- Wydostał się z pasów, mieliśmy jutro go transportować - jeden z mężczyzn, który przed chwilą się zjawił, wyglądał na wycieńczonego. Był blady i miał podkrążone oczy, jakby nie spał od co najmniej doby. Najwyraźniej problem braku dbania o siebie dotyczył nie tylko Laurenca, ale i innych uzdrowicieli. - Jest mój. Musiałem źle zapiąć... Och, kurwa.
Westchnął, pocierając policzek dłonią. Czy on zapiął te pasy? Unieruchomił go należycie? Czy może coś przeoczył?
- Co za bałagan. Przepraszam was, on jest chory, nie powinien w ogóle do nas trafić, ale miał rozległe obrażenia i psychoza objawiła się dopiero kilka godzin temu, miał silne halucynacje - kolejne machnięcie różdżką i obok pojawiły się nosze. Skinął na ochroniarzy, by ostrożnie go przenieśli. Mógł sobie coś uszkodzić podczas upadku. - Zaraz ktoś go przejmie. Muszę... Muszę się przespać.
Camille uniosła brew i spojrzała na Laurenca. Brak snu, brak jedzenia - oto efekty, którymi były błędy podczas postępowania z pacjentami. Nie oskarżała o to Lestrange'a, ale tym spojrzeniem mówiła, że będzie miała go na oku.
- My już kończymy, dobrze że w grę nie wchodziło tu nic więcej. Dopilnuj proszę by przyjął go ktoś, kto się wysypia. Nie powinieneś się nim zajmować w takim stanie - Delacour zwykle miała głos łagodny i ciepły, wykazywała się też dużą dozą zrozumienia, ale w tej chwili wyglądało na to, że była zła. Mówiła chłodno, ostro wręcz, a Laurence mógł dostrzec, że jej dłoń mimowolnie zaciska się w pięść, żeby opanować naturalną reakcję organizmu, jaką było drżenie. Blondynka schowała rękę za plecami i przymknęła oczy. - A potem myślę, że jak się wyśpisz, to chętnie pomożesz w sprzątaniu tego, prawda?
Uśmiech, który posłała drugiemu uzdrowicielowi, był tak słodki, jak łyżka dziegciu w beczce miodu. Przecież w archiwum znajdowały się karty także jej pacjentów. Czasem potrzebowała do nich wrócić, porównać niektóre przypadki, wyciągnąć wnioski. Cholera, porządek to był klucz do wszystkiego. - Idziesz?
Zerknęła na Laurenca, ale nie zamierzała z nim zostawać, jeżeli ten chciałby zająć się wynoszonym właśnie, skrępowanym mężczyzną. Zabezpieczono go odpowiednio, kierowano do sali w której sprawdzą, czy nie zrobił sobie większej krzywdy. To nie był przypadek dla żadnego z nich, ale ona nie miała zamiaru dać się wrobić w porządkowanie archiwum po nocy.