• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 9 Dalej »
[22.08.1972r.] Miłość to najsilniejszy narkotyk

[22.08.1972r.] Miłość to najsilniejszy narkotyk
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#1
18.04.2024, 19:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.04.2024, 00:27 przez Neil Enfer.)  

Nie ma czegoś takiego jak za dużo miłości, nawet za dużo to za mało.


Quest: Miesiąc miłości
Bard: Felician Hollow

Niespecjalnie czuł dziś pozytywne emocje, ale starał się to ukrywać pod powłoczką kiwania głowy, uśmiechów, które jeszcze były względnie świeże, bo noc była młoda. Większość stałych bywalców jeszcze się nie zeszła, na razie byli tu ludzie, co pokończyli prace i od razu po niej poszli się napić, bo to jedyna okazja gdzie w tygodniu mogą poplotkować z kumplami od kufla.
Przetarł szklankę, z łupnięciem odstawił na blat i pchnął ją tak, by szurając po drewnie dołączyła do dziesięciu innych szklanek gotowych do użycia. I tak będzie dzisiaj w kółko. Weź, nalej, odbierz, wyczyść i odłóż na miejsce. Syzyfowa praca, ale ta tutaj odciąga nieprzyjemne myśli od coraz bardziej zmęczonego ciała. Tłum dookoła, śmiechu, krzyki, muzyka. Ciągłe odwracanie uwagi, na które się godził i do którego się przyzwyczaił, powoli przestając je zauważać. Widział je dopiero gdy wracał do domu, w którym panowała cisza, ani zwierzęcia, ani rośliny, ani nikogo bliskiego. Tak będzie też tej nocy, a rano z ulgą przyjmie dźwięk młotka rozbijającego kotlety, lub dźwięk miksera, bo sąsiadka będzie piec ciasto, w końcu jak obchodzić urodziny bez tortu? Tak nie można! Zgadzał się z tym całkowicie i już zaplanował, że na swoje urodziny przygotuje sobie coś pysznego, może coś z rodzimych stron matki? W sumie pewnie spędzi urodziny z rodziną, więc może złożyć rodzicielce kilka drobnych zamówień, tylko nie był pewny czy zdobędą do wszystkiego składniki.
Rzucił szmatę na bok blatu i wsparł się rękoma o niego. Spokojnym spojrzeniem, z lekkim uśmiechem przeleciał wzrokiem po ludziach, od jednego, do drugiego. Tu zmartwienie, tam szczęście, a tam pasja, bo do gry dołączyła właśnie mocna zawodniczka. Znał ją, aż za dobrze i uśmiechnął się jeszcze szerzej, jak od samego początku zaczęła rozstawiać facetów po kątach.
-Ah, ta Viorka...-zamruczał pod nosem i na chwilę zniknął zza baru, lecąc na zaplecze, bo piwa w końcu nie mogło zabraknąć, a lepiej pójść uzupełnić zapasy teraz niż później, gdy klientów zbierze się przy barze cała masa. Byli cierpliwi, bo w końcu to była Nora Nory, a nie jakiś mugolski, obskurny bar, gdzie schodzi się najgorsze tałataństwo tylko po to, żeby obejrzeć mecz i wszcząć bójkę jeśli ten nie zakończy się wymarzonym przez nich wynikiem. Raz na górze, raz na dole, na tym polega życie. On akurat był w momencie porządnego dołka, jednak kto wie co będzie jutro? Albo jeszcze lepiej! Kto wie co będzie jak skończy zmianę? Może znajdzie wygrany los na loterię, może spotka nową miłość, wątpił w to, ale wszyscy wmawiali mu, że to jest możliwe, nie wierzył. Szczęście chodzi własnymi ścieżkami i może na tyłach kawiarni zobaczy jakiegoś dachowca, który sprawi, że już do końca życia będzie dobrze.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#2
25.04.2024, 13:37  ✶  
Ta noc zapowiadała się idealnie dla niektórych i paskudnie dla innych. Humoru nikomu nie poprawiało kończące się powoli lato, co do i tak wiecznie deszczowej Anglii przyprowadzi późniejszy świt i wcześniejszy zmierzch. Naukowcy mogliby przysiąść i przeprowadzić gruntowne badania czy takie zmiany pogody aby na pewno nie wpływają negatywnie na psychikę człowieka. Być może takie badania już powstały, lecz nie to był zmartwieniem siedzącego przy barze mężczyzny, ściskającego w dłoni trzeci kufel z piwem otoczonego przez wisielczą atmosferę.
Uniósł spojrzenie podkrążonych oczu na barmana i obrócił głowę, by wychwycić komu ten się tak przygląda. Wystarczyła jedna chwila i już wiedział o co chodziło młodemu chłopakowi. Zaśmiał się pod wąsem i wrócił oczyma do swojego kufla kręcąc głową w dezaprobacie.
-Miłość chłopcze...-rozpoczął, unosząc mentorsko palec wskazujący.-To najpiękniejsze co może się przytrafić w życiu.-westchnął głęboko, opuszczając dłoń na blat i podnosząc kufel. Te kilka słów najwyraźniej wiele go kosztowało.-A jednocześnie to przekleństwo.-dopowiedział mocząc wąsa w złocistym alkoholu. Szklanica znów uderzyła o blat.-Raz spróbujesz i do końca życia chcesz więcej, więcej i więcej.-wsparł głowę na swojej dłoni.-Nigdy nie masz dość.-zamruczał, a w głosie jego rozbrzmiewał przeogromny żal. Wiele rzeczy widział w życiu, wiele dobrych, neutralnych i złych. O dwóch ostatnich nie wspominał, a pierwsza choć tak przyjemna i obiecująca wywoływała najsilniejsze negatywne emocje. Każde szczęście kiedyś się zakończy, każda miłość kiedyś zaniknie. Ciesz się chwilą mówią, lecz jak się cieszyć kiedy dusza cierpi wiedząc, że przyjdzie kres?
Odwrócił wzrok na dziewczynę przy stoliku.
-Takie jak ona zdarzają się raz na milion.-uśmiechnął się pochmurnie, pod nosem i ponownie upił alkoholu. Nie planował się dzisiaj oburzać na ignorancję młodego pokolenia, które najchętniej po każdej porażce wywalałoby wszystko do śmieci. Za jego czasów związki się naprawiało, walczyło się o nie. Prychnął cicho do własnych niewypowiedzianych myśli i wzruszył ze zrezygnowaniem ramionami. Nie chciało mu się wierzyć w to jak bardzo świat się zmienił. Nie dopuszczał też do siebie myśli, że może stary system nie był aż tak dobry, jak mu się wydaje.
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#3
25.04.2024, 18:39  ✶  
Jak to się mówi, ścieżki losu są nieodgadnione czy coś w tym stylu, sam nie był pewien. Złote myśli traktował z pobłażaniem, szczególnie te angielskie, bo nieraz nie miały dla niego zbyt wiele sensu i umykały w rozmowach jak mucha przy uchy, co mu dokuczała gdy pomagał rodzicom w polu. Zaraz będzie znów musiał do nich jechać, ale to dopiero po pełni. Trochę do roboty jest, koniec lata i jesień zawsze są pracowite. Zima, oj zima za to jest idealna, można wypoczywać i jeść co się zebrało, żeby wiosną głodować.
Myślałby o rodzinie dalej gdyby nie facet co nagle się obudził przy barze i zaczął prawić morały, cudowne złote myśli kogoś kto ewidentnie był przez życie przetyrany, ale że akurat miłość mu w głowie byłą, to go zdziwiło. Czyżby był świeżo po rozwodzie? Może go kobieta zdradziła? Kusiło go dopytać, ale mówił dalej, kim więc był by mu przerywać? Otóż nikim. Z resztą to by było nie na miejscu, bo jeszcze okazałoby się, że jego żona zmarła dwa dni temu i dlatego w takim podłym humorze. Nie chciał sprawić, że Nora straci klientów, dlatego stał grzecznie, słuchał, kiwał głową, przyglądał się mu. Uśmiechnął się lekko na jego słowa. Miłość to przekleństwo? Nie, no jak to, skądże? On nigdy nie doświadczył przez miłość żadnych problemów, ani jednego! Naprawdę! Nie kłamie! Może trochę.
-W takim razie na mnie chyba już za późno, teraz będę się ze sobą męczył do końca życia.-spróbował rzucić żartem, licząc, że może mężczyzna się rozluźni, w końcu po co płakać nad czymś czego się już nie zmieni? Żałował jednak tego, że się zakochał, oj jak żałował. Gdyby mógł, to zerwałby wszelaki kontakt jeszcze zanim rozwinęłaby się przyjaźń. Nie zrobił tego i z każdym dniem było mu mało. Chciał więcej, a gdy po więcej sięgnął uświadomiono go, że dwa lata marzeń były bezsensowne. Wolałby łamanie wszystkich kości ciała, niż takie odrzucenie. Trzymał go na smyczy, nawet teraz gdy nie widzieli się od dwóch tygodni. Zmarszczył brwi na własne rozważania. Był naiwny i głupi, wierzył, że coś mu się należy, że może na coś liczyć, że na coś zasługuje. Niby słabo kłamał, a dał radę sam siebie oszukać.
Przetarł blat, patrząc za jego spojrzeniem na Viorkę i uśmiechnął się krzywo, rozbawiony jego założeniami.
-Tak, ta jest specjalna. Nie do końca w dobrym tego słowa znaczeniu, ale na pewno ma w sobie... COŚ.-skomentował dziewczynę i wytarł dłonie w ścierkę.-Ale to tylko przyjaciółka, choćbym chciał, to bym chyba nie mógł prosić jej o więcej, albo raczej choćbym mógł, to nie chciałbym.-odpowiedział mu.-Zbyt mocno w życiu sobie uczuciami namieszałem. Muszę więc przyznać Panu rację, miłość do przekleństwo. Ludzie za nią giną, zabijają, kradną, cierpią, porzucają karierę, rodziny. A koniec końców okazuje się, że w całej tej miłości jest tylko chęć zawłaszczenia sobie kogoś dla przyjemności w łóżku.-zafukał, szybko reflektując się, że zbyt otwarcie rozgadał się z pijanym klientem.-Przepraszam. Dolać Panu?-liczył, że upojony umysł zignoruje głupotę jaką palnął. Boże, niech ten dzień się skończy. Chciał wrócić do domu, do prawdziwego domu, a nie do jakiegoś wynajmowanego mieszkania.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#4
06.05.2024, 21:19  ✶  
Młodość i mądrość nie idą w parze, zazwyczaj. Niektórzy mają ciężkie życia i jeszcze zanim ukończą szkołę wiedzą o zasadach kierujących światem więcej niż niejeden dorosły. Przyglądał się więc chłopakowi zastanawiając się jakim typem człowieka jest. Młody i głupi czy młody i przemielony przez życie. Zupełnie jakby nie było nic pomiędzy, a przecież jest tak wiele.
Chrapliwy śmiech poniósł się po blacie baru kiedy usłyszał słowa bruneta. Chyba nie do końca poprawnie mu zareklamował miłość, czy miał jednak jakikolwiek wpływ na to co będzie młodziak czuć? Prędzej czy później by się zakochał, miał złamane serce raz czy dwa, aż w końcu trafi na tę, która odwzajemni jego uczucie i zostanie u jego boku już na zawsze. Zależnie od tego jak będzie ją traktować ona będzie mu albo codziennie piec ciasteczka, albo uczyni jego życie piekłem. Mężczyzna przesunął wzrokiem po chłopaku oceniając, że ten chyba nie wygląda na takiego, co nie będzie dbać o drugą osobę. Może się mylił, a może nie, to już nie jego zadanie takie rzeczy oceniać.
Uśmiechnął się półgębkiem widząc, jakie zainteresowanie podjudził w chłopaczku jeśli chodzi o dziewczynę walczącą o każdą nawet najmniejszą stawkę. Zmrużył oczy słysząc jego osąd, niestosowne dla publiki odkrycie tajemnic ludzkości. Wiele osób zdradza, wiele osób się rozwodzi, wiele osób ma kochanków i kochanki i wszyscy zgodnie udają, że nic takiego się nie dzieje.
Zajrzał w swój kufel, przeżuł namyślając się nad pytaniem, aż w końcu poddał się i z westchnięciem wysunął po blacie naczynie w stronę barmana. Bez słowa. Myśli do niego wróciły, tak samo jak Neil mógł ponownie usłyszeć mamrotanie pod wąsem.
