—16/08/1972—
Mieszkanie Geraldine Yaxley, Aleja Horyzontalna
Astaroth Yaxley & Geraldine Yaxley
Nie było w tym poranku nic nadzwyczajnego, no, może poza tym, że kiedy była z psami na spacerze postanowiła wejść do okolicznego sklepu z eliksirami. Na chwilkę, na moment, bo akurat musiała uzupełnić braki w swoich kosmetykach. Nie, żeby korzystała ze zbyt wielu, bo zazwyczaj był to szampon, pasta do zębów i jakiś żel pod prysznic, jednak czasem musiała uzupełnić i to. Jako, że jej kochane łobuzy czekały na zewnątrz dokonała szybkiego wyboru. Skusił ją wytłuszczony grubymi literami napis oczy diabła morskiego, nie kojarzyła, żeby wcześniej korzystała z czegoś, co miało w sobie elementy tego stworzenia.
Gdy wróciła już do domu, postanowiła spróbować, czy faktycznie ten nowy, wspaniały szampon poradzi sobie z jej niesfornymi włosami, które miały tendencje do kręcenia się, chociaż nie do końca, tak właściwie to jej włosy żyły własnym życiem, były osobnym bytem, nad który nie zawsze potrafiła zapanować. Może dzisiaj, wreszcie znalazła na to lekarstwo? Musiała to sprawdzić.
Wzięła szybki prysznic i umyła włosy tym cudownym szamponem. Wysuszyła się nawet, narzuciła na siebie swój krótki, czarny satynowy szlafrok, kiedy wreszcie przejrzała się w lustrze. Wtedy wydała z siebie dźwięk, bardzo głośny dźwięk, niczym zarzynane prosię. - AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA - Na pewno usłyszał to każdy mieszkaniec tej kamienicy.
Wybiegła z łazienki jak poparzona, rzucała na prawo i lewo kurwami, bo co miała z tym zrobić? Miała na środku głowy pierdolonego kaktusa, i nie wiedziała, jak się go pozbyć, czy mogła go sobie po prostu oderwać? Czy przy okazji pozbyłaby się kawałka skóry. Nie spodziewała się, że ten dzień rozpocznie się dla niej tak fatalnie.