• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[21.06.1963] Kolor kwiatu paproci

[21.06.1963] Kolor kwiatu paproci
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#11
09.02.2024, 22:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2024, 14:45 przez Samuel McGonagall.)  

Woda działała cuda. Jej lepkość, jej chłód, który sprawiał, że jeszcze bardziej człowiek zdawał sobie sprawę z tego, jak płonie. Niemalże skóra do skóry, stan nieważkości przez wyparcie wody, potęgował uczucie odrealnienia w głowie.

Wyglądała jak nimfa z opowieści. Mokre kosmyki przyklejone do jej twarzy, szkliste oczy zapatrzone w niego, chłopaka, który dotarł do swojego zatracenia, stracił umysł, oddał w jej słodkie dłonie serce.

Gdy pozwoliła sobie na delikatną pieszczotę, zdecydowanie zapomniał, jak się oddycha. Jej opuszki był zdecydowanie odmienne od jego szorstkich paluchów. W bezmyślnym obłoku postanowił solennie, że nigdy jej nie dotknie, aby nie kalać istoty piękna, którym lśniła.

Ale wargi... nawet spierzchnięte, nerwowo teraz polizane, gdy próbował oczyma śledzić każdy jej ruch, a jednak wciąż tonąć w jej oczach i nie myśleć o tym czy czuje w uścisku jak bardzo jego ciało porwane jest tą sytuacją. Jakby się tak pochylić, jakby wszystkie niewypowiedziane słowa uwielbienia złożyć w jednym pocałunku... Czy sprawiłoby to jej przyjemność? Czy jego boginii przyjęłaby ten dar?

Był tylko jeden sposób, by się przekonać, by odpowiedzieć sobie na to pytanie, by zaryzykować, choć okoliczności były tak bardzo jednoznacznie pozbawione ryzyka.

Pochylił się więc, jak we śnie, ociężale, z trudem pamiętając jak zginać kręg po kręgu ku małej istotce dzierżącej teraz w dłoniach jego szczęście. I już... już miał jej dotknąć gdy nagle...

– Znajdźcie pokój dzieciaki, a nie tu świntuszyć w jeziorze! – ochrypły ryk Berty'ego pijaka rozniósł się echem po płaskiej tafli, płosząc kilka śpiących już kaczek. Najwidoczniej ocknął się z pijackiej drzemki i postanowił udawać, że nadal łowi ryby.

Sama zmroziło, jego oczy były szeroko otworzone, zawstydzone, a potem parsknął zażenowanym śmiechem nie wiedząc za bardzo cóż mu pozostaje zrobić innego. Przygarnął Norę do siebie, podciągnął ją ku górze, tak by mogła zarzucić ręce na jego ramiona i okręcił ją w wodzie jak zwykł to robić normalnie w poprzednich latach, gdy odkryli jak wielka różnica wzrostu zaczyna się między nimi dziać. Znajomy ruch, kojący ruch. To nic nie zmieni, będzie tylko piękniej... – powtarzał sobie w duchu, a jego policzki nie przestały płonąć.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#12
10.02.2024, 13:39  ✶  

Znajdowali się z dala od ciekawskich oczu, jezioro miało ochłodzić ich niepokorne myśli, natura jednak tylko i wyłącznie potęgowała to, co działo się między nimi. Noc była ich przyjacielem, w ciemności łatwiej było podejmować decyzje, decydować się na rzeczy, które dniem mogły zawstydzać. Nie zamierzała z tym walczyć, wręcz przeciwnie chciała dać się temu uczuciu ponieść. Przekroczyć granice, pozwolić sobie zapomnieć o całym świecie, nie przejmować się tym, co będzie jutro, bo liczyło się tylko tu i teraz. Ta krótka, ulotna chwila w jego objęciach. Kiedy na nią spoglądał, czuła, że żyje, nic więcej nie potrzebowała do szczęścia od tego spojrzenia błękitnych oczu, w których mieścił się aktualnie jej cały świat.

Ogromne miała szczęście, że zechciał się do niej zbliżyć, że los postanowił sprawić im tę przyjemność; że dwójka dzieciaków trafiła na siebie kiedyś zupełnie przypadkiem, aby teraz mogli spoglądać na siebie w ten sposób. Byli w tym zupełnie niedoświadczeni, sprawdzali na co mogą sobie pozwolić, co tylko dodawało uroku tej chwili. Nie czuła wstydu, chociaż myśli miała różne, wydawało jej się jednak, że nie robią nic złego. Po co mieli walczyć z tym, co się między nimi działo, nie było takiej potrzeby. Rozsądek już dawno przestał być jej przyjacielem.

Dosrzegła, że zbliża się do niej jeszcze bardziej. Czekała na ten moment, bardzo chciała aby to się wydarzyło. Poczuć smak jego ust, w pełni się z nim tutaj zatracić. Było blisko, bardzo blisko, zdążyła już zamknąć oczy, aby nie popsuć magii, która się miała wydarzyć. Tyle, że bardzo szybko zostali sprowadzeni na ziemię.

Odsunęła się od Sama, kiedy tylko doszedł do niej dźwięk obcego głosu. Miała ochotę zapaść się pod ziemię, chociaż w tym momencie łatwiej byłoby chyba pod wodę. Poczuła, że na jej policzkach pojawiły się rumieńce, jak zawsze zresztą, gdy czuła wstyd, nie potrafiła nad tym panować.

Miał ochotę uciec spojrzeniem, bo sytuacja była dla niej dosyć mocno niekomfortowa, jednak jej wybranek parsknął śmiechem. Na pewno żadne z nich się tego nie spodziewało, Norka mu zawtórowała, przynajmniej pozbyła się tych dziwnych emocji, które przed chwilą się pojawiły. Śmiech zawsze był dobrym wyborem.

Wtedy zbliżył się do niej ponownie, nie musiał długo czekać, aby zarzuciła swoje ręce na jego silnych ramionach. Bez problemu wiele razy wcześniej unosił ją w powietrze, teraz jednak oparawa była zdecydowanie przyjemniejsza. Nie zmieniał też tego fakt, że gdzieś tam w łodce czaił się obserwator. Roześmiała się radośnie, gdy tylko znalazła się w powietrzu, ta chwila mogła trwać wiecznie.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#13
12.02.2024, 11:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2024, 14:46 przez Samuel McGonagall.)  

Przyciskał ją mocno do siebie w rytm łomoczącego serca.

A potem podjął decyzje i może troche nieoczekiwanie dla Nory, wykorzystał śliskość skóry, by obrócić ją sobie na plecy i ruszył do brzegu. Nie myślał za wiele o pozostawionych ubraniach, z wąskiej i zabezpieczonej kieszeni spodni wysunął różdżkę. Jej ciężar, słodki
ciężar był żadnym ciężarem dla przypakowanego młodzika.

Gdy woda przestała być jakąkolwiek barierą, puścił się biegiem wzdłuż plaży, w przeciwnym do pijaczyny rybaka kierunku. Piach, choć był niewygodny do utrzymania tempa, również mu nie robił. Zwłaszcza gdy poprawił chwyt na różdżce i...


... wilgotna śliska skóra stała się nagle miękkim, pachnącym mchem i piżmem futrem. Barki nawykłe do noszenia drew, stały się wielkimi barami nawykłymi do przerzucania całych spróchniałych kłód. Bieg był czworonożnym cwałem, a Nora jak bohaterka baśni, została porwana przez niedźwiedziego księcia.

Teraz gdy był zwierzęciem, jako animag oczywiście zachowywał świadomość i wolę, ale struktura ciała wymuszała pewne instynkty, kruszyła nieśmiałość, czyniła świat prostszym miejscem, w którym liczyło się tylko pragnienie i rozsadzające klatkę piersiową uczucie.

Biegł ku wrzosowiskom, wierząc, że na połaciach niebiesko-fioletowych drobnych kwiatów, nie ma nikogo, prócz kilku widm przeszłości. Wierząc, że pod osłoną wysokich drzew Kniei znajdą prywatność i siebie nawzajem. Zabierał ją do swojego domu, do wielkiego łoża rozpościerającego się błoniami u progu lasu.

Z gardła mimowolnie dobył się pomruk zniecierpliwienia. Już chciał tam być, już chciał przemienić się znów, by móc spojrzeć w lśniące księżycem i gwiazdami oczy. Zatopić się w jej uśmiechu i ciele. Być i trwać razem, tak długo jak będzie to możliwe.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#14
12.02.2024, 13:17  ✶  

Nie spodziewała się tego. Nie przewidziała jego kolejnego ruchu, po raz kolejny ją zaskoczył. Nie, żeby to jej przeszkadzało, wiedziała przecież, że jest z nim bezpieczna. Przemierzał wodę bez mniejszego problemu, a szedł tylko ku sobie znanemu celowi.

Przymknęła oczy i złapała się go mocniej, by jej przypadkiem po drodze nie zgubił. Nie, żeby się bała, ale nigdy nie wiadomo, co może się przytrafić.

Kiedy wyszli z jeziora zaczął biec, czuła wiatr na mokrych włosach, nie było jej jednak chłodno, gdyż bliskość jego ciała skutecznie ją ogrzewała. Serce biło jej bardzo szybko, nie wydawała z siebie jednak żadnych dźwięków, milczała i cieszyła się tą magiczną chwilą.

Nie zauważyła kiedy sięgnął po różdżkę, to wszystko działo się bardzo szybko, a ona przecież miała zamknięte oczy.

Nagle coś się zmieniło. Pod palcami nie czuła już wilgotnej skóry, a futro. Miękkie, ciepłe, pachnące lasem. Odetchnęła głęboko, aby jeszcze bardziej poczuć ten zapach, by się nim zachwycić. Był to bardzo przyjemny zapach, piękniejszy od najdroższych perfum. Serce biło jej jeszcze szybciej, miała wrażenie, że za moment wyskoczy jej z klatki piersiowej. Nie bała się jednak wielkiego niedźwiedzia, bo to był Sam. Jej Sam. Czuła, że jest jej, jeszcze bardziej niż kiedykolwiek.

Nie miała pojęcia dokąd biegną, nie zastanawiała się też nad tym jakoś szczególnie, ważne, że nadal byli razem, a ten wieczór stawał się dla niej coraz bardziej magiczny. Zabrał ją do swojego domu, do Kniei, która była jego całym światem, a dla niej była zupełnie obcym miejscem. Nie zapuszczała się nigdy sama tak daleko.

Pozwoliła sobie otworzyć oczy, aby nacieszyć się tym widokiem. Był niecodzienny, na pewno na długo będzie miała go w pamięci. Kiedy usłyszała pomruk, który z siebie wydał przesunęła dłonią po jego ciele, jakby chciała powiedzieć mu, że nie ma potrzeby się niecierpliwić, już zaraz będą na miejscu.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#15
12.02.2024, 17:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2024, 09:15 przez Samuel McGonagall.)  
Tylko przez moment cwałowali pod okapem grubych gałęzi, ciężkich liści i ostrych igiełek. Chciał, by było jej wygodnie, chciał złożyć ją pośród wonnych wrzosowych pościeli i tak tez się to stało. Wypadli na polanę, przestrzeń, wzgórze tylko trochę zmącone ruinkami pierwszych domów, które ktoś osadził w Dolinie. W oddali mieli widok na jezioro i miasteczko, które powoli, acz niechętnie układało się do snu. Ale najważniejsze, że nad nimi rozciągał się wszechświat.

Samuel jednak nie chciał oglądać z Norą gwiazd tej nocy, ponieważ ona była jego najjaśniejszą gwiazdą, jego Słońcem pośród nocy i ciemności. Jej śmiech harmonią wszechświata, jej dotyk wyznaczał trajektoria istnienia. I choć mógłby biec tak do utraty sił, czując jej palce wplecione w grube futro i słodki ciężar na niedźwiedzich plecach, bardzo łatwo przyszło mu podjąć decyzję.

Wyszedł z formy równie nagle jak w nią wszedł. Kobieta zachwiała się lekko, a on stracił równowagę i przez moment koziołkowali pośród wrzosów, które ochoczo wplatały się w ich jasne włosy. Żałował, że jego nie są dłuższe, że nie mogli splatać ich sobie wzajem w warkocze, łączyć się nierozerwalną nicią w ten niewinny jeszcze, dziecięcy sposób.

Ale teraz nie byli już dziećmi i czuł to z pełną mocą, gdy śmiejąc się turlali się półnadzy, szukając oddechu i drogi, jedynej słusznej.

Zawisł nad nią tylko na moment, odgarnął zapodziany włos, patrząc na mimowolny nocnym fioletem malowany wianek.
Nie śmiał myśleć, że jest jego na wieki, ale tej nocy był pewien chwili, pewien miłości, którą czytał w szeroko rozwartych oczach i która... bardzo na to liczył... odbijała się również w jego jasnych tęczówkach.

Nie powiedział "kocham". Zamknął odległość między ich rozchylonymi wargami, by to wyznanie, w nadziei wzajemności skąpane, pozostało z nimi, tak piękne, że aż niemożliwe do wysłowienia.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#16
12.02.2024, 19:20  ✶  

Nie wydawał się zmęczony, miała wrażenie że mógł tak biec bez końca, dobiec w samo serce Kniei, czy nawet dalej. To była jego codzienność, miejsce, które znał najlepiej, jego dom. Niedźwiedzie ciało budziło podziw, na pewno nie łatwo było mu się nauczyć takiej potężnej magii, ona była przy tym taka zwyczajna. Wydawał się być leśnym księciem, który postanowił wprowadzić ją do swego królestwa, nie wiedzieć dlaczego chciał w nim widzieć właśnie ją.

Uważnie obserwowała okolicę, która była bardzo malownicza, nierzeczywista, baśniowa. Księżyc oświetlał im drogę pośród tych leśnych pustkowi. Można by stwierdzić, że to tutaj diabeł mówi dobranoc, tyle, że zdaniem Norki było tu zdecydowanie zbyt pięknie, aby mogł mieszkać tu diabeł. Dokładnie tak wyobrażała sobie krainy z bajek, które kiedyś czytała jej babcia.

Momentalnie straciła spod palców przyjemne futro. To uświadomiło ją o tym, że znowu się zmienił, nie tylko to, bo ledwie sekundę później wylądowali na leśnym runie. Nieplanowane lądowanie nie zabolało, wrzosy stworzyły tu bowiem miękką poduszkę, która wydawała się czekać na takich zagubionych wedrowców, jak oni.

Nagły upadek spowodował dalszy ruch, nie zatrzymali się od razu, tylko turlali między tymi kwiatami, które przyjemnie muskały ich skóry. Nie przeszkadzało to wcale samej Norce, wręcz przeciwnie, łaskotało ją tylko delikatnie, co przynosiło jeszcze więcej uśmiechu, jakby nie miała już go wystarczająco.

Zatrzymali się wreszcie, spoglądała na niego, kiedy to nad nią górował, czuła w nim spokój i pewność, te błękitne oczy wpatrywały się w nią jak w obrazek, tak jak jeszcze nie spoglądał na Norkę nikt dotąd.

Słowa były zbędne. Nie musiał nic mówić, bo jakie słowa byłyby w stanie określić to, co się między nimi teraz działo? Nie było takich słów, nie istniały. Gesty mówiły same za siebie. Doszło do tego, czego tak bardzo pragnęła, o czym rozmyślała, choć nigdy nie spodziewałaby się, że stanie się to w takich okolicznościach, bo przerosło to jej marzenia. W tej chwili nie czuła, jakby ich usta tylko się spotkały, było w tym coś więcej, jakby odnalazły się dwie zagubione dusze i wreszcie mogły złączyć w jedną.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#17
13.02.2024, 09:28  ✶  
Kiedy tylko ich miękkie wargi dotknęły siebie wzajem, zdał sobie sprawę, że nigdy nie przyjdzie mu posmakować nic słodszego. Nawet jeśli ich usta lekko były wysuszone biegiem na przełaj ziem okalających Dolinę Godryka, nawet jeśli wciąż pozostawała na nich cierpkość jednorocznego wina. Samuel był pewien ponad wszelką wątpliwość, że chce, aby trwało to wiecznie, aby pozostali już tu na wieki, wrośnięci w siebie nawzajem, wrośnięci w ziemię, sercem bijącym wspólnym pulsem odwiecznego tchnienia puszczy.

Jeszcze wcześniej lękał się tej chwili, marząc o niej wielokrotnie. Obawiał się jej odczuć, obawiał się odrzucenia, ale nade wszystko bał się, że nadmiar emocji pobudzi klątwę, że zrobi jej krzywdę wtedy gdy najbardziej ze wszystkiego będzie pragnął jej szczęścia. Teraz ślepy i głuchy, zatopiony w bezmyślnym szczęściu nie zauważył nawet, jak bluszcz porósł okoliczne drzewa, jak pośród fioletu słodkiego wrzosu wyrosły białe stokrotki, niezapominajki, jak zaszumiały nad nimi tęgie konary, czując przypływ życiowej energii...

Samuel nie myślał o tym, nie widział tego, bowiem trzymał w rękach swoje Słońce, które mógł w końcu prawdziwie uwielbić. Nie myślał o tym, że choć pragnął na wieczność zamieszkać w jej ustach, to swoimi ześlizgnął się niżej na brodę, uwielbiając kształt jej roześmianej twarzy, spijając teraz każde westchnienie, każde drżenie z białej długiej szyi. Wtłaczał modlitwy, cal po calu, w sumienności niecierpliwego wyznawcy, który w końcu trzymając swoją boginię w dłoniach nie wiedział, czy to na moment, czy na zawsze już. Wyznaczał szlak przez krzywiznę obojczyka, dłonie eksplorowały miękkości brzucha, zsuwając się niżej ku biodrom.

Jesteś pięknem – te słowa nie padły, bo młody mężczyzna nigdy nie był władny w słowem. Mógł tylko oddawać cześć, sycić się bliskością, gładkością białej skóry, irytować jakąkolwiek warstwą, która oddzielała go od aksamitu jej ciała.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#18
13.02.2024, 12:47  ✶  

Pocałunek sprawił, że drętwiała; skóra jej cierpła. Nie poczuła jednak tych motyli w brzuchu, o których tak dużo słyszała, były to bardziej płomyki, które paliły jej całe ciało, dochodziły nawet do czubków palców, bardzo podobało jej się to uczucie. Nie sądziła nigdy, że będzie to takie przyjemne. Musiała się jeszcze wiele nauczyć, chociaż czy to nie przychodziło samo? Wystarczył idealny moment i odpowiednia osoba, a Sam wydawał się dziewczynie być w tej chwili całym jej światem. Gotowy towarzyszyć jej w tym zupełnie nowym dla niej doświadczeniu.

Ona również się bała; tych myśli które zaczęły mącić jej w głowie, bo co jeśli okazałoby się, że nie mają sensu, że jest to jednostronne. Z tym by sobie nie poradziła. Wątpliwości zostały jednak bardzo szybko rozwiane, potwierdzały to szukające siebie łapczywie usta, ciała lgnące do siebie bez żadnego zawahania. Byli w tym razem, a ona sama przestała myśleć o nich jako o osobnych razem, tworzyli teraz jedność.

Jego usta zostawiały palące ślady na jej jasnej skórze, czuła, że ogarnia ją wszechobecne ciepło, jeszcze chwila, a spali się zupełnie.

Jej dłonie błądziły po jego ciele, chciała poznać je całe, chciała, żeby stał się jej, tej nocy, a może i na zawsze, chociaż nie śmiała nawet zakładać, że będzie tego chciał. Nie walczyła też z tym uczuciem, które się pojawiło, zamierzała mu się oddać, dać mu całą siebie, bo na to zasługiwał.

Wszystko mówiło jej teraz, że muszą być razem, było w tym coś pierwotnego, nie miała nad tym kontroli, ale też nie chciała mieć, miała zamiar dać ponieść się tej krótkiej chwili. Nie była to tylko miłość, nie było to też przyziemne pożądanie, tylko coś więcej, konieczność, niepohamowana potrzeba, która ją opętała.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#19
14.02.2024, 12:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.02.2024, 12:24 przez Samuel McGonagall.)  
Pocałunki, słodkie pocałunki, zaklinające jej i zaklinające jego coraz bardziej pospieszne pragnienia. Nie zwiodła ich potańcówka, nie ostudziło jezioro, nie zmęczył bieg przez wrzosowiska. Młodość rozkwitła w nich, tak jak w leśnym runie zakwitły stokrotki, jak drzewa oplotły ciasno zachłanne gałęzie bluszczu.

Nie był w stanie odsunąć od niej ust na dłużej niż tchnienie, a tylko po to je odsuwał, by zmienić miejsce oddawania czci jej nieskalanej miękkości. Drżąc w braku doświadczenia, w onieśmieleniu i zachwycie zsuwał z niej i siebie morką jeziorem materię, by w końcu mogli przylgnąć do siebie w prawdzie własnego istnienia, bez masek i skóry niebędącej skórą.

Gdy w końcu byli nadzy, powrócił do jej ust, ramiona do ramion, brzuch do brzucha, a nogi jak warkocz leżały pośród kwiatów. Już nie współdzielone marzenie o jedności, o zatraceniu, ale jego słodka realizacja, gdy pchany instynktem, szukał jej ciepła i otulenia.

I w końcu dźwięk, bezsłowny, choć pełen wyrazu, wypchnięty gwałtownie z płuc, ostateczna pieczęć bezmyśłnego oddania się uczuciom, niepomność na wszelkie "przeciw", gdy wszystkie gwiazdy nieprzychylne tej dwójce zgasły choćby na moment, a dwa świat stopiły się tak, jakby miały się tak pozostać na wieki.

W ruchu odnalazł rozkosz, a gdy spojrzał w jej szeroko otwarte oczy uznał za swój cel nadrzędny by i ona tej rozkoszy była zatopiona. Piękna jak nigdy, jego niepodzielnie, przyjął słodycz daru, błogosławieństwa swego słońca. Płynnie przylgnąwszy do niej odwrócił ich, by mogła nad nim zajaśnieć, decydować o tempie tej gonitwy, by mógł być dla niej wsparciem i ochroną przed niewygodą życia. Chciał tego bardzo w tamtym momencie, patrząc na anielskie krzywizny, na rozpuszczone włosy lśniące w księżycowym świetle. Chciał się zatracić i ją zabrać ze sobą w tym zatraceniu.

Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#20
14.02.2024, 18:37  ✶  

Zapach Sama mieszał jej się z wonią runa leśnego, a może on był tak bardzo przesiąknięty lasem, że wyczuwała to tak bardzo intensywnie. Na pewno go nie zapomni, na zawsze będzie jej się kojarzył z dwoma ciałami, które stały się jednym, w samym sercu lasu przy blasku księżyca.

Rozsądek już dawno się zgubił, przepadł głęboko, nie liczyło się nic, tylko to, aby zaspokoić pragnienie, które się pojawiło. Nie wiedziała, że może być tak silne. Potęgowały to pocałunki, którymi ją obsypywał.

Nie było w niej wstydu, chociaż nigdy dotąd nie ukazała się taka jeszcze nikomu. Dała mu całą siebie, była przy tym zupełnie bezbronna, aczkolwiek pewna swoich gestów i miłości, którą zamierzała mu dać, a miała jej w sobie sporo, gotowa była sięgnąć po całe pokłady, które się w niej zebrały. Chciała, żeby wiedział o tym, że stała się jego. Tej nocy - na zawsze, a przynajmniej tak się Norze wydawało. Może była w tym nuta młodzieńczej naiwności, ale każdy przecież musiał tego doświadczyć.

Był jak ta woda, o której wcześniej myślała. Czuła jego dotyk wszędzie, jakby przenikał jej całe ciało, jakby nie było żadnych granic, przy okazji koił, też jak ta woda jej pragnienie. Miała nadzieję, że nigdy już nie wypuści jej ze swoich silnych ramion, że zostanie z nim tutaj na wieki, tak było jej dobrze.

Oddychała ciężko, ten bieg ku rozkoszy był dosyć mocno wyczerpujący, nie zamierzała jednak zaprzestać, bardzo chciała dać i mu i sobie, to, czego tak bardzo pragnęli. Znalazła się nad nim, mógł zauważyć, że jej policzki się zaróżowiły, zdecydowanie była teraz okazem życia, gdy wreszcie spoili się ciałami, które wydawały się pasować do siebie idealnie. Pozwoliła sobie spleść palce prawej dłoni z jego, jej usta błądziły po szyi chłopaka i pozostawiały na niej delikatne ukąszenia, chciała zasmakować smaku jego skóry. Wydawało się, że powoli zbliżają się do końca tej wędrówki, jeszcze moment, a będą mogli oddać się pełnemu uniesieniu, zaznać tego, czego jeszcze nigdy nie było im dane.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Nora Figg (4733), Samuel McGonagall (3785)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa