• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[2.08.1972] La La Land | Laurent & Nicholas

[2.08.1972] La La Land | Laurent & Nicholas
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#1
23.03.2024, 23:52  ✶  

Nocne niebo błyszczało jak usłane diamentami. Mimo tego, że sierpień był parszywy i chyba nie dążył do poprawy. A może dążył, tylko Laurentowi już było to w sumie wszystko jedno? Zakończony kolejny miesiąc, kolejne zaliczone wysmyknięcia się ramionom śmierci, nic tylko czekać, co przyniesie sobą sierpień! A przywiódł małą gorycz. Gorycz tego, że skończył z tymi biletami, które dawno chciał wykorzystać, na imprezę, na którą chciał pójść, ośmielony, zachęcony, głównie przez Florence. Może powinieneś spróbować. Może powinien. Może powinien zostawić New Forest, skoro kwitło, a w którym nie był bezpieczny i zająć się tym, do czego teraz drgało jego serce? Do śpiewu. Trzymał te bilety i zastanawiał się, jak wiele trzeba stracić, żeby zakochać się bezsensownie, bo tak, by nawet nie zasłużyć na kończące "spierdalaj". Mógł więc myśleć o tym i zastanawiać się, czy powinien czuć coś więcej, ale... nie czuł. Za to zastanawiał się, czy ktoś by z nim poszedł. Ta sytuacja była aż w pełni goryczy zbyt podobna do tego, co zadziało się miesiąc temu z kawałkiem. Kiedy chciał zabrać ojca do teatru, ale ten, cóż, był nim za bardzo zawiedziony, żeby się nie obrażać jak małe dziecko. Zawiedziony. Wtedy chciał wybrać się z Kaydenem. Ale już było za późno. Ojciec, we wspaniałomyślności, polecił, żeby wybrał się z Florence. Tą przebrzydłą, złą (w jego mniemaniu) Florence. Jakoś nie miał do tego serca w tamtej chwili. I jakoś tak to wyszło, że... posłał sowę do Nicholasa. Bo co miał w zasadzie do stracenia? Ostatecznie mógł pójść tam sam, ostatecznie mógł zaprosić w sumie Victorię, albo... albo Guinevere. Właściwie to chciał towarzystwa, a towarzystwo Nicholasa było takie... odświeżające. Niczym nie obarczające, nie oceniające, akceptujące. Słowa, jakie wypowiedział na pożegnanie były warte wiele więcej niż najlepsze z komplementów, którymi zasypywał ludzi i które czasem potrafił słuchać w swoim kierunku. Aktorstwo co prawda nie było jego broszką, ale jazz? Śpiew? Oj tak... Mógłby śnić pod tym rozgwieżdżonym niebem o tym barze pełnym ludzi, gdzie wszyscy zaklęci syrenim śpiewem po prostu nie mogą oderwać od niego oczu. Myślał dokładnie o tym, kiedy oderwał oczy od poplamionego gwiazdami granatu i zatrzymał się nieopodal samego baru, którego szyld dumnie obwieszczał "La La Land". Nigdy wcześniej tu nie był, ale słyszał same pochlebne opinie. Zaraz miał się o tym przekonać i to, jak się okazywało, z Traversem. Jakoś ciężko mu było wyjść z podziwu, że to właśnie z nim tutaj wyląduje. Nicholas i randki? Jakoś... trochę mu się to rozjeżdżało ze sobą. Z drugiej strony... ON i randka z MĘŻCZYZNĄ? Jak to do niego dotarło, jakoś dopiero teraz, to nabrało to jeszcze dziwniejszego wydźwięku i w głowie zrodziła się myśl, że może to jednak głupi pomysł. Że może się teraz wycofać, przeprosić Nicholasa, zabrać go do domu i... mogliby robić cokolwiek. Tak, po tamtym dniu był bliższy tego stwierdzenia, że to naprawdę mogłoby być cokolwiek. Chyba Nicholas był gotów się nauczyć bardzo wielu rzeczy, chociaż sprawiał wrażenie osoby, która raczej niechętnie przyjmuje nowości.

Skoro tu czekał to również mógł zawrócić.

A czekał przybrany w ciemniejsze kolory granatu i jadeitu, który podkreślał jasność skóry, platynę włosów i nieludzkie, niebieskie oczy. Nie miał na sobie prawie żadnej osoby - tylko pierścień z sygnetem rodu i drobne, jadeitowe kolczyki ze złota. Elegancki budyneczek pubu był pilnowany przez jedną osobę, która sprawdzała listę osobistości, jakie miały wejść do środka i odbierał od nich bilety. Tego dnia to miejsce było zarezerwowane na to wydarzenie - na spotkanie z małymi gwiazdeczkami, a wszystko to miało być zwieńczone konkursem dla amatorów. Niby trochę wstyd, ale z drugiej strony Laurent korzystał z tego, że ten wstyd chwilowo nie był przytłaczający. No bo - spróbuj. Spróbuj, to nie problem, to nie zaboli. Wpatrywał się w ten elegancki budynek z kamienia, przyozdobiony drewnem. Jego wóz z abraksanem został odprowadzony dalej. Nie znał nawet trzech czwartych tych osób - to niekoniecznie było towarzystwo, w którym się obracał. Ale to właśnie zachęcało. Nawet jeśli jego twarz pojawiła się ostatnio w gazetach z niekoniecznie... dobrym cytatem. Przynajmniej ze względów na bezpieczeństwo siebie samego. Bo z drugiej strony były osoby, które tylko mu gratulowały odwagi. A może głupoty?

