• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[14.08.72| Włości Lysandra] Czerwone jabłuszko, przekrojone na krzyż

[14.08.72| Włości Lysandra] Czerwone jabłuszko, przekrojone na krzyż
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#11
09.04.2024, 08:58  ✶  
Zapytany, pewnie sam nie byłby w stanie odpowiedzieć dlaczego tak bardzo ignorował fakt, że Neil nie chce tu być. To się przecież dawało wyczuć. W całej jego postawie, przyduszonych zgłoskach wypchniętych z piersi pod przymusem. A jednak, Samuel zdawał się mieć to w dupie.

I prawda była taka, że miał to w dupie. W sensie - niekoniecznie parszywy nastrój zaproszonego jako czwartego do jabłek mężczyzny, ale to, że jego zwyczajowy sposób radzenia sobie z problemami nie przewidywał kogokolwiek w swojej obecności. Dla byłego leśniczego Neil już był i najprawdopodobniej pozostanie małym szczeniaczkiem, który nie wie co dla niego dobre. A zdziczałe, poranione zwierzęta najlepiej było brać zabawą, dotykiem i jedzeniem. No i w przypadku ludzi też alkoholem.

Skoro tylko Ula uciekła spod długiego ramienia Sama nie zamierzał jej przymuszać do grupowego uścisku (nie potrzebowała go tak jak Neil). Oplótł więc opiekuńczo chłopaka i podrapał go kilkukrotnie po plecach.
– To będzie dobry Cydr. – zapewnił niepytany i ucałował chłopaka w czoło, jakby chciał zabrać jego złe myśli. A potem wypuścił go z uścisku i też zabrał się do obierania. Tak jakby to wszystko co się działo było zupełnie normalne.

Albo nienormalne.

Zależy od perspektywy, w sumie wszystko co działo się od maja było nienormalne, podobnie jak każda interakcja z ludźmi.

– Chciałem poczekać z tym na Lysandra, ale powiem Wam coś niesamowitego co mi się przydażyło ostatnio. Coś dobrego, bo trzeba myśleć też o dobrych rzeczach. – powtarzał cudze słowa z przekonaniem neofity – Odnalazłem kuzynkę. Wiem, to brzmi błaho, ale po tym jak straciłem matkę te osiem lat temu, nie sądziłem, że jeszcze kiedyś spotkam kogoś swojego rodzaju. A tu proszę! Prosto z Egiptu. Potrafi mieć takie piękne złociste kocie oczy.– uśmiechnął się rozmarzony na wspomnienie jej wyglądu ale, a możę przede wszystkim zapachu. – Na szczęście nie ma klątwy maledictusa, więc raczej mnie nie zostawi. – sapnął przez moment dusząc w sobie złośliwy głos zwątpienia. To miała być dobra rzecz.

– A jak tam ziemniaki w ogródku? Wróciły podgryzać Lysa, czy odpuściły temat po ostatnim przesiedleniu? – zagadał do Uli, bo w sumie teraz powinien być czas, kiedy gnomy znów rozpasane mogły wyleźć na łąkę. – Słyszałem, że te rośliny tak rosną jak szalone nie tylko w Dolinie. Cała Anglia jest zarośnięta. Żałuję że zgodziłem się być ogrodnikiem w dwóch miejscach... Powiem Ci że to cięcie które mi pokazałaś teraz okazuje się niezbędną techniką. Żegnaj sierpie, witaj magiczny kombajnie. Ledwie sie wyrabiam. – Sam nie wspomniał że zrobił sobie też tygodniowe Cierpienie W Rozpaczy Po Złamanym Sercu Z Życzeniem Śmierci W Tle. Za mało jeszcze wypili.

Kozik w jego rękach poruszał się sprawnie pod żółtą skórką jabłka. Neilowi zostało więc wydobywanie gniazda nasiennego, krojenie i wrzucanie do dużej emaliowanej misy.
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#12
09.04.2024, 16:50  ✶  
Dziewczyna zrezygnowała z przytulenia i doskonale rozpoznał ten niezręczny śmiech. Cieszył się, że nie podeszła, ale nie w żaden negatywny sposób. Miała szansę sprawić, że ich dzień nie stanie się gorszy i to wykorzystała, dzięki jej bogowie.
Zaraz jednak dzień stał się dużo gorszy bowiem kolejne porcie niezrozumienia i oburzenia narodziły się w jego głowie, była w tym oczywiście i zazdrość, ale i poczucie zdrady, bo w końcu dawał się obejmować, dotykać i całować, a nie powinien, w końcu ma już kogoś na oku.
Chciał już powiedzieć, że czas na niego, ale Samuel zaczął mówić, a jak zaczął, to nie umiał skończyć. Przerywać było głupio, więc tak stał i stał i stał i stał. No i dalej stał i stał. Kuzynka? Co go obchodziła jego kuzynka! Czemu właściwie tu jest!? Nie rozumiał tej całej sytuacji. Czemu on się dzieli takimi rzeczami gdy obcy jest obok, czemu... Spotkali się trzy razy. Za pierwszym razem prawie się pobili, za drugim razem miał ochotę facetowi skręcić kark, a za trzecim byli pijani. Do tego jak ziemniaki gryzą... Oh, takie ziemniaki... Może powinien pomyśleć i jakichś magicznych roślinach do domu ciotki, ale takich które straca magiczne właściwości kiedy przyjdzie do ich sprzedaży. Pomyśli, zapozna się. To na pewno będzie wydatek na początek, ale może przynieść dobre zyski.
-Nie chcę przerywać, ale... Wiesz gdzie odłożyłem w nocy... nad ranem swoje rzeczy? Muszę wracać do domu.-zerknął na dziewczynę i wrócił wzrokiem do niego. Nie chciał, żeby się poczuła pominięta.-Miałem wyjechać tylko na zebranie ziół, a nie było mnie całą noc w burzę. Rodzice na pewno się martwią.-co im powie? Jak się wytłumaczy? Nie miał jeszcze pomysłu, ale wiedział już, że szmatą przez łeb dostanie, szczególnie jeśli wróci cały i zdrowy. Podrapie się po drodze o jakieś drzewo, że niby gałąź na niego spadła, bo nie zdążył wrócić do auta i przenocował u znajomego bo koła się zakopały w błocie. No i tak, będzie musiał po błocie pojeździć, ochlapać trochę opony i drzwi, że niby faktycznie się zakopał. Nikt w końcu pogody nie jest w stanie przewidzieć na 100 procent.
Poparzona
Nie prowadzę kursów wypowiadania mojego nazwiska.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka — blizny po oparzeniach na twarzy. Na drugi — potężna niezręczność. Dopiero później możesz podziwiać nietypowy styl ubierania inspirowany mugolskim schyłkiem lat 60. 173cm || chuda, trochę mięśni || jasny blond || piwne

Ula Brzęczyszczykiewicz
#13
10.04.2024, 19:07  ✶  

— To cudownie! — oznajmiłam, siląc się na szczerą wesołość, bo też nie do końca wiedziałam, czy powinnam zdobyć się na taką pozytywność w obliczu wspomnienia jego matki. Gdzieś tam informacja o korzeniach Sama przebiegła przez światło mojej świadomości, ale szczegóły były mi obce, aż tak blisko nie byliśmy. Jeszcze. Wszystko wskazywało na to, że nici przyjaźni między mną, Lysandrem i Samuelem zacieśnią się jeszcze bardziej w ciągu kilku kolejnych tygodni. Co bardzo mi odpowiadało, gdyż brak odpowiedzi na listy od Lyssy bolał bardzo.

— Wiesz co, trudno powiedzieć. Nie chadzam specjalnie tam na tyły, więc miały okazję się tam pojawić... Chociaż nawet gdyby na stałe się zagnieździły to bym nie zauważyła.

Jak to mówią, szewc w dziurawych butach chodzi, czy jakoś tak — tak i było w moim przypadku. Codziennie latałam na podwórza sąsiadów pomagać we wszystkich czynnościach pielęgnacyjnych, natomiast u Lysandra ograniczałam się do najpotrzebniejszego, bo nie miałam już czasu i siły.

— A widzisz? Nie ma co patrzeć na to, czy trawnik równy. Raz, dwa i już na drugi dzień i tak wszystko zarośnie. A no, angażowanie się w konkretne stanowiska to niezbyt dobra opcja teraz. Lepiej robić jak ja: wynajmują mnie na konkretny dzień i wtedy robię im co chcą. Nic stałego, nic regularnego, i wtedy nikt nie może mieć pretensji, że coś zaniedbałam. Co nie oznacza, że nie wracam po pracy z językiem ciągnącym się po ziemi, bo nieźle mnie tyrają przez cały dzień, szczególnie jak to mugole i nie można się wspomóc magią... Jeszcze jak siedzą tak i obserwują mnie cały czas, to już w ogóle. Pół biedy, jak sami też robią.

O zarośnięciu całej Anglii trochę słyszałam od babci, ale myślałam, że jednak to w Dolinie jest jakieś epicentrum. Skoro to dotyczy całego kraju, to czy naprawdę ma to związek z Beltane? Jeśli nie, to z czym?

Obierając jabłko nie musiałam nawet na nie patrzeć. Dopiero na końcu trafiało do szybkiej kontroli jakości. Resztki skórki, wykrojenie ewentualnych paskudztw... A obcy chłopak zamiast usiąść i wziąć się do roboty, postanowił sobie pójść! To bardzo dobry obrót sytuacji. Tak będzie lepiej i dla mnie, i dla niego.

— Ojej, to musisz się pospieszyć. Lepiej, żeby się nie martwili długo. Chcesz skorzystać z kominka? Jest absolutnie w pełni działający — zaproponowałam, wskazując na środek transportu ulokowany reprezentacyjnie w salonie.



???
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#14
11.04.2024, 11:39  ✶  
Ślepy i głuchy na dyskomfort Neila podczas całego poranka, ściągnął brwi w niezrozumieniu do tego stopnia, że aż mu się czoło pomarszczyło, a bruzdy na nim przypominały muldy ziemi na polu po bronowaniu.

– Wydawało mi się, że wczoraj umówiliśmy się na Twoją pomoc tutaj. Czy to nie było tak, że mówiłem Ci, że praca najlepiej robi na złamane serce, a Ty się zgodziłeś pomóc przy jabłkach? – nie chciał brzmieć oskarżająco, wręcz przeciwnie, mówił łagodnie, doprawiając te słowa głęboką troską o stan Neila, i głębokim smutkiem, że ten chce wychodzić.

Z drugiej strony argument o tym, że rodzice czekają był mu aż nazbyt dobrze znany. Czy nie tak zawsze wykręcał się, gdy Brenna prosiła aby został na noc w Warowni? To było dawno, oboje byli nastolatkami, ale... Czy nie mówił że matka czeka. Czy nie widział odmierzanego w klepsydrze pożyczonego czasu w tamte dni, gdy wiedział, że jego ojciec umiera, a w chwili gdy odejdzie najprawdopodobniej maledictus upomni się o duszę jego towarzyszki. I tak... tak właśnie się stało.

Samuel spoważniał.

– Czy ktoś z Twoich rodziców też ma Maledictusa? Czy... czy ktoś z Twoich rodziców też umiera? – zapytał niemal szeptem, patrząc swoimi przenikliwymi błękitnymi oczami prosto w neilową duszę. To nie było właściwe pytanie, takich pytań nie zadawało się innym, każdy to wiedział, kto wychował się w społeczeństwie. Ale Sam nie wychował się w społeczeństwie. Tak jakby pytał konia o to gdzie boli, jakby delikatnie gładził złamane hipogryfie skrzydło dopytując o krzywdy wyrządzone przez kłusowników. Tak samo teraz, bezceremonialnie wlazł z butami w życie Neila. Może łatwiej byłoby, jakby wlazł z niedźwiedzimi łapami. Wystarczyło tylko słowo a mógł znów założyć futro. Dla niego było to jak zdjęcie i założenie płaszcza.

Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#15
11.04.2024, 12:04  ✶  
TAK! Uwielbiał tę dziewczynę.
-Nie, nie korzystam z kominków. Mam samochód na skraju lasu.-Rzucił jej w odpowiedzi z miłym uśmiechem, że chciała mu pomóc. Nie do końca czuł, że mógłby być z nią przyjaciółmi, choć może to mocno kwestia poczucia, że wtargnął nieproszony do jej domu i ona jest zmuszona z nim siedzieć, ale w tej chwili całkowicie się z nią zgadzał, pod każdym kątem i w 100%. Dwóch na jednego co to prawda banda łysego, ale Samuel nie ma teraz jak... No i jednak się stawia i to w taki sposób. Od razu czuł, to zakucie w sercu kiedy budzą się wyrzuty sumienia. No i czego on taki smutny? Niech przestanie!!!
-Wczoraj popiliśmy. To pewnie nie jedyna rzecz jaką obiecałem ci bez namysłu.-ostatnia noc wydawała się mu być taka odległa,jakby przeżywał ją rok temu. Zasnuta niewyraźną zasłoną procentów i niepewności czy coś było jego myślami, czy któraś z tych głupot opuściła jednak jego usta.
Kolejne pytanie, choć powiedziane szeptem było całkowicie i kompletnie niestosowne. Kim oni niby dla siebie byli, żeby poruszać takie kwestie? Do tego jeszcze w towarzystwie. Niby szeptem mówił, ale byli w ciasnym pomieszczeniu w kompletnej ciszy. Spojrzał na niego oburzony, zaskoczony i niepewny jednocześnie. Zacisnął usta. To nie jest jego sprawa, to nie jest niczyja sprawa, ani choroba ojca, ani jego problemy z Morpheusem, ani jego żal, czy problemy z domem. Te rzeczy nie dotyczą nikogo i nie ma obowiązku rozmawiać o nich.
-Muszę iść.-poprosił w końcu, ciszej, z opuszczoną głową. Miał tylko nadzieję, że nie zrujnował im dnia od samego ranka. Wiedział, jak takie śniadaniowe nieporozumienia potrafią zepsuć wszystkie kolejne godziny, aż do samej północy.
Poparzona
Nie prowadzę kursów wypowiadania mojego nazwiska.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka — blizny po oparzeniach na twarzy. Na drugi — potężna niezręczność. Dopiero później możesz podziwiać nietypowy styl ubierania inspirowany mugolskim schyłkiem lat 60. 173cm || chuda, trochę mięśni || jasny blond || piwne

Ula Brzęczyszczykiewicz
#16
11.04.2024, 12:52  ✶  

— Samochód! — Moje oczy zaświeciły się na moment. Uwielbiałam to, jak bardzo okoliczni czarodzieje przypominali ludzi z mojej wsi. Świat czarodziejski i mugolski płynnie wymieszane między sobą.

Może i wraz z nieznajomym chłopakiem stanowiliśmy większość, to Samuel zdawał się bez problemu prowadzić w tej bitwie. Wyciągał działa tak potężne, że nawet nie wyobraziłabym sobie ich istnienia. "Czy ktoś z Twoich rodziców też ma Maledictusa?" Co to w ogóle za pytanie? I chociaż nie było w moim zwyczaju usprawiedliwiać zachowania po pijaku, tym razem musiałam.

— Słyszysz? Był pijany. Ludzie na wiele się zgadzają w tym stanie. Pewnie wtedy w ogóle nie myślał o powrocie do domu... I czy w ogóle sprecyzowałeś kiedy ta pomoc przy jabłkach miałaby się odbyć? Daj koledze wrócić do domu i jeśli tak ci zależy, to umów się z nim na jabłka na konkretny termin — zaproponowałam, starając się jak mogę.

Nie miałam pojęcia, co łączy tę dwójkę. Byli bliskimi znajomymi, a może poznali się tydzień temu? Prezentowało się to dość niejednoznacznie i właściwie nawet mnie nie obchodziło. Chciałam po prostu rozwiązać sytuację jak najszybciej chociażby dla samej siebie. Dla siebie i dla jabłek, które czekały na obróbkę.

— No, Samuel, im szybciej wrócimy do pracy, tym lepiej. Mogę zostawić ci obieranie jeśli chcesz i zajmę się krojeniem.



???
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#17
14.04.2024, 21:05  ✶  
– Ach tak, no... no tak... – Sam w końcu zreflektował się. W końcu do niego dotarło. Przecież to był przyjaciel pana Morpheusa, z pewnością nawykł do lepszych warunków niż mała chatka dolinowej bohemy, w której nie było tak pięknie jak w Warowni, ani tak czysto, ani przede wszystkim bogato. Przecież wiadomo, że tylko alkohol mógłby nakłonić miejskiego elegancika do tego, żeby przebywał w takiej ruderze i brukał sobie ręce uczciwą pracą.

Samuel uwielbiał Longbottomów, a jednak w ostatnim czasie było mu bardzo źle z powodu tego, że rzeczy działy się za szybko. To sprzyjało takim myślom, których nie lubił, a te właśnie mocno rozkwitały w jego głowie. Dlatego podniósł się i poszedł do szafki po butelkę orzechówki. Orzechówka pomagała na tego typu problemu. Wziął ze sobą też dwa kubki.

– Masz rację Ula, ja przepraszam, nikogo nie chcę trzymać tu na siłę, a skoro to co mówiliśmy sobie wczoraj nie ma znaczenia, to tym bardziej... kim ja jestem żeby prosić Cię żebyś został. – Miał minę taką jakby połknął żabę. Mógł się przecież mylić co do ludzi. W końcu znał się lepiej na zwierzętach niż na humanoidach. Z pewną obawą spojrzał na Sarenkę, ale ona zdawała się być taka jak zawsze. Bezpieczna. Westchnął i rozlał między nimi złocisty płyn i upił dwa słodziutkie łyki.

– Obierzmy trochę razem, a ja potem będę kroić, szybko mi pójdzie, mam w tym wprawę. – uśmiechnął się lekko, po czym kiwnął głową w stronę Neila. – Bezpiecznej drogi więc – dał radę chociaż tak się pożegnać. Już nie chciał się narzucać ze swoją osobą bardziej, skoro byli trzeźwi. Skoro to tak wiele zmieniało.

Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#18
14.04.2024, 22:53  ✶  
Ah no tak... Samochód budził czasami w niektórych szalone emocje, sensacja dnia, której nigdy nie pojmie. Owszem, nie do końca rozumiał, jak ta mechanika działa, ale no... kawał blachy i cztery kółka, nic wielkiego.
To nie tak, że nie chciał tu być, czy że Samuel wykorzystał jakoś jego nietrzeźwość, aby namówić go na coś na co nie miał ochoty, bo miał, tylko nie w towarzystwie osób z którymi zgodnie nie chciał być, już nie mówiąc o tych całych czułościach od faceta, który go wywlókł za fraki z baru i który gadał mu głupoty do ucha na potańcówce, przez co do tej pory podchodzi sceptycznie do wszystkiego.
Czy spodziewał się jednak nagle takiego chłodu? Być może powinien, bo aż mu się głupio zrobiło na takie wprost, przy nim planowanie z zaangażowaniem co będą robić jak już w końcu zbędny gość sobie pójdzie.
Widok Samuela wywołał w nim smutek, który jedynie przez sekundę przebiegł przez oczy, zaraz wciskając w nie znów obojętność i zmęczenie. Do tego brzmiał dziwnie. Kim był, żeby go prosić? W sumie racja, kim oni niby był? Nie znali się. Kilka wyznań po pijaku nie robi z nich przyjaciół.
Zacisnął jedynie zęby na puste i powierzchowne pożegnanie. Skinął głową i kiedy tylko znalazł swój plecak wyszedł z domku, starając się podążać ścieżką lub trasami prowadzącymi przez co bardziej wydeptaną trawę, choć równie dobrze, mógł iść nie po trasie prowadzącej na skraj lasu, a po trafie jeleni czy dzików. Koniec końców przyszedł tu na w pół przytomny, w ciemnościach. Znalezienie drogi do samochodu nie będzie łatwe, jednak nie zwróci, żeby się dopytać.

Postać opuszcza sesję
Poparzona
Nie prowadzę kursów wypowiadania mojego nazwiska.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka — blizny po oparzeniach na twarzy. Na drugi — potężna niezręczność. Dopiero później możesz podziwiać nietypowy styl ubierania inspirowany mugolskim schyłkiem lat 60. 173cm || chuda, trochę mięśni || jasny blond || piwne

Ula Brzęczyszczykiewicz
#19
15.04.2024, 18:00  ✶  

Chociaż doszliśmy do dobrego zakończenia i chłopak zebrał się do wyjścia, niesmak pozostał. Gęsta niezręczność rozpływała się w otoczeniu i nic nie pomógł silny powiew wiatru, jaki wtargnął do środka, gdy otwarto drzwi wejściowe. Sterta papierów do wyrzucenia rozwiała się na podłodze. Wychodzący chłopak mógł dostrzec znajome lico pewnego Longbottoma zerkające na niego z jednej z kartek. Na ogół biegiem ruszyłabym sprzątnąć to, by nikt nie widział moich szkiców, ale tym razem byłam zbyt sparaliżowana na takie eskapady.

Oplotłam się ramionami, jakby wpadające do środka zimno wymusiło na mnie ten gest, ale powodem była raczej napięta atmosfera. Wychodzący chłopak słowem się nie odezwał. Spojrzałam na nalewany mi trunek. Nie chcąc znów protestować, podziękowałam i wzięłam mały łyczek. Skrzywiłam się okrutnie. Nie cierpię orzechówki. Nalewki owocowe są całkiem w porządku, ale orzechówka to eliksir masochistów.

— Dobrze — odpowiedziałam potulnie i wróciłam do obierania jabłek.

Pracowaliśmy przez chwilę jedynie w towarzystwie szemrania dochodzącego od obierających noży. Bardzo chciałam podpytać o tajemniczego gościa, ale bałam się wracać do tematu i wtrącać w nie swoje sprawy. Ukradkowo zerkałam na Samuela. Chciałam wybadać jego nastrój. Jeśli był spokojny, być może mogłam podpytać chociaż o imię znajomego. Ale jeśli nie... Będę siedzieć cicho.



???
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#20
15.04.2024, 18:52  ✶  
Dla odmiany Samuel wlał w siebie wszystko i o mało od razu nie sięgnął po drugi kubek.

Siedzeli w milczeniu i rzeczywiście było gęsto. Jedno jabłko, drugie, trzecie, a po piątym przestał liczyć. W pewnej chwili przesiadł się do stoły z miną bardzo nietęgą. Cały czas międlił coś, jakby żuł słowa, rozmyślania ciężką pręgą odcisnęły mu się na czole. Nie rozumiał co się tutaj stało, jego utarte ścieżki myślowe dawały sprzeczne ze sobą sygnały, tak samo jak sprzeczne sygnały wysyłał Neil.

Sięgnął po deskę, kroił rach ciach, gniazdo wek, a jabłko z jabłkiem w piękne ćwiarki, potem ósemki. Misa jak zapełniała się obranymi jabłkami i obok leżącymi owocowymi uśmiechami. Nagle jednak Sam pizgnął kozikiem o stół nie mogąc wytrzymać z irytacji.

– Ula no powiedz co ja takiego źle zrobiłem bo ja nie rozumiem. Wszystko było super i nagle popsułem a ja nie chce, nienawidze psuć rzeczy i nie rozumiem, co mogłem powiedzieć inaczej! – wybuchł i poderwał się znów, bo musiał to wszystko rozchodzić, tak już miał że w ruchu wytracał emocje, a te nie były dobre nawet teraz, gdy nastrój nie był aż taki kiepski, ani zmęczenie nie było tak wielkie by obawiać się klątwy żywiołów. Przeczesał palcami krótkie włosy, wyglądał całkiem przystojnie w tym nowym przycięciu, nawet jeśli chmurne oblicze nie rozpogadzało się.

– Nie rozumiem tych ludzi, to wszystko, to wszystko jest za trudne dla mnie. – bąknął w końcu zatrzymując się przy oknie i podpierając dłonie o biodra, wyglądając trochę bezmyślnie, jakby liczył, że jednak czarnowłosy smutny chłopak zmienił zdanie i wróci, albo... albo cokolwiek.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ariel (338), Neil Enfer (2045), Samuel McGonagall (5722), Ula Brzęczyszczykiewicz (4511)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa