10 lipca 1972r.
Szpital Św. Munga.
Im bardziej chciałby unikać tego szpitala, to miejsce samo go wołało do siebie. Nie zawsze chodziło sprawy rodzinne. Przeprowadzanie wykładów, o których uprawnienia się postarał. Ale na ordynatora, nie myślał startować. Nie miał na to raczej siły. Praca w Ministerstwie Magii najbardziej mu odpowiadała. Odnalazł się w tym zawodzie. Łatwiej było mu piąć się po szczeblach kariery. Z pewną dozą poświęcenia. Swojego czasu, nieprzespanych nocy. Pracowania i doskonalenia swoich umiejętności w zakresie tworzenia, przeważnie eliksirów. Lecz po śmierci żony, musiał to zmienić. A na pierwszym miejscu, postawić syna, który potrzebował go przecież bardziej niż wcześniej.
Kiedy musiał pojawiać się w szpitalu, najpewniej liczył na jakiekolwiek spotkanie z Camille. Ale też obawiał tego. Być może specjalnie nie szukał jej po piętrach, tylko przychodził ze sprawami i odchodził. Wyrzuty sumienia? Kochać jej nie przestawał. Zrezygnował ze swojego szczęścia, pozwalając na to, aby rodzice ustawili mu życie. Co i tak, nie sprawiło, że nie spełnił ojca oczekiwania. On nie był mu teraz potrzebny, a jego młodszy brat. Bo nagle niespodziewanego odkrycia dokonał. Odkrycia leku, którego teraz potrzebował właśnie Laurence.
Wracał akurat z badań. Miał tutaj zaufanego przyjaciela uzdrowiciela. Tylko z nim konsultował wszystkie problemy zdrowotne. Przepisywał mu eliksiry, które Laurence bardziej sam robił w domu. Jednakże może przyjść kiedyż taki moment, że już ich nie stworzy. Miał tak mało czasu. A tak wiele do zrobienia. Przez moment siedział na krześle w poczekalni. Rozmyślał. Może powinien ją odwiedzić? Chociażby, zobaczyć? Ten jeden raz. Nawet jak każe mu się wynieść.
Wstał i ruszył na odpowiednie piętro. Tam, gdzie podejrzewał, że mogła pracować. Jeżeli nic się nie zmieniło na przestrzeni lat. Często jednak o nią pytał, kiedy z kimś ze szkolenia rozmawiał.
Zbliżył do drzwi jej gabinetu. Ale nie zapukał. Może kogoś miała? Nie chciał przeszkadzać. A może też jej nie było? Nie sprawdził. Cofnął się i schował ręce do jasnych popielatych spodni od garnituru. Również i tego koloru miał marynarkę. Białą koszulę rozpiętą pod szyją. Może to jeszcze nie czas, aby ją zobaczyć.