• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[05.08.1972 wieczór] Musztarda po obiedzie, znów w warowni są niedźwiedzie

[05.08.1972 wieczór] Musztarda po obiedzie, znów w warowni są niedźwiedzie
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#1
02.04.2024, 23:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 17:02 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic V

05.08.1972 | wieczór
Warownia Longbottomów

Latał.

Latał niemal cały dzień.

Polował, regenerował się, a potem...

...potem znowu latał. Tak długo, tak mocno, aż w końcu wytracił wszystko. Wytracił gorycz i smutek, wytracił tęsknotę i pragnienie. Wytracił wszystko, absolutnie wszystko co mogłoby sprowadzić problemy na niego i tych, na których zaczynało mu zależeć.

Gdy słońce zaczęło zachodzić, w niewielkim ptasim móżdżku zaświtała myśl, że warto byłoby jednak powrócić do ludzkich spraw
i zadbać o to, o co zobowiązał się dbać przyjmując miejsce w domku ogrodnika. Byłby kłamcą mówiąc, że nie było to przyjemne spać w łóżku, spać w ludzkiej skórze. Wylądował w szopie na tyłach baru "U Lizzy" i zebrał swoje rzeczy. Dopilnował kóz obiecując że wróci po nie następnego dnia, przewiesił parcianą torbę przez ramię i na moment tylko zajrzał do właścicielki w kilku prostych słowach powiedzieć jej jak zmieniła się jego sytuacja mieszkaniowa. Nie dostrzegł w starych oczach smutku, gdy ściągał z półki wszystkie swoje zminimalizowane transmutacją książki, tak samo jak nie widział nadziei rozpalanej przez te wcale nierzadkie chwile, gdy przestrzeń Doliny Godryka dzielił on i jego często odwiedzająca ją wnuczka...

+++

Było ciemno gdy wszedł do środka Warowni. Miał znów na sobie swoją kraciastą koszulę, był umyty, pachniał szarym mydłem i pierzem. Poprosił Malwę o wymianę pościeli, obiecał skrzatce, że wychodząc zabierze sobie coś na kolacje z kuchni. Miał ze sobą deskę do przymiaru i z pewną konsternacją odkrył na piętrze w pokoju Morpheusa, że... łóżko nie wymaga naprawy. Czyżby biedak musiał sprowadzić jakiegoś innego stolarza?

Zafrapowany podszedł do biurka jasnowidza i znalazłszy skrawek papieru naskrobał na nim kilka słów z przeprosinami. Pozostawiwszy kilka monet, zdejmując z barków odpowiedzialność za zawalone pierwsze zadanie i wyszedł z nieswojej sypialni, nie spodziewając się, że wpadnie na kogokolwiek z domowników.

Cóż... Sam zdecydowanie nie nadawałby się na kogoś kto przewiduje przyszłość...

