Nastał wieczór, klubokawiarnia zamknięta, wszystko zostało dwukrotnie obejrzane i skontrolowane. Kiedy w pomieszczeniu głównym zapadła ciemność, zgrabnie przebiegł po meblach na świeżo umytą podłogę (wszak po brudnej nie będzie chodzić) i przeszedł do mieszkania, skąd od dobrej godziny Nora nie wyściubiła nosa. Z tego co słyszał, a słuch miał doskonały, Mabel leżała już w łóżku. Przechylił głowę i obrócił uszy w kierunku wschodniej części domu. Nie przerywając lekkiego biegu zarejestrował spokojny i głęboki oddech dziewczynki, co zdradzało, że już spała. Dosyć szybko odnalazł Norę, której postawa raziła już z daleka. Taka zjeżona, naelektryzowana tym... czymś, co ludzie nazywali nerwami. Wskoczył na krzesło, a następnie na jej kolana. Trącił pyszczkiem jej nadgarstek.
- Ukrywasz się przed czymś czy układasz plan przejęcia władzy na tym światem? - zagaił schrypniętym głosem, poprawiając swój siad na jej ciepłych kolanach.
- Odkąd wróciłaś z balu Longbottomów jesteś spięta jak zmarznięta glicynia. - na końcu języka miał porównanie do martwej i zesztywniałej myszy ale dla Nory miał specjalny pakiet czułych słów. Resztę porównań zostawiał dla dalszej części obywateli Londynu. Podniósł łapę i szorstkim językiem począł ją myć, bo jednak zapach płynu do podłóg nie komponował się dobrze z jego wizualną perfekcją. Z przyjemnością zamieniłby ten aromat na tuńczyka lecz najpierw wybada czemu Nora jest taka spięta. Sierść na jego ogonie jeżyła się od jej emocji. Byli ściśle związani, nie czuł się dobrze kiedy coś jej dolegało. Nie wyobrażała sobie jak bardzo jej zdenerwowanie osiadało ciężkością na krańcach jego wąsów. Nic więc dziwnego, że przerwał mycie łap aby dwukrotnie kichnąć.