ją w policzek i wyprostować z powrotem. Usłyszeć słowa krytyki na swój temat, dotyczący jego figury, narzucając stwierdzenie jakby nie dbał o siebie. Wymuszając tym samym zostanie na obiedzie. Brew mu drgnęła. "Trzeba było nie brać dnia wolnego…" - stwierdził w myślach. Przenosząc to spojrzenie na ojca, panując nad swoim zachowaniem, okazywaniem cierpliwości i opanowania w danej sytuacji. Bycia uprzejmym i chętnym do wysłuchania problemu. Tarcza zewnętrzna, trzymająca to, co kisiło się w jego wnętrzu.
- Co jest tak pilnego, że mnie wezwaliście?
Pytanie skierował do ojca. Ale też poważny swój wzrok z ojca przekierował w stronę babki, zajmując wolny fotel. Na razie niczym nie częstował się. Przeszedł od razu do sprawy, licząc na szybkie jej załatwienie i możliwy powrót do siebie jeszcze przed tym narzuconym obiadem. Nie był pewny, czy pamiętała o jego żywieniowych ograniczeniach.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#5
11.01.2024, 19:03  ✶  

To ona, Delilah, decydowała o tym, w jaki sposób będą przebiegać rodzinne spotkania. Niezależnie od chęci Nicholasa, zamierzała przywitać się z wnukiem w ten sam sposób, co zawsze. Zignorowała tym samym jego protesty. Nie stanowiło to żadnej nowości, nikogo nie powinno było zaskoczyć. Tak już miała. Pozostawała głucha, kiedy coś było jej nie na rękę; kiedy coś jej niekoniecznie odpowiadało. Z filiżanką w ręku, czekała aż Nicholas usiądzie. Nie śpieszyła się z tym, żeby zacząć rozmowę, wyjaśnić powód, dla którego zorganizowała to spotkanie. Kiedy wnuk zdecydował się skierować pytanie do ojca, od niego oczekując informacji, zacisnęła usta w wąską kreskę. Odstawiła filiżankę na niewielki talerzyk. Choć niezadowolenie się z niej wręcz wylewało, pozwoliła żeby to syn zabrał głos.

- Sprawa dotyczy Twojego brata, Theona. - Nevan zabrał głos w chwilę po tym, jak odstawił filiżankę na biurko i upewnił się, że faktycznie może odezwać się jako pierwszy. Dał matce dość czasu, żeby mogła się wtrącić, przejąć pałeczkę. Skoro się na to nie zdecydowała, zaczął wszystko tłumaczyć. - Od kilku dni nie mamy z nim kontaktu, nie odpowiada na listy. Sytuacja jest trochę problematyczna. Sam dobrze wiesz, co się wydarzyło na początku miesiąca. - znaczące spojrzenie nie pozostawiało wątpliwości odnośnie tego, do czego Nevan nawiązywał. - Wolelibyśmy uniknąć ściągania na naszą rodzinę większej uwagi. Poza tym jest jeszcze kwestia Flintów, z którymi udało nam się wstępnie porozumieć w kwestii zaręczyn. William chciałby wyznaczyć jakieś daty, dopiąć ostatnie szczegóły, ale niestety, Twój brat zapadł się pod ziemię.

Po tych słowach, spojrzał w kierunku matki. Będzie chciała coś dodać od siebie czy na ten moment zachowa milczenie? Delilah potrafiła dość długo prezentować swoje niezadowolenie, tylko czy teraz powinna sobie pozwalać na takie zachowanie? W tym konkretnym momencie?

- Udało mi się na ten moment dowiedzieć, że nie pojawił się od kilku dni w pracy. Twoja kuzynka, Selina potwierdziła, że nie korzystał też w ostatnim czasie z pomocy medycznej w Mungu. - mimo swojego wyraźnego niezadowolenia, babka zdecydowała się dorzucić tych kilka informacji, do których udało jej się dotrzeć. Miała na to swoje sposoby. Na dłuższą metę ciężko było ukryć przed nią... cóż, cokolwiek. Z pewnością wiele robiły tutaj pieniądze, na których brak staruszka nie mogła narzekać. - Zadbałam o to, żeby jego nieobecność nie budziła wątpliwości, ale musimy dowiedzieć się, co z nim jest, żeby jakoś to wszystko poukładać. W tym przypadku... - skinęła głową w kierunku Nevana, dając synowi znak, że to on powinien kontynuować. Był w tych kwestiach lepiej zorientowany. Ona sama nie chciała wiedzieć, nie chciała mieć z tym wszystkim związku. Nie była wciąż w pełni przekonana co do drogi, którą chcieli podążać niektórzy spośród jej bliskich.

- Podejrzewamy, że jego nieobecność może mieć związek z dodatkową... działalnością. Musimy spróbować dowiedzieć się czegokolwiek na temat jego ostatnich aktywności. - ojciec unikał nazywania rzeczy po imieniu. Choć sam nie krytykował, a niekiedy mówił nawet głośno o potrzebie zmian w kraju, nie chciał określać swojego stanowiska. Nie był skłonny tak ryzykować, nawet w obecności zaledwie dwóch, bliskich sobie osób. Własnych krewnych. Matki oraz syna.

- Jeśli wiesz coś na ten temat, Nick, powinieneś nam powiedzieć. - na samym końcu, swoje dwa knuty dodała Delilah. Niebieskie oczy zdawały mówić, że nie zamierzała odpuścić. Zrezygnować w szukania odpowiedzi. Może w jakiejś mierze wynikało to z tego, iż młodszy z braci Travers był niewątpliwie jej ulubieńcem? A przynajmniej tak to dawało się czasem odczuć.

Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#6
12.01.2024, 17:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.01.2024, 17:25 przez Nicholas Travers.)  

Nicholas wyrósł już z tego całowania babcię po policzkach i uściskiwania. Te nawyki w niej jednak nadal pozostawały. Czy to się Nicholasowi podobało czy nie, musiał się nadal do tego systemu powitania, dostosowywać. Dlaczego wuj i ojciec nie mogli jej wybić to z głowy. Dlaczego pozwalają jej się rządzić i nie przejęli po swoim ojcu pałeczki kierowania rodem? Jak to ma się w przypadku wielu innych rodów czarodziei czystej krwi? Ojciec nie reagował, co znaczyło że akceptował.

Nie chcąc przeciągać swojej gościnności w tym domu, zapytał wprost, w jakiej sprawie go ściągnęli. Podejrzewał, że wezwanie go nie było samym głównym pomysłem babki, ale i ojca, skoro obecny był w tym gabinecie.

Odpowiedzi udzielał ojciec, więc siedząc już na tym krześle, Nicholas spojrzenie swych chłodnych od lat oczu, utkwił w rodzicielu, który jasno powiedział, że chodzi o Theona. ”Można było się tego domyślić…” - stwierdził w myślach. Czy nie wspominali o tym w listach? Nie chciał sobie przypominać. Choć takich tematów nie poruszaliby w korespondencji, w obawie o przechwycenie sowy. Mniejsza o to. Nicholas nie wykazywał po sobie jakichkolwiek emocji czy reakcji, jakby się tym przejmował czy coś. Theon może i zachowywał się jak duże i nieogarnięte dziecko, to miał swój rozum i prawo decydowania o swoim życiu.

Słuchał dalej, dowiadując się, że nie mają z nim żadnego kontaktu. Później ojciec nawiązał nieznacznie do wydarzenia na początku miesiąca. Beltame.

Nicholas bardzo dobrze wiedział co tam się wydarzyło. Bardzo dobrze wiedział, gdzie wtedy był jego brat. A co obecnie się z nim działo. Trudno powiedzieć. Próbował zdobyć informacje, ale na marne. Bo nawet w Kromlechu nikt nie udzielał mu odpowiedzi. Jakby coś zatajali, trzymali w tajemnicy. Jedynie co mu pozostawało na chwilę obecną, to uzbroić się w cierpliwość.

Poprawił się na krześle, zakładając nogę na nogę, opierając prawą rękę luźno na podłokietniku. Zaś drugą podparł w łokciu, na drugim podłokietniku. Na dłoni zaś podparł skroń, przenosząc zamiennie wzrok z ojca na babkę, kiedy wymieniali się przekazywaniem mu informacji. Co wiedzą, czego nie wiedzą.

Oczywistym było, że Theona nie ma w Ministerstwie. Sam był pytany o nieobecność brata, gdyż dla niektórych osób nie był w sumie tajemnicą, że są rodziną. Nie było Theona także w Mungu, co było dla Nicholasa logicznym wyjaśnieniem, że śmierciożerca nie trafiłby tam na leczenie.

Babka wspomniała, że coś załatwiła, ale przerwała, dając dojść do głosu ojcu. Nicholas w tym momencie zmarszczył brwi, wracając wzrokiem na rodzica. Ten nawiązał w swojej wypowiedzi do "dodatkowej działalności". To znaczyło, że szli już za daleko w poszukiwanie Theona. Czy Nevan wiedział, że jego synowie nosili mroczny znak? Choć babka nie akceptowała do końca tego, ojciec popierał.

Gdy skończyli, a babka dodała ostatnie słowa, wyczekująco oczekiwali, że Nicholas coś im zdradzi. Travers utkwił wzrok na kobiecie, która jako ostatnia coś powiedziała w tym temacie. Westchnął. Najchętniej to by się napił alkoholu, a nie przymulającej herbaty w tym momencie. Zdjął rękę z twarzy i wyprostował się, splatając tym razem obie dłonie na brzuchu.

Co on miał im powiedzieć? Theon był na Beltame, oberwał czymś tam i tyle go widzieli? Nawet on sam miał problem zobaczyć ciało brata. Nie ważne czy żywe czy martwe. Wiedziałby, co z nim się dzieje, lub działo. Nie pomagała w tym także sprawa z Flintami, że ojciec Cynthii chce już ustalać daty. Może to on powinien porozmawiać z Williamem?

- Jaką informację przekazałaś do Ministerstwa w sprawie Theona?
Zapytał babkę, zbywając dosłownie ostatnie jej wyczekiwanie na swoje słowa. Nie powiedział nic, czy coś wie czy nie wie. Chciał w tej chwili dowiedzieć się, jak to rozegrała, żeby nie doszło do niedomówień w sprawie nieobecności młodego Trawersa w Ministerstwie Magii. Że babka Theona swoje i brat swoje. Jeszcze zorientują się, że rodzina coś kręci. A jak wspomnieli oboje wcześniej, nie chcą aby to poszło za daleko.

Nie panikował, nie okazywał po sobie jakiegoś przejęcia sytuacją. Nie okazywał tego przy nich, wiedząc jak emocje potrafią mieszać w głowach i myśleniu. Nieprawda, że żyje brata było mu obojętne. Sam doszukiwał się informacji, kiedy po powrocie wyznaczonej grupy do ataku, Theon nie odezwał się do niego ani nie pokazał.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#7
15.01.2024, 20:09  ✶  

Również za życia Fergusa, w posiadłości Traversów pierwsze skrzypce grała Delilah. To ona podejmowała najważniejsze decyzje. Odpowiadała za kwestie finansowe. Być może dawno temu, na długo przed tym jak Nicholas pojawił się na świecie, sytuacje prezentowała się inaczej. Jasnowłosy niewymowny nie mógł niestety tego pamiętać, nie był w stanie tego w żaden sposób zweryfikować. Pozostawało mu więc jedynie dziwić się temu, że jego rodzina była w stanie tak właśnie funkcjonować - w sposób odmienny względem tego, co prezentowały inne, czystokrwiste rody.

Może gdyby sprawy wyglądały na tym polu inaczej, Traversowie byliby też inaczej odbierani w środowisku? Zyskali większe wpływy, odrobinę szersze możliwości? Cieszyli się szacunkiem zbliżonym do tego, którym otaczano Malfoyów, Blacków czy Crouchów...

Czy obecny moment był jednak odpowiednim na tego rodzaju rozważania? Można było mieć co do tego uzasadnione wątpliwości.

- Stanęło na tym, że pomaga nam obecnie przy pewnych rodzinnych sprawach. Prywatnych. - to drugie miało znaczenie. Odpowiednio zaakcentowane, sprawiało, że ludzie zadawali mniej pytań. Delilah zdawała sobie z tego sprawę, potrafiła z tego skorzystać. Oczywiście w tych sytuacjach, kiedy korzystanie było faktycznie konieczne. - Byłoby dobrze gdybyś Ty również tego się trzymał. Gdyby ktoś bardzie drążył, można wspomóc się moim stanem zdrowia. Znajomy medyk wszystko potwierdzi.

Ktoś inny na miejscu Delilah być może rzeczywiście mógłby służyć bliskim za wsparcie, stanowić dla krewnych realną wymówkę. Głowa rodziny Travers, mimo swojego wieku - swoją drogą dość słusznego -  znana była jednak w pewnych kręgach jako ktoś aktywny, zdrowy, pełen werwy. Pozostawało mieć nadzieje, że powołując się na jej stan zdrowia, jej bliscy nie ściągną na siebie nadmiernej uwagi.

- Musisz nam powiedzieć wszystko, co sam wiesz. - chociaż udzieliła Nicholasowi odpowiedzi na pytanie, drążyła. Domagała się, aby wnuk podzielił się tym, co sam wiedział. O ile wiedział cokolwiek. Nie zamierzała w tym przypadku odpuszczać. Nie w sytuacji, kiedy mogli mieć za chwilę na głowie nie tylko Flintów, ale również Ministerstwo Magii. - To istotne, Nicholas.

Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#8
16.01.2024, 15:29  ✶  

Być może Nicholas miał inne spojrzenie na funkcjonowanie rodziny, której głową jest mężczyzna a nie kobieta.  Co było widocznie u wielu innych rodzin czystokrwistych.  Za dzieciaka nie przykuwał do tego zbyt dużej uwagi. Gdy dorastał, bywał wtajemniczany w sprawy rodziny bardziej, jako najstarszy syn Nevana. Zauważał problemy wiążące się z nazwiskiem swojej rodziny z powodu klątwy lykantropii. A że nie odziedziczył owego genu, nie stanowił zagrożenia dla innych osób w swoim otoczeniu podczas pełni księżyca. Nie każdy wiedział, jak to się objawia, czy jego członkowie rodziny nad tym panują.

Nim udzieli odpowiedzi, do której najpewniej będzie zmuszany, chciał wiedzieć, jaką wersję babka skierowała do Ministerstwa. Theon pomagający w rodzinnych sprawach. I ten nacisk na ”prywatne”. Umiała kombinować. Wzięła nawet siebie jako ofiarę i przyczynę jego nieobecności, zasłaniając się chorobą. Czy to nie wzbudzi zainteresowania? Nie zwróci na siebie uwagę, że będą chcieli ją odwiedzić i zapytać o stan zdrowia? Upierdliwi by tak zrobili. Oby nie mieli przez to większych problemów."Kurwa Theon. Co się z Tobą dzieje?" - zapytał sam siebie w myślach, jakby też chciał przesłać je mentalnie do brata. Gdyby tylko fale działały. Gdyby brat mu odpowiedział. Ale zawsze była cisza.
Westchnął, pocierając czoło. Chcąc nie chcąc, musiał trzymać się takiej wersji.
Czuł już nacisk. Nie od ojca, ale od babki. Spojrzał na rodzica, po czym znów na nią.

- Wiem tyle, że był na Beltame. Nie mam więcej informacji. Sam próbuję się z nim skontaktować, ale nie odpowiada. Jestem w trakcie szukania informacji w każdym miejscu.
By dodał, że także w tej "dodatkowej działalności". Ale to już najwyżej potwierdzi, jeżeli o to zapytają. Odniósł się ogólnie, że szukał nie tylko tam informacji, ale i może po z jego znajomych. Żeby nie dopytywali głębiej. Oficjalnie, Nicholas próbował wyciągnąć informacje tylko z jednego konkretnego miejsca, gdzie wiedzieli co się dzieje z jego bratem, ale nie chcieli go do niego dopuścić, nic zdradzić. Mógł co najwyżej trzymać się zasady, swojego zapewnienia, że żyje. Gdyby zmarł, od razu by go poinformowali. Może i oddali ciało. Tutaj musiało dziać się coś innego. Czy jakby Theon zaginął, też byłby poinformowany?  Czy te informacje, wystarczą babcie i ojcu?

Theon mógł być na Beltame niekoniecznie jako śmierciożerca. Tam było wiele innych osób, czarodziei i mugoli. Było też wiele ofiar, wielu rannych. Wydarzyło się bardzo wiele. A że nigdzie go nie znaleziono, mógł nawet zdążyć uciec z miejsca zdarzenia, ktoś mu pomógł, leczy rany gdzieś indziej. Z jakiegoś powodu mógł chcieć unikać kontaktu z rodziną. Takiej wersji by Nicholas się trzymał, póki nie dowie prawdy.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#9
22.01.2024, 10:19  ✶  

Lata mijały, ale umysł Delilah nie zatracił wciąż tej typowej dla kobiety ostrości. Zawsze potrafiła odpowiednio zadbać o rodzinne spawy i to nie uległo zmianie. Choć wielu mogło mieć zastrzeżenia, pewne uprzedzenia wynikające z płci oraz pełnionej przez nią roli, to dla bliskich było jasne, że archeolożka nadawała się do tego najlepiej.  Mimo liczny wad, które posiadał każdy człowiek, wyraźnie przeważały tutaj zalety. Również Nicholas, obecnie obracający się w innych kręgach, musiał być tego drobnego faktu świadomy.

Brała pod uwagę, że przyjęta przez rodzinę narracja, mogła wiązać się z pewnymi problemami. Mogła doprowadzić do komplikacji. Omawiała to dość długo ze swoim starszym synem. Doszli wówczas do wniosku, że mimo wszystko było to rozwiązanie najlepsze spośród tych możliwych. Dostępnych. Oczywiście nadal mógł się znaleźć ktoś, kto będzie kwestionował stan zdrowia Delilah. Podważał. Nie dało się jednak zaprzeczyć temu, że kobieta miała już swoje lata. Była na tyle wiekowa, że pewne problemy musiały występować. I rzecz jasna – występowały. Kalendarza nie dało się zbyt łatwo oszukać.

- Beltane. – niemalże wypluła z siebie to słowo. Nawet mieszkając na tym kompletnym zadupiu, ciężko było się odciąć od tego, co wydarzyło się podczas tego sabatu. To co tam się rozpętało, na Merlina… czy to rzeczywiście była jedyna droga? Możliwość? Nie podobało jej się to. – Tyle razy mówiłam, że to wszystko było błędem, Nevan! – uwagę przeniosła na syna. Przez moment pozwoliła na to, aby otrzymane informacje wytrąciły ją z równowagi. Rozzłościły? – Powinniście wszyscy trzymać się od tego z daleka, zanim ta cała… rewolucja, ta rewolucja was pożre! Wszyscy zginiecie przez własną głupotę.

Ojciec w tym czasie odstawił filiżankę na stół. Westchnął.

- Nie pchałem go w tym kierunku. Nie oczekiwałem, że będzie brał udział w takich... atakach. Naprawdę nie cieszy mnie to, że tam był. Nie cieszy mnie, że w ogóle do tego doszło. – zauważył. Dla odmiany spokojnie. – Możliwe, że Theon zaszedł w tym wszystkim zbyt daleko, ale matko, on ma swój rozum i potrafi sobie poradzić. – zauważył. Nevan był chyba jedynym, który mimo jego licznych wad, zdawał się w Theona wierzyć. Może dlatego, że syn był do niego dość podobny?

Delilah się nie uspokoiła. Nie od razu.

- To Ty go do tego zachęcałeś. Wprowadziłeś do tych ludzi! To na Tobie będzie spoczywała odpowiedzialność, jeśli…

- Jeśli? Myślisz, że tego nie wiem? Nie martwię się o niego? To mój syn! – tym razem nie wytrzymał. Mimo obecności syna (czy oni jeszcze o tym pamiętali?), pozwolił sobie podnieść głos na własną matkę. Coś co nie powinno było mieć miejsca. I z reguły nie miało.

- A mój wnuk! – odwarknęła, wracając wreszcie spojrzeniem do Nicholasa. – Sprawdź wszystko, musimy wiedzieć, jak wygląda sytuacja. Na Twojego ojca, jak widać, liczyć i tak nie można. – po tych słowach, wypowiedzianych nieco ostrzej ponieważ Delilah nadal była zdenerwowana, kobieta podniosła się ze swojego miejsca i tak po prostu wyszła. Zostawiła was samych.

A wydawało się, że tylko Fergus potrafił ją wyprowadzić z równowagi aż tak łatwo…

Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#10
22.01.2024, 23:48  ✶  

Właśnie ta jej dokładność, odpowiedzialność, radzenie sobie z prowadzeniem posiadłości i kierowaniem rodziny, było dobre i korzystne, przez co trudno Nicholasowi było się z tym pogodzić. I może też dlatego chciał, aby poszła dosłownie na emeryturę, oddając pałeczkę jego ojcu albo wujowi? Oni byli w następnej kolejności dziedziczenia rangi głównej, głowy rodu. Jednak przez tę jej "dobrą formę" jak na staruszkę, nigdzie się jej nie spieszyło. I trzeba było nadal tkwić w jej przyzwyczajeniach.

Wyjawienie tego, co wiedział Nicholas i nawiązując do Beltame, babka wściekła się. Może nawet gorzej niż przez wyjec. Nie odzywał się, gdyż swoje uwagi i pretensje zaczęła przenosić na jego ojca. Przysłuchiwał się, nie przejmując za bardzo jej babcinymi dąsami. Powinien trzymać się z daleka od śmierciożerców? Za późno. Mógłby jej pokazać mroczny znak. A na następne spotkanie, przyniesie jej specjalną herbatkę. Jak raz wypije, to da wszystkim spokój.

Ojciec miał prawo nie wiedzieć, co miało miejsce w tej organizacji. Czy jak to mówią "pewnej działalności", "rewolucji". Nicholas wiedział. I nadal nie pojmował, dlaczego nie on został tam wybrany ale Theon. Czy to dlatego, że Robert chciał go trzymać od tego wydarzenia z daleka? Ze względu na ich współpracę? Czy był ku temu inny powód? Nie zapytał. Być może powinien. Teraz jednak był z tym problem, że nie było z nim kontaktu. To też martwiło Nicholasa.

Babka z ojcem zaczęli się przekrzykiwać. Aż chciało się wtrącić, że Theon to także jego brat i też o niego się martwi. Ale odpuścił. Delilah ostatecznie zwróciła się do niego, swojego najstarszego wnuka z poleceniem. Może to był rozkaz? Z tej wściekłości można było tak to też odebrać. Nie czekała na jego odpowiedź, zapewnienie. Wyszła. Niczym nadąsana osa.

- Czy gdybym ja zaginął, też by się tak na Ciebie wydarła?
Zapytał ojca, kierując na niego bez emocjonalne spojrzenie. Wiedział, że Theon był jej ulubieńcem. Ale ciekawe, czy podobnie by się zachowała, gdyby Nicholas był na miejscu Theona a młody, tutaj.
- Biorąc pod uwagę jej wściekłość… Mogę wrócić do siebie, czy koniecznie muszę zostać na tym obiedzie?
Dodał kolejne pytanie, po otrzymaniu odpowiedzi na powyższe. Choć babka mu to zarzuciła wcześniej, że ma zostać, tak zastanawiał się, czy nie lepiej zwiać. To ojca matka, niech ją ogarnie. Nicholas miał swoją. I właśnie sobie chyba o tym przypomniał.
- W ogóle… Matka wie? O Theonie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (4873), Nicholas Travers (4285)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa