• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 11 Dalej »
[16.06.1972r.] Kucyk, warkocz, kaktus

[16.06.1972r.] Kucyk, warkocz, kaktus
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#1
13.02.2024, 14:44  ✶  
Odgrywanie scrnariusza z sumy przypadków:Tu mi kaktus wyrośnie

Zmęczony życiem, załamany nim tak naprawdę szukał sposobów na pocieszenie się, a nic nie poprawia humoru tak dobrze, jak nowe odkrycia, kupowanie sobie czegoś i dbanie o siebie. I tak mu się dużo rzeczy w mieszkaniu kończyło, więc tak czy siak z domu musiał wyjść. Poszedł tu, poszedł tam, a wieczorem wypróbował sól do kąpieli, nowy szampon, kupne kadzidła, które wcale nie były lepsze niż jego domowe, a tak się w sklepie chwalili jakie one świetne. Jasne! Mhmm.
Rankiem przeciągnął się leniwie, ziewnął. Zasłonięte zasłony ukrywały go jeszcze przed strasznym światłem dnia, który nadszedł i trzeba się z nim zmierzyć. Nie chciał, bardzo nie chciał. Czuł się paskudnie z każdej możliwej strony, ale musiał coś ze sobą zrobić. Podniósł się z oporem z łóżka i siedział tak kilka minut myśląc i patrząc przed siebie. To wszystko było beznadziejne, dosłownie, bo co teraz? Niby się zgodził z nim, niby mu wierzył, ale... Do tego ten drugi facet, może faktycznie powinien się do niego zapisać raz na jakiś czas, ale czy na pewno potrzebuje pomocy psychiatry? Wariatem nie jest przecież, to tylko przygnębienie chwilowe i z wiadomych przyczyn. Minie. Chyba.
Wstał powoli, rozsunął zasłony, żeby rośliny sobie trochę pojadły słońca i poszedł do kuchni przygotować sobie herbatę. Znów stał i patrzył się przed siebie, gdy woda się gotowała. To wszystko było beznadziejne. Zaraz, już o tym myślał. No tak, wiadomo, myśli się zapętlają na jednej najważniejszej rzeczy, ale nie kłamią, tylko co chwila utwierdzają w żałosnym przekonaniu. Dobrze zrobił. Nie może go trzymać przy sobie tylko dlatego, że tego chce. Nie mógłby żyć w związku, w którym wie, że druga osoba z nim nie chce być, a jest tylko dlatego, że została do tego zmuszona.
-Jakbym go mógł do czegokolwiek zmusić.-wzruszył ramionami, zalewając herbatę i niosąc ją do pokoju, aby odstawić na blat. Wyjrzał przez okno, akurat w momencie w którym listonosz wychodził z budynku.
-Cudownie.-wymruczał niepocieszony. Pociągnął nosem i poszedł do łazienki, wyrzucił stare ubrania do brudnioka, poprawił dywanik i stanął przy zlewie, żeby umyć zęby. Szczoteczka, pasta i cyk do paszczy. Jakoś to będzie, musi być. Uniósł wzrok i natychmiast rozpoznał w nim swoją oburzoną twarz, na widok kaktusa.-No e.-wyseplenił, zaraz, szybko płucząc usta z piany.-No nie nie nie nie.... No nie dzisiaj. Nie w ogóle!-jojczał przez lustrem, próbując odgarnąć włosy na boki, żeby dobrać się do korzonków kaktusa, który natychmiast zakuł go w palce, co wywołało wiązankę przekleństw zakończoną ssaniem opuszek i podróżą do kuchni po plastry. Co teraz? Co teraz?
Rozczesał włosy na tyle na ile mógł i ubrał się, co nie było łatwym wyzwaniem, bo kaktus uparcie zaczepiał się o wszystko co było przekładane przez głowę, więc biała koszula musiała wystarczyć. Stanął przed drzwiami na klatkę, ale kątem oka zobaczył siebie w lustrze.-No tak nie mogę...-zaczął przegrzebywać szafki, szary i szuflady w poszukiwaniu czapki, chustki, czegokolwiek, aż w końcu odnalazł słomiany kapelusz jaki dała mu mama do noszenia, bo: ,,Czasami, jak słońce przygrzeje w Londynie". Tu słońce nigdy nie grzało! Tak czy inaczej założył go... I to nie pomagało za bardzo. Kaktusa widać nie było co prawda, ale kapelusz ewidentnie był za wysoko miejscami nawet lewitując nad głową wilkołaka.
Stał tak przed lustrem, załamany, ale nic więcej zrobić nie mógł... Tu potrzeba specjalisty od włosów? A może ogrodnika? Sam już nie wiedział. Pójdzie do pierwszego, a jak mu nie pomoże, to dopiero wtedy skoczy do drugiego. Więcej z tego sklepu szamponu nie kupi, nigdy! Choć lepiej kaktus na głowie niż reakcja alergiczna.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#2
14.02.2024, 13:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.02.2024, 13:32 przez Bard Beedle.)  

Jego sąsiadka była podstarzałą wróżbitką i medium. Czasami też robiła bardzo twarde, wielobarwne i obrazoburczo długie paznokcie. Madame Amelie uwielbiała swoją rdzawą czuprynę i niejednokrotnie żarotwała o rdzawym dachu i podmokłej piwnicy. Dwukrotnie nawet propnowała Neilowi, czy by nie chciał sprawdzić jej rur i nigdy młodzik nie mógł być pewien, o jakie rury jej chodzi.

Teraz bez pudła mógł rozpoznać jej głos, gdy w akompaniamencie poddenerwowanych dodrzwiowych pukań dopytywała:
– Kochaneczku wszystko dobrze, słyszałam przez ścianę, że coś Ci dolega? Otwórz mnie młody człowieku, karty powiedział mi, że mogę dziś być aniołem ulgi dla młodego pazia, bez wątpienia chodziło o Ciebie. – jej pomarszczony jak wyschnięte jabłko głos, ociekał słodkim lukrem przebrzmiałego flirtu.

Jeśli tylko jej otworzył, zobaczył kobietę zdrowo po osiemdziesiątce, drobną i lekko przygarbioną w kwiaciastej sukni, okrytą soczyście zielonym szalem. Jej zdobne perłowym cieniem powieki uginały się od sztucznych rzęs, karminowe ustka od uśmiechu przeszły w pełne troski "Oh", gdy czujne oczka ześlizgnęły się z buzi na kapelusz. Przekrzywiła z zaciekawieniem głowę, czerwone potrójne kule stanowiące jej kolczyki zadrżały, a jej ułożona wymodelowana fryzura nie zmieniła kształtu ani o jotę i bezczelnie postąpiła kilka kroków do przodu, naruszając domowy mir swoją niegasnącą pewnością siebie. Unosiła się za nią ściana dusznego, kwiatowego zapachu, ale był to obecnie najmniejszy problem jej obecności w mieszkaniu.

Złączyła przed sobą ręce, splotła palce lśniące od pierścieni i szlachetnych [u]szkiełek[/i] kamieni gwarantujących jej czakrom właściwy przepływ. Zamlaskała kilkukrotnie, taksując krytycznie Neila.

– Mówże więc. Jestem cała twoja.


[Obrazek: 1a8549280a6a927c64a6389bc73610d39c6a7b53.gif]
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#3
14.02.2024, 18:07  ✶  
Jakie mogły być rury w mieszkaniu seniorki? Pewnie takie same, jak u niego, ale co on do nich ma? Gdyby jemu coś strzeliło najlepsze co by mógł zrobić, to rzucać ,,reparo" na opak licząc, że podziała, po czym stałby wspierając się o boki i patrząc na wyciekająca strumieniami wodę, co zaraz zaleje sąsiadów z piętra niżej.
Wtedy dobiegło jego uszu pytanie, walenie, słowa, wszystko. Akurat teraz? Czemu te ściany są takie cienkie? Powinien sobie je obłożyć dywanami. Nie no gdzie? Francus i dywany na ścianie? Aż tak nisko nie upadł, jeszcze na głowę nie choruje, póki co, choć kto wie, tyle idiotyzmów zrobił, że może powinien się jakoś przebadać, tylko wiedział ile będzie musiał czekać w kolejce. Już mu się nie chciało wychodzić z domu.
-Wszystko dobrze, nic się nie stało, po prostu.... Wizja dnia...-...była okropna, nic dobrego się dzisiaj nie stanie, ani w ciągu kilku najbliższych dni. Może to i dobrze że kobieta przyszła? Może to sygnał, że powinien zostać w domu, bo jeszcze coś go rozjedzie? Nie, nie będzie siedział z kaktusem na głowie. Choć uroczy nawet on jest, może da się go jakoś usunąć i będzie go mógł hodować w doniczce? Jeśli będzie taka możliwość, to czemu nie.
Otworzył drzwi owszem, ale żeby wyjść z mieszkania i ruszyć do fryzjera, jednak kobieta nie rozumiała koncepcji tego, że najpierw ludzie wychodzą, a później wchodzą. Typowo dla osób w jej wieku. Musiał się cofnąć, gdy ta zaczęła się wtranżalać mu do mieszkania, bo inaczej niska kobiecina by go staranowała i nawet powieka by jej nie drgnęła.
Perfumy nie połaskotały go w nos, one go w niego uderzyły z zaciśniętej porządnie pięści, aż cofnął się i prychnął nosem, dość szybko wyłapując lekkie jego swędzenie. Zamknął drzwi, zamachał ręką i spojrzał na staruszkę, co do odstrzeliła się porządnie w odwiedziny do sąsiada. Ona normalnie w takim stroju po domu chodziła? Czy to w ogóle wygodne? Nie mógłby po mieszkaniu chodzić ubrany, jak na miasto, czułby się strasznie sztywno.
-To bardzo...-pociągnął nosem.[/b]-...miłe, ale chyba nie potrzebuję pomocy...[/b]-potarł nos i odchrząknął.-Tak po prostu mi się wyrwało z rana... Wie Pani jak to jest... praca, obowiązki, człowiek chciałby odpocząć, a nie bardzo może.-uśmiechnął się, zaraz opierając się dłonią o szafkę i patrząc na nią, licząc, że rozmowa szybko się zakończy, bo kobieta ewidentnie miała różę w składnikach perfum, a nie wytrzyma długo z nią. Już nie chciał myśleć o tym ile będzie musiał wietrzyć dom. Nie pomoże tu zwykłe otwarcie okien, może powinien wszystko przemyć i zdezynfekować, ale tak czy siak czeka go kilka bardzo długich dni kręcenia w nosie i męczenia się, bo takie stężenie perfum jak nic tak łatwo nie da się usunąć.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#4
15.02.2024, 19:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2024, 19:30 przez Bard Beedle.)  
Odkryj wiadomość pozafabularną
bo oczywiście zapomniawszy się podpisać w pierwszym poście.
Barda prowadzi Samuel M.

–Mój drogi... – ton, którego użyła jednoznacznie wskazywał, że ona już swoje wie i nie zamierza tak łatwo odpuszczać. A skoro już dostała się do środka... Przypominała sobą te wszystkie przekupki, albo kolejkę w lecznicy... Była kobietą, która uważała, że świat zbawi mówieniem (i to zdecydowanie mówieniem o sobie), a że część z jej psiapsiółek najprawdopodobniej nie żyła, sąsiad też był dobrym obiektem ataku konwersacji.

– ... przecież widzę, że coś Ci jest. – powiedziała po Bardzo Głębokim Wdechu, który sugerował paliwo dla Bardzo Dużej Ilości Słów, mającej nastąpić zaraz po nim. – Mój świętej pamięci drugi mąż Ludwik też zawsze zwalał na pracę, a potem praca zwaliła się na niego i już nie było co zbierać z Ludwika. Był architektem rozumiesz mój drogi sąsiedzie, a żadne zaklęcia leczące nie pomogą, gdy zostanie z Ciebie mokra plama po bliskim spotkaniu z marmurową płytą. Na prawdę nie rozumiem, jak mogli oddać przenoszenie tego stażystom, przecież te dzieciaki po Hogwarcie kompletnie nic nie potrafią, a tu taka odpowiedzialna funkcja. Ponoć ich było trzech i każdy z nich w inny sposób zawiódł, ja jeszcze wtedy nie kładłam kart, jestem przekonana, że karty by mi powiedziały o tej tragedii, żebym mogła go ostrzec, chociaż i tak nie wiem, czy by posłuchał, bywał bardzo uparty i proszę jak skończył? Niewesoło zupełnie, nie chciej kochanieńki żeby Ciebie spotkał ten los już jaaa się Tobą zaopiekuję. – zakończyła stojąc bardzo blisko i nagle, nieoczekiwanie, zupełnie jakby te słowa nie były ułomnością jej starczego umysłu a właśnie fintą mającą zmylić czujne, acz zatkane obecnie zmysły Neila, szpony zakończone barwnymi paznokciami zatopiły się w kapeluszu, i zdjęły go.

– Och– powiedziała tylko wyraźnie zbita z pantałyku.

– Czy... czy on wyrósł tylko na głowie, czy użyłeś tego szamponu również na innych włosach? – spojrzała wymownie między nogi sąsiada, choć trochę sceptycznie, bo raz, że taki kaktus przecieżby go sążniście bolał, a dwa, że odznaczałby się przecież na krzywiźnie spodni. Pomimo absurdu tego spotkania jednak... najwidoczniej sąsiadka była na tyle doświadczona, że znała źródło problemu. Kto wie, może znała i jego rozwiązanie?


Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#5
15.02.2024, 19:45  ✶  
Widziała, że coś mu jest? Przecież... kaszl ...wszystko... kaszl ...było... kaszl w porządku...
Wsparł się solidniej o szafkę i słuchaj jej, kiwając głową i próbując walczyć z drapaniem gardła, które z każdą chwilą było mocniejsze. Jej opowieść powoli wydawała się być coraz bardziej mętna i podejrzana, w końcu jak to tak umrzeć? Co z tą firmą? W sumie jak jego wina? Nie, stażystów.
-Po Hogwarcie najgorsi...-odchrząknął jej kiwając głową, choć raczej nie przerwało to jej monologu, którego słuchał dalej i dalej, a wraz z wirowaniem w głowie, gubił coraz więcej sylab. Mrucząc jej potakującą w odpowiedziach. Może powinien jej powiedzieć? Czy by mu uwierzyła? Sam nie wiedział, ale też mówić nie chciał specjalnie, wolałby żeby wyszła, aby on mógł się zająć sobą i sytuacją, bo dzisiaj chyba się kaktusa nie pozbędzie, jak ma takie problemy z oddychaniem. Mdleć na środku ulicy mu nie do końca pasowało.
Wzdrygnął się, machną na opak ręką za kapeluszem i zaraz skojarzył o czym kobieta mówiła. No tak... kaktus. Skąd wiedziała? Zaraz, to było oczywiste skąd, przecież kapelusz ani trochę nie leżał mu dobrze na głowie. Nie spodziewał się jednak też tego, że kobieta rozpozna powód jego problemu.
Zmarszczył brwi, spojrzał w dół i przestąpił w nogi na nogę, ustawiając się trochę bokiem do niej.
-Mój kaktus, dobrze.-zaraz, co on mówił właściwie?-Wie Pani, pójdę okno otworzyć...-zachrypiał i ruszył w głąb mieszkania, do okien w pokoju, aby otworzyć wszystkie, jakie się dało, nawet nie przejmując się, że porywisty wiatr może pchnąć drzwiczki, co stłuką wazon z kwiatami. Po prostu ciężko mu się oddychało, bardzo ciężko.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#6
16.02.2024, 17:09  ✶  
Nie odpowiedział jej na pytanie, a to łatwo można było zinterpretować jako potwierdzenie przypuszczeń. Jej doskonale wyprofilowane (a być może po prostu namalowane brwi) szybowały wysoko, a doświadczona głowa podsuwała różne obrazy kaktusiej zaraz, zwłaszcza jeśli:

– ... Bo wiesz mój drogi, nie trzeba sobie nim myć ciała. W sumie nie powinno się, tylko głowę i tylko jeśli nie masz żadnych innych planów na ten dzień. Wywar z tego kaktusa doskonale robi na kilka przypadłości. Wszawica tęczowata z łatwością odpada od głowy i przestajesz się świecić jak obsypana brokatem kupka nieszczęścia. Niweczy również różne magiczne choroby skórne, głównie grzybice, nawet nie wiesz jak dzięki temu cudu rosnącemu Ci na głowie doskonale poczuły się raz moje stopy. Mój trzeci mąż był wybitnym mykologiem i nie dawał mi tego zaleczyć, ponieważ - jak mnie przekonywał - złapałam unikatowego dermatofita scrambiusa, czy może scrumbusa? Bardzo łaskotał i uniemożliwiał chodzenie, uratowałam się tylko tym kaktusem właśnie, ach, z perspektywy czasu wydaje mi się, że Lucjusz po prostu nie chciał, żebym wychodził z domu...

Pomimo usilnych starań Neila, nie było łatwo, ponieważ jego wiekowa sąsiadka, nie że ze złośliwości a absolutnej doń sympatii, przemieniła się w chodzące radio i podążała za nim krok w krok, oglądając tę unikatową florę z każdej ze stron. Tylko co jakiś czas zatrzymywała się przy jakiejś powierzchni płaskiej, która wpadła jej w oko i opuszkiem palca ściągała warstwę kurzu. Bez względu na jej grubość, przez te ułamki sekund wykrzywienie dezaprobaty pojawiało się, potem niczym za dotknięciem (hehe) czarodziejskiej różdżki, znów wracał słodki uśmiech. Ów aktywność nie znajdowała żadnego odzwierciedleniu w niepomiernie słodkim tonie, ciągnącej się opowieści.

– Słyszałam, że jeśli doda się rozgniecione jajo olbrzymiej purpurowej ropuchy, to wtedy kaktus kwitnie w kolorze Twojej aury, ale nigdy nie miałam możliwości się przekonać. Cóż, chociaż jestem wybitnym medium i całkiem też przepowiadam przyszłość dla zbłąkanych dusz, to moje trzecie oko pozostaje zamknięte na aurowidzenie. Ciekawe jednak, jaki byłby Twój kolor kochaneczku, wydajesz się być osowiały i chorowity, no i jeszcze choroby skórne, doskonale rozumiem, jakie to jest uporczywe... – spojrzała nań ze współczuciem, wyciągając dedukcją wnioski godne Sherlocka Holmesa, mimo że chwilę wcześniej zakładała, że potrzebna jest znajomość zastosowania kaktusa włosowego.

Nagle jej wzrok wyostrzył się, jakby przyszła jej zupełnie nowa myśl. Skróciła odległość między nimi i chwyciła dłonią Neila za podbródek, by obejrzeć sobie dokładnie jego twarz. Odór perfum uderzył go z poczwórną siłą.
– Taki jesteś biedaczku wymizerniały. Taki bladziuszki, podkrążone, przekrwione oczy, zapadnięte policzki... a może ta chorowitość przeszkadza Ci w sypialni? Bo wiesz... ta roślina to według zielarki Abelardy Bloomswift doskonała baza pod maści na potencje. Im twardsza skorupa rośliny tym twardsza później erekcja. Jeśli to prawda, żadna dziewczyna nie powinna się z Tobą nudzić, choć jeśli mnie pytasz, to uważam, że brak nudy w seksie, to nie tylko długość wzwodu, ale kwestia używanych zabawek. W Twoim wieku... nie potrzebny Ci kaktus, tylko odrobina snu i dobry obiad skarbie. Może chcesz do mnie wpaść dzisiaj? Piękę gęś.
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#7
16.02.2024, 20:25  ✶  
Co? Co ona do niego mówiła? Co to za rady? Czy wyglądał jej na kogoś kto ma jakieś grzybice? Nie mył się cały szamponem, ale jak to pod prysznicem piana zawsze spłynie z włosów na ciało. Chociaż może i to było na swój sposób pocieszające, że przypadkiem może wyleczy się z jakichś dziwności jak ona mówiła? Wszawica tęczowata? Chciałby, żeby go z tęczy wyleczyła, życie byłoby dużo prostsze, ale co poradzi na to, że jest jak jest? Nic, musi się z tym wszystkim bujać, a łatwo niestety nie jest.
-Taki skarb jak Pani...-pociągnął nosem-[/b]...też bym przed ludźmi chował.[/b]-nie była to złośliwość, raczej bezmyślna wypowiedź aby kobieta nie czuła się zignorowana. Nie chciał mimo wszystko być niegrzeczny.
Poszedł do pokoju, licząc na chwilę odpoczynku, ale go nie zaznał. Chociaż tyle, że świeże powietrze dało mu nieco nadziei na lepsze jutro, czy raczej na to, że przeżyje do jutra, a nie udusi się przez jej perfumy. Co za śmierć by to była. Rozwiązałaby chociaż całą masę problemów, dodałaby też ich wiele, ale jednak.
Kolejne jej słowa były interesujące, ale nie miał do nich ani trochę głowy. Zmarszczył brwi.
-Choroby skórne?-spojrzał na swoje ręce. Może czegoś jeszcze nie zauważył w lustrze? Czy wyglądał na aż tak chorego? Może to dlatego Morpheus? Może to dlatego tak ogólnie nigdy nikogo sobie nie znalazł? Czy wygląda źle?
Perfumy znów uderzyły go w twarz gdy złapała go  za podbródek. UHH. Nadgarstki chyba tez perfumowała. Świat zawirował. Erekcja? Co? Dziewczyna? Zabawki? Co to za nonsens?
-Ja nigdy, sze pani.-wychrypiał, już nie mając do końca kontroli nad myślami, gdy czarne plany zaczęły mi tańczyć przed oczyma.-Ja... Ja chyba muszę odmówić gęsi...-kolejne chrypliwe słowa połączone z ciężkim oddechem i powoli traconą równowagą.-Pani perfumy... chyba mają za uszoo... rószy... w sobie...-powiedział swoje ostatnie słowa, nim poleciał prosto na kobietę, przygniatając ją swoim ciężarem i zabierając na ziemię razem ze sobą. Dobrze, że lubił miękkie dywany, to staruszka nie zderzyła się plecami z gołą ziemią.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#8
20.02.2024, 15:02  ✶  
Jego odpowiedzi były oczywiście miło widziane, ale w sumie nie robiłoby wielkiej różnicy, gdyby się nie pojawiły. Sąsiadka przemieszczała się po własnym sposobie postrzegania rzeczywistości, w której jawiła się sama sobie jako wielka kolorowa mgławica, której grawitacja ściągała do siebie wszystko, co mogłoby być piękne lub wartościowe (lub oba). Tak właśnie afirmowała co rano swoje życie i... rzeczywiście była szczęśliwa, albo przynajmniej na taką się zdawała, Neil w końcu nie potrafił czytać aur.

Ze wszystkich rzeczy, w których mogłaby mu pomóc prawdziwie, najprawdopodobniej byłoby to szczęście, akceptacja siebie i znalezienie miłości bez jej szukania. Mogłaby mu pomóc, ale na razie pomogła mu w tym, żeby nie potłukł się, upadając na podłogę. Jego zakurzony dywan odcisnął swoje piętno na miękkich, barwnych, migotliwych cekinami w niektórych miejscach sukniach kobiety, ale nie robiło jej to.

– Oj moje biedactwo... Wyglądasz na kogoś nowego w mieście... – mruknęła z matyczną estymą, bo choć zdarzało jej się spotykać z chłopcami w wieku Neila, to jednak sam zainteresowany nigdy nie wykazywał chęci aby odwiedzić ją choćby na seans spirytystyczny, dlatego zakładała, że nie będzie zakładać tego, co nie bylo wypowiedziane. Tak czy inaczej jego upadek wywołał w niej matczyne instynkty. – Zdecydowanie brakuje Ci kobiecej ręki.– powiedziała delikatnie i absolutnie niedelikatnie zrzuciła go z siebie.

– No dobrze... zobaczmy co da się z tym zrobić... – powiedziała sama do siebie (wszak Neil był nieprzytomny) podnosząc się i wyciągając swoją różdżkę z drzewa jabłoni.

***

Gdy się obudził, było kilka godzin później. Leżał na kanapie, przykryty kocyczkiem. W jego domu pachniało świeżością (zupełnie nie tak jak ulice Londynu, zauważmy, że ów świeżość była zapachem absolutnie obcym dla Neila). Gdy zdecydował się podnieść, zdał sobie sprawę, że troche boli go głowa, ale... próżno było szukać kaktusa na głowie. Może to był tylko głupi sen? Nie, jednak nie. Po krótkiej inspekcji mieszkania, zdał sobie sprawę, że kurz zniknął. Wszelkie dywany, kanapy, zasłony były absolutnie pozbawione kurzu, roztoczy oraz ich odchodów. Zaslony... te też wygladały inaczej, zielone, w kwietne wzory ze zdobną koronką u dołu. I koc, przecież nie miał patchworkowego koca w kratę owszelkich kolorach, które kojarzył oraz takich, które dziwnie zdawały się być niemożliwe do nazwania. Z pozytywnych rzeczy, znalazł na stoliczku kawowym niewielką różową doniczkę, w której znajdowała się ów magiczna roślina, a obok był pełen talerz Eccles Cakes, niewielkich, oprószonych cukrem pudrem ciasteczek z nadzieniem żurawinowo-rodzynkowym. Był też dołączony niewielki bilecik:

Zachowa świeżość tylko tydzień, jeśli chciałbyś robić z niego jakieś maści i odwary. Muszę ciastka na ukojenie nerwów. Na kaczkę przyjdzie już kto inny, ale jeśli miałbyś kiedyś ochotę zajrzeć do mnie i porozmawiać, daj znać rano, a będę mieć drób przygotowany. Do zobaczenia!

Madame Amelie

Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#9
20.02.2024, 17:52  ✶  
Róże symbolizują miłość, pasję, ale i ból oraz zagrożenie. Sny różnych tematyk przeplatały się w głowie nieprzytomnego wilkołaka, a gdy w końcu wszystko się urwało i otworzył oczy miał wrażenie, że spał sto lat.
Wszystko wyglądało inaczej niż powinno, ale nie mógł powiedzieć, że źle. Smród ulicy zniknął całkowicie i został zastąpiony czymś... czymś... Nie umiał określić czym. Powoli podniósł się na łokcie, w końcu do siadu i rozejrzał się dookoła. Co ta kobieta robiła z jego życiem? Uśmiechnął się pod nosem. Wcześniej wszystko było takie irracjonalne, dzikie i zaskakujące w stresujący sposób. Czy potraktował ją niemiło? Cóż, miał napad alergii i się dusił, więc nie może sobie nic zarzucić, bo był to wynik pośpiechu i paniki. Jakim cudem jednak w domu nie było śladu po zapachu róży?
Jego wzrok wylądował na stoliku, ciasteczkach. Nie powinien jeść od razu po pobudce, dlatego z żalem powstrzymał się i przerzucił spojrzenie na kaktusa, powód tego całego zamieszania. Cały dzień zmarnował. Właściwie ile czasu spał? Spróbował znaleźć zegarek, ale nie było go tam gdzie powinien być. Westchnął ciężko. To i tak nie miało znaczenia.
Chwycił talerzyk i wrócił do leżenia na kanapie zajadając się ciastkami aż później musiał pozbierać z koszulki okruszki, gdy wszystko wciągnął, z nikim się nie dzieląc. Sięgnął jeszcze po karteczkę jaką kobieta zostawiła i zaśmiał się pod nosem widząc jej entuzjazm jaki czuł nawet na kartce. Chciałby tak. Może kiedyś na starość też taki będzie, o ile dożyje. Póki co powinien się skupić na małych celach, na przykład na podeserowej drzemce. Tak, to brzmi, jak bardzo dobry pomysł. Z resztą i tak głowa go dalej bolała, a odrobina odpoczynku jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła.
Zawinął się szczelnie w koc, skulił na kanapie. Zerknął jeszcze ostatni raz na kaktusa, po czym zamknął oczy licząc, że przyjdą do niego same piękne sny.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1532), Neil Enfer (1907)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa