Przeczuwał, że taki przypływ odwagi z jego strony nie zdarzy się prędko. Gotowość do zmierzenia się z prawdą nie była dla niego łatwa. Postawił wszystko na jedną kartę, nawet jeśli miał poczucie że fortuna nie stała po jego stronie. W tym momencie nie czuł się czarnym koniem - kimś, komu było pisane nieoczekiwane zwycięstwo. Zupełnie jakby przez te wszystkie lata odnoszenia sukcesów sportowych i przygodnych podbojów wyczerpał przeznaczoną dla niego pulę szczęścia na tym właśnie polu. Niewygodną prawdą było to, że zaniedbał ten aspekt swojego prywatnego życia.
Pozwalając sobie na tego rodzaju prawdę musiał liczyć się z rozczarowaniem związanym z tym, że w pewnym momencie ich drogi się rozejdą zupełnie, że rozminą się w swoich oczekiwaniach. To spotkanie nie miało być tym ostatnim, pomimo tego, że taki był jego pierwotny zamiar. Z czasem te wszystkie wypowiedziane przez niego słowa mogą stać się mu ciężarem. To nie tak, że tego rodzaju wyznanie uskrzydlało. Brnięcie w relację wydawać by się mogło pozbawioną jakiejkolwiek przyszłości i niedającej jakiegokolwiek poczucia stałości wydawało się głupotą. Jak wiadomo, za głupotę się płaciło. Nie potrafił jednak przewidzieć tego, jaką przyjdzie mu uiścić zapłatę.
— Jeśli na to bym się zdobył to na pewno nie wymieniłbym cię z imienia i nazwiska... niezależnie od tego, jaką wersję przedstawiłbym swojemu bratu, ewentualne konsekwencje tego skupiłyby się wyłącznie na mnie. Pierwsza wersja nie wskazywałaby na coś poważnego. Za to druga byłaby prawdziwa. — Nie pierwszy raz Laurent skłaniał go do myślenia na znacznie poważniejsze tematy, odgrywając tym samym ogromną rolę w tych wszystkich zmianach, jakie w nim zachodziły od czasu tegorocznego Beltane. — Dowiesz się pierwszy. — Przez wzgląd na swoją popularność i reputację Philip znacznie rzadziej sypiał z mężczyznami, niż z kobietami. Jakoś tak się przyjęło, że regularne nawiązywanie przygodnych relacji z kobietami stanowiło pewną normę i chociaż nie gwarantowało dobrej popularności, tak nie było takie szokujące jak uprawianie seksu z innymi mężczyznami. Gdyby trafił na wyrachowanego kochanka to mógłby obudzić się któregoś dnia i przeczytać na łamach Czarownicy kompromitujący go artykuł. W sferze domysłów pozostawało to, czy to sprawiłoby, że część jego fanów i znajomych odwróciłaby się od niego, czy zostałby wydziedziczony gdyby nie zaprzeczył temu, co zostało zawarte w tym artykule.
Podtrzymywał to, że nie wymagał tego wszystkiego od Laurenta i że był gotów na to rozczarowanie. Chciał być gotów, jednak prawda była taka, że na to nie dało się być gotowym. Nie dało się w pełni przygotować. Jego postawę już teraz weryfikowało życie, tak jak zaczynało weryfikować wszystko to, co otrzymywał ze strony Laurenta. Nie było to pożądane, jednak wydawało się nieuniknione. Słowa, które padły z ust młodszego mężczyzny, tym razem były dla niego zrozumiałe. Nie pozostawiały złudzeń. Philip pozostawał jego całkowitym przeciwieństwem - kochał samego siebie aż za bardzo i opuszczenie sfery własnego szeroko pojętego egoizmu nie przychodziło mu łatwo. Jednak poczuł coś więcej, nawet jak to zajęło mu bardzo dużo czasu. Spojrzał w bok, szukając innego punktu na którym mógł skupić wzrok. Nie należało to do łatwych zadań, kiedy od samego Laurenta dzieliło go naprawdę niewiele i doświadczał jego nieśpiesznego, delikatnego dotyku. To nie przed nim chciał w jakimś stopniu uciec.
— Powinieneś spróbować to zrobić. Dla siebie, nie dla kogoś innego. — Wypowiedział słowa, które były w stanie przejść mu przez gardło. Laurent powinien to zrobić tylko i wyłącznie dla siebie, nawet jak to było trudne. Nawet jeśli nie wymagał od Laurenta jakichkolwiek deklaracji, to po tym wyznaniu gdzie w tym wszystkim było jego miejsce i czemu tak trudne było ruszenie dalej? Było to coś, czego potrzebował.
Pozwolił na to aby Laurent ułożył głowę na jego udach, leżąc na kanapie z podwiniętymi nogami. Spoglądał na niego w milczeniu. Delikatnie dotknął jego włosów. Wszystkie snute przez niego plany teraz stanęły pod wielkim znakiem zapytania. Nie zamierzał jednak uciekać. Do tego się zobowiązał i niekorzystna dla niego sytuacja nic nie zmieniała.