Odetchnął, ale lekko. To nie był ten rodzaj westchnięcia, przy którym przewracało się oczami, albo druga osoba sugerowała, że w zasadzie nic ją nie obchodzą słowa wypowiadane. To westchnienie rezonowało wokół pozytywnego poczucia zmęczenia. Jazda konna wymagała siły, tym bardziej jazda na abraksanach, a Laurent, jego kondycja, zdrowie i tym bardziej odżywianie ostatnimi czasy składały się na prosty przepis prowadzący do dużego zmęczenia. Nawet jeśli Michael uważał na niego jak na jajko i rumak był bardziej skupiony niż zwykle, nie pozwalając sobie na żadne harce. Czuł się więc dobrze. Bolały go nogi, uginały się pod nim, ale nie tak, żeby nie mógł iść. Czuł to zmęczenie, które przyjemnie mrużyło powieki, ale nie tak, żeby je zamykać. Brakowało tylko słońca, choć krople deszczu do tego kompletu były jak kołysanka. Szczególnie, kiedy rozbijały się o parasol nad nimi, a on mógł iść podpierając się o Nicholasa. Romantycznie. To było słowo, które pojawiło się w jego głowie i zaraz zgasło jak zamknięty w palcach płomień świecy. Nieco się odsunął od mężczyzny, bardziej naprostował, choć go nie puścił. Romantyzm był martwy. Nie było rycerzy, nie było księżniczek, choć z pewnością był zły smok, który samego siebie ozwał Lordem w przeroście własnego ego.
- Mężczyźni mają to do siebie, że lubią podejmować samodzielne decyzje. - Skrycie, tak. Mógł pisać wprost: "hej, przystojniaku, chcę z tobą spędzić trochę czasu, wpadniesz?". No mógł. To byłoby jednak mocno nie w jego stylu, może gdyby miał bardzo dobry nastrój, tak trochę zaczepnie, w ramach żartu? Tak, mógłby coś takiego w ramach żartu napisać. - Czasami tylko potrzebują naprowadzenia na właściwy tor. Niektóre kobiety do perfekcji opanowały podprogowe przekazy, by ich partner czuł się dowartościowany sądząc, że samodzielne do pewnych rzeczy dotarł. - Uśmiechnął się, obracając głowę w stronę Nicholasa. A uśmiechnął jeszcze szerzej, cieplej, gdy zobaczył jego uśmiech. Zbierał je jak perełki. Szkoda, że nie mógł sobie z tych uśmiechów zrobić naszyjnika. Nosiłby ten naszyjnik dumny i pyszny, że tyle pereł trafiło w jego ręce. - A czasami chodzi tylko i wyłącznie o subtelność. - Jakby nie nazwać tego, co przedstawił, to była zwykła manipulacja. Dobra? Zła? Moralność potrafiła być podzielona. - Nie ma dla ciebie znaczenia, czy treść mojego listu brzmi tak, jak brzmiała, czy napisałbym tylko "przyjdź na spotkanie"? - Sądził, że akurat Nicholasowi by to dużej różnicy nie zrobiło, ale też uważał, że bez tego by się nie zastanawiał. Nie łapałby jego myśli, a w całym tym zabiegu Laurent tego chciał. Łapać go. Jego uwagę, jego uczucie, jego myśl. Działać na niego.
- Wydajesz się być nie do końca zadowolony z tego, a jednocześnie wcale się nie odsuwasz. - Tak, Nicholas nie miał bogatych emocji na twarzy, ale Laurent się go uczył. Tych drobniutkich zmian, jakie sobą prezentował. Jak nagle zamykał usta, jak poważniał, jak skupiał wzrok, jak przestawał prezentować sobą ten niewzruszony spokój. Tak jak teraz trochę się zmienił.
Zaufanie było cenne, jak już zostało powiedziane i Laurent nie potrafił jeszcze zaufać temu człowiekowi w pełni, choć ufał mu na tyle, żeby mieć z nim kontakt. Albo i nie? Chciał się rzucić na głęboką wodę, wpaść w objęcia niebezpieczeństwa, które budziłoby do życia, a nie przytłaczało ciężarem. Tak czy owak nie zamierzał się dzielić tym, że nie zaprosi go głównie dlatego, że teraz tutaj nie nocuje.
Gałązka została wyrzucona, a Laurent pierwsze co zajął się Dumą, który nieprzystępnie buczał na Nicholasa, najwyraźniej niezadowolony teraz jego widokiem. Usadził go z boku, na jego legowisku i zamknął drzwi na taras, żeby deszcz nie wpadał do środka razem z wiatrem. Skrzat osuszył ich ubrania ledwo dwoma pstryknięciami palców i nie było już problemu z odczuwalnym chłodem.
- Napijesz się czegoś? Może tego? - Tak złapał tę podarowaną butelkę, spoglądając na nią z ciekawością. - I niee wiem jak ty, ale ja bym wziął ciepłą kąpiel. - I to też można było ująć inaczej. Na przykład... "chodź ze mną do wanny".