Ostatnie wydarzenia nauczyły Olivię jednej rzeczy - pytać się Tristana, czy zgodzi się gdzieś z nią pójść. Oczywiście to dotyczyło tylko dziwnych wycieczek, których miała pełno w głowie. Teraz jednak nie musiała się go pytać, bo wciąż byli w Londynie. A raczej: ona była, czekając przy brzegu Tamizy, ściskając krótki, ale ciepły płaszcz. Stała przy brzegu, patrząc na kołyszącą się na boki łódkę. Wysłała mu nawet nie list, a krótką notkę z informacją, gdzie ma być. Wiedziała, kiedy ma wolne - rozmawiali o tym gdy tylko wrócili z magicznych podchodów. Może nie podejrzewał, że Olivia zapamięta jego kalendarz: w sumie sama by się o to nie podejrzewała, lecz w jej głowie utkwiły dni wolne Warda. Chciała wykorzystać ten czas najlepiej jak mogli, a przecież łączyło ich o wiele więcej, niż ta jedna noc w domku pośrodku niczego. Na samo wspomnienie Olivia czuła przyjemne mrowienie, rozlewające się po całym ciele, lecz gdy tylko myślała o ujrzeniu jego twarzy, o uśmiechu i możliwości przytulenia go: przepadała. To nie o seks chodziło, tu chodziło o połączenie dwóch bratnich dusz. Była o tym przekonana i nic i nikt nie był w stanie zmienić jej myślenia.
- Nie, zostaw - powiedziała miękko do mężczyzny, który przesuwał koce na dnie łódki. Uśmiechnęła się do niego ciepło, zaciskając palce na pasku torebki. Torebki, w której miała kilka listów, niezwykle dla niej ważnych - i być może dla całego ich związku. Ale czekała. Odpaliła papierosa, pozwalając by gryzący, szary dym wkradł się w jej płuca. Mówił wiesz, że mnie chcesz. Liczę się tylko ja, nie to, co może być w tobie. Nic nie mogło być w niej, tego była pewna. Na krótką chwilę serce Olivii przeszył zimny szpikulec przeszłości. Jesteś wybrakowana.