• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[14.08.72| Włości Lysandra] Czerwone jabłuszko, przekrojone na krzyż

[14.08.72| Włości Lysandra] Czerwone jabłuszko, przekrojone na krzyż
Poparzona
Nie prowadzę kursów wypowiadania mojego nazwiska.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka — blizny po oparzeniach na twarzy. Na drugi — potężna niezręczność. Dopiero później możesz podziwiać nietypowy styl ubierania inspirowany mugolskim schyłkiem lat 60. 173cm || chuda, trochę mięśni || jasny blond || piwne

Ula Brzęczyszczykiewicz
#21
15.04.2024, 19:15  ✶  

Czerwone jabłuszko po ziemi się toczy.
Takie dziewczę kocham, co ma czarne oczy.
Gęsi za wodą, kaczki za wodą,
Trza je rozpędzić bo się pobodą,
Ja ci buzi dam, ty mi buzi dasz,
Ja cię nie wydam i ty mnie nie wydasz.

Nuciłam sobie w myślach losową piosenkę, nie zwracając specjalnie na nią uwagi. Sploty przemyśleń płynęły swobodnie, powoli zapominałam o nieprzyjemnej sytuacji. Praca fizyczna relaksowała i dawała ukojenie.

Dlatego podskoczyłam na dźwięk uderzenia kozika, a mój nożyk poleciał w górę i spadł na podłodze tuż obok mnie. Niespodziewane wyznanie Sama przestraszyło mnie nie tylko nagłością, ale też swoją głębią. Absolutnie nie nadawałam się do rozmów o ludziach. Potrafiłam ludzi rysować. Tworzyć ich przygody. Ale nie odczytywać ich emocje i przewidywać zamiarów.

Dopiero gdy Sam znalazł się przy oknie, zebrałam się na odwagę, by na niego spojrzeć. Podniosłam z podłogi swój nożyk i zastanowiłam się, co mu odpowiedzieć.

— Wiesz... Czasem trudno jest odgadnąć myśli i uczucia innych osób... Mnie to bardzo stresuje, jak nie jestem pewna, czy dobrze odczytuję intencje rozmówcy... I wtedy po prostu pytam. To jest niesamowicie niezręczne, ale... robię to bez myślenia. I z jednej strony czuję się jeszcze gorzej jak spytam, a z drugiej lepiej, gdy dostaję odpowiedź.

Zamilkłam zastanawiając się, czy nawiązać do tej konkretnej sytuacji, która miała miejsce. Wygodniej było rozmawiać o ogólnikach, ale to nie zawsze było aż tak pomocne. Nie chciałam jednak jeszcze bardziej denerwować Sama — z mojej perspektywy to on był zbyt uparty i nachalny, ale byłoby to niemiłe, gdybym mu to teraz powiedziała. Stukałam nożykiem o kolejne jabłko, zastanawiając się, co tu zrobić.

— Wydaje mi się... Że między tobą, a... twoim kolegą doszło do nieporozumienia. Ty myślałeś, że on pamięta o wspólnej pracy przy jabłkach, a niestety tak nie było. Myślę, że... nie ma co się złościć. Sytuacja była przykra, ale przecież czasem tak się zdarza. — Wzruszyłam ramionami. Spojrzałam na niego. Nie wyglądał teraz tak dziko, jak na naszym pierwszym spotkaniu, ale to wciąż był ten sam leśny druid. Wyglądał trochę zbyt schludnie z takimi krótszymi włosami. Trochę jakby ktoś na siłę chciał zrobić z niego bohatera komiksu z wątkiem romantycznym i z tego powodu dodał mu cechy wyglądu nie pasujące do charakteru. Trochę jak odwrotność "Pięknej i Bestii". Ciało przystojnego księcia, chowające w sobie dziką istotę. Całkiem dobry pomysł.

Zamyśliłam się, wpatrując się wciąż w Sama.



???
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#22
17.04.2024, 20:42  ✶  
Zacisnął zęby na moment, zacisnął pięści a potem rozluźnił je w geście rezygnacji.
– Mam wrażenie, że w ogóle mi to całe zgadywanie nie wychodzi. Drażni mnie to, bo jak rozmawiam z ludźmi to oni zwykle wiedzą, że coś mnie dręczy, trapi a ja nic nie wiem, nie rozumiem... – podrapał się po głowie, zupełnie jakby to jakkolwiek miało mu w czymkolwiek pomóc. – Zupełnie jakby mówili innym językiem, nie wiem... Z Tobą mi się dobrze rozmawiam na przykład, ja wiem, że co masz w sercu to masz na twarzy, nie muszę się martwić spinać, jakby... – westchnął siadając na powrót do krojenia. Praca pomagała na nerwy. Nim jednak nóż opadł, wygiął się na krześle i zajrzał do jej kubeczka.

– Nie smakuje Ci, czy nie masz ochoty? – on uwielbiał orzechówkę. Uwielbiał to jak była słodka, mimo cierpkości skórek orzechowych, które też gdzieś znajdowały się w Lysandrowym przepisie. Jeśli poprosiła – nalał jej czego innego do czystego kubka, a sam zgarnął jej.

– Ja czasem sam siebie nie rozumiem. Wiesz, w kniei... ha, za dużo o tym mówię co? Ale no... martwiłem się jak koza była chora. Martwiłem się jak wiatr zerwał daszek, a teraz... mam tyle uczuć, nie nadążam ich wszystkich złapać i rozpoznać. Tak łatwosię denerwuje, tak bardzo czasem boli. – zwierzał się jej po nieprzespanej nocy, rozgrzany ciepłym napitkiem, rozgoryczony zachowaniem kogoś, kogo wziął za swojego przyjaciela. Za kogoś, kto mógłby być w jego stadzie.

– Albo takie właśnie... nieporozumienie. To już na zawsze? My już zawsze będziemy się nie lubić? Jak takie rzeczy się naprawia? Wiem jak naprawić szafkę, ale jak się ludzie kłócą to potrafię tylko uciekać. – co z resztą Brenna mu wyrzuciła bardzo dosadnie. Ale skąd miał wiedzieć, skąd miał znać zasady gry, skoro nikt mu ich nie wytłumaczył.

– Byłaś kiedyś zakochana? – zapytał nagle, tym razem już monotonnie uderzając ostrzem o deskę. Wrócił do pracy. Wrócił do rozmyślań. Przy pracy łatwiej się te rozmyślania czesało. Zwłaszcza takiej monotonnej.
Poparzona
Nie prowadzę kursów wypowiadania mojego nazwiska.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka — blizny po oparzeniach na twarzy. Na drugi — potężna niezręczność. Dopiero później możesz podziwiać nietypowy styl ubierania inspirowany mugolskim schyłkiem lat 60. 173cm || chuda, trochę mięśni || jasny blond || piwne

Ula Brzęczyszczykiewicz
#23
17.04.2024, 21:00  ✶  

— Uhm, bo wiesz, to nie tak do końca jest zgadywanie... Ale czasem... Niektórzy lubią ukrywać swoje emocje, wiesz, jakieś skomplikowane gry społeczne, pewnie częściej to się pojawia w tak zwanych "wyższych sferach"... A mnie rozumiesz, bo ja jestem prosta babka, wśród ludzi bywałam tyle, co trzeba, a że ze wsi jestem, to tutaj każdy mówi co myśli, o ile w ogóle myśli. No ale tutaj... Wiesz, no ja nie wiem co dokładnie siedziało w tym twoim koledze, ale skoro tak usilnie chciał wrócić do domu to trzeba było mu dać wrócić i tyle.

Podzieliłam się swoim punktem widzenia, mając nadzieję, że go tym nie zdenerwuję. W końcu to tylko jakaś informacja zwrotna, spostrzeżenie... Może mu jakoś pomoże.

— Nie cierpię. Wiesz, ja z alkoholi to tylko te słodziutkie, nalewki malinowe, wiśniówka, czasem cydr... Takie orzechówki to dla kogoś, kto zaznajomiony jest z intensywniejszymi smakami.

Wyjaśniłam i podziękowałam za jakikolwiek alkohol. Było zbyt wcześnie na to, a przecież nie jestem jak te Mirki spod monopolowego. Aż mnie wzdrygało na wspomnienie o nich.

Zaskakiwało mnie zwierzanie się Samuela. To nie tak, że nie podejrzewałam go o głębokie przemyślenia i problemy socjalne. Nie spodziewałam się być odbiorcą jego wynurzeń. Zdawało mi się, że chociaż jest bardzo rozmowny, to najgłębsze tematy zostawia dla najbliższych.

— Im dalej od ludzi, tym życie jest prostsze. Człowiek to najbardziej skomplikowane zwierzę, więc im więcej ich wokół, tym trudniej.

Była to spontaniczna myśl, ale aż zdumiała mnie mądrość, jaka z niej biła. Być może usłyszałam to od babki, albo kogoś innego. Na pewno sama na to nie wpadłam. Nie ja, siedząc na stołku i obracając nożyk w ręce.

— Uhm... Wiesz, nie wiem. Wydaje mi się, że to tylko nieporozumienie... I być może sami zapomnicie o tym za kilka dni. Albo napisz do niego i wyjaśnij to. Najlepiej pewnie się spotkać... ale to takie kłopotliwe by było... To znaczy, ja bym nie potrafiła. Z resztą listów takich też nigdy nie pisałam... Wiesz, ja nawet specjalnie nie miałam się z kim posprzeczać w życiu, ale jak już do tego doszło, to jeszcze tego samego dnia było zapomniane.

Byłam tchórzem. Uciekinierem. Nie pakowałam się w żadne konflikty. Jak już doszło do utarczki słownej z kuzynem lub kolegą ze szkoły — wszystko ulatywało w niepamięć. Cóż, prawie zawsze. Czasami nosiłam uraz długo w sercu, ale druga strona wręcz przeciwnie. Było wtedy niezręcznie, ale co zrobić. Bez tego i tak miałam sporo niezręczności w życiu.

Nożyk ześlizgnął mi się po dłoni na pytanie Sama. Odłożyłam go i wcisnęłam skaleczony palec do buzi, spuszczając wzrok.

— Ee... Może...

Z jakiegoś powodu bardzo się przede mną otwierał, ale nie wiedziałam, czy ja jestem na to gotowa. Tak naprawdę to tylko przy babci mogłam opowiadać o swoich najskrytszych myślach. Nawet mamie się nie zwierzałam. Przez jakiś czas myślałam, że może w Lyssie znalazłam swoją powierniczkę... Ale chyba jednak nie.



???
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#24
18.04.2024, 18:58  ✶  
– Ukrywanie emocji... kurcze, ja żeby ukryć emocje po prostu ukrywam siebie w całości. Ale teraz rozumiem... teraz rozumiem, że można zostać w jednym miejscu i ukryć siebie tak jakby w środku. Może Neil właśnie to zrobił, może umie to robić. Nie wiem. – Zamyślił się. Czy powinien czuć się obrażony za to, że chłopak odrzucił jego zaproszenie? Trochę już z niego zeszło, trochę czuł się winny, trochę nie rozumiał. Z resztą... w porównaniu do nieporozumień w które był uwikłany, wyjście Neila w sumie było dość małym tak zwanym piwem. W porównaniu do braku słów wypowiedzianych między nim a Norą.

Westchnął.

– A Ty uważasz, że jak jest lepiej? Tak mówisz wszystko i pokazywać wszystko, czy umieć jednak zostać w miejscu i schować siebie w środku? W sensie, no rozumiem, że tak nie umiesz, ale chciałabyś? – orzechówka sprzyjała rozważaniom filozoficznym w wykonaniu niedźwiedzia. To nie było tak, że Sam był głupi i nieroztropny. On po prostu nigdy dotąd nie musiał stawać w obliczu takich społecznych komplikacji. Zabrał od Uleńki kubek i nie zamierzał przepraszać, że alkohol pojawił się na stole tak wcześnie. Normalnie nie pił, szczególnie przy robocie. Ale to były tylko jabłka, a jakoś tak serce mniej bolało otulone słodkim ulepkiem. – Bo ja nie wiem. Moja mama zawsze myślała to co myśli. Ojciec... ojciec mniej chyba. On się uśmiechał i dużo milczał, ale w sumie myślałem, że nie ma po prostu nic więcej do powiedzenia. – matka i ojciec, alfa i omega w życiu. Brenna i Nora też były szczere w okazywaniu emocji. Ula, Lysander... Co na ustach to w sercu. Erika nie był już taki pewien, chociaż zdawało się, że jego trzewia mu ufały. A takiemu panu Morpheusowi to wcale. Najchętniej cały czas prosiłby go o teleportowanie myśli, żeby upewnić się, że starszy czarodziej nie wkręca go w jakąś kabałę.

– Może zapomnimy. Nie wiem. Ogólnie, to... no nie wiem. Nie wiem czy my się w takim razie w ogóle lubimy. – poczuł smutek z tego powodu. Nie rozumiał go za bardzo, ale jabłka nie znosiły stagnacji. Jednostajny odgłos uderzania ostrzem o deskę do krojenia rozbrzmiał znów. Bardzo szybko poradził sobie z tym co naobierali więc... wrócił do odbierania.

– Ja też nie wiem. Wiesz, była kiedyś w moim życiu taka dziewczyna. I myślałem, że ją kocham. Ale wiesz... jak kogoś kochasz, tak na prawdę, to rzucasz dla niego wszystko, jesteś gotów na taką wielką zmianę. Na ucieczkę od wszystkiego co znasz. Dla tej osoby. I ja... no ja zdałem sobie sprawę, że nie jestem dla niej gotowy porzucić Kniei, więc pomyślałem, że chyba nie kocham jej tak prawdziwie i potem już nie byliśmy razem. Ale teraz... teraz tak myślę, może Ty mi powiesz... Czy tak jest? Tak jest, że jak kogoś kochasz, ale tak na prawdę na prawdę na całe życie, to wiesz, że to już jest to? Ten, ta... ta jedyna osoba na całym świecie?– Wiedział, że pytanie Lysandra nie miałoby sensu. Motyl kochał wszystkich, i wszystkim roztaczał swój eteryczny urok i czar, wznosząc się i opadając na kolejne kwiaty. Był w końcu Motylem. Ale Ula? Ula zdawała się być mądrością taką, jakiej właśnie potrzebował. Takiej prostej, takiej, którą mógł zrozumieć.
Poparzona
Nie prowadzę kursów wypowiadania mojego nazwiska.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka — blizny po oparzeniach na twarzy. Na drugi — potężna niezręczność. Dopiero później możesz podziwiać nietypowy styl ubierania inspirowany mugolskim schyłkiem lat 60. 173cm || chuda, trochę mięśni || jasny blond || piwne

Ula Brzęczyszczykiewicz
#25
18.04.2024, 21:04  ✶  

Nie wiedziałam co odpowiedzieć Samowi. Zdziwiło mnie, że nie wiedział o możliwości ukrycia emocji. Rozumiem, że mieszkał w lesie i w ogóle... Ale wydawało mi się to naturalną zdolnością ludzi.

— Wiesz... To tak jak, na przykład, dostajesz od kogoś prezent, który jest niefajny, ale nie grymasisz tylko dziękujesz i uśmiechasz się. Albo jak jesteś smutny, ale nie chcesz, żeby ktoś cię pytał o co chodzi, więc masz po prostu neutralny wyraz twarzy.

Gdybym znała pojęcie autyzmu, to bym zasugerowała Samowi wizytę u magipsychiatry, ale jestem ze wsi i mamy lata 70.

— Co oznacza "schować siebie w środku"? To jakaś brytyjska fraza, której nie rozumiem, czy mam to rozumieć dosłownie? W sensie, że nie wychodzić z domu?

Rozmowa zapędzała się w dziwne rejony. Nie byłam wystarczająco mądra na takie rzeczy.

— No ja przy ludziach na ogół też nic nie mówię. Myślę sobie o tym, o czym rozmawiają, ale się nie wtrącam, bo a to jestem za młoda, a to się wstydzę, a to coś. Może twój tata był po prostu nieśmiały? Jest takie powiedzenie, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem... ale to chyba nie wnosi niczego do rozmowy... — Zaśmiałam się niezręcznie. Za dużo paplałam i skończyły mi się produktywne myśli, więc zaczęłam rzucać co mi ślina na język przyniesie. A to oznaczało głupotę.

— Wiesz... Mi się wydaje... że taka miłość nie istnieje naprawdę... W sensie no, nie wyobrażam sobie wyprowadzić się do takiego wielkiego Londynu, dla jakiegoś tam chłopaka. Może poszłabym na kompromis, żeby zamieszkać na przedmieściach... Ale... No nie wiem — Wzruszyłam ramionami. — Wiesz, ja to nie wiem jak to jest z tą miłością. Moi rodzice czasem się przytulą i pocałują, ale na co dzień to zachowują się po prostu jak zwykli ludzie. A o miejscu zamieszkania zadecydowali wspólnie biorąc pod uwagę głównie takie argumenty, że tata miał dom po dziadku, no i obydwoje z tej samej wsi, więc i tak nie chcieliby wyjeżdżać Ale no to chyba zły przykład... W każdym razie... Nie sądzę, że to się od razu wie. Moja babcia mi trochę opowiadała o tym jak poznała dziadka i oni najpierw byli zwykłymi kolegami i po prostu później tak wyszło.

Sam wrócił do obierania, a ja próbowałam też... ale gdy mówiłam to moje ręce zatrzymywały się. Nie potrafiłam robić tylu rzeczy naraz, no i co jakiś czas były potrzebne do odruchowej gestykulacji.



???
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#26
22.04.2024, 15:55  ✶  
Słuchał jej z uwagą, z zastanowieniem i zaskoczeniem niejednokrotnie.
– Nie no... nie wiem czy tak się mówi, ale tak sobie myślę, że wtedy na zewnątrz to nie jesteś prawdziwy Ty skoro tak kłamiesz. Ja też czasem nie chcę czegoś powiedzieć, albo nie mogę i zawsze czuje się jakoś tak... nie wiem, sam fakt, że nie mówię o rzeczach tak jak myśle... to nie powinno tak być, nie wiem... – mruczał trochę do niej, a trochę pod nosem, próbując jakoś sobie to wszystko poukładać.

Wspominanie rodziców zawsze było bolesne, nic na to nie poradził. Byli dla niego wzorem, jedynym wzorem, miarą do której przykładał wszystko pozostałe. Ojciec porzucił cały świat dla matki, z resztą... dziadek zrobił podobnie i o nim akurat mógł mówić, więc powiedział:

– Nigdy nie poznałem mojego dziadka wiesz, w sumie to obu dziadków, ale o tym drugim to w ogóle już nic nie wiem. Ale chodzi mi o to, że moja babka nie była stąd, nie była z Anglii, tylko gdzieś... z Ameryki? Nie wiem, w każdym razie... ona miał klątwę maledictusa, nie wiem czy kiedyś o niej słyszałaś w każdym razie, to było tak, że prędzej czy później wiedziała, że zamieni się w ptaka. Rajskiego ptaka, moja mama mówiła mi że jej pióra lśniły jak soczyste mango, a śpiew zapadał w głowę bardziej niż trele świergotnika. Kiedy przyszedł czas i stała się ptakiem, dziadek po prostu wyjechał do jej naturalnego habitatu, sam też zmienił się w ptaka i tak... no... Tak żyli. Kochał ją tak bardzo, że zrezygnował z bycia człowiekiem, z pisania książek, z kariery badawczej, tylko po to, żeby móc być przy niej. Mój ojciec zrobił tak samo dawno, dawno temu, ja... – zawisł nad moment nad jabłkami z nożem w ręku, kręciło mu się w głowie od nieprzespanej nocy, nalewki i emocji, które odśrodkowo rozsadzały mu serce:
– ... po czym można poznać, że się kogoś kocha jak nie po tym właśnie? Mówisz, że Twoi rodzice normalnie zachowują się jak zwykli ludzie, może oni się nie kochają? Może to ja mam rację, a par które łączy prawdziwa miłość jest po prostu tak mało? – teoretyzował dalej odchylając się na krześle, wznosząc oczy w sufit tak by powstrzymać łzy. Choć w sumie czemu płakał? Może po prostu tęsknił za byciem kochanym? Może sam chciałby kochać? – Czy można coś czuć i nie wiedzieć co to jest? Ja ... ja cały czas tyle czuje, męczy mnie to, że nie wiem o co mi chodzi.. – przyznał.
Poparzona
Nie prowadzę kursów wypowiadania mojego nazwiska.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka — blizny po oparzeniach na twarzy. Na drugi — potężna niezręczność. Dopiero później możesz podziwiać nietypowy styl ubierania inspirowany mugolskim schyłkiem lat 60. 173cm || chuda, trochę mięśni || jasny blond || piwne

Ula Brzęczyszczykiewicz
#27
24.04.2024, 10:18  ✶  

— No tak, to właściwie jest kłamstwo i nie bycie sobą, ale czasem warto to zrobić, żeby nie tworzyć problematycznych sytuacji, co nie. Na przykład, kiedy pijany wujek prosi cię do tańca, to nie mówisz mu, że nie chcesz, bo on to ma w nosie, tylko mówisz, że bolą cię nogi i chyba masz skręconą kostkę po wczorajszych wykopkach. Jak to mówią, głową muru nie przebijesz.

Rozmowa stawała na coraz wyższym stopniu filozofii czy czegoś, a moje nędzne trybiki umysłu w każdej chwili mogły się przepalić.

I właśnie do tego doszło po kolejnej wypowiedzi Samuela.

— Yyyy... — Chwilę zajęło mi przypomnienie sobie, jak się używa aparatu mowy. — Wiesz, ja nie wiem co ci powiedzieć, ale mogę dać ci adres mojej babci. Ona jest totalnie najmądrzejszą osobą, jaką znam. Albo jak chcesz to mogę ją tu kiedyś zaprosić i sobie porozmawiacie. Haha, wiesz, ja jestem zupełnie za głupia, żeby ze mną rozmawiać na takie tematy — odpowiedziałam, a nożyk i jabłka co chwila wypadały mi z ręki.

Wychowano mnie w przeświadczeniu, że mężczyźni są prości emocjonalnie. To albo Sam jest Samantą, albo mnie grubo oszukano. A na pewno oszukano mnie w kwestii produkcji cydru, bo dzisiaj to zajęcie było namiętnie spychane na drugi plan.

— A ten chłopak, co nie, to jak mu w ogóle na imię? Bo zapomniało mi się. — Rzuciłam niezręcznie, starając się wrócić na prostsze tony rozmowy. Chciałam też spytać czemu on się tu znalazł, ale to mogło znowu otworzyć jakąś puszkę Pandory, więc zostałam przy tym jednym banalnym pytaniu.



???
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#28
25.04.2024, 14:01  ✶  
– Ej nie mów tak, nie mów że jesteś głupia, jesteś mądra, wiesz rzeczy, o których ja nie mam pojęcia! – skarcił ją, choć oczywiście nie po to, by sprawić jej przykrość, ale jak to miało tak być, że Ula obrażała Ulę, jego koleżankę. To nic, że on w myślach zbyt często w ostatnim czasie biczował się za swoje niedostatki. To nic, że jego poczucie własnej wartości szorowało podłogi Warowni, czy nawet nie podłogi, a przerośnięte trawniki.

– Ja właśnie cieszę się, że z Tobą rozmawiam, bo mam wrażenie, że nie tylko rozumiesz takie sprawy, ale umiesz i chcesz mi je wyjaśnić. – upierał się, nadal obierając jabłka. – No może nie jesteś tak mądra jak Bee, ale to chyba nikt nie jest tak mądry... – przywołał w pamięci obraz swojej przyjaciółki, nieprzerwanie obierając jabłka. Gadać można było, ale praca się sama nie zrobi. Sam był z takiej gliny ulepiony i może dlatego tak mu dobrze było w towarzystwie Uleńki.

– Kiedyś było inaczej wiesz, za dzieciaka. Ja jej mogłem opowiadać o Kniei, ona mi o Dolinie, o Hogwarcie i Londynie. Teraz jednak, kiedy jestem na jej terenie, to wszystko z jej perspektywy wydaje się takie proste. Daje mi gotowe rozwiązania, daje ubranie, pracę, dach nad głową wiesz... jestem bardzo zależny od niej, nie wiem czy mi to odpowiada, chyba nie, a z drugiej strony, to co mówi wydaje mi się... Nie wiem... Wydaje mi się mądre, najwłaściwsze. Ale ja wtedy czuję się niezbyt mądry i to nie jest miłe. Nie wiem czy wiesz o co mi chodzi? O jaki stan? I jest Ci dobrze że z kimś rozmawiasz i nie dobrze w tym samym momencie. – zasępił się, odrzucając kolejne obrane jabłko. Zaraz przejdzie znów na stanowisko do zabierania gniazd i krojenia na plastry.

– To jest Neil, znajomy pana Morpheusa. Nie znamy się jakoś dobrze. Mieliśmy... em... nieporozumienie kilka tygodni temu U Lizzy, ale potem jakoś zamieniliśmy kilka słów na ten całej potańcówce, co tam wywijałaś tak pięknie z tym drugim Samem. No... I on sobie tam stłukł szklankę w ręku i w ogóle zdawał się być bardzo nieszczęśliwy, a potem wczoraj się spotkaliśmy przypadkiem na wrzosowiskach i piliśmy razem i byliśmy razem nieszczęśliwi. Czy coś. Może on chciał ze mną rozmawiać tylko jak był pijany, może jak wytrzeźwiał to uznał, że nie ma co tracić czasu? W końcu no popatrz na mnie? Czy ja wyglądam jak pan Morpheus? – cóż. Nawet ślepy byłby w stanie odpowiedzieć na to pytanie.
Poparzona
Nie prowadzę kursów wypowiadania mojego nazwiska.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka — blizny po oparzeniach na twarzy. Na drugi — potężna niezręczność. Dopiero później możesz podziwiać nietypowy styl ubierania inspirowany mugolskim schyłkiem lat 60. 173cm || chuda, trochę mięśni || jasny blond || piwne

Ula Brzęczyszczykiewicz
#29
04.05.2024, 15:26  ✶  

— Wiem może trochę więcej od ciebie w takich tematach, ale też nie mam jakiegoś doświadczenia w kontaktach z ludźmi. W Durmstrangu miałam trzy koleżanki, z którymi już nie utrzymuję kontaktu. U siebie na wsi miałam zapewnione towarzystwo kuzynostwa, ale i tak najczęściej siedziałam sama, ewentualnie wśród zwierząt. — Uciekałam od tego tematu bojąc się, że przypadkiem dam Samowi jakąś złą radę. — Więcej o relacjach wiem z komiksów niż życia, a one pewnie nie zawsze są realistycznymi przykładami...

...szczególnie, kiedy postacie zmagają się z problemami, jakich normalni ludzie nie mają. Posiadanie sekretnego alter ego, poświęcanie wolnych chwil na ratowaniu świata, próba odnalezienia się w społeczeństwie jako zniekształcony potwór. Nawet, jeśli z niektórymi motywami da się utożsamić, wciąż nie dadzą recepty na życie.

— Tak, to akurat rozumiem... Na przykład teraz. Lubię z tobą rozmawiać, ale ten temat jest dla mnie zbyt trudny... — przyznałam szczerze. Nie rzuciłam niczym nowym. Od niemal początku daję mu znać, że nie jestem żadnym ekspertem od relacji... ale on dalej naciska. Zupełnie tak, jak z tym chłopakiem. Neilem.

Znajomym pana Morpheusa?

— Morpheusa Longbottoma? — Ożywiłam się nagle. Uważnie słuchałam historii znajomości Sama z Neilem, wyczekując, aż padnie znane mi imię. I padło, na końcu. — Nie wyglądasz jak pan Longbottom, bo macie zupełnie inny typ urody i sposób bycia. I nie można tu powiedzieć, że któryś jest dobry, czy zły, tylko, no, inny. Może po prostu Neil, hm... nie jest zainteresowany naturą, rolnictwem i przetworami jakoś bardzo. To przecież nic złego. My lubimy takie tematy, ale, no, nie wszyscy muszą. Mi się na przykład dobrze rozmawia i z tobą, i z panem Longbottomem, chociaż, oczywiście, on mnie o wiele bardziej onieśmiela, no i jednak nie miałam tak wielu okazji z nim rozmawiać...

A szkoda. Wydaje się tak mądrym człowiekiem. Mądrym życiowo, ale też dobrze wykształconym. I duchowo oświeconym.

— Może... jeśli chcesz się kolegować z Neilem to zaproponuj mu wspólne robienie czegoś, co on lubi? Skoro lubi pana Longbottoma to pewnie lubi wróżbiarstwo. Może poćwiczcie stawianie tarota? Albo wypróbujcie nowe sposoby wróżenia?

Sama bym się bardzo chętnie w coś takiego zabawiła. Z drugiej strony, wróżenie znów może sprowadzać w zbyt głębokie tematy... Chciałam ich unikać, ale jednocześnie zmartwiło mnie wspomnienie nieszczęścia Sama. Chodziło o oderwanie od jego domu, czy coś innego? Nie wiedziałam, czy mogę spytać. Bałam się, że to zbyt osobiste. Co prawda nie zdawał się ukrywać niczego i otwarcie mówił o swoim życiu i przeżyciach... Ale czy to od razu oznacza, że mogę pytać? Moja twarz zdradzała wątpliwość, nawet unoszące się wspomnienie pana Longbottoma nie osładzało mi tego momentu.



???
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#30
08.05.2024, 11:10  ✶  
Kiedy Ula wprost przyznała, że niekomfortowo czuje się w tym temacie, w końcu na twarzy Sama obmalowało się zrozumienie. W końcu do niego dotarło, od potrzebował krótkiej i bardzo bezpośredniej formy, by te kropki się połączyły ze sobą. Nie przeprosił (bo i za co), ale też zgodnie z prośbą nie chciał powracać do tego tematu, skoro nie był mily dla towarzyszki pracy, podobnie jak nie nalewał jej nalewki i nie wmuszał alkoholu skoro powiedziała, że nie ma ochoty.

– To prawda, chociaż, może mi uwierzysz lub nie, ale jak spotkaliśmy się na plaży, to rzeczywiście chodził bez butów po piasku. Po takim jak on spodziewałbym się raczej tego, że w ogóle na piasek nie wejdzie. Z drugiej strony... – zawahal się przez moment, rozważając to w swoim niedźwiedzim rozumku – może tak to jest, że spodziewamy się po innych rzeczy, bo tak jest łatwiej niż poznawać ich, bo to wymaga czasu i słów, a potem może się okazać, że ten ktoś jest zupełnie inną osobą. – Po chwili jednak pokręcił głową i skupił się ponownie na owocach, lubił mieć czym zajęte ręce. – Nie, ja to mam tak, że od razu czuję wiesz... jak spotkam kogoś to wiem czy to ma sens czy nie ma. Może powinienem zaufać temu, gdy nasze ścieżki pierwszy raz się z Neilem przecieły. Wiesz, on źle narysował skrzyp, a potem wyczarował szczura, żeby ludzie gadali żę u Lizzy biegają gryzonie. Bardzo to było nieuprzejme z jego strony. Pan Morpheus go uratował, przedstawiał jako swojego przyjaciela, więc myślałem, że może mój osąd był niewłaściwy ale... – wzruszył kilkukrotnie ramionami i pociągnął nosem. – Nie każdy z każdym co nie? Po co mam się starać dla kogoś kto nie chce ze mną spędzać czasu, skoro mam obok siebie osobę, która chce ze mną spędzać czas i z którą dobrze sie czuje? – obdarzył Ulę szerokim uśmiechem i nagle jakieś takie wewnętrzne rozterki rozpierzchły się. To było o wiele bardziej mądre. Skupiać się na tym co się ma, na miodzie, na pszczołach, na jabłkach w dłoni, niż czymś czego brakło. To zawsze mieniło się jakimś jasnym, kuszącym światłem, ale w ostatecznym rozrachunku nie oznaczało wcale, że jest gwarantem szczęścia.

– A i tak, znam teraz... pff... milion ludzi, w porównaniu z tym, jak to u mnie wyglądało w kwietniu. Bywały takie miesiące, że rozmawiałem tylko z Białką i Miłką, od dwóch lat właściwie nikt mnie nie odwiedzał, tyle co czasem przyjechałem do Doliny na Rynek. Bee była bardzo zajęta, no a ten... nie miałem więcej ktosiów kogo mógłbym obchodzić. Czy coś. – nie chciał już mówić o Norze, wszak Ula powiedziała, że relacje były tematem niewygodnym. Sapnął więc gniewnie, że jakoś go ciągnęło do tych tematów więc podjął inny, może przystępniejszy. – A Ty też widziałaś pana Morpheusa bez butów? Skąd się znacie w ogole? Zagląda tu do Lysandra czasem?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ariel (338), Neil Enfer (2045), Samuel McGonagall (5722), Ula Brzęczyszczykiewicz (4511)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa