02.02.2024, 23:08 ✶
Wszystko ma swój cel.
Za przynętą krył się haczyk.
Edward Prewett mógł myśleć, że ją ograł, że dostał dokładnie to, czego chciał – ale Brenna przecież przyszła tu właśnie po to, by spróbować go skusić. Tak naprawdę nie musiała się targować: nie potrzebowała od niego pieniędzy, żadnej konkretnej informacji, czy czegokolwiek innego, co mógłby zaoferować.
Jedynie potencjalnego nastawienia go przeciwko tej drugiej stronie.
I być może odrobiny przychylności, gdy czegoś się o nich dowie.
– Proszę się nie krępować – powiedziała lekko, gdy wspomniał o sprawdzaniu jej. O pewnych rzeczach wiedzieli tylko jej najbliżsi i tutaj Prewett nie mógł dowiedzieć się niczego naprawdę istotnego. Sprawdzając pobieżnie: znajdzie głównie opowieści o pajacu, pączkach, wygłupach i tym podobnych.
Jeżeli miał kogoś w Departamencie, z dostępem do archiwów, być może zajrzy nieco pod podszewkę. Znajdzie trochę nie pasujących statystyk, bo nie wszystko dało się ukryć i Brenna była przy trochę zbyt wielu aresztowaniach naśladowców, i przy trochę zbyt wielu paskudnych sprawach, jak na absolutnie przeciętną Brygadzistkę, ale wciąż nie było to nic, co mógłby wykorzystać do jakichś szantaży czy przeciwko niej.
– O nic więcej nie proszę, panie Prewett – stwierdziła, podnosząc się i ściskając jego rękę. Uścisk nie pasował do czarodziejski czystej krwi: był mocny, a na jej palcach dało się wyczuć drobniutkie zgrubienia, które nie mogły powstać wyłącznie od rzucania zaklęć różdżką. Nie zdawało się też, by miała jakikolwiek problem ze spojrzeniem mu prosto w oczy: wytrzymała jego spojrzenie z nieporuszonym wyrazem twarzy. Oczy odziedziczyła po Potterach: były wielkie, ciemne i należały do tego rodzaju oczu, z którymi trudno wyglądać groźnie.
Mogło się wydawać, że coś iskrzy na ich dnie – ale Edward nie znał jej na tyle dobrze, by orzec, czy to rozbawienie, satysfakcja, czy oznaka tego, że właśnie planowała kolejne posunięcia, dostosowując je do tej rozmowy. Na końcu jednak, gdy puściła jego dłoń, na jej ustach zamajaczył uśmiech.
– Do zobaczenia, panie Prewett. Życzę miłego dnia – powiedziała i odwróciła się, kierując do wyjścia.
Za przynętą krył się haczyk.
Edward Prewett mógł myśleć, że ją ograł, że dostał dokładnie to, czego chciał – ale Brenna przecież przyszła tu właśnie po to, by spróbować go skusić. Tak naprawdę nie musiała się targować: nie potrzebowała od niego pieniędzy, żadnej konkretnej informacji, czy czegokolwiek innego, co mógłby zaoferować.
Jedynie potencjalnego nastawienia go przeciwko tej drugiej stronie.
I być może odrobiny przychylności, gdy czegoś się o nich dowie.
– Proszę się nie krępować – powiedziała lekko, gdy wspomniał o sprawdzaniu jej. O pewnych rzeczach wiedzieli tylko jej najbliżsi i tutaj Prewett nie mógł dowiedzieć się niczego naprawdę istotnego. Sprawdzając pobieżnie: znajdzie głównie opowieści o pajacu, pączkach, wygłupach i tym podobnych.
Jeżeli miał kogoś w Departamencie, z dostępem do archiwów, być może zajrzy nieco pod podszewkę. Znajdzie trochę nie pasujących statystyk, bo nie wszystko dało się ukryć i Brenna była przy trochę zbyt wielu aresztowaniach naśladowców, i przy trochę zbyt wielu paskudnych sprawach, jak na absolutnie przeciętną Brygadzistkę, ale wciąż nie było to nic, co mógłby wykorzystać do jakichś szantaży czy przeciwko niej.
– O nic więcej nie proszę, panie Prewett – stwierdziła, podnosząc się i ściskając jego rękę. Uścisk nie pasował do czarodziejski czystej krwi: był mocny, a na jej palcach dało się wyczuć drobniutkie zgrubienia, które nie mogły powstać wyłącznie od rzucania zaklęć różdżką. Nie zdawało się też, by miała jakikolwiek problem ze spojrzeniem mu prosto w oczy: wytrzymała jego spojrzenie z nieporuszonym wyrazem twarzy. Oczy odziedziczyła po Potterach: były wielkie, ciemne i należały do tego rodzaju oczu, z którymi trudno wyglądać groźnie.
Mogło się wydawać, że coś iskrzy na ich dnie – ale Edward nie znał jej na tyle dobrze, by orzec, czy to rozbawienie, satysfakcja, czy oznaka tego, że właśnie planowała kolejne posunięcia, dostosowując je do tej rozmowy. Na końcu jednak, gdy puściła jego dłoń, na jej ustach zamajaczył uśmiech.
– Do zobaczenia, panie Prewett. Życzę miłego dnia – powiedziała i odwróciła się, kierując do wyjścia.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.