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#5
08.05.2024, 12:12  ✶  
Czy Neil wiedział więcej niż inni? Raczej nie, zazwyczaj odznaczał się wybitną głupotą, a speszony oceną jaką dawali mu inni wolał nie wyściubiać nosa poza swoją strefę komfortu. Żył jak żył, nie umierał, choć... czy to było życie czy jedynie wegetacja w oczekiwaniu, że los będzie łaskawy i nic więcej się nie zmieni, szczególnie na gorsze. Czy zmianę na lepsze by przyjął? Sam nie wiedział, być może nie. Wiele oczekiwał, wiele dostawał i wiele odrzucał. Czy to kwestia tego, że dostawał nie to co chciał? Czy nie był zadowolony z ilości tego co dostawał? Chciał więcej i więcej, nigdy nie było mu mało. Co by go usatysfakcjonowało? Otwarte wyznanie miłości? Umawianie się? Zamieszkanie razem? Ślub? Co jest swoją drogą niemożliwe, tak samo, jak mienie wspólnego dziecka, rodziny, czegokolwiek. Nie było możliwości by poczuł się spełniony tym co miał, bo jego oczekiwania były zbyt wysokie. Oczywiście nie były też ani dobre, ani realne, ale to już temat na inne spotkanie. Czy mógł uczynić jego życie idealnym? Nie miał na to szans. Czy mógł mu piec ciasteczka? Mógł, z ziołami, łagodząc jego bezsenność. Sam również by je jadł, bo dalej nie byłby szczęśliwy bojąc się, że najdrobniejsza pierdoła mu go odbierze, czy to śmierć w pracy, czy piękna kobieta bujająca kusząco biodrami gdy tańczą razem w rytm spokojnej muzyki.
Czego chciał?
Chciał więcej.
Chciał nie czuć nic.
Chciał dla niej wszystkiego co złe.
Chciał dla niego wszystkiego co dobre.
Czego chciał dla siebie?
Dziewczyna przy stole nie zajmowała jego myśli, sam sobie je zajmował, bo czego tak naprawdę pragnął? Jaki był? Ukrywał wiele rzeczy, walczył, by nikt nie widział jego rozterek, pocieszał, załamywał się, peszył swoją emocjonalnością. Nienawidził tego. Zawsze zadowolić tego, tą, ich, zdać, wykonać, dać radę, przeżyć. Chciał dla siebie jednej rzeczy, nie... to nie jest rzecz, to osoba. Miłość? Przyjaźń? Obecność. Chciał jego obecności, w każdej chwili swojego życia. Zamknąłby go w naszyjniku, nosił przy sobie cały czas, żeby nikt inny nie mógł na niego patrzeć, go dotykać.
Czy było to zdrowe? Nie. Czy się tym przejmował? ... Sam nie wiedział. Powinien, ale coś w nim mówiło mu, że może to zrobić, może zrobić wszystko, w końcu tyle czasu uważał na uczucia innych. A teraz? Gdyby wiedział, że jest oskarżany o wykorzystywanie słabej chwili, gdyby wiedział jak bardzo podejrzewają go o nieobyczajne zachowanie. Czy było to jednak coś nowego? Nie. Czasy szkolne wracały z pełną siłą. Zupełnie jak wtedy. Zależny od innych, podatny na każdy drobny jest mówiący choćby ułamkiem siebie ,,Lubię cię". Nie chciał tego słyszeć. Użalał się nad sobą, owszem i to jak! Ale miał do tego prawo, w końcu i tak jest  tylko niedoświadczonym gówniarzem, prawda? Niestabilnym i uczuciowym.
Wstyd i poczucie niesprawiedliwości to bardzo silne uczucia, a on był sfrustrowany tym, że miłość była ich głównym powodem. Nawet dużo, to za mało, a im więcej tym mu mniej.
Chwycił przysunięty mu kufel, zajrzał w niego i jeszcze raz popatrzył na Viorkę. Może była to naprawdę lepsza opcja. Mógłby znaleźć sobie dziewczynę, nie wiedział jak, ale może ona by go nawet pokochała. Czy nie o to mu chodzi? Póki co dawał miłość innym cały czas udowadniał, jak to kocha, poświęcał się chociaż nikt go o to nie prosił. Czas zacząć nie tylko dawać, ale i brać, bo chciał być kochany tak mocno, że zacznie się tą miłością dusić, zacznie od niej uciekać. To brzmiało dobrze.
Uśmiechnął się lekko do siebie i nalał kolejnej porcji do kufla.
-Na mój koszt. Za dobrą radę.-podsunął mężczyźnie alkohol, mrugając do niego okiem. W głowie zrodził mu się plan, niewielki, niewinny, nieszkodliwy... dla niego, jeśli go dobrze wykona. Potrzebował teraz jedynie drugiej opinii, kogoś kto potwierdzi, że jego plan jest dobry i ma na wyegzekwowanie go pozwolenie. Doskonale wiedział od kogo taką zgodę może dostać.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (588), Neil Enfer (1582)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa