• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [noc z 9.08 na 10.08] Szaleństwo Windermere. Czasem robię głupie rzeczy

[noc z 9.08 na 10.08] Szaleństwo Windermere. Czasem robię głupie rzeczy
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
12.04.2024, 08:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.09.2024, 15:23 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Patrick Steward - osiągnięcie Bajarz IV
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka

Odkryj wiadomość pozafabularną
Przejście na osobną sesję z tego posta z zalecenia MG

Patrick znikł gdzieś w mroku nocy. Nie wyglądało na to, że idzie do pozostałych czarodziejów, kręcących się po kempingu, ale fiolet, który ją oplatał, nie opadł przecież od razu. Wciąż go uwielbiała do tego stopnia, że nie zastanawiała się nawet, co mogłoby nim kierować.
Patrick na pewno miał powód.
Patrick wiedział, co robi.
Patrick prosił o czas, więc nikt nie powinien wiedzieć, że ten gdzieś zniknął…
A dla niej to wciąż było miejsce, w którym dzieją się dziwne rzeczy, w którym mogą być żywe trupy i w którym zginęło parę osób, ale przecież przez lata, w dodatku teraz pełne pracowników Ministerstwa. Nawet ona w swoim czarnowidzeniu, chociaż wciąż myślała o czarnoksiężniku z mokradeł i o tym, że może tutaj kryć się jakaś paskudna tajemnica, nie spodziewała się od razu jakiegoś końca świata. Brenna rozłożyła więc po prostu koszulę na trawie, rozejrzała się jeszcze - bo wprawdzie amnestezjatorzy podobno kończyli z ostatnimi mugolami, więc w teorii ci powinni zostać usunięci z kempingu i zmuszeni do przedwczesnego zakończenia wakacji, ale wolała upewnić się, że nie patrzy na nią akurat ktoś, kto wyglądałby na mugola – zanim zmieniła się w wilka. A przynajmniej spróbowała to zrobić, by później postarać się zapamiętać zapach Owena Bagshota i postarać się podjąć trop. Wyczuć jego lub coś jeszcze: charakterystyczny odór, który długo przecież unosił się w powietrzu. Zapachy zawsze wwiercające się w wilcze nozdrza. Krew. Rozkład. Zgniliznę.


EDIT na percepcję, omówione z MG
Rzut Z 1d100 - 34
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 44
Slaby sukces...


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#2
14.04.2024, 02:30  ✶  
Wbrew własnym oczekiwaniom Brenna nie poczuła unoszącego się w powietrzu odoru śmierci. Nie czuła krwi lub rozkładu. W jej wilczy nos nie uderzał nawet smród gnijącej trawy lub lekko cierpki fetor usychających kwiatów. Zamiast tego wyczuła rześką woń świeżo skoszonej twarzy i mocny, dominujący nad wszystkim zapach dymu z palonego niedawno ogniska (samego ogniska lub jego pozostałości nigdzie nie dostrzegła).
W pierwszej chwili mogło się jej nawet wydawać, że nigdy nie było w tym miejscu żadnych nieumarłych, że przyroda odradzała się tutaj – silna, bujna, młoda i dorodna. Nawet zapach ludzi nie był tak przejmujący jak ten należący do przyrody, a przecież teraz w samym szczycie sezonu, to miejsce roiło się od wczasowiczów. Ba, nawet znajomych aurorów, brygadzistów czy pracowników Ministerstwa Magii, nie wyczuwała tak intensywnie jak woni miejscowej fauny i flory.
Koszulka Bagshota intensywnie dawała jedynie nienajlepszej jakości herbatą. Brenna nie była w stanie podjąć tropu zaginionego. Węsząc w pobliżu wejścia do lasu zaczęła wyczuwać: mocną woń szyszek i igliwia. Niedaleko niej rozwijała się grzybnia. Pierwsze muchomory miały cierpki, gorzki i dla wilczycy mocno odstraszający fetor. Jej wyostrzone zmysły wyłapały czające się w lesie niewielkie zwierzęta: przycupniętego pod krzakiem zająca, przemykającego w gęstwinie lisa i sowę, która pohukując przelatywała nad jej wilczym łbem w poszukiwaniu myszy, na którą by mogła zapolować.
To miejsce pachniało rozwijającym się życiem. I gdy ta informacja doleciała do jej wilczych zmysłów, Brenna wyczuła wreszcie coś, pewien rodzaj charakterystycznego smrodu śmierci, który mógł należeć do nieumarłych. Nie był właściwie skoncentrowany na jakimś konkretnym miejscu. Wilczyca wyczuwała go aż z trzech kierunków jednocześnie: najwyraźniej dochodził do niej z głębi lasu, z wąskiej ścieżki, którą mogła za nim podążyć, najmniej wyraźnie z… góry, choć paradoksalnie ta wydawała się najbliższa? Była jeszcze słaba woń z boku. Wszystkie trzy nieruchome, słabnące z każdą chwilą.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
14.04.2024, 10:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.04.2024, 19:42 przez Brenna Longbottom.)  
Gdy była wilkiem, emocje i myśli zawsze stawały się mniej skomplikowane. Nie dziwiła się, że nie czuła krwi lub rozkładu – próbowała je wyczuć, ale zakładali przecież, że to w teorii mógł być to fałszywy alarm, a jeśli Owen zginąłby na miejscu, ktoś powinien już znaleźć jakieś ślady walki i ciała. Wszechogarniający zapach życia nie skonsternował jej także: jeszcze nie. Dopiero później, w ludzkiej postaci, będzie mogła zastanawiać się, dlaczego ośrodek Windermere pachniał tak, jakby nic tutaj nie umierało, i skąd wzięła się woń dymu, choć ogniska z pewnością wygaszono jakiś czas temu. Dlaczego zapach ludzi – spośród których wielu znała, więc ich wonie powinny uderzać ją bardziej – był przytłumiony przez wonie zwierząt i roślin. Wilczyca okręciła się jedynie odruchowo wokół własnej osi, jakby próbując sprawdzić, z której strony ten charakterystyczny zapach dymu dochodził… i zaraz przypomniała sobie o koszuli.
Nie mogła pochwycić tropu.
Być może koszula zbyt długo leżał w domku, a Bagshot nosił ją za krótko. A może Brennę zawodził nos, bombardowany zapachem świeżej trawy, muchomorów, lisów i zajęcy – czy nie uciekłyby przed nieumarłymi?, pomyślała i niemal natychmiast o tym zapomniała, przypomni sobie może później, dużo później i podpyta o zachowania zwierząt w obliczu żywych trupów Norę albo Dorę. Na razie jednak, gdy wyczuła kolejne zapachy, nie pasujące, smród, uniosła łeb, i aż oparła się przednimi łapami o najbliższe drzewo, próbując chwycić ten najbliższy zapach: z góry. Jakby coś cuchnęło wysoko, wysoko nad jej łbem, skąd, jak, gdzie – ale przecież była tylko wilkiem, nie mogła za tym tropem polecieć.
Opadła z powrotem na cztery łapy, przez ułamek sekundy rozdarta, czy wbiec w las, w wąską ścieżkę, czy skręcać na bok. Zapachy jednak słaby z każdą chwilę, musiała szybko podjąć decyzję. Zerknęła ku ścieżce, by ją zapamiętać: potem będzie trzeba ją sprawdzić, tu miała pewien charakterystyczny punkt… A potem wciąż węsząc, w powietrzu i przy ziemi, spróbowała ruszyć za tym zapachem gdzieś z boku, by przekonać się, skąd dobiegał, czy stanie się z czasem silniejszy, czy zniknie.

A tutaj sobie rzuciłam na poziom głupoty i czy opcja nr 1 czyli las, czy opcja nr 2 czyli w bok


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#4
14.04.2024, 22:50  ✶  
Na jednej z gałęzi rozłożystego świerku wisiało coś osobliwego. Wilczy nos Brenny podchwycił ulatniający się z tego czegoś słabnący odór rozkładu. Wyglądało jak zawieszone na wysokości flaki. Ludzkie? Zwierzęce? Może jakieś jelita? Jelito cienkie? Jelito grube? Poszarzałe, już od dawna nie pęczniejące, wyprute z zawartości, ale wciąż jeszcze oślizłe, ze śladami po resztkach ciemnej krwi, usychające. Miejscami już zieleniały. Wilczy wzrok Brenny dostrzegł również niewielkie białe plamki między zielenią a brunatnymi plamami. Jakby coś albo zaczynało je porastać, albo jakby muchy robacznice złożyły tam jaja i z tych zdążyły się wykluć pierwsze larwy.
Ale nigdzie dookoła nie dostrzegła ciała. Były tylko jelita. Nic też dookoła nie wskazywało na to, by rozegrała się tutaj jakaś pasjonująca walka, która mogłaby zaowocować takim obrotem spraw. Roślinność, nie była szczególnie zadeptana. Na pniach drzew nie było śladów krwi. Gałęzie nie zostały niedawno połamane. Wszystko tutaj żyło swoim własnym, zdawałoby się spokojnym rytmem.
Kiedy Brenna pobiegła w bok, za słabnącym odorem nieumarłych, początkowo mogła pomyśleć, że zupełnie zgubiła trop. Wpadła na niewielką polankę. Leśna roślinność rosła tu wyjątkowo bujnie. Mech porastał omszałe kamienie i ściółkę leśną. Trujący swąd dorodnych muchomorów odstraszał ją od podejścia w jej centrum. Z tego miejsca, między drzewami widziała jeszcze domki letniskowe Ośrodka Windermere, a jednak kiedy przyłożyła wilczy nos do ziemi i zaczęła szukać tropu uważniej, zauważyła coś niespodziewanego. Początkowo mogła to wziąć za omszały pień dawno powalonego drzewa, ale to nie było to. Patrzyła na leżące na polanie stare zwłoki. Człowiek ten został rozczłonkowany. Z ziemi wystawały jeszcze resztki ciemnych spodni i nadgniły kawałek sportowego buta, ale w otoczeniu roślinności, dało się go łatwo przeoczyć. Tak, jak pozieleniałą, zmurszałą czaszkę, której tylko fragment oczodołów nie został jeszcze pochłonięty przez wilgotną, miękką ziemię.

Rzut na to, czy coś jeszcze znajdzie Brenna pod postacią wilczycy
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
14.04.2024, 23:14  ✶  
Jelito na drzewie.
Wilczyca aż zamarła na moment, skonsternowana. Obojętnie, czy wnętrzności należałyby do człowieka, czy do zwierzęcia, zdawało się dziwne, że trafiły na drzewo. Mimo to nie poddawała ich dalszym oględzinom - nie, gdy chwytała jakiś zapach, słabnący z każdą chwilą. Zapamiętała więc po prostu, gdzie znajdowało się to makabryczne znalezisko, a potem puściła się biegiem za tym drugim tropem.
Spodziewała się... właściwie to niczego, ale gdyby miała się zastanawiać w wilczej postaci nad jakąś teorią, dlaczego zapach jest tak słaby, to że nieumarli tu byli i później odeszli, znikając gdzieś w głębi lasu.
Na pewno nie oczekiwała rozczłonkowanego, starego ciała, tak blisko obozowiska.
Wilczyca zastrzygła uszami, a ledwo chwilę później na trawie klęczała już Brenna, nie wilczyca. W tej postaci znacznie łatwiej było się skupić i dojść na przykład do wniosku, że tak stare ciało nie powinno leżeć tak blisko kempingu - stąd wciąż widziała przecież zabudowania. Widywała zwłoki wielokrotnie, w różnym stanie, więc to nie tak, że ten widok sam w sobie wstrząsał ją do głębi, ale to był jeden z tych mniej zrozumiałych przypadków, z jakimi kiedykolwiek się zetknęła. Co to, do cholery, było? Czy znikł ktoś, kogo nikt nie szukał i jakimś cudem nikt akurat nie przechodził od - na oko - najmniej kilku miesięcy w pobliżu tego miejsca? Czy może trop zanikał, bo oto znalazła Owena Bagshota, a jakaś magia postarzyła jego ciało i to było pochłaniane przez ściółkę?
Rozczłonkowane zwłoki.
Wcześniej też znaleziono w kempingu rozczłonkowane zwłoki i za śmierć tamtej dziewczyny obwiniono jej zaginionego chłopaka. Ale przecież jego poszukiwano: nie mógł więc zabić wtedy i tego człowieka tutaj, bo z pewnością znaleziono by ciało. Patrick miał rację (oczywiście, że miał rację), działo się tutaj coś cholernie, cholernie dziwnego.
Brenna przesunęła wzrokiem po ciele, pośpiesznie, próbując wychwycić obrażenia, zobaczyć, czy nie było przy nim jakichś rzeczy, należących do zmarłego. Ale robiła to zaledwie przez moment, bo chwilę później poderwała się, by pobiec pędem z powrotem do obozu. Na miejscu zbrodni, a to z pewnością było miejsce zbrodni, potrzeba było w końcu ekipy, a ona nie była ani patologiem, ani uzdrowicielem, ani nie miała nawet przy sobie aparatu do dokumentacji. I trochę się bała, że to ciało zaraz jej zniknie, więc bardzo, bardzo się spieszyła.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#6
15.04.2024, 17:02  ✶  
Kiedy Brenna, w swojej wilczej postaci, próbowała przyjrzeć się znalezionemu ciału, nie dostrzegła na nim niczego, co wskazywałoby na bezpośrednią przyczynę śmierci. Raz, że zwłoki sprawiały wrażenie starych i porzuconych w tym miejscu dawno. Dwa, że brygadzistka nie była uzdrowicielką, więc poza oczywistymi przyczynami śmierci niewiele mogła odkryć (a najoczywistszym, choć nie wiadomo czy właściwym wnioskiem było: zmarł, bo został rozczłonkowany). Trzy, że mimo wyostrzonych przez zwierzęcą postać zmysłów, wciąż była noc.
Między odejściem a ponownym pojawieniem się Brenny na polanie minęło najwyżej dwadzieścia, może dwadzieścia pięć minut. I w tym czasie chyba stało się to, czego najbardziej się obawiała.
- Jesteś pewna, że znalazłaś tutaj ciało? – zapytał brygadzista sprowadzony przez nią. Stanął na skraju polany i próbował dostrzec cokolwiek – ale w mroku nocy, w dodatku pozbawiony wilczych zmysłów, nie był w stanie czegokolwiek wypatrzeć.
Odwrócił się na moment w stronę Ośrodka Windermere, jakby próbował dostrzec, czy w pobliżu nie czaili się jacyś mugole, a gdy ich nie spostrzegł, ukontentowany sięgnął do kieszeni. Pochylił się do przodu, sięgnął po różdżkę i wymamrotał cicho zaklęcie. Koniec patyka rozjaśnił się magicznym światłem. Mężczyzna posłał je do przodu, próbując bez skutku znaleźć zwłoki.
Ale po tych nie było nawet śladu. Nie wyglądało na to, by pod nieobecność Brenny ktokolwiek pojawił się tutaj i je gdzieś przeciągnął. Polana dalej porośnięta była gęstym, zielonym mchem. Mech był nawet w tych miejscach, w których, jak wcześniej Longbottom zapamiętała, widziała zwłoki.
- Wszyscy jesteśmy już trochę zmęczeni - dodał po chwili, jakby tymi słowami próbował usprawiedliwić, czemu został sprowadzony na polanę.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
15.04.2024, 17:51  ✶  
– Kurwa – podsumowała Brenna wściekle, spoglądając na miejsce, w którym wcześniej widziała zwłoki. Miała ochotę coś rozwalić, ale to wciąż było miejsce zbrodni. – Jestem pewna, nie, nie jestem zmęczona i nie, nie oszalałam. Ale trop słabł z minuty na minutę, a ono wyglądało na stare. Zbyt stare, żeby nikt go tu nie znalazł. A tego mchu tu nie było.
Pomyślała o tym, że nie czuła tutaj żadnej zgnilizny: żadnych usychających roślin. I że zapach fauny i flory przysłaniał wonie ludzi. Jakby to miejsce dosłownie nie mogło znieść niczego, co jest martwe, jakby rośliny tutaj wymykały się cyklowi życia i śmierci, a ludzie nie do końca się w to wpisywali. I nagle uderzyło ją, że nie powinni tkwić w tym lesie we dwoje, nawet jeżeli zabudowania znajdowały się zaledwie rzut kamieniem stąd.
Patrick miał rację.
W tym miejscu naprawdę działo się coś dziwnego. Coś bardzo, bardzo dziwnego. To ciało nie wstało i sobie nie poszło, zamieniając się w żywego trupa, bo zostałyby po tym ślady. Nikt go stąd nie zabrał. Opcje były trzy: albo uległa halucynacjom, albo ktoś użył tutaj potężnych zaklęć, albo… kości pochłonęła ziemia.
– Jeżeli nie doznałam nagłego przypływu halucynacji, to jestem prawie pewna, że to był Bagshot. Widziałam jego buty, może ktoś z krewnych będzie wiedział, czy takie miał. Jeśli nikt tu nie znajdzie czegoś, co by to wyjaśniało, zdam później wspomnienie w Departamencie Tajemnic.
Niezbyt lubiła dzielić się swoimi wspomnieniami, ale doskonale wiedziała, że chodzenie teraz po kempingu i przekonywanie innych, że naprawdę widziała tego trupa, nic nie da. Może uwierzyłby jej Patrick, ale on poszedł coś zrobić (i na moment Brennę zdjęła obawa o niego, bo ktoś tutaj zginął, został rozczłonkowany, a jego ciało porósł mech, a w takim wypadku coś mogło grozić Stewardowi), może dałby jej wiarę Morpheus, wysłany tu z Departamentu, tyle że co by to dało? To że drugi Brygadzista też nie wierzył w jej słowa, nie miało znaczenia. Zbadanie tego konkretnego miejsca, gdzie znalazło się ciało, nagle stało się mniej ważne niż zorientowanie się, co tutaj działo się w ogólności: a coś na pewno. I to dużo więcej niż tylko kilku nieumarłych czy zaginięcie Owena Bagshota.
Być może nie bez powodu nie znaleziona ciała ani tamtych mugoli, ale chłopaka zabitej i zmasakrowanej dziewczyny.
Dlaczego ciało Tary Roberts przetrwało? Bo wyłowiono je z jeziora?
– Wracajmy – powiedziała cicho, obracając się na pięcie. Z zamiarem udania się jednak jeszcze najpierw w pobliże drzewa i sprawdzenia, czy przypadkiem jelito nie stało się teraz już częścią gałęzi. Nie wspomniała o tym na głos swojemu towarzyszowi, bo gdyby zaczęła coś pleść o tym, że widziała na drzewa fragmenty ludzkich wnętrzności, uznałby nie tylko, że jest zmęczona, ale że absolutnie oszalała.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#8
16.04.2024, 01:52  ✶  
Brygadzista kiwnął głową. Stał i słuchał tyrady Brenny, najwidoczniej nie za bardzo wiedząc, co właściwie powinien jej na to odpowiedzieć. Czy wierzył, że Longbottom naprawdę znalazła tutaj ciało? Chciał jej wierzyć.
I tu mniej więcej kończyło się jego zdanie na temat tego, co mówiła. Chciał jej wierzyć, ale ciągle jakaś cicha myśl podpowiadała mu, że było jednak dość ciemno, ciała nie ma (i pewnie go wcale tutaj nie było) a Brenna była jednak zmęczona (bo wszyscy byli już trochę zmęczeni). I choćby to, że słabł trop, który wyczuwała, w jego mniemaniu wskazywało na to, że czegokolwiek nie twierdziłaby, również i ją dopadło męczenie. Tak więc, uwierzył jej, że coś tutaj dostrzegła, ale po dłuższym zastanowieniu założyłby, że był to raczej kapelusz pruchawki niż czaszka i stary, zmurszały pieniek a nie buty lub nogi.
Ach, no i był zdania, że ten mech to tutaj na pewno był. Nie znał się może jakoś szczególnie na ogrodnictwie, ale i mając podstawową wiedzę wiedział, że rośliny potrzebowały czasu by rosnąć. Trochę więcej czasu niż dwadzieścia minut.
Jeszcze raz posłał światełko, by to oświetliło polanę, ale nie zobaczyli nic niepokojącego. Cichym mruknięciem zakończył działanie zaklęcia. Mimo wszystko lepiej, by mugole nie zauważyli oznak magii.
- Eee… jeśli Bagshot nie żyje, to chyba przekonamy się o tym dość szybko – powiedział wreszcie, dość dyplomatycznie pomijając fakt znikających zwłok, być może należących do zaginionego historyka a być może takich, które były jednak halucynacją przemęczonego umysłu. – Wierzę ci, naprawdę. Po prostu rankiem chyba łatwiej będzie dostrzec jakieś ślady – dodał łagodniej, jakby próbował przekonać nie tylko Brennę, ale również i siebie samego. – Słyszałem, że w czasie, gdy znikał Owen nie było w Ośrodku Windermere zbyt wielu mugoli, bo większość udała się na festyn do Carlisle. Palili tam dzisiaj jakieś ognisko.
Posłusznie poszedł za brygadzistką.
W ludzkiej postaci, Brenna widziała mniej niż jako wilczyca. W nos dalej uderzał ją zapach młodego lasu: czuła igliwie i żywicę. Ale jej zmysły nie były już aż tak czułe, by mogła wychwycić czające się w głębinie zwierzęta lub wyczuć słabnący odór nieumarłych. Tego ostatniego zresztą, może już nawet nie było?
Gdy dotarli do miejsca, gdzie za pierwszym razem zobaczyła rozciągnięte na gałęzi jelito, to nadal znajdowało się na swoim miejscu. W ludzkiej postaci, Longbottom widziała je jedynie jako coś ciemnego, długiego i smętnie zwisającego, ale wystarczyłaby odrobina światła, by potwierdziła przed swoim towarzyszem, że nie miała halucynacji.
Brygadzistka tymczasem podniósł głowę do góry i zmrużył oczy, chyba nie do końca zdając sobie sprawę z tego, na co właściwie patrzył. Odoru zgnilizny i rozkładu nie wyczuwali.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
16.04.2024, 15:13  ✶  
Nie próbowała go przekonywać – nie miała żadnych dowodów, a też naprawdę bez znaczenia było w tej chwili czy jej wierzył, czy nie. Nie w sytuacji, gdy ciało i tak znikło. Brenna przez ułamek sekundy miała ochotę rzucić się rozkopywać ten mech i sprawdzać, czy czegoś pod nim nie znajdzie, ale wtedy po pierwsze, uznałby ją zapewne za wariatkę, po drugie... była już niemal pewna, że niczego nie znajdzie.
Czy rzucono tutaj jakieś zaklęcia, czy coś wpływało na jej umysł, czy może to miejsce było wypełnione jakąś dziwną magią, tego nie wiedziała, ale działo się tu coś dziwnego. Cholera wie, może coś nie tak było z roślinami? Nie widziała energii, którą dostrzegł Patrick, i nawet nie pomyślała, że któraś mogłaby ciało pochłonąć - ale już dzikie teorie na temat magicznych roślin owszem, rodziły się w jej głowie. Bo dlaczego zapachu tutaj były tak dziwne, kiedy szukała tropów jako wilczyca?
Tyle że żadna roślina nie rozczłonkowałaby ciała.
Czy gdyby przynieśli tu jakieś mięso albo martwe zwierzę i wrzucili w trawę, też by znikło?
Nie była pewna, czy powinna czuć ulgę, czy wręcz przeciwnie, że jelito z drzewa nie przepadło. (Chociaż nie, jaką ulgę? Na widok wnętrzności?) Rozejrzała się najpierw, na wszelki wypadek, gdyby amnestozjatorzy przegapili przypadkiem jakiegoś mugola, po czym uniosła wysoko różdżkę, na moment chcąc oświetlić gałąź. Jako wilczyca postrzegała świat przede wszystkim przez zapach: w tej chwili kluczowy stawał się wzrok.
– Przynajmniej tego szlag jeszcze nie trafił – mruknęła. Nie znała się na ludzkiej ani zwierzęcej anatomii na tyle, by móc stwierdzić cokolwiek więcej, ale przypatrywała się przez moment jelitu próbując ocenić głównie, czy to zmieniło się jakoś drastycznie w ciągu ostatnich dwudziestu minut. Porosło grzybem? Wysuszyło się? Zmieniło kolor? Zaczęło zlewać się z korą? Nie chciała iść i puszczać wiadomości, że o, znaleziono tu wnętrzności, pewnie ludzkie, tylko po to, by pięć minut później okazało się, że jednak już ich nie ma, a ona oszalała. I czy gdyby znalazło się na ziemi, też by pod nią znikło? (Nie, że zamierzała przeprowadzać taki eksperyment, a przynajmniej nie planowała tego jeszcze w tej chwili, nie była aż tak zdesperowana.)
Nie starała się nawet szukać w pobliżu śladów, które mogłyby wyjaśnić, jak te wnętrzności znalazły się na górze. Skoro znikały tutaj całe ciała, starzejąc się zapewne w błyskawicznym tempie – bo nie wierzyła, że nikt nie zauważyłoby go wcześniej, skoro było tak blisko domków - wątpiła, by znalazła jako człowiek więcej niż wcześniej jako wilczyca.
Jej wzrok odruchowo powędrował w stronę ścieżki, którą nie pobiegła, wybierając ten boczny trop. Z samego rana trzeba będzie ją sprawdzić, chociaż obawiała się, że skoro trop znikał, to już teraz było za późno na jej odnalezienie.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#10
17.04.2024, 01:18  ✶  
Brygadzista, całkiem posłusznie, obserwował działanie Brenny. I znowu go nie komentował – trochę dlatego, że właściwie powiedział już wszystko, co mógł powiedzieć w obecnej sytuacji, a trochę przez to, że przez kilka chwil sam jeszcze nie wiedział, czemu się właściwie przypatrywał.
Myśl o wnętrznościach, nieważne czy ludzkich, czy zwierzęcych nie przyszła mu do głowy od razu. Prędzej pojawiło się w nim przekonanie, że o to z gałęzi zwisał wąż, może skóra węża albo stara rajstopa, albo… westchnął krzywiąc się dość ostentacyjnie i cofnął o krok. Odruchowo też odwrócił głowę, jakby nie do końca było mu w smak przyglądanie się temu, co oświetliła różdżką Longbottom.
A jednak jelito pozostało na swoim miejscu. Czy było bardziej zmienione niż przed dwudziestoma minutami? To było całkiem możliwe, choć z pewnością nie zadziało się z nim to samo, co ze zwłokami. Nadal wyglądało na stare, na pochłonięte rozkładem. W świetle różdżki nawet bardziej dało się dostrzec główki białych robaków, które poruszały się w jego środku, pożerając wszystko, co jeszcze tam nadawało się do pożarcia. Coś umarło, by coś innego mogło się narodzić.
- Nie wmówisz mi, że to należy do Bagshota – mruknął niezbyt wyraźnym tonem. Walczył ze sobą, żeby się nie wzdrygać. Od samego patrzenia czuł mdłości. I nawet nie tyle na widok samego jelita, ile na myśl, że któryś z tych robaków miałby mu spaść na głowę albo sama kiszka miałaby się wreszcie zerwać z gałęzi i spaść na niego. – Brenno, nie jestem uzdrowicielem, ale to z pewnością wisi tutaj przynajmniej kilka tygodni. Inaczej strasznie by śmierdziało. Kurwa, trzeba sprawdzić, czy w okolicy nie zaginął jakiś pracownik ośrodka, wczasowicz, mieszkaniec któregoś z okolicznych miasteczek albo krowa – dodał jeszcze, znowu rzucając krótkie i bardzo niechętne spojrzenie na to, co oświetliła różdżka czarownicy.
I nagle jakby dotarło do niego co powiedział i co odkryła Longbottom, bo zaczął się nerwowo obracać, szukał innych fragmentów ciała. W ciemności nie mógł ich dostrzec i nawet jeśli, jakimś cudem były w pobliżu to Brenna w swojej wilczej też musiała je przegapić.
- Próbujemy je ściągnąć z gałęzi czy poczekamy do rana? – zapytał, ostateczną decyzję pozostawiając czarownicy. Sam najchętniej czmychnąłby z tego miejsca jak najszybciej.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2159), Norvel Twonk (1627)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa