19.04.2024, 20:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.09.2025, 12:10 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Bajarz VI
Rozliczono - Millie Moody - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Rozliczono - Millie Moody - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Kampania Zakonu Feniksa: Zagłada Domu Juliusów. Etap I, sesja nr 5.
Sesję prowadzi Brenna L.
Księżycowy Staw.
Posiadłość, której dawni właściciele – Juliusowie – nie żyli już od bardzo dawna. I w której od dekady nikt nie mieszkał. Wciąż pełna rzeczy dawno wymarłego rodu. Kurzu i nieprzyjemnych niespodzianek, z którymi trzeba było się uporać, nim będzie mogła zacząć służyć Zakonowi Feniksa. Przybyli tu nad ranem, by zacząć ją porządkować i usunąć to wszystko, co mogłoby być niebezpiecznie.
Pierwsze godziny upływały pod znakiem walki z brudem, boginami oraz coraz dziwniejszymi znaleziskami.
*
Bardzo proszę, nie odchodźcie za daleko, poprosiła Brenna, chyba trochę nerwowa po tym, jak ona i Thomas Figg natknęli się na boginy, Millie i Nora też natknęły się na boginy, na piętrze domu znaleziono nieco dziwne rzeczy i zapiski, a wreszcie sama stoczyła niewielką walkę z kilkoma bahankami, które zagnieździły się w zasłonce.
Spodziewali się drobnych problemów – w starych domach czarodziejów często zamieszkiwały różne stwory albo zostawały jakieś „niespodzianki” po dawnych lokatorach – i niby nie wydarzyło się nic aż tak nadzwyczajnego… ale liczba boginów i zniszczeń oraz coś jeszcze, jakaś nieokreślona atmosfera, napawały chyba Brennę niepokojem.
Millie i Thomas byli jednak dorośli, wyszkoleni i ostatecznie mieli jedynie rozejrzeć się po ogrodzie. Tak żeby sprawdzić, czy nic nie spróbuje ich zeżreć, kiedy zaczną wynosić zasłony, koce, pościele, rzeczy, które dało się jeszcze uratować, ale które musiały zostać uprane, wysuszone, wywietrzone. Ogród był spory, zarośnięty, zaniedbany. Kiedyś – dawno temu – musiało tu być pięknie. Żywopłot tworzył zapewne zadbany labirynt, w którym skrywały się fontanny, ławki i rzeźby. Teraz zieleń rozrosła się ponad miarę, znikały w niej ławki i rzeźby, w fontannach stała pozieleniała woda, marmur pokrył się warstwami brudu. Dach szklarni na tyłach zawalił się i tam mieli absolutnie nie wchodzić, bo jeśli są tu jakieś groźne rośliny, to pewnie tam. Była tu i altana, bardzo podniszczona – rośliny, niegdyś się po niej pnące, zeschły. W pobliżu wciąż jednak były krzewy białych róż, w większości wymagających przycięcia, niektóre uschnięte… ale były i takie, które wciąż rozkwitały.
Za altaną zaś ciągnęła się ścieżka, wiodąca gdzieś między drzewa. Zawędrowali na jej początek, obchodząc budynek. Oboje mogli wiedzieć, że wiodła nad duży staw, od którego zapewne cała posiadłość wzięła swoją nazwę – tam, na jego drugim brzegu, kończyły się tereny należące do Księżycowego Stawu.
Ścieżka wyglądała…
Jakby ktoś czasem wciąż z niej korzystał…?
Tura do: 22.04.24, godzina 20.
@Thomas Hardwick @Millie Moody