- Cześć. - Uśmiechnął się na widok Nicholasa i dopiero, jak się odezwał, to zdał sobie sprawę, jak bardzo NIEELEGANCKO się przywitał. - Jesteś pewny? W każdej chwili możesz powiedzieć: nie, ja stąd wychodzę. Ale lepiej chyba wcześniej, niż później. - Żartobliwy ton, a przecież Nicholas był w te klocki kiepski. Zresztą akurat to, że lepiej żeby wycofał się wcześniej niż później było szczere.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#2
25.03.2024, 12:07  ✶  

Miał się od tego odciąć. Miał zawiesić znajomość. Przynajmniej na jakiś czas. Aby nie pozwolić sobie na zbyt częsty kontakt. Zbliżenie. Aby utrzymać poziom wybudowanego w sobie lodowego muru niedostępności. Po ostatnio spędzonym czasie z Lurentem zrozumiał, że może istnieć zagrożenie, że zostanie rozszyfrowany. Zdemaskowany?
Laurent jednak nie pozwolił o sobie zapomnieć.

Kiedy w ostatnich dniach otrzymał od niego sowę, z zaproszeniem do baru idiotycznej nazwy zwanej ”La La Land”, myślał że już dobrze z Prewettem być nie może. Dlaczego zapraszał akurat jego? Jeżeli to miała być randka, popełniał ogromny błąd, naruszając warunki ich umowy. Co innego spotkać się w kawiarni na kawie, co innego iść razem do pubu. Być może w zaproszeniu, wystosowanym do jego osoby nie było informacji o granej muzyce, co było może na plus Prewetta, że o tym nie wspomniał. W takim wypadku, otrzymałby negatywną odpowiedź od Traversa. A tak, dzień później dopiero poleciała sowa z bardzo krótką odpowiedzią: "Przyjdę."

Nicholas zwykle unikał publicznego i zbyt częstego pokazywania się, odkąd został Śmierciożercą i utrzymał się na swoim stanowisku w Departamencie Tajemnic. Im niej o nim wiedziano, tym lepiej. A swoje zawodowe osiągnięcia naukowe, pozostały na razie przeszłością, atutem dzięki któremu mógł dostać to, do czego zmierzał. Teraz był moment wycofania się z bycia zauważalnym. Mimo to, zjawił się. Teleportując do Doliny Godryka. Przemierzając ulice, w odszukaniu konkretnego miejsca, pubu. Ubrany był w czarny elegancki, szyty na miarę garnitur. Chabrowa koszula i czarny krawat. Mroczny znak dla bezpieczeństwa, zamaskował zaklęciem, aby nie był widoczny. Tylko jego niebieskie oczy i blond włosy zaczesane do tyłu, wyróżniały się na tle jego bardzo ciemnej odzieży. Zjawił się jak śmierć, która miałaby przyjść po schlane do nieprzytomności dusze i odesłać ich na tamten świat.

Został dostrzeżony przez Laurenta. Nie spodziewał się kumpelskiego powitania, ale przemilczał ten fakt. W przeciwieństwie do Prewetta, nie uśmiechnął się. Może tak już w sobie miał. Wielu do tego było przyzwyczajonych, że Nicholas nie okazywał jakichś emocji.

Już na wstępnie, został zapytany o możliwość zrezygnowania. Nie ogarnął, czy w którymś momencie Laurent żartował.
- Skoro już jestem, to nie będę zawracał.
Odparł krótko. Jeżeli mu się nie spodoba, to wyjdzie w trakcie. Co za problem? Przecież nie przywiążą go do krzesła. Jedyne co, to musieli grać rolę co najwyżej partnerów biznesowych a nie kochanków. Nicholas i randka? Chyba ze Śmiercią.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#3
29.03.2024, 20:11  ✶  

Nie wiedział, czego się po Nicholasie nie spodziewać. Nawet nie wiedział, co podejrzewać, jakie mieć przypuszczeni, na co stawiać. Czego mógł się dopuścić, czego nie. Niepewność powinna go stawiać na gruncie, który falował. Kiedy pod twoimi nogami zaczyna falować jezdnia to utrzymanie równowagi staje się wszystkim, na co zaczynasz zwracać uwagę. Wszystkim, co pochłania twoje myśli i wierci w głowie. Spoglądał na tego mężczyznę i mimo niepewności - wcale nie czuł, żeby falujący grunt miał go powalić. Czuł za to, że mógł się razem z tym gruntem unosić, wędrować, dopasować do jego rytmu. Fale nie przygniatały, wcale nie wymuszały uginania kolan. Wystarczy, żeby czuć. Nawe nie tańczyć wraz z nadanym rytmem, a wymusić na tym swoje własne kroki. Esme go już tego nauczył. Tego, że warto być bezwzględnie i bezkompromisowo sobą. To, co nadchodziło po tym zdaniu stanowiło potwierdzenie tego, że mimo wspaniałych nauk nadal był tylko (albo aż) Laurentem. Bezkompromisowość w jego słowniku było bardzo mocno brzmiącym słowem i niekoniecznie pasującym do tego, jak traktował ludzi bliskich sobie. Bliskich. Co z Nicholasem?

- Zdziwiłem się, że odpowiedziałeś pozytywnie. - Odezwał się dopiero po dłuższej chwili wpatrywania się w zimne, przystojne lico mężczyzny. Jakby przysłano rzeźbę z marmuru do jego boku i zapomnieli o ludzkich elementach. Ale one tam były. W malutkich calach niedoskonałości. Wystarczyło się przypatrzyć. - Ładna koszula. - Ładna, bo prezentująca jakiś kolor. Laurent pozwolił sobie na wyciągnięcie dłoni do krawata, przejechanie po nim palcami. Poprawił go, chociaż nie było czego poprawiać, ale nie to miał na celu. Celem był mimetyczny dotyk. Dotyk, który nie dotykał, gest, który był niby normalny i wcale nie spoufalający, a jednocześnie między nimi był... gestem bliższym. Z jego strony nim był. Przyjemny materiał krawatu zostawił wspomnienie swojej struktury na opuszkach jego palców. - Idziemy? - Zachęcił krótkim gestem i uśmiechem. Jeśli tylko Nicholas wyraził taką chęć to skierowali się do wejścia to tam powędrowali. W stronę wejścia, gdzie zatrzymał ich mężczyzna w garniturze, któremu Laurent pokazał zakupione bileciki. Jeszcze sprawdzenie na liście gości - i zostali przepuszczni.

Jazz nie gryzł w uszy. Spokojna muzyka nie wyrywała się ponad szmer rozmów i pasowała jak wyśniony dżentelmen do damy. Kolorowe stroje, dość eleganckie, przecinały się w mieszance wpływów kultury mugoli i wciąż klasycznych, czarodziejskich zajawek. Kwiaty cieszyły oczy w romantycznym wręcz półmroku otoczenia. Półokrągły bar otoczony był wysokimi stołkami do siedzenia, które w większości były pozajmowane. Okrągłe stoliki ze stylowymi krzesłami, a środek - parkiet przeznaczony do tańca, tuż pod sceną, na której właśnie brzdękało kilku artystów, kręciło się parę osób i zagajali to jednego, to innego gościa. Laurent zwolnił automatycznie po wkroczeniu do tego miejsca, automatycznie się uśmiechając. Przyglądał się wszystkiemu.

- Lubisz tańczyć? - Sam jakoś nie był wielkim tancerzem.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#4
30.03.2024, 15:07  ✶  

Na pewno Laurent nie musiał obawiać się ze strony Nicholasa ”Londyńskiej Inkwizycji”. Lecz tak, była to wielka niewiadoma, otrzymawszy zaproszenie do lokalu, który posiadał w sobie komiczną nazwę. Co jednak może się wydarzyć, jeżeli pokażą się publicznie razem? Bardzo wiele. Być może mógł go sprawdzić, jak zachowa się w innym miejscu, niż zwyczajna kawiarnia i spotkanie koleżeńskie? Czy nie przekroczą ustalonych granic?
Mimo to, pojawił się.

- Rozważałem także odpowiedź negatywną.
Oznajmił. Bez jakiegokolwiek okazywania reakcji, jakby to była dla niego, loteria? Przyjdzie, albo nie przyjdzie. Dlatego odpowiedź przyszła z dniem następnym. Nicholas musiał to przemyśleć, przeanalizować, czy jest po co. Czy warto? Chciał unikać pokazywania się razem. Do tej pory, tylko raz byli razem w kawiarni. Później umawiali się już tylko u siebie. Nicholas zdecydował się zaryzykować.

Chyba nie było jeszcze opcji, żeby Laurent oceniał jego koszulę? Ogólnie wygląd? Co jego elegancja koszuli miała do tego całego spotkania? Nie odpowiedział na jego komplement. Jedynie uniósł brew, jakby próbował zrozumieć, czemu mu to mówi.
Te dłonie, które powędrowały do jego krawata. Poprawiał? Czy sprawdzał jakość materiału?

- Laurent. Pragnę tylko przypomnieć, że jesteśmy w miejscu publicznym.
Posłał mu porozumiewawcze spojrzenie. Jakby nie życzył sobie na oczach innych bliższych interakcji niż jest to konieczne. Przypomnieć mu chciał umowę, jaką przecież ze sobą zawarli. Czyżby zapomniał?
- Idziemy.
Jeżeli powyższe mieli za sobą. Zgodził się na to, aby ruszyli w kierunku kolejki, czy może i pod samą bramkę. Prewett prowadził. On miał zaproszenia. On je pokazywał. Ochrona ich po chwili wpuściła. A kiedy znaleźli się w środku, gdzie dobiegała irytująca muzyka. Aż skrzywiło w uszach Nicholasa.
- Nie.
Odpowiedział na jego pytanie. Krótko, bezpośrednio. Bez zastanawiania się. Nie był osobą, która lubiła pajacować na parkiecie.
Z rękoma w kieszeni, rozejrzał po wnętrzu całego obiektu, po osobach w nim przebywającym. Jak dużo osób tutaj się przewijało. Kto grał tak durną muzykę. Przez to nie przypominał sobie, aby Laurent pisało mu co będą grać i czego dotyczyło spotkanie w tym miejscu.
- Zaprosiłeś mnie, w jakim celu?
Zapytał go po chwili, przenosząc swoje niebieskie oczy na jego twarz. Co mieli tu właścicie robić? Napić się jakiegoś dobrego alkoholu, patrzeć na pajaców i słuchać durnego czegoś zwanego jazzem? Powinien zaopatrzyć się w eliksir na ból głowy.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#5
31.03.2024, 19:02  ✶  

Idąc tropem ich obyczajów, standardów traktowania się, uwagi, jaką sobie poświęcali i na jak wiele uważali to bardzo słusznym byłoby założenie, że to był kolejny test, sprawdzian działań i zachowania w jeszcze innym otoczeniu. Była już kawiarnia, która stanowiła dla Laurenta safe zone, było mieszkanie Nicholasa, był dom Laurenta. Każda przestrzeń prezentowała sobą inne podejście, nadawała inny klimat. Mimo to... Laurent by nie powiedział, że sam zachowywał się wielce inaczej względem Traversa i w drugą stronę tak samo. To jednak nie był test. To była desperacja. W mniemaniu samego Laurenta - całkowicie żałosna, do punktu, w którym była aż wstydliwa i piekąca, ale nie chciał tego przyznawać i nie chciał tej strony otwierać przed kimkolwiek - nawet sobą samym. Miał mnóstwo osób, które na pewno by z nim poszły na tę imprezę. Które byłyby bardziej gadatliwe od Nicholasa, bardziej nastawione na zabawę, bardziej... bardziej wszystko. Wiedział, że chętnie by potańczyły, pośpiewały, nawet by się pośmiali i wyszedłby z tego wspaniały, koleżeński wieczór. No i właśnie - koleżeński. Ale w liście nie było mowy o koleżeńskim wieczorze. Była mowa o tym, czy nie poszedłbyś na randkę? Laurent miał jakieś niezdrowe poczucie, że kończy mu się czas. Jaki czas? Nie wiedział. Na co? Tego też nie wiedział. Jakby umykało mu życie przez palce, a on nie dość, że nie mógł się ruszyć, to ciągle tkwił w miejscu. I nagle chciał robić wszystko to, czego się bał i czego nie mógł robić, bo wypadało zachować się tak a nie inaczej. Może w końcu trafi na ścianę i Aydaya naprawdę zmusi go do ożenku? Nie, cokolwiek miałoby się nie dziać...

- W to nie wątpię. - I nie miał żadnego żalu. Bo rozważał, a jednak tutaj przyszedł Z JAKIEGOŚ POWODU. Jakiego? - Co przeważyło na pozytywną? Robiłeś rys zysków i strat? - Wyobrażał sobie Nicholasa, który siedział na fotelu w tym chłodnym, szarym salonie i w głowie notował plusy i minusy, żeby w końcu wydawać ostateczny wyrok. Czy to może żadna logika nie zwyciężyła, tylko ta słabość, o której wspominał? - Spokojnie. Będę grzeczny. - Ostatnim gestem naprostował krawat. I tyle było z fizycznego kontaktu. Nie zamierzał przeciągać struny. Nie był tu po to, żeby walczyć o jeszcze coś więcej, skoro i tak dostał to, czego chciał. Nawet jeśli to było takie... takie... nawet nie wiedział, jak to nazwać.

I o ile zrobiło mu się jakoś lżej, kiedy w końcu weszli i to miejsce tętniło życiem i bujało duszę swoimi dźwiękami, tak kiedy zabrzmiało pytanie Nicholasa poczuł napięcie. W jakim celu. Jak to w jakim? Żeby spędzić czas. Zatańczyć, chociaż na pewno ni razem, pooglądać piękne panie w bajecznych sukienkach i napić się dobrego drinka. Posłuchać zespołów, porozmawiać. No bo... co się robiło w zasadzie na randce? Gdyby Nicholas był kobietą to miał gotowy cały spis tekstów, którymi by umilił damie wieczór i co mógłby jej szeptać. Ale co miał powiedzieć do mężczyzny, jakim był Nicholas?

- Żeby spędzić z tobą czas. - Odparł na wydechu, nieco nerwowo przesuwając paznokciem po palcach. Brzmiało to trochę jak ostrożne rozminięcie się z prawdą, albo jakby starał się czegoś nie powiedzieć. Nie było to kłamstwo, bo gdyby z Nicholasem czasu tego spędzić nie chciał to nie posłałby zaproszenia. - Umówmy się - nikt nie chciałby pójść ze mną na randkę, prawda? - Dodał nerwowo, trochę nieuważnie, bo nie chodziło o to, że Nicholas był... którymś tam wyborem. Do nikogo innego Laurent nie posłał wiadomości. Zgoda, oprócz jednej osoby, ale wiedział, że Kayden nie odpowie. Nie miałby nawet odwagi czytać odpowiedzi przeczącej. A jakoś... od Nicholasa się tego nie obawiał. Tej odmowy.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#6
01.04.2024, 15:44  ✶  

Właśnie. Randka. Jeżeli to słowo w liście padło, to Nicholas nie przykuwał na niego zbyt dużej uwagi. A może jednak? Stąd jego wahania nad odpowiedzią? Ta kalkulacja, w jaki sposób zastanawiał się, co mu odpowiedzieć? Nie działały na niego uroki magiczne. Nie willi czy też selkie. Jakiekolwiek. Na niego sam Laurent działał inaczej, choćby z nim przebywając. Te jego piękne oczy, były przykuwające znaczną uwagę. Niespotykane. Jakby, nieludzkie w swojej barwie.

Być może Nicholas podobnie jak w przypadku wcześniejszych spotkań, postanowił to potraktować jako test. Zorientowanie się, jak może wyglądać randka z drugim facetem. Czy tak samo jak z kobietą? Na żadnej nie był. Nie widział takiej potrzeby w życiu, aby kogoś obdarowywać upominkami, uprzyjemniać mu czas. Gdziekolwiek by nie był z kimkolwiek. Wszystko traktował zwyczajne. Biznesowo. Koleżeńsko. Niewiele też może tradycji wynosił z własnego domu. Mógł z nich nawet zrezygnować, twierdząc na zasadzie "szkoda galeona", "strata czasu", i tak dalej.

Błędnie Nicholas sądził, że zakończy temat dokonywania wyboru na temat przyjścia tutaj, czy też udzielenia odpowiedzi odmowy. Laurent drążył temat, ciekawym będąc co przeważyło w tej decyzji. Nicholas spojrzał na niego z uniesieniem brwi, nie bardzo wiedząc co mu na to odpowiedzieć.

To nie tak, że siedział i robił na pergaminie tabelkę, piórem wypisując plusy i minusy spotkania. Takiej ”randki”. Nie wyrywał płatków z jakiegoś kwiatka, choćby słonecznika z loterią iść, nie iść. Nie pytał nawet nikogo o porady. Nie rzucał monetą. Opcji mogło być wiele. Zabawnych. Na tak poważnego Niewymownego.

- Ciekawość…
Rzucił jednym słowem. Odwracając od razu wzrok, głowę i samego siebie w kierunku ruszenia dalej. W stronę tego całego baru, pubu? Musiało to dziwnie zabrzmieć z jego słów. Porządnego Niewymownego z Departamentu Tajemnic. Który nie zna się na żartach. Poczuciu humoru.

Również swoją osobą, Travers nie pasował kompletnie do panującego wnętrza i atmosfery tego lokalu. Niczym czarny wilk, który zabłądził w nieodpowiedni rejon stada. Gwar, hałas, irytująca muzyka. Pajacowanie, zwane tańcem na parkiecie. Dlaczego właśnie to jego Laurent zaprosił do tego miejsca? Czy ta ciekawość, nie zaprowadziła go właśnie do piekła? Gorszego niżeli już w takim jest?

"Żeby spędzić z tobą czas…" – te słowa odbiły się w jego umyśle. Niby jak mieliby tutaj spędzić ze sobą czas? To nie był jego klimat. Ponownie Nicholas rozejrzał się po otoczeniu. Czy mógłby uznać to miejsce, za świat Laurenta, w jakim lubił się obracać?
Kiedy padły kolejne słowa Laurenta. Jakoby ukazujące fakt, że nikt nie chciałby z nim iść na randkę. Nicholas znów przeniósł na niego swoje chłodne spojrzenie.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że jako jedyny wyraziłem zgodę? Wysłałeś zaproszenie do kogoś jeszcze?
Tak odebrał jego słowa. Pytanie? Aż westchnął ciężko. Może przeżyje. Napiją się, porozmawiają i pójdą w swoją stronę.
- Mamy tutaj jakiś stolik?
Skoro zaproszenie, to i może była z tym związana jakaś rezerwacja? Nicholas chciał już odbębnić to spotkanie. Już nawet zaczął rozglądać się za jakimś miejscem w kącie, w ukryciu. A że był wysoki, powinien coś dostrzec. O ile nie było rezerwowane na nazwisko Prewetta.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#7
03.04.2024, 14:36  ✶  

Ciekawość. W ich wypadku to niemal zawsze była ciekawość, prawda? Kręcili się wokół niej, jakby była aż tak istotnym było zabijanie własnej nudy w spotkaniach między spojrzeniami. Ciekawość. Kogo? Siebie? Siebie wzajem? Obu? Laurent postawiłby, że obu. Bo czuł się odważniej, choć pewnie nie powinien, mogąc otwierać siebie na nowe myśli, nowe doznania, a był ciekaw Nicholasa, bo był jedyną hortensją w całym ogrodzie. Specjalny płatek śniegu, chociaż między indywiduami nikt nie powinien specjalny pozostawać. Zastanawiając się nad tym rozumiał nieco bardziej, co czyni spokój przy Nicholasie tak realnym. I była to kontrola. Laurent był spokojny bo miał poczucie, że kontroluje sytuacje. Że stabilny Nicholas nie zacznie robić rzeczy nieprzewidywalnych w tym negatywnym dla niego kontekście - bo to, że zaskakiwał, było jak dotąd miłymi przecięciami ich poznawania się.

Ciekawość była odpowiedzią satysfakcjonującą, bo temat nie został dalej pociągnięty.

- Nie wysłałem. - Wtedy może mógłby być pewien, tylko dlaczego miałby się kompromitować, skoro był w stanie przewidzieć, że odpowiedzi nie będzie, albo będzie negatywna? Może Philip wyraziłby pozytywną chęć... ale Philipa nie chciał zabierać. Ta dziwaczna sytuacja między nimi już i tak nie zachęcała go do tego, żeby chwilowo skracać między nimi dystans, który pojawił się w jego odczuciu. Niech na razie pozostanie dystansem, dopóki nie wypracuje się na coś... na cokolwiek innego, bardziej zjadliwego i nie pożerającego go ciągle stresem i poczuciem niższości. - Żadne z rezerwacją, jeśli o to pytasz. - Bo może i impreza była bardziej zamknięta, ale nadal to nie było przyjęcie, gdzie szampan był podawany na srebrnych tacach i czerwonych dywanach. Laurenta coraz mocniej pochłaniało wrażenie, że to może jednak nie był taki dobry pomysł. Że właściwie to chyba był bardzo zły pomysł.

- Dzień dobry! Przepraszam, ale czy mogę zająć chwilę? - Mężczyzna koło 50tki, z eleganckim wąsem, w garniturze, uśmiechnął się, podchodząc do nich ze swoim notatnikiem. Laurent zatrzymał się w pół kroku do stolika, spojrzał na Nicholasa, ale w końcu stanął. - Robimy mały konkurs amatorskich talentów. Nie chcieliby państwo wziąć udziału? Proszę za bardzo się nie stresować ani nie przejmować. To tylko dla zabawy. - Dodał zaraz patrząc na zimną minę Nicholasa, a potem na zdekoncentrowany wyraz twarzy Laurenta.

- Jakiego rodzaju... konkurs? - Bo przecież prezentacja talentów, szczególnie w świecie czarodziei, mogła oznaczać wiele.

- Śpiew, aktorstwo, recytowanie. Jedna z trzech kategorii do pokazania. Ku uciesze, sprawdzeniu się, pobawieniu. - Mężczyzna miał miły głos, ciepłe spojrzenie, miał w sobie lekkość... I Laurent jakoś tak nawet się uśmiechnął i rozpromienił.

- Właściwie... mógłbym się zastanowić...

- Proszę się nie śpieszyć! Jeszcze przez godzinę zbieramy zapisy, a potem zwolniona zostanie dla nas scena. Jeśli by państwo się zdecydowali - zapraszam do mnie. - Zaproponował, dygnął elegancko i przesunął się do jednego ze stolików, żeby pewnie zagaić innych o dokładnie to samo. Laurent aż się zanim obejrzał, spoglądając na zaskoczone reakcje gości. Podobne pewnie do jego reakcji.

- Chyba nawet nie muszę pytać, co myślisz. - Zagaił Nicholasa, teraz już z rozbawieniem. Jakoś nie widział Nicholasa na scenie popisującego się aktorstwem...



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#8
04.04.2024, 00:34  ✶  

Ciekawość stała się widocznie ich charakterystyczną cechą, budującą relację między nimi. Badającą spojrzenie na otoczenie, działania i wydarzenia ich dotyczące. I właśnie też dotyczyło drugiej osoby. Jej zachowania, spojrzenia na otoczenie, jakie podejmie działania i czy jest przewidywalna. Tajemniczość była wyjątkową cechą u Nicholasa, którą zapewne cenił sobie Laurent. Travers stał się dla niego interesującym obiektem. Poddawanego różnym testom. Jak choćby z tą dzisiejszą randką. Która w najgorszym scenariuszu, może nie zakończyć się dobrze.

Skłamał? Czy mówił prawdę? Nie wysłał listu do nikogo więcej? Nicholas nie brnął w ten temat, jak tylko otrzymał odpowiedź nie wysłałem. Czy była zadowalająca? Trudno orzec, kiedy Nicholas nie odnosił się w tym przypadku jakoś z większym zainteresowaniem. Przecież Laurent był wolny. Jest wolny. Może umawiać się z kimkolwiek chce. Kto mu broni?
Skoro nie było rezerwacji, Nicholas skinął głową w celu zrozumienia i jak tylko wyłapał wolne miejsce dla nich, skierował się w tamtejszym kierunku, niespodziewanie zostając zatrzymanym przez nieznajomego gościa. A że Laurent był z nim, może i kawałek? Mógł z nim porozmawiać. Choć sam Travers, spoglądający chłodem na nieznajomego mu mężczyznę, chciałby mu powiedzieć, aby się odpieprzył od nich.

Nie odezwał się jednak nic. Słuchał co ów mężczyzna miał do zaproponowania. Konkurs? To było zdecydowanie miejsce nie dla niego. Nic zachęcającego. Laurent jeżeli chciał, mógł się zapisać. Nicholas odpadał. Zatrzymywać swojego białego pawia, nie zamierzał. Chce, niech odfrunie.

Gdy zostali sami, Nicholas z nieznajomego dla siebie mężczyzny, spojrzał na Laurenta.
- Chcesz. Idź. Ja odpadam.
Odpowiedział mu krótko i chłodno. Spojrzeniem nawet sugerując, aby nie próbował zapisać go również.
Po wypowiedzeniu tych słów, Nicholas udał się w kierunku nadal pustego stolika dla ich dwojga. Nie dawał się namówić Laurentowi.

Chce, niech idzie pajacować.

Docierając na miejsce, Nicholas zajął wolne krzesło. Czekał na Laurenta? Chciał z nim spędzić ten czas. Ale czy tak miał wyglądać? Niezupełnie. Nie mieli prywatności. Trzeba było cały wieczór udawać.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#9
06.04.2024, 07:18  ✶  

Powinien sobie zapisać w pamięci, że był prawdziwym królem złych pomysłów, ale kiedy spoglądał teraz na Nicholasa i to poczucie wypełniło go już całego odkrył, że właściwie nawet do końca się tym nie przejmuje. Od początku była to jakaś dzika fantazja, mrzonka, wiedział dokładnie, na co może się pisać zapraszając Traversa, więc nie spotkał się wcale z żadnym rozczarowaniem. Nicholas był sobą - ze swoimi granicami, ze swoim małym zainteresowaniem do zabawy. A jednak tu był. Tylko z jakiegoś powodu i tak nie potrafił mu odpowiedzieć tego, co myślał. Przecież bym cię nie zapisał bez twojej zgody. Dlaczego miałby to zrobić i ten komfort narażać? Dlaczego istotne było teraz podkreślenie tego przez Nicholasa? Dobrze, że to zrobił, nawet bardzo dobrze. Nie tworzył wątpliwości i unikał bardzo niezręcznej sytuacji, która by nastała, gdyby jednak Laurentowi wpadło do głowy, nawet w ramach żartów, posunąć się do czegoś takiego. Muzyka jazzu przez ten moment była bardzo odległa. Może po prostu przeszkadzało ci to, że akurat tutaj nie było żadnej kontroli ani nad własnymi emocjami, ani nad tym, żeby coś zrobić, by ten wieczór był o wiele lepszy? Nie. To nie to. To chodziło o ten chłód i o to, że to zdanie brzmiało jak cięcie noża do krojenia papieru. Jedno opuszczenie żylety, by odciąć scenariusz wydarzeń od siebie wzajem.

- W takim razie zaraz przyjdę. - Spokój w jego głosie był bardziej na miejscu, niż czuł się w rzeczywistości, ale o to chodziło, żeby nie dać się pochłonąć temu wrażeniu, że osuwasz się trochę za nisko jak na to, czym miał być ten wieczór i to spotkanie. Czyli nie być całkowitą porażką. Nie było prób namawiania. Nawet nie miałby na to ochoty. Podszedł do mężczyzny, który zagadywał jedną parkę i w kulturalnej odległości poczekał, aż skończy, żeby go złapać i poprosić, aby go wpisał. Specyficzne związanie tremy na dole brzucha było na razie tylko malutkim doznaniem, ale aż za dobrze pamiętał słowa Florence, żeby chociaż próbować. Nie było powodu do tego, żeby rezygnować. Tak i zresztą Victoria by pewnie go zachęcała. Do głowy mu przyszło, że Perseus by się zachęcająco uśmiechał. Obrócił się w kierunku Nicholasa, kiedy dopełnił formalności i wpisał, co chciałby zaśpiewać. Ciemna figura niknąca w kolorwym tłumie, ale dla Laurenta był jak latarnia wskazująca kierunek, gdzie znajdowała się bezpieczna przystań. Czy ktoś o nim tak myślał? Niebezpiecznie było zbliżać się do człowieka, który wydawał się odpychać od siebie ludzi i nawet nie życzył sobie ich towarzystwa. O jego minie można było teraz powiedzieć wszystko, a chociaż miał tak oszczędną mimikę to Laurent widział jak na talerzu - Nicholasowi wcale się to miejsce nie podobało. A jego to bardzo smuciło. Obrócił się od partnera tej nieszczęsnej randki, na której nic nie szło tak, jak powinno, żeby podejść do baru i przynieść whiskey dla Traversa. Małą porcję, akurat do wypicia. A przy sobie postawił jednego z kolorowych drinków.

- Powiedziałbym, że za dobrą zabawę, ale nawet nie wiem, czy to by było odpowiednie. - Uśmiechnął się smętnie i wzniósł szklankę, żeby upić z niej łyka. - Uważam, że ludzie kochają to, czym pasjonują się inni. Ale ty nie jesteś zdolny do miłości, prawda? - Przekręcił parasolkę w swoim drinku, żeby nim zamieszać i podniósł wzrok na Nicholasa. - Powiedz mi, Nicholasie... co cenisz najbardziej w życiu? Jakie są twoje priorytety?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#10
08.04.2024, 23:21  ✶  

Swoimi słowami Nicholas potwierdził przypuszczenia Laurenta, nawet jeżeli wiedział iż jego towarzysz dzisiejszego wieczora nie jest skłonny brać udział w jakichkolwiek zabawach, konkursach organizowanych przez gospodarzy. Upewnił w tym przekonaniu Prewetta, skoro aż spojrzał w jego kierunku chcąc poznać odpowiedź? Zobaczyć ją na obliczu jego twarzy, która jasno mówiła iż nie jest on osobą odpowiednią do randkowego towarzystwa, w publicznym miejscu?

To spojrzenie mówiło wiele, ale także nic. Niektórzy mogli patrzeć w ich kierunku z zaskoczeniem, zdziwieniem, a może nawet i zrozumieniem? Mężczyzna z mężczyzną? Jak tam można? Byli zapewne też Ci, którzy nieprzychylnie patrzyli na związki jednopłciowe. Choć może nie każdy zwracał uwagę na innych, a bardziej na siebie.

Laurent zdecydował się wziął udział. Nicholas skinął głową przyjmując do wiadomości i zajął się w tym czasie odszukaniem i zajęciem stolika dla nich. Dwuosobowego. Aby może nikt im nie przeszkadzał? Może nawet chcąc mieć nieco więcej prywatności dla ich dwojga. Lepszy także wgląd na scenę, gdzie będzie się Laurent kompromitować.

Zapraszanie Traversa na randkę, to jak zaproszenie śmierci do gry publicznej. Nie wiedząc, czego się spodziewać. Albo nie do końca będąc przekonanym, że zna się dobrze tę osobę. Ciekawość. Nowe doświadczenie. Badanie siebie wzajemnie w takich okolicznościach. Kto pierwszy wymięknie i wyjdzie stąd? Nicholas ledwo znosił tutejszą muzykę.

Zajmując wolne krzesło, długo nie musiał czekać na powrót Laurenta, który przyniósł mu nawet dobre whisky. Miło z jego strony. Gdyby nie planował tego zrobić, zapewne Nicholas zamówiłby dla siebie czerwone wino. Tak jakoś naszła go ochota. Może później. Może będzie na to okazja.

Laurent tradycyjnie zaczął filozofować, więc go wysłuchał, odbierając napój. Nie upił jeszcze łyka, nie wznosząc żadnego toastu. Dobra zabawa? Zależy dla kogo.

Czy był zdolny do miłości? Nie był. Zależy też jak interpretować miłość i do czego. Istoty żywej? Rzeczy materialnej? Siły wyższej? Oddania?

- To tak jak powiedzieć. Ludzie czczą wszystko i nie cenią niczego.
Odparł po chwili. Dając sobie chwilę na zastanowienie. Czy było coś, co cenił w swoim życiu? Miał priorytety? Spoglądał wciąż na szklankę, nie zaś na Laurenta. Jakby zbierał myśli. Zastanawiał się. Czyżby były to pytania dla niego obce? Czy może nie chciał się dzielić tym, co jest dla niego ważne?
- Cenię ciszę.
Cisza, pozwalała się skupić, pojąć wiedzę z wielu źródeł. Aby dzięki temu, doskonalić się. Rozwijać. Osiągać cele. Być kimś więcej niż jest się obecnie. Lecz czy to była pewna odpowiedź? Niekoniecznie. Odpowiedział tak, aby może zaspokoić w jakimś stopniu ciekawość Laurenta? Albo udawać dobrego rozmówcę?
W końcu, uniósł szklankę i upił łyk przyniesionej whisky przez Prewetta. Jeden łyk, po czym postawił szklankę na stoliku.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (3821), Nicholas Travers (2836)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa