• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[29.07.72|U Lizzy]Mowa jest srebrem, milczenie złotem,misiek dzisiaj padnie pokotem

[29.07.72|U Lizzy]Mowa jest srebrem, milczenie złotem,misiek dzisiaj padnie pokotem
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#1
07.02.2024, 23:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2024, 20:31 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Samuel McGonagall - osiągnięcie Piszę, więc jestem

29.07.1972

U Lizzy

miesiąc miłości


Pewnie gdyby pił, dni zlałyby mu się w jedno, ale serce może bolałoby mniej. Pewnie gdyby pił, byłoby mu lżej, ale potem ciężej rano. Picie jednak nie było bezpieczne, picie mogło popchnąć go w miejsca, w których nie chciałby być, mogłoby obudzić w nim rzeczy, które powinny pozostać uśpione.

Przydymiona atmosfera baru U Lizzy sprzyjała rozmyślaniom. Spoglądał na nowo kupioną fajkę i mieszek odpowiednio spreparowanego tytoniu. Któryś z klientów poradził mu palenie na nerwy. Powoli zaczął kojarzyć ich imiona, choć w jego głowie rozpoznawał ich bezimiennie, jak dziki i jelenie, które zebrały się w babrzysku po dniu pełnym znojów.

Lizzy, stara dobra Lizzy nie patrzyła w jego kierunku, ale jej obecność promieniowała matczyną opiekuńczością. Kobieta wiedziała, że Sam i tak nic nie powie, ale doświadczona w takich sprawach, które targały duszą po północy, wiedział też że czasem nie warto mówić. Dlatego po pewnym czasie do nowej fajki dołączył przed młodzieńcem wcale nowy kubek - wysłużony i pełen troski. Pachniał korzeniami i czerwienią winnych gron.

– To tylko syrop. I herbata. Pij, bo straciłeś kolory – powiedziała jakby czytając mu w myślach, a może jego twarz zdradzała więcej, niżby sobie tego życzył. A potem jej uwaga odwróciła się do stukania w okno. – Pączuś? A co tu robisz mała... – zaczęła mówić do wpuszczonego, lekko skołowanego i zmęczonego trasą ptaka, ale niezłomna listonoszka zignorowała dobrą duszę na rzecz mrukliwego blondyna, który już miał upić słodkiego napitku.

Zaskoczony spojrzał na właścicielkę przybytku, potem na słodką sówkę gruchającą do niego przyjaźnie. Zawahał się szarpnięty nagłym przeczuciem, nim sięgnął do nóżki, wolał przywitać się z ptaszyną. Pogruchał go niej przyjaźnie, bo choć oczywiście nie znał języka ptaków, zbyt wiele czasu spędził w ich towarzystwie, by kojarzyć dźwięki, które potrafiły je koić. W przeciwieństwie do przysypiającej już szczątkowej klienteli, wzrok Lizzy utkwiony był w tej niecodziennej parze, a usta jej przypominały wąską linię.

Przełknął ślinę i oswobodził sowę z brzemienia słów, które ze sobą niosła. W absolutnej ciszy, z walącym sercem momentalnie rozpoznał nawet pijany kształt pisma Nory. Nie był pewien, czy to nie wyobraźnia podsunęła mu jej zapach. Umysł zapadł się, zatopił w uczuciu zaciśniętej żelaznej obręczy na sercu. List przywrócił mu kolory zdecydowanie lepiej niż parujący napar, a myśl zatopiła się we wspomnieniu...

...to było tutaj, kilka metrów od miejsca, gdzie siedział, w kuchni Lizzy, gdy Nora stawiała swoje pierwsze cukiernicze kroki. Zawsze ciągnęło ją do ciastek, których teraz Sam nie mógł przełknąć, nie tylko przez wzgląd na wspomnienie o niej. Pamiętał jak stał tuż obok stolnicy, zapatrzony w pracę jej białych palców, gdy z werwą, w akompaniamencie niekończącego potoku rozentuzjazmowanych słów, ugniatała ciasto. Stał obok i słuchał, choć tak na prawdę tylko chłonął, jak liście i kwiecie zwracające się ku słońcu. Jej działania, nawet tak prozaiczne jak ugniatanie ciasta, stawały się dlań prawdziwą sztuką, a słowa muzyka.

Pamiętał jak wyglądała, z lekko rozwianym warkoczem, z kwiatami utkwionymi we włosach, które sam jej tam wsunął. W końcu znów była rumiana i szczęśliwa, opowiadająca o swoim marzeniu, o kursach cukierniczych, o podróżach. Mógł wtedy się przestraszyć. Jak romantyczny kochanek wspomnieć gorzko, że każda miłość kończy się źle, zwłaszcza taka, gdy ptak pokocha rybę. Gdzie będą mieszkać? Na czym zbudują swój dom? To nie miało znaczenia, liczył się ruch jej palców i wspomnienie słodkich opuszków, które kilka godzin temu przemierzały jego spragnioną pieszczoty skórę. Byli wtedy młodzi. Nie zastanawiali się na tym jak bardzo bezsensowne jest ich marzenie.

Dobrze, że przerwał je w czas...

Ale wtedy liczyło się tylko tu i teraz, liczyła się ona i lukier rozmazany na nosie. Pachniało drożdżówką i pieczonymi owocami, a Nora chciała osłodzić im życie. Nie była świadoma, że wystarczała jej obecność, by czuł sens swojego istnienia. Że nie musiała rozpieszczać go wypiekami, choć nie oszukiwał się - jego słońce świeciło dla wszystkich wkoło. A on nie miał prawa być zazdrosny. Nie miał prawa być jej kulą u nogi.

Poczuł coś dziwnego i tu i teraz, w karczmie Lizzy podniósł dłoń do policzka. Nawet nie zauważył, gdy zaczął płakać. Chciał jej napisać to samo, co powiedział jej tamtego dnia, że to nie ona, tylko on ponosi całą winę, to jego korzenie zbyt mocno wrośnięte w knieję. Nie mógł wtedy opuścić rodziców, nie mógł ją pozbawiać marzeń. Gdyby została w Dolinie, znienawidziłaby go. Nie miał prawa...

Groźne drżenie, stukająca łyżeczka o kubek, to szybko przerwało spiralę myśli. Rozluźnił skostniałą rękę zaciśniętą na kartce i szybko chwycił za fajkę. Rozluźniający tytoń sprawił, że młode nienawykłe płuca zareagowały momentalnie kaszlem, ale to przynajmniej skutecznie odwróciło jego uwagę.

Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#2
08.02.2024, 03:15  ✶  
Kolejna podróż do rodziny i kolejna okazja, żeby zajechać do Doliny, która dalej źle mi pachniała i nieufnie do niej podchodziłem, choć nie powinienem się skupiać na niej, a na ogóle i tym, że przeznaczenie i parszywy los dopadną mnie gdziekolwiek bym nie był.
Było i tak późno, a nie miał zamiaru jechać nigdzie po nocy, bo wszystko co najważniejsze zostało załatwione. Dowiózł zamówienie. Mógł je wysłać, ale było mu po drodze i w ten sposób umili i ułatwi komuś życie.
Doceniał takie okolice, jak ta. Inne niż zatłoczony Londyn, gdzie non stop panuje hałas, wszędzie chodzą ludzie, ktoś z baru coś krzyczy, ktoś gdzieś jedzie, pies szczeka, w innym miejscu trwa małżeńska kłótnia. Świat żyje pełnią życia, czy to się mu podoba czy nie, niezależnie czy musi się wyspać czy zarywa noc.

Knajpa przed jaką stanął nie była mu znana, w końcu był tutaj tylko tyle razy, żeby nazbierać w spokoju ziół, ale żeby chodzić i zwiedzać już nie bardzo. Wszedł do środka bez robienia rabanu, grzecznie zajął miejsce i zaczął zastanawiać się co właściwie chce zamówić. Myślał i myślał, aż kątem oka zauważył mężczyznę, który... Czemu on płacze? Od razu zrobiło mu się niezręcznie, bo co ma zrobić z tym faktem? Ma w ogóle coś robić? Przecież to obcy facet, co mu do jego dramatów. Z drugiej strony są w knajpie, może popił, może zaraz zrobi coś głupiego, jak pójdzie nad to paskudne jezioro.
Patrzył dalej na niego, rozważając czy zainterweniować i wzdrygnął się słysząc kaszel. Zawsze bał się, że ktoś się przy nim zakrztusi i nie będzie w stanie tego kogoś uratować, więc teraz uznał, że lepiej zachować czujność. Ślepia nie chciały się odlepić od mężczyzny siedzącego na przeciwko niego, a umysł pracował, tworząc już całą historię tego czemu płacze, kto mu umarł, kto złamał serce, kto go zwolnił, jakie demony przeszłości się przypomniały o swoje. Czy będzie miał z kim o tym porozmawiać? Wróci do domu do żony czy do pustej przestrzeni? Nawet nie zauważył, kiedy wzrok zawiesił się na zbyt długo na mężczyźnie, nieco nieobecny, ale dalej śledzący ruchy jego dłoni, fajki, której zapach roznosił się dookoła i był dobrze wyczuwalny dla zielarza, który ze wszystkim roślinami w fajce ma do czynienia na co dzień.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#3
08.02.2024, 11:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2024, 14:51 przez Samuel McGonagall.)  
Tak skonstruowane były ciała, że instynktownie ostrzyły zmysły, gdy ktoś za długo się na nie patrzył. To była kwestia przetrwania. Sposób na wyczucie drapieżnika i choć w swoich zwierzęcych formach to Samuel był drapieżnikiem, tak jako łysa małpa zwana człowiekiem...

Podniósł wzrok na nieznajomego z nieokreślonym, zatopionym w rozmyślaniach wyrazem twarzy. Po chwili nieco twardo uniósł podbródek, zupełnie jakby ów nieznajomy rzucił mu wyzwanie – i zaciągnął się jeszcze raz. Tym razem pociągnął trochę mniej, kotwicząc się w chwili, rozważając jakie smaki pojawiły mu się na języku i w nozdrzach.

– Jestem Sam i nie przyjmuję zleceń o tej porze. – powiedział nieco zachrypniętym od tytoniu głosem. Cybuch fajki pozostał w wargach, jak widywał u swoich mistrzów snycerzy, a palcami delikatnie złożył list, nie chcąc czytać go więcej. Był pewien, że jego autorka Bardzo Nie Chciała, By Czytał Go Kiedykolwiek. Znał jej pismo, gdy była szczęśliwa. Znał, gdy była samotna i znał doskonale gdy była bardzo, bardzo pijana.

Westchnął ciężko, patrząc na gruchającą słodką sówkę Pączusia.

– Maleńka umiesz dochować tajemnicy? – zapytał, a w jego głosie pojawiło się więcej czułości, niż kiedykolwiek wyraził jakkolwiek w kierunku człowieka. Zwierzęta jednak miały specjalne miejsce w jego sercu, czyniąc je bardzo, bardzo obszernym sercem.

Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#4
08.02.2024, 14:33  ✶  
Ciało jak ciało, umysł tutaj był szalony, wymyślał tyle rzeczy, działał w tak dziwne sposoby, lubił to czego lubić nie powinien, nie ufał po zranieniu, a jednak dalej domagał się więcej pomimo porażek. Bez sensu to wszystko.
Mężczyzna podniósł wzrok, a Neilowi od razu zrobiło się sto razy głupiej, jak dziecku, które właśnie zostało przyłapane na wykradaniu cukierków z szafki słodyczy. Wy miał wyrzuty sumienia? Nie bardzo, mógłby tak dalej patrzeć, szczególnie, że jego zainteresowanie wynikało z troski o drugą osobę, co nie wyglądała najlepiej. O jakich jednak zamówieniach on mówił? Siedząc jak siedział wyglądał jak... no jak kto właśnie? Fajka, wiek, oczy... Nie miał pojęcia. Mógłby mu przypisać pracę jako płatny zabójca, choć może... sprzedaje swoją duszę i ciało? Nie, zaraz, nie, to niemożliwe, chociaż już tyle rzeczy w życiu wydawało się niemożliwych. A może właśnie produkuje fajki? Drugi zielarz? Mógłby dopytać, jednak na zwrócenie uwagi potulnie pokiwał głową, szybciej niż zamierzał i wrócił wzrokiem na swój stolik, na swoje dłonie, udając, że w sumie to jest zajęty. Zaraz dla niepoznaki wyjął nawet notes, w którym na nowo od niedawna rysował wszystkie znane mu rośliny lecznicze i trujące, po tym jak poprzedni notes zaginął w odmętach jeziora. Nie był jednak na to zły, bywa, czasami traci się pewne wartościowe rzeczy bez szans na przywrócenie ich. Nie można nad nimi płakać, bo to nic nie zmieni. Można za to szukać rozwiązania, aby ponownie z podobnym przedmiotem się związać lub z zupełnie innym, bo czasami tkwimy w jakiejś części życia z przyzwyczajenia, dopiero po stracie odkrywając, że tak naprawdę od dawna chcemy czegoś innego.
Ołówek zaczął skrobać kartki papieru rysując coraz to kolejne liście, coraz to kolejne kolanka w skrzypie, rozłożyste kwiaty oraz malutkie wycieniowane płatki. Nie było w tym jednak skupienia, bo uszy mugolaka nasłuchiwały tego co mówił Sam, któremu zapomniał się przedstawić. Kompletnie go uwaga o zleceniach zgubiła w świecie, że zapomniał takiej podstawowej rzeczy... No nic, teraz za późno. Czekał więc w poczuciu porażki na część dalszą jego wywodu, co powie? Jaka tajemnica? Czy usłyszy wszystko czy coś mu umknie przez przyciszenie głosu? Nie to, że był wścibski, był ciekawski i zmartwiony. Może też liczył, że usłyszy w czyimś problemie radę na temat swoich kłopotów oraz magiczne rozwiązanie ich.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#5
09.02.2024, 21:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2024, 14:51 przez Samuel McGonagall.)  
Och gdyby tylko Samuel wiedział, że Pączek nie musiał przemierzać setek kilometrów by do niego dotrzeć! Gdyby tylko wiedział, że szczwana Lizzy z sobie tylko znanych powodów zapomniała mu powiedzieć o pewnym gościu z Londynu, który akurat tego wieczora, w przeciwieństwie do leśnika, miał bardzo, ale to bardzo alkoholowy wieczór. Gdyby wiedział...

Tymczasem Sam pochylił się do sówki i delikatnie oparł czoło o czółko stworzenia.
– Wrócisz do niej i będziemy udawać, że nigdy mnie nie znalazłaś. Tak... tak będzie dla wszystkich lepiej.– szepnął cichutko zaklinacz zwierząt, wierząc święcie, że ptaszek dochowa tajemnicy. Pieczołowicie zawiązał wiadomość u nogi, bez trudu odtwarzając znajomy do bólu węzełek. Następnie podniósł się ujmując łagodnie posłańca w dłonie, by wysłać go ponownie w mrok nocy.

Przechodząc obok nieznajomego, mimowolnie zajrzał mu przez ramię i na jego twarzy, która należała w pełni absolutnie do ojca Alistara, ukazała się wysoko uniesiona brew dezaprobaty jego matki. Nie myśląc wcale o tym co wypada a co nie (wszak totalnie się na tym nie znał) wyciągnął różdżkę i wymamrotał zaklęcie transmutacji, którą przez wzgląd na krew ale i żelazne szkolenie od najmłodszych lat opanował do perfekcji. Wiedział, jak wygląda Equisetum arvense, okółki na szkicu były zbyt oddalone, nie zgadzała się grubość pędu i kłos na pędzie zarodnionośnym był niedokładny... Te błędy nie mogły pozostać bez echa.

Jeśli zaklęcie zadziałało, notatnik rychło zapuścił w stół swoje korzenie, wydłużył się w kłącza i wypuścił wcale nie tak wąskie pędy obrośnięte toksyczną dla zwierząt zielenią.

Sam ćwierknął zębami i poszedł dalej na zaplecze, wyminął milczącą, acz Patrzącą Wymownie™ Lizzy i wypuścił Pączka przez okno.

na transmutacje:

Rzut Z 1d100 - 70
Sukces!


Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#6
09.02.2024, 22:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.02.2024, 22:26 przez Neil Enfer.)  
Bezmyślne rysunki powstawały na kartce, liście, kwiaty, kości i piach. Cały czas kątem oka obserwował mężczyznę, który ewidentnie przechodził jakieś załamanie nerwowe. Niestety jednak nie słyszał co mówi do zwierzęcia, aj jak żałował, że nie ma słuchu godnego kota, a z ruchu warg niewiele umiał wyczytać, pojedyncze słowa, sylaby, które nie miały sensu i nie wiedział nawet czy są dobrze odczytane.
Przywiązał coś do ptasiej nóżki, niezwykle przykładając się do wiązania, co nie było zaskakujące, w końcu zgubić wiadomość na którą ktoś czeka to najgorszy błąd pocztowego ptaka. Oh, zaraz... Wrócił wzrokiem do notesu kontynuować rysunki, ale na kartce panował chaos i nie wiedział w co ręce wsadzić. Spodziewał się... Niczego się nie spodziewał, od popatrzył tylko na faceta, a ten! Chłopak wzdrygnął się i odruchowo odsunął gdy z notesem zaczęło się dziać coś złego. BEZCZELNY! Spojrzał na faceta oburzony, ale ten odchodził już w stronę kuchni. ON! CO! CZEMU! OŻ TY SKUBAŃCU! Tak łatwo nie odpuści, nie da się tak traktować, czasy szkoły się skończył i jeśli chciał być lepszy niż był kiedyś musiał udowodnić, że jest w stanie sam sobie pomóc, sam o siebie zadbać.
Uważając, czy nikt się mu nie przygląda pochylił się do plecaka, niby nic nie robiąc, ale wyjął i postawił na ziemię jeden z pustych słoików jakie miał ze sobą. Zaraz wyszeptał zaklęcie i słoik zmienił się w szczura, piękny nie był, mocno wyłysiały, ale to dawało nawet lepszy efekt, w końcu nic nie przeraża tak, jak chory szczur w restauracji, prawda? Wyrzucił pod nosem kolejne szepty słyszalne tylko dla niewielkich uszek i szczurek z piśnięciem podskoczył radośnie i potuptał dzielnie w stronę zaplecza, tam gdzie przed chwilą zniknął mężczyzna.
Niesłyszalne kroki szybkich łapek, czuje węszenie i w końcu go znalazł, polecony przez mugolaka cel. Niezdrowo wyglądający zwierz podleciał do Sama, skacząc na niego, chwytając się od razu jego nogawki pazurzastymi łapkami, skubiąc ją ząbkami z walecznymi piskami.

Na transmutację:
Rzut Z 1d100 - 45
Slaby sukces...


Na zauroczenie:
Rzut Z 1d100 - 54
Sukces!
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#7
09.02.2024, 22:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2024, 14:51 przez Samuel McGonagall.)  
Zamknął okno pogrążony we własnych myślach, niepomny tego, że przed chwilą zamienił notatnik nieznajomego skrzyp (oczywiście dla celów edukacyjnych). Jego myśli znów przylepiły się do Nory, w drżeniu i niedowierzaniu, ale też zaprzeczeniu tego, aby podejmowanie jakichkolwiek kroków miało sens. Minęło... osiem lat. Osiem długich lat bez siebie, Samuel nie zamierzał się oszukiwać, że Nora nie potrafiła żyć bez niego. W końcu z kimś musiała mieć to dziecko, a i Londyn pewnie oferował jej mnóstwo możliwości bycia w szczęśliwych relacjach. I nawet jeśli gdzieś w pijackim uniesieniu przypominała sobie o ich wspólnym czasie, to z pewnością rankiem żałowałaby tego, że napisała doń cokolwiek. Mógł nie wysyłać prezentu... Mógł zostawić sprawy, ich milczenie, wzajemne unikanie się tak jak to było do tej pory.

Odwrócił się i już coś miał powiedzieć do Lizzy, która wciąż na niego Patrzyła™, ale wtedy poczuł szarpnięcie nogawki. Szczur?! Szlag by to... Uniósł wargę w odruchu i zawarczał gardłowo na gryzonia, próbując rozdeptać go z impetem obcasem swojego buta. Niestety, może to ze zmęczenia i rozkojarzenia, nie pomyślał, że przecież gryzoń jest przyczepiony do niego zębami i wraz z uniesieniem nogi, uniósł i jego cielsko.

Zaczął więc żałośnie tańczyć zapamiętały w ataku, podnosząc nogę i opuszczając ją z impetem, robiąc więcej rejwachu, niż było to konieczne, zwracajac na siebie zdecydowanie za dużo uwagi.

Dopiero stara dobra Lizzy czujnym okiem wypatrzyła coś, co powinno być dla Sama oczywiste. Chwyciła kościstą ręką różdżkę i rozproszyła zaklęcie, a szczur z impetem upadł i roztrzaskał się o podłogę jak na słoik przystało.

Sam dyszał ciężko, a potem  gwałtownie obrócił głowę ku niewielkiej grupce, która o tej porze jeszcze była w tym przyjaznym przybytku. Wszystkich znał, o wszystkich już coś wiedział. Poza jedną głową, ktora zachowywała się inaczej.

– Ty! – warknął gardłowo i ruszył ku niemu wściekle.

– Ej ej! Tylko nie w środku Sam! Na zewnątrz z nim idź się bawić! – krzyknęła zza jego pleców Lizzy, z cichym westchnięciem sprzątając okruchy zamiataniem różdżką w powietrzu.



aktywność fizyczna z adnotacją posiadania walki wręcz

Rzut Z 1d100 - 9
Akcja nieudana


Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#8
12.02.2024, 16:21  ✶  
Nie miał wyrzutów sumienia, no może małe i raczej wynikające ze strachu, bo jednak posłał szczura do faceta, którego nie znał. Skąd ta nagła złość w nim? Skąd ta chęć zemsty? Czy tak wyglądał rozwój, czy to wynik jego wewnętrznych frustracji, które nie miały ani grama sensu? Miały sens, miały dużo sensu, jednak wychowano go inaczej, czy teraz to do niego docierało? Czy zrobił głupio? Czy zachował się jak dzieciak? A co? Nie może? Czemu?
Słyszał zamieszanie na zapleczu, tupanie i szamotanie się, ale nie było to jego sprawą. Z trudem, bo z trudem wyrwał dziennik od stołu. Mógł rozproszyć zaklęcie, ale wolał nie ryzykować, że się to nie uda. Jakoś tak też odzwyczaił się trochę od czarowania w miejscach publicznych, które nie były jego pracą, w końcu nigdy nie wiadomo czy nie ma tu jakichś zbłąkanych turystów, a terenów tych i ludzi nie znał. Stał przy swoim stoliku, zbierając się do wyjścia i wtedy zły facet wyszedł do niego.
Świadomość popełnionego błędu go dopadła, choć to nie był błąd, to mężczyzna się obraził za nic i zachował jak szczeniak w szkole, utrudniając życie klientowi, a powinno mu zależeć na dobrej reputacji tego miejsca, w końcu widać był blisko związany z właścicielką. Chociaż czy zdanie jednej obcej osoby się liczy? Nie bardzo.
Nie uciekał przez mężczyzną, stał dalej na swoim miejscu, patrząc na niego hardo i wspierając dłonie na biodrach.
-Co ja? Wybacz, ale nie przyjmuję zleceń o tej porze.-burknął mu tak samo, jak to w drugą stronę poszło kilka chwil temu. Nie wiedział jako kto pracuje sam i o jakich zleceniach mówi, ale sam miał swój biznes i nie miał zamiaru przyjmować zleceń. Dzieciaki, no normalnie w podstawówce jakby byli. Co teraz? Złapie go chłop za fraki i wyprowadzi? Czy może nie posłucha się właścicielki? Używanie siły, co? Może i jego w skrzyp zmieni, hm? Niech próbuje i szykuje się na to, że sam zostanie ślimakiem, czy innym robakiem.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#9
12.02.2024, 16:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.03.2024, 12:52 przez Samuel McGonagall.)  
Powinno mu zależeć i mu zależało. Szczury były ujmą dla miejsca, w którym dawano jedzenie. Szczury były atakiem już nie na niego, ale na Lizzy, która była jego dobrodziejką.

A on — o czym być może, a raczej na pewno Neil nie wiedział — był wykidajłą tego miejsca.

Podszedł do niego i już nic nie mówił, jego błękitne oczy, chłodne jak mroźne niebo w środku lata, zakotwiczyły się na nieznajomym, a potem jednym sprawnym ruchem złapał go za kołnierz i wyciągnął przez główne wejście w asyście gwizdów i śmiechów, podsypiających wcześniej stałych bywalców.

Jego kroki były przysadziste, a wejście od zewnątrz wyglądało na zdecydowanie węższe niż przestrzeń w środku. Dwa kroki wystarczyły, by odbił na boczną ścianę z przylegającą doń wąską ścieżynką na zaplecze z ogródkiem i szopą w której sypiał. Z dala od opustoszałej i tak ulicy, ale po co sceny robić publicznie, skoro można je w pewnym sensie czynić prywatnie.

Jak szmacianą lalkę, pchnął Neilem o ścianę, drugą ręką również chwycił go za kołnierz, pilnując, by facet nie sięgnął po różdżkę. Naparł na niego, unosząc go trochę po drewnianej ścianie, wściekle odsłaniając zęby. Może to kwestia pory, może to ten dzień, może brak rozciągnięcia w zwierzęcej formie...

Ich nosy niemal się stykały, a Sam w swojej wściekłości zachłysnął się ziemistym, w esencji zwierzęcym zapachem Neila. Nie był świadomy, że grozi właśnie wilkołakowi, nie byłby w stanie na samej tej podstawie określić, że ktoś obłożony jest tą akurat klątwą. Ale podskórnie ów magnetyzm dziecka Luny, przekleństwa tak bliskiego animagii, to sprawiało, że łatwo było adrenalinę wściekłości pomylić z innym pobudzeniem.

– To był Twój ostatni szczur. Nie będziesz mi Lizzy szykanować. – wycedził, nie odrywając oczu od Neila, bardzo się starając by nie uciekły w dół, do pyskatych ust, które zaraz na pewno, będą chciały się odszczekać...

Rzut Z 1d100 - 88
Sukces!


Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#10
13.02.2024, 01:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2024, 13:07 przez Neil Enfer.)  
to co się stało zdecydowanie przerosło jego najśmielsze oczekiwania, obawy i wszystko ogólnie. Może powinien się tego spodziewać, w końcu co mu po tym, że ćwiczy, jak dalej jest lekki i słaby?
Chwycony za fraki stawiał opór, oczywiście, że stawiał, jednak nie dawał on nic poza chaotycznym krokami i chwyceniem się ręki mężczyzny, żeby nie upaść. Wywleczony na zewnątrz, zabity w ciemnej alejce. Czy Morpheus go ocali i tym razem? Czy widzi co się dzieje w swoich wizjach?
Jęknął gdy uderzył plecami o ścianę, kolejny pomruk zaskoczenia, bólu i strachu rozległ się w uliczce, gdy poczuł, jak niemalże traci grunt pod nogami. Patrzył przerażony na mężczyznę, który znalazł się zdecydowanie zbyt blisko, pomimo tego, że jedna z dłoni wilkołaka ułożyła się na piersi obcego, bezskutecznie chcąc zachować dystans. Serce biło mu wariacko z samych złych powodów, a ich oddechy mieszały się ze sobą we wściekłości i strachu.
Banie się jest naturalną reakcją, a odważny nie jest ten, który się nie boi, a ten, który pomimo strachu robi co musi. Nie mógł się więc poddać.
-To ty się mnie uczepiłeś o nic. O co ci chodzi? Beczysz w środku baru i się dziwisz, że się ktoś patrzy.-zawarczał, próbując się wyszarpnąć z uścisku, odepchnąć go. Czuł jak pięści trzymające go za koszulę wbijają mu się w obojczyk, jak szwy koszuli nieprzyjemnie wżynają się w ciało. Chciał się uwolnić, tylko nie był pewien czy powinien to robić, jakaś jego część nie chciała się bardziej narażać.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Neil Enfer (1888), Samuel McGonagall (2113)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa