Boże Narodzenie 1959
Hogwart
Hogwart
Wracanie do domu na święta było zwyczajem, którego Logan wyzbył się już dawno temu. Co roku, kiedy zdecydowana większość uczniów wrzeszcząc i śmiejąc się zbierała się na dziedzińcu, z którego mieli zabrać ich wprost na stację Hogsmeade, on stał w wielkim oknie korytarza na trzecim piętrze i obserwował tą poruszającą się ciżbę. Bez zbędnych słów czy gestów, po prostu obserwował ich w milczeniu, a później schodził do lochów albo szedł do biblioteki; i tak w spokoju mijało mu tych kilka śmiesznych dni, na których punkcie ludziom dookoła odbijało.
Nie wracał, bo nic tam na niego nie czekało poza zawodem ojca, dla którego syn wciąż był tylko niedoskonałą kopią samego siebie, odzwierciedleniem wszelkiej porażki, jakiej udziałem przyszło w życiu zostać Albertowi Borginowi oraz nawaloną matką, która rzucała talerzami w pijackim szale albo zasypiała w środku dnia i wychodziła na całe noce w tylko sobie znanym kierunku. Zamiast sentymentu i niecierpliwego wyglądania świąt, prezentów oraz wolnego od nauki jak większość dzieciaków w jego wieku, Borgin czuł przejmujące obrzydzenie i palącą pod skórą wściekłość, czyli efekty hamowanej zawiści, której chłopak najpewniej nawet nie był świadomy — miał przecież reputację do podtrzymania, a przyznanie się do takiej słabości uczyniłoby go w oczach rówieśników żałosnym robakiem. W tym okresie również zdecydowanie częściej zdarzały mu się ataki klątwy, a z reguły im gorsze były, tym usilniej Logan koncentrował się na wertowaniu ksiąg i wymykaniu się nocami do działu tych zakazanych, z których czerpał interesującą go wiedzę z zakresu nekromancji.
Nie było prezentów, świąteczne śniadanie przesypiał, kolację wykradał z kuchni żeby zjeść samotnie w pokoju wspólnym, a resztę czasu spędzał w samotności pośród zakurzonych, śmierdzących zgnilizną ksiąg.
Chociaż to też przestało być w ostatnich latach zwyczajem. Teraz, kiedy Logan czuł frustrację związaną z wypieraną przez siebie potrzebą bycia akceptowanym przez własnych rodziców, zazwyczaj szedł prosto do dormitorium i wysyłał sowę z krótką notatką na sam szczyt wieży Ravenclawu. Odkrył, że zdecydowanie przyjemniej rozładowywać ją we dwójkę, najlepiej bez użycia słów.
Tego zimowego wieczora, kiedy szybko zapadający o tej porze roku mrok już objął cały zamek pogrążony w nienaturalnej ciszy, Logan też posłał jedną z tych sów. Natychmiast gdy zamknął za nią okno, poczuł ekscytację ogarniającą go od opuszków palców aż po nasadę włosów. Zbliżała się godzina ciszy nocnej, ale to tylko dodawało pikanterii planowanemu spotkaniu; z resztą tym razem czuł się sprytniejszy od wszystkich, bo i miejsce wybrał takie, że nikomu nie przyjdzie do głowy ich tam szukać.
Będę czekać.
Zarzucił na ramiona wierzchnią szatę i bez dalszej zwłoki skierował się prosto do damskiej toalety na pierwszym piętrze. Nawet w zwykłe dni był to punkt omijany przez uczniów, więc Logan nie był szczególnie zaskoczony ciszą i bezruchem, który przywitał go na miejscu. Oparł się biodrem o umywalkę, skrzyżował ręce na klatce piersiowej i czekał, skryty nieco za ostatnią kabiną tak, że wchodzącemu do środka ciężko byłoby go zauważyć, choć on miał całkiem niezły punkt obserwacyjny na drzwi.
just wanna bury them
![[Obrazek: tumblr_ogj8ocJoYP1usiamxo8_250.gif]](https://64.media.tumblr.com/78c1f71fe9bbd18889a8800b33beb5ee/tumblr_ogj8ocJoYP1usiamxo8_250.gif)