• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[listopad 1971] raz. dwa. trzy. baba jaga patrzy

[listopad 1971] raz. dwa. trzy. baba jaga patrzy
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#21
01.12.2022, 03:08  ✶  
Odpowiedź Brenny wywołała pewną konsternację na twarzy Patricka. Zmarszczył brwi, najwyraźniej dochodząc wreszcie do bardzo konkretnych i bardzo nieprzyjemnych wniosków.
Po korytarzu znowu przemknął nieprzyjazny cień. Może to przez przygniatającą atmosferę tego miejsca, widmowidzenie nie zadziałało tak, jak powinno. Czarownica ciągle była tu niechciana a koperty wyjątkowo mocno chroniły tajemnic swoich właścicieli.
- Nie do końca rozumiem, dlaczego Emily mogłaby szantażować jedną osobę, ale już nie dwie – zauważył. I dlaczego sądzisz, że za sprawą jej śmierci stoją ludzie, których szantażowała – dodał w myślach. Bo chociaż było to najprostsze i najlogiczniejsze rozwiązanie, on nie był do niego przekonany.
Poczuł nieprzyjemny uścisk w żołądku. Cała sprawa nie podobała mu się coraz bardziej, chociaż za nic nie mógłby się przyznać, dlaczego. I może przez to nie zareagował, gdy Brenna ponownie spróbowała poznać sekret kopert, co zakończyło się tylko większym krwotokiem z nosa.
Westchnął zrezygnowany.
Nie widział sensu w prawieniu jej kazań. Częściowo dlatego, że Brenna była w szale – chciała wyciągnąć możliwie jak najwięcej informacji z tego domu i wątpił, by potrafił ją powstrzymać. Częściowo dlatego, że czuł coraz wyraźniejsze wyrzuty sumienia.
Dopiero po chwili poszedł za nią po schodach na górę, do pokoju Lyndona.
*
Było jak przed kilkoma minutami w salonie. Ciało Brenny wciąż znajdowało się w pokoju Lyndona, ale jej umysł ocknął się w tym samym miejscu, ale prawie miesiąc wcześniej.
W pokoju Lyndona świeci mała lampka w kształcie księżyca. Nie daje wielkiego światła, ale zapewnia chłopcu spokojny sen.
Tyle, że chłopiec siedzi na łóżku. Jest czujny. Dużo czujniejszy od swojej matki. Pierwszy wie, że zbliża się niebezpieczeństwo.
Bose stopy uderzają o podłogę, gdy sięga po lampkę i zaciskając na niej ręce, biegnie do szafy.
Wciska się do środka. Jej drzwi zamykają się na chwilę przed tym, jak w pokoju pojawia się dwoje ludzi bez twarzy.
Płomień wyczarowanego zaklęcia oświetla puste łóżko. Niższa postać dotyka ręką wciąż ciepłej poduszki.
„Pierre? Skarbie?” – mruczy piskliwym, kobiecym głosem. Zagląda pod łóżko.
Lyndon siedzi w szafie i chyba nasłuchuje. Wstrzymuje oddech, choć to nie powstrzymuje przeszukujących przed sprawdzeniem szafy.
Światło lampki oświetla ukrytego między ubraniami ośmiolatka.
Ma błyszczące ze strachu oczy. Szamocze się z niższą postacią. Uderza w nią malutką, świecącą lampką. Próbuje krzyknąć, ale nie może. Do walki przyłącza się druga postać.
Dzieciak ciągle walczy, gdy zostaje unieruchomiony i przyciśnięty do łóżka. Pluje, gdy podają mu coś do wypicia.
Wiotczeje momentalnie. Wypuszcza z rąk świecący księżyc. Jego oczy uciekają w głąb czaszki i traci przytomność.
Niższa postać owija kocem Lyndona. Podnosi z ziemi lampkę. Wyłącza ją i chowa do kieszeni.
Wychodzą.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#22
01.12.2022, 13:42  ✶  
- Masz rację - zgodziła się tylko ze Stewardem, marszcząc brwi. - To by oznaczało, że mogło być jeszcze więcej, ale co takiego wiedziała zwykła... samotna matka...
Zakładała, być może niesłusznie, że Emily czegoś się dowiedziała i szantażowała albo ktoś płacił jej za milczenie. Jeżeli takich osób było więcej... Te dwie, które przysyłały te pieniądze, na pewno nie porwały chłopca i jej nie zabiły: Brenna tego nie zakładała, z prostego powodu, że wiedziałyby wtedy, że nie muszą przysyłać kolejnych kopert. Chciała odkryć ich tajemnicę, bo to mogło dać pewną podpowiedź, czym zajmowała się Emily Hill.
Ale jeśli był ktoś jeszcze?
Trop rodziny ojca chłopca, dalekich krewnych Hill, którzy chcieli zabrać dziecko od "nic niewartej charłaczki" albo jeszcze jakiś, na jaki nie wpadła, mógł być jednak równie dobry.
Steward miał rację i w jeszcze jednym: w tej chwili powstrzymanie jej byłoby bardzo trudne, nawet jeżeli zachowywała się nie do końca logicznie. Może tak działał na nią ten dom, coś, co się tu czaiło, niedawne ponure wydarzenia i echo czarnej magii, wyzierające na nią z kątów. A może tylko chłopiec ze zdjęcia, bo jej chrześnica była niewiele młodsza od niego, i gdyby pewnego dnia ktoś porwał ją z własnego łóżka, za sobą zostawiając martwą Norę, Brenna poruszyłaby niebo i ziemię, by ją znaleźć. I potem - wbrew wszystkiemu, czym powinien być Brygadzista - rozdarłaby winnych na strzępy.
W tym wypadku nie zamierzała postępować aż tak ekstremalnie, ale musiała próbować.
Nie zwróciła tym razem nawet uwagi na krew płynącą z nosa, zbyt skupiona na swoim celu. Usiadła w kręgu, a świat, który ją otaczał, znów znikł, rozpłynął się w dymie świec. I tym razem coś zobaczyła: choć za mało, znowu za mało, bo przeszłość nie chciała pokazać Brennie twarzy.
Gdy wizja przeminęła, pozostała w ciemnościach. Zwalczyła ukłucie paniki, bo nie był to pierwszy raz, kiedy obraz rozmył się jej tak przed oczyma. Wiedziała, że zaraz wszystko minie. Ona odzyska wzrok i tylko Lyndona dalej nie będzie w pokoju.
- Od początku chodziło o chłopca. Kobieta nazwała go "Pierre". - Starała się zapamiętać jej głos. Wzrost. Sylwetkę. Wyryć to wszystko w pamięci niby w kamieniu. - Napoili go jakąś miksturą. Nie zamierzali go chyba zabić od razu, bo zabrała jego zabawkę. - A to mogło być powodowane albo troską, albo chęcią później dania mu czegoś, dzięki czemu będzie łatwiej nad nim zapanować. - Nie wiem, czy ich znał, ale na pewno nie chciał iść z nimi. Walczył.
Nie poruszała się jeszcze: czekała, aż wzrok odzyska ostrość. Wcześniejsza porażka z kopertami sprawiała, że niestety nie tylko teraz wszystko się rozmyło i w głowie zaczęło jej łupać, ale też tego dnia nie miała już raczej szans zobaczyć czegokolwiek przydatnego.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#23
02.12.2022, 04:00  ✶  
Kiedy Brennę pochłonęło widmowiedzenie, Patrick przystanął przed ścianą, na której były zawieszone prace Lyndona. Chłopiec dużo rysował. I chociaż jego rysunki wyglądały jak typowe rysunki ośmioletniego dziecka, było coś przykrego w obserwowaniu rakiet kosmicznych, samochodów i obrazków przedstawiających (chyba) jego i matkę.
Steward nie musiał posiadać szczególnego talentu, żeby dostrzec jak bardzo ten dom był przepełniony wyrwaną z niego przymusem dwójką ludzi. Poczuł, że zaczęła boleć go od myślenia o tym głowa. Dwoma palcami dotknął nasady nosa i zaczął ją rozmasowywać.
- Czyli to przede wszystkim porwanie – podsumował, zbliżając się do łóżka. Pierre. Pierre. Pierre. Kompletnie nic mu to nie mówiło. Dziadek Lyndona nie wspominał o tym, żeby wnuk miał drugie, francuskie imię. Choć oczywiście trzeba będzie go o to zapytać. I w ogóle przepytać.
Przykucnął przy łóżku, a potem wyciągnął z kieszeni pustą, przezroczystą fiolkę i nabrał do niej różdżką trochę lepiącej się mazi. Była tak gęsta, że wlanie jej dziecku do gardła musiałoby być bardzo trudne. Z drugiej strony, jej niewielkie ilości znajdowały się także na prześcieradle, leżała prawie miesiąc w tym miejscu i pewnie tylko przez zawarte w niej magiczne składniki nie wyparowała zupełnie.
- Myślisz, że to może być ta mikstura? – zainteresował się. Podniósł fiolkę do światła. Przyglądał się jej uważnie. Była złocista, jak żywica brzozy. Tylko zupełnie bezwonna. – Od tego czym to jest, może zależeć, co chcieli zrobić z dzieckiem. Czemu Pierre? – zapytał sam siebie, ale kolejne słowa skierował ku Brennie. – To się nie styka z tym, co powiedziałaś wcześniej. Jeśli Emily znała się z nimi, z pewnością wiedzieli, jak ma na imię jej syn.
A mimo to kobieta nazwała go Pierrem.
- Jest coś jeszcze, co chciałabyś sprawdzić? Albo co przychodzi ci do głowy? – dopytał, znowu sięgając do kieszeni spodni. Tym razem po to by wyciągnąć paczkę zwykłych chusteczek higienicznych. Podał je czarownicy. – Tak, wiem, że istnieje magia – sprostował, zanim zdążyła mu odmówić. – Muszę zabrać stąd możliwie najnowsze zdjęcia Emily i jej syna. Nawet jeśli zginęła, może uda się odnaleźć jej ciało. – O ile nie zostało magicznie spalone, zakopane głęboko w ziemi lub transmutowane w jakiś kompletnie losowy przedmiot. – Trzeba też przepytać jej sąsiadów. Postawić na głowie trochę ludzi w ministerstwie i powiadomić starego Hilla, że jego córka nie żyje a wnuk zaginął - podsumował.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#24
02.12.2022, 11:22  ✶  
- Tak sądzę.
Zwróciła na nią uwagę wcześniej, ale sądziła, że chłopiec sam coś wylał, kiedy go wyciągano i nie przyjrzała się jej uważniej. Dopiero wizja zasugerowała coś więcej. Teraz zresztą, gdy ciemność przed oczyma dopiero zaczynała się rozpływać, nie mogła się nawet przyjrzeć.
Porywaczom jednak albo nie zależało na ukryciu składu, albo nie sądzili, że przyjdzie tu ktokolwiek poza magiczną policją.
- Moim zdaniem dlatego, że dla nich nie był to Lyndon… albo miał przestać nim być - powiedziała, przyjmując chusteczkę. Nie protestowała. Nawet nie do końca zrozumiała, o co Patrickowi chodziło z magią, bo nie zamierzała rzucać sobie chłoszczyć na twarz. Wciąż jeszcze nie podnosząc się z podłogi, jedną ręką zabrała się za wycieranie nosa i ust, poplamionych krwią, a drugą machnęła różdżką, wygaszając świece. Dym jeszcze przez chwilę unosił się w powietrzu, wypełniając pokój chłopca, i tak już duszny, dławiącą wonią. - Nie mówili po francusku. Głos... miała piskliwy... - zawahała się na chwilę nad akcentem. Czy brzmiała, jak ktoś, kto normalnie mówiłby w innym języku? – Nie tylko do chłopca, ale też kiedy kazała zostawić Emily, więc przynajmniej jedno pewnie było Anglikiem. Zdaje mi się, że kobieta była prowodyrem.
Ona szukała i wołała Lyndona. Ona nazwała go „Pierre”. Ona kazała zostawić Emily Hill, bo przyszli po chłopca. Brenna nie brała tego jeszcze za pewniak, byli na typowej pozycji „brak dostatecznych danych do stawiania wniosków”, ale nadchodziła pora na tezy.
Nie porwano chłopca, aby szantażować Emily. W końcu ostatecznie zginęła w fali zielonego światła, a jej ciało pewnie stąd zabrano – choć zamierzała to sprawdzić. Istniała pewna możliwość, że byłby porwany „na składniki”, ale wtedy tym bardziej powinni zabić ją od razu.
Ktoś uważał, że miał do niego prawo? Że mógł nazwać go innym imieniem? Rodzina ojca? Dalecy krewni Emily? A może – choć tu już wkraczała na bardziej absurdalne rejony - Lyndon w ogóle nie był jej synem?
Podniosła się wreszcie. Świat był lekko zamazany, ale już mogła zabrać się za zbieranie świec.
– Obawiam się, że nic więcej tu nie zobaczę – powiedziała Patrickowi, jej ton zabrzmiał trochę przepraszająco, chociaż wątpiła, by Steward miał do niej pretensje. Nie tylko osiągnęła swój limit, ale też większość już wyciągnęła: być może mogłaby zobaczyć coś w ogrodzie, ale po pierwsze, podejrzewała, że teraz talent rzucałby ją do jakichś losowych momentów, po drugie, na pewno ściągnęliby uwagę sąsiadów.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#25
04.12.2022, 02:32  ✶  
Mimowolnie, Patrick znowu spojrzał w kierunku ściany i zawieszonych na niej dziecięcych obrazków. Uderzyło w niego, że Lyndon był tylko ośmiolatkiem. Niby wiedział o tym i wcześniej, ale teraz, w tym domu, chłopiec przestał być tylko zgłoszonym imieniem i nazwiskiem. Zyskał twarz, sylwetkę i całe normalne życie. Słowa Brenny zawisły ciężko w powietrzu. Musiał je przetrawić. Zastanowić się nad tym, co naprawdę mogły oznaczać.
- To źle brzmi w obydwu przypadkach – podsumował kwaśno. – W pierwszym trafił pod skrzydła wariatów, w drugim wariatów zamierzających wykorzystać go w jakimś czarnomagicznym rytuale.
W pamięci brygadzistki znowu wybrzmiał piskliwy, kobiecy głos. „Pierre? Skarbie?” – wymruczała szukając Lyndona. Nie, stanowczo nie miała francuskiego akcentu.
Steward uderzył różdżką w fiolkę, by zapieczętować ją i zapobiec przed późniejszym stłuczeniem. Podniósł się z kucek, znowu omiatając wzrokiem całe wnętrze. Dalej trawił słowa Brenny, choć tym razem, mieszał je jeszcze z czymś innym, co kłębiło się w jego własnej głowie.
Zaczekał aż wstała, by posłać jej przyjazny, choć z uwagi na całą sytuację mało wesoły uśmiech.
- Hej, i tak dużo zrobiłaś. Dzięki tobie wiem co tu się właściwie stało, kogo mam szukać i kto umarł. Bez ciebie nie miałbym żadnej z tych informacji – przypomniał uczciwie. Patrick nie wiedział, co mogłaby jeszcze zrobić w tej sytuacji. – Zanim się stąd wyniosę, muszę jeszcze przeszukać mieszkanie. Jeśli Emily naprawdę ich znała, może będą tu o nich jakieś informacje. Jeśli nie… - wzruszył ramionami. Przynajmniej wiedział, że właścicielka już nie wróci, miał więc sporo czasu. – W każdym razie, możesz już wracać do ministerstwa. Oczywiście jak tylko poczujesz się na tyle dobrze by móc się aportować.
Zamilkł na krótki moment. Coś jeszcze chodziło mu po głowie.
- Właściwie to… Chcesz pracować ze mną przy tej sprawie? – zapytał cicho. – Zrozumiem, jeśli z wolałabyś się do tego nie mieszać. Już mi bardzo pomogłaś – podkreślił.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#26
04.12.2022, 21:20  ✶  
- Albo pod opiekę ludzi, którzy roszczą sobie do niego prawa. To nie znaczy, że są wariatami.
Brenna pracowała w BUM dostatecznie długo, aby przekonać się, że niektórzy przestępcy owszem, są wariatami, ale nie brak i takich doskonale zdrowych na umyśle. Mogli być porywaczami i mordercami, jednak nie równało się to z byciem szaleńcem.
Nie wiedziała, co chodziło po głowie Stewarda. Nie znała go dostatecznie dobrze, poza tym obraz przed jej oczyma wciąż był zamazany i choć mogła zobaczyć twarz Patricka, to ta przypominała nieco rozmytą plamę.
Starała się odepchnąć od siebie niechciane emocje, podejść do tego jak do zwykłej, policyjnej sprawy, gdzie potrzeba było skupienia na sprawie. Logiki, nie współczucia. Spokoju, nie poddawania się desperacji na myśl o porwanym chłopcu. Choć ciężko było złapać dystans, gdy wspomnienia tego domu zdawały się Brennę wręcz oblepiać.
- Nie przeszukiwali domu, a przynajmniej nic na to nie wskazuje. Znieśli chłopca, wyszli, zabili ją. Nie wydaje mi się, by tu wrócili. Albo byli głupi, albo nie sądzili, że ktoś będzie ich szukać... lub nie uważali, że coś doprowadzi do nich - mruknęła w zamyśleniu, przypatrując się świecom. Ostatecznie machnęła różdżką, dezintegrując je w ten sposób, bo w pośpiechu zapomniała opakowania, a nie zamierzała ich pakować do kieszeni, gdy wciąż były oblepione stopioną stearyną, z wciąż dymiącymi knotami.
Papiery, notatki, dzienniki. Listy.
- Czarodzieje, więc sąsiedzi pewnie wiele nam nie powiedzą... - dokończyła jeszcze. Przyjaciele? Tu zaczynał się problem, bo ci mugolscy nie będą nic wiedzieli o czarodziejskich sprawkach, a z kolei chociaż w pobliżu chyba mieszkali jacyś czarodzieje, wątpliwe, czy przyjaźniłaby się z nimi charłaczka.
Sprawa była w cholerę skomplikowana. Tajemnicze koperty, porwany chłopiec, imię "Pierre", zachowanie porywaczy.
- Idź, szukaj, ja zaraz dojdę do siebie - zapewniła, choć planowała usiąść na schodach i poczekać, a nie aportować się. Przecież oszalałaby, zastanawiając się, co znalazł. Nie była jednak na tyle nierozsądna, aby nalegać, że mu pomoże. Problemy ze wzrokiem i krwawienia z nosa były jasnym sygnałem, że albo na chwilę osiądzie, albo może stracić przytomność, a to byłby dla Stewarda tylko dodatkowy kłopot. - Sprawdź ogród, tam zginęła.
Samo porwanie, zasadniczo, podpadałoby pewnie pod jurysdykcję BUM. Ale skoro ktoś użył avady, było jasne, że mają tutaj czarnoksiężników: jak nic sprawa dla Biura Aurorów. Brenna jednak należała do tych nadgorliwych pracowników, którzy wcale nie przyszli tu dla porządnej pensji. Zdarzało się też, że była wciągana w aurorskie śledztwa - wprawdzie rzadko, i nie ze względu na to, że była tak niesamowita, a ponieważ niektórzy aurorzy wiedzieli, że potrafiła sięgnąć w przeszłość.
Nie zastanawiała się więc na odpowiedzią długo.
- Pewnie. Jeżeli tylko mogę się przydać.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#27
08.12.2022, 00:28  ✶  
Patrick przewrócił oczami. Uważał się raczej za bardzo prostego faceta. I jak dla niego trójka ludzi, którzy przemocą, w środku nocy, porywali dziecko – a w międzyczasie zabili jego matkę – była wariatami. Nawet jeśli jakiś magomedyk lub mugolski psychiatra uznałby, że zgodnie z literą medycyny pozostawali zdrowi na umyśle. W głowie Stewarda niektórych spraw nie dało się usprawiedliwić motywacją.
- Jeśli ich znała, może gdzieś ma jakieś dane. Nawet jeśli leżą w zalewie innych przypadkowych informacji – podsunął.
Kwestią sporną było, czy w ogóle będzie potrafił je odnaleźć. I na ile mógł zidentyfikować, że dotyczyły osób, których poszukiwali.
Zanim Patrick wyszedł z pokoju Lyndona, posłał Brennie jeszcze jedno, dłuższe spojrzenie. Chyba zastanawiał się nad możliwością porozmawiania z sąsiadami, wreszcie tylko wzruszył ramionami.
Brygadzistka słyszała jak wszedł do pokoju obok sypialni, jak jego kroki niosły się po drewnianej podłodze. Przeszukanie nie zajęło mu dużo czasu, bo dosłownie po kilkunastu sekundach znowu pojawił się na korytarzu, zajrzał do łazienki (też na krótko, chyba tylko po to by upewnić się, że to rzeczywiście łazienka), wreszcie zszedł po schodach na dół.
Atmosfera panująca w domu Emily Hill wciąż pozostawała tak samo nieprzyjemna jak przed rozstawieniem świec. Pokój Lyndona wydawał się jednak nieco inny: weselszy i pełen nieposkromionej ciekawości, jakby wypełniony nim samym.
Z dołu dochodziły do Brenny odgłosy otwieranych i zamykanych drzwi. Patrick najwyraźniej dalej przeszukiwał dom. Wreszcie wyszedł do ogrodu.
Ogród nie był duży i pozostawał niemal w całości niezagospodarowany. Emily chyba nie była zbyt dobrą ogrodniczką, bo poza czterema  tujami i przyciętą równo trawą, nie było tu niczego więcej. Znajdowało się na nim coś innego, co wzbudzało ciekawość: poza tym, że można było się do niego dostać z kuchni, miał również furtkę prowadzącą ku wąskiej uliczce. Steward opierał się o nią i wyglądał, najwyraźniej sprawdzając dokąd prowadziła.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#28
10.12.2022, 14:34  ✶  
Brenna dość długo siedziała u szczytu schodów, podparta o ścianę. Starannie wytarła nos i usta, aby nie zostały na nich ślady krwi. Poczekała aż wzrok odzyska ostrość. Tkwiła w środku jakby na przekór temu, że ten dom wyraźnie jej tu nie chciał. Na przekór echom obecności chłopca: gorszym jeszcze do zniesienia niż uczucie niechęci, bo przypominały Brennie, że gdzieś tam było dziecko, któremu zabito matkę i które w środku nocy porwano z własnego łóżka. Starała się nie myśleć o Emily i jej synu, skupić na planowaniu, co można było zrobić, rozważaniu, które Biuro powinno się tym zająć... Avada Kedavra, czarna magia, sprawa dla aurorów... porwanie normalnie podpadałoby pod jurysdykcję Brygady, ale w tym przypadku porywaczem mógł być czarnoksiężnik...
Dźwignęła się jednak w końcu i ruszyła w ślad Patrickiem. Dopiero wtedy, gdy skończył już przeszukiwania i wyszedł do ogrodu. Stanęła przy wyjściu, spoglądając za nim w uliczkę.
- Coś znalazłeś? – spytała, odruchowo się rozglądając. Nie spodziewała się jednak niczego uzyskać. Jeżeli napastnicy faktycznie się przygotowali, pewnie mieli jakiś świstoklik albo inny, magiczny sposób transportu. A ciało Emily Hill albo stąd zabrali i gdzieś porzucili, albo transmutowali. Brennie nie chciało się wierzyć, że mogłoby pozostać pod domem tak długo niezauważone – nie w takiej okolicy.
W teorii mogłaby spróbować zobaczyć, co stało się w ogrodzie, ale prawdopodobnie sąsiedzi wezwaliby gliny. Albo księdza. Kobieta siedząca w kręgu świec na pewno nie była typowym widokiem. Nie wspominając już o tym, że czarodziejka miała wrażenie, że nic więcej dziś ze swojego talentu nie wyciągnie. I frustrowało ją wybitnie, że koperty wypchane pieniędzmi nie zdradziły swoich sekretów.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#29
13.12.2022, 17:10  ✶  
Patrick opierał się rękoma o ogrodzenie i patrzył na znajdującą się zanim boczną uliczkę. Zastanawiał się czy, porywacze – skoro opuścili dom Emily Hill tylnymi drzwiami, również tylnymi się tutaj dostali.
- Myślisz, że aportowali się gdzieś w pobliżu? Albo mieli gdzieś w pobliżu świstoklik? – zapytał, gdy usłyszał zbliżającą się do niego Brennę. Była również możliwość, że poruszali się mugolskim środkiem transportu. Albo mieszkali w pobliżu i wystarczyło tylko przenieść dziecko do innego domu.
Steward przymknął oczy. Myślał o chłopcu, który bawił się rakietami w pokoju na górze. O jego matce, która nie potrafiła się dogadać z ojcem. O tym, że Lyndon miał iść w przyszłości do Hogwartu a Emily była charłaczką i nienawidziła magii. Ale dlaczego Pierre? Dlaczego akurat Pierre? Co było nie tak z Lyndonem? Dzieciak z nieruchomych zdjęć był podobny do matki. Nie był podrzutkiem. Nie został adoptowany. Nie podmieniono go w szpitalu. Więc czemu Pierre? Po co jakiejś trójce magów zależało aż tak bardzo na zwykłym dziecku?
- Nie. Za dużo czasu minęło. Zakładam, że pewnie ze dwadzieścia razy padał już deszcz. Dawno już zabrano śmieci z kosza a nawet jeśli czegoś nie zmyła woda, to z pewnością zamiótł to sprzątacz.
Byli na miejscu o miesiąc za późno.
- Myślę jeszcze, że chyba pojawię się w szkole Lyndona. To zaskakujące, że nikt nie zainteresował się jego nieobecnością – podsumował. Emily nie miała szans zgłosić nieobecności syna nawet, jakby chciała.
A jednak zgłoszenie o jej zaginięciu otrzymał on. Nie mugolska policja. Wychodziło więc na to, że pierwszym, kto domyślił się, że coś było nie w porządku, był jej ojciec. To też nie miało w oczach Patricka wielkiego sensu.
- Aportujemy się. Dam ci znać, kiedy tylko się czegoś dowiem – obiecał.
Potem opuścili ogród domu Emily Hill i odeszli do punktu aportacyjnego.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (5326), Patrick Steward (5529)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa