• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[marzec 72] Pretend for me

[marzec 72] Pretend for me
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#1
30.04.2024, 18:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.09.2025, 12:02 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Millie Moody - osiągnięcie Badacz Tajemnic

To miał być miły dzień.
Christopher, wbrew temu, co mogliby sądzić niektórzy, miał wielu znajomych – jak to się zdarza bogatym, uprzywilejowanym i popularnym. Miał nawet ze trzech czy czterech przyjaciół, których lubił mimo swojego paskudnego charakteru, i mimo tego, że oni też nie zawsze byli najmilszymi ludźmi na świecie. I czasem z którymś z nich się spotykał. Lorcan Selwyn, daleki kuzyn i przyjaciel, nie musiał długo go namawiać na to, aby poszedł wraz z nim i jego żoną, śliczną i kapryśną niby kociak, na wystawę fotografii jej koleżanki przy Pokątnej. Christopher zgodził się od razu.
A potem żałował tego gorzko.
Po pierwsze, okazało się, że Lorcan Mąż nie jest nawet w połowie tak zabawny, jak Lorcan Kawaler. Po drugie, obecność Anny Lynett czy też raczej Anny Selwyn wymuszała uważanie na słowa, bo w końcu żona pewnych rzeczy słyszeć nie powinna. Po trzecie wreszcie, okazało się, że zaznawszy rozkoszy stanu małżeńskiego, oboje doszli do wniosku, że – jak napisała niegdyś Jane Austen – samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony. Swatali go więc z fotografką Yvette z uporem godnym lepszej sprawy, a chociaż normalnie Rosier nie miałby może i nic przeciwko chwili flirtu i potem natychmiastowemu odwróceniu oczu gdzieś indziej, to tu istniały dwa poważne problemy.
Złamanie serca przyjaciółce żony przyjaciela mogłoby skomplikować jego życie towarzyskie.
A poza tym Yvette okazała się nieznośnie, niemożliwie wręcz nudna.
Była ładna, owszem, tą banalną urodą, która wystarczyłaby, aby się z nią umówić, ale już nie do tego, by chciał zaprojektować dla niej suknię. Była czystej krwi, ale z jakiegoś podupadłego, zagranicznego rodu, siódma córka siódmego syna, czy coś takiego, jeżeli Christopher dobrze zrozumiał. I była może była też całkiem utalentowaną fotografką, ale jej prace ani trochę Rosierowi nie przypadły do gustu, za to ona chciała rozmawiać tylko o nich.
Prawie skłoniło go to do rozważań, czy sam nie zanudza ludzi, opowiadając ciągle o swoich projektach.
Prawie.
A ona nie chciała się odczepić.
Może zrobiły na niej wrażenie jego blond włosy, może jasne oczy, może ładna buzia. Christopher miał na sobie na tyle dobre mniemanie, by w to uwierzyć, chociaż tak naprawdę pewnie interesowały ją raczej zasobność jego sakiewki oraz nazwisko. Czy nie powinna zostać na swojej wystawie do końca? Zdobywać kontaktów? Oczywiście, że powinna! Tymczasem tak entuzjastycznie zareagowała na złożoną już w progu kamienicy propozycję Anny, by udać się z nimi do pobliskiej lodziarni…
Christopher nawet nie lubił deserów lodowych, do diaska.
– Christopher? Skarbie, pójdziesz z nami, oczywiście? – spytała Anna, a on zazgrzytał zębami ze złości (metaforycznie, oczywiście, bo przecież nie dałby po sobie poznać niezadowolenia, w końcu chodziło o Selwyna, do diaska, kolegę ze szkoły, nie obrażasz śmiertelnie żony kolegi ze szkoły) na to nazywanie go skarbem. – Potem moglibyśmy wpaść do twojej pracowni! Yvette marzy, by obejrzeć twoje projekty.
Nie ona jedna, omal nie wyparował Rosier, ale ugryzł się w język.
– Oczywiście, że z nami pójdzie, jest mi winny za to, jak upił się na kawalerskim – parsknął Lorcan, a gdyby Chris wiedział, kim był Brutus, pomyślałby teraz zapewne: i ty, Brutusie?
– Jestem bardzo ciekawa tych projektów – przyznała Yvette, a Christopher nagle pomyślał (i nie wiedział, czy miałby się obrazić, czy uznać to za pochwałę, gdyby się nie mylił), że może wcale nie była zainteresowana nim. Może liczyła na darmową suknię projektu Rosiera.
No po jego trupie, chyba. Jego można było jeszcze niecnie wykorzystać, ale na pewno jego projektów nie będą nosiły takie mimozy!
– No, Chris, nie daj się prosić, inaczej opowiem wszystkim tę historię o tablicy ogłoszeń…
Zabiję cię, uznał Rosier, rozglądając się dość rozpaczliwie po ulicy, w poszukiwaniu natchnienia na wymówkę.
I zobaczył znajomą twarz.
To był bardzo durny pomysł, ale nikt nie mówił, że Rosier nie bywał durny. A poza tym z dużym prawdopodobieństwem przeczytał o kilka za dużo głupich książek z półki matki (do czego nie przyznałby się choćby na torturach.)
– Mildred! – zawołał w przypływie natchnienia, ruszając za kobietą…
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#2
30.04.2024, 22:17  ✶  
To miał być miły dzień.

Ale Alastora wezwali do jakiegoś nagłego super pojebanego przypadku i wywiało go na drugi koniec wysp.

Nie była w stanie usiedzieć w domu. Nie była w stanie usiedzieć w parku. Nie była w stanie usiedzieć w knajpie. Nie była w stanie wytrzymać sama ze sobą, a gdzieś w środku miała przeczucie, że kolejny odwołany wspólny czas eksploduje jej w twarz, jeśli spotka się z kimś bliskim. Jej przyjaciele znali ją za długo, wiedzieli kiedy udaje, kiedy zgrzyta zębami, kiedy chwyta za nóż i zaczyna jego czubkiem nacinać kreski na kuchennym blacie. Kolejny kurwa raz. Gdyby jeszcze mogła tam jechać razem z nim. Nikt by przecież nie zauważył małego cienia podążającego krok w krok za rosłym aurorem. Nikt...

Wypierdoliła z domu i polazła gdzieś, gdziekolwiek, odwrócić swoje myśli. W planach wieczorem miała sążniste upicie się na jakiejś balandze, ale na razie mogła poudawać kogoś kulturalnego. Wernisaż zdjęć zachęcał darmowym wejściem (dobrze czasem było mieć porozrzucane po mieści przysługi) darmowymi bąbelkami i darmową inspiracją. Chodziło za nią znów malowanie, jakoś tak po przeprowadzce, kiedy trzeba było tachać na nowe poddasze te wszystkie kanwy, farby i rozpuszczalniki... Zatęskniła za tym uczuciem, za szkicowaniem, za pędzlem, który poddawał się jej woli, a czasem się nie poddawał, ale lepiej było nakrzyczeć na pędzel niż na brata za którym się tak piekielnie tęskniło.

I też przyćpanie rozpuszczalnikiem, ten chaos w głowie, ten ból głowy... To gwarantowało dobry sen.

Mogła przez moment poudawać kulturalną osobę, pomyśleć jakby to było, gdyby sama miała taki wernisaż. Nawet ubrała się tak, że oczy nie bolały tych wszystkich czyściuchów ocierających się o jej półkrwiste ciało. Jedwabna, granatowa koszula ponoć podkreślała jej oczy, Morpheus cały czas próbował forsować, żeby ubierała się doroślej. Miała ochotę potraktować jego prezent jako ścierę do pędzli, ale szczęśliwie wrzuciła ją do szafy i o niej zapomniała. Idealnie na dziś. Do tego bezwzględnie wąskie czarne jeansy, czuła się w nich seksy, nawet jeśli lepiej by jej było udawać, że posiada biodra inne niż wystające kości miednicy.

Ostatnim czego się spodziewała, to usłyszenie swojego imienia.

Obróciła się zaskoczona i zamrugała kilkukrotnie na widok zmierzającego ku niej mężczyźnie. W pierwszej chwili go nie poznała, ale umówmy się, świat czarodziei nie jest aż tak wielki, żeby nie połączyć kropek.

Zwłaszcza jeśli zmierzająca ku niej kropka dała jej bardzo ładną różę wyrastającą z najpiękniejszej i niewątpliwie najdroższej sukienki, której pewnie nigdy nie założy.

– Christopher! – jej pokryte karminem usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu, a złociste oczy zaiskrzyły chochlikiem, uświadamiającym jej, że w sumie nie przeszli na ty, a jednak przeszli. Upiła darmowego szampana, z przyjemnością rozmasowując bombelki na podniebieniu. – Nie wspominałeś, że się tu wybierasz! – oczywiście, że nie, nie rozmawiali ze sobą, praktycznie nie mieli o sobie pojęcia bo i czemu mieliby mieć. Ale Milie lubiła trolować ludzi, a aura tego snobistycznego miejsca bardzo sprzyjała takiemu snobistycznemu pierdoleniu.
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#3
01.05.2024, 11:09  ✶  
Nie miał pojęcia, co chodziło Mildred Moody po głowie, gdy zareagowała tak, a nie inaczej na jego powitanie, ale wręcz doskonale, że zachowała się tak, jak gdyby się znali. Nawet jeżeli zamierzała zrobić to początkowo po to, żeby zrobić potencjalnie na złość jemu przed znajomymi, to przecież idealnie mu pasowało…
– Nie mówiłem? Okropne niedopatrzenie z mojej strony – powiedział głośno, a potem pochylił się nieco, by kolejne słowa szepnąć… nad jej głową, bo była o tyle niższa, że aby wyszeptać je do ucha musiałby zgiąć się prawie w pół. – Ratuj mnie przed tą modliszką, a będę ci winny ogromną przysługę – szepnął, przez moment wahając się zanim powiedział o tej „ogromnej przysłudze”. W pierwszej chwili miał zamiar wspomnieć, że będzie jej winny sto galeonów, ale cholera wie, czasem ci półkrwiści dla pieniędzy byli gotowi zrobić wszystko, a czasem bywali Dumni i to przez duże D, woleli jeść suchy chleb niż poczuć, że ktoś tę dumę zdeptał i tak dalej. A Christopher nie miał pojęcia, do której kategorii należała Moody, teraz zaś bardzo nie chciał jej obrazić, skoro potrzebował współpracy, by wyrwać się z bluszczowego uścisku Yvonne, nie rozpoczynając konfliktu ze swoim przyjacielem i krewnym zarazem…
– Christopher?
– Wybaczcie – stwierdził, obracając się do towarzystwa, z fałszywym uśmiechem na ustach. – Lorcanie, to Mildred, moja nowa znajoma, chyba nie zdążyłem ci o niej opowiedzieć, obiecałem, że pokażę jej dzisiaj nasze ostatnie projekty… Mildred, to mój przyjaciel i daleki kuzyn, Lorcan Selwyn i jego żona, urocza Anna. Jestem pewien, że pamiętasz, jak pokazywałem ci jej suknię ślubną – oświadczył, kłamiąc gładko… w tej części z pokazywaniem ostatnich projektów, rzecz jasna, bo przecież akurat był pewny, że suknię ślubną Anny Lynett Moody doskonale pamiętała.
Jak mogłaby nie pamiętać tak pięknego projektu? Pal licho kradzież, ale ta suknia zdaniem Christophera była niezapomniana.
– A to gwiazda dzisiejszej wystawy, autorka tych wszystkich prac, panna Yvo… Yvette – dopełnił prezentacji. Lorcan zmierzył Millie ciekawym spojrzeniem (nie kojarzył jej: i to już wzbudzało pewne zainteresowanie, bo większość czystokrwistych znał choćby z widzenia, Christopher spotykał się niekiedy z pannami półkrwi, o ile ich rodziny należały do tych starszych, ale światu to rzadko je pokazywał), Anna zdawała się skonsternowana, a Yvette uśmiechnęła się uprzejmie. – Jak podobają ci się zdjęcia magicznego Londynu w jej wykonaniu?
Machnął przy tym niedbale ręką, wskazując na wystawione fotografie przechodniów na Horyzontalnej, paru osób siedzących przy stolikach przed Fontanną Szczęśliwego Losu oraz jakiegoś ulicznego artysty.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#4
01.05.2024, 12:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.05.2024, 14:57 przez Millie Moody.)  
Nie dało się ukryć, że miała słabość do wysokich mężczyzn. Do wysokich, egocentrycznych dupków, jakoś ją tak ciągnęło w te rejony powiewających czerwonych flag osób, które z pewnością nie dadzą jej szczęścia na dłuższą metę. Ona jednak nigdy nie miała długoterminowych planów, chciała tylko wzlecieć do nieba raz czy dwa, zapomnieć w zaborczym uścisku, jak chujowe było jej życie.

Jego słowa, jego szept przeszył ją więc podwójnie. Konspiracja, to był przyjemny teren do eksploracji. Szkoda tylko, dla Christophera najpewniej, że czas nie pozwolił mu na przekazanie większej ilości detali, pozostawiając bardzo wiele przestrzeni do swobodnej interpretacji. Oh well...

Odwróciła się do zbliżających ludzi, nie wiedząc kto dokładnie jest modliszką, chociaż pewnie nie panna młoda, czy też jej małżonek. Trawiło więc na trzecią pannę. Uśmiech Mildred był równie szeroki co Christophera, tak jak wyobrażała sobie jak rozmawiają ze sobą snobistyczne sfery na snobistycznych przyjęciach. Kiedy jednak dokonał prezentacji, odwróciła się do niego, skupiając absolutnie cała uwagę na twarzy swojego wspólnika, gdy układała czerwone usta w pełne zrozumienia i zachwytu "och".

– Mówisz o swoim opus magnum Chris? Jak mogłabym zapomnieć tę kreację godną samej Afrodyty! Gwieździsta droga zaklęta... właśnie dla Ciebie tak? – Kupa tiulu obsypana diamentami nie zrobiła na Mildred najmniejszego wrażenia. O ileż bardziej kora i liście, dziwaczne sploty i ostre igły niedokończonej i porzuconej kreacji w zaciszu magicznej szafy były tym co zapadło jej w pamięć, nie tylko przez wzglad na fakt, że obecnie kreacja czekała na "pewnie nigdy" założenie. Nie pamiętała ślubnej sukni bardziej niż białej wydmuszki dla jakiejś bogatej pizdeczki, ale - co w tym momencie było najistotniejsze - pamiętała z jaką miłością wypowiadał się o niej (sukni, nie modelce) Rosier, więc uznała, że dobre na otwarcie będzie pomizianie go po brzuszku. Zaraz potem jednak złociste oczy przeniosły się na Annę obecnie już Selwyn, błyszcząc udawanym zachwytem zmrużonym lekko zwężonymi kobiecą zazdrością powiekami. Zazdrością, której Millie nie zamierzała skąpić, wiedząc, że nic tak jak zazdrość o coś nie łechce kobiecego ego.

– A wiec Ty jesteś tą szczęściarą, która mogła ją pokazać światu? Musiałaś wyglądać nieziemsko! Tak było mi przykro, że pochorowałam się straszliwie i nie mogłam wtedy przyjść z Chrisem. Pokazywał mi zdjęcia, to jednak nie to samo widzieć tysiąc gwiazd mieniących się w ruchu... – westchnęła zasmucona, wsuwając swoje szczupłe ramię pod luźno opadającą rękę Christophera, chroniąc się w jego jakże swobodnym, bo przecież w miejscu publicznym uścisku. Przeniosła całkiem życzliwe spojrzenie (jak jej się wydawało) na drugiego mężczyznę, z tego co pamiętała przyjaciela swojego wspólnika. – Ciesz się, że nikt Ci jej nie ukradł sprzed ołtarza, gwiezdny pył to drogocenny składnik alchemiczny. – uśmiechnęła się szeroko, pozwalając sobie pogładzić Christopherowe plecy, tak pro bono, żeby wiedział, że może jej zaufać. Powiedzmy.

– Zdjęcia? Och... – w lekkim rozkojarzeniu przeniosła uwagę na nudne fotografie. – Dobre kadrowanie, chociaż osobiście preferuję, jak w tego typu ujęciach jest trochę więcej ziarna. Niemniej, czekam na performance! Jestem bardzo ciekawa, w jaki sposób wyświechtane pocztóweczki zostaną wprowadzone w arkana artystycznej domeny. Uwielbiam sztukę konceptualną, zawsze na takich eventach staram się uprzedzić myśl artysty. – wyciągnęła wolną rękę ku Yvet, czy jak jej tam było. – Nic nie mów... masz... barwne proszki, którym pokolorujesz ten nudny świat czarnobiałych ludzi i ich spraw? A może jednak tylko jeden kolor? Czerwień agresji? Granat melancholii? Albo nie...– oczy jej się rozszerzyły w sennej wizji, nie chciała szarżować, ale ciężko przestać biec w połowie ruchu – Obraz na fotografiach można przybliżać i oddalać, a wtedy w kadr wkrada się niepokój. Pozorna sielanka przechodzi w egzystencjalny lęk osamotnienia, odsłania brud ulicy, tęsknotę za niebem i jednocześnie dojmującą niemożność opuszczenia ziemi. Hah – odetchnęła uśmiechając się przepraszająco i kiwając na boki głową z wyciągniętą ręką ku "artystce", jakby chciała powstrzymać ją przed mówieniem. – Wybacz mi błagam, nic nie mów. Niech to będzie niespodzianka. Nie chcę wykorzystywać swojej przewagi zapoznania się z artystą, by wymuszać na nim zdradzanie clue całego artystycznego doświadczenia. Czasem pokusa jednak jest zbyt wielka i gdy Christopher pokazuje mi swoje najnowsze projekty, nie sposób nie pytać o koncept, inspirację do palety na którą się zdecydował, faktury po które pragnie sięgnąć... A i tak zawsze udaje mu się mnie zaskoczyć finalnym efektem, który sprawia, że każda kobieta ubrana przez niego staje się chodzącym dziełem sztuki, czyż nie Anno? – zamknęła się wreszcie, nawilżając sobie usta szampanem. Niech spróbuje zaprzeczyć to wydrapie niewdzięcznej suce oczy.
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#5
01.05.2024, 14:11  ✶  
Bez żadnych oporów pozwolił ująć się pod ramię, nie skrzywił się nawet na poufałe dotknięcie pleców, wszystko było dobre, byleby zadziałało. A on nie należał do ludzi nieśmiałych i był skłonny do flirtów, czemu więc miałoby mu to przeszkadzać? Zwłaszcza że Moody była na swój sposób intrygująca - złoto jej oczu i energia, która zdawała się wypełniać drobne ciało wyróżniały ją na tle innych, a Christopher nadr wszystko nie znosił banalności i przeciętności. Pewnie, nawet przez ułamek sekundy nie przyszło mu do głowy podrywać ją tak na poważnie, i nie spodziewał siępo niej naprawdę wiele, ale w tej chwili cieszył się głównie, że tak doskonale podjęła grę.
- Chris pokazał ci projekt? Rzadko chwali się nimi przed... premierą, że tak ujmę. - Lorcan spojrzał na nią jakby nieco uważniej, a potem przeniósł pytający wzrok na Rosiera.
- Mildred ma bardzo dobre oko. Dostrzegą drobne szczegóły, które mogą ujść czyjejeś uwadze...
Na przykład, co spotkało skradzioną suknię.
Uśmiech pełen samozadowolenia pojawił się na jego twarzy, gdy Mildred wychwalała suknię. Nie był durniem: wiedział doskonale, że to inny projekt naprawdę ją oczarował i dlatego ten przysłał jej w podzięce (a także dlatego, że pasowała do tej sukni, a ta suknia pasowała do niej, inaczej nigdy by jej nie dostała). Ale w swoim samozachwycie łatwo uwierzył, że i suknia ślubna zrobiła na Moody wrażenie, bo dlaczego miałoby być inaczej?
To która suknia przyciągnęła jej wzrok tamtego dnia było też dla niego pewnym wyznacznikiem. Christopher nie był empatą, nie wylapywał pewnych rzeczy, a w jego układzie słonecznym to on był słońcem, ale na swój sposób doskonale rozumiał kobiety. Gdy położyć przed nimi kilka ubrań, to które wybiorą do przymierzenia wiele powie o ich guście i charakterze.
A to, na które spojrzą z zachwytem, ale po które nie sięgną, powie jeszcze więcej o ich marzeniach i postrzeganiu samych siebie.
Mildred tamtego dnia nie spoglądała ku kreacjom najdroższym ani ku tym najbardziej kobiecym czy nawet tym, które on uznałby za najbardziej udane. To ta leśna, jak z krainy bardziej magicznej niż ich świat, o nieco przedziwych ozdobach, ją zaintrygowała. I jednocześnie - wyraźnie czuła, że ta nie jest dla niej.
Może trochę też dlatego jej ją podarował. Nie z dobroci serca przecież - nie był dobrym człowiekiem. Z podziękowania, bo uznał, że dobrze do siebie pasują i bo chciał przez chwilę poczuć się jak ta dobra wróżka z bajek, spełniająca marzenia. Myślał wtedy bardziej o swoim samopoczuciu niż jej szczęściu.
A potem było tylko lepiej.
Nie spodziewał się takiego potoku słów zupełnie i przez moment ledwo zapanował nad wyrazem twarzy i śmiechem wzbierającym gdzieś w gardle. Rosier naprawdę nie lubił się nudzić: po części dlatego tak mocno nie miał chęci spędzać czasu z Yvette czy tam Yvonne, zapomniał już, bo nudną się mu zdała. A ta scena nie była ani trochę nudna. Podobało mu się nawet nie to, że mówiła teraz jakby była córką rodu Averych co najmniej, a czego by się w życiu nie spodziewał po Moodych - wszak ci słynęli jako gliniarze z pustymi kieszeniami - a jak gładko z jej ust płynęły kłamstwa.
Anna zdawała się niepewna, czy powinna być zadowolona z komplementów płynących w jej stronę, czy może właśnie obrażano jej przyjaciółkę i należy stanąć po jej stronie.
- Suknia ślubna Chrisa była cudowna, rzeczywiście czułam się w niej jak księżniczka - przyznała w końcu, zerkając na Yvette.
Ta z kolei zbladła nieco, dłoń zacisnęła mocniej na kieliszku. Zebrała się jednak w sobie dość szybko.
- Stawiam na realizm. Chcę pokazać duszę magicznego Londynu i jego mieszkańców, nie przetwarzać jej technikami, które mogłyby zafałszować obraz. Rozumiem, że to twoja...
- Droga przyjaciółka, na razie za wcześnie na deklaracje - powiedział Rosier gładko, zanim Miles zdążyła odpowiedzieć, bo Lorcan widać gładko łyknął część bajeczki, skoro usłyszał, że Rosier pokazał jej suknię, ale już w jakieś przesadne słowa by tu nie uwierzył, znając Rosiera. - Mam nadzieję, że rozumiecie, skoro już tu wpadłem na Mildred, nie wypada zostawiać jej samej i iść z waszą trójką...
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#6
01.05.2024, 14:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.05.2024, 10:16 przez Millie Moody.)  
Cudownie było patrzeć jak zmieniają się kolory na twarzy pani fotografki. Realizm, dobre sobie. Gdyby była taką fanką realizmu, to nawaliłaby sobie zdecydowanie mniej tapety na swój głupi ryj. Już zamierzała coś odszczekać, już ostrzyła zęby by wybuchnąć jej w twarz, że gówno wie o tym czym jest ulica, jak czuć ją pod dziurawymi butami podczas niekończących się patroli. Gówno wiedziała o tym, jak śmierdzi Londyn, jak sadza z magicznych kominów osadza się na skarłowaciałych istnieniach, nie wiedzących co ze sobą zrobić na chwilę przed zmierzchem w godzinie wilka. Już chciała..

droga przyjaciółka

Jaki szybki, jaki przyjemny awans. Jej twarz momentalnie złagodniała, gubiąc kpinę, gdy uniosła ku niemu głowę, by spojrzeć na ostro ścięty profil swojego "drogiego przyjaciela".
– Och jesteś taki słodki, ja zawsze się gubię, gdy mam komuś powiedzieć o tej złocistej nici przeznaczenia, która zszyła materie naszych losów – westchnęła rozmarzona, wtulając się w niego mocniej, na wypadek gdyby Yweczka była równie ślepa w galerii, co w terenie. – Ale, ale, kochanie... skoro nie będzie ciągu dalszego, to ja nie widzę powodu, żeby tu pozostawać. Wieczór więc mam nieoczekiwanie do Twojej dyspozycji, na cokolwiek masz ochotę... – zawiesiła głos w oczekiwaniu. Śmietnikowe koty mają to do siebie, że potrafią być bardzo wdzięczne, gdy ktoś się nimi zaopiekuje. Nie wyklucza to oczywiście bycia podrapanym i pogryzionym gdzieś w miedzy czasie, ale teraz Millie w ferworze zabawy nie potrafiła znaleźć odpowiedniej granicy dobrego smaku bardzo otwartego obecnie flirtu.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#7
02.05.2024, 10:15  ✶  
To oblicze magicznego Londynu, tak dobrze znane Millie, było obce i dla Christophera. Mieszkał we własnej kamienicy przy Horyzontalnej, w sąsiedztwie kamienic należących do jemu podobnych: bogatych i uprzywilejowanych. Nigdy nawet nie zbliżał się do tej części alei, która przylegała do Nokturnu, bo czego miałby tam szukać? Spędzał dnie w Domu Mody Rosierów, eleganckim i zdobionym magicznymi różami, symbolem ich marki, a wieczorami odwiedzał Teatr Selwynów, iskrzący od świateł, Galerię Sztuki Averych, pełną zaklętych obrazów, Muzeum Shafiqów czy najlepsze restauracje przy Pokątnej.
To też był magiczny Londyn, dla niego równie realny jak bruk pod stopami i kosze na śmieci przewrócone na Nokturnie.
Po prostu jego część zaledwie.
W pewnym sensie on i Mildred Moody żyli w dwóch światach, istniejących tuż obok siebie i czasem się stykających, ale wciąż bardzo odmiennych.
– Mildred jest romantyczką – oświadczył z tak poważną miną, na jaką mógł się zdobyć, otaczając Moody ramieniem. A potem rzucił porozumiewawcze spojrzenie Lorcanowi: Selwyn wiedział, że Christopher romantykiem nie jest, ale scenka była przecież jasna, a nie psujesz przyjacielowi potencjalnej randki, nawet jeżeli chciałeś wyswatać go z inną. Lorcan położył więc dłoń na ramieniu Anny.
– Kochanie, myślę, że umówimy się z Chrisem w przyszłym tygodniu. Co ty na to? Wtedy wszystko nam opowie.
– Z tobą zawsze, Lorcan. Anno, to była przyjemność. Yvette, cudowne zdjęcia – powiedział Christopher, zanim wciąż obejmując Mildred odwrócił się i skierował w stronę wyjścia. Dopiero kiedy znaleźli się poza zasięgiem uszu jego przyjaciół, i gdy był pewny, że widzą co najwyżej jego plecy znikające w tłumie, przewrócił jasnymi oczami. – Na matkę księżyca, słyszałaś to? „Nam opowie”. Czy małżeństwo jakoś zszywa umysły i osobowości? Jeszcze trzy miesiące temu nie chciałby, żebym opowiadał o randkach jego partnerce – stwierdził, dając upust tej odrobinie niezadowolenia, która tliła się w nim podczas całego spotkania, gdy odkrywał, że Lorcan po powrocie z podróży poślubnej był jakiś taki inny. „Im” opowie! Jakby Selwyn nie wiedział, że o pewnych rzeczach szczerze przy Annie słowa nie mógłby powiedzieć?!
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#8
04.05.2024, 17:11  ✶  
Przez moment kusiło, żeby to pociągnąć, żeby obrócić całą farsę przeciwko blond lalusiowi od kiecek. Przejść się z jego fancy przyjaciółmi na herbatkę, pojeździć po tych fotografiach, pojeździć po czyściuchach, bo czemu nie, poopowiadać o życiu jakiejś wymyślonej Mildred, która świeżo wróciła z Francji i przygotowuje się do wystawienia swoich prac. W tym samy miejscu oczywiście, z tym samym koniecznie szampanem. Bardzo smakowały jej te bąble.

Tymczasem Christopher przejął inicjatywę, a choć wiele można powiedzieć o narowistości temperamentu panny Moody, to jednak lata pracowania pod detektywami (nie dosłownie)(przynajmniej w szalonej większości przypadków) sprawiały, że po prostu wiedziała kiedy się zamknąć i dać płynąć sprawom już tylko siła inercji. Tak jak teraz.

Pitu pitu i pozamiatane. Papa Ywonko.

Szli ulicą cały czas przytuleni do siebie, to było przyjemne, większość jej przygód nie zakładała tego typu zachowań. Myśli rozbiegane podsunęły jej smutną dość refleksję, że nie pamięta, kiedy ostatnim razem szła z kimkolwiek tak blisko, ciesząc się drogą, milcząc ale też bez zmartwienia o konieczność wypełniania ciszy. Nie sposób było nie zauważyć, że całą farsa dobiegła końca.

– No dobrze, więc która była modliszką? Bo chyba nie ta zszarzała pani fotografka? – wypaliła Millie rozbawionym tonem, próbując rozpaczliwie nie myśleć, że ta wystawa jednak miała wypełnić jej wieczór, a tak wychodziło na to, że zaraz znów zostanie sama ze swoimi myślami. Ze swoją nieutuloną tęsknotą i poszukiwaniem jakiegokolwiek sensu w swojej zszarzałej egzystencji. – Wisisz mi dobrego szampana, zamierzałam tam osuszyć jeszcze chociaż ze dwa kieliszki panie Rosier. – Cmoknęła uśmiechając się jak leniwa kotka, pozwalając sobie fantazjować o randce z wysokim blondynem. Znaczy nie randce, nie takiej prawdziwej, ale o tym co mógłby opowiedzieć na temat ich spotkania przy stole z lalusiem i jego panną. Tak żeby ich zszokować, żeby nigdy więcej nie chcieli wiedzieć na temat tych randek. – Musisz zrobić to raz a dobrze. W sensie doprawić takim kinkiem, żeby Lorcan nigdy więcej Cię nie poprosił o "nam opowie". To jedyna droga – dodała z pewnością siebie, która może powierzchowna, ale wciąż potrafiła robić wrażenie.


Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#9
04.05.2024, 17:44  ✶  
– Dobrze, modliszka to niewłaściwe określenie. Była… bluszczem. Oplatającym się i zaduszającym prawdopodobnie – odparł Christopher, przepełniony ulgą, że pani fotograf, która chciała, aby pokazał jej swoje projekty, została w tyle. Nie widział jej w swoich sukniach, a jeżeli nie widział jakiejś kobiety w sukni Christophera Rosiera, to ona tej sukni nie dostawała… No dobrze: niemal nigdy jej nie dostawała, bo dwa czy trzy razy zdarzyło się, że jakaś trafiła na licytację, ale zwykle tego unikał.
Jeżeli chciałeś, aby twoje projekty były ekskluzywne, nie mógł nosić ich każdy. I o tym, kto dostawał suknie Christophera, nie decydowało tylko to, jak gruby był twój portfel.
– Nie jestem pewny, czy to byłoby warte plotek w rodzinie – stwierdził, spoglądając na nią z góry z odrobiną rozbawienia na twarzy o ostrych rysach, łagodzonych jeszcze nieco młodzieńczością. – Lorcan zresztą nigdy nie próbowałby mnie swatać w ten sposób, gdyby nie Anna.
Rosier zresztą nie miałby nic przeciwko umówieniu go na randkę, ale na punkcie swoich projektów był przeczulony. Poza tym Yvonne czy tam Yvette nie zdawała mu się dość interesująca nawet na to, by zapamiętać jej imię. Za to Mildred… Zawahał się na moment przed kolejnymi słowami – była jakąś tam brygadzistką, dziewczyną półkrwi, panną z ulicy. Ale była też na swój sposób intrygująca, a chociaż na salony Christopher wprowadzał zwykle te damy „ze swojej sfery”, to przecież nie tak, że nigdy nie zdarzyło mu się umówić z córkami Abbottów czy Wrightów, też od pokoleń czarodziejami.
I odkrył, że właściwie ma ochotę gdzieś z nią iść – może dlatego, że tak bardzo rozbawiła go tym przedstawieniem?
– Wspomniałem chyba o wielkiej przysłudze, prawda? Może być cała skrzynka szampana, Mildred. Albo cokolwiek innego, co zechcesz. Niecnie wywabiłem cię z wystawy, wybierz, dokąd chcesz iść, a cię tam zabiorę. Byle nie na Nokturn – zastrzegł jeszcze, bo nagle uświadomił sobie, że dał tej dziewczynie suknię, bo skojarzyła mu się trochę z postacią Puka z jednego z przedstawień Selwynów, a Puk lubił płatać figle. A spędzenie tego wieczora w jakiejś spelunie jednak nie odpowiadałoby jego gustom i na pewno nieco za bardzo wyróżniałby się tam ubiorem oraz fryzurą. – Gdybym wszedł na Nokturn, ktoś próbowałby poderżnąć mi gardło dla tego płaszcza.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#10
07.05.2024, 09:30  ✶  
– Nie martw się księżniczko, nic Ci ze mną na Nokturnie nie grozi. – uśmiechnęła się absolutnie szczerze, choć może nie powinna być to rzecz, którą się mówi na pierwszej randce. Spotkaniu. Czymkolwiek, na czym teraz byli. Była bardzo z siebie dumna, że jeszcze nie zalała go bluzgami, jednak bardziej zależało jej na tym, by mieć towarzystwo tego wieczoru, a to była też ciekawa odmiana, że to towarzystwo nie zamierzało jej zaciągnąć do ciemnej alejki przelecieć i pójść z kolegami na piwo. To była ciekawa odmiana, że ona nie zamierzała zrobić tego samego mu. Jakieś wyzwanie. Jakaś odmiana.

Zastanawiała się nad potencjalnym miejscem gdzie mogliby pójść i w sumie jakiś pomysł zaczął jej kiełkować we łbie, a może po prostu wizja tego o czym paplała w galerii nie chciała tak łatwo się odkleić.
– Nie wiem na ile to się, ale wiesz tak myślę, że najchętniej poszłabym z Tobą do pracowni. Jeśli masz butelkę czy dwie czegoś dobrego, szkicownik i nie przeszkadza Ci rysowanie pod wpływem czy coś. – zamyśliła się. Czy to miało w ogóle sens? Czy musiało mieć sens? – Chciałabym zobaczyć dzisiaj cokolwiek, co zmyje z moich oczu te nudne fotki, a w sumie jestem ciekawa jak to wygląda, wiesz... proces twórczy. Sama kiedyś malowałam, ale nie miałam za dużo kontaktu z zawodowcami. Jestem ciekawa... jestem ciekawa z jakiej gliny jesteś ulepiony panie Rosier. Politura ładna, ale co jest w środku? Takie rzeczy wychodzą zazwyczaj przed pustą kartką, która potem wypełnia się liniami składającymi się na... coś. Myśl. Koncept. Wiec tak, jeśli mam wybierać, to tak bym chciała spędzić wieczór. – skrzywiła się do własnych słów, bo może więcej sensu miałoby naciągnąć go na kolacje w jakimś fancy miejscu do jakiego nigdy by nie weszła przy innej okazji. Może więcej sensu miałoby przeskoczyć z nim na degustację szkockiej, którą musiałby opłacić, a potem nie mieliby jak wrócić, przespaliby się w najętym pokoju? Też nieźle. Ale chyba wolała popatrzeć jak pracuje. Bo coś jej mówiło, gdy palcami przejeżdżała po materiałowej korze, że może to być więcej warte, niż wszelkie inne rozrywki, które mógłby opłacić. Kawałek duszy. Jakaś autentyczność. Nie było nic cenniejszego do ofiarowania.



« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (5290), Millie Moody (3870)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa