• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 … 16 Dalej »
[26.12.1963r. i 01.01.1971r.] Dziecięca polityka

[26.12.1963r. i 01.01.1971r.] Dziecięca polityka
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#1
03.04.2024, 00:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.04.2024, 18:13 przez Neil Enfer.)  
Nobby Leach powinien gryźć piach

26.12.1963r.

Lubił święta, kochał je, od zawsze, na swój własny sposób co prawda, ale jednak. Wspólne ubieranie choinki, przygotowywanie posiłku dla Mikołaja, czekanie na niego, już nie mówiąc o przerwie w szkole. To było cudowne!!! Najlepsze!!! Dokładnie z takim zaangażowaniem wracał do domu z Akademii. Kawał drogi miał do przebycia i nie szedł co prawda na piechotę przez góry, rzeki, zaspy i pobojowiska, jak to czasami jego rodzice opowiadają swoje historie podróży do szkoły, ale jednak trochę mu czasu zajęło dotarcie do domu, ale nareszcie się tu znalazł. Wszystko przebiegało zgodnie z planem, było idealne, choć zdarzyło się kilka wpadek. Stłukł się talerz, świeczka rozlała się woskiem na obrus, ryba była nieco za słona, a papier prezentu zaciął Neila w palec. Nie miało to znaczenia, bo właśnie o to chodziło o nie przejmowanie się tym co nie wyszło, bo tak nakazuje przecież duch świąt.

***

Wszystko co najlepsze powoli dobiegało końca. Kolędy płynęły zrywnymi melodiami w radiu, co chwila przerywane wtrąceniami ludzi w magicznym pudełku. To radio było drogie, bardzo drogie, ale siedząc na wsi, z dala od bieżących plotek i regularnych dostaw gazet trzeba było sobie jakoś radzić.
Siedział na parapecie, ubrany w piżamę. Nie było czasu się przebrać, w końcu liczył, że może Mikołaj przyjdzie jeszcze raz, w nagrodę, że tak ładnie posprzątał z mamą stół po kolacji. Należała mu się jakaś nagroda, prawda? Pochuchał na zimną szybę, na której od razu osadziła się mleczna para. Skaleczony palec, owinięty w plaster przytknął do szkła rysując w niej kształty wspomnień sprzed kilku dni. Choinka, gruby pan, prezenty, nuty kolędy.
Zerknął w stronę kuchni kiedy piosenki urwały się, zapodając kolejne nowiny ze świata magicznego. Jednym uchem słuchał wieści z radia, drugim uchem słuchał westchnienia, widocznie poirytowanego, a zaraz rzuconego w eter, ojcowskiego ,,Spokojnie". Takie słowa w historii całego świata nigdy, ale to przenigdy nikogo nie uspokoiły gdy było się złym, wręcz przeciwnie. Płachta na byka została poruszona, czerwień zatańczyła i rozmowa rozpoczęła się z ognistym entuzjazmem mugolskiej Azjatki.

***

-Ja tylko mówię, że niektórych należy kastrować i tyle, to moja opinia i co z nią zrobisz? Mam prawo ją mieć!-rzuciła głośni niska kobieta, wchodząc z impetem do salonu, niosąc w kuchni filiżankę paskudnie mocnej kawy, pachnącej tak, że jej woń roznosiła się już po połowie domu, a będzie tylko gorzej.
-Skarbie... Tak... To... to nieetyczne!-wzrok chłopaka powędrował na ojca próbującego bronić racji niejakiego Leacha, kimkolwiek on był. Coś niby o nim słyszał, ale nie do końca znał się jeszcze na tych wszystkich dorosłych rzeczach, a jego głowę zajmowały bardziej zioła i nowe czary jakich musiał się nauczyć, a nie imiona i nazwiska kogoś kto nie ma wpływu na jego życie.
-Pomyśl o Neilu!-czemu o nim ojciec miał myśleć? Przechylił lekko głowę na bok, obserwując rozmowę rodziców, czując się dziwnie z tym, że został tak wprost wywołany.-Wilk w owczej skórze, nic więcej, tyle ci powiem. Chcesz coś dodać, to możemy od razu zakończyć rozmowę. Wiem co mówię.-zamachała dłonią, rozsiadając się oburzona na kanapie okrytej czerwonym, wzorzystym kocem.
-Moim zdaniem, to jakaś dziwna propaganda, mało to takich co to chcą namieszać innym w życiu bez powodu? Spójrz nawet na to gdzie jesteśmy teraz, przez tych kretynów, Neil nie słuchaj.-zaśmiał się pod nosem, widząc, jak ojciec prosi go o niezapamiętywanie wyrażania się niepoprawnie o innych. Wiedział dobrze, że takie wyzywanie było złe, ale wiedział też, że niektórzy na to zasługują.
Spełzł z parapetu i podszedł do ojcowskiego fotela, o który oparł się łokciami, przypatrując się im dalej, przeskakując jasnymi oczyma w jednej strony na drugą, gdy jeszcze coś mruczeli na siebie pod nosami.
-Ja po prostu dbam o nasze dziecko.-kobieta zrzuciła w końcu z siebie kolejną porcję obaw.-Pomyśl sobie, jak ma dorastać gdy ktoś taki może wychodzić i publicznie robić takie rzeczy, hm?-schowała się za filiżanką, upijając z niej kilka łyków.--Jak tak dalej pójdzie, to będzie nas czekać kolejna przeprowadzka.-dodała. Poszukiwanie lepszego życia nie było w jego ocenie niczym złym, a niewiele straci, w końcu to nie tak, że ma tu jakichś znajomych.
-Oj, kochanie, nie bądź już aż tak dramatyczna.-ojciec spróbował znów uspokoić miłość swojego życia, jednak widać było w jego oczach, że wzmianka o ponownej przeprowadzce wywołała z nim pewien niepokój . Poprzednia zmiana zamieszkania wstrząsnęła nimi wszystkimi. Zupełnie inny kraj, do tego... Anglia... Ughhh, straszne. To prawie jak trauma na kolejne sześć pokoleń.

***

Chciałby wiedzieć jak to się stało, gdzie u mknęła im druga godzina na rozmowach politycznych? No i chciałby też przede wszystkim wiedzieć dlaczego jest w jej centrum, jako przykład, jako przestroga i nadzieja jednocześnie. Żałował też, że większość szczegółów była poza jego zasięgiem, nie tylko jeśli chodzi o pozyskanie informacji, ale i również o pojęcie ich i odpowiednie posegregowanie w głowie. Ten Dobby.... Nie, Lobby... Nobby? Hm, to było skomplikowane. Tak czy inaczej nie był pewien co o nim sądzić, a przecież kryteria oceny dziecka są dość proste, co prawda on był już nieco wyrośnięty, ale to wcale nie ułatwiało sprawy! Czemu świat nie mógł być czarno-biały? Im będzie starszy tym będzie gorzej, do tego dojdzie poczucie odpowiedzialności za siebie i za innych.
Spojrzał na matkę wskazującą na niego, zerknął na ojca, który postukał palcem podłokietnik fotela wyrzucając z siebie kolejne słowa lekkim tonem, słowa oburzające matkę. Fiesta mocnych słów zaczęła się na nowo i teraz już nikt nie zwracał uwagi na obecność dziecka w pomieszczeniu. Wstęp do dorosłości, gdzie wszyscy krzyczą, przeklinają i palą. Fuj... Palenie było ohydne, nigdy nie będzie mieć przyjaciela, który będzie palić, takich będzie sobie dobierać.
-To... On zrobił coś złego?-zapytał, a odpowiedź przyszła podwójna, z dwóch stron i to szybciej niż myślał.
-Tak.
-Nie.
Azjatka zmrużyła oczy, wbijając mocne spojrzenie we Francuza, który spojrzenie jak najbardziej odwzajemnił, a młody Neil wlepił wzrok w stół. Czy... Czy właśnie będzie powodem rozwodu swoich rodziców? Nie chciał, żeby tak było. Jego obawy się chyba jednak nie spełnią. Westchnięcie jednej strony, zasiorbanie herbaty drugiej.
-Wiesz Neil, sprawy nie zawsze są takie łatwe, jakby się mogło wydawać.-podniósł głowę i zastanowił się nad słowami ojca.
--Ale nie są też aż tak skomplikowane, jak twojemu ojcu się wydaje.-dodała kobieta, bujając nogą założoną na nogę.-Czasami wszystko jest na wierzchu.-wzruszyła ramionami.
-Ale nie zawsze. Nieraz dobra osoba musi robić złe rzeczy albo... Pamiętasz Alice?-przywołał wspomnienie jednej z dziewcząt z Akademii, starszej o kilka lat, bardzo ładnej i mądrej, ale nieco samotnej. Pokiwał głową na pytanie taty.-Ona też robiła złe rzeczy, prawda? A później okazało się, że nie do końca tak było. Ludzie popełniają błędy, a jeden błąd może sprawić, że inni będą przypisywać ci złe intencje już do końca życia, nawet jeśli nic złego nie robisz.-chłopiec zmarszczył brwi i myślał chwilę w ciszy, oparty o ramię matki, która popatrywała na niego kątem oka, kontrolując wewnętrzny rozwój moralności w swoim dziecku.
-A nie można jakoś sprawdzić tego wszystkiego?-kłamie, czy nie, na pewno są jakieś dowody, ktoś coś widział, ktoś coś wie.
-Aj, żeby to tak łatwo było sprawdzić.-kobieta przewróciła oczyma. Były metody na sprawdzenie czy ktoś kłamie, było ich wiele, ale wiedza o nich była trochę poza zasięgiem mugoli takich jak jego rodzice.-Może za kilka lat prawda wyjdzie na wierzch.-kilka lat to bardzo dużo i robi ogromną różnicę, szczególnie w tak młodym wieku. Za kilka lat to on będzie już mieć dziewczynę, prawie żonę i dzieci, masę dzieci! Nie pozwoli aby jego dzieci czuły się samotne przez brak rodzeństwa.
Westchnął cicho, próbując wprowadzić tu jakąś systematykę. Co mężczyzna zrobił? Czego nie zrobił? Co mógł zrobić za co go szkalują? A czego nie zrobił, ale mu to przypisują. Mienie opinii na jego temat było bardzo trudne, szczególnie, że przecież polityk jest mu całkowicie obcy, nawet nie wie jakie kolory lubi i jaką czekoladą się zajada gdy ma zły humor. Jak miał go oceniać?
Usłyszał śmiech ojca, jak ten podnosił się z fotela, zrobił kilka kroków i przysiadł się na kanapie, zaraz obejmując syna i żonę ręką.
-Kiedyś zrozumiesz, na razie nie musisz się tym martwić.-pocieszył syna, zupełnie jakby wiedział co siedzi w jego głowie, co było zrozumiałe, bo w końcu żyli ze sobą na oko 13 lat, w jednym domu, w ciasnych przestrzeniach, bo mieszkanie duże nie było, obecny dom również pozostawiał wiele do życzenia. Przytaknął ojcu niespiesznie, dalej lekko zamyślony. Oparł się głową o jego ramię, zerkając za okno.
Wszystko było takie pomieszane, ale chyba nie było to czymś złym, nabywa doświadczenia w etykietowaniu innych, w wystawianiu im opinii. A co myślał o tym całym Bobbym? Cóż... Nie wiedział czy był zły, czy dobry, czy zagubiony, czy wszystko co robił miało cel. Wiedział jednak, że każdemu raz na jakiś czas przydaje się szczera rozmowa, ciepłe przytulenie i kubek kakaa. Może Mobby też tego potrzebował? Chwili ciszy, spokoju, rozluźnienia, żeby ułożył sobie wszystko w głowie, ustalił na nowo priorytety. Naprawdę liczył, że ten człowiek nie jest zły i nie zrujnuje mu przyszłości i przyszłości, jak to matka go straszyła przez ostatnie dwie godziny.
Spełzł z kanapy i powędrował do kuchni, gdzie w radiu właśnie rozpoczynała się kolejna polityczna przemowa z okazji pełnej godziny na zegarze. Wyciągnął z szafki kubek, z lodówki mleko, wygrzebał łyżkę z bałaganu w szufladzie. Co ma o tym myśleć? Był gotów, jak prawdziwy dorosły człowiek słuchać kolejnej radiowej debaty. Chciał się zagłębić w świat polityczny, bo w końcu kiedyś to będzie jego broszka, a skoro teraz rodzice mogą mu tłumaczyć różne rzeczy, to chciał mieć o co ich pytać, czy to o Nobbym czy to o innych sławnych postaciach. Chciał być obyty w szalenie zawiłej, angielskiej kulturze skakania sobie wzajemnie do gardeł. Siedząc na stołku oparł się brodą o blat i czekając aż woda się zagotuje słuchał miłego głosu, który mógł, ale nie musiał kryć za sobą wiele paskudnych planów. Czas zweryfikuje czy jego opinia na temat mężczyzny była prawidłowa czy został oszukany.
01.01.1971r.

Nadal lubił święta, choć teraz nowy rok wydawał się mu lepszy, w końcu Nowy Rok, to nowy on, a jednak zawsze wychodziło, że jest całkowicie taki sam. Czy przez te wszystkie lata się choć trochę zmienił? To na pewno, ale raczej nie jakoś specjalnie dużo.
Oparty o blat w kuchni, pijąc kakao słuchał skrzeczącego radia. Wymieniłby je na lepsze, ale rodzice się upierali, że nie ma takiej potrzeby.
-Co, znów on mówi?-rzuciła niska Azjatka dwa kroki po wejściu do kuchni. Przez te lata wyrobiła sobie reakcję na to jedno konkretne imię i nazwisko, Nobby Leach.
-Oj, nie jest taki zły. W końcu jakby był aż tak straszny jak mówią, to nie utrzymałby się w polityce tak długo.-dopowiedział, wzruszając ramionami. Dalej utrzymywał, że kakao i przytulenie każdego przeciągnął na dobrą stronę.
-Ty za młody jesteś, wojny nie widziałeś. Wszystko od takich ludzi się zaczyna.-zafukała, rzucając ścierkę na blat. Cóż... to był mocny argument.
-No nie, ale...-zawahał się widząc spojrzenie matki. Tak, dalej mało wiedział o polityce.-Tyle czasu miał, no i to w końcu swój człowiek, prawda? Mugolak. A do swojego gniazda się nie sra.-dopowiedział, zaraz obrywając ścierką przez łeb. Kiedy kobieta zdążyła ją podnieść i się nią zamachnąć?
-Język.-zagroziła mu palcem.
-Przepraszam.-odpowiedział zmieszany, spuszczając głowę.-Chodzi mi po prostu o to, że wiesz, moim zdaniem... Zrobił więcej dla mugolaków niż każdy inny polityk.-wyraził się, odprowadzając matkę wzrokiem.
-Przemyśl to jeszcze raz i do mnie wróć.-kobieta odpowiedziała i zniknęła  winnym pokoju zostawiając wilkołaka z nowym poczuciem niepewności. Czy jego opinia była w końcu dobra, czy niedobra?

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Neil Enfer (1865)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa