05.04.2024, 10:46 ✶
Przez moment jeszcze pukał w te deski, udając, że wcale jej nie słyszy, a tak na prawdę myśląc, intensywnie myśląc. Nie było to łatwe. Kiedy Samuel myślał za dużo, wtedy nie myślał wcale, dając się porwać nurtowi zbyt dużej ilości słów. Nie chodziło o to, że był głupi, po prostu nie nawykł do potyczek słownych, ani – a może przede wszystkim – uczuć jakie zostawiały w pokonanym. Ktoś mógłby powiedzieć, że to żałosne dać się pokonać przez kota, ale McGonagall żywił głęboki szacunek do zwierząt, głębszy nawet niż do ludzi. One jednak niezwykle rzadko okazywały pogardę. Koty. Koty były inne.
Zwiesił ramiona i przysiadł obok dziewczynki, tak aby mieć oczy na wysokości jej oczu. Przeczesał sobie w nerwach włosy, gest zwykle go uspokajał, podobnie było i teraz.
– To ja przepraszam. Nie myślałem, że jesteś głupia po prostu... ja też kiedy byłem mały rozmawiałem ze zwierzętami. Uczyłem się ich mowy, gestów, które je uspokajały lub nakłaniały do zabawy. Mówiłem wtedy, że z nimi rozmawiam, chociaż one nie odpowiadały mi w mojej mowie. Kiedy dowiedziałem się, że niektóre mogą dzięki rytuałom mówić... mówić tak jak Karl, bardzo mnie to zaskoczyło i to był bardzo dobry dzień dla mnie. Chciałem, żebyś miała szansę mieć też taki dobry dzień jak ja kiedyś. – Jego łagodne oczy zapatrzyły się na drobną twarz dziecka, szukając w niej zrozumienia. Zamyślił się nad jakąś formą rękojmi, zażegnania kryzysu.
– Często tu przyjeżdżasz? Do... do wujka? Może mógłbym w tym domku zrobić coś miłego dla Ciebie, wiesz wujek zostawił mi pełnię swobody jak ma wyglądać, nie mówił nic o meblach, ale myślę, że też kilka dorobię. Już wiem, że Karl nie lubi przyjęć, ale powiedz co Ty lubisz? Może chciałabyś żeby stała tu jakaś figurka kota? – próbował trafić. – Myślałem, że Longbottomowie mają jakiegoś ogrodnika, bo chciałem z nim to skonsultować, ale em... Malwa mówiła, że nikt nie pełni tej funkcji oficjalnie. Także... możemy szaleć razem. No chyba oczywiście, że masz inne plany, ja... nie chcę Ci przeszkadzać. – nie wiedział jak ma się zachować, wielki metr dziewięćdziesiąt bez kapelusza facet wobec nazbyt rozwiniętej w stosunku do rówieśników dziewczynki.
Zwiesił ramiona i przysiadł obok dziewczynki, tak aby mieć oczy na wysokości jej oczu. Przeczesał sobie w nerwach włosy, gest zwykle go uspokajał, podobnie było i teraz.
– To ja przepraszam. Nie myślałem, że jesteś głupia po prostu... ja też kiedy byłem mały rozmawiałem ze zwierzętami. Uczyłem się ich mowy, gestów, które je uspokajały lub nakłaniały do zabawy. Mówiłem wtedy, że z nimi rozmawiam, chociaż one nie odpowiadały mi w mojej mowie. Kiedy dowiedziałem się, że niektóre mogą dzięki rytuałom mówić... mówić tak jak Karl, bardzo mnie to zaskoczyło i to był bardzo dobry dzień dla mnie. Chciałem, żebyś miała szansę mieć też taki dobry dzień jak ja kiedyś. – Jego łagodne oczy zapatrzyły się na drobną twarz dziecka, szukając w niej zrozumienia. Zamyślił się nad jakąś formą rękojmi, zażegnania kryzysu.
– Często tu przyjeżdżasz? Do... do wujka? Może mógłbym w tym domku zrobić coś miłego dla Ciebie, wiesz wujek zostawił mi pełnię swobody jak ma wyglądać, nie mówił nic o meblach, ale myślę, że też kilka dorobię. Już wiem, że Karl nie lubi przyjęć, ale powiedz co Ty lubisz? Może chciałabyś żeby stała tu jakaś figurka kota? – próbował trafić. – Myślałem, że Longbottomowie mają jakiegoś ogrodnika, bo chciałem z nim to skonsultować, ale em... Malwa mówiła, że nikt nie pełni tej funkcji oficjalnie. Także... możemy szaleć razem. No chyba oczywiście, że masz inne plany, ja... nie chcę Ci przeszkadzać. – nie wiedział jak ma się zachować, wielki metr dziewięćdziesiąt bez kapelusza facet wobec nazbyt rozwiniętej w stosunku do rówieśników dziewczynki.