01.12.2022, 03:08 ✶
Odpowiedź Brenny wywołała pewną konsternację na twarzy Patricka. Zmarszczył brwi, najwyraźniej dochodząc wreszcie do bardzo konkretnych i bardzo nieprzyjemnych wniosków.
Po korytarzu znowu przemknął nieprzyjazny cień. Może to przez przygniatającą atmosferę tego miejsca, widmowidzenie nie zadziałało tak, jak powinno. Czarownica ciągle była tu niechciana a koperty wyjątkowo mocno chroniły tajemnic swoich właścicieli.
- Nie do końca rozumiem, dlaczego Emily mogłaby szantażować jedną osobę, ale już nie dwie – zauważył. I dlaczego sądzisz, że za sprawą jej śmierci stoją ludzie, których szantażowała – dodał w myślach. Bo chociaż było to najprostsze i najlogiczniejsze rozwiązanie, on nie był do niego przekonany.
Poczuł nieprzyjemny uścisk w żołądku. Cała sprawa nie podobała mu się coraz bardziej, chociaż za nic nie mógłby się przyznać, dlaczego. I może przez to nie zareagował, gdy Brenna ponownie spróbowała poznać sekret kopert, co zakończyło się tylko większym krwotokiem z nosa.
Westchnął zrezygnowany.
Nie widział sensu w prawieniu jej kazań. Częściowo dlatego, że Brenna była w szale – chciała wyciągnąć możliwie jak najwięcej informacji z tego domu i wątpił, by potrafił ją powstrzymać. Częściowo dlatego, że czuł coraz wyraźniejsze wyrzuty sumienia.
Dopiero po chwili poszedł za nią po schodach na górę, do pokoju Lyndona.
Po korytarzu znowu przemknął nieprzyjazny cień. Może to przez przygniatającą atmosferę tego miejsca, widmowidzenie nie zadziałało tak, jak powinno. Czarownica ciągle była tu niechciana a koperty wyjątkowo mocno chroniły tajemnic swoich właścicieli.
- Nie do końca rozumiem, dlaczego Emily mogłaby szantażować jedną osobę, ale już nie dwie – zauważył. I dlaczego sądzisz, że za sprawą jej śmierci stoją ludzie, których szantażowała – dodał w myślach. Bo chociaż było to najprostsze i najlogiczniejsze rozwiązanie, on nie był do niego przekonany.
Poczuł nieprzyjemny uścisk w żołądku. Cała sprawa nie podobała mu się coraz bardziej, chociaż za nic nie mógłby się przyznać, dlaczego. I może przez to nie zareagował, gdy Brenna ponownie spróbowała poznać sekret kopert, co zakończyło się tylko większym krwotokiem z nosa.
Westchnął zrezygnowany.
Nie widział sensu w prawieniu jej kazań. Częściowo dlatego, że Brenna była w szale – chciała wyciągnąć możliwie jak najwięcej informacji z tego domu i wątpił, by potrafił ją powstrzymać. Częściowo dlatego, że czuł coraz wyraźniejsze wyrzuty sumienia.
Dopiero po chwili poszedł za nią po schodach na górę, do pokoju Lyndona.
*
Było jak przed kilkoma minutami w salonie. Ciało Brenny wciąż znajdowało się w pokoju Lyndona, ale jej umysł ocknął się w tym samym miejscu, ale prawie miesiąc wcześniej.
W pokoju Lyndona świeci mała lampka w kształcie księżyca. Nie daje wielkiego światła, ale zapewnia chłopcu spokojny sen.
Tyle, że chłopiec siedzi na łóżku. Jest czujny. Dużo czujniejszy od swojej matki. Pierwszy wie, że zbliża się niebezpieczeństwo.
Bose stopy uderzają o podłogę, gdy sięga po lampkę i zaciskając na niej ręce, biegnie do szafy.
Wciska się do środka. Jej drzwi zamykają się na chwilę przed tym, jak w pokoju pojawia się dwoje ludzi bez twarzy.
Płomień wyczarowanego zaklęcia oświetla puste łóżko. Niższa postać dotyka ręką wciąż ciepłej poduszki.
„Pierre? Skarbie?” – mruczy piskliwym, kobiecym głosem. Zagląda pod łóżko.
Lyndon siedzi w szafie i chyba nasłuchuje. Wstrzymuje oddech, choć to nie powstrzymuje przeszukujących przed sprawdzeniem szafy.
Światło lampki oświetla ukrytego między ubraniami ośmiolatka.
Ma błyszczące ze strachu oczy. Szamocze się z niższą postacią. Uderza w nią malutką, świecącą lampką. Próbuje krzyknąć, ale nie może. Do walki przyłącza się druga postać.
Dzieciak ciągle walczy, gdy zostaje unieruchomiony i przyciśnięty do łóżka. Pluje, gdy podają mu coś do wypicia.
Wiotczeje momentalnie. Wypuszcza z rąk świecący księżyc. Jego oczy uciekają w głąb czaszki i traci przytomność.
Niższa postać owija kocem Lyndona. Podnosi z ziemi lampkę. Wyłącza ją i chowa do kieszeni.
Wychodzą.
W pokoju Lyndona świeci mała lampka w kształcie księżyca. Nie daje wielkiego światła, ale zapewnia chłopcu spokojny sen.
Tyle, że chłopiec siedzi na łóżku. Jest czujny. Dużo czujniejszy od swojej matki. Pierwszy wie, że zbliża się niebezpieczeństwo.
Bose stopy uderzają o podłogę, gdy sięga po lampkę i zaciskając na niej ręce, biegnie do szafy.
Wciska się do środka. Jej drzwi zamykają się na chwilę przed tym, jak w pokoju pojawia się dwoje ludzi bez twarzy.
Płomień wyczarowanego zaklęcia oświetla puste łóżko. Niższa postać dotyka ręką wciąż ciepłej poduszki.
„Pierre? Skarbie?” – mruczy piskliwym, kobiecym głosem. Zagląda pod łóżko.
Lyndon siedzi w szafie i chyba nasłuchuje. Wstrzymuje oddech, choć to nie powstrzymuje przeszukujących przed sprawdzeniem szafy.
Światło lampki oświetla ukrytego między ubraniami ośmiolatka.
Ma błyszczące ze strachu oczy. Szamocze się z niższą postacią. Uderza w nią malutką, świecącą lampką. Próbuje krzyknąć, ale nie może. Do walki przyłącza się druga postać.
Dzieciak ciągle walczy, gdy zostaje unieruchomiony i przyciśnięty do łóżka. Pluje, gdy podają mu coś do wypicia.
Wiotczeje momentalnie. Wypuszcza z rąk świecący księżyc. Jego oczy uciekają w głąb czaszki i traci przytomność.
Niższa postać owija kocem Lyndona. Podnosi z ziemi lampkę. Wyłącza ją i chowa do kieszeni.
Wychodzą.