• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »
[05.07.1972] Śpij, bo jak nie, wyjdą z szaf potwory | Nora & Patrick

[05.07.1972] Śpij, bo jak nie, wyjdą z szaf potwory | Nora & Patrick
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#1
22.01.2024, 22:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2024, 13:15 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Nora Figg - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Lato było okresem bardzo pracowitym. Nie dość, że musiała sobie radzić z tym, co działo się na bieżąco, to przy okazji przygotowywać do jesieni, która już niedługo ich nawiedzi. Pewnie dla wszystkich innych było to jeszcze dalekie, jednak ona musiała myśleć o tym, aby przygotować się do tych mniej przyjemnych pór roku. Nie wszystkie składniki z których korzystała mogła wtedy dostać od ręki. Praktycznie więc nie wychodziła z kuchni, w której przerabiała kilogramy owoców na miazgę, to znaczy na konfitury i dżemy oraz inne podobne. Praktycznie nie wystawiała nosa poza swoje królestwo. Niestety, a może wcale nie, od czasu do czasu musiała uzupełnić swoją spiżarkę. Dzisiaj był właśnie jeden z tych dni. Nie zamierzała wychodzić na długo, bo czekało ją jeszcze bardzo dużo pracy. Musiała jedynie kupić podstawowe składniki takie jak cukier, bardzo dużo cukru i żelatynę. Truskawki, które znajdowały się na ogniu jej zdaniem właśnie tego potrzebowały.

Niedaleko cukierni znajdował się niewielki sklepik, gdzie mogła dostać takie podstawowe rzeczy. Należała do stałych klientów, nim weszła jednak do środka odwróciła się za siebie, bo miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Nikogo jednak nie zauważyła, pewnie jej się wydawało, przynajmniej tak założyła. Załatwiła, co miała do ogarnięcia, zapomniała o tym dziwnym uczuciu, które towarzyszyło jej nim weszła do środka. Pojawiło się jednak znowu, gdy tylko przekroczyła drzwi sklepu i wyszła na zewnątrz, ponownie szukała za sobą kogoś, nadal jednak ulica była pusta.

Przyspieszyła kroku, co chwilę odwracała się za siebie, jednak nadal nikogo nie zauważyła. W pośpiechu weszła do klubokawiarni, miejsca w którym faktycznie czuła się bezpiecznie. Tak jak zakładała było pełne ludzi, nikt nie zrobi jej tutaj krzywdy. Czmychnęła na zaplecze, gdzie się zaszyła. Musiała kontynuować pracę, którą zaczęła rano, nikt za nią tego nie zrobi. Z początku myślała o tym dziwnym uczuciu, które jej towarzyszyło, z czasem jednak tak zaangażowała się w pracę nad przetworami, że wypadło jej to z głowy. Zastała ją noc, Wendy oddała jej klucze i wyszła z klubokawiarni tuż po tym, jak pożegnała ostatniego klienta. Figg posiedziała w kuchni jeszcze chwilę, musiała posprzątać pobojowisko, gdy to zrobiła udała się na krótki obchód, robiła tak co wieczór, aby mieć pewność, że każde drzwi zostały zamknięte.

Nim położyła się spać, udała się jeszcze do pokoju Mabel, dziewczynka wyglądała przesłodko i niewinnie, kiedy leżała w objęciach Morfeusza. Pogłaskała ją jeszcze po głowie, po czym poszła do siebie, gdzie zastała kolejne pisklę, a raczej kotkę, która również już słodko spała. Czas najwyższy, aby i ona dołączyła do tego grona.

Sen przyszedł szybko, nie miewała problemów z zaśnięciem, szczególnie po takich pracowitych dniach. Znalazła się w wielkim domu, nie znała tego miejsca. Próbowała znaleźć z niego wyjście, w pewnej chwili usłyszała kroki, odwróciła się gwałtownie, zobaczyła mężczyznę. Stał na końcu korytarza z siekierą w ręku. Nim zdążyła cokolwiek pomyśleć zaczął ją gonić, nie miała wyjścia, musiała uciekać. Biegła ile miała sił w nogach, tyle, że korytarz się skończył, a na jego końcu znajdowały się drzwi. Nie miała wyjścia, musiała wbiec do środka, do pomieszczenia, które znajdowało się przed nią. Zamknęła je gwałtownie i przesunęła zamek. Nie sądziła, że będzie to wystarczająca przeszkoda dla tego, kto ją gonił, zbytnio nie miała jednak innych możliwości. Nie miała też, gdzie uciec, bo pomieszczeniem okazała się być łazienka. Bardzo szybko doszedł do niej dźwięk siekiery, która uderzała w drewniane drzwi, próbowała je przytrzymać, ale siła z jaką uderzał mężczyzna odepchnęła ją od nich. Przebił się przez nie bez mniejszego problemu, widziała jego twarz, która znajdowała się zdecydowanie zbyt blisko. Czuła, że za chwilę umrze.

Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#2
27.01.2024, 13:27  ✶  
Tamten dzień Patrick spędził bardzo typowo i bardzo nietypowo jednocześnie. Typowo, bo najpierw – jako auror – przyjął informacje o aktach magicznego wandalizmu w mugolskiej części Londynu. Gdy pojawił się w Newham okazało się, że akty wandalizmu, jak najbardziej, istnieją, ale z pewnością nie mają nic wspólnego z jakimś obłąkanym czarodziejem. Krzywo namalowany sprejem pentagram i kilka świec dookoła niego jeszcze nie świadczyły o magii, nawet jeśli majstrujący je mugole myśleli inaczej. Po pracy Steward wpadł do biblioteki, gdzie zawzięcie przewertował kilkanaście książek w poszukiwaniu informacji o duchach i o limbo. Najgorsze było to, że nawet nie widział czego szukał, choć niewątpliwie musiało mieć to jakiś związek z tkwiącymi w jego głowie wspomnieniami ojca. Teraz, gdy Patrick już wiedział, że były to tylko wspomnienia, pozostawał dużo spokojniejszy, ale jednocześnie coś nie pozwalało mu… odpuścić? Zapomnieć? Odwrócić głowy i wrócić do wcześniejszego życia, jakby nigdy nie poznał lepiej swojego ojca?
Podobnie do Nory Figg, Patrick nie miał żadnych problemów z zaśnięciem. We śnie znowu był w Newham, ale tym razem to Newham było jakieś zmienione, niż to przez które się przedzierał za dnia. Kluczył wąskimi uliczkami, nie bardzo wiedząc czego właściwie szuka, ale zdając sobie sprawę, że cel znajdował się gdzieś blisko, niemal na wyciągnięcie ręki, ale ciągle poza jego zasięgiem. W oddali majaczył mu stadion Boleyn Ground i na jego widok, Steward przystanął. Patrzył na idących tam mugoli, na ich czerwono-niebieskie szaliki, które jakoś odruchowo kojarzyły mu się z Hogwartem. Człowiek, którego szukał mignął mu kątem oka: wysoki, ciemnowłosy i atletyczny; noszący w sobie ślady bolesnego podobieństwa.
- Tato? – pytanie samo wymknęło się z ust Patricka, zanim zdążył je zdusić i przemyśleć jego niedorzeczność. To przecież nie mógł być jego ojciec. Jego ojciec nie żył od lat i wcale nie chciał go poznawać, nigdy nie chciał… Ale nogi działały jakby samoczynnie i najwyżej sekundę później, już biegł w boczną uliczkę, w której zniknął cień jego ojca.
Ojca oczywiście już nie było, ale pozostały po nim niedomknięte drzwi do jednej z klatek schodowych. Steward wpadł do środka i trochę intuicyjnie ruszył po schodach na piętro, a potem dalej, korytarzem szukając niedomkniętych drzwi lub znajomej sylwetki. Niedorzeczność jego własnego postępowania umykała go, zastępowana myślą o tym, że McMillan jednak się mylił, wszyscy się mylili i jego ojciec wydostał się z limbo a teraz – na wpół jawa, na wpół duch, kroczył po świecie żywych.
We śnie Patrick nie zauważał jak bardzo długi był korytarz którym zmierzał i jak bardzo nieprawdopodobne miał zakręty. Nie zaskoczyło go, że ze średnio zadbanych ścian zniknęła farba a zastąpiła ją płowa tapeta w kwiaty, nie myślał o tym, że drzwi straciły numery i oka Judasza, że zniknęły spod nich wycieraczki a budynek bardziej przypominał jakiś ogromny, osobliwy dom niż blok.
Zaklął pod nosem, zdając sobie sprawę, że zgubił ojca. Przystanął i zaczął nasłuchiwać. I wtedy, zza znajdujących się obok niego drzwi dotarły do niego podejrzane dźwięki. Jakby ktoś coś niszczył? Steward nie zastanawiał się nad tym co robi, ale pociągnął za klamkę i zajrzał do środka.
Zobaczył kolejny korytarz, na końcu którego znajdował się mężczyzna. Z siekierą. Co ten mugol wyczyniał? Rąbał drzwi?
Patrick zadziałał instynktownie, sięgając po różdżkę i biegnąc w stronę tego człowieka. Machnięciem różdżki odepchnął go w stronę ściany, drugim wyczarował liny, które oplotły jego ciało. Potem, potem zastanowi się nad tym jak wyjaśni tę dziwną interwencję jakiemuś amnezjatorowi z czarodziejskiego pogotowia ratunkowego. Zajrzał do łazienki, spodziewając się dostrzec tam jakąś przerażoną mugolkę.
- Nora? – zapytał wstrząśnięty. – Co ty tutaj robisz?
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#3
31.01.2024, 22:39  ✶  

Miała wrażenie, że potrwa to jeszcze kilka sekund i mężczyzna dostanie się za drewniane drzwi, które powoli przestawały stawiać opór. Zamknęła oczy, gotowa na to, co nadejdzie. W końcu nie da rady się obronić, przecież nie miała najmniejszych szans. Czekała na śmierć, nie miała, gdzie uciec. Najwyraźniej, taki miało się to wszystko potoczyć. Przyjęła to do wiadomości, nie walczyła, nie miała siły. Zresztą wiedziała, że i tak nic nie zdziała. Może nie było to do końca odpowiednie zachowanie, kto normalny poddawał by się bez walki? Ona. Nigdy nie wybierała siły, bo czuła, że w jej przypadku nie ma to najmniejszego sensu. Od razu skazywała się na porażkę. Niepoprawna optymistka.

Oddaliła się od drzwi, osunęła się na podłogę przy niewielkiej ścianie, pomieszczenie ogólnie należało do tych mikroskopijnych, zamknęła oczy, wierzyła, że zaraz się to skończy. Tyle, że to się nie wydarzyło. Mężczyzna uciekł. Założyła tak, bo przestał uderzać w te nieszczęsne drzwi, które ledwie już się trzymały. Bała się wstać, skąd mogła wiedzieć, czy nie wróci, dlaczego nagle się stąd ulotnił? Odpowiedzi na to pytanie póki co nie znała.

Wydawało jej się, że usłyszała huk, jakby coś uderzyło w ścianę, mogły to być jednak omamy, była zdenerwowana, kto wie, w jaki sposób jej umysł mógł się w tej chwili bronić. Wszystko mogło być halucynacją, chociaż, czy faktycznie?

Wtedy drzwi od łazienki się otworzyły, zamarła kiedy zobaczyła, że się poruszają. Wypuściła powietrze z płuc dopiero, gdy w progu zobaczyła znajomą twarz. Skąd on się tutaj wziął? Tak właściwie, to nadal nie wiedziała, gdzie się znajdują i jak się tu znalazła, skąd też wziął się tutaj Steward? Wiele pytań, a żadnych odpowiedzi.

- On chciał mnie zabić. - Powiedziała cicho powstrzymując się od łez. To wcale nie było takie łatwe, bo naprawdę była mocno roztrzęsiona tą całą sytuacją, która miała miejsce chwilę temu.

Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#4
07.02.2024, 00:55  ✶  
Patrick odruchowo odwrócił głowę w stronę związanego linami mężczyzny, gdy Nora wypowiedziała zdanie o tym, że ten chciał ją zabić. Myśli o ojcu zupełnie zniknęły z jego głowy a zamiast nich poczuł strach. Już nieważne, skarcił się w myślach, pozwalając własnym kolanom opaść obok właścicielki Klubokawiarni. Złapał ją za ramiona i odruchowo przyciągnął do siebie, jakby w tym geście próbując ochronić przed spętanym linami człowiekiem i dodać jej otuchy.
- Zabieram cię stąd. Zaraz wezwę BUM, niech się nim zajmują – rzucił miękko.
Był jeszcze trzask, który powinien ich zaalarmować, ale zbyt szybko zastąpiła ją ciemność jak mrugnięcie powieki.
*
Nora znajdowała się w swojej Klubokawiarni. To był zwykły, bardzo zwyczajny dzień, jeden z takich w czasie których niby sporo się działo, ale głównie przez pierwszą część dnia. Teraz miała zdecydowanie więcej czasu i mogła się zająć tymi mniej pilnymi sprawami: księgowością, sprawdzeniem zapasów potrzebnych produktów oraz wymyślaniem nowych rodzajów słodkich deserów, które chciała wprowadzić do sprzedaży. Lady wylegiwała się na jednym z wolnych krzeseł i bawiła kłębkiem włóczki. W lokalu niedługo miała się zjawić Mabel razem z Erikiem i Brenną. Longbottomowie zabrali ją tego popołudnia do Wesołego Miasteczka. Póki co, znajdowała się w nim niemal sama, nie licząc grupki czarownic zawzięcie (ale cicho) dyskutujących o nowych zastosowaniach smoczej krwi oraz siedzącego przy stoliku w rogu posępnego czarodzieja, który czytał Proroka Codziennego, racząc się przy okazji pączkiem z konfiturą różaną.
Panna Figg zamykała właśnie swój notes, gdy usłyszała znajomy dzwonek zwiastujący, że do Klubokawiarni wszedł nowy klient. Ten okazał się kolejnym, samotnym czarodziejem w średnim wieku. Wyglądał… przez krótką chwilę nawiedziło ją osobliwe przeczucie, że już gdzieś widziała tego człowieka, ale zniknęło równie szybko jak się pojawiło. Mężczyzna uśmiechnął się dość szeroko, ale jego uśmiech ani nie objął zimnych oczu, ani nie odsłonił zębów.
- Dzień dobry. Przyszedłem po zamówiony tort. Na urodziny córki. Ma na imię Mabel – powiedział, opierając się łokciami o kontuar.
W jego zachowaniu było coś dziwnego. Patrzył na Norę, niemal zupełnie nie mrugając, poświęcając jej całą swoją uwagę, jakby była jedyną osobą znajdującą się na całym świecie.
- Biedna dziewczynka. Niedawno straciła matkę – dodał po paru sekundach cichym, pozbawionym emocji głosem. I znowu się uśmiechnął tym przypominającym żabi uśmiechem, który nijak nie obejmował jego zimnych oczu. – Ktoś ją zarżnął. Trzydzieści dwa ciosy nożem. Zaatakował w miejscu pracy – odepchnął się palcami od blatu i zaczął obchodzić kontuar by zbliżyć się do Nory.
W ręku trzymał ostry nóż. A ona musiała zostawić różdżkę w kuchni.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#5
07.02.2024, 10:43  ✶  

Nie miała pojęcia dlaczego ktoś mógł chcieć jej śmierci. Starała się żyć w taki sposób, aby nie krzywdzić innych, nie dawała nikomu powodu do czegoś takiego. Zresztą jaki powód był tak naprawdę wystarczjący do tego, żeby sięgać do takich metod? Zabójstwo była chyba ostatnią rzeczą po którą można było sięgnąć.

Dopiero, kiedy Patrick chwycił ją za ramiona - pękła. Kilka łez spłynęło jej po policzku, zwyczajnie ze stresu, bo naprawdę nie miała pojęcia, co się dzieje. Na całe szczęście już była bezpieczna, on nie da zrobić jej krzywdy, powinien sobie poradzić z ewentualnym bnapastnikiem, bo przecież był aurorem. Miała naprawdę dużo szczęścia, że się tutaj znalazł. Póki co, nie pytała go jeszcze właściwie skąd się tutaj wziął, nie było to dla niej w tej chwili jednak istotne, najważniejsze, że zdołał jej pomóc, bo gdyby nie on to pewnie właśnie by umierała na tej niewielkiej podłodze.

- Dziękuję. - Powiedziała jeszcze cicho, bo było to jedyne na co było ją stać w tej chwili.


Nie zarejestrowała tego trzasku, nagle jednak, zupełnie niespodziewanie znalazła się w inny miejscu. Mrugnęła dwa razy, coś musiało jej się przywidzieć, odpłynęła za bardzo przy tej nudnej części pracy. Cukiernia żyła swoim życiem, w środku znajdowało się kilka osób, nie działo się nic nadzwyczajnego. Wendy, Leo i Neil mieli dzisiaj wolne, więc sama stała za ladą, na szczęście nie potrzebowała wsparcia, bo dzień był bardzo leniwy, ale czasem to było dokładnie to, czego potrzebowała. Miała czas, aby nadgonić te sprawy, które wymagały szczegółowości.

Uniosła głowę w stronę drzwi, gdy usłyszała dźwięk dzwonka. Myślała, że może to już Mabel ze swoimi rodzicami chrzestnymi wróciła do domu, jednak nie było ich tam. Był to jakiś mężczyzna, przeniosła znowu wzrok na notes, który teraz odłożyła na bok.

Oparła się o ladę i czekała, aż gość zbliży się do niej, aby złożyć zamówienie. Kiedy podszedł bliżej miała wrażenie, że skądś go zna, tyle, że nie umiała dopasować tej twarzy do konkretnej osoby. Uśmiechnęła się serdecznie na przywitanie, jak to miała w zwyczaju.

- Cóż za zbieg okoliczności. - Powiedziała nadal uśmiechając się od ucha do ucha. Spróbowała w pamięci zlokalizować to zamówienie, średnio jednak pamiętała wszystkie szczegóły. Miała się już odwrócić i zacząć go szukac, ale mężczyzna odezwał się po raz kolejny.

Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach. Nie miała przy sobie różdżki, zresztą nawet, jakby miała, to w niczym by jej to nie pomogło, bo niezbyt często korzystała z dziedzin magii, które mogłyby jej pomóc w takiej sytuacji. Mężczyzna zaczął się zbliżać, a działo się to niebezpiecznie szybko, ona jednak nie wiedziała, co ma robić, spanikowała i zamarła w miejscu.

Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#6
12.02.2024, 00:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2024, 00:24 przez Patrick Steward.)  
Mężczyzna nie mrugał, gdy zbliżał się do Nory, ale coś w jego zachowaniu, w sposobie w jaki na nią patrzył, wskazywało na to, że to wszystko nie były tylko dziwne i makabryczne żarty. On naprawdę chciał ją skrzywdzić. Jak to leciało? Trzydzieści dwa ciosy nożem?
Po jego twarzy rozlał się szeroki, żabi uśmiech. Wolną ręką złapał Norę, zaciskając z całej siły palce na jej przedramieniu. Zabłysło ostrze noża, gdy unosił je do góry.
Do uszu Figg doleciał dźwięk dzwonka, gdy kolejny klient wchodził do Klubokawiarni. Ten dźwięk chyba rozproszył również jej napastnika, bo mężczyzna nie zamachnął się tak, jak planował i zamiast pchnąć nożem głęboko w brzuch swojej ofiary, rozciął jej rękaw bluzki a ostrze zahaczyło o skórę. Nora poczuła piekący ból.
Wchodzący do środka Patrick Steward zamrugał skołowany. Przez ułamek sekundy właściwie nie wiedział na co patrzył. Czy naprawdę ktoś próbował właśnie zaatakować Norę? A może to był jakiś dziwny żart? Głupi dowcip, którego ofiarą, z jakiegoś niezrozumiałego powodu, właśnie padał? Czemu nikt z siedzących w Klubokawiarni nie reagował? Czemu wszyscy siedzieli na swoich miejscach i zachowywali się tak, jakby nie działo się nic nadzwyczajnego? I czemu ten atakujący facet, z jakiegoś niezrozumiałego powodu wydawał się Patrickowi… znajomy?
- Co tam się do licha dzieje?! – zawołał, gdy pierwszy cios opadł na rękę Nory.
Steward rzucił się do przodu, w biegu wyciągając różdżkę. Wyszeptaną pośpiesznie inkantacją i machnięciem tejże różdżki odepchnął atakującego Figg i posłał go z całej siły na wystawkę ze słodkościami. Drzwiczki wystawki otworzyły się szeroko, mebel się zachwiał i runął na mężczyznę. Znajdujący się na samej górze tort spadł mu na głowę, za nim runęły misternie przygotowane pączki.
Patrick znowu uniósł różdżkę tym razem po to by kolejnym zaklęciem związać napastnika, ale ten na ich oczach rozpłynął się w powietrzu.
- Nie masz zabezpieczeń antyaportacyjnych? – zapytał, ciągle patrząc na miejsce, gdzie jeszcze przed sekundą znajdował się agresor. A potem wreszcie odwrócił wzrok na Norę i zaklął głośno. – On cię zranił. Potrzebujesz wizyty w Św. Mungo? – W głowie Patricka kłębiło się mnóstwo innych pytań. Znała go? Czemu ją zaatakował? Kim w ogóle był ten człowiek?
Nora tymczasem czuła ból w ręce. Rana nie była głęboka, ale ostrze przecięło skórę, więc trochę krwawiła. Czuła też ból wyżej, gdzie ten człowiek wcześniej zaciskał palce na jej przedramieniu.
I wtedy wszystko zalała ciemność, jak mrugnięcie powieki.
Ale tym razem Nora wiedziała, że coś jest nie w porządku. Była nocą (chyba) w Zakazanym Lesie. Lał rzęsisty deszcz, grzmiało a niebo rozjaśniały pojawiające się na nim błyskawice. Czuła, że jest w niebezpieczeństwie, że musi się schować, bo był w lesie ktoś, kto chciał ją skrzywdzić. Ziemia była rozmokła i kiedy szła, jej nogi ślizgały się, gałęzie drzew smagały ją po twarzy i rękach. Już nawet zdołała się jakoś zranić, bo bolała ją ręka i trochę krwawiła.
Gdzieś dalej, w głębi lasu, przebiegło kilka centaurów. Najpierw ciszę rozdarło wycie wilkołaka, potem niebo przecięła długa błyskawica i rozległ się potężny grzmot, ale nie on sprawił, że Norze zamarło serce. Na szczycie najbliższego pagórka dostrzegła swojego prześladowcę. Mężczyzna jej wypatrywał.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#7
12.02.2024, 12:31  ✶  

Wiedziała, że mówi prawdę. Przeczuwała, że może ją skrzywdzić, znajdowała się w pułapce, nie miała jak stąd uciec, koniec był bliski. Po raz kolejny.

Nie ruszyła się z miejsca. Zbladła, była biała niczym kreda. Łza spłynęła jej po policzku, jedna, pojedyncza. Nic nie mogła zrobić, pozostawało się poddać. Zdecydowanie brakowało jej woli walki. Nie wiedzieć czemu poddała się już na samym początku.

Zamknęła oczy, kiedy złapał ją za ramię, jego uścisk był silny, zabolało ją to. Nie widziała więc, kiedy ostrze noża unosiło się w powietrze, wolała na to nie patrzeć. Przed oczami miała Mabel, szczęśliwą, w jej objęciach, szkoda, że nigdy więcej nie będzie mogła jej przytulić.

Wtedy usłyszała dzwonek, ten który tak bardzo wszystkich denerwował. Spowodowało to, że otworzyła oczy i skierowała wzrok w stronę drzwi. Najwyraźniej nie tylko ją to rozproszyło, bo poczuła, że nóż, który najprawdopodobniej miał ją zabić, ranił jej skórę, syknęła cicho z bólu. Pojawiła się jednak nadzieja, kiedy w progu zauważyła znajomą sylwetkę. Patrick, jak to się działo, że zawsze pojawiał się w odpowiednim momencie?

Zareagował szybko, ledwie zdążyła mrugnąć znalazł się tuż obok, dzięki czemu napastnik nie miał możliwości jej skrzywdzić. Jednak dzisiaj nie umrze. Odetchnęła z ulgą, kiedy Steward związał mężczyznę, naprawdę była bezpieczna.

- Mam, zabezpiecznia, miałam, nie zadziałały. - Sama nie wiedziała, co właściwie się stało. Przeniosła wzrok na swoją rękę, aby ocenić straty, nie wyglądało to jednak najgorzej. - Nie, nie trzeba, sama sobie z tym poradzę, nie chcę nigdzie iść. - Chociaż było jedno miejsce, w którym chciała się teraz znaleźć, jej dom rodzinny, gdzie aktualnie przebywała Mabel, chciała ją przytulić i zapomnieć o tym wszystkim, co się przed chwilą wydarzyło.

Nie zdążyła jednak się tym podzielić z Patrickiem, bo znalazła się w innym miejscu. Od razu wiedziała, że coś jest nie tak, jakby w tym lesie czaiło się niebezpieczeństwo, czekało, żeby złapać ją w swoje palce. Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach. Aura również nie była szczególnie sprzyjająca, padał deszcz, było zimno i mokro, ciemno. Nie mogło chyba być gorzej. Usłyszała tętent kopyt, musiały tu być jakieś zwierzęta, może i one miały ochotę ją zjeść? Nie zdziwiłoby jej to wcale. Szła jednak przed siebie, musiała znaleźć wyjście, uciec jak najdalej stąd. Błyskawice powodowały większy strach, musiała się schować.

Strasznie ciężko jej się szło w tym błocie, gdyby tylko mogła się przygotować, na pewno nie wybrałaby na taką wędrówkę jednych ze swoich butów na obcasie, które zdecydowanie również chciały ją w tej chwili zabić. Do jej uszu doszło wycie, oczywiście w tym lesie brakowało jeszcze tylko wilkołaka, nie był to niestety Erik, bo on chyba by jej nie zjadł, a pełnie spędzał zamknięty w piwnicy. Szła jednak nadal przed siebie, kolejny grzmot i błyskawica, uniosła wzrok, żeby ją zobaczyć i wtedy dostrzegła również jego. Stał tam i jej wypatrywał, pisk, który wyrwał się jej z gardła na pewno powiedział mu gdzie dokładnie się znajduje.

Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#8
12.02.2024, 23:48  ✶  
Patrick też czuł, że dzieje się coś złego. Przez to, że nie wiedział, że śni, przez pokrętną logikę sennych majaków, że właściwie nie pamiętał poprzednich dwóch, wszystko zlewało mu się w jeden długi, niezbyt logiczny ciąg zdarzeń. Pamiętał, że błądził korytarzami, że ścigał mordercę, który za każdym razem mu się wymykał, że ten w jakiś sposób próbował nawet zamordować właścicielkę Klubokawiarni Norę Figg. I chyba przez to, że pamiętał aż tyle, wiedział też że musiał go złapać za wszelką cenę, bo ten najpierw dokończy robotę i zabije Norę, a potem upatrzy sobie kolejną ofiarę.
Otarł ręką mokrą od deszczu twarz i zmrużył oczy, szukając czegoś, co pomoże mu w odnalezieniu mordercy. Czuł, że ten gdzieś tam był, że krył się w leśnych głębinach, chował za grubym pniem drzewa, przyczaił się w ruszających się krzakach (nie, to nie był on, to był wystraszony błyskami przecinającymi niebo i rozlegającymi się niedaleko grzmotami lis). Kolejna błyskawica rozświetliła niebo. Patrick usłyszał kobiecy pisk i momentalnie zaczął szukać wzrokiem krzyczącej. Ale zamiast niej, dostrzegł męską sylwetkę znajdującą się zaledwie kilkanaście metrów dalej. Napastnik stał odwrócony do niego plecami.
Steward rzucił się do biegu, gotów dopaść go tak szybko, jak szybko będzie w stanie. Przez deszcz, noc, burzę i to, że znajdował się z tyłu – miał trochę przewagi nad człowiekiem, którego chciał złapać. Ale brakowało mu rozeznania terenu. Za późno zrozumiał, że zmniejszająca się sylwetka oznaczała schodzenie w dół a nie oddalanie się w poziomie.
To za to dostrzegła stojąca niżej skamieniała Nora. Jak również i to, że twarz napastnika wydawała jej się znajoma, że chociaż wcale go nie znała to jednak jakby już go gdzieś widziała i za każdym razem nie wiązały się z tym przyjemne wspomnienia. Tym razem człowiek ten nie niósł ze sobą noża (a jeśli go niósł to nie zdołał jeszcze wyjąć z pokrowca), nie miał też siekiery, ale trzymał w rękach cienką linkę, tak cienką, że przypominała żyłkę wędkarską.
Mężczyzna otworzył usta i powiedział coś, co zagłuszyły grzmoty. Błyskawice oświetliły dobrze jego twarz: nieruchome oczy, nieprzyjazny uśmiech, łysinę na czubku głowy. Wreszcie oświetliły również nadbiegającego i skaczącego ku niemu Patricka.
Obydwaj mężczyźni złączyli się we wspólnej szamotaninie. Obydwaj stracili grunt pod nogami i przeturlali się walcząc między sobą o dominację w dół, wprost ku Norze. Wreszcie Steward wygrał, przycisnął przeciwnika do ziemi i zaczął okładać pięściami po twarzy. Nie miał pojęcia, czy bił go ze strachu przed tym, co ten mógł zrobić Figg, z frustracji, bo zdołał mu się wyrwać wcześniej, czy też z tłumionej od pewnego czasu furii. Aż wreszcie, ku jego ogromnej frustracji leżący pod nim człowiek zniknął. Pięść uderzyła w miękką od wody ściółkę leśną.
- Kurwa mać! Byłem tak blisko! – syknął Patrick, a potem podniósł spojrzenie na Norę. – Co za skurwiel. Ty krwawisz. Co on ci zrobił?! Wyciągnę cię z lasu i zabiorę do Mungo… - zaczął mówić głośno i trochę bezskładnie, nawet nie próbując ukryć targających nim emocji.
Nora czuła, że słabnie. Patrząc na swoją rękę mogła zobaczyć, że spadający z niej na ziemię deszcz mieszał się z jej własną krwią.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#9
13.02.2024, 00:21  ✶  

Zauważył ją, nic dziwnego, ślepy by ją znalazł po tym pisku, który z siebie wydobyła. Szedł w jej kierunku, a ona osunęła się na ziemię. Przegrała walkę, była zmęczona, miała wrażenie, że to wszystko trwało godziny, brakowało jej sił, znowu się poddała. Nie spieszył się i może to było najgorsze, czekanie na śmierć, wolałaby, aby stało się to szybko, by czuć jak najmniej bólu i strachu.

Kiedy się zbliżał dotarło do niej, że kojarzy tę twarz. Nie miała pojęcia skąd ją zna, ale wzbudzała w niej nieprzyjemne uczucia. Dlaczego ktoś miałby chcieć ją zabić? Tej odpowiedzi miała nie uzyskać nigdy.

Gdzieś między jednym grzmotem, a kolejnym stało się coś jeszcze. Ktoś wyskoczył zza tego napastnika. Patrick Steward - jego twarz dostrzegła w świetle błyskawicy, co do cholery robił w tym miejscu? Jak ją znalazł, czy w ogóle szukał? Nie było to ważne. Udało mu się do niego doskoczyć, bez najmniejszego problemu.

Szamotali się przez dłuższą chwilę, a później znaleźli na ziemi, w tym błocie, przeturlali tuż pod jej nogi. Nora przyglądała się temu uważnie, bo nie wiedziała przecież, jak skończy się ta próba obrony. Wydawało jej się, że Steward ma przewagę, okładał mężczyznę z ogromną pasją, jakby chciał się go pozbyć w tej chwili. Starł mu z ust ten żabi uśmiech. Nie widziała jeszcze nigdy Patricka w takim stanie, wyglądał, jakby zupełnie stracił nad sobą panowanie.

Tyle, że nagle przepadł. Zniknął w ciemności, rozpłynął się w powietrzu. Teleportował się? Co to miało być. Nie powinien być w stanie się stąd aportować po tym, co Patrick mu zrobił.

- Nic mi nie jest... - Powiedziała cicho, ale jej głos zaczął się rozmywać. Oni również zniknęli z miejsca w którym miało dojść do zbrodni, a każde z nich obudziło się w swoim własnym łóżku. Tyle, że to panny Figg było zabrudzone krwią, o czym miała się dowiedzieć, kiedy tylko otworzyła oczy.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Nora Figg (2105), Patrick Steward (2007)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa