—14/08/1972—
Londyn, Pokątna, Nora Nory
Samuel McGonagall & Nora Figg
Zbliżał się wieczór, mogła zejść ze sceny i zamknąć się w swoim ulubionym miejscu. Kuchni, która to była jej królestwem. Wendy powinna poradzić sobie sama, przynajmniej przez chwilę, kiedy Nora będzie szykowała się na kolejny dzień. - Wiesz, gdzie mnie szukać. - Powiedziała jeszcze do dziewczyny, jakby wcale nie wiedziała, że może do niej przyjść w każdej chwili i z każdą pierdołą, a Wendy nadal potrafiła zadawać pytania, których nie była w stanie przewidzieć, myślała, że z czasem to minie, jednak działo się tak ciągle. Może ta dziewczyna po prostu tak miała? Mimo, że bywała kapryśna to Norka nawet ją lubiła, przyzwyczaiła się do jej obecności w Norze, zresztą tak samo jak do tej całej reszty swojej ferajny. Do kuchni na szczęście mało kto z nich chciał się jej zbliżać, mogła więc być niemalże pewna, że nikt nie przeszkodzi jej w odpoczynku. Trochę tak podchodziła do pieczenia, była to rzecz, którą najbardziej na świecie lubiła robić, niestety prowadzenie klubokawiarni nie kończyło się jedynie na tym.
Weszła do swojego ulubionego pomieszczenia, i zamknęła za sobą drzwi. Mogła odetchnąć, zdjąć z twarzy uśmiech, który usilnie na nią przyklejała w przeciągu kilku ostatnich dni. Musiała. Nie chciała, żeby ktoś zauważył jej troski, a było miała ich całkiem sporo. Nie mogła przestać myśleć o tym, co się wydarzyło, tym bardziej, że naprawdę bardzo chciała to wyjaśnić, ale jej się nie udało. Gryzło ją to od środka, łapała się na tym, że myślała o tym, co działo się nad jeziorem niemalże ciągle, w najmniej odpowiednich momentach. Kiedy tylko odpływała na moment jej myśli, same zmierzały w tym kierunku. Nie mogła nigdzie znaleźć Sama, mimo, że zupełnie przypadkiem pojawiała się w Warowni niemalże codziennie, chociaż na chwilę. Rzuciła nawet babci coś na ten temat, a Lizzy oznajmiła jej, że sama jest zdziwiona jego nieobecnością, bo przecież u niej mieszkał. Ta informacja zdziwiła ją okropnie, nie komentowała tego jednak, bo brakowało jej w tym tylko awantury z babcią. Co ona sobie myślała i dlaczego jej o tym nie powiedziała? Zresztą myśl, że był tak blisko, już od jakiegoś czasu również nie dawała jej spokoju.
Skoro już zaszyła się w tej kuchni musiała czymś zająć ręce, przynajmniej udawać, że jest obecna w tym pomieszczeniu, chociaż jej myśli był bardzo daleko. Sięgnęła po mąkę, jajka i inne pierdoły, nie musiała się skupiać na cieście, bo przychodziło jej to zupełnie automatycznie, nie musiała wkładać najmniejszego wysiłku w to, żeby jej się udało. Stała więc przy blacie i kręciła sobie kulkę z ciasta, które miało skończyć jako jutrzejsze, poranne drożdżówki. Zastanawiała się przy tym, gdzie on się podziewa, czy zniknął w Kniei, czy ona go wypuści, czy nic mu się nie stało, bo przecież było niebezpiecznie i to jej wina, że uciekł. Miała do siebie ogromny żal, że sytuacja potoczyła się w ten sposób, mogła zachować się inaczej, mogła przy nim zostać. Zabrakło jej jednak odwagi, poczucie winy było coraz silniejsze, powoli przestawała sobie z tym radzić.