• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4
29.03.1972, Stary Sad, Little Hangleton || Eden & Deborah

29.03.1972, Stary Sad, Little Hangleton || Eden & Deborah
The Law
If I ever let my head down,
it will be just to
admire my shoes.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Deborah Burke
#1
01.12.2022, 17:54  ✶  

29.03.1972
Stary Sad, Little Hangleton



Na smukłej szyi Deborah Burke nie było śladu po małżeńskiej kłótni sprzed dwóch dni — ale na jej dumie pozostała bolesna szrama, która nie chciała się goić. Pulsowała niematerialnym bólem, w niczym jednak temu fizycznemu nie ustępując. Od krtani, w której uwięzły tamtego wieczora słowa i oddech, promieniowała na całe jej ciało. Upokorzenie domagało się krwi, i to krwi konkretnej osoby: właściciela niewysublimowanego humoru, kiepskiego wyczucia czasu oraz bezgranicznej zuchwałości.

Właściciela chryzantem.

Ponieważ Elijah w zagmatwany sposób był innym poziomem przewinienia, nawet jeśli to on ją dusił, a Perseus wysłał tylko głupie kwiatki. Ale z mężem Deborah umiała sobie radzić sama.

W ostatnich czterdziestu ośmiu godzinach zupełnie nieistotne były te chwilowe przypływy zdrowego rozsądku, które zalewały jej umysł niespodziewanie i nakazywały porzucenie sprawy; zakopanie jej w odmętach pamięci. Zignorowanie. Darownie. Brnęła więc w ten głupi upór z klapkami na oczach, w sposób bardzo do siebie niepodobny ignorując otaczające ją fakty i logikę osoby dorosłej. Długo wahała się nad tym jednym posunięciem i odsuwała go w czasie. Aż do momentu, gdy nie widziała już innej opcji — poza wysłaniem jej do Azkabanu za morderstwo albo zamknięciem w psychiatryku, ciężko powiedzieć co stałoby się wcześniej — dlatego też następnego dnia po urodzinach wysłała sowę do Eden i Sacharissy.

Odpowiedź Eden nawet zapisana w kilku zdaniach na kawałku papieru zdołała podnieść ją na duchu. Sassy natomiast okazała się być uziemiona i zamknięta w domu ze swoimi dziećmi; Deborah całkiem jej współczuła. Posiadania tylu dzieci, to raz, chociaż jeszcze bardziej choroby najmłodszego z nich — nawet jeśli sama nie zajmowała się Alexandrem, kiedy ten chorował. Ale bardzo szybko przeszła nad tym faktem z życia przjaciółki do porządku dziennego i z powrotem skupiła się na własnych problemach.

Następnego dnia punktualnie o dziewiątej pukała do drzwi małego domu częściowo skrytego za plątaniną gałęzi drzew owocowych, rosnących chotycznie na miejscu pestek rozrzuconych przed laty jakby przypadkiem po frontowej części działki. Ciemność zalegająca w sadzie była jeszcze bardziej dojmująca niż mrok panującej o tej porze nocy, cienie głębsze i nieprzeniknione. Twarz Eden, która otworzyła jej drzwi po chwili oczekiwania okazała się być tym milsza.

Chociaż akurat dla Deborah ona zawsze była mile widziana.

— Cześć. Pisałam do Sassy, ale ugrzęzła w pieluchach i zasmarkanych chusteczkach, podczas gdy jej mąż zajmuje się bóg raczy wiedzieć czym. Chyba nie zobaczymy jej aż do lata — rzuciła na powitanie, przekraczając próg domu. Właściwie nie była nawet pewna, czy dzieci Sacharissy używały jeszcze pieluch i zupełnie nie przeszkadzał jej przy wypowiadaniu tych słów fakt, że sama miała mała małe dziecko. — Kazała pozdrowić. Czy tam uściskać. — Deborah machnęła lekceważąco ręką. Nie przyszła przecież po to, żeby wyręczać innych ludzi w jakichś bezzasadnych uprzejmościach towarzyskich.



She wasn't fragile like a flower.
She was fragile like a bomb.
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#2
15.12.2022, 01:08  ✶  
Nie miała pojęcia, co widziała w tym miejscu. Nawet zielonego; niczym liście pojawiające się z wolna na drzewach otaczających niewielki domek. Prawdopodobnie była to zwyczajnie kolejna głupia zachcianka.
Jednak to samo mogła powiedzieć o kimkolwiek i czymkolwiek innym. Nie wiedziała, co widziała w swoim mężu i czemu jednocześnie chciała ratować tonący okręt, jakim był ich związek, a zarazem utopić Williama za jego burtą, obserwując z pokładu jak woła o pomoc. Nie mogła też jasno określić, co widziała w Moodym i czemu był jedyną osobą, której skrajna głupota nie doprowadzała Eden do szału. Gdyby wciąż jeszcze była przy zdrowych zmysłach, uznałaby tak notoryczny brak zdecydowania za martwiący.
Zamiast tego, wszystkie swoje rozterki traktowała jak zagadki logiczne. Bawiła się sama ze sobą w swojej głowie, odgrywając jednocześnie rolę oskarżyciela i adwokata, wysuwając sobie raz po raz argumenty to za, to przeciw każdej opcji. Emocje odsuwała na bok jak natarczywego szczeniaka, który chce się dobrać do twojego obiadu - widziała, że łaknęły wpłynięcia na jej osąd, ale dzielnie z nimi walczyła, kopała i popychała, byle tylko nie dopuścić ich w pobliże zdrowego rozsądku. Biedny obumierał w ich towarzystwie; przestawał uciszać wyrzuty sumienia.
Kiedy w liście Deborah przeczytała słowo zemsta, sama zaczęła się nad nią zastanawiać. Fraza przyjemnie leżała na języku, pozostawiała słodki posmak. Oczywiście nigdy nie wypowiedziałaby tego na głos, wszakże uparcie twierdziła, że nie była osobą mściwą - po prostu wypadki chodziły po ludziach. Niemniej wcale nie znaczyło to, że nie rozważała jej również jako opcji dla siebie samej. Nie była tylko pewna, za co chciałaby się zemścić na mężu. Musiała mu niestety oddać, że na razie zwyczajnie odpłacał się pięknym za nadobne. Nie znosiła go za to, ale wiedziała, że się jej kompletnie należało.
W końcu usłyszała pukanie i odłożyła te myśli na bok.
- Cztery razy proponowałam jej opłacenie niani z własnej kieszeni i za każdym razem mi odmówiła. Gdyby naprawdę chciała zostawić swoje pacholęta, już dawno leżałaby elegancko spita pod stołem w tutejszej kuchni - skwitowała w odpowiedzi na nietypowe przywitanie przyjaciółki, najwyraźniej również nie chcąc optować w klasyczne cześć czy nawet dzień dobry. W końcu nie miały czasu do stracenia, po co bawić się w konwenanse. - Jeśli zapyta, powiem, że tak mnie wyściskałaś, że po wszystkim trzeba było mnie reanimować. Rozgość się. - Skinęła głową w kierunku części służącej za salon, w której znajdowała się duża kanapa. Nowy nabytek, przytargany przez ekipę dziś rano. Jeszcze nie wysiedziana, prawdziwy rarytas.
- Napijesz się czegoś? Jest tu zadziwiająco dużo cydru - oświadczyła, wskazując na porozstawiane gdzieniegdzie skrzynki pełne wspomnianego trunku. - Oczywiście wzięłam ze sobą też jakieś lepsze wino, nie jestem jakimś troglodytą. Niemniej wybór jest twój. - W tym momencie na stoliku przed kanapą postawiła i kieliszek, i wspomnianą butelkę czerwonego wina, lecz nie nalała nic Burke, bo nadal nie wiedziała, czego będzie wolała się napić. Po odbębnieniu minimum serwisu opadła na kanapę, założyła nogę na nogę, a ramiona rozpostarła wzdłuż oparcia, uroczyście gotowa knuć coś niedobrego.
- A więc kto zasłużył sobie tym razem na twój gniew, Debbie? Mogę zgadywać? - Zagaiła z uśmiechem, wyraźnie podekscytowana dramatem przyjaciółki. Eden czasami bywała niebywale małostkowa - do szczęścia potrzebowała tylko cudzych problemów oraz możliwości zaangażowania się w nie. Wtedy zapominała o swoich i jakoś życie zdawało się lżejsze.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Deborah Burke (448), Eden Lestrange (539)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa