• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[10.06.72, tajna kawalerka Patricka] Nowa twarz - Alanna & Brenna & Patrick

[10.06.72, tajna kawalerka Patricka] Nowa twarz - Alanna & Brenna & Patrick
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#1
24.02.2024, 00:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 17:03 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic V

Kiedy rankiem przyszedł do Biura Aurorów dowiedział się, że poprzedniego dnia ktoś spalił mieszkanie pracownicy Ministerstwa Magii. Bodaj jako jeden z niewielu, naprawdę wiedział co stało się z Alanną Carrow, bo ta tkwiła zamknięta w jego mugolskiej kawalerce. I chociaż paliło go ze złości, gdy o niej myślał, przynajmniej nie okłamała go w sprawie pożaru.
Patrick wyciągnął klucze z kieszeni jeansów. Zacisnął usta, zły na siebie, że w ogóle bawi się w tę całą kabałę dla kobiety, która w najmniejszym stopniu nie zasługiwała na to, żeby jej pomagać. Bo właściwie co wiedział o tej rudowłosej krętaczce? Poza tym, że była nieudolną manipulantką i nieudolną (tu na szczęście) byłą zwolenniczką Czarnego Pana?
Niewiele. Jątrzyło go w środku z gniewu, gdy myślał o przeprowadzonej z nią wczoraj w parku rozmowie. Jak w ogóle śmiała… Jak do licha ciężkiego w ogóle śmiała sugerować mu, że miała cokolwiek wspólnego z Clare? Im szybciej pomoże jej w ucieczce, tym szybciej rudowłosa krętaczka zniknie z jego życia.
Tak naprawdę, nie miał wiele czasu do namysłu, ale gdy trzeba było, Patrick podejmował decyzje dość szybko. Łatwo mu to przychodziło zwłaszcza wtedy, gdy znał cel swoich działań. A tu cel był dość jasny: pomóc jej w zniknięciu. Pierwszym i bodaj najważniejszym punktem, była zmiana wyglądu na taki, który uniemożliwi szybkie rozpoznanie jej. I tu na pomóc miała przyjść nieoceniona Brenna Longbottom.
Patrick przekręcił klucz w zamku i nacisnął na klamkę. Miał na sobie ciemne jeansy i zwykłą, niebieską koszulkę z krótkim rękawem. Na mugolskim osiedlu, wyglądał jak typowy mugol. W wolnej ręce niósł ze sobą papierową torbę z jedzeniem na wynos. W środku znajdowała się porcja curry z kurczakiem i ryżem zakupiona w restauracji znajdującej się niedaleko mieszkania. Jakkolwiek był na Alannę wściekły, nie zamierzał morzyć jej głodem.
Zamknął drzwi a potem przeszedł krótkim korytarzem ku salono-sypialni.
- Przyniosłem ci jedzenie – rzucił do Carrow. Postawił torbę z jedzeniem na stoliku, na którym zazwyczaj stały słoiki z wodą i pędzle. Sam podszedł do malowanego przez siebie obrazu – teraz już ukończonego. Sięgnął po stare prześcieradło leżące w rogu i zarzucił je na płótno w taki sposób, by uniemożliwić Brennie obejrzenie tego, co namalował. To, czy widziała go Alanna i jak dokładnie go sobie obejrzała i jak je oceniała, miał w tym momencie w dupie. – Zaraz zjawi się tu osoba, która potrafi trwale zmieniać… - podniósł rękę ku swojej twarzy, by wskazać jej o co mu chodziło. – Nie próbuj jej wciskać jakichś dziwnych opowieści. Ode mnie wie, że grozi ci niebezpieczeństwo i tyle wystarczy – jego głos brzmiał szorstko, tym bardziej szorstko, im bardziej uzmysławiał sobie, że jak bardzo by nie chciał, trochę się jednak o Alannę troszczył.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
25.02.2024, 00:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.05.2024, 21:08 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna przywykła do słuchania poleceń Patricka już dawno. Czasem wprawdzie zadawała pytania, ale jednak robiła to dość rzadko, po prostu ufając, że Steward powie jej dokładnie tyle, ile powinna wiedzieć. A nawet gdyby było inaczej, taka wiadomość - dla kogoś postronnego niewiele znacząca - mogła oznaczać tylko jedno: ktoś potrzebował pomocy i zapewne było to jakoś związane ze śmierciożercami. Było więc oczywiste, że pojawi się na miejscu w umówionej porze i powstrzymać ją przed tym mogłoby tylko jakieś bardzo pilne wezwanie z pracy.
Na co dzień Brenna nie chwaliła się tą umiejętnością i o jej zdolnościach w tym zakresie wiedzieli jedynie bliscy krewni oraz członkowie Zakonu Feniksa. Wahała się więc przez chwilę, czy nie powinna wystąpić incognito - nie miała pojęcia, komu będzie miała zmieniać twarz, dlaczego i czy ta osoba powinna wiedzieć, kto udzieli jej pomocy. Czasem było lepiej, aby ktoś nie wiedział, z kim "współpracował" - czasem wręcz przeciwnie, bo ta "współpraca" miała potrwać dalej. Ostatecznie jednak Steward nie wspomniał nic o tym, że dyskrecja jest pod tym względem bardzo wskazana, nie trudziła się więc jakoś strasznie ze zmianą własnego wyglądu, ale i postarała się, by nie być rozpoznawalną na pierwszy rzut oka... Odrobinę prostych zaklęć transmutacyjnych miało utrudnić jej rozpoznanie.
Zapukała do drzwi na dwie minuty przed umówioną godziną. Ubrana po mugolsku, w zwykłe spodnie, pomimo tego, że nawet wieczorami było teraz ciepło, założyła też bluzę - nie chciała zwracać niczyjej uwagi bliznami, a i wspinając się po schodach do kawalerki Stewarda na głowę naciągnęła kaptur, ot by nie rzucić się w oczy sąsiadom. W ciemnościach zresztą łatwiej było zniknąć, mając na sobie ciemne ubrania.
Pewne rzeczy były już odruchem. Ostrożność towarzyszyła jej na każdym kroku przez ostatnie dwa lata.
W kieszeni Brenna miała kilka zdjęć. Takie wzory były przydatne, by coś "podkraść" od tego i owego, by ostateczny efekt przedstawiał normalnego człowieka (zwykle starała się, by ten nie był ani szpetny, ani bardzo piękny - piękne osoby zwracały w tłumie uwagę, a ci, którym twarze zmieniała, powinni znikać w tłumie), a nie znając struktury kostnej osoby, której miała pomóc, nie miała szans przygotować się lepiej.
- Uwiniemy się w godzinę, czy będę potrzebna i później? - spytała cicho, ledwo drzwi się przed nią otworzyły. To ile potrwa sama "procedura" zależało od tego, na ile wygląd komuś trzeba było zmienić, ale nawet modyfikując twarz niemal nie do poznania, powinna się z tym uporać w godzinę. Odruchowo rozejrzała się po pomieszczeniu, szukając swojej dzisiejszej "pacjentki".


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Widmo
It's getting dark in this
little heart of mine
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Alanna Carrow
#3
25.02.2024, 15:19  ✶  
Nawet nie protestowała, kiedy została zamknięta w kawalerce Patricka. Nie protestowała, gdy zrozumiała, że bynajmniej nie planował oddać jej różdżki. Cóż.. w sumie nie mogła go za to winić, prawda?
  Prędzej swój egoizm. Bo czy takie wtargnięcie w życie Stewarda w ostatecznym rozrachunku nie było wyrazem egoizmu? Przedłożeniem własnych pragnień, nadziei nad spokój ducha Patricka? Choć ten spokój to też dość dyskusyjna kwestia; aż za dobrze pamiętała tamten urywek przeszłości, dojrzany w nieistniejącym miejscu. Jak bardzo musiała go dręczyć myśl, że przyczynił się do targnięcia na własne życie? Co nie było prawdą; ba, popchnęło ją to wręcz o zupełnie innych kroków, tylko że nie było jej dane dojść do końca obranej ścieżki.
  Tak, popełniła wiele błędów. W poprzednim życiu, w obecnym również. Ale przynajmniej tej jednej rzeczy nie mogła zaliczyć na konto omyłek; krew Harrisa nie plamiła jej rąk. Nie miała na sumieniu ani życia mężczyzny, ani tragedii Vivian, która ponosiłaby największe – bezpośrednie - konsekwencje wypełnionego rozkazu Voldemorta. I choć takie brutalne zrzucenie maski może nie było najlepszym pomysłem, to jednak… jednak nie potrafiła żałować. Zbyt długo już tkwiła w fałszu, zbyt długo nosiła maskę postrzelonej Carrow…
  … tak więc, nie protestowała. Pewnie, kawalerka stanowiła w tej chwili więzienie, ale o wiele lepsze więzienie niż to, w którym by się znalazła, gdyby po niewykonaniu zadania wpadła w ręce Czarnego Pana. Bo szczerze wątpiła, żeby została okazana jakakolwiek łaska… i zapewne skończyłoby się korzystanie z pożyczonego czasu. A tak? Chyba po raz pierwszy od dawna poczuła się bezpieczniej. I nie można powiedzieć, że cały ten czas spędziła całkowicie bezproduktywnie; mimo wszystko w mieszkaniu znajdowały
się rzeczy, z których potrafiła zrobić użytek. I którymi wolała się zająć, żeby tylko nie wpatrywać się w portret Florence. Tak, może to głupie, to niby był tylko obraz, ale… czuła się obserwowana tak, jakby Bulstrode naprawdę się tu znajdowała i osobiście jej pilnowała… co też stanowiło źródło swego rodzaju frustracji. Ale znosiła to, po prostu pogrążając się w świecie coraz to kolejnych ołówkowych kresek, coraz mniej białych papierowych kartek, pokrywających się w coraz większym stopniu grafitem.
  Dopiero pojawienie się Patricka wyrwało ją z tego świata; uniosła głowę, zatykając odruchowo ołówek za uchem, jak to miała od zawsze w zwyczaju. W końcu i wstała, odkładając swą pracę.
  - Dziękuję – odparła cicho, podchodząc do stolika. Nie, nie sięgnęła od razu po posiłek, obserwując mężczyznę i słuchając tego, co miał do powiedzenia. Skinęła głową; wprawdzie i tak nie miała zamiaru opowiadać na prawo i lewo swojej historii, ale to nie znaczyło, że miała się w jakikolwiek sposób z nim sprzeczać.
  - Nic nie będę jej opowiadać – obiecała – Powinnam wiedzieć coś jeszcze…? – spytała; a nuż miał więcej życzeń odnośnie tego, co powinna – bądź nie – zrobić.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#4
25.02.2024, 18:00  ✶  
Patrick posłał Alannie cierpkie spojrzenie. Nawet ołówek, który wsadziła sobie za ucho działał mu na nerwy. No naprawdę, to się Stella Avery nastarała z intrygą. Co dalej? Jeszcze pewnie pokazała rysunki Clare Carrow, żeby ta mogła je bez opamiętania przerysowywać i udawać, że od zawsze miała taką kreskę. Nie chciał nawet na nie patrzeć. Zwłaszcza, że patrząc na to, co pokazały mu nici Alanny, jej się naprawdę wydawało, że go kocha.
- Nie. – Tak, że jeśli komukolwiek powiesz słowo o tym kto pomógł ci ze zmianą twarzy, to niezależnie od tego gdzie uciekniesz ja cię znajdę i samodzielnie zabiję. – Chociaż możliwe, że sama cię rozpozna. W końcu w Ministerstwie Magii już wiedzą, że spłonęło twoje mieszkanie. Nie mają tylko pojęcia, czy spaliłaś je sama, czy też ktoś ci w tym pomógł.
I pewnie najłatwiej by było, gdyby Steward pomógł siedzącej w jego kawalerce kobiecie bardziej. Wymyślił jakąś jedną, spójną wersję, zamiast ograniczać się w wiadomości do „była w niebezpieczeństwie”, ale nie miał na to ochoty. Targało nim za dużo negatywnych emocji na takie zabawy.
Podniósł głowę, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Ostatni raz poprawił zarzucone na obraz prześcieradło. Przeciął szybko korytarzyk i otworzył drzwi przed Brenną. Wpuścił ją do środka i przekręcił zamek w drzwiach. Obrzucił brygadzistkę spojrzeniem od stóp do czubka głowy, jeśli zauważył jej delikatną metamorfozę, nie dał tego po sobie poznać. Sam za to wyglądał na… poirytowanego. I to poirytowanie gościło w nim już wtedy, gdy otwierał drzwi, więc nie mogło być skierowane przeciwko Longbottom.
- Dziękuję, że się zjawiłaś – rzucił na powitanie. Gdy się do niej odzywał miał dużo przyjaźniejszy głos, niż wtedy, gdy rozmawiał z Alanną. – Nie. Wystarczy, że pomożesz jej ze zmianą rysów twarzy – zapewnił Brennę.
A potem poprowadził ją przez ten niemiłosiernie krótki korytarzyk do salono – sypialnio – pracowni, by stanęła twarzą w twarz z kobietą, której miała pomóc. Nie zamierzał ingerować w rozmowę między nimi, choć gdyby Carrow zechciała nagle upodobnić się do Clare, zacząłby głośno protestować i chyba nawet nawrzeszczałby na nią z frustracji. A potem z pełną premedytacją ściągnąłby do kawalerki Stellę Avery i powiedział do niej: proszę, stworzyłaś potwora to go sobie zabierz w cholerę. Nie zapomnijcie tylko we dwie powiedzieć Martinowi, że po świecie biega baba z twarzą jego zmarłej żony.
Tymczasem oparł się plecami o ścianę, wybierając akurat ten jej fragment, na którym ani nie wisiał żaden obraz, ani na podłodze nie rozstawiono farb. Założył ręce na piersiach i po prostu przypatrywał się działaniom obydwu kobiet ponurym wzrokiem. Może to było trochę nie na miejscu i powinien dać im odrobinę prywatności, ale wolał mieć pewność, że Carrow naprawdę nie spróbuje dołożyć sobie jeszcze fizycznego podobieństwa do Clare.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
25.02.2024, 18:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.05.2024, 21:09 przez Brenna Longbottom.)  
– Nie ma sprawy – odparła krótko, a potem skinieniem głowy zaakceptowała udzielaną informację. I chwilę później jej spojrzenie powędrowały ku Alannie Carrow.
Oczywiście, że Brenna ją rozpoznała.
Nie miały ze sobą wielu kontaktów – trudno było mówić tu nie tylko o przyjaźni, ale też o zwyklej znajomości. Alanna była jednak zaledwie dwa roczniki niżej w Hogwarcie i też pracowała w Ministerstwie, Brenna więc przez lata mijała ją na korytarzach i to komuś takiemu jak ona wystarczyło, aby zakodować podstawowe informacje. Slytherin. Niezbyt uprzejma. Półkrwi, ale z rodu dość znanego, i odnosząca się do mugolaków z jawną pogardą. Jedna z tych, które chciałyby błyszczeć w gronie rówieśników i pracowników, ale niezbyt im to wychodziło. Wypadek i wreszcie dzisiejszy pożar. Jak się okazywało, zapewne celowy.
Jeżeli coś w tej opowieści Brennę zdziwiło i mocno wyróżniło na tle innych, podobnych, z którymi miała dotąd do czynienia, to było to jedno: Patrick nie ujawniał istnienia tej kawalerki każdemu. Nawet nie wszyscy członkowie Zakonu Feniksa o niej wiedzieli. To było miejsce jego ucieczki przed światem magicznym, a przy okazji fakt, że mało kto znał ten adres, był najlepszym zabezpieczeniem przed potencjalnym atakiem.
Skoro sprowadził tutaj Alannę Carrow, nie mogła być przypadkową osobą, która zwróciła się o pomoc.
– Pokaż się – zażądała Brenna, siadając obok Alanny, gdziekolwiek znalazło się miejsce. Nie pytała. Ani jej, ani jego. Jeżeli Steward zechce coś wyjaśnić, to zrobi to we właściwym czasie. Tymczasem Brenna bezceremonialnie sięgnęła ku twarzy Carrow – w końcu po to tutaj była – by przeciągnąć palcami po jej kościach policzkowych, nosie, czole. Poznać strukturę kostną, poszukać sposobu na zmodyfikowanie tego wszystkiego tak, by nie przypominała siebie, ale nie stała się jakimś groteskowym wytworem, nie miała problemów z mimiką. – Jakieś specjalne życzenia? Moim zdaniem koniecznie trzeba usunąć te piegi, mocno rzucają się w oczy. Zmiana kształtu nosa i ust powinna być prosta i dać dobry efekt. Nie ruszałabym podbródka, to może zniekształcić całą twarz. Jeżeli musisz się ukrywać, poza tym powinnam ci ściąć włosy. Mam przy sobie ciemną farbę i płukankę rozjaśniającą, co wolisz. Nie będzie to może wyglądało oszałamiająco, ale nikt nie rozpozna cię na ulicy- oświadczyła, bo chociaż modyfikować mogła tylko twarze, to zdążyła już dawno zrozumieć, że do takiej sprawy najlepiej podejść kompleksowo. A w przypadku Alanny Carrow znakami rozpoznawczymi były ewidentnie to morze piegów oraz szopa rudych włosów. Pozbycie się ich da znacznie więcej niż zmniejszenie jej nosa. – Nie możesz stać się wielką pięknością: właściwie już teraz jesteś trochę za ładna. Jeżeli nie chcesz rzucać się w oczy, powinnyśmy stawiać na wygląd, który nie przyciąga uwagi. Nie będziesz oczywiście wyglądała źle, ale nie byłoby dobrze, gdyby każdy mężczyzna się za tobą obejrzał na ulicy. Musisz też zmienić styl ubierania. Drastycznie. Jeżeli nosiłaś spódnice, od tej pory nosisz spodnie, jeśli wybierałaś spodnie, noś spódnice. Biel zastąp czernią, czerwień zielenią i tak dalej. Pozbyć się dotychczas noszonej biżuterii, zmienić perfumy, sposób malowania się, zapach szamponu – instruowała. Mówiła spokojnie, trochę jak nauczycielka, udzielająca wykładu. To były rzeczy, o których ludzie zwykle nie myśleli i myśleć nie chcieli: bo to nie było coś, na co chcieli się zdecydować. Bo sprawiało, że jeszcze mniej czułeś się sobą.
Ale jeżeli zmieniałeś tożsamość, nie powinny cię zdradzać drobiazgi. Gestów, intonacji, nie dało się zmienić na zawołanie. Ale zmiana twarzy zmieniała mimikę, a ubrania, nawyki dotyczące biżuterii czy zapachów, mogły odmienić człowieka nie do poznania.
Jeśli nie czułeś się sobą, była mniejsza szansa, że ktoś "ciebie" rozpozna.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Widmo
It's getting dark in this
little heart of mine
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Alanna Carrow
#6
25.02.2024, 22:43  ✶  
Kolejne przytaknięcie. Świat magii nie był aż taki duży, jak mogłoby się wydawać. A jak się było we względnie podobnym wieku to już w ogóle – nietrudno o spotkanie na korytarzach Hogwartu czy – przede wszystkim – w Wielkiej Sali, jeśli nie przynależało się do tego samego domu.
  A do tego rodzinne powiązania, miejsca pracy i tak dalej, i tak dalej...
  Cóż, w każdy razie, jeśli Steward ufał tej osobie na tyle, żeby ją ściągnąć tutaj, to zapewne sama również powinna móc jej zaufać. Nawet jeśli to nie było przecież takie proste.
  Wspomniana osoba pojawiła się szybko, o wiele szybciej niż się w pierwszym odruchu spodziewała, więc tym bardziej nie zdążyła sięgnąć po posiłek. Nic to, nie była małym dzieckiem, żeby nie wytrzymać jeszcze paru chwil – no dobrze, więcej niż „chwil” – zwłaszcza że nóżek to wszystko przecież nie powinno dostać, prawda?
  I jeśli rozpoznała Brennę, to nie dała tego po sobie znać. Tak, Hogwart był dawno, tak, dzieliło je parę lat, ale i też była prefektem, co przekładało się na ogarnianie stadka młodszych pokoleń czarodziejów. Czasem również i tych nieprzynależących do własnego domu. Po prostu… pokazała się.
  - Tak, piegi na pewno do usunięcia – zgodziła się bez mrugnięcia okiem. Co do pozostałych życzeń… zawahała się. Miała pewną myśl, tylko czy sensowną? - Zastanawiam się, czy nie warto by było dodać paru lat? Ewentualnie odjąć? – podsunęła – Włosy w tej chwili i tak już mam przyciemnione – mruknęła jeszcze, zastanawiając się nad tą kwestią. Kto ją taką widział? Na pewno Harrisowie, w pracy się po farbowaniu nie pokazała, śmierciożercy… nie, z jakiegoś powodu była pewna, że z żadnym też się ostatnio nie spotkała, ale… - … chociaż może dodatkowe przyciemnienie nie zaszkodzi? Co do reszty, zdaję się na twoje wyczucie – oświadczyła ostatecznie. Nie wspomniała, żeby kobieta nie robiła z niej piękności, która swą urodą przyciągnie spojrzenie każdego – to raczej należało do rzeczy oczywistych.
  Co do ubrań… pozostawało tylko przytaknąć. Oznaczało to oczywiście zakupy, bo w szafie przecież nie miała zbytnio rzeczy zgoła odmiennych od tego, w czym chodziła na co dzień, a i tak przy pakowaniu się nie zabierała ze sobą całego dobytku. Inna sprawa, jak w ogóle te zakupy miałyby wyglądać, skoro obecnie znajdowała się w areszcie – nieformalnym, bo nieformalnym, ale jednak.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#7
27.02.2024, 00:57  ✶  
W głowie Patricka wszystko było dużo prostsze. Wystarczyło tylko, żeby Brenna zmieniła twarz Alannie a on mógłby ją z premedytacją wyrzucić z mieszkania na ulicę i zapomnieć o całej sprawie. Wróć. Wcale nie zapomniałby o Alannie. Gdzieś tam nadal krążyłaby w jego myślach. Zastanawiałby się jak sobie poradziła i czy nie dorwali jej śmierciożercy. A potem, wraz z kolejnymi dniami, gdyby do jego uszu nie dotarły żadne informacje, uznałby że sobie poradziła. I powoli zacząłby o niej zapominać, powoli zatracać w pamięci jej żywą twarz i drobną sylwetkę na coraz bardziej mgliste wspomnienie.
A tu Brenna wspomniała o nowym ubraniu, nieopatrznie udowadniając mu, że sama nowa twarz nie wystarczała. Steward ostentacyjnie przewrócił oczami. Nie ma problemu. Dałby jej swoją starą koszulę i koc na drogę. Nie wystarczy? Wiedział, że nie wystarczy, ale miał nadzieję, że Alanna nie miała pojęcia jak ubierała się Clare. A jeśli miała, bo przezorna Stella Avery i o tym jej naopowiadała (oddała, w końcu, co było zwyczajnym grubiaństwem jej ten przeklęty łańcuszek z foczką), to przynajmniej zachowa tyle przyzwoitości, by jednak nie nakładać podobnych ubrań. Tak, jak miała przyzwoitość z kolorem włosów, gdy zechciała je przyciemniać. Przynajmniej nie wyskoczyła z blondem…
Odpłynął myślami z powrotem w stronę wywalania Alanny z mieszkania. Podniósł rękę do czoła, jakby nagle zaczęła boleć głowa. Nie mógł jej ot tak wyrzucić. W każdym razie nie w Londynie. Przypomniał sobie jej aurę i te bezmyślne, nie mające sensu nici. Zastanawiał się nad tym, na ile wmówione sobie przez nią samą uczucia mogłyby się okazać niebezpieczne. Samo to, że przyszła po pomoc akurat do niego było kontrowersyjne; ale gdyby śmierciożercy się o tym dowiedzieli…
Przymknął oczy.
Nie mógł jej od tak wyrzucić na ulicę. Nie mógł jej też tutaj trzymać w nieskończoność. Najprościej byłoby odesłać Alannę do jakiejś dalszej rodziny, ale tą pewnie jako pierwszą odwiedzą zwolennicy Czarnego Pana. Czy Carrow miała jakiś osobisty majątek? Powątpiewał. Choć jednocześnie miał nadzieję, że nie uroiła sobie, że skoro go „kocha” to w nagrodę będzie ją utrzymywał.
Za granicę. Musiał ją odesłać za granicę. Kupić jej bilet na prom w Dover. Promem mogła się dostać do Francji albo do Holandii. Jeśli nie lubiła pływać, a pamiętał całkiem nieźle, że źle reagowała na wodę, to mógł jej kupić bilet na samolot do Francji, Holandii lub nawet Włoch. Kiedy dostanie się na terytorium Wspólnoty Europejskiej, łatwiej jej będzie podróżować zachowując anonimowość.
Czyli miał już w głowie plan, a ten brzmiał: odesłać Alannę Carrow samolotem do jednego z krajów Wspólnoty Europejskiej.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
27.02.2024, 09:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.05.2024, 21:07 przez Brenna Longbottom.)  
- Jeśli cię odmłodzę, może to wypaść trochę nienaturalnie - oceniła Brenna, mierząc ją krytycznym spojrzeniem. Alanna już wyglądała bardzo młodo, wręcz na mniej lat niż miała: na pierwszy rzut oka nie dałaby jej więcej niż dwadzieścia dwa czy dwadzieścia trzy, a przecież była raptem niżej o dwa roczniki. - Możemy trochę dodać - stwierdziła. Coś takiego większości osób się nie podobało, ba, niejedna osoba pewnie wpadłaby w histerię na samą myśl, gorszą niż na pomysł zmiany tożsamości, ale najwyraźniej dla Carrow życie liczyło się jednak dużo bardziej niż absolutny brak śladów, jakie życie odciskało na twarzy.
Longbottom nie miała pojęcia, jak niechętny jest teraz Patrick tej kobiecie. Owszem, wychwyciła pewne napięcie i niezadowolenie, ale zakładała, że to wynika raczej z niewątpliwie trudnej sytuacji nie z osobistej niechęci. Może naiwnie, ale zakładała, że Steward nie pokazałby tego mieszkania komuś, kogo podejrzewał o coś złego. I że nie ściągałby jej tutaj, wystawiając na ryzyko, aby ratować potencjalną śmierciożerczynię. Ba, sądziła wręcz, że ta dwójka jest sobie bliska. Wyliczała więc standardową dla siebie procedurę, typowo po swojemu dbając o drobiazgi i doszukując się szczegółów, które mogłyby sprawdzić, że wszystko się sypnie.
- Oprzyj się i nie ruszaj. Nie będzie bolało, ale uczucie może być dziwne i trochę nieprzyjemne - ostrzegła, wyciągając różdżkę, a potem przesunęła nią bardzo powoli nad twarzą Alanny, rozpoczynając modyfikację od tego, co zmienić dało się najprościej: usunięcia piegów. To zajęło zaledwie trzy minuty. Chwilę później przyszła pora na następną, drobną zmianę, czyli brwi, z którymi poszło równie szybko. Przy ustach Brenna musiała już trochę się namęczyć – niby dało się to uznać za wręcz „kosmetykę”, ale sztuką było zadbanie, aby nie wyglądały nienaturalnie, zwłaszcza podczas mówienia. Nieco głębsze bruzdy w ich okolicach, które ujawnią się przy uśmiechu, ale nie oszpecą – powinny stworzyć wrażenie, że kobiecie już bliżej do trzydziestki niż dwudziestki. Modyfikacja nosa była już faktycznie wyczuwalna, niezbyt pewnie przyjemna, ale i nie bolesna, a po niej Brenna przez chwilę przypatrywała się Carrow bardzo krytycznie, doszukując się podobieństw do prawdziwej Alanny. Ktoś nie znający jej bardzo dobrze, teraz bez wątpienia by jej nie poznał, ale tu chodziło o taki efekt, by nawet mąż czy najlepsza przyjaciółka nie wykrzyczeli jej imienia na ulicy… Brenna ostatecznie więc znów uniosła różdżkę i przez chwilę kombinowała jeszcze z modyfikacjami kości policzkowych, bardzo drobnymi, ale mającymi sprawić, że rysy zmienią się niemal nie do poznania.
W końcu odsunęła się i odetchnęła.
Nigdy nikomu tego nie powiedziała, ale naprawdę nienawidziła tego robić.
– Powinno zagrać, jeżeli ogarniemy jeszcze fryzurę – stwierdziła. Ona już nie rozpoznałaby w tej kobiecie Alanny Carrow. – Obciąć ci włosy, czy zajmiesz się tym sama?
Przyglądała się Carrow jeszcze przez moment uważnie, a później chwyciła za nożyczki. Nie była najlepszą fryzjerką, ale i Alanna nie miała wyglądać w żaden sposób oszałamiająco. Rude, długie włosy, zostały zaplecione w warkocz, a potem Brenna nożyczkami zaostrzonymi magią ścięła go, i z długowłosego rudzielca Alanna miała stać się krótkowłosą szatynką.
Bo taką farbę przyniosła dla niej Brenna. Brązowe włosy - nie blond, nie rude, nie czarne. Takie, które najmniej rzucały się w oczy. Po zakończeniu całej procedury pożegnała się krótko z Patrickiem, upewniając jeszcze, że ten nie będzie jej potrzebował...
I opuściła mieszkanie.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#9
27.02.2024, 18:49  ✶  
Nie będzie bolało, powiedziała Longbottom, jednak kiedy dotknęła twojej twarzy, ty poczułaś okropny, palący ból lewego przedramienia. Mroczny Znak, jaki wypalono na nim przed laty... bolał cię tak bardzo, jakby zapłonął żywym ogniem. Stał się widoczny, a powierzchnia twojej skóry falowała tak, jakby coś znajdowało się pod spodem. Wiedziałaś, że Lord Voldemort był zirytowany - wzywał cię do powrotu i był to ostatni akt jego łaski. Decyzja należała do ciebie.

Ból utrzymuje się minimum kilkanaście minut. Mistrz gry nie kontynuuje rozgrywki.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#10
05.05.2024, 21:11  ✶  
Patrick podniósł wzrok na majstrującą przy twarzy Alanny Brennę. Czuł się dziwnie, jakby odzierał obie kobiety z resztek prywatności. Na ścianie wciąż wisiał obraz Florence i nagle zaczęło się Stewardowi wydawać, że patrzyła na całą ich trójkę oceniająco. Podniósł rękę i dotknął palcami nasady nosa. Rozmasowywał go akurat, gdy Alanna skrzywiła się z bólu. Zmarszczył brwi, mimowolnie próbując w twarzy tej rudowłosej kobiety dostrzec inną, nieco starszą twarz dziewczyny o blond włosach.
A gdyby to naprawdę było możliwe? Poczuł dreszcz, mimowolnie starając się odegnać od siebie napierające na umysł myśli. Ale te nie znikały. A gdyby naprawdę Alanna była Clare? Czy mógłby ją wtedy rozpoznać? Czy uwierzyłby w jakiekolwiek opowieści o ich związku, które by mu przekazała Carrow? Czy potrafiłby uwierzyć?
I wtedy uderzyła w niego ogłuszająca świadomość, że przecież całkiem niedawno sam doszukiwał się podobieństwa między obydwiema. Bo może tak bardzo nie potrafił pożegnać się ze zmarłą, że naprawdę zaczął dostrzegać prawidłowości, których nigdy nie było? Po prostu chciał je zobaczyć, bo zamiast skupić się na tym, co miał z przodu, wiecznie odwracał głowę do tyłu.
Przecież znał Alannę Carrow już wcześniej. Przez lata widywał ją na korytarzu Ministerstwa Magii, ale zwrócił na nią uwagę dopiero później, dopiero wtedy, gdy dostrzegł ją na cmentarzu podczas święta Ostary. Pozostawiony na grobie kwiat, był jak namacalny dowód chcianej obecności. Tak samo foczka na jej szyi, którą dostrzegł kilka minut po tym jak walczył o życie. To wszystko się tak pięknie składało aż spłonęło jej mieszkanie i być może ona również spłonęła.
Uśmiechnął się kwaśno, nagle poruszony tą nieprzyjemną myślą. O pożarze dowiedział się przecież dopiero następnego dnia i… poczucie niewłaściwości uderzyło w jego żołądek. Podniósł głowę, by znowu popatrzeć na Alannę i na Brennę, ale obydwu już nie było. Poszły kupić ubrania?
Odepchnął się od ściany i ruszył ku drzwiom wyjściowym, chcąc je jeszcze dogonić. Dogonić i powiedzieć Carrow, że… ale gdy wypadł na korytarz ten był pusty. Patrick słyszał tylko dźwięk kapiącej wody w kranie. Odwrócił się, gdy kątem oka dostrzegł jakiś cień.
- Florence? – zapytał zaskoczony i niemal w tym samym momencie ocknął się w łóżku.
Świtało już a w wynajętej kawalerce poza nim, nie było nikogo. Wstał i sięgnął po szkicownik, by dać upust kłębiącym się myślom.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alanna Carrow (831), Brenna Longbottom (1507), Eutierria (81), Patrick Steward (1678)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa