• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 … 16 Dalej »
[wrzesień 1962] Nic ciekawego w Hogwarcie

[wrzesień 1962] Nic ciekawego w Hogwarcie
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
28.02.2024, 22:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.04.2024, 21:39 przez Morrigan.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz tajemnic IV

– Irytek!!! Gdybyś był żywy, przysięgam, że bym cię zamordowała!!!
Okrzykowi odpowiedział złośliwy śmiech i trzask kolejnej, spuszczanej przez wrednego poltergeista bomby wodnej – czyli jednego z wielu balonów wypełnionych wodą, których Irytek trzymał w swoich ramionach kilka, a jeszcze więcej zdążył zrzucić już na głowy kilkorga Gryfonów piętro wyżej. I właśnie z tego powodu Brenna za nim biegła – przerwała mu tę radosną zabawę i ruszyła w pościg, pewna, że odfruwający z balonami ku lochom Irytek postanowi teraz wziąć za cel dla odmiany Ślizgonów.
W swoich atakach był naprawdę sprawiedliwy i nie wyróżniał uczniów żadnego Domu.
Błysnęło zaklęcie, które zdematerializowało parę balonów, czule trzymanych przez Irytka. Niestety, Brenna Longbottom, uczennica siódmego roku i jakimś – cudem – prefekta – Gryffindoru – nie – nikt – nie – wie – jak – to – się – stało – pewnie – McGongall – była – pijana – przy – nominacjach, która je rzuciła, zrobiła to w pełnym pędzie, gnając za poltergeistem po stopniach. Stopniach, nadmienić należy, mokrych od zrzuconych na nie chwilę wcześniej wodnych bomb. I stało się to, co stać się musiało: dziewczyna poślizgnęła się na wilgotnej nawierzchni, a potem poleciała na łeb na szyję do przodu, i zdążyła tylko przedramionami osłonić sobie ten głupi łeb.
Poltergeist, który zaczął kląć w momencie, gdy pozbawiono go części amunicji, teraz znów roześmiał się radośnie.
– Szlag, szlag, szlag – wyrwało się z ust Brenny, gdy powoli usiadła, a wszystkie gwiazdy wirowały jej przed oczami. Pomiędzy nimi tańczyło kilka małych Irytków, pokazujących obraźliwe gesty. Zamrugała i gwiazdy znikły, a wraz z nimi także miniaturowe poltergeisty – za to zauważyła, że zwaliła się prosto pod nogi jednego z młodszych Ślizgonów.
– Cześć – przywitała się, posyłając mu uśmiech, trochę ogłupiały od siły upadku. Włosy miała mokre i rozczochrane, kolana świeżo rozbite, ale w dłoni wciąż kurczowo ściskała różdżkę. – Na twoim miejscu bym uciekała? – zasugerowała.
Nie przed nią, oczywiście. To przecież nie tak, że zamierzała zaatakować młodszego ucznia. Niby dlaczego miałaby to robić?
Za to Irytek, który przedryfował nad nimi z głośnym śmiechem, dostrzegł nowy cel, czyli chłopca absolutnie suchego i zamierzył się na niego jednym z trzymanych balonów…



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#2
29.02.2024, 13:33  ✶  

Ewakuacja z pola widzenia Pewnego Grubasa było w tej chwili kluczowym celem życiowym i Felician nawet nie bardzo zwracał uwagę na to, gdzie dokładnie prawie-biegnie. Nie jakoś szaleńczo, ale takim taktycznym truchtem, co nie zwraca wielkiej uwagi da się łatwo wyjaśnić, ale w każdej chwili może zostać rozwinięty do pełnoprawnej ucieczki po korytarzach. Raz za razem oglądał się za siebie, tym bardziej nie zwracając uwagi na coraz bardziej zbliżające się krzyki, a może trochę uznał, że to z innego korytarza i dopiero, kiedy dotarł do schodów, pomyłka stała się bardziej jasna, choć jeszcze nie dotarła na sam początek priorytetów.

— EJ! — Nie zdążył odskoczyć na czas, przez co spadająca dziewczyna wylądowała na jego nogach, a on tyłkiem na podłodze. Jeszcze zanim zdążyła się ogarnąć, wysmyknął się i poderwał na równe nogi, obrzucając ją bacznym spojrzeniem. Te powoli przestało być zirytowane, kiedy dotarło do niego, że Gryfonka wyszła na tym o wiele gorzej. — Uważaj, co robisz — prychnął mimo wszystko, trzymając wyimaginowany fason, jako że żyła i nawet postanowiła się przywitać. I to jeszcze prefekta, po prostu świetnie. Zauważył to dopiero po chwili, więc taktycznie zignorował. — Co?

Brwi młodego Ślizgona ściągnęły się do siebie, kiedy przez długi moment analizował, czy to było ostrzeżenie, jakiego nie chciał słyszeć, ale głupawy śmiech nad ich głowami wiele wyjaśnił. Nawet aż zbyt wiele.

Szybkim ruchem wyciągnął różdżkę i chciał ją wystawić do góry, ale nie zdążył, a balonik z wodą pięknie rozbryzgnął się na samym czarodziejskim patyczku. I tak zamarł na moment z twarzą okropnie skrzywioną, po której wesoło ściekały strugi wody.

— Irytek! Ty brudna szmato! — krzyknął, przecierając rękawem oczy i buźkę, w tej chwili nie bardzo zastanawiając się nad tym, czy rozbawił poltergeista czy raczej rozzłościł.


Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
29.02.2024, 14:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.02.2024, 15:17 przez Brenna Longbottom.)  
- Ciągle to słyszę - odparła Brenna lekko, najwyraźniej niezbyt przejęta ani krzykiem, ani tonem, ani wypowiedziami samymi w sobie.
Nie poderwała się tak szybko jak on, głównie dlatego, że kolana miała rozbite, łokieć obity, przed oczami dopiero skończyły tańczyć wszystkie gwiazdy, i nie była pewna, na ile sprawnie to całe podnoszenie jej wyjdzie, a poza tym wiedziała, co oznaczają te śmiechy i przekleństwa. Wciąż siedząc na posadce, uniosła za to różdżkę, ledwo Irytek postanowił cisnąć kolejną bombę... Ale poltergeist okazał się szybszy od niej i Ślizgon podzielił los Brenny oraz kilku innych Gryfonów, doświadczając niespodziewanej kąpieli.
– Balona prosto w twarz Ślizgona! – zarechotał Irytek, ani trochę nie rozzłoszczony, bo przywykł do wysłuchiwania inwektyw od uczniów, i o ile jeszcze niektórym nauczycielom okazywał odrobinę szacunku, do już do osób uczęszczających do Hogwartu ani trochę.
Kolejny balon walnął prosto w Brennę – nie zdążyła go uniknąć, a jedynie osłoniła się przedramieniem, tak że ten rozbił się na jej łokciu, a nie centralnie na twarzy. Poltergeist z uciechy aż okręcił się w powietrzu, upuścił jedną ze swoich bomb tak, że zalała wodą podłogę i zamierzał odlecieć dalej…
– O nie, nie, nigdzie nie lecisz – zaprotestowała Brenna, dźwigając się wreszcie na nogi i celując różdżką. Nie w Irytka – rzucanie w niego zaklęciami mijało się z celem, o tym już dawno się przekonała. Za to zaklęcie transmutacyjne walnęło pozostałe baloniki, zamieniając je w kolorowe piłeczki.
Irytek zaklął ze złości, kiedy te wysypały się z jego ramion i padły na podłogę, odbijając się od niej, a potem potoczyły we wszystkie kąty.
– Nie ma głupszego balona nad Longbottoma!
– Tak, tak, tak. A wiesz, że wczoraj zaniosłam Krwawemu Baronowi popsutą pieczeń, hę? Może powinnam go znaleźć i mu powiedzieć, że przyleciałeś aż do lochów, na jego teren?
Poltergeist syknął coś pod nosem, ale darował dalsze psoty – może znudził się, a może podziałało imię ducha – rezydenta Slytherinu, którego Irytek zawsze się obawiał. Odleciał w stronę najbliższej ściany, i przeniknął przez nią, pozostawiając po sobie tylko rozsypane, kolorowe piłeczki i dwójkę uczniów ociekających wodą.
– Nie poobijałeś się? – spytała Brenna, obrzucając Hollowa kontrolnym spojrzeniem, a potem, nie dostrzegając na pierwszy rzut oka poważniejszych obrażeń, opadła na najniższy stopień i zaczęła oglądając swoje nieszczęsne kolana. Nie było tak źle: jedno posiniaczone, nic wielkiego. Z drugim gorzej, skóra zdarta, a jej okolica pewnie przybierze wkrótce najpiękniejsze odcienie fioletu, czerwieni, niebieskiego i może nawet zielonego. A potem… Brenna zaczęła robić to, co miała w zwyczaju.
Gadać.
– Irytek hucznie świętuje początek roku szkolnego, przedwczoraj drań jeden odkręcił żyrandol na drugim piętrze, wczoraj nie chciał puścić nosa jednego pierwszaka, a dzisiaj to już totalnie przechodzi sam siebie, boję się, co wykombinuje jutro… Znasz zaklęcie osuszające? Jak tak wejdziesz do Pokoju Wspólnego Slytherinu, to jeszcze ktoś się oburzy, że zamoczysz te wasze wszystkie super eleganckie dywany i krzesła.


Rzucam sobie pod edycję:
na af (słabsze, bo to nie jest obecne), próba uniku
Rzut Z 1d100 - 14
Akcja nieudana




Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#4
29.02.2024, 18:04  ✶  

Najwyraźniej nie tylko on wpadł na pomysł z parasolem, ale żadna z prób nic nie dała. I chyba samego Hollowa to nie zdziwiło, zaczynając od tego, że nie miał czasu na zdziwienia, bo były rzeczy ważniejsze. Wytarł więc mokrą twarz w niemal tak samo mokry rękaw i podniósł na ducha rozzłoszczone spojrzenie, kiedy ten odpowiedział wierszykiem na jego epitety.

— Sobie tego balona strzel! — prychnął, a zaraz odskoczył od Brenny, w którą poleciał kolejny balon. Nie na tyle, by nie dostać fontanną kropel, ale przynajmniej nie był jednym z celów... Prawie. Osłonił się peleryną przed kolejnym balonem, który rozbryznął się na podłodze całkiem niedaleko.

Szybki rzut oka pozwolił zlokalizować poltergeista i miał zamiar ruszyć w całkiem przeciwnym kierunku, kiedy Gryfonka zdecydowała się walczyć. Kolorowe piłeczki posypały się po schodach, a Fel już spodziewał się, że jedną z nich Irytek ciśnie im prosto w czoło. On by tak zrobił na jego miejscu.

Ale ten się zmył.

— Baron mógłby czasem faktycznie coś z nim zrobić — wymruczał, zaraz podnosząc wzrok na dziewczynę, kiedy zadała swoje protekcyjne pytanie. — Jak widać — rzucił zdawkowo i nic z tego, że w zasadzie to nie było widać. Pewnie nabił sobie siniaka na łokciu czy gdzie indziej, ale nie było ani nic nowego, ani też nic, nad czym chciałby się rozczulać.

Felician przeczesał włosy rękoma i strzepnął na ziemię kolejne krople. To wydawało się beznadziejne, tak samo jak pomysł wykręcenia peleryny na korytarzu. W dodatku przecież nie tylko ona była mokra. Tymczasem Gryfonka gadała sobie dla zdrowia.

— Pewnie, że znam — prychnął i zerknął na nią. — Przynajmniej jest tam o co dbać, wam już pewnie Irytek wszystko zepsuł, nie zdziwiłbym się. Czemu nie zajęłaś się nim wcześniej? — W jego głosie brzmiała lekka kpina, ale głównie pretensja o to, że prefekta tak długo pozwoliła duchowi latach po korytarzu z wodnymi bombami. Nic takiego by się nie wydarzyło, gdyby nie zwlekała tak długo, dokładnie tak, jak on teraz zwlekał z chwyceniem za różdżkę, by rzucić owo zaklęcie, które tak dobrze znał. W końcu jednak i on zdał sobie sprawę, że nie ma to większego sensu, więc odsunął się od Brenny pół kroku, zakasał rękawy i wykonał gest, który zdawał mu się jak najbardziej odpowiedni do czaru osuszającego. Oczywiście w swoją stronę.



Rzut na kształtowanie, najsłabszy, bo tak naprawdę to nie ogarnia.
Rzut T 1d100 - 78
Sukces!
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
29.02.2024, 20:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.02.2024, 21:03 przez Brenna Longbottom.)  
– Podobno się nie da. Znaczy się, nie tak na stałe. Ktoś mi mówił, że Irytek jest… zaraz, jak to szło… eee… uosobieniem chaosu, powstającego w wyniku skumulowanej magii uczniów, którzy bardzo lubią psoty, więc jest nieodłączonym elementem zamku… – wyrecytowała Brenna, jakby z odrobiną niepewności, czy zapamiętała całą wypowiedź dokładnie. Nie uniosła przy tym przez chwilę spojrzenia znad swojej nogi: wydobyła z kieszeni chusteczkę i postarała się oczyścić krew. A potem wypowiadając kolejne słowa… z drugiej kieszeni wyciągnęła najpierw cukierki, potem kartę z czekoladowej żaby, kawałek pergaminu i wreszcie bandaż.
Najwyraźniej Brenna Longbottom lubiła być przygotowana na prawie wszystko.
– Bo zanim dobiegłam zwabiona wrzaskami, zdołał zrzucić kilka tych balonów na drugoklasistów z Gryffindoru, i już sobie odlatywał… się nie oszukuję, nie na mój widok, chyba po prostu go bawiło to, jak go gonię i rzucanie mi tych bomb pod nogi… a co przyznaję z ogromną przykrością, on lewituje trochę szybciej niż ja biegam, będę musiała trochę potrenować, może pobiegam w tę i z powrotem po schodach do wieży astronomicznej albo co. Dogoniłam go dopiero na schodach do lochów. To znaczy… no… Jeśli można uznać to za dogonienie.
Ostatnie słowa wypowiedziane zostały z jakby odrobiną samokrytycyzmu: jakby przyznawała, że to całe dogonienie wyszło jej średnio, zważywszy na to, w jak popisowy sposób zwaliła się z mokrych stopni. Patrząc na to z innej strony pozbawiła go wreszcie amunicji. Dość sprawnie owinęła rozbite kolano, a potem wreszcie uniosła wciąż mokrą głowę, by spojrzeć na Feliciana.
– Hollow, czwarta klasa, co? – spytała, po szybkim przeszukaniu szufladek pamięci. W tożsamości Ślizgonów orientowała się całkiem przyzwoicie, a to dlatego, że miała w zwyczaju dość często wystawać pod ich Pokojem Wspólnym, by niecnie napaść Victorię, albo nagle wpadać w Ślizgońskie grono, w celu podstępnego wykradnięcia im Cynthii. Pod tym względem Brenna była plamą na honorze Gryffindoru, radośnie przyjaźniąc się z przedstawicielkami obozu wroga. Zresztą, kilku innych Ślizgonów też znała.
Uniosła różdżkę, ale nie osuszyła się – zamiast tego przyzwała do siebie rozsypane tu i ówdzie piłeczki. Wiedziała, że jej czar transmutacyjny zaraz przestanie działać, a nie chciała zostawiać tych pocisków tutaj, gdzie mógłby je znaleźć na przykład taki Stanley Borgin i uznać, że fajnie będzie rzucić nimi w jakąś ładną dziewczynę.



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#6
02.03.2024, 13:04  ✶  

Zerknął na nią, kiedy rzuciła czymś, co z pewnością mogło wyjść z ust kogoś ze starego grona profesorskiego. Być może samego dyrektora, bo to wcale nie brzmiało na takie niemożliwe. Nie żeby jakoś dobrze go znał czy często z nim gawędził, ale ogólny styl tego opisu zdawał się pasować. Choć może pasowałby do każdej odpowiednio starej osoby, te często miały tendencję do poetyzmu.

— Nie brzmi dobrze — mruknął tylko w odpowiedzi, bo coś chciał powiedzieć, ale nie był pewien, co.

Zaskoczyło go, że wyciągnęła opatrunki, spodziewał się raczej jakiegoś wymyślnego zaklęcia na przypadkowe stłuczenia. Ale uwagę małego Ślizgona szybko odwróciły same słowa dziewczyny. Jej gadulstwo już samo w sobie było godne podziwu, ale treść sprawiła, że brwi Feliciana wykrzywiły się w geście zdziwienia wymieszanego z powątpiewaniem, jakby właśnie robiła coś absurdalnego, co wbrew oczekiwaniom działało. Poniekąd tak właśnie było, bo spodziewając się nafukania na siebie, nie był teraz pewien, co zrobić z jej wywodem pełnym usprawiedliwień i w zasadzie zwalania winy na siebie.

— Mhm... pewnie jeszcze sam dał ci się złapać — rzucił w odpowiedzi i w tym nie było już złośliwości, bo właśnie takiej taktyki po Irytku by się spodziewał. Zarówno ten duch, jak i wszyscy jemu podobni bawili się najlepiej, kiedy mieli zaangażowaną publikę. To bywało niesamowicie irytujące, ani w jedną, ani w drugą.

Machnął różdżką, a fala przyjemnie gorącego powietrza, jaka się zeń wydobyła, sprawiła potrójną ulgę. Raz, że jednak nie zbłaźnił się przed Gryfonką kiwaniem patykiem w losowy sposób, dwa, że nie będzie zaraz wyglądać jak zmokła kura, a trzy, cóż... Trzeci punkt był w zasadzie najważniejszy, bo cieszyło po prostu to, że potrafi. Chwilowo drobnie, bo najbardziej cieszyć będzie dopiero później, bez obserwujących oczu dookoła.

— Ha?... Skąd wiesz? — rzucił, co prawda z króciutką przerwą, ale wciąż bez namysłu. Dopiero potem przypomniał sobie, że widywał ją w pobliżu ich pokojów podejrzanie często, więc nie takie dziwne, że się orientowała. — Nieważne. — Wzruszył ramionami. — I... jestem Felician. — To brzmiało trochę tak, jakby chciał ją poprawić. I trochę tak właśnie było, bo słyszenie swojego nazwiska z ust innych uczniów nie ciągnęło za sobą miłych skojarzeń.

Zerknął na jej rożdżkę i na kolorowe piłeczki, które zaczęły radośnie podskakiwać na kolejnych stopniach, tocząc się szybko do Gryfonki. Zerknął na swoją własną różdżkę, która wciąż spoczywała mu w ręce, przez chwilę rozważając coś w głowie, ale ostatecznie wykonał ponownie ten sam gest, tym razem skierowany na Brennę...


Odkryj wiadomość pozafabularną
Rzut na kształtowanie, zaklęcie osuszające, poziom Troll.
Rzut T 1d100 - 25
Akcja nieudana


Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
02.03.2024, 13:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.03.2024, 13:26 przez Brenna Longbottom.)  
– Prawda?  No ale jak wyszedł z tego wszystkiego taki cholerny Irytek, to wiesz, nie za bardzo może brzmieć dobrze, bo to… Irytek. Jest irytujący i takie tam.
Zasadniczo Brenna nie czuła, że się usprawiedliwia: zrelacjonowała po prostu dokładnie, jak wyglądała sytuacja. W jej zwyczaju leżało podawanie faktów, chociaż gadulstwo sprawiało, że każdy, który dałoby się przedstawić w jednym zdaniu podawała w zdaniach trzech. A ofukanie albo obrażanie się o ton młodziaka? To z kolei w charakterze Brenny nie leżało. Może dlatego tak dobrze dogadywała się z kilkoma Ślizgonami – wytrącało ich z równowagi jej absolutne nieprzejęcie wszelkimi złośliwościami czy obrażaniem, i reagowanie albo w sposób przyjazny, albo odrobiną ironii, ale takiej niepodszytej ani drobiną złej roli. Niektórzy zbici z tropu zaczynali zachowywać się przez to prawie normalnie, inni zaczynali jej unikać, uznając, że albo mają jej dość, albo nie za bardzo wiedzą, co robi, a jeszcze innym po prostu z czasem się nudziło, bo co to za zabawa obrażać kogoś, kto się tym absolutnie nie przejmuje…
– A nie, to nie, jak wykonywała akrobatyczny numer w powietrzu parę balonów mu mało nie uciekło i przyhamował, żeby spróbować je złapać, a ja wtedy dobiegłam i je zdematerializowałam i trochę się wkurzył – odparła lekko, po czym wstała powoli, tak sprawdzając jakość opatrunku i czy w głowie się jej nie zakręci. Niestety, zaklęcia na stłuczenia miały to do siebie, że były po prostu nietrwałe, i skomplikowane w dodatku, Brenna wolała więc postawić na bandaż. I maść, ale tę zamierzała nałożyć już w Wieży Gryffindoru.
– Prowadzę kartoteki wszystkich uczniów Hogwartu, wrzucając do nich przydatne informacje, gdybym na przykład kiedyś musiała was szantażować kompromitującymi faktami z waszego szkolnego życia – stwierdziła z poważną miną na pytanie Hollowa. Było w tym małe ziarenko prawdy, bo Brenna naprawdę lubiła wiedzieć, i zapamiętywała różne drobiazgi na temat otaczających ją uczniów, ale jednak niczego nie zapisywała w innym miejscu niż własna głowa i nie miała zamiaru nikogo szantażować. – Ale ty nie musisz się przejmować, bo właśnie widziałeś, jak zaliczam pięknego orła i wyglądam jak mokra kura, więc w razie czego będziesz miał czym szantażować mnie w odwecie – uzupełniła i wyciągnęła ku niemu dłoń, kiedy się przedstawił. – Brenna. Ale na Ta Walnięta Gryfonka też reaguję – stwierdziła. – Dzięki. Nie przejmuj się, mnie też nie zawsze wychodzi – rzuciła, całkiem szczerze, chociaż czar nie zadziałał, a potem sama sięgnęła po różdżkę, by też wyczarować strumień ciepłego powietrza.

(bo na W i PO za wcześnie)
Rzut Z 1d100 - 65
Sukces!




Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#8
13.03.2024, 21:38  ✶  
Prychnął pod nosem na jej komentarz. To była oczywista oczywistość, że Irytek jest irytujący i choć rozsądek mówił wyraźnie, że nie była tu złośliwa, to ten sam rozsądek kazał założyć coś zupełnie odwrotnego. Fakt, że on sam powiedział głupotę całkiem na głos był w zupełności wystarczający, by uruchomić całą machinę nastoletniej obrony osobistej. Potem jednak rzeczy się skomplikowały, kiedy dziewczyna nijak nie reagowała i wyglądała przy tym tak naturalnie, że nawet zaczął wierzyć w tę neutralność. Chyba. Nie był przekonany w stu procentach, ale może tak trochę.
  Poprawiła jego wersję wydarzeń, choć ani trochę tego nie oczekiwał. Chociaż to złe słowo, nie spodziewał się, że to przykuje jej uwagę, bo rzucił ot tak sobie. A ona chyba poczuła się w obowiązku poprawić i wyjaśnić, to było dla Feliciana trochę mocno niezrozumiałe, może głównie dlatego, że jakby chciał postawić się na jej miejscu, to nie miałby pewności, czy druga osoba żartuje czy nie. To bywało irytujące, ale przede wszystkim było żenujące, kiedy zupełnie źle odczytałeś cudze intencje, więc pewnie by to przemilczał i najwyżej wyszedł na gbura. Z którym nikt nie chce gadać.
  — Mhm — mruknął cicho i to była pełnowartościowa, razowa odpowiedź na słowotok Brenny.
  Podniósł na nią z lekka podejrzliwe spojrzenie, chociaż szybko sam domyślił się, skąd ta mogła znać jego nazwisko. Mimo wszystko, chciał chyba usłyszeć odpowiedź, ot nawet z ciekawości, która powoli zaczęła się w nim rodzić. A potem skrzywił się lekko, bo bajeczka o kartotece była boleśnie oczywistym sarkazmem.
  — Jasne. Powodzenia — prychnął cicho i nawet uśmiechnął się przy tym pod nosem. No nie powiedziałby, że to nie było zabawne. Zaraz znowu na nią zerknął, ale rzucona propozycja była, hm. — To bezsensu... miecz obosieczny — wymruczał, już mając przed oczyma scenę, gdzie Brenna rewanżuje się dokładnie taką samą tajemnicą, jeszcze sprawiając, że będzie "tym zadającym się z Tą Walniętą Gryfonką".
  Zerknął na jej rękę wyciągniętą do niego, przez sekundę trawiąc w głowie ten barwny tytuł. Ciekawe, jaki sam by dostał. Może niedługo się dowie. Uścisnął jej dłoń, ale nie dodał niczego, przez moment nie wiedząc, co mógłby dodać, a potem uznając, że w sumie i tak już za późno.
  Czarowanie nie wyszło, zakończone tylko mało spektakularnym sfajczeniem końca różdżki i opuszczeniem ręki. Przez głowę przebiegło mu milion myśli z rodzaju "co zrobił źle", "dlaczego znowu popełnił podobny błąd" albo "co ona teraz myśli". Bo oczywistym się zdawało, że nie to, co mówi. Na pewno nie dokładnie.
  — ... Nie musisz mi tego mówić — odparł, pospiesznie chowając różdżkę na miejsce, starając się nie zauważać jej całkiem ładnie utkanego zaklęcia. Tak jej to nie wychodzi, co?
  — Możesz mu za to wyznać miłość! — zaśmiał się tęgi głos starszego o rok Ślizgona, który zjawił się u wylotu korytarza wraz z nadgryzionym jabłkiem.
  — O-odczep się, tępy grubasie! — krzyknął na niego Felician, bezwiednie zaciskając pięści, ale Ślizgon się nie przejął ani trochę.
  — Uuuu! — zaśmiał się ubawiony. — Długo to wymyślałeś? — zapytał i ugryzł jabłko.
  Felician prychnął i skrzyżował ręce na piersi, a Brenna mogła dostrzec, że jedna jego ręka pełznie tam, gdzie schował różdżkę.


Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
14.03.2024, 09:31  ✶  
Brenna lubiła gadać, często rzeczy niestworzone. I nawet jej własny brat niekiedy nie był pewny, czy żartuje, czy mówi poważnie, bo zdawało się jej mówić prawdę w taki sposób, że brzmiała jak najbardziej oczywiste kłamstwo, i kłamać komuś prosto w oczy tak malowniczo, i z tak poważną miną, że ktoś przez chwilę niekiedy sądził, że te wszystkie absurdy wygaduje na poważnie.
Niektórych to drażniło, inni się do tego przyzwyczajali, a byli i tacy, którzy w pewnym sensie o lubili. Jeżeli zaś wyłapała jego podejrzliwość, to nijak nie dała tego po sobie poznać, ale po prawdzie, nie domyślała się nawet jej źródeł – dla niej absolutnie nie było czymś dziwnym, że ktoś zna cudze nazwiska. Była wręcz zdziwiona, gdy odkrywała, że całkiem spora część jej rówieśników nie ma pojęcia, kto chodzi na rok wyżej czy na rok niżej.
– Hej, mówisz do Gryfonki. Chyba nie oczekujesz od moich planów więcej sensu niż „wszyscy razem na trzy cztery”? Poza tym miecz obosieczny wcale nie wali w dwie strony, tu zupełnie o co innego chodzi – oświadczyła, a to ze względu na fakt, że była dziewczynką absolutnie zafiksowaną na punkcie broni białej. Tradycja rodzinna, kultywowana przez niektórych członków rodziny, w tym samą Brennę, niemalże wręcz z religijną pilnością. Nie miała jednak okazji śmiertelnie Feliciana zanudzić, ponieważ pojawił się kolejny przedstawiciel czcigodnego domu Slytherina.
- Kurcze, człowieku, musiałeś popsuć mój plan? - westchnęła Brenna teatralnie, jednocześnie niby to przypadkiem przy obracaniu się do drugiego Ślizgona przesuwając tak, by znaleźć pomiędzy nim a Felicianem. Bo tak, dostrzegła ten ruch z różdżką i bardzo nie chciała, żeby tutaj doszło do wymiany ognia, odsyłania kogoś do skrzydła szpitalnego, odejmowania punktów, szlabanów… to wszystko było takie kłopotliwe. - Ja tutaj wszystko od całych lat planuję, tak co najmniej dziesięciu, namawiam Irytka do współpracy, tworzę całą sytuację, malowniczo ze schodów się zwalam, a ty musisz rozwalać atmosferę w kluczowym momencie? Poważnie? – spytała z udawanym rozczarowaniem, rozkładając jeszcze ręce, tak dla podkreślenia efektu.
Nie, niezbyt się bała, że ktokolwiek weźmie to na poważnie. Brenna... po prostu nie umawiała się z chłopcami, chłopcy nie umawiali się z nią, była ich kumpelą, o ile nie kumplem wręcz.
- Pojebana jesteś, Longbottom? - zapytał, na moment zamierając z tym jabłkiem w dłoni.
- Podobno od urodzenia - odparła niemalże radośnie, posyłając chłopcu uśmiech. – No nie rób takiej miny, jeszcze tak ci zostanie i co będzie?
– I tak będę wyglądał lepiej od ciebie!
– No to już kwestia gustu, ale dobrze być pewnym siebie i znać własną wartość.



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#10
26.03.2024, 18:53  ✶  

Już zbierał w głowie odpowiedź dla niej, że w sumie to faktycznie przecenia jej możliwości, ale postanowiła rzucić zdanie, które znacznie mocniej przykuło uwagę chłopaka. Zmarszczył lekko brwi i obrzucił ją spojrzeniem, jakby wygadywała właśnie kompletną głupotę, zakładając, że to właśnie miał na myśli, kiedy mówił o broni. A właściwie nie broni, tylko przysłowiu.

— Wiem, co to jest miecz obosieczny — prychnął do niej, bo choć to mogło być kolejne gadanie dla gadania, które chyba lubiła, to jednak czuł potrzebę sprostowania. Jeszcze sobie pomyśli nie wiadomo jakie głupoty, a potem komuś je rozpowie, bo przecież wszyscy kiedyś coś powiedzą. Albo po prostu przytakną, bo ktoś inny tego właśnie oczekuje, a nieobecny nie zaprzeczy.

No i zjawił się ten głupek od Ślizgonów. Odsunął się pół kroku w tył, kiedy Brenna stanęła tuż przed nim, niwecząc tym samym rodzący się plan, by wypalić mu jakimś fajnym zaklęciem prosto w głupią gębę. To było irytujące, tym bardziej, że miał wrażenie, jakby chciała go ochronić. Wcale się o to nie prosił, a ta zaczęła się wtrącać. Czy zawsze tak musiało być?

Słuchał ich dyskusji i nie mógł się nie uśmiechnąć z rozbawieniem.

— Za trudnych słów dla niego używasz — rzucił, wychylając się nieco zza jej pleców, tak żeby tamten dzieciak na pewno dobrze usłyszał.

— ... Dobra, idźcie się lizać gdzie indziej, ludzie patrzą — prychnął i poszedł schodami na górę, odprowadzony zimnym spojrzeniem Feliciana, z którego nic sobie nie robił.

— Dupek — prychnął Hollow pod nosem, kiedy ten już zniknął im z oczu. A zaraz zerknął na Brennę. — Poradziłbym sobie — wymruczał, choć nie powiedziałby, że nie jest jej wdzięczny za pomoc. Chyba. Sam nie był pewien, czego po niej oczekiwał, ale wiedział, że miano psiapsi Gryfonek najpewniej do niego przylgnie.


« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (2205), Brenna Longbottom (2687)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa