• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[16/08/1972] shackles of a full moon || erik & neil

[16/08/1972] shackles of a full moon || erik & neil
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#1
08.03.2024, 03:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2024, 14:59 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II

—16/08/1972—
Areszt, Ministerstwo Magii
Erik Longbottom & Neil Efner



Żeby ich wszystkich cholera jasna wzięła i do Limbo wrzuciła, wyklinał bezgłośnie Erik, prowadząc ze sobą przy asyście dwóch innych Brygadzistów pijanego prowokatora burdy wszczętej w jednym z barów na Ulicy Pokątnej. A dzień zaczął się tak dobrze. Wszystko miało pójść jak po maśle. Przejrzeć raporty, sprawdzić postępy śledztw, a na koniec dnia, po patrolu, wrócić szybko domu. Bułka z masłem. Szkoda, że los miał inne plany.

Jacyś idioci urządzili sobie bijatykę w jednym z nędzniejszych lokali w magicznej dzielnicy miasta. W ruch poszły nawet różdżki, co biorąc pod uwagę ilość alkoholu we krwi uczestników zdarzenia, było sporym zaskoczeniem. Nawet pijani czarodzieje wiedzieli, że lepiej było nie czarować po kilku głębszych. Nic dziwnego, że ścianka działowa lokalu została rozjebana w drobny mak. Bijatyka, rozbite okno, zniszczone stoliki i magia w powietrzu - wszystko to przekształciło spokojny dzień w koszmar.

— Trzymajcie go w izolatce, dopóki nie wytrzeźwieje — polecił swym towarzyszom, którzy uchylili drzwi jednej z cel i niedelikatnie umieścili w nich zbója. — Terry, wiem, że całą drogę groził, że wsadzi ci swoją różdżkę tam, gdzie nie sięga wzrok Matki, ale jesteś Brygadzistą, do cholery. Trochę wyczucia. — Spojrzenie Erika nieco zelżało, gdy zobaczył cień zawstydzenia na twarzy młodszego kolegi. Westchnął cicho. — Jak z nim skończycie macie wolne. Do kafeterii na obiad.

Nawet nie zaczekał na ich odpowiedź, a po prostu ruszył ku recepcji, gdzie czekała na niego kolejna próba - biurokracja Ministerstwa Magii. W głębi duszy pragnął już tylko zakończyć ten dzień pracy. Ostatnio nękały go złe przeczucia co do nadchodzącej pełni. Po ostatniej powinien bardziej uważać. Ledwo zdążył do kryjówki, a gdy pozbył się pokrytej futrem powłoki, był ledwo żywy. Skrzywił się na samo wspomnienie niespełna dwóch dni spędzonych w łóżku, które zakończył, wlewając w siebie spore ilości bimbru w towarzystwie Nory i Morfeusza. Oby w tym miesiącu przemiana nie doprowadziła do podobnej lawiny zdarzeń, bo już naprawdę miał dosyć.

W gruncie rzeczy mógł przekazać domknięcie formalności swoim współpracownikom, jednak wolał zająć się tym osobiście. Był nieco wyżej od nich w hierarchii, toteż liczył, że uda mu się przyspieszyć nieco biurokrację, jaka napędzała Ministerstwo Magii. Poza tym ile mogła trwać rejestracja aresztowanego wraz ze skatalogowaniem jego różdżki i rzeczy osobistych w odpowiednim boksie? Najwyraźniej długo, pomyślał, zatrzymując się przy ladzie.

— Detektyw Longbottom, Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów — wymamrotał, świecąc odznaką przed rudowłosą kobietą w średnim wieku. — W sprawie tego gościa, co...

Nie zdołał nawet dokończyć, bo czarownica westchnęła przeciągle i podsunęła mu plik dokumentów do podpisania. Erik zamrugał w niezrozumieniu, jednak nie oponował. Za bardzo go to zaskoczyło. Chwycił za kartki i ruszył w stronę ławek. Sądził, że prostych procesów nie dało się już bardziej zbiurokratyzować. Najwyraźniej się mylił. I to bardzo. Nie zostało mu nic innego, jak tylko wypełnić to wszystko i liczyć, że ta biurokratyczna odyseja dobiegnie nareszcie końca i...

Podniósł nagle głowę, gdy kątem oka dostrzegł znajomą sylwetkę, przyglądającą się tablicy ogłoszeń. Erik przekrzywił głowę, dopiero po kilku sekundach orientując się z kim miał do czynienia. Podniósł się na nogi i z ciekawością, przeplataną niepokojem, podszedł do chłopaka.

— Neil Efner — stwierdził, chcąc w tym sposób zwrócić na siebie uwagę. Na jego czole pojawiła się pojedyncza zmarszczka, gdy taksował młodzieńca od stóp do głów. Poprawił machinalnie poły szarego munduru Brygady Uderzeniowej. — Wszystko... Wszystko w porządku? Co tu robisz? Coś się stało?


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#2
08.03.2024, 03:39  ✶  
Wszystko po kolei leciało nie tak jak powinno i nie umiał tego w żaden sposób zatrzymać, spowolnić, mógł jedynie biec i patrzeć, jak los i tak go dogania i robi z nim do chce.Postanowił jednak podjąć się kolejnej próby zmienienia swojego życia może nie tyle na lepsze, co choć odrobinę bardziej komfortowe i prywatne. Bał się, ale rodzice doradzali mu spróbowanie. Doradzali mu też rzucenie pracy i znalezienie czegoś na wsi, tylko skąd wtedy wezmą sensowne pieniądze na leki i rehabilitację, która nie przywróci ojcu zdrowia, a jedynie spowolni lekko postęp choroby, dają mężczyźnie choć odrobinę rozluźnienia, pięć minut bez bólu. Tak jak było, nie było źle, chyba.
Przybył więc do Ministerstwa z delikatną sprawą. Przytulał do piersi teczkę z dokumentami, wszystkie w trzech sztukach, jedna wypełniona, druga pusta gdyby jednak wypełnił coś źle i trzecia gdyby przy poprawianiu popełnił jakiś błąd. Był gotów na kolejną walkę z biurokracją i doskonale wiedział, że sprawa pewnie miesiąc będzie leżeć na czyimś biurku, później może zostanie przyjęta do rozpatrzenia i za kolejny miesiąc zostanie przyjęta, choć bardziej skłaniał się ku odrzuceniu jej. Nie to, że tego chciał, ale poprzedni raz nie wyszło, a teraz nie zmieniło się aż tak wiele. Jego matka nie wiedziała, jak wymienić żarówkę, a co dopiero zamontować solidny zamek w drzwiach piwnicy. Wytycznych jednak ni jak się nie przeskoczy i nawet nie chciał tego robić, bo przeoczenie nawet małej pierdoły mogło poskutkować tym, że w czasie pełni zabije swoją własną rodzinę, jedyne osoby dla których jeszcze funkcjonuje i ma siłę wstawać z łóżka, myć się i iść do pracy robiąc ze sobą coś więcej niż tylko siedzieć w zapachu ziół i owoców.
Przyglądał się tablicy ogłoszeń, szukając może oferty, listu gończego informacji o gangach w Londynie na jakie trzeba uważać. Bycie zaczepionym kompletnie go zaskoczyło, aż wzdrygnął się mocno na usłyszenie swojego imienia, a przecież czekał na wywołanie go, aby mógł podejść do blatu i złożyć swoje podanie.
Odwrócił się szybko w stronę znajomego głosu, ale dopiero gdy zobaczył twarz mężczyzny połączył wspomnienia. No tak.
-To Pan...-wydukał bez zastanowienia się. Uśmiechnął się zraz przepraszająco na pytania. Czy go zmartwił? Co to za troska? Przecież nic się nie działo, a może widać było po nim zdenerwowanie?-Nie, znaczy tak, znaczy...-zaplątał się, bo pytań było dużo.-Wszystko w porządku, po prostu mam sprawę.-zaczął pokracznie, telepiąc teczką, aby podkreślić, że naprawdę ma sprawę i jest do niej przygotowany.-Zwyczajnie rodzice, mama głównie, wyremontowali dom trochę i chcę złożyć prośbę o sprawdzenie go, no... piwnicy.-zaczął opowiadać, ale nie wiedział jak wiele może mu powiedzieć, jak bardzo zrozumie, jak bardzo utrudni, lub ułatwi sprawę, komu rozpowie?-Wie Pan, żebym na czas pełni nie musiał przychodzić tutaj, tylko żebym mógł zostać w domu... Nie musiałbym wtedy planować odwiedzin rodziców pod pełnię... To trochę uciążliwe-uśmiechał się nerwowo, jedynie do jakiś czas zerkając na jego twarz, bo wzrok za uparcie uciekał na jego włosy, ramiona, na otoczenie. Zacisnął mocniej dłonie na teczce. Nie spodziewał się takiej rozmowy, w ogóle nie spodziewał się, że mężczyzna tu będzie, ale nie dziwił się, że do tej pory się nie spotkali, w końcu przychodził tu tylko raz w miesiącu, był zamykany, wypuszczany i tyle go tu widzieli.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#3
10.03.2024, 00:02  ✶  
Biurokracja była jak choroba, która toczyła każdą komórkę Ministerstwa Magii, wgryzając się w poszczególne biura i departamenty, aby następnie zjeść je od środka. To było jak symbiotyczna relacja, gdzie jedno nie mogło istnieć bez drugiego, jakby cała instytucja miała pogrążyć się w chaosie, gdyby nie ta niekończąca się papierologia. Procedury i regulaminy, chociaż konieczne, stały się kajdanami, które krępowały innowację i spontaniczność. Większość arkuszy i tak lądowała w archiwum, aby koniec końców spłonąć, gdy Wizengamot wymyślił sobie kolejną szeroko zakrojoną reformę.

Szefostwo nie powinno potrzebować szafy pełnej dokumentów, aby zarządzić, że w biurach Brygady Uderzeniowej trzeba dostawić kilka stołów i dokupić parę sów, aby usprawnić komunikację. Chwilami zakrawało to o komedię, jak wtedy, gdy Erik ''negocjował'' nowe osprzętowanie dla zespołu z Kanclerzem Skarbu. Może i było to miłe spotkanie, okraszone paroma żartami, jednak papiery były aż za bardzo prawdziwe. Może dlatego Erik doceniał zalety nieoficjalnej współpracy z Dumbledorem? Dzięki niemu mieli strukturę, ale też sporą wolność działania, a kiedy nadchodził kryzys, nie szukali kruczka prawnego, aby dostać odpowiedni sprzęt, a sami go organizowali.

— Pan? — powtórzył za Efnerem z krzywym uśmiechem, który zdawał się mówić więcej niż słowa. Był ewidentnie zaskoczony tym, że ktoś zwraca się do niego, jak do dojrzałego, statecznego czarodzieja. — Proszę, wystarczy Erik. — Wskazał na ich papierzyska. — Chociaż tak sobie ułatwimy wizytę tutaj.

Kiedy Efner wspomniał o remoncie domu i piwnicy, zmarszczył brwi, próbując połączyć kropki, które wydawały się nie mieć ze sobą zbyt wiele wspólnego. Departament nie zajmował się wydawaniem pozwoleń budowlanych, a jeśli chodziło o sprawdzenie podziemi jakiejś starej chaty, to potrzebny byłby klątwołamacz. Ale co to wszystko miałoby mieć wspólnego z wizytą Neila w areszcie?

Słowo pełnia uderzyło w Erika jak grom z jasnego nieba, a jego niezrozumienie przerodziła się w żal. To wyjaśniało narzekania Neila na tańcach w Dolinie Godryka. To dlatego wówczas wspominał o tym, jak słabe warunki panują w Ministerstwie Magii. Teraz już mu się w ogóle nie dziwił, że miał takie nieprzyjemne skojarzenia z tmy miejscem. Nie do końca wiedział, jak się zachować.  Nie miał zbyt wiele znajomych pośród wilkołaków, a rozpoznanie kogoś na ulicy było prkatycznie niemożliwe. No chyba, że było się Geraldine Yaxley. Ona miała... instynkt. Coś po rodzinie, co zapewne przechodziło z pokolenia na pokolenia, przystosowując członków rodu do tego, aby byli jeszcze lepsi w swoim fachu. Takie zdolności ułatwiały polowania.

— Jak dawno? — spytał ciepłym, pełnym zrozumienia głosem.

Wątpił, aby Neil miał okazje usłyszeć ten ton u Erika. Pobrzmiewał w nim smutek, ale nie litość. Wbił dobrotliwe spojrzenie w twarz Efnera, bijąc się z własnymi myślami. Wtrącić się, czy też nie. Bądź co bądź, to nie był pierwszy lepszy likantrop z ulicy. Znał Morfeusza, może nawet był jego protegowanym, więc... Chyba wypadało mu trochę pomóc? Erik przełknął głośno ślinę.

— Mogę zobaczyć? — Sięgnął powoli po teczkę, nie robiąc jednak nic bez wyraźnego przyzwolenia młodszego wilkołaka. — Uwierz mi, wiem czego szukać. Aż za dobrze. Mam z tym... pewne doświadczenie. — Rozejrzał się dyskretnie na boki, starając się wypatrzeć jakić cichy kąt na sali. — Pewnie coś zmieniło się we wstępnych procedurach od... mojego przypadku, ale raczej niezbyt wiele. To wszystko kwestia odpowiednich mechanizmów zabezpieczających.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#4
10.03.2024, 01:05  ✶  
Już pierwsze przypadkowe słowa były błędem. Niby się znali, niby spędzili razem imprezę, ale i tak czuł, że wszyscy z niej byli mu obcy oprócz Morpheusa i Perseusa, no i oczywiście Nory, z którą widywał się niemal codziennie, aż dziwne, że tak mało z nią rozmawiał na zabawie, ale może to dobrze, dzięki temu nieco łatwiej będzie mu utrzymać rozgraniczenie pracy i życia prywatnego.
-Jasne, przepraszam.-pokiwał żywo głową. Głupio mu było, ale mówienie do siebie po imieniu nie było dużym ułatwieniem. Już wtedy w łazience ciężko było mu czasami mówić do niego po imieniu, a co dopiero teraz, kiedy byli w urzędzie i do tego mundury, inni ze służby dookoła. Nic się nie ukryje i wolał przypadkiem nie podpaść komuś ważnemu.
Nie powiedział dokładnie w czym problem, jak i nie powiedział otwarcie, że jest wilkołakiem, więc nikt nie ma mu nic do zarzucenia, a to, że on sam połączył wątki, to już inna sprawa. Widział za to jak jego mimika się zmienia i wahał się czy mówić dalej i co mówić, aż wyszło, jak wyszło. Nie umiał jednak sprecyzować jakie emocje właśnie słyszał. Ciekawość? Współczucie? Wilkołactwo nie było aż takie złe, w końcu przepada tylko jakieś 36 dni w roku jeśli też liczyć dzień przed i dzień po. Na pewno trzeba bardziej rozważnie planować wyjazdy.
-Em, sześć lat, tak na oko, więc. Nic nowego.-zaśmiał sie trochę nerwowo, umniejszając ważności problemu.-Jedna czwarta życia prawie, no i to na oko tyle mniej więcej ile żyje królik, ale chomika zdecydowanie przeżyłem.-tak było, ale czemu takie porównania dał? Jeszcze głupiej się czuł, co widać było po lekko niezręcznym uśmiechu.
Żarliwie pokiwał głową podając mu teczkę bez wahania, dopiero gdy poczuł brak jej ciężaru w dłoniach zrobiło mu się z tego powodu źle. Nie powinien mu nic dawać, w końcu te dokumenty są ważne i mają całą pasę personalnych informacji.
-Tam, dużo niewypełnionych bo na zaś jakbym coś źle napisał. Już kiedyś to pismo składałem, ale no wiadomo... Łańcuch przy budzie nie bardzo podziała.-zażartował besztając się w myślach, że warto czasem zamknąć jadaczkę. Pokiwał mądrze głową na jego słowa, rozumiejąc jego doświadczenie, w końcu nie jest jedynym wilkołakiem, jaki tu przychodzi i prosi o zamknięcie go na czas pełni.-A zmiany tak, były, ale i tak nie sądzę, żebyśmy się wpisali w to co akceptują. Ostatnio odmówili, a teraz niewiele się zmieniło. Tylko mama chciała, żebym i tak spróbował, bo nigdy nie wiadomo.-gadał, przestępując z nogi na nogę.-Może jak za kilka lat zrobimy kolejny remont, to wtedy się uda. Jeszcze trochę muszę zarobić na zamki, ale planujemy z mamą wyjazd niespodziankę za granicę dla taty. Nie wiemy jeszcze kiedy, ale głównie zbieramy teraz na to... Tata zawsze chciał pojechać do Norwegii, podobno tamte powietrze ma magiczne właściwości. Ja tam nie wiem czy w to wierzyć, ale nie będę mu psuć nadziei...-psuć nadziei? To nie brzmiało chyba odpowiednio.-Tak czy inaczej czemu by nie pojechać mimo wszystko.-uśmiechnął się widocznie żyjąc planami rodzinnymi. Nie mógł się doczekać wyjazdu, tylko jeszcze trochę musieli uzbierać. Rozgadał się i z zażenowaniem, uciekał wzrokiem na boki, popatrując co chwila na dokumenty, na Erika, jego dłonie, tam gdzie patrzyły jego oczy.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#5
11.03.2024, 16:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.04.2024, 00:03 przez Erik Longbottom.)  
W przeciwieństwie do młodszego kolegi nie postrzegał likantropii w tak pozytywnych barwach. Wprawdzie z czasem nauczył się z tym żyć i przyzwyczaił do myśli, że raczej będzie żył z tym przekleństwem do końca swoich dni, jednak aż nazbyt dobrze pamiętał, ile stresu przysporzyło mu ugryzienie za młodu. Nawet nie chodziło o same pełnie, bo te praktycznie od samego początku przechodził w izolacji. Bardziej chodziło o to, jak rozdmuchano kwestię tego, kiedy i jak doszło w jego przypadku do ugryzienia.

Nawet gdy był nastolatkiem, przewijał się przez media z uwagi na to, że nawet w trakcie ferii i wakacji angażował się w działalność charytatywną Longbottomów. Często gościł na zdjęciach grupowych wykonywanych podczas przyjęć. A kiedy został zaatakowany w trakcie letniego bankietu, media momentalnie to podchwyciły i zrobiły z tego wiadomość dnia. Longbottomom udało się uciszyć media, jednak mleko się rozlało i co bardziej zainteresowane osoby dowiedziały się, kto padł ofiarą ataku. Zero anonimowości, przynajmniej dopóki sprawa nie przycichła.

Powrót po wakacjach do Hogwartu był wówczas dla Erika wyjątkowo trudny, bo i sam robił sobie pod górkę. Nie był tak skory do tego, aby rozmawiać o tym, co go wówczas spotkało, więc gdyby nie wsparcie najbliższych mógł wówczas wylądować w naprawdę nieprzyjemnym punkcie w swoim życiu. To na szczęście było już za nim i nawet media na chwilę obecną znalazły dla niego inne tytuły niż ''Ugryziony przez wilkołaka''. Nie, żeby Najdroższy Czarodziej Wielkiej Brytanii był o wiele lepszy. Eh, przeklęte sępy z kolorowych pisemek.

— Czyli... Tuż po szkole, jak dobrze liczę?

Zmarszczył brwi, bo nie był pewny swoich rachunków.

— Zmyślnie. Lepsze to niż marnowanie połowy dnia na latanie w tą czy w tamtą — pochwalił krótko chłopaka, gdy przysiedli przy jednym ze stolików. Dodatkowe kopie zawsze można było spalić, a brak takowych mógł opóźnić przyjęcie dokumentów do biura.

Kiwał automatycznie głową, starając się jednocześnie słuchać monologu Neila, jak i przejrzeć przygotowane przez niego pismo. Chwilę mu to zajęło, bo musiał najpierw przyzwyczaić się do jego pisma, co by go rozczytać. Z lekkim niezadowoleniem zauważył, że arkusz wydawany przez Ministerstwo Magii uległ sporym zmianom i zdawał się dosyć ostry. Najgorsze zawsze jest pierwsze pozwolenie, skomentował w myślach, uśmiechając mimowolnie, gdy Efner zaczął opowiadać o wakacjach.

— Słyszałem kiedyś, że ludzie wystawiają tam małe dzieci na mróz, żeby się hartowały. Podobno jakoś to im pomaga we wzmocnieniu odporności. Może faktycznie mają coś w powietrzu. — Wzruszył lekko ramionami. — A wracając do tego... — Ułożył kartki w zgrabny stosik i popukał palcem w ich środek. — Jak właściwie wygląda u ciebie kwestia zabezpieczeń? Rozumiem, że to ten sam budynek, w którym mieszkają twoi rodzice? Czy... Jakieś pomieszczenie pod dodatkowym budynkiem gospodarczym?

Chciał dostać jak najwięcej informacji, aby móc skonfrontować fakty z tym, co było wypisane na kartkach. Niektóre informacje mogły działać na niekorzyść chłopaka, chociaż w gruncie rzeczy niewiele zmieniały w ostatecznym rozrachunku.

— Magiczne zamki są przydatne, więc dobrze, że o nich myślisz. Korzystasz z jakichś zaklęć ochronnych? Jednorazowe, jakieś mocniejsze, które dłużej trzymają? — Uniósł brwi. Postrzegał te pytania jako dosyć konkretne, nawet jeśli mogły nieco naruszać prywatność chłopaka.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#6
11.03.2024, 17:02  ✶  
Nie do końca pasowało mu takie rozrzucanie swoich problemów, jak ziaren po polu. Wolał aby wszystko było prywatne, bo wiedział, jak bardzo pewne rzeczy mogą zmienić nastawienie innych do niego, jak wiele mogą w życiu utrudnić. Tutaj jednak wystarczyłoby, że przypadkiem trafiłby na jego nazwisko w papierach i na pewno z ciekawości by zajrzał. Teraz mógł wszystko wyjaśnić, skoro mleko i tak się rozlało.
-Em... Nie, nie do końca. 15 lat miałem, więc... W połowie mniej więcej, tak jakby, bo w Beauxbatons od 11 lat się zaczyna... Nie wiem jak w innych.-głupio mu było, że nie wiedział, do tego nie był pewien o jaką szkołę pyta, o zwykłą dla mugoli, czy o akademię magii? Może coś źle policzył i Erik ma rację? Zwątpił we wszystko.
Uśmiechnął się pogodniej na pochwałę. Wiedział, że to dobry pomysł i dobrze, że nie był jedynym, który miał takie zdanie. Dogadają się, chyba.
Gadał i gadał, bo chciał wszystko wytłumaczyć, ale zbaczał na dziwne ścieżki opowieści rodzinnych, planów i małych marzeń, które liczyli, że się spełnią póki jeszcze jego ojciec nie ma aż takich problemów z poruszaniem się.
-Taty na podwórko nie wystawię, ale spacer nie zaszkodzi.-zaśmiał się krótko na jego słowa o dzieciach zostawianych na świeżym powietrzu. Zaraz jednak zbystrzał i lekko zaniepokojony spojrzał na kartki, szybko przerzucając badawczy wzrok na dłoń Erika, a później na jego twarz.
-Nie, to piwnica pod domem. Kiedyś tam był piec, ale ciotka naciągnęła kochanka na nowy i... No, po prostu piwnica pod domem, zwykła, małe okna... drzwi... schody, beton wszędzie.-zacisnął usta. Po co wyjechał z tą ciotką? Może dlatego, że mama na nią też patrzyła krzywo za te romanse. Dać dupy za piec... Gdyby jego kochana mama dowiedziała się co jej syn dostaje w zamian za takie akty, na pewno chciałaby go wywalić z domu, ale nie mogłaby, bo to dom ciotki.
Zaraz uciekł wzrokiem na pytania o zabezpieczenia, zaklęcia i zamki, a dłonie zaplątały się jedna o drugą.
-Nooo.... Nie jestem za dobry w magię tego typu, więc sam się nie ubezpieczę w żaden sposób, rodzice nie czarują, więc tym bardziej...-okropnie było mu głupio i widać to było po ogólnym spięciu i patrzeniu wszędzie byle nie na mężczyznę przed nim. "Kumpluje się" z Morpheusem, a nie umie prostych czarów, ledwo zdał szkołę, do której chodził tylko dlatego, że miał szczęście. Może faktycznie powinien poćwiczyć inne dziedziny magii, te z którymi sobie nie radzi, ale jakoś tyle lat próbował i bez sensownych skutków. Czasami trzeba zaakceptować porażkę.-...ale tak czy inaczej nie wiem czy to ma znaczenie. Marne są szanse na zgodę, po prostu marnuję czas urzędnikom. To moja pasja, nie mam nic lepszego do roboty.-mówił z uśmiechem, próbując udać rozbawienie i lekkość, jakby sytuacja nie była dla niego stresująca, a jakby to był zwykły żart, dzień jak co dzień.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#7
13.03.2024, 02:41  ✶  
Zamrugał parokrotnie, marszcząc coraz bardziej czoło. Neil mógł praktycznie zobaczyć, jak szare komórki Longbottoma próbują zliczyć te wszystkie liczby, aby zorientować się, gdzie popełnił błąd... O ile w ogóle go popełnił. Może problem tkwił w tym, że automatycznie założył, że chłopak był o parę lat starszy niż w rzeczywistość? Możliwe, możliwe...

— Widoki też podobno mają tam całkiem ładne. Na pewno mu się spodoba.

Sama zmiana otoczenia w ramach wyjazdu mogła bardzo pomóc. Człowiek mógł, chociaż na chwilę odciąć się od doczesnych problemów i skupić się na tym, aby po prostu chłonąć nowe środowisko. Taki mały reset przed powrotem do rzeczywistości po zakończeniu urlopu.

— Piwnica to jakiś początek — stwierdził niezrażony, celowo ignorując wzmiankę o kochliwej ciotce. Nie takie rzeczy słyszał podczas rozmów ze świadkami różnych zdarzeń w ramach pracy dla Brygady Uderzeniowej. — I na pewno będzie wygodniej niż w areszcie.

Skinął głową, przyjmując do wiadomości argumentację Efnera. W pełni rozumiał, że nie każdy mógł przygotować sobie odpowiednie lokum, chociaż osobiście wychodził z założenia, że w przypadku wilkołaków była to swoista inwestycja na całe życie. Przynajmniej do czasu przeprowadzki na drugi koniec kraju. Jeśli była ku temu okazja, lepiej było zorganizować sobie wsparcie jakiegoś specjalisty lub w ostateczności kogoś, kto wiedział, co robi i potrafił wnieść mocniejsze bariery magiczne.

— Obawiam się, że masz rację. — Uśmiechnął się przepraszająco, bo było mu z tym dosyć niezręcznie. Opuścił wzrok na dokumenty. Sądził, że faktycznie będzie w stanie mu jakoś pomóc z tymi pismami, jednak zabezpieczenia to była podstawa w takich przypadkach. — Bez odpowiednich osłon czy mechanizmów nie zajdziesz z tymi wnioskami zbyt daleko. Nie wszystkie muszą być nanoszone przez profesjonalistów, ale takie są trwalsze i lepiej wypadają podczas kontroli. Zwłaszcza że chcesz, żeby przyjęli kryjówkę znajdującą się bezpośrednio pod domem, w którym tylko ty czarujesz.

Nawet nie za bardzo wiedział, co mu poradzić. Jego lista kontaktów była wprawdzie dosyć rozległa, jednak nie chciał rzucać przypadkowymi nazwiskami na prawo i lewo. Sam Neil mógł nie chcieć angażować w to osób trzecich, a poza tym... Znacząca większość zaufanych przyjaciół Erika wywodziła się z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Chociaż parę osób miało dryg do zaklęć obronnych, tak mało kto miał kompetencje w rzucaniu zaklęć, które miały zostać na stałe wplecione w struktury domu, chaty czy jakiejś piwnicy. Co innego, gdyby chodził o postawienie idealnego Protego w trakcie pojedynku.

— Mimo to... Próbuj — kontynuował powoli, dopiero z czasem nabierając wiary w swoje własne słowa. — Nawet jeśli ci odmówią od razu, to może przebijesz się do jakiegoś urzędnika, któremu faktycznie zależy. Powinien nakierować cię na odpowiednie rozwiązania, coś w rodzaju ''niezbędnego minimum'' jakiego wymagają, żeby lokum przeszło inspekcję.

Może pokładał zbyt dużą wiarę w pracowników Ministerstwa Magii, jednak wolał myśleć, że chociaż paru osobom w tym budynku zależało na tym, aby pomóc osobie w potrzebie. A Longbottom w gruncie rzeczy sam nie mógł za wiele zrobić: nie specjalizował się w zabezpieczeniach, a i o szczegółach założenia osłon we własnej kryjówce nie wiedział zbyt wiele. Kiedy rodzice dogadywali szczegóły, on albo leżał w szpitalu tuż po ugryzieniu lub szykował się do wyjazdu do szkoły. Siłą rzeczy był wyłączony z tej rozmowy.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#8
13.03.2024, 09:57  ✶  
Widział jego skonfundowanie i aż kusiło zapytać ile mu dawał lat. Czy naprawdę wygląda tak....staro? Pod 30? No prawie pod 30... Ale jednak. Może musi zmienić kremy, albo to londyńskie powietrze tak na niego działa? Może to jakaś klątwa? Miał jednak nadzieję, że mężczyzna zwyczajnie źle popatrzył i teraz widzi, że się pomylił, bo jeśli nie... To będzie musiał zaakceptować, że wygląda zwyczajnie staro. Może dlatego Morpheus...
Pokiwał głową z szerokim uśmiechem kiedy Erik potwierdził że wyjazd to może być dobry pomysł. Tak, na pewno pojadą, kiedyś, jak tylko uzbierają pieniądze na podróż i odpowiednie zakwaterowanie.
Później nastąpiło kolejne pokiwanie głową. Piwnica owszem, lepsza, jeszcze musieli ją dopasować nieco, wrzucić materac, koce, wodę coś na co w razie czego będzie się mógł rzucić,  jak zabawki dla psa.
Zacisnął zęby i uśmiechnął się na usłyszenie potwierdzenia beznadziei pomysłu aby zgłosić się o sprawdzenie piwnicy. Wiedział, że nic z tego nie wyjdzie i średnio ma co z tym zrobić.
-Profecjonaliści kosztują.-zauważył średnio zadowolony, jednak szybko wracał do uśmiechu i miłego spojrzenia.-Spróbuję, w końcu najgorsze co się może stać, to mi odmówią i nic się nie zmieni.-wzruszył ramionami jakby nie ruszała go wizja porażki, chociaż żal było mu mamy, która bardzo liczyła na to, że długo planowany remont poprawi coś, cokolwiek.
Sięgnął zaraz po dokumenty, układając je ładnie i równo żeby schować je do teczki. Popatrzył jeszcze raz na mężczyznę.
-Z resztą izolatka nie jest taka zła...-zaczął szukać pozytywów, bo co innego mu zostało? Też chciał jakoś uspokoić czarodzieja, bo czuł, że ten może się w takiś sposób martwić i przejmować jego sytuacją-Pozwalają przynieść trichę swoich rzeczy. Z własnym kocem jakoś tak trochę przytulniej tam jest. Z resztą da się przyzwyczaić.-dodał, kiwając głową z uśmiechem. Było mu niezręcznie, bo właśnie dostał światka nie dosyć że swojego wilkołactwa, co braku pieniędzy i jeszcze nieudanego podania do urzędu. To było dla niego mocne połączenie.-Ale dziękuję za pomoc. Zawsze trochę milej spotkać przyj... Przyjazną twarz.-tak przyjazną, nie przyjemną, chociaż przyjemna też była. Koniec rozmowy? Jeszcze coś powinien powiedzieć? Nie chciał zajmować mu więcej czasu, bo jeszcze dostanie burę od szefostwa, że się obija, a już wystarczająco problemów sprawił w jego rodzinie, może nie całej rodzinie, ale jednak.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#9
15.03.2024, 14:43  ✶  
Longbottom mimowolnie celował w wiek pomiędzy dwudziestym czwartym a dwudziestym ósmym rokiem życia. Czasem mimowolnie dodawał ludziom po parę lat, nawet jeśli naturalny wygląd wskazywał na to, że ktoś był wyjątkowo młody. Poza tym, po tym świecie chodzili ludzie o najróżniejszych rysach twarzy i sylwetkach i byli istnymi kameleonami, toteż czy można było w stu procentach winić Erika za to, że nie do końca wiedział na ile ocenić Efnera?

— O ile Bank Gringotta nie padnie, to obawiam się, że akurat na to nie za wiele poradzimy — odparł cierpko. — Chociaż... Niektórym dalej zdarza się stosować barter. O ile masz coś na wymianę lub potrafisz coś wytwarzać. — Wzruszył lekko ramionami. — Po Beltane ludzie zaczęli robić zapasy, więc może i wśród ekspertów od zaklęć znajdzie się jakiś potrzebujący.

Nie był to idealny układ, ale gdyby Neilowi udałoby się dogadać z kimś, kto przystałby na taką transakcję, to na pewno ułatwiłoby to zdobycie oficjalnych pozwoleń na kryjówkę od Ministerstwa Magii lub znacznie skróciłoby tę drogę. Longbottom nie mógł też oferować gotowych rozwiązań, a co najwyżej pomysły, a tymi to czasem sypał aż za bardzo...

— Mam nadzieję, że z czasem uda ci się załatwić coś stałego — odparł z pocieszającym uśmiechem, przygryzając lekko wewnętrzną stronę dolnej wargi. — Niedługo jesień, potem zima... Może faktycznie przeczekać te pełnie w areszcie niż marznąć po piwnicach. — Pokiwał głową, jakby sam chciał przekonać się do tego, że chłopakowi będzie lepiej w podziemiach Ministerstwa Magii. — Poza tym, we wrześniu ludzie wrócą z urlopów, niektórzy wznowią działalnością, więc może złapiesz jakiegoś specjalistę, który pójdzie ci na rękę.

Zamilkł na moment, gotów się pożegnać i wrócić do uzupełniania własnych dokumentów, jednak postanowił pozwolić sobie na udzielenie jeszcze jednej sugestii. Być może takowa została rzucona już wcześniej, jednak Erik nie był wszechwiedzący, toteż nie miałby prawa o tym wiedzieć, a z jego perspektywy jawiło się to jako dosyć proste i być może efektywne rozwiązanie.

— Nie ma problemu. Trochę... Rozumiem, w jakiej sytuacji się znajdujesz — rzucił niezobowiązująco, uciekając na moment wzrokiem w bok. Nie był przyzwyczajony do pomagania innym wilkołakom, toteż był pod tym względem dosyć zielony. — Wiesz co? Mógłbyś w sumie rozpytać u Morfeusza. Może ci kogoś poleci.

Wychodził z założenia, że Neil znał się z Morfeuszem dużo lepiej niż z nim, więc być może byłby bardziej skory do zdradzenia, czego konkretnie oczekuje od swojej kryjówki. A bądź co bądź, starszy Longbottom spędził na tym świecie kilka lat dłużej toteż i jego siatka kontaktów była zapewne bardziej rozwinięta.

Nie wspominając już o tym, że pracował dla Departamentu Tajemnic, więc mógł wiedzieć, jak wygląda sprawa na ''rynku'' zaklęć. A może wręcz przeciwnie. Erik nachmurzył się lekko. Wydział ten był okryty wieloma sekretami i niedopowiedzeniami, toteż sam nie potrafił powiedzieć, czym zajmują się jego pracownicy. Być może legendarnym ''wszystkim i niczym''?


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#10
15.03.2024, 15:25  ✶  
Średnio uśmiechało mu się wykorzystywać czyjś stan i potrzebę zarobienia dla własnych celów, ale czasami tak trzeba, szczególnie, że teraz nie ma innej możliwości. Najlepiej by by było gdyby miał wystarczająco pieniędzy aby zapewnić sobie to czego potrzebuje. Niestety nie da się tak, ale widocznie zastanowił się nad jego słowami.
Zacisnął usta i pokiwał głową, niby się z nim zgadzając.
-Niby tak, chociaż wolę trochę zmarznąć niż jechać kilka godzin w jedną i drugą.-już nie mówiąc o cenach paliwa. Rzuci się mu kilka koców, ubierze w rozciągliwy sweterek, co nie porwie się przy przemianie i da radę. W końcu to tylko pół roku chłodu, może nawet mniej, bo zimy nie są aż tak surowe jak mogłyby być.-A to na pewno. Wtedy z pewnością kogoś poszukam.-dodał, weselej uśmiechnięty. Może to głupia nadzieja, że we wrześniu się uda, ale zawsze trzeba mieć odrobinę nadziei, żeby mieć po co iść do przodu.
Zebrał dokumenty poniekąd gotów zbierać się do odejścia, ale pasła jeszcze jedna sugestia ze strony Erika. Ta sugestia... Ehhh.... Morpheus, ten nieszczęsny Morpheus. Od razu na to imię na jego twarzy pojawiło się zastanowienie i wątpliwość. To nie jest wina żadnego z Longbottomów, on miał po prostu problem ze sobą i najwidoczniej z rozumieniem prostych zdań. Nigdy nie był za mądrym psem.
-W sumie, jak o nim mowa...-zastanowił się, jak ugryźć sprawę.-Na zabawie tańczył... No tańczył z wieloma kobietami, ale powiedział, że jedna z nich zajmuje się produkcją różdżek. Pamięta Pa... Wiesz może, jak się nazywała?-zapytał, bo być może znał czarodziejkę, w końcu wydawała się być BLISKO Morpheusa.-Bo ukradli mi niedawno różdżkę i tak chodzę bez niej. Nie mam głowy kupić nowej, a tak może łatwiej będzie mi się zebrać.-zagadał w końcu lekko przygaszony. Kupno różdżki, leków, podróże, zamki. Wszystko się nagromadzało i niespecjalnie się zapowiadało, żeby pewne sprawy miały się rozwiązać same. Musiał w nie niestety wsadzić łapki i rozprawić się z nimi samodzielnie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (2911), Neil Enfer (2465)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa