Ach, bezpieczne tematy! Lawirowanie między tym, co powinno zostać powiedziane, a co trzeba przemilczeć dla własnego spokoju ducha! Dobierali to sobie obaj według własnej potrzeby. Żeby nie musieć usłyszeć czegoś, co by im się nie spodobało. Żeby nie potwierdziły się przypuszczenia, które z obawą snuły się między wierszami. Głowa się ruszała - usta potrafiły milczeć. Nicholas milczenie miał w zwyczaju i nie piętnował tego jako czegokolwiek złego. Nie, to było dobre. Musiało być dobre, bo pozwalało zachowywać swoją prywatność. Powietrze wydawało się przy nim rzeczą cenną, cisza wysadzana była diamentami. Laurent nie czuł się nijak skrępowany, żeby przy tym - mówić. I mówić to, na co właściwie miał ochotę. Zastanawiał się nadal nad tym, co może mu się spodobać, a co może go rozzłościć, zasmucić, wpłynąć na niego negatywnie, ale nie było to obarczone ciężarem, że zaraz odbije się na tarczy, która wyceluje w niego skryte za metalową taflą ostrze. Chyba cieszyło go to tak, jak dziecko cieszyło się z zostawiania ciasteczek i mleka świętemu Mikołajowi. Tak bardzo frywolnie, tak bardzo szczerze i głęboko. Bo przecież dziecko ci tego nie powie na głos, ale widzisz to po jego zachowaniu.
- Mówisz o chorobie? - Czy może o kwestii pewności siebie? A może o tym, że wydawał się bezradny? Czasem to, jak ludzie go widzieli, potrafiło go rozdrażnić, ale to nie był jeden z takich przypadków. Drażniło go to wtedy, kiedy ktoś wchodził w jego kompetencje. Poza tym? To było wręcz słodkie i urocze, jak wzbudzał jakieś instynkty ochronne u ludzi wokół siebie. Jakby naprawdę był nieporadnym fajtłapą, który na każdym kroku może sobie zrobić krzywdę. Biorąc pod uwagę ostatni fenomen felernych wydarzeń to w sumie... ach, w sumie zawsze miał skłonności do przyciągania kłopotów, choć niekoniecznie ich szukał. - Jak chciałbyś wykorzystać to, że jestem chory? - Przechylił głowę, spoglądając na Nicholasa z ukosa z zaciekawieniem. Ciekaw tego, czy już jakieś wersje wydarzeń przychodziły mu do głowy. Mógłby, rzecz jasna, gdzieś pobiec do prasy... ale czy na pewno zrobiłaby się z tego jakaś sensacja? Na pewno, gdyby szczegóły były znane. Ale tych brakowało. Kompletnie brakowało. - Nie ty jedyny masz mnie za bezradną królewnę z wieży. Lubię nią być. - Przyznał bez bicia. Ale skoro pytał i jakoś odnosiło się to do tego zabawnego pytania o bezradność i bycie tym elementem, który trzeba nosić na rączkach, żeby czasem nie zrobiło sobie krzywdy... - Na wschodzie mawiają, że biała twarz kobiety może zakryć wiele defektów. Zauroczony człowiek syrenim śpiewem również przestaje dostrzegać wiele mankamentów. - Tak, był świadom swojej naiwności. Był świadom tego, jak łatwo jego serce zaczynało pragnąć zbliżenia, pragnęło poczucia bezpieczeństwa w silnych ramionach chociaż na parę chwil. Ale dotarło do niego coś bardzo ważnego - że teraz każdy, kto nie był ci najbliższy, mógł być twoim wrogiem. I tak, ze znużeniem, zaczął ten świat traktować. Czy był sens ukrywać, że słodycz słodyczą, że uwielbiał być tym niewinnym aniołem, a potrafił dla własnej przyjemności manipulować? I dla własnego bezpieczeństwa. Korzystał zarówno z tego, co tworzyły jego wady jak i zalety. Z niektórymi sobie radził, z innymi... Inne radziły sobie z nim. Dlatego potrzebował pomocy. Dlatego szukał pomocy. Nicholas pokazał, że jest bardzo przenikliwą i analizująca jednostką. Połączyłby kropki prędzej czy później, bo przecież osoby niewinne nie trafiały do Dantego. Osoby niewinne (jak i winne) nie wysadzały również całej jego baronii w przeciągu roku.
- Zadośćuczynienia za grzechy. - Powiedział dość okrężnie, ale nie dlatego, że nie chciał mówić. Dlatego, że sam nie wiedział, czego ten człowiek może od niego chcieć. Zresztą Nicholas nie był mu na tyle bliski, żeby się tym dzielić. Bo nawet jeśli od Dante nie był, to nadal mógł z nim robić interesy, jeśli nie bezpośrednio to pośrednio. Chociaż... wydawało się, że nie. Przynajmniej Laurent chciał w to wierzyć. Heh... no właśnie - chciał. - Oswojony z abraksanem? Chcesz polatać? - Odbił od tematu, bo poczuł, że zbliżył się do granicy, w której zacznie gubić samego siebie, a nie chciał jej przekraczać. Za dobrze było mu w tym... kręcącym się w jego głowie świecie, w którym ułudnie nie panował teraz strach o cokolwiek.