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
03.04.2024, 12:41  ✶  
To był długi dzień, długa noc, długi miesiąc, długi rok... I na pewno nie tylko dla Brenny. Łatwo było domyśleć się, że wszystko ostatnio Samuela nazbyt przytłacza - nie próbował tego nawet ukrywać, a gdyby nawet, jego poranna ucieczka aż nazbyt wyraźnie pokazywała, jak ten się czuł.
Kiedy zwierzak był przygnieciony przez bodźce, uciekał lub szukał kryjówki.
Czasem w takich sytuacjach najlepiej było pozwolić na tę ucieczkę i poczekać aż sam zdecyduje się z niej wyjść.
Czasem jednak trzeba było spróbować wyciągnąć do niego rękę.
Gdyby Samuela pozostawić samemu sobie, mógłby zostać w kryjówce już na zawsze.
McGonagall nie miał wielkich szans wejść do Warowni całkiem niezauważony. Dom spowijały liczne zaklęcia, a on właściwie w nim nie mieszkał - nawet jeżeli przyjął pokój w domku na terenie posiadłości, to zrobił to ledwo kilka godzin temu. Nie bywał tu aż tak często, jak taka Nora, aby dom uznawał go z góry za "swojego". Poza tym dom był spory, zawsze ktoś się tutaj kręcił i większość domowników nawet nie zwracała uwagi na to, że po budynku kręci się ktoś nowy... ale Brenna akurat na Samuela zwróciła uwagę, bo czaiła się na moment, w którym się pojawi.
Ucieczka ze śniadania. Problemy z panowaniem nad klątwą. Nagłe przyjęcie oferty wprowadzki, którą wcześniej zbył milczeniem. Nocna wycieczka nad jezioro u boku Nory. To wszystko Brenna mogłaby pominąć milczeniem, uznać, że to jedna z tych spraw, w które nie powinna się wtrącać, gdyby nie fakt, że przeczuwała, że są to jednocześnie sprawy, z którymi McGonagall sobie nie radził w pojedynkę.
Czasem trudno było znaleźć złoty środek pomiędzy nie narzucaniem się, a nie pozostawieniem kogoś samego z problemami. To było jak stąpanie po linie w chwiejny dzień i Brenna wcale nie była pewna, czy nie zrobi fałszywego kroku, ale przecież nie byłaby sobą, gdyby przynajmniej nie spróbowała.
- Cześć, Sam - powiedziała, gdy wyszedł na korytarz właśnie w chwili, w której ona weszła na górę z salonu. - Jeśli szukasz Morpheusa, to chyba chwilę temu już wyszedł do Blacków. Ale dobrze, że cię złapałam, będzie dobrze omówić kilka spraw. Pomyślałam, że jeżeli będziesz na miejscu, możemy ustalić, że kilkoma rzeczami mógłbyś zająć się na razie na stałe i wyznaczymy w ich ramach pensję? Przeniosłeś już swoje rzeczy czy potrzebujesz z tym pomocy? – zapytała, uśmiechając się do niego. Absolutnie beztrosko, jakby naprawdę ustalenie zakresu jego obowiązków było najistotniejszą rzeczą, o jaką chciała porozmawiać…
Ale nie próbujesz od razu dzikiego stworzenia chwytać na ręce, prawda? Najpierw tylko siadasz w pobliżu.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#3
03.04.2024, 21:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.04.2024, 12:59 przez Samuel McGonagall.)  
Na tembr głosu Brenny zamurowało go w panice. Wyprostował się gwałtownie i poczuł, że ręce momentalnie stały się chłodne i spocone, a język zamienił się w drewniany kołek, którym ciężko byłoby poruszać. Nie był nawykły do przebywania z ludźmi, można było w nim czytać jak w otwartej Bardzo Prawdomównej Księdze.

Kiedyś życie było prostsze. Wczoraj wszystkie problemy wydawały się być takie odległe.

Szlag

Ostatecznie jednak Bee, była bardzo sprytna i bardzo, ale to bardzo dobrze wiedziała jak postępować z na wpół zdziczałym chłopcem z Kniei, który od jakiegoś czasu był całkiem ucywilizowanym (zważywszy na oś swojego życia) młodym mężczyzną z Doliny. Nawet w obawie przed plotkami nie zmieniał się już w niedźwiedzia tak często jak by chciał. Trochę też martwił się, że dostanie mandat, niepomny na to, że gdyby tak miało być Brenna już by mu go wręczyła.

– Kozy – wydukał pojedyncze słowo. Postęp.

Odchrząknął, odetchnął, przejechał dłonią kilkukrotnie po nazbyt krótkiej fryzurze. Włosy na twarzy szczęśliwie już odrastały. Czuł się bez nich dziwacznie.

– Zostawiłem kozy u Lizzy, bo muszę im tu zrobić jakąś zagrodę. Ogródek Dory nie jest miejscem w którym chciałbym je widzieć, wiesz... wiesz jak jest em.... – uciekł spojrzeniem od przyjaznej, uśmiechniętej twarzy. Nie przeczuwał co się święci, próbował najpierw przyjąć i przetrawić rzecz o pensji i obowiązkach. Obejrzał się za siebie w kierunku sypialni Morpheusa.

– Przepraszam, że nie zdążyłem naprawić tego łóżka, pan Morpheus pewnie wezwał kogoś innego ja... musiałem nabrać trochę dystansu wiesz, rano było dla mnie... bardzo trudne i... mmm.... – zaciął się nie wiedząc co ma zrobić z oczami, rękami i w ogóle całym ciałem. Nie czuł nadciągającego zagrożenia, ale zwierzanie się było bardzo trudne, zwłaszcza dla kogoś, kto nie miał w tym wprawy.

– Chętnie porozmawiam o tej pensji, ja... nie mówiłem Ci ale dostaje zamówienia na meble i w sumie no... troche głupio, bo w sumie nie mam swojej pracowni, co nie? A Ci ludzie chcą to oglądać i w ogóle słuchaj, no jeden z nich jest z Little Hagletom, a druga panna to w ogóle światowa z Londynu aż przyjechała do mnie! Dałabyś wiarę, że słyszeli o mnie w Londynie? – spróbował jakoś wybrnąć, wyciągnąć się samemu za uszy i naoliwić struny głosowe. – No a ja nie mam pracowni. Nie wiem jak im przesłać te rzeczy. Myślałem, że tu jest dużo miejsca, może... może mógłbym sobie dobudować mały warsztat? Oczywiście poza godzinami pracy, ja... nie chcę żebyś myślała, że będę zaniedbywał swoje obowiązki czy coś. – dodał pospiesznie.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
04.04.2024, 10:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.04.2024, 10:02 przez Brenna Longbottom.)  
- Hm...
Kozy. Brenna zamyśliła się na moment nad tym zagadnieniem, któremu wcześniej nie poświęcała wiele uwagi – nie mieli zagrody, bo oczywiście nie hodowali takich zwierzaków, a i podejrzewała, że matka czy Morpheus niekoniecznie chcieliby oglądać je z okna. Trzeba było tutaj znaleźć jakąś formę kompromisu, aby przypadkiem nie sprawić, że ktoś poczuje się niekomfortowo.
- Zagroda za sadem, od tylnej strony, będzie w porządku? - zapytała. Nie będzie widać jej z okien posiadłości, znajdzie się poza tymi miejscami, gdzie domownicy spacerowali, ćwiczyli czy wychodzili, by posiedzieć na świeżym powietrzu, zapach nie będzie zawiewał, będą z daleka od terenów, po których zwykle biegały psy, a Sam będzie mógł bez przeszkód zajmować się swoimi cennymi zwierzętami bez większych przeszkód. Frank prawdopodobnie będzie zachwycony, podobnie jak Mabel. - Pomogłabym, ale będę następne parę dni trochę zajęta. A łóżko Morpheusa... chyba po prostu deska tylko zazgrzytała - powiedziała Brenna, uśmiechając się do Samuela. Wprawdzie nie mogła tego wiedzieć, ale szczerze wątpiła, aby Morpheus na biegu szukał innego stolarza, który naprawi mu łóżko, skoro bez większych problemów mógł spędzić tę noc w innym pokoju albo nawet poprosić Malwę, żeby to łóżko podmieniła. Najwyraźniej albo był to żart, albo próba drobnej dywersji i odwrócenia uwagi.
Milczała, gdy Sam wyrzucał z siebie kolejne słowa, pozwalając mu po prostu mówić -
- Może pójdziemy do kuchni albo na zewnątrz? Nie ma co rozmawiać na korytarzu – powiedziała, ruszając powoli po schodach. Zwłaszcza, że przecież chciała porozmawiać z McGonagallem nie tylko o takich sprawach, jak kozy, meble czy mieszkanie w starym domku ogrodnika. I lepiej, aby przy okazji nie potrącali ich żadni domownicy, którzy akurat postanowili wyjść z pokoju albo do niego wracali z pracy albo kolacji. – Rzeczywiście, dostawa sowią pocztą byłaby trudna do zrealizowania w przypadku mebli. Do głowy przychodzi mi pomniejszenie ich za pomocą transmutacji i szybka teleportacja, ale być może są też czarodziejskie usługi transportowane, przyznaję, że na razie się tym nie interesowałam – powiedziała, wędrując już po stopniach. – Co do warsztatu, za bardzo się na tym nie znam, ale można spróbować zrobić coś obok zagrody albo tuż za murem są fundamenty po domu, który stał tu kiedyś, więc dałoby się je wykorzystać, ta ziemia też jest nasza.
Nie miała nic przeciwko temu, żeby Sam robił meble, ale że pewnie będzie to dość głośne, też lepiej było stworzyć takie miejsce za sadem, niż tuż pod oknami.
– Co do oglądania mebli, może powinieneś po prostu zrobić katalog? Fotografuj te projekty, które skończysz i zbierz zdjęcia. Mam aparat, mogę ci go pożyczyć. Albo zrób miniaturowe modele? – zaproponowała, chociaż nie była pewna, na ile to możliwe, bo o stolarstwie wiedziała tyle, co nic. – Swoją drogą, może też będę miała dla ciebie drobne zlecenie. Chociaż nie na meble.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#5
08.04.2024, 09:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.04.2024, 12:59 przez Samuel McGonagall.)  
Brenna była doskonałym łowcą, a Samuel ślepo podążał za wabikiem, który nań ustawiała. Rozmowa absolutnie nie dotyczyła ropiejącej rany, potrzaskanego walącego serca i kotła emocjonalnego jaki teraz co prawda był wygaszony, ale na jak długo?
– Zawsze... zawsze mogę je dać do przyjaciela. On też mieszka niedaleko i też ma kozy więc nie będzie im smutno. Jak myślę o zagonku Dory, to może lepiej nie zastanawiać się kto ma większe szanse z nim...? Co myślisz? – nie chciał prosić Lysandra o cokolwiek, bo tak wiele ciepła i zrozumienia już od niego dostawał. Z drugiej strony był przecież u niego w obejściu kilkukrotnie, zwalił mu na głowę (dosłownie) tonę jabłek, bergamotek, gruszek i wielkich szklanych gąsiorów w których mieli ważyć cydr... Dwie kozy w jedną czy drugą stronę nie powinny robić mu różnicy. Nawet takie urwiski jak Białka i Miłka.

Skinął głową na propozycję przejścia do bardziej ustronnego miejsca. To była Bardzo Dobra Propozycja. Nawet przyspieszył kroku, próbując wyczuć jak rybka w ławicy drogę i pomieszczenie, które obrała Brenna do ich dalszej rozmowy.
– Kurierzy, zmniejszenie... To brzmi bardzo mądrze. Boję się, że Ci ludzie będą chcieli, żebym pojechał do nich montować im to na miejscu. Jeden gbur nawet sugerował, że miałbym pojawić się w Little Hangleton, ja nawet nie wiem gdzie to jest. A Viorica... Nie przyznałem jej się, ale ona jest z Londynu, dobrze, że akurat jej szafa będzie możliwa do kieszonkowego zmniejszenia nim wypełni ją jubilerskimi sprawami. – cmokał i ciamkał zafrapowany, przylepiając skołowany mózg do bezpiecznych przestrzeni zawodowych.

Brenna mogła zobaczyć jak połyka przynęte i jak się nią syci. Jak rozluźniają mu się ramiona, jak krok znów staje się sprężysty, a plecy mniej przygarbione. Jeszcze moment i wejdzie prosto do...

– Zlecenie? Ależ oczywiście wiesz, ze zrobię dla Ciebie wszystko. Kolejne naczynia? Będę robił przeprosinowy komplet dla Dory, za to że zdewastowałem jej przestrzenie w ogródku, to co Ci mówiłem, hah... biedne rośliny, na prawdę nie wiem co mnie wtedy opętało ale... mam nadzieje, że teraz ten cydr i te meble i to co mam zrobić dla Ciebie pomoże mi się uspokoić. Zamknę się w warsztacie ach! Fundamenty, to trzeba będzie cały dom postawić? To nie będzie za dużo zachodu? – zafrapował się wyraźnie, czas nagle stał się bardzo szybki i bardzo wolny. Budowanie warsztatu po to by budować meble zdawało się być jakąś totalną przesadą. Ale też zdawał się być czymś Bardzo Na Stałe. Nie był pewien czy czuje się z tym komfortowo, jak bardzo nie życzyłby sobie tego, by skakać na te propozycje z radości.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
08.04.2024, 10:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.04.2024, 10:28 przez Brenna Longbottom.)  
Ropiejącej rany nie można po prostu zostawić w spokoju: nawet jeżeli miało to boleć, ropa musiała zostać usunięta, a rana oczyszczona, inaczej wda się zakażenie. Brenna nie była może uzdrowicielką, ale została ranna wystarczająco wiele razy, aby to wiedzieć.
Wiedziała też, że niektóre niewidzialne rany goją się znacznie wolniej i gorzej niż te na ciele.
Nie wtrącała się przez osiem lat.
Być może był to błąd.
- Jak uważasz, Sam. W zagrodzie za sadem nikomu nie będą przeszkadzały, a muru można użyć od razu jako jednej ze ścian zagrody, ale jeżeli sądzisz, że będą szczęśliwe z innymi kozami... Obawiam się, że nie znam się na zwierzętach - powiedziała Brenna. To znaczy, znała się na nich na tyle, na ile mógł znać się ktoś, kto opiekował się czterema psiakami, domagał się pieska jako dziecko czy przynosił ptaki z połamanymi skrzydłami, by wydobrzały w zaciszu Warowni. Ale absolutnie niczego nie wiedziała o potrzebach kóz ani o tym, na ile potrafiły być kłopotliwe.
- Little Hangleton to miejscowość... trochę podobna do Doliny Godryka, żyją tam mugole i czarodzieje, nie jest też bardzo duża, domy są rozsiane po okolicy. Ale mało przyjemna, w pobliżu jest dość paskudny las i mieszka tam trochę konserwatywnych rodzin, ale nie powinno tam być problemów. Jeżeli chcesz, mogę cię do niej zabrać - zaoferowała. Teleportacja łączna, dwa skoki i powinna być w stanie przetransportować tam Samuela, a miejscowość była na tyle nieduża, że nie powinna nadmiernie go przytłoczyć.
Zeszła na dół i skręciła do kuchni, gdy upewniła się, że nie słychać stamtąd żadnych odgłosów, wskazujących na to, że ktoś gotuje. Z kuchni ciężej uciec niż z werandy czy nawet z domku ogrodnika. Brenna machnęła różdżką, podegrzewając od razu czajnik, by nastawić wodę na herbatę. O pewnych rzeczach łatwiej rozmawiało się przy herbacie, choćby dlatego, że dało się czymś zająć ręce.
- Są tam pozostałości po dawnym budynku: ty jako stolarz lepiej niż ja ocenisz, czy da się je wykorzystac. Jeżeli nie, rozwalenie ich magią i usunięcie materiałów nie zajmie więcej niż dziesięć minut, a i tak nie zamierzamy nic z tym miejscem robić. Jeśli tak... może to przyspieszy prace? - powiedziała, odwracając się do szafki, aby wyciągnąć z niej kubki, a potem jeden z woreczków z liśćmi herbaty. Patrzyła na nie przez moment, zanim przesypała je do naczyń, nagle myśląc o symbolu w filiżance, który zobaczył Morpheus.
Znaki.
Przyszłość.
Wróżenie.
Czy jeśli spojrzę na dno filiżanki, zobaczę w niej Ponuraka? - pomyślała nagle, o tym jedynym symbolu, który znała i który zdawał się pasować do tego wszystkiego, co działo się w Anglii, w jej otoczeniu, w jej własnym życiu. Nie mogła niczego poradzić na to, co wyprawiało się na Wyspach Brytyjskich: i nie mogła albo nie potrafiła poukładać własnego życia.
Może nie powinna wtrącać się w to, co dotyczyło Sama?
- Myślałam raczej o drewnianych wisiorkach. Aby po zmienieniu napisu czy cyfry na jednym z nich, ta zmiana pojawiała się na innych. I by może trochę rosły albo robiły się cieplejsze po takiej zmianie? Dziewięć, dziesięć sztuk... - powiedziała, szybko dokonując przeliczeń. Ona, Patrick, Alastor, Erik, Mavelle, Cain, Mills, Heather? Może Dora i Vincent?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#7
10.04.2024, 15:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.04.2024, 12:59 przez Samuel McGonagall.)  
Kuchnię przyjął z niemą wdzięcznością, o ileż bardziej wolał to pomieszczenie od któregokolwiek innego. Było to serce całej warowni, niekoniecznie wcale jej żołądek, a woda podgrzewana na palenisku zwiastowała nadejście czegoś spokojnego, czegoś kojącego, czegoś przyjemnego...

– Och teleportacja, nie wiem czy to jest dobry pomysł – skrzywił się na jej słowa, choć tak na prawdę pozostawał w wewnętrznym konflikcie. To byłoby skuteczne i szybkie. Tylko że... – nie uczyłem się teleportacji, bo przy pierwszych próbach opanowania tego za każdym razem waliło w koło wiesz... pnączami. Mam inne sposoby, żeby szybko znaleźć się w jakimś miejscu i mama odpuściła mi ten temat. Chociaż szczerze... nigdy nie teleportowałem się z kimś tylko wiesz... boje się bo ostatnio jest ze mną gorzej a nie chce Ci zrobić krzywdy. Nie wybaczyłbym sobie, jakbyśmy skoczyli to tak jakbym celowo chciał Ci wsadzić kolec w oko. – przyznał otwarcie drapiąc się po rękach. Może i to co działo się za oknem to robota tego całego Voldesrorta, ale dalej był świadom, że od końcówki lipca jest w Bardzo Kiepskiej Kondycji, jeśli chodzi o panowanie nad knieją w nim.

– Obejrzę jutro to miejsce, znam już z Doliny kilku murarzy, nie potrzebuje wiele miejsca, ale och... To takie miłe. Tylko co będzie z tym budynkiem jak już wrócę do siebie? Szkoda materiałów na coś, co ma stać ledwie kilka miesięcy? – wyraził troskę, zbyt łatwo zapominając ile Brenna ma pieniędzy. Z drugiej strony zawsze może znaleźć się inna potrzebująca istota w Dolinie, która mogłaby nająć to miejsce. Sam znał coraz lepiej społeczność tego mrowiska, sam mógłby podać dwa, trzy nazwiska młodych szukających zajęcia. Nawet nie zauważał jak szybko się adaptował. Cóż, przekonanie o tym, że to tylko na chwile pozostawało w nim silne i skutecznie maskowało oczywiste fakty i zmiany.

– Taka magia jest w moim zasięgu i bez trudu przygotuje medaliony. Coś na nich chcesz ładnego czy tylko litery? Może zrobiłbym pszczołę na rewersie? Albo wilka? – zasugerował, pamiętając jakie jest jej ulubione zwierzę. – Wiesz, zawsze chciałem się nauczyć zaklinania run, ale to mnie chyba przerasta. Za głupi jestem. – miało zabrzmieć zabawnie, ale wyszło jakoś tak żałośnie.

Na pół zdziczały stolarz wlazł w końcu do pułapki i sycił się zanętą. Teraz tylko od Brenny zależało, kiedy zamknie drzwiczki i przejdzie do ofensywy. O ile przejdzie...

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
10.04.2024, 20:16  ✶  
Brenna, wbrew pozorom, była daleka od absolutnego lekceważenia każdego zagrożenia, także tego, które mogłoby przyjść ze strony Samuela. Dlatego zamyśliła się na moment nad tą kwestią. McGongall nie skończył Hogwartu, oczywiście, że nie zdał egzaminu teleportacyjnego...
- Możemy spróbować najpierw na niewielką odległość i powiedzmy... hm, zadbam o takie ubranie, żeby chroniło mnie przed atakiem pnączy? – zaproponowała, przez moment niemal rozbawiona, bo wyobraziła sobie samą siebie w zbroi i hełmie.
Na pytanie Samuela, Brenna wzruszyła po prostu ramionami. Nie on pierwszy zapominał, ile miała pieniędzy: te było po niej widać na przyjęciach, kiedy wpadała do sklepu z zabawkami po prezenty dla Mabel czy nawet nie zauważała, że zniszczyła nową kurtkę. Albo w chwilach takich jak ta, gdy zbywała kłopot związany z finansami, który dla kogoś innego byłby powodem do łamania sobie głowy, machnięciem dłoni zaledwie.
Miała więcej pieniędzy niż potrzebowała, więcej niż mogłaby wydać przez całe życie i może dlatego mogła lekką ręką rzucać nimi w problemy.
– Nie widzę problemu. Zresztą, nawet jeśli wrócisz, możesz dalej potrzebować miejsca w wiosce, by obsługiwać klientów.
Poza tym nie chcę, żebyś tam wracał, pomyślała, rozlewając wrzątek do dwóch kubków i podsuwając jeden Samowi. Nie chciała, by wracał do Kniei, gdzie mógł tylko dziczeć coraz bardziej, i być coraz bardziej nieszczęśliwym. Nie chciała, aby był sam w lesie, za towarzyszy mając tylko kozy. I może przeczuwała, a może tylko miała nadzieję, że on sam też tego nie chce. Że teraz jeszcze mówił o powrocie, bo sobie tego pragnienia nie uświadamiał, bo traktował sytuację jak tymczasową, bo powrót był dla niego czymś oczywistym.
Ale było za wcześnie, aby o tym mówić.
Teraz ta myśl o zostaniu tutaj, mogłaby go przerazić. Trochę dlatego, że dotąd tak niewiele wiedział o tym, co było poza Knieją, trochę, bo wyraźnie nie był pewny, czy mógłby ułożyć tutaj sobie życie, a trochę z powodu długiego cienia swojej matki.
- Jeśli już, to pióro – sprostowała. Wilk zbytnio kojarzyłby się z niektórymi tylko członkami, a przecież to nie miało być nic dla niej. – Wzór nie musi być skomplikowany, właściwie jeśli będą mogły się pojawiać na nich tylko cztery cyfry i jedna litera, to wystarczy.
Godzina. I na przykład litera S dla strażnicy, czy W dla Warowni, gdyby ktoś był potrzebny pilnie w jednym z tych miejsc...
- Nie jesteś głupi, Sam, po prostu nie miałeś dobrego nauczyciela – sprostowała łagodnie, przypatrując się mu uważnie.
Tak bardzo chciałaby, aby pewne sprawy były prostsze.
– Sam? Nie chcę niczego ci narzucać, ale myślę, że powinieneś porozmawiać z Norą. Ona ciągle za tobą tęskni.
Inaczej nigdy nie poszłaby z nim w środku nocy nad jezioro. A najwyraźniej stało się tam coś, co skłoniło Samuela do ucieczki ze śniadania – co sprawiło, że bał się, że jego klątwa staje się potężniejsza. I jeśli się mu na to pozwoli, ucieknie znowu, a przed pewnymi rzeczami nie można było uciekać w nieskończoność.
Nawet jeżeli mieliby po prostu zamknąć ten rozdział.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#9
11.04.2024, 12:59  ✶  
Już miał wyciągać kartkę i rysik, już miał zapytać czyje pióro dokładnie i zaproponować dziesięć lokalnych gatunków, dopytać się czy na każdym medalionie ma być inne pióro, czy ma być takie samo, czy cóż też by chciała Brenna od niego.

A potem padło pytanie, które zawiesiło go na moment. O tak, Bee mogła obserwować jak wpierw czerwienią mu się uszy, a potem szklą oczy, jak zażenowanie, wstyd i coś o czym Sam absolutnie nie chciał rozmawiać pochłaniają go bez reszty. Sapnął nerwowo raz i drugi, z błękitem oczu utkwionymi w przyjaciółce, która postanowiła zaingerować i w tę część jego życia. Szczęśliwie nie czuł się wobec niej zobowiązany tym, że dawała mu dom i pracę i dodatkową pracę zgodną z tym co kochał robić. Szczęśliwie ugłaskała go na tyle, że teraz nie patrzył na nią jak na swojego pracodawcę, a na przyjaciółkę, którą znał od lat, która być może chciała dla niego dobrze. Zawsze chciała dla niego dobrze chociaż parła w tym "dobrze" w przeciwnym kierunku do tego, który Sam uważał za dobrze.

– To dlatego dałaś mi ulotkę do klubokawiarni? – zapytał zamiast odpowiedzieć. Ani drgnął, napięty i sztywno siedzący na drewnianym, twardym krześle. Był napięty, był przerażony, ale tak zmęczony lotem, że nie lękał się Kniei. Oddał jej dzisiaj hołd, oddał kawałek siebie szybując nad zielonym dachem puszczy.

– Norze się wydawało, że za mną tęskni to prawda. Nora napisała mi o tym, że za mną tęskni i wiesz, myślę, że to nikomu dobrze nie zrobiło. – mówił cicho, mówił szeptem tak nienaturalnym dla niego, wciąż napiętym, niemal wrogim niedźwiedzim pomrukiem. – Bo tak sobie myślałem cały dzisiejszy dzień, że w sumie od tego czasu gdy dostałem jej list, jest po prostu ze mną gorzej. I chciałem to wyjaśnić. Chciałem porozmawiać. Wczoraj. – to łatwe jest milczeć, ale gdy człowiek zaczynał już mówić, trudno było przestać. Brenna zbyt dobrze wiedziała jak omijać jego obronne zasieki, a potem złapać za serce i wycisnąć zeznania. Brawo.

– A więc nie tęskni. Porozmawialiśmy. Nie. Pokłóciliśmy się. Prawie ją... prawie ją zabiłem. Tak jak zawsze bałem się, że to się kiedyś stanie. To stało się wczoraj. – przyznawał się tak, jakby był przestępcą, jakby właśnie składał zeznania pogodzony z faktem, że już za moment zostanie zamknięty w celi śmierci. Ten grzech był niewybaczalny. – I potem nie wiem, może to była kwestia adrenaliny, że wróciliśmy do tego co było. Sądziłem...– umilkł w końcu przełykając poranne poniżenie jak gorzką pigułkę ze śmiercionośną dawką trucizny. – Sądziłem, że chce spróbować jeszcze raz. Ale myliłem się. Powiedz mi Brenna co zmienia tęsknienie, jeśli kobieta która ponoć tęskni ucieka przed Tobą z nastaniem świtu, jak przed najgorszym koszmarem, a potem wstydzi się przyznać do Ciebie przed swoimi pięknymi i bogatymi przyjaciółmi? Tak jak wtedy, tak samo jak osiem lat temu. Powiedz kim jestem, żeby równać się z Twoim bratem, z wiankiem adoratorów, który z pewnością otacza ją w tym... pięknym, wspaniałym mieście. – ostatnie trzy słowa ociekały jadem, zazdrością, nienawiścią, tym wszystkim co tak obce było Samuelowi, lecz teraz w tym zaciśniętym syku znać było gesty i sposoby mówienia jego matki. Odeszła, ale część jej duszy, jej zawiści wobec świata zostały mocno ukorzenione w dziedzicu krwi. – Więc jakie to ma znaczenie Brenna? Porozmawiałem i zostałem odrzucony. Koniec opowieści. Tam nie ma już dalej stron do dopisania. Epilog potwierdził tylko to co myślałem lata temu, co jest oczywiste dla każdego kto ma oczy.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#10
11.04.2024, 15:38  ✶  
- Nie. Nawet najpierw nie wiedziałam, że tam jest. Poprosiłam w księgarni o coś pokazującego magiczny Londyn i tylko ją przejrzałam - odparła Brenna spokojnie. Nie wpadła wtedy na to, by cokolwiek kombinować w tym zakresie: historia sprzed lat mogła być zamknięta, a ona nie miała prawa w niej grzebać.
Ale tak naprawdę nie była zamknięta.
Brenna nie mogła mieć wobec tego wątpliwości. Nie, gdy wczorajszej nocy ściskała mokrą i podłamaną Norę.
Z jej wtrącania się mogło wyjść teraz coś złego: ale było już dla Brenny jasne, że zostawieni sami sobie Samuel i Nora będą po prostu po cichu krwawić, oboje uważając, że tak jest lepiej. Dla nich i dla wszystkich innych.
- Powinieneś pomówić z klątwołamaczem. Erik miał z kilkoma kontakt - powiedziała cicho, skupiając się na moment właśnie na tym: że omal nie zabił Nory. Czy wyolbrzymiał, czy naprawdę groziło im niebezpieczeństwo...? – Znam też dziewczynę, obarczoną klątwą wody, która mimo gorącego temperamentu panuje nad nią całkiem dobrze. Być może będzie mogła dać ci nieco wskazówek - dokończyła. A potem milczała przez chwilę, zapatrzona na Sama, dłonie podpierając na kubku z wymalowanym łbem.
Czasem tak trudno było znaleźć właściwe słowa.
– Wiem, że byliście wczoraj razem. Czekałam na jej powrót, bo martwiłam się, że coś się jej stało – powiedziała w końcu. – I tak, myślę, że Norze jest wstyd. Ale nie dlatego, że wstydzi się ciebie. Jest jej wstyd, ponieważ uważa, że powinna być dorosła i odpowiedzialna, bo jest matką kilkuletniej dziewczynki. I w jej opinii wracanie w środku nocy do domu przyjaciół z lasu, w zniszczonej, mokrej sukience, dorosłe i odpowiedzialne nie jest, a my moglibyśmy ją za to źle ocenić. Myli się tutaj, ale niełatwo jej to wyjaśnić. Jeżeli jednak powiedziała ci, że nie tęskni i nie chce mieć z tobą nic wspólnego, przepraszam, że się wtrącałam, nigdy więcej tego nie zrobię.
Tylko czy Nora naprawdę to zrobiła?
Bo przecież w jej życiu nikogo nie było. Może z powodu Mabel: Brennie przynajmniej tak się wydawało. A może z powodu Samuela? Och, jasne, mogła nie chcieć mieć niczego wspólnego z dawnym chłopakiem, ale też Brenna nie dowierzała, że Nora umiałaby powiedzieć to wprost i wiedziała z kolei, jak bardzo McGonagall pewne rzeczy nadinterpretował: zawsze doszukując się w nich drugiego dna, według którego byłby gorszy, niegodny, nieodpowiedni i niepotrzebny przede wszystkim.
– Nie ma wianka adoratorów. Nie ma właściwie żadnych adoratorów. Przez siedem lat nie widziałam jej przy boku żadnego mężczyzny innego niż przyjaciel – stwierdziła, wciąż starając się mówić trochę spokojniej, i trochę mniej głośno niż robiła to zazwyczaj. – A mój brat zawsze był dla niej tylko przyjacielem i sądzę, że w jego sercu jest ktoś zupełnie inny.
Uniosła kubek do ust, upiła łyk: chyba bardziej po to, by zająć czymś ręce, niż z faktycznego pragnienia.
Zawiść, jad, zazdrość.
Samuel i tak miał w sobie ich bardzo niewiele, jak na kogoś, kogo życie było tak ciężkie.
– Nie musimy o tym więcej rozmawiać, Sam, nie chcę cię do tego zmuszać. Pomyślałam tylko, że… powinieneś pewne rzeczy wiedzieć. Chcesz pójść obejrzeć ten dom?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2777), Samuel McGonagall (2684)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa