- Nie chcę Gio, za stara jestem na takie rzeczy. - Nie zamierzała nigdy więcej się w nic angażować, bo nie przynosiło to niczego dobrego. Zawsze cierpiała, lizała rany okropnie długo, nie była stworzona do odczuwania takich ludzkich emocji, czuła, że przez to słabnie, że nie jest wystarczająco silna, staje się podatna na emocje, a przecież nie mogła, musiała być silna.
- Trochę się nie dziwię, Erik to wspaniały człowiek, sama żałuje, że o niego wtedy nie walczyłam, mogłabym mu spuścić wpierdol. - Gdyby to jej udało się wylicytować Erika, pewnie namówiłaby go w ramach tego zakupu na jakiś efektowny pojedynek, żeby móc się popisać swoimi umiejętnościami. Często spotykali się z Longbottomem, aby poćwiczyć walkę, czy to na szpady, czy w ramach klubu pojedynków, jednak zorganizować takie oficjalne starcie przed wszystkimi i go pokonać, to by było piękne. Uwielbiała udowadniać swoją siłę.
Obserwowała Gio przechadzającego się po pokoju. Nie wiedziała, co dostrzegł za ramą lustra, jednak sięgał w jego kierunku. Coś musiało się tam znajdować.
Wtedy zaczął mówić. Padło dużo słów, próbowała się skupić, aby wyłapać te istotniejsze. - Dobrze, że ćwiczysz, tylko pamiętasz, żeby nie stracić gruntu pod nogami, niech nie wypełni cię dziwne uczucie odpowiedzialności, bo sam będziesz mógł przez to stracić. - Zdrowy rozsądek był mu potrzebny, wiedziała, że można było bardzo łatwo popaść w skrajność, mógł przesadzić, a tego by nie chciała.
- Każda śmierć jest tragedią, czy Longbottoma, czy ewentualna Twoja. Każde życie ma znaczenie Giovanni, kto wie, co dla ciebie naszykowało przeznaczenie. Nie gadaj proszę takich głupot, bo zwyczajnie pierdolisz bez sensu. - Musiała dać mu do zrozumienia, że to co mówił nie było odpowiednie, jego życie było wartościowe, tak samo jak